Despero

Opowiadania nawiązujące do cyklu o Harrym Potterze i dyskusje o nich.

Moderator: Arthur Weasley

Awatar użytkownika
Pandora
Zielony
Posty: 1
Rejestracja: 02.03.08, 19:53

Despero

Postautor: Pandora » 04.03.08, 18:33

Do napisania tego zainspirowała mnie piosenka Jacka Kaczmarskiego „Śmiech”. Na początkach poszczególnych części zwrotki utworu.
Debiut.




Despero


I.


Jak zabawnie myśleć o czymś
Kiedy braknie słów
Prosto z pełni w sen wyskoczyć
W roześmiany nów


Wtedy, gdy zobaczył jego zdjęcie w mugolskiej gazecie, nie wierzył własnym oczom. To jakiś żart, myślał. Dopiero gdy przeczytał nagłówek zrozumiał, że to on. Że mimo grymasu i długich brudnych włosów to jest właśnie Syriusz Black.
Syriusz.
Łapa.
Przyjaciel.
Brat.
Dlaczego myślał o nim jak o bracie? Dlaczego wciąż uważał go za przyjaciela, który wcale nie zabił swych przyjaciół, tylko powiedział coś przykrego, a zaraz potem wyszeptał „Przepraszam, Lunatyku, przepraszam. Wiesz, że nie chciałem tego powiedzieć. Wiesz, że tak nie myślę”. Dlaczego nie może uświadomić sobie, że jest mordercą? Że z wiernego przyjaciela stał się zdrajcą służącym potężnemu czarnoksiężnikowi, który wyznaje zasadę „bez szlam świat będzie piękniejszy”? Prawdziwy Syriusz zarzekał się, że krew nie jest dla niego ważna. Że szlamy nie są gorsze. Że pokręcona logika jego chorej rodzinki obrzydza go.
„To jest świat, w którym nie liczą się umiejętności, charakter, czy pieniądze” mówił.
„Chociaż pieniądze także są ważne” dodawał po chwili namysłu .
„Tam prawdziwą wartością jest czysta krew. Mógłbyś być świetnym czarodziejem i animagiem, jednak jeśli nie jesteś czystej krwi, wypadasz z gry”.
Prawdziwy Syriusz był wierny trzem rzeczom: przyjaciołom, ideom i maszynom. Nigdy nie zdradziłby swych przyjaciół, nie uwierzyłby że krew jest najważniejsza i nie zamieniłby swego starego klasyka na nowszy motor.
Prawdziwy Syriusz? Dlaczego myśli „prawdziwy”? Ten Syriusz którego znał widocznie był nierealny, fałszywy – prawdziwy Syriusz zdradzając przyjaciół, skazał ich na śmierć.


Gdy Dumbledore powiedział mu, że szuka nauczyciela obrony przed czarną magią spojrzał na niego podejrzliwie. Najwyraźniej coś sugerował. Gdy po chwili zaproponował mu to stanowisko, nie wiedział co powiedzieć. Powrót do szkoły wiązałby się ze starymi wspomnieniami. Wspomnieniami, o których, jak na ironię, chciał zapomnieć. Podczas gdy w dzień starał się, aby o tym nie myśleć, w nocy nie panował nad tym – dlatego też w nocy wspomnienia szalały, przypominając o sobie. Z dużą prędkością widział zmieniające się obrazy. Mecze Quidditcha, pierwsze spotkanie, pobyt w Skrzydle Szpitalnym, wspólna nauka do egzaminów, wspólne świętowanie i kombinowanie, wspólne śmiechy, smutki, napady wściekłości i „przechadzki” po Zakazanym Lesie. Budził się wtedy i nie spał aż do świtu. Piętno tych nocy odcisnęło na nim trwały ślad – twarz miał zmęczoną, pooraną bliznami. Włosy zaczęły mu siwieć na skroniach. Jednak wciąż był młody.
W ciągu kilku lat od feralnego Święta Duchów nieprzespanych nocy było mnóstwo. Potem zaczęły zanikać, pojawiały się sporadycznie. Raz na miesiąc, dwa. Podczas jednej z takiej nocy zabawił się w „Co by było, gdyby…”
Gdyby wrócił do szkoły. Wszystkie wspomnienia natychmiast by wróciły. A włożył tyle wysiłku w odrzucenie ich. Gdyby wrócił, zobaczyłby znowu stare i ciemne korytarze, zdobione kandelabry z płonącymi świecami, bibliotekę z działem Ksiąg Zakazanych, boisko do Quidditcha, gdzie regularnie Gryffindor wygrywał mecze i Wierzbę Bijąca, zasadzoną w roku jego przybycia do szkoły. Zakazany Las, w którym razem z Rogaczem i Łapą…
„Opanuj się!” skarcił się w duchu.
On nie jest już Łapą. Nie jest już przyjacielem.


Jednak wrócił do szkoły. Tłumaczył sobie, że musi w końcu przezwyciężyć swój strach.
Strach?
Chyba jednak nie to było przyczyną przyjęcia tej pracy. Dumbledore’owi się po prostu nie odmawia. On wie jak załatwić to, czego chce. Wie, jak pokierować człowiekiem, by myślał, że to jego własna inicjatywa, podczas gdy ów człowiek spełniał jego zamysły, wierząc w swój geniusz.
Remus zauważył to dopiero gdy pewien mugolski lekarz, zwany psycho… psychopatą? wyjaśniał na swych wykładach(na które Remus trafił z przypadku) metody manipulacji człowiekiem. Słuchał wykładu z zafascynowaniem pomieszanym z oburzeniem. Wtedy dopiero domyślił się, że Dumbledore gdyby chciał mógłby posłać ich nawet na śmierć, a oni i tak myśleliby, że to w szczytnym celu. Że przez swoją śmierć ochraniają innych od złego. Psychopata mówił także, że manipulacja człowiekiem to coś złego – że ktoś, kto jest w tym dobry, jest bardzo niebezpieczny i należy unikać wszelkich manipulatorów. Lecz jak ich spotkać? Przecież nie mają na czole wypisane „Uwaga! Jam manipulator!”. Psychopata omówił także najprostsze przykłady manipulacji i mówił jak się bronić. Remus stwierdził jednak że po wykładzie większość ludzi nadal nie będzie wiedziała, że ktoś nimi manipuluje, nawet w najprostszy sposób. Zorientował się jednak, że nie tylko Dumbledore umiał manipulować ludźmi. Syriusz także robił to po mistrzowsku. Ileż to razy widział jak jego dziewczyny idą po zadanie, aby mógł je spisać, czy nie obrażają się na jego złośliwe komentarze, bo przecież „on mnie kocha”.
Znowu o nim myśli. Znowu przypomina sobie tego cholernego Blacka!
Czuje się jak jakiś zakochany podlotek – ciągle myśli o wybranku serca.
Tylko w tym przypadku to nie jest żaden wybranek, tylko, bagatela, przyjaciel który zdradził.
To żałosne.
Nie może uwolnić się od tych pieprzonych myśli o pieprzonym Blacku.
Zaczął szukać tamtej mugolskiej gazety na której było jego zdjęcie.
Były więzień uśmiecha się ponuro, lecz jego uśmiech przypomina raczej grymas. Lupin chciałby by te usta nigdy już nic nie powiedziały, nie zdradziły. Nie chciał, żeby tak perfidny zdrajca żył. Nie chciał, żeby mugole patrzyli na jego twarz, niegdyś tak przystojną, teraz obrzydliwie zmienioną.
Chciał go zabić.
Wiedział, że mimo tej nienawiści nie zdołałby tego nigdy zrobić.
Nie zdołałby, ponieważ pamiętał te wszystkie pełnie, po których Syriusz opiekował się nim, nie zważając na swoje zmęczenie lub głód. Szczególnie w siódmej klasie, wtedy gdy James zaczął chodzić z Lily i nie miał już dla niego tyle czasu. Wtedy spędzał dni z Blackiem.
Wtedy każdy z nich miał własne problemy. Starali się rozmawiać o nich, wspólnie je rozwiązywać. Lecz to nie było to, co kiedyś. James, który odnalazł „miłość swojego życia” miał dla nich mniej czasu niż kiedyś. Lilyanne wypełniała teraz towarzyską stronę jego życia. Oczywiście, był z nimi podczas pełni. Lecz to po prostu nie było to samo. James spoważniał; w zachowaniu i sądach; już nie rzucał przypadkowych zaklęć i długo się zastanawiał nad popełnieniem czegoś, co byłoby wbrew regulaminowi. Peter oddalał się coraz bardziej. Wydawało im się, że ma jakieś problemy, poważne problemy. Gdy tylko trafiała się okazja do zwierzeń, on szybko zmieniał temat. Nie chciał o tym rozmawiać. Nie chciał i oni nie mogli go do tego zmusić. Z czasem przyjaźń i serdeczność ustąpiła miejsca grzecznemu zainteresowaniu. James pytał jak było podczas pełni, a oni rewanżowali się pytaniami o randki z Lily. Potter mówił im wiele, jednak nie wszystko, jak kiedyś. Nie byli już wobec siebie otwarci tak jak kiedyś. Byli sobą nawzajem rozczarowani. Przeczuwali, że cos się zmienia i to zmienia się nieuchronnie. Jednak nie umieli, a może nie chcieli o tym rozmawiać. Zdawali sobie z tego sprawę, lecz nie chcieli tego zmieniać.
Nie chcieli tego widzieć.

Despero(łac.) – być bez nadziei, być zdesperowanym; w innych konekstach: poddać się, rozpaczać
Myślę, że życie dzieli się na straszne i żałosne. To są dwie kategorie. Straszne to, no nie wiem, śmiertelne przypadki, niewidomi, kalectwo. Nie wiem jak sobie ludzie dają z tym radem radę, to zadziwiające. A żałosne są życia wszystkich pozostałych. Więc jeżeli jesteś żałosny, powinieneś być wdzięczny losowi, że jesteś żałosny, bo być żałosnym to wielkie szczęście.
W.A.

Awatar użytkownika
imperio
Początkujący
Posty: 96
Rejestracja: 07.01.08, 22:10

Re: Despero

Postautor: imperio » 05.03.08, 19:41

Mam wrażenie, że to pierwszy debiut na nowym TN.
W związku z czym autorka załuguje na gratulacje za odwagę.

Zastanawiałam się o czym jest ten tekst, specjalnie mnie nie poruszył. Jak długo myślałam że to miniatura, zastanawiałam się: po co? O ile jednak to fragmant większej kompozycji może dowiem się po co to powstało. Moim zdaniem tekst jest troszkę za bardzo "przegadany", przypuszczam że miał oddziaływać na emocje, ale przynajmniej w moim przypadku, nie zadziałał. Często używasz powtórzeń, może to zamierzone, ale jak dla mnie przesadziłaś.
Ten tekst nie jest zły, ale nie jest też świetny. Przypuszczam że możesz pisać lepiej, czego ci serdecznie życzę.
Imperio
PS Ja się nie znam.


Wróć do „HP Fanfiction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość