Katala - Okruchy

Opowiadania nawiązujące do cyklu o Harrym Potterze i dyskusje o nich.

Moderator: Arthur Weasley

archiwalny
Zaawansowany
Posty: 336
Rejestracja: 27.08.07, 07:13

Katala - Okruchy

Postautor: archiwalny » 30.04.15, 11:05

Po raz pierwszy zobaczyłam ją w parku. Siedziałam i przeglądałam swoje papiery kiedy poczułam, że ktoś siada na ławce. Podniosłam głowę i natrafiłam na jej zielone oczy. Potem chodziła za mną wszędzie. Kiedy odwracałam się w jej kierunku przekrzywiała charakterystycznie głowę i uśmiechała się delikatnie. Pełna milczenia, spokoju i cierpliwości.
Pewnej nocy usiadła na krześle Pana J., wyciągnęła mały zeszyt i położyła go na biurku.
- Przepiszesz to? – spytała.
Wzięłam go do ręki i otworzyłam. Niewiele tekstu. Kilkanaście kartek zapisanych drobnym, wyraźnym pismem. Kilka rozmazanych linijek na ostatnich stronach.
- Podyktuję ci te rozmyte fragmenty – wyszeptała.
Kiwnęłam głową i włączyłam komputer.
- Dziękuję – powiedziała kilka godzin później wychodząc z pokoju i z mojego życia.



7.08.1980
Najtrudniej jest zacząć

Cześć, Zielonooki!
Usnąłeś, a ja zamiast zrobić to samo, siedzę i wpatruję się w Ciebie, licząc że otworzysz oczy i spojrzysz na mnie.
Przed chwilą uśmiechnąłeś się przez sen. To dopiero jest magia.
Tamtego ranka, pięć miesięcy temu, kiedy po raz pierwszy poczułam że jesteś we mnie i żyjesz, pomyślałam, że chciałabym zatrzymać tę chwilę tylko dla siebie. Ale później, kiedy James wrócił do domu, przyłożył głowę do mojego brzucha, a Ty jakby odpowiadając na jego wezwanie delikatnie się poruszyłeś, wiedziałam że nie mogę tego zrobić. Że powinnam zachować ją również dla Ciebie.
Pamiętam, jak pomyślałam że jest tyle rzeczy, o których chciałabym Ci opowiedzieć. Nie po to abyś wiedział co słuszne, ale żebyś wiedział co było istotne dla Twoich rodziców. Czemu podporządkowali swoje życie, w co wierzyli i co chcieli Ci przekazać.
Jeszcze tego samego dnia wyciągnęłam Jima na zakupy. Przeglądałam dziesiątki zeszytów zanim wybrałam Ten, którego szukałam. Niewielki, z ciemnymi okładkami i trochę pożółkłymi na rogach kartkami. Nosiłam go przez pięć miesięcy i ani razu nie otworzyłam. Nie napisałam w nim ani słowa. Do dzisiaj.
Wszystkiego dobrego w siódmym dniu życia, Harry.
Witaj w naszym życiu.

10.08.1980
On, On i Oni

Pewnie kiedyś zapytasz mnie – dlaczego on?
Trudno odpowiedzieć w kilku słowach. Tym bardziej, że „dlaczego on Teraz”, różni się od „dlaczego on Wtedy”. Nie wiem czy będę potrafiła to jasno wytłumaczyć.
Kiedy dorośniesz, przekonasz się że Jim ma w sobie pewien magnetyzm, jakąś przyciągającą siłę. Zawsze ją miał. Nawet w szkole dzieciaki zwracały się w jego kierunku, nieświadomie uśmiechały, a mniejsze wodziły za nim wzrokiem. We mnie dodatkowo wywoływał delikatne drżenie, mrowienie w palcach, dreszcze przebiegające po plecach. Czułam lekkie zawirowanie myśli, a potem gotowość zarówno do obrony, jak i do ataku.
Ale nie, Harry, nie zakochałam się w Twoim ojcu pierwszego dnia szkoły. Prawdę mówiąc, podczas ceremonii nawet go nie widziałam. Wtedy nie widziałam prawie nikogo. Byłam zbyt onieśmielona aby rozglądać się na boki, a już na pewno nie patrzyłam na starsze klasy. James twierdzi jednak, że właśnie swoim zachowaniem odciągnęłam go od rozmowy z Syriuszem. To chyba nie jest możliwe, a już na pewno ja tego nie pamiętam, ale nie będę się z nim kłócić. Podejrzewam, że pewnie trochę oszukuje, ale nie mam nic przeciwko temu.
Przez następne lata widywałam Jamesa naprawdę rzadko – w bibliotece, w Sali Wspólnej, niekiedy na boisku. Razem z Huncwotami lubili bywać tam, gdzie kręciły się gromady roześmianych dziewczyn, więc czasami „wpadaliśmy” na siebie. Pewnie równie często spotykałam Remusa czy Syriusza, ale ich obecności nie wyczuwałam tak silnie.
Potem wybuchła wielka kłótnia, która zamiast nas oddalić dała nam temat do rozmów. Jednak kiedy zaczęłam poznawać Jima bliżej, raczej wywoływał we mnie niepokój, niż zachwyt. Nieokrzesany, uparty „Pan Świata i Okolic”. Ten jego uśmieszek na twarzy i niedbały gest targający włosy pod tytułem To ja! Zwróćcie na mnie uwagę! I trzepoczący w jego ręku znicz. Potrafił godzinami uwalniać go i łapać. Uwalniać i łapać. I cała szkoła, która kątem oka przyglądała się temu i nie reagowała. Brrrr! „Nietykalny Święty Potter”. Do tej pory krew się we mnie gotuje jak o tym myślę.
Na to wszystko nakładało się zainteresowanie jakie wzbudzał swoją osobą. Śmiałam się i pukałam w czoło, widząc przesyłane w jego kierunku uśmiechy i trzepoty rzęs, ale im bardziej starałam się go ignorować, tym bardziej mnie intrygował.
A potem zaczęło się coś ze mną dziać - nieplanowane potknięcia, upuszczone książki, zdradliwe rumieńce na twarzy. Złościło mnie moje niekontrolowane zachowanie i sposób, w jaki on na nie reagował. Zwykle przystawał na moment i spoglądał na mnie przez chwilę, a ja w tym czasie traciłam oddech.
Później zaczęłam przyłapywać się na wyszukiwaniu go z tłumu Gryfonów - jego sylwetki, głosu, śmiechu. Chyba wtedy zaczęłam dostrzegać, że nigdy nie był sam. Każdy musi być kiedyś sam, ale nie James. Mówiło się - Potter, myślało - Potter, Black, Lupin i Pettigrew. James i jego koledzy. Wszędzie razem. Wiesz, że nawet większość szlabanów odrabiali wspólnie? Cztery czerwono-złote lwy, znane w całej szkole.
Każdy z nich był inny, ale razem tworzyli jedność. Bardzo dziwną jedność, swoistą mieszankę wybuchową, z jednym słabszym – nie, nie słabszym, raczej „odmiennym” ogniwem. James, Remus i Syriusz - a dopiero potem, po krótkiej chwili przerwy - Peter. Zawsze zastanawiałam się, po jakim czasie zauważyliby że go nie ma. Kiedy dostrzegliby że odszedł, wybrał inną drogę? A może w ogóle by tego nie zauważyli?
Znowu nie kontroluję natłoku myśli.
Wracając do pytania - dlaczego on? Być może tak ...
Wolisz jeść niż słuchać dlaczego kocham Twojego ojca?

wieczorem
Rano mi się upiekło, a teraz nie mam czasu na długie pisanie. A pewnie gdybym zaczęła odpowiadać na poranne pytanie, zapisałbym kilka stron. Chyba na razie musi wystarczyć Ci wiara, że Twoja matka dokonała słusznego wyboru. Zresztą i tak jak poznasz swojego ojca, nie będę musiała Ci niczego tłumaczyć. Zrozumiesz wszystko sam, a ja tylko kiedy dorośniesz opowiem Ci, jak daleką drogę musiał przejść złoto-czerwony szukający Gryfonów, aby stać się ojcem mojego dziecka.
I jeszcze jedno. Od kilkunastu dni kocham go odrobinkę mocniej. To dzięki Tobie, Zielonooki Człowieczku.


20.08.1980
Otacza nas mgła i smutek

Nastały ciężkie czasy, Harry. Bardzo smutne i bardzo mroczne. Strach zamieszkał nie tylko na naszych ulicach, ale wdziera się do naszych mieszkań.
Widziałam wczoraj staruszkę przechodzącą obok naszego domu. Szła powoli, ze spuszczoną głową, wspierając się na lasce. Najprawdopodobniej nawet gdyby chciała nie potrafiłaby iść szybciej, ale ja w jej ruchu dostrzegłam również pewne wahanie. I to nie takie, spowodowane jedynie wiekiem, ale również brakiem pewności kolejnego kroku.
Stałam i przez zasłonięte firankami okno śledziłam każdy ruchy. Kilka lat wcześniej nawet obietnica złożona Jamesowi nie zatrzymałaby mnie w domu, ale wczoraj zamiast jej pomóc, tylko mocniej przytuliłam się do Ciebie.
Myślę, że nie wszyscy mamy odwagę przyznać się do strachu, ale odczuwa go każdy z nas. Nawet James, choć nigdy nie daje tego po sobie poznać. Może nawet i Syriusz.
Ja, z dnia na dzień, czuję się coraz bardziej zniewolona. Nie tylko ogarnia mnie niepokój na myśli o pracy Twojego ojca, ale chyba zaczynam bać się każdego kolejnego dnia. Trzaski na ulicy, krzyki za oknem - wypompowują mi powietrze z płuc i wstrzymują oddech. Wtedy w oczekiwaniu na uderzenie w drzwi nieruchomieję na kilka uderzeń serca.
Jestem coraz bardziej nerwowa. Syriusz śmieje się ze mnie, twierdząc że zmiękłam i stałam się bardzo przewrażliwiona odkąd pojawiłeś się w moim życiu. Zastanawiałam się dzisiaj nad tym i wydaje mi się, że nie ma racji – większość otaczających mnie ludzi jest przewrażliwiona. Może to jakaś zakaźna choroba naszych czasów. Cicho siedzimy w domach, cicho przemykamy ulicami i równie cicho liczymy dni i godziny – te, które przeżyliśmy i te, które nam pozostały.
Wiesz jak pusto jest po zmroku na ulicach? Od czasu do czasu słychać jedynie ciężkie kroki strażników pilnujących porządku. Naczelna zasada zdrowego rozsądku: „Nie musisz – nie wychodź! W domu nic ci się nie stanie”.
Nagłówki prasowe: „Kolejny atak”, „Nowe grupy Śmierciożerców”, „Cztery ataki na Sędziów Wizengamotu”.
Chcesz żyć w takim świecie? Nie miałeś w tej kwestii wiele do powiedzenia. A ja teraz mogę tylko prosić Tego Który Czuwa, abyś pewnego dnia nie miał o to do nas pretensji. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała przeprosić Cię za to, że przyszedłeś na świat.

wieczorem
Kłamstwo. Oszukałam Cię. W domu też giną ludzie.
Dzisiaj spłonęły dwa budynki w zachodniej części miasta. Nie ma dwóch rodzin. Osiem osób odeszło w przeszłość. Remus mówił, że pożar był tak wielki, że spłonęło wszystko. Nie udało się nawet wyciągnąć ciał z pogorzeliska. Wczoraj cieszyli się życiem, dzisiaj są tematem dnia, za tydzień staną się wspomnieniem, a za kilka lat kolejnymi numerkami na liście zasłużonych-poległych na polu chwały. Będziemy im nosić raz w roku symboliczne kwiatki i wspominać ich poświęcenie.
Nie ma dnia, abym nie myślała czy będziemy kolejnymi numerkami na liście. Trzy kolejne numerki. A może nie trzy, tylko dwa. Albo jeden. Może wcale nie tak daleka droga do Tego Który Wie.
Znowu płaczesz. A razem z Tobą świat za oknem.

15.09.1980
Prawo wyboru

Każdy z nas ma prawo do wolności. Wypijamy ją z mlekiem naszych matek, wysłuchujemy z kołysankami naszych babek. Ojcowie i dziadkowie opowiadają nam o niej w zimowe wieczory i upalne letnie dni.
Pamiętaj, Harry - żaden człowiek na świecie nie ma prawa więzić innego, narzucać mu swojej woli, podporządkowywać go sobie. Każdy z nas ma prawo podejmować własne wybory i obowiązek ponosić ich konsekwencje.
I choć walka sama w sobie nie jest dobra, są rzeczy, w imię których jest usprawiedliwiona.
Tak sądzę. To moje zdanie.
Ty oczywiście masz prawo posiadać swoje, ale jesteśmy po to, aby pokazać Ci że nasze jest słuszne.
To zdanie powyżej napisał Twój zmęczony ojciec, który uznał że nie dość że piszę frazesy, to przez nie poświęcam mu mniej czasu niż powinnam. Czyżby był zazdrosny? Teraz stoi za mną i patrzy co jeszcze wyskrobię. I choć tego nie widzę, czuję że znowu targa sobie włosy i na dodatek mruczy pod nosem, że wie że to czuję.
Dobranoc, Synku.
Czy dzieciaki w Twoim wieku już śnią?
Nie, nie kłócimy się. Trudno jest kłócić się z kimś, kto zamiast odpowiedzieć na Twoje pytanie, usnął zmęczony na krześle.

28.09.1980
Radość oddechu

Siedzimy sami w domu. Chłopcy wyjechali i od dwóch dni nie dają znaku życia. Zaczynam czuć się jak pies uwiązany na smyczy. NIE wolno mi wychodzić. NIE wolno zbliżać się do okien. NIE wolno zwracać na siebie uwagi. Sów NIE wysyłać. Gości NIE przyjmować. Dobrze, że mogę jeszcze oddychać.
Wspominałam dzisiaj szkołę. Siedem długich lat szczęścia i beztroski, niczym nie skrępowanej radości dnia codziennego. Czy rzeczywiście było wtedy tak cudownie, czy tylko z perspektywy czasu tak na to patrzę?
Jest coś, o czym myślałam dzisiaj cały dzień i kiedy tylko nabiorę odwagi opowiem Ci o tym.

29.09.1980
Który zastąpił odwagę

Nie nabrałam odwagi, przepraszam, Synku.

1.10.1980
Ten pierwszy raz

Tyle rzeczy jest dla Ciebie pierwszych. Niemal wszystko. Pierwszy uśmiech, przełożenie zabawki z rączki do rączki, obrót z pleców na brzuszek, pierwsza świadoma reakcja na kogoś znajomego i nieznanego. I pierwszy śmiech.
Zaśmiałeś się dzisiaj głośno - po raz pierwszy w życiu. Siedzieliśmy i wpatrywaliśmy się w Ciebie, jak w obraz: To mój syn, To mój chrześniak. Dwóch zwariowanych facetów z małym dzieckiem. Szkoda, że tego nie zapamiętasz. Naprawdę byli weseli. W pewnym momencie miałam wrażenie, że udało się im oderwać od naszych smutków. Cieszyli się jak małe dzieci - klepali po plecach, gratulowali sobie, snuli plany na przyszłość. Demony Dnia Codziennego na krótką chwilę schowały się przed nami.
Akt drugi nie był już tak spektakularny. Remus i Peter zostali oczywiście poinformowani o wielkich zmianach, jakie zaszły od czasu kiedy widzieli Cię ostatni raz, ale wszystko odbyło się ciszej i spokojniej.
Kiedy usiedli we czterech do swoich zwyczajowych wieczornych rozmów, zaśmiałeś się ponownie. Pouśmiechali się przez chwilę, jakby wyczerpali dzienny limit głośnego śmiechu.
Znowu złe wieści. Znowu muszą wyjechać. Po raz kolejny nadchodzi czas, kiedy odłożę sen na górną półkę, będę ćwiczyć cierpliwość, odganiać chore myśli i wydeptywać dróżkę od jednego okna do drugiego.
Jesteś bardzo cichym dzieckiem, Harry. Nie marudzisz, nie płaczesz często, nawet nie domagasz się specjalnie noszenia na rękach. Czasami tego żałuję, bo już z obawą myślę o dniu, kiedy spojrzysz na mnie i powiesz z wyrzutem – Mamo, jestem za duży na takie przytulanki.
Do dzisiaj cieszyłam się, że mimo ciemności jesteś taki jasny. Teraz już wiem, że również potrafisz obdarzać tą jasnością innych. Tak, jak tym dzisiejszym śmiechem. Jak całym swoim dotychczasowym życiem. Jak całym swoim przyszłym życiem, mam nadzieję.

wieczorem
Godzinę temu usłyszałam go po raz pierwszy w naszym domu – zimny i przerażający. Wdziera się do mojej głowy w różnych miejscach, o różnych porach. Nigdy jednak nie był tak blisko. Załomotała okiennica, otworzyło się okno i do domu wpadł zminy podmuch powietrza.
Myślałam czy nie powiedzieć o tym Jamesowi, ale jak na razie nie nabrałam wystarczająco dużo odwagi. Nie mam sumienia składać dodatkowo na jego barki swoich urojeń i przywidzeń. Może Peter ma rację i nie powinnam na razie o tym wspominać. Ogoniasty twierdzi, że sam kilkakrotnie miał wrażenie otaczającego, przebijającego kości czaszki, wdzierającego się do środka mózgu śmiechu. Podobno był wtedy zmęczony i niewyspany, a kiedy odpoczął i zebrał siły - śmiech zamilkł. Może ma rację, bo rzeczywiście ostatnio wygląda lepiej i zachowuje się trochę inaczej. Czasami nawet mam wrażenie, że stał się bardziej stanowczy. Jakby obudziły się w nim i wyszły na światło dnia dawno skrywane siły. Jeśli więc ma rację, nie powinnam zawracać Jamesowi głowy.
Powalczę więc z „Panem Okrutnym Śmiechem” samotnie.

Co chciałam Ci dzisiaj powiedzieć? Masz zwariowanego ojca, szalonego opiekuna, mądrego i poważnych wujków. Właściwie nie wiem, czy się z tego cieszyć, czy się tego bać. Na dokładkę los przydzielił Ci matkę niepokojoną przez zimny, okrutny śmiech. Ciekawe, co powiesz o naszej kompanii kiedy nauczysz się mówić. Tej niewiadomej obawiam się równie mocno, jak każdego kolejnego dnia.


10.10.1980
Pytania

W życiu każdego człowieka są sytuacje, momenty których się wstydzi, o których chciałby zapomnieć, wymazać ze swoich wspomnień. Często, nie dość że potrafią zjadać nas od środka, to niczym robaki poszukujące wody, wychodzą na powierzchnię ziemi i ujawniają to, co chcielibyśmy zakopać głęboko.
Pewnego dnia, kiedy zorientujemy się że przelaliśmy wszystkie łzy, może uda się nam dostrzec nie tylko samo zło tych momentów, ale również odkryć to, co z nami zrobiły te chwile. Czy nas zmieniły? Jak nas zmieniły?
Zło samo w sobie jest złem, ale czasami jedynie dzięki niemu możemy odkryć prawdę o sobie. Tylko dzięki niemu możemy spojrzeć na to, co zrobiliśmy, oderwać się od świętego przekonania o własnej nieomylności, dostrzegając własne usterki i potknięcia. Ale nie każdy to potrafi. Ja sama nie jestem w tym najlepsza.
Nie wierz w ideały, Harry. My wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i zdarzają się nam błędy. Podobnie jak oddech czy bicie serca i one są wpisane w nasze codzienne życie. Wszyscy wiemy jak smakują pomyłki. Sama popełniłam ich kilka i pewnie jeszcze wielokrotnie popełnię. I moi rodzice. I Petunia. Wszyscy. I Twój ojciec, Harry.

wieczorem
Wiesz, czemu krzywdzimy ludzi? Czemu jesteśmy dla innych okrutni? Boimy się ich i robimy to w odruchu samoobrony, czy atakujemy przynętę, bo jest mniejsza i słabsza? Chcemy podkreślić swoją wielkość i wyjątkowość, czy stosujemy zasadę obronnego ataku?
Czemu stajemy w obronie tych atakowanych?
A ja? Z jakiego powodu próbowałam przeszkodzić wydarzeniom tamtego popołudnia? Chciałam pomóc Ślizgonowi, czy utrzeć nosa szukającemu Gryfonów? Przeciwstawić się okrucieństwu, czy zwrócić na siebie uwagę przystojnego chłopaka? Bezinteresowna pomoc, czy chłodna kalkulacja?
Współczucie dla męczonego, czy przeciwstawienie się okrucieństwu? Na którym z nich się skupiłam – na dręczonym, czy dręczycielu?
Wydawało mi się, że mogę o tym napisać, ale myliłam się.
Nadal szukam odwagi.

31.01.1981
Szczur i Pies

Lubię Petera. Jest inny niż chłopcy.
Tak naprawdę nie wiem, co przyciągnęło go do Twojego ojca. Może to ta siła Jamesa? A może ktoś to zaplanował? Tylko w jakim celu postawił Petera na drodze Jamesa? A może sama krzywdzę Ogoniastego takim myśleniem. Może pytanie powinno brzmieć inaczej - w jakim celu ten Ktoś postawił Twojego ojca na drodze Petera?
Jeśli przyjąć, że każdy z nas bierze z kontaktów z innymi coś dla siebie, to czego Glizdogon oczekiwał od chłopców? Czy chciał schować swoje obawy i niepewność kryjąc się w cieniu chłopaków? A może liczył że stojąc razem z nimi, choć mało widoczny, będzie dostrzegany i rozpoznawany? Chciał się skryć, czy stać się bardziej widoczny? Pierwszy, czy ostatni?
Tylko, że w komplecie z gwiazdami pokroju Rogacza i Łapy, nikt nie miał szans stania się pierwszym. Nawet Remus. Ale Lunatyk to inna historia. Na inny list. Dzisiaj miało być o Peterze.
Lubię go. Jest inny. Przed Twoim urodzeniem często siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy w oczekiwaniu na powrót chłopców. Ja krzątałam się po kuchni, a on opowiadał mi co nowego dzieje się na świecie. Jak zmienił się od wczoraj.
Peter od pewnego czasu jest stale obecny w naszym życiu. Nie bierze tak czynnego udziału w zadaniach jak chłopcy, więc niekiedy spędza z nami całe popołudnia lub wieczory.
Może znowu krzywdzę go takimi podejrzeniami, ale czasem ciężko mi odpędzić się od natrętnych myśli i zastanawiam się, czy nie traktuje nas jak szansy zbliżenia się do Jamesa. Dopiero później przychodzą refleksje – głupio mi i przepraszam go w myślach. To prawda, bywa zamknięty w sobie, z reguły jest małomówny, ale nie wierzę, że trzyma go przy nas jedynie nagroda w postaci krótkiego, zmęczonego uśmiechu i kilku słów podziękowania Jima.
To dziwne, ale mimo wspólnie spędzanego czasu, Peter nadal zachowuje pewien dystans w stosunku do nas. Nie stara się wytłumaczyć Ci zasad obrony przed czarną magią, jak Remus i nie wywraca domu do góry nogami podczas wspólnej zabawy, jak Syriusz. Niekiedy jednak próbuje się z Tobą bawić. Podsuwa klocki, pokazuje zabawki, nawet nosi na rękach. Trochę ostrożniej, z większą rezerwą, bardziej nieporadnie.
Dzisiaj, przez jedną chwilę pomyślałam, że być może byłby dla Ciebie lepszym ojcem chrzestnym. Taka natrętna myśl, która przebiegła przez głowę, a potem długo bzyczała nad uchem jak męcząca mucha.
Kiedy wrócili chłopcy i zaczęli sprawdzać Twoje umiejętności szybko zganiłam się za ten pomysł. Harry, musisz wiedzieć, że nie żałuję naszego wyboru. Od samego początku, od dnia w którym dowiedzieliśmy się że pojawisz się na świecie, wiedzieliśmy kto będzie Twoim ojcem chrzestnym. To był nasz wspólny wybór. Nadal jestem przekonana, że gdyby nas zabrakło Łapa byłby dobrym opiekunem. Zrobiłby wszystko aby zapewnić Ci bezpieczeństwo (pod warunkiem że nie zatraciłby się w szukaniu zemsty za naszą śmierć). Zresztą wystarczy spojrzeć na Wasze zabawy. Na chwile kiedy wyrywasz mu sierść, a on zamiast warknąć czy kłapnąć zębami jedynie cicho popiskuje.
Dzisiaj usnąłeś, wtulony w jego futro i wiele trudu kosztowało nas przekonanie go, że dla dziecka w Twoim wieku znacznie odpowiedniejszym miejscem do spania jest łóżko.
Chociaż pokiwał łbem, jestem pewna że nie zgodził się z moim tłumaczeniem. Zresztą James też nie wyglądał na przekonanego.
Czarodzieje!

25.02.1981
Kolejni na liście zasłużonych

W ciężkich czasach przyjdzie Ci żyć, Harry. Ponoć żadne nie są łatwe, ale te są wyjątkowo niebezpieczne. Mam nadzieję że kiedy dorośniesz, jedynie nasze wspomnienia będą dokumentem tych dni. Może wtedy będziemy w stanie mówić o nich spokojniej - z nutką smutku, ale i sporą dawką radości że odeszły, i nadzieją że już nigdy nie wrócą.
Skończyłam kolejną partię maści łagodzącej. Na dworze jest biało i smutno. Słońce jeszcze nie wstało, ale już czuje się w powietrzu powiew poranka. Otworzyłam okno i kuchnia natychmiast wypełniła się chłodem. Z dachu spadło kilka sopli, uderzając głośno o parapet. Powietrze zapachniało wiosną.
Rozbolała mnie głowa, a jestem zbyt zmęczona aby teraz pójść spać.
Dzisiaj w nocy zginęło siedmiu aurorów. Kolejna interwencja. Syriusz leży poskładany w pokoju gościnnym. Remus krąży wokół niego niczym ja dookoła Ciebie, kiedy jesteś chory, James został w Londynie, a Peter przepadł. Nie uspokoiło mnie zapewnienie Łapy, że pewnie schował się i czeka w ciemnej dziurze. Wszystko idzie nie tak jak powinno.
Ciężko jest mi się wyciszyć, kiedy nie wiem czy Jim jest bezpieczny.
Znowu mam Te sny.
Coraz częściej prześladuje mnie Ten śmiech.
Czuję, że śmierć stoi przed naszymi drzwiami i czeka na moment, kiedy je otworzymy i zaprosimy do środka.

28.02.1981
Nadal jest zimno. Kilka dni temu miałam nadzieję na ocieplenie, ale wczoraj w nocy znowu spadła temperatura. Może zbyt wiele obiecuję sobie po wiośnie, ale mam wrażenie, że wszystkim nam przydałby się haust cieplejszego powietrza. Może dla odmiany zamiast mrozić coś rozgrzałoby nas od środka.
Przeczytałam dzisiaj w nocy to, co do tej pory napisałam i myślę że zbłądziłam, pomyliłam drogę. Zgubiłam główny cel listów i zaczęłam wrzucać do nich to, czego nie zamierzałam - własną niepewność, lęki, a może nawet zwątpienie.
Ciągle piszę je dla Ciebie, ale zaczynam z tej pisaniny czerpać coraz więcej dla siebie.
Mam wrażenie, że to one w pewien sposób zaczęły wspierać mnie w codzienności. Dzięki temu, co udaje mi się ubrać w słowa i przenieść na papier, chyba lepiej potrafię zrozumieć własne odczucia i poradzić sobie z nimi. To trochę tak, jakbym odbierała siłę skrywanemu w sobie strachowi - nie jest tak wielki, skoro mogę o nim napisać, a kiedy czytam o nim, wydaje mi się jeszcze mniejszy. Nie mogę aż tak bardzo bać się Tego śmiechu, skoro mogę o nim napisać, prawda? Albo inaczej - przez to że o nim napisałam, nie boję się go już tak bardzo.
Czyżbym znalazła swoje małe źródełko mocy?

wieczorem
Rozmawiałam dzisiaj przez chwilę z pewną kobietą. Zapukała do drzwi z prośbą o bochenek chleba. Kiedy odchodziła z tym, co naprędce udało mi się dla niej przygotować, spojrzała na mnie, na Ciebie i wymruczała coś o spokoju kobiety z małym dzieckiem. Myślałam o tym długo. Nawet rozmawiałam o tym z Jimem (wściekł się i wymusił na mnie obietnicę, że nigdy więcej nie wpuszczę nikogo obcego do domu). Myślę że miała dużo racji. Uspokoiłeś mnie w pewien sposób i wyciszyłeś. I choć wiem, że mam w sobie całą gamę własnych lęków, kiedy jestem blisko Ciebie - podczas snu, jedzenia, zabawy, nawet kiedy obserwuję Cię z drugiego pokoju, nie czuję ich w sobie. Chowają się i wychodzą dopiero kiedy siadam do pisania listów, układają się w słowa i przenoszą na kartki. Może więc również dzięki nim jestem taka spokojna.

07.03.1981
Pytania we dwoje

Lubię czas, który spędzamy we dwójkę. Gadam wtedy jak głupia, opowiadam Ci wszystko o czym pamiętam, snuję plany, zastanawiam się nad Twoją przyszłością i, zadaję setki pytań, na które nadal mi nie odpowiadasz.
Kim będziesz w przyszłości?
Cieszę się, że jesteś chłopcem. Choć kiedy myślę syn, widzę pracę Jamesa i chciałabym, abyś był córką. Kobietom jest łatwiej? Nie, chyba nie. Jest im po prostu inaczej. Każdemu na miarę możliwości, a nasze są troszeczkę inne od waszych, nawet jeśli czasami dzielimy się tą samą pracą.
Często jesteśmy sami. Może nawet zbyt często. Ale nie mam prawa mieć do Jamesa o to pretensji. Wiem, jak niebezpieczna jest jego praca, ile wymaga siły i zaangażowania. Ale nadal chciałabym mieć go dla siebie częściej i dłużej. Chociaż przez kilka dni usypiać i budzić się przy jego boku. Zjeść wspólnie trzy posiłki. Popatrzeć na siebie w milczeniu. Egoizm? Być może, ale nie tylko to jest trudne. Jest też moja bezużyteczność i narastające przekonanie, że stać mnie tylko na siedzenie i pisanie głupich listów.
No proszę, nie podoba Ci się to co mówię? Myślisz, że jestem użyteczna? Chyba masz rację - z Twojego punktu widzenia, nawet dużo racji.

30.03.1981
Sen mara

Śniłam dzisiaj jeden z Tych snów.
Byliśmy w piątkę – James, Syriusz, Remus, Ty i ja. Siedzieliśmy na oświetlonej jaskrawym słońcem polanie w lesie. Światło rytmicznie pulsowało, przez co stawało się coraz bardziej intensywne i mimowolnie mrużyliśmy oczy. Nawet przez przymknięte powieki czułam kłujące igły słońca. Chłopcy wspominali szkołę, wybuchając co chwila śmiechem. Siedziałeś na kolanach Jamesa i jak zahipnotyzowany patrzyłeś na trzepoczący w jego dłoni znicz. W pewnym momencie wyciągnąłeś po niego rękę, a on jakby odczytując Twoje pragnienia, wyrwał się Jimowi. Raptem ciemne palce pochwyciły go i poderwały do góry.
Powiał silniejszy wiatr i szare chmury przykryły niebo. Znikły kłujące szpilki, otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Remus przerwał kolejną historyjkę, śmiech zamarł na ustach Syriusza, a James mocniej Cię przytulił. Zacząłeś szarpać się w uścisku, jak chwilę temu złoty znicz w jego dłoni. Wymachiwałeś rączkami, kręciłeś się i nawet próbowałeś płakać. Przed nami, w swoim ciemnym, połatanym ubraniu stał Peter i patrzył na miotającą się złotą kulkę.
- James! Udało mi się. Udało mi się – szeptał bezustannie. – Udało mi się, James! Udało! – krzyknął.
Dookoła robiło się coraz ciemniej. Liście z pobliskich drzew, porwane wiatrem, uderzyły w moją twarz.
- James! Udało mi się! Udało!
Poczułam jak Remus ciągnie moje dłonie, starając się podnieść mnie na nogi.
- Udało się! James!
Zimny dotyk jęzora wyrwał mnie z bezruchu.
- Udało się. Udało! – Peter podskakiwał z radości.
A potem wszystko zatrzymało się. Remus zamarł z różdżką uniesioną w geście obrony. Łapa podniósł łeb do góry, wciągając w rozszerzone nozdrza nieznane zapachy. James, z Tobą na rękach, stał wpatrując się w nadciągającą ciemność. I Peter, z uśmiechem na twarzy, trzymający zdobycz w dłoni. Prawie niewidoczne, w rozpaczliwej próbie wyswobodzenia, złote skrzydełka trzepotały na targającym naszymi płaszczami wietrze. Coraz szybciej i mocniej.
Zapłakałeś, a ja się obudziłam.

1.05.1981
Przyjazna przystań

Miałeś dzisiaj gościa, Harry. Bardzo dostojnego, oczekiwanego, kochanego i bardzo niepokojącego. Nie widziałam Dumbledore’a od czasu, kiedy powiedzieliśmy mu że oczekujemy Twojego przyjścia na świat. Pamiętam ten dzień doskonale – pierwszy dzień nowego roku. Przedzieraliśmy się przez zaspy śniegu, aby dotrzeć do Hogwartu przed zmrokiem. Zamiast odpoczywać po nocnych zajęciach, rano postanowiliśmy odwiedzić szkołę, korzystając ze świątecznego zaproszenia. Zapakowaliśmy kilka niezbędnych rzeczy i ruszyliśmy. Dotarliśmy do Hogwartu niedługo przed zmierzchem, przemoknięci, zziębnięci i szczęśliwi jak rzadko kiedy. Kilka minut później siedzieliśmy w gabinecie dyrektora i pijąc gorącą czekoladę opowiadaliśmy mu nowiny.
Kiedy usłyszał że spodziewamy się dziecka, nawet nie drgnął. Siedział nieruchomo w swoim wielkim fotelu, milcząc przez kilka długich chwil. Nie ucieszył się. Nie zasmucił. Tylko patrzył w skupieniu przerzucając wzrok z Jamesa na mnie, jakby szukał w naszych oczach odpowiedzi na krążące mu po głowie pytania. Kiedy zdziwieni milczeliśmy, zaśmiał się głośno, pogratulował Twojemu ojcu i pozwolił wypłakać się Twojej matce. Po kolacji opadły emocje i wtedy opowiedział nam o grudniowym spotkaniu z matką Franka i jej nowinach. Pamiętam jak ucieszyłam się, że być może będziesz miał obok siebie kogoś z krwi Longbottomów i być może dzięki temu będzie Ci łatwiej.

wieczorem
Stojący obok nas przyjaciele być może są jedną z niewielu szans na normalność w tak nienormalnym świecie, swoistym punktem zahaczenia, potwierdzającym słuszność obranego przez nas kierunku. Kiedy są naprawdę blisko, możemy im zawierzyć i liczyć na to, że w odpowiednim momencie wskażą nam błędy jakie popełniamy i pomogą odnaleźć właściwą drogę.
Znowu mam natłok myśli i uciekają mi zdania, ale nie spałam dzisiaj wiele. Właściwie nawet nie zmrużyłam oka. Spóźnili się trzy godziny. Wrócili brudni, oblepieni błotem i chyba byłam zbyt zmęczona, aby zwariować z radości że krew, którą byli umazani, nie była ich. Oszalałam w momencie kiedy ich zobaczyłam. Ale to teraz nieważne.
Nie wiem nawet co wydarzy się jutro, nie potrafię więc powiedzieć co będzie, jak dorośniesz, ale jednego jestem pewna - Albus Dumbledore jest Twoim przyjacielem, Harry. Nie wierz nigdy w nic innego. Choćby wydawało Ci się że jest inaczej - pamiętaj - dyrektor jest jednym z tych, którzy nie pozwolą aby stała Ci się krzywda. Jest jak skała – mocny, nieugięty, twardo stojący na ziemi. Nawet chłopcy w porównaniu z nim, są jak kamyki miotane przez fale.
Mam nadzieję, że nigdy nie przeczytasz tych listów, ale jeśli los zignorował moje prośby, to właśnie to robisz.
Jeśli tak, to jestem przekonana, że sam poznałeś już moc magii i serca dyrektora, i teraz śmieszne wydaje Ci się moje opowiadanie o starym magu rozpieszczającym małe dzieci.
Siedziałeś dzisiaj strasznie poważny na kolanach Dumbledore’a, nawijając sobie jego brodę na palec i słuchałeś opowieści o spotkaniu z jakąś zwariowaną jasnowidzką, którą przyjął do Hogwartu.
A ja od razu pomyślałam, że to być może ona będzie Twoją nauczycielką, jeśli zrobisz ten nierozważny krok i zdecydujesz się na Wróżbiarstwo.
Będziesz chodził do Hogwartu? Do którego domu zostaniesz przydzielony? Czasami boję się, że nie dożyję chwili kiedy zastuka w okno sowa z wiadomością o wyborze tiary. Jeśli nas zabraknie, czy będziesz miał kogoś, kto podzieli Twoją radość? Kto wyjaśni Ci wszystko jeśli zostaniesz sam – kto opisze domy, nauczy zasad quidditch’a, pokaże przejście za posągiem?
Mam nadzieję, że pewien starszy czarodziej zadba o wszystko.
Zresztą pamiętaj – obojętnie co się wydarzy - nigdy Synku nie będziesz sam. Nawet jeśli nie będziemy stać przy Tobie, zawsze będziemy obok Ciebie.

później
Po raz pierwszy napisałam coś do Ciebie, zakładając że czytasz te listy, a my nie żyjemy. Nie mam odwagi zmazać tych słów, ale mam nadzieję, że to jedno z wielu urojeń przewrażliwionej matki.
Muszę odpocząć.

31.07.1981
365 dni za nami

Banda wstawionych wariatów i Ty między nimi. Czterech „bohaterów” stojących w rogach pokoju – James, Syriusz, Remus i Peter. Śmiech, krzyki, nawoływania. Oczywiście każdy z nich próbował nakłonić Cię, abyś podszedł do niego. Ubzdurali sobie, że symbolizują pewne cechy, postawy wobec świata (za dużo było tego piwa), a Ty, podejściem do któregoś z nich, miałeś potwierdzić swoje podobieństwo do szczęśliwca.
Stałeś i patrzyłeś na nich ze zdziwieniem. W pewnym momencie usiadłeś i wyglądałeś jakbyś znalazł swoje miejsce na ziemi – w centrum zainteresowania, otoczony przyjaciółmi. Siedziałeś zadowolony i uśmiechnięty przerzucając wzrok z jednego na drugiego i wybuchając głośnym śmiechem.
Kocham Cię za to jeszcze mocniej.
Zdmuchnąłeś pierwszą świeczkę na torcie. Trenowaliśmy cały poprzedni tydzień i powiem szczerze, że efekt końcowy wart był poniesionych strat (Nie zamierzam przyznawać się co spłonęło i jak transmutowałam stare zasłony w nowe firanki).
Myślę, że część prezentów możemy odłożyć na wyższą półkę. A już na pewno mały zestaw quidditch’a, którego pałką potraktowałeś dzisiaj ofiarodawcę. Gdyby nie zwinność Syriusza, walnąłbyś go małym kijem prosto w oko. Jest szybki, więc opuścił pole bitwy tylko z niewielkim siniakiem na szczęce. „Sam się o to prosił” – powtórzę za Remusem, zwijającym się ze śmiechu po Twoim ataku.
Trochę smutne były te dzisiejsze urodziny. Mam wrażenie, że mimo wszystko błądziliśmy myślami po innych miejscach.
Przez cały wieczór panowie zachowywali się bardzo ostrożnie. Dawno nie byli tak tajemniczy i obawiam się, że szykują coś naprawdę niebezpiecznego.

później
Czasami nie piszę kilkanaście dni, a czasami najchętniej robiłabym to cały dzień. A dzisiaj jest szczególny dzień.
Życzę Ci abyś miał siłę i odwagę stać się tym, kim będziesz chciał. I aby nikt ani nic, nie było w stanie Cię przed tym powstrzymać.
Śpij dobrze, Synu.

10.08.1981
Pytania

Nie wiem co o tym myśleć. Dzisiaj znowu odwiedził nas Dumbledore.
Po raz kolejny starał się namówić nas na Fideliusa i upierał się, aby zostać Strażnikiem Tajemnicy.
Dlaczego cały czas kiedy go widzę, wydaje mi się że wie tak wiele, a tak mało nam mówi?


1.09.1981
Bezradność

Jestem zmęczona. Nie mam nawet siły pisać. Znowu przeczytałam to, co do tej pory wyskrobałam i przestraszyłam się. Ciemno, smutno, szaro, bez światła nadziei.
Może lepiej przestać? Nie chcę abyś czytał takie listy. Nie chcę mieć powodu, aby je pisać.

wieczorem
Byliśmy dzisiaj w parku. Dopiero początek września, a już sporo liści leży na ziemi. Było wyjątkowo ciepło i myślałam, że będę mogła nacieszyć się słońcem i odrobiną spokoju. Marzenia matki rocznego rozrabiaki.
Co tak zabawnego jest w turlaniu się po różnokolorowych liściach? W skakaniu z jednej kupki na drugą? Przewracaniu się w brudne kałuże? Rozchlapywaniu wody? Grzebaniu w ziemi? Chodzeniu na czworakach za jeżem?
Nie patrz tak na mnie. Nic przecież nie mówię. Nawet nie narzekam zbyt głośno.
Śpij dobrze, Odkrywco.

29.09.1981
Pytania

Zachorowałeś. Miałeś wysoką temperaturę, marudziłeś i popłakiwałeś. Nosiliśmy Cię na rękach kilka godzin, aż wyciszyłeś się i spokojnie zasnąłeś. Siedziałam i długo patrzyłam na Ciebie. Wiesz, że podczas snu przypominasz małego, zwiniętego w kłębek kotka. Czasami mam wrażenie, że robisz wszystko aby być jak najmniej widoczny – nawet nie śpisz jak inne dzieci - wyprostowany, z wyciągniętymi rączkami. Boisz się czegoś, czego ja nie wyczuwam? Wiesz coś, czego ja nie wiem?

później
Nie masz już gorączki. Śpisz spokojnie. Jim też zasnął. To dobrze, bo inaczej wyczułby mój smutek i próbowałby wyciągnąć ze mnie słowa Dumbledore’a.
Mój wczorajszy strach był niczym, w porównaniu z dzisiejszym. I jak - nie mówiąc nic - mam Ci o wszystkim powiedzieć?
Dumbledore twierdzi, że czasami nawet matka nie potrafi narazić własnego życia dla ratowania swojego dziecka. Chciałabym znaleźć źródełko takiej siły. Wypiłabym jej duży kubek i może spałabym spokojniej. A co będzie, jeśli dojdzie do ataku a ja nie wytrzymam i spróbuję uciec?
Dlaczego nie mogę powiedzieć nikomu o tym? Wiem dlaczego nie mogę, ale pytam ponownie – dlaczego nie mogę? Dlaczego?

15.10.1981
Skrytka w duszy

Wiesz Synku - udało nam się. Zapadła decyzja. Dwa dni konspirowaliśmy z Syriuszem i dzisiaj przystąpiliśmy do ostatniej bitwy w dawno toczonej wojnie. I wygraliśmy! Peter zostanie Strażnikiem Tajemnicy. Etap przygotowań do ataku zajął nam strasznie dużo czasu, ale było warto. Twój ojciec, ze swoim ciągłym uporem i przekonaniem o słuszności swoich racji, był trudnym przeciwnikiem. Niemal nie do pokonania. Po godzinie bombardowania go naszymi argumentami: Syriusz – ma mniejsze szanse na kontakt z Czarnym, ja – nigdy nas nie zawiódł, Syriusz – jest mniej narażony na atak, ja – przyszedł na niego czas, Syriusz – kto uwierzy, że Peter mógłby zostać Strażnikiem, ja – zasługuje na to, aby nim zostać, James spojrzał na mnie i poprawił niedbałym gestem okulary. Kiedy zmrużył oczy i pokręcił głową, wiedziałam, że wywiesił białą flagę.
Był późny wieczór. Remus wyjechał, siedzieliśmy więc we czwórkę w kuchni i grzebaliśmy widelcami w zimnej kolacji. Wszyscy byliśmy zmęczeni i rozmowa jakoś się nie kleiła. Od czasu do czasu Peter otwierał usta, jakby zamierzał coś powiedzieć, ale szybko rezygnował i siedział w milczeniu. James targał sobie co jakiś czas włosy (jeśli będziesz tak robić to będę krzyczeć), a Syriusz uderzał czubkiem noża w blat stołu, wybijając w nim coraz większą dziurę (tego też nie próbuj robić – przynajmniej nie w moim stole). A potem kilka szybkich słów i znowu cisza. Świat stanął i czekał na reakcję Petera, a on sprawiał wrażenie jakby usnął, a jego skrobiący talerz widelec był jedyną oznaką, że tak nie jest. W pewnym momencie podniósł głowę i spojrzał na Jamesa. Nieznacznie kiwnął głową. Wyciągnął ręce w Twoim kierunku, a ja bez wahania powierzyłam Cię Strażnikowi. To wszystko wydawało się takie dziwne, trochę nawet sztuczne, ale nawet Syriusz zamarł i nie skomentował błyszczących oczu Petera jednym ze swoich żartów. Glizdogon, nawet jak na swoją wrodzoną powagę, był dziwnie milczący i zamyślony.
Chyba każdy z nas czuł, że nastąpił jakiś przełom, że być może po raz pierwszy w życiu Peter otrzymał dar, na który zasłużył. Że ma szansę stać się ofiarodawcą.
Dostał w ręce nasze życie. Jamesa, moje i Twoje, Harry.
Niech Ten Który Jest umacnia nas w naszej decyzji.

25.10.1981
Zmiany

Przeprowadziliśmy się. Mieszkamy w otoczonym silnym zaklęciem domu. Mamy opiekującego się nami Strażnika.
Dostaliśmy szansę na bezpieczniejsze życie. Tajemnica zapisana jest w sercu Petera i wierzę, że jest tam tak samo bezpieczna jak byłaby u Syriusza, czy Dumbledore’a. Myślę, że w końcu Ogoniasty otrzymał to, co mu się od dawna należało – szacunek i wiarę w niego. Mam nadzieję, że tak jak nas ukryje Fidelius, tak jego wzmocni ta sytuacja.
Po raz pierwszy od dawna przespałam spokojnie noc. Jak zwykle, nad ranem obudziłeś się i przypomniałeś o swoim istnieniu. W chwilę później zasnąłeś, ponownie wtulony w moją ciepłą kołdrę. Wiesz, że masz zwyczaj zasypiania natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki? Teraz to cudowne i wygodne, ale zobaczysz jak na to będzie narzekać Młoda Pani Potter, kiedy zamiast odpowiedzi na pytanie, usłyszy Twój spokojny oddech i ciche mamrotanie.
Rankiem obudził mnie drażniący nos, ostry zapach. Oprzytomniałam szybko. Ostrożnie otworzyłam oczy i natrafiłam wzrokiem na Twojego ojca. Spał w przyciągniętym starym fotelu, opierając wyciągnięte nogi o nasze łóżko. Ciężki płaszcz, zamiast okrywać go, zsunął się na podłogę. Nadal błyszczały na nim krople walącego o parapet deszczu. Jim musiał wrócić niedawno, a najpewniej był zbyt zmęczony, aby rozebrać się i położyć do łóżka, więc usnął brudny, z włosami posklejanymi błotem, pachnący ziemią i mokradłami. Delikatny uśmiech, taki sam jaki często widuję u Ciebie, jak niekontrolowany skurcz przebiegł mu po twarzy.
Jesteście tacy podobni. Te same włosy, ten sam układ kości twarzy. Nawet potrafisz marszczyć czoło, jak James. Ale Remus ma rację, patrzysz na świat moimi oczami.
Może uda się nam spędzić dzisiaj wspólnie cały dzień.

27.10.1981
Bez tytułu

Miałam nadzieję, że nigdy w życiu tego nie napiszę, ale nie mam wyboru.
Podczas ostatniej wizyty Dumbledore nałożył na moje listy zaklęcie. Dzięki niemu, to co napisałam jest widoczne jedynie dla Ciebie i tylko po spełnieniu jednego warunku - naszej śmierci – Jamesa i mojej. Jeśli czytasz ten list, oznacza to, że jesteś naszym synem, a nas już nie ma.
Może moje słowa wydadzą Ci się brutalne, ale nie potrafię mówić o tym łagodnie. Teraz już nie pomoże płacz i zgrzytanie zębów, tak się stało i im szybciej pogodzisz się z tym, tym lepiej.
Przetrwałeś. Żyjesz. I to jest najważniejsze. My musieliśmy gdzieś popełnić błąd. Nie umiem powiedzieć Ci gdzie. Nie pomogę odnaleźć Ci dziury w kociołku. Nie odważę się powiedzieć, komu możesz zaufać, a komu nie, bo wszystko wskazuje na to, że nasza ocena sytuacji nie była dobra.
Jednak musisz pamiętać, że skoro czytasz listy, to coś poszło nie tak. Ciężko to pisać, ale być może ktoś nas zdradził – ktoś, w imię miłości, strachu, nienawiści, zazdrości, albo setki innych uczuć, sprzedał nas. Dlatego musisz uważać i musisz być ostrożny. Wiem, że ciężko żyć w oczekiwaniu na atak, ale od tego może zależeć Twoje życie.
Ten człowiek może być bardzo blisko. Może być daleko. Może nawet nie żyje, bo Czarny Pan odpłacił mu śmiercią za informacje. A może siedzi tuż obok Ciebie i tylko czeka na odpowiedni moment.
Bardzo Cię kocham, Harry.
Uważaj na siebie, Synku.
Może w tych listach znajdziesz wskazówki, co się wydarzyło. Gdzie popełniliśmy błąd. Może właśnie one pomogą Ci w zrozumieniu przeszłości i pogodzeniu się z nią.
Tak bardzo chciałabym być z Tobą.
Dbaj o siebie.

31.10.1981
Musieliśmy ograniczyć nasze kontakty. Wychodzimy coraz rzadziej. Coraz mniej dzieje się na zewnątrz naszego domu, a coraz więcej w środku. Uczymy się biegać i wchodzić na schody. Słowa za bardzo nam nie wychodzą. Czyżbyś planował karierę sportowca?
Sporadycznie widujemy teraz chłopców. Petera nie widziałam od czasu przeprowadzki, Syriusz wyjechał, Remus był wczoraj, ale wpadł jak po ogień, zabrał kilka dokumentów Jamesa, obiecał szybki powrót i już go nie było.
Mimo tego, że znacznie częściej jesteśmy teraz sami, dobrze że się przeprowadziliśmy.
Śpimy trochę spokojniej, oddychamy głębiej, śmiejemy się, a przynajmniej uśmiechamy się częściej.
Nie słyszałam Tamtego śmiechu od dnia przeprowadzki. Od tygodnia nie rozglądam się po domu w poszukiwaniu jego źródła. Jestem bardziej wyciszona i spokojna.
Znowu zaczęłam pisać.
Wczoraj James wrócił bardzo późno i choć nie mówił wiele, widać było że coś poszło nie tak. Chyba po raz pierwszy od bardzo długiego czasu nie miałam odwagi zapytać go, co się stało. Kiedy wychodziłam położyć Cię spać, siedział przy stole wpatrując się w przygotowany obiad. Godzinę później tkwił w tej samej pozycji, nad tym samym pełnym talerzem teraz już zimnego jedzenia. Spojrzał na mnie kiedy usiadłam i poprosił, abym nie przyzwyczajała się do tego miejsca.
Znowu? Kiedyś zalałabym go setką pytań, ale wczoraj mogłam jedynie oprzeć głowę na jego ramieniu i wsłuchać się w ciszę domu, który miał być naszą nadzieją na bezpieczne życie. Ta cisza jest przerażająca. Do tej pory byłam przekonana, że jest tym do czego powinniśmy dążyć, ale w tamtym momencie zaciążyła mi w głowie.
No i jesteśmy razem. Jutro opowiem Ci o czymś, co chciałabym abyś zapamiętał. Ty i On. Ojciec i Syn. Potter i Potter. Szkoda że nie mam teraz czasu, ale mamy dzisiaj gościa.
Chciałabym, aby Peter przyszedł na kolację przed Jamesem. Zobaczy jak się urządziliśmy, gdzie pozawieszaliśmy prezenty od niego. Zestaw dmuchanych szklanych zwierząt zawieszony nad Twoim łóżeczkiem, to podarunek od Ogoniastego. Wyeksponowany odpowiednio, w przeciwieństwie do głęboko schowanego w komodzie, małego zestawu do quidditch’a i małej miotły. Faceci i ich marzenia. Syn i oczekiwania ojca. Jak mówi Remus – to dopiero będzie wojna.
Muszę powiedzieć Peterowi, że miał rację i nie słyszę już tego śmiechu.
Ale nadal marzę o tym, aby otworzyć okno i nie rozglądać się nerwowo, czy ktoś mnie obserwuje.

wieczorem
Dziwnie milcząca była ta kolacja. Peter siedział i nic nie mówił. Dziwne, bo cały czas miałam wrażenie, że chce coś powiedzieć. Jakby miał jakieś zdanie na końcu języka, a nie potrafił go z siebie wydusić.
James też wyglądał jakby zaszkodziła mu wczorajsza, nie zjedzona kolacja.
Szkoda, że Peter wyszedł tak szybko. Nawet nie zdążyłam pokazać mu Twojego pokoju i zawieszonego szklanego psa, wilka, jelenia i szczura. Kilka dni temu Remus rzucił na nie jakieś zaklęcie i teraz, kiedy się budzisz, zaczynają powolutku się kręcić, a ich ruchowi towarzyszy cicha melodia. Mam nadzieję, że to zapamiętasz. I melodię kołysanki i błyszczące na ścianach refleksy światła przebijającego się przez szklane figurki.
Niedobrze że Lunatyk wyjechał, może mógłby pogadać z Ogoniastym. Coś go gryzie.
Nie krzycz na mnie Mały Zielonooki. Już idziemy spać. Chociaż, wiesz co, może to i dobrze, że zostaliśmy sami. Ty pójdziesz spać, a ja porozmawiam z Twoim ojcem. Ma prawo wiedzieć, co dzieje się w głowie matki jego syna.
Widziałam wczoraj, jak targałeś włosy. James twierdzi, że jestem szalona, ale naprawdę widziałam. Idę o zakład, o pierwsze piwo kremowe, że też będziesz to robił. A jeśli nawet nie będziesz ich czochrał, to będziesz wyglądał jakbyś właśnie skończył to robić.
Piwo kremowe w dniu Twoich trzynastych urodzin. Stoi!
Do jutra, Synku.


Wszystkim życzliwym wiedźmom i czarodziejom krążącym nad tym opowiadaniem bardzo dziękuję za uwagi, wskazówki, komentarze i odpowiedzi na pytania. A więc:
Minerwie
Resce, oraz
Leszkowi
Również za to, że nie pozwolili mi dzielić włosa więcej niż na osiem części.

Autorka
Pytanie 177 2/3:
Czy jest pożytecznie komentować fanfikty archiwalne?
Odpowiedź:
Komentować fanfikty archiwalne jest pożytecznie, a nawet bardzo pożytecznie.

(Katechizm Czarodzieja)


Wróć do „HP Fanfiction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość