Księga Szlabanów - 10

Opowiadania nawiązujące do cyklu o Harrym Potterze i dyskusje o nich.

Moderator: Arthur Weasley

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Księga Szlabanów - 10

Postautor: Minerwa » 17.02.08, 21:28

Księga Szlabanów. Z kronik kryminalnych Hogwartu


Rozdział dziesiąty

- Oh, show me the way... - Syriusz Black niewiele sobie robiąc ze zgorszonego spojrzenia pani Rosmerty wskoczył na stolik. Reszta zgromadzonych "Pod Trzema Miotłami" uczniów wiedziała, na co się zanosi, więc odwrzasnęła radośnie:
- To the Three-Broomstick pub! - i w chwilę potem korowód w kształcie gigantycznego węża z Syriuszem na czele maszerował pomiędzy stolikami drąc się na całe gardło:
- Oh, don't ask why, oh, don't ask why...
Rosmerta przez moment usiłowała robić surową minę, w końcu machnęła ręką. Każda wizyta Syriusza Blacka i jego paczki kończyła się jakimś szaleństwem, a "Alabama song" Doorsów był teraz największym przebojem zarówno u mugoli, jak i wśród czarodziejów. Raz na miesiąc nadawało go nawet magiczne radio, a to już oznaczało niezwykłą popularność.
- Rosmerto, pani z nami! - krzyknął Syriusz, wyciągając do niej rękę. Trzepnęła go po łapie, ale maszerujący za nim Potter i Lilka Evans szybko wciągnęli ją do korowodu. Teraz kto żył, ten, wykonując w marszu skomplikowane ewolucje, lawirował między stolikami i już nie śpiewał, ale wył:
Oh, moon of Alabama
We now must say goodbyyye
We've lost our good old Hogwart
And must have butterbeer, oh, you know why!

- Dajcie spokój, chłopaki, tylko nie na dwór! - rozdarła się Rosmerta, widząc, jak Syriusz prowadzi cały korowód w stronę drzwi. - Tylko nie to, bo mi knajpę zamkną!!!
James, widząc, że Syriusz jest gotów się tym nie przejmować, chwycił go za ramiona i tuż przed drzwiami gwałtownie skręcił w bok. Syriusz, pchnięty na stojący przy drzwiach stolik błyskawicznie pod nim zanurkował. James nie zdążył. Wpadł na stolik, na jego plecach rozpłaszczyła się Lilka, na Lilce wylądował Remus Lupin, o którego potknęła się madame Rosmerta, pociągając za sobą Petera Pettigrew. Reszta węża wykoleiła się gdzie popadło, tłukąc szklanki, rozlewając piwo kremowe i przewracając krzesła. Alabama song zamarł, urwany w pół następnego goodbyyye, słychać było tylko krzyki i hałas wywracanych mebli.

~~@~~

- Chłopaki, chybaśmy przegięli - Peter Pettigrew z głębokim westchnieniem schował do kieszeni wyogladany na dziesiątą stronę skrawek pergaminu. Było na nim niewiele słów, ale za to takich, że mogły napędzić stracha najodważniejszemu: "Proszę Panów na 20.30 do mojego gabinetu. Dumbledore".
- Nie wygląda to wesoło - przyznał Remus. - Pewnie sąsiedzi Rosmerty zrobili nam koło pióra, i Stary się wściekł... Jak myślicie, wyleją nas?
- Zapytaj Trelawney - parsknął Syriusz.
- Wszystkich straszą wyrzuceniem, a jakoś jeszcze nikogo to nie spotkało - James wzruszył ramionami. - Ale też nikt nie twierdzi, że nie możemy być pierwsi.
- Możemy - zgodził się Lupin. - Ale problem w tym, żebyśmy nie byli. Co powiemy Staremu?
- Nikt z nas nie pił niczego poza piwem kremowym, zresztą Rosmerta by nie dała. -zastanawiał się głośno Syriusz. - Zdaje się, że ci z Hogsmeade właśnie tym byli najbardziej zdziwieni...
- Że można na trzeźwo zrobić taką rozróbę - zachichotał Peter. - Przyznacie, że kocioł był przedni.
- Zaraz nam Stary zrobi jeszcze lepszy - mruknął James. - No więc nic zakazanego nie piliśmy, zaklęć nie używaliśmy, nawet nie klęliśmy za bardzo... a zakazu śpiewania nie ma, tańczyć wolno też.
- Wobec tego jesteśmy niewinni - podsumował Lupin. - Tylko ciekawe, skąd się wzięły cztery połamane krzesła, piętnaście rozbitych kufli, jeden podarty obrus i jedenaście ran ciętych nie licząc mojego guza na głowie i podartej szaty głupiej Anette.
- Po co się, idiotka, chowała za barem. Zahaczyła o kurek...
- I zalała piwem kremowym pół sali - przytaknął Peter. - No więc zakładając, że to nie nasza wina, przewiduję po dziesięć lat Azkabanu dla każdego. Dla Syriusza dwanaście, bo to on zaczął.
- Zapłaciliśmy Rosmercie co do knuta - zaprotestował Syriusz. - I jeszcze kupiliśmy jej pudło czekoladowych żab.
- Rosmerta by na nas złego słowa nie powiedziała, chyba, żebyśmy jej podpalili te "Trzy Miotły"... Szkoda, że o Starym nie da się powiedzieć tego samego.

~~@~~

- Siadajcie, chłopcy - Dumbledore nawet jeśli miał zamiar natrzeć im uszu, nie widział powodu, by stawiać ich przed jednoosobowym trybunałem. - Sytuacja dojrzała do tego, żebyście mi coś powiedzieli.
- My bardzo przepraszamy, panie profesorze - pospieszył z odpowiedzią James. - Bawiliśmy się, poniosło nas trochę...
- Nie o to chodzi, James - przerwał mu Dumbledore. - Chciałbym, żebyście mi powiedzieli, czy jesteście dalej zainteresowani nauką w tej szkole.
Winowajcy skulili się na krzesłach, jakby przez ciepły gabinet dyrektora powiał lodowaty wiatr. Kiedy Stary zadaje takie pytania...
- Jesteśmy, panie profesorze - powiedział wreszcie James. Syriusz tylko skinął głową. Remus podniósł na Dumbledore'a swoje słynne spojrzenie chorego wilka. Peter siedział ze wzrokiem wbitym w podłogę.
- No to powiedzcie mi, do stu tysięcy gumochłonów, jak się wam udało całą czwórką w ciągu trzech miesięcy zarobić osiem szlabanów? Profesor McGonnagall, profesor Binns, profesor Holz, Hagrid... na Merlina, szlaban u Hagrida? Wyście chyba poszaleli. Ja, profesor Sprout, profesor Trelawney, profesor Neglect... Niewiele zostało w tej szkole nauczycieli, którym nie daliście się we znaki. Teraz jeszcze ta historia w "Trzech Miotłach"... nie oczekuję wyjaśnień, Syriuszu - Dumbledore widząc, że Black już otwiera usta, powstrzymał go gestem. - Wszystko, co było tej sprawie do powiedzenia, już zostało powiedziane, i to co najmniej o raz za dużo. I co ja mam z wami zrobić?
- Kajdany i loch - powiedział nieoczekiwanie Peter Pettigrew. Zabrzmiało to tak absurdalnie i bezczelnie zarazem, że James spojrzał na niego ze zgorszeniem, Syriusz przygryzł wargi a Remus schował głowę w ramiona, jakby się bał, że Dumbledore za chwilę wyrżnie go w ucho.
- To nie są żarty, Peterze.
- Nie żartowałem, panie profesorze - Peter spojrzał prosto w niebieskie oczy Dumbledore'a. - Pan Filch ma rację, jesteśmy skończone huncwoty. Ale połowa z tych rzeczy, za które dostaliśmy karę, wyszła zupełnie niechcący.
- Rozumiem, że afera nocno-nocnikowa należała do tej drugiej połowy? - profesor Dumbledore przyjrzał mu się z właściwym sobie wyrazem dobrotliwej kpiny. - Nie, chłopcy. Nawet zakładając, że istotnie kilka razy mieliście pecha, zasłużyliście na niego sumiennie. Złamaliście trzy razy więcej punktów regulaminu, niż ich tam w ogóle jest. Daliście się we znaki wszystkim nauczycielom. Nie ma dnia, żeby ktoś się na was nie skarżył. Na dobrą sprawę dawno powinno tu po was nie zostać nawet śladu. Ale szkoda mi was. A jeszcze bardziej szkoda mi dyrektora każdej innej szkoły, do której byście poszli. Gdyby nie to, że jesteście dobrymi uczniami i jakimś cudem przez was Gryffindor nie spadł jeszcze na ostatnie miejsce...
- Nie spadnie, panie profesorze - odważył się odezwać James. - Póki my żyjemy...
- To się może zmienić - Dumbledore spojrzał na niego bystro. - Jeżeli usłyszę jeszcze bodaj o jednej waszej psocie, wylecicie stąd szybciej niż na najszybszej miotle. Mam nadzieję, że dobrze to zapamiętacie, a teraz pomówmy o jakimś zadośćuczynieniu z waszej strony. Profesorowie są na was bardzo zagniewani, i w zasadzie trudno się im dziwić. Dlatego moja propozycja jest taka: zrobicie każdemu z nich jakąś miłą niespodziankę. Oczywiście nie ma mowy o żadnych prezentach, stawiam na konkretną, pożyteczną pracę. Profesor Holz dostał nowy transport odczynników, trzeba go posegregować i opisać. Ty, Syriusz, mógłbyś pomóc profesor McGonagall w zajęciach wyrównawczych dla mugolaków z pierwszych i drugich klas. Ty, Remus, to samo, jeśli chodzi o profesora Neglecta, słyszałem, że masz talent pedagogiczny, pora zrobić z niego użytek. Profesor Sprout na pewno ucieszyłaby się, gdyby jej ktoś pomógł porozsadzać tentakule. Rozumiecie? Pracy jest mnóstwo, i każda, byle sensowna, będzie wdzięcznie przyjęta.

~~@~~

- No to mamy osiem szlabanów zamiast jednego - podsumował Syriusz, gdy wracali do wieży Gryffindoru. - Policzmy: McGonagall, Binns, Holz Łysa Pała, Hagrid, Dumbledore, Sprout, Sybilla, Niechlujus. Czy kogoś pominąłem?
- Hagrida możemy sobie odpuścić, darował nam na pewno. Dla Sybilli możemy ułożyć horoskop całego Hogwartu, z uwzględnieniem trzech nieszczęść na każdy dzień nauki - zastanawiał się James. - McGonagall to twoja sprawa, Neglectem zajmie się Remus. Oczywiście wszyscy wam pomożemy, to jasne. Sprout - wiadomo, mam nadzieję, że ta jej tentakula nas nie zeżre. Petera już dwa razy chapnęła.
- Odżywia się myszami, to może dlatego - wtrącił Syriusz i dostał w łeb od Petera. - No czego, mały? Pewnie znowu miałeś Sotera Belizariusza w kieszeni.
- Holz wiadomo, Dumbledore... Jaką niespodziankę można zrobić Staremu?
- Cytrynowe dropsy?.. E, nie, musielibyśmy je kupić, i to gdzieś w mugolskim sklepie. Jest problem, Stary niczego nie uczy, pomóc mu nie ma w czym. To musi być coś miłego, co Stary jeszcze lubi? Oprócz cytrynowych dropsów?
- Muzykę. I to bez podziału na czarodziejską i mugolską. Powiedział kiedyś, że każda muzyka jest magią.
- To może wyczarujmy mu muzykę? - zaproponował Peter. - Żeby mu coś grało, jakiś gadżet...
- To by się dało zrobić - zgodził się Syriusz. - Na szczęście Flitwick nauczył nas zaklęcia pozytywkowego. Ale co by to miało być?
- Jaka muzyka?
- Też, ale przede wszystkim jaki przedmiot. Coś, czego często używa, i co można zaczarować bez włażenia do jego gabinetu.
- Coś z ubrania, płaszcz albo tiara... - zastanawiał się Peter.
- Jak mu tiara wrzaśnie nad uchem "Love me tender", wylecimy z Hogwartu szybciej, niż zdążymy powiedzieć "Hooray, hooray, it's a holi-holiday" - zarechotał Syriusz. - Nie, to musi być coś, co się bierze do ręki, żeby mógł to w każdej chwili odłożyć. I żeby reagowało tylko na niego.
- Tylko na niego, powiadasz? - zafrasował się James. - Trzeba będzie zdobyć matrycę, jakiś przedmiot którego dotykał. Nic to, poprosi się skrzaty. Już się nas mniej boją...

~~@~~

Następne dwa tygodnie wlokły się czterem przyjaciołom jak koszmarny sen. Wracali do dormitoriów późnym wieczorem, półprzytomni ze zmęczenia, bo oprócz dodatkowych zajęć mieli jeszcze odrabianie lekcji, a James i Syriusz treningi quidditcha. W dodatku zasugerowane przez Dumbledore'a "pożyteczne zajęcia" też nie należały do łatwych - Peter został po raz trzeci chapnięty przez jadowitą tentakulę, Syriusz po lekcji z wyjątkowo tępymi pierwszakami był tak wykończony, że zamienił własne buty w dwa borsuki, które natychmiast uciekły mu w dwie przeciwne strony i musiał je gonić na bosaka, a James zamiast korzenia siedmioróżdżki dodał do znikającego atramentu jaskółczego ziela, wynajdując przypadkowo substancję, która przeszła do historii Hogwartu jako "smród Pottera". Tylko Remus jakoś sobie radził, jeśli nie liczyć paniki wśród skrzatów domowych, kiedy wszedł do kuchni pytając uprzejmie, czy może pożyczyć srebrnej chochli, bo chce pokazać pierwszakom, jak się straszy wampiry.
Generalnie jednak ich gotowość została oceniona bardzo dobrze i po dwóch tygodniach wytężonej pracy byli już z powrotem w łaskach u wszystkich profesorów. No, prawie u wszystkich.

~~@~~

- Ja już nie mogę - Peter z rezygnacją zatrzasnął opasłą księgę, która natychmiast sama zamknęła się na trzy mosiężne klamry. - Czytaliście to?
- Na pewno nie - James z roztargnieniem oderwał wzrok od malowanego na sto szóstym nocniku dziewięćdziesiątego pierwszego kwiatuszka. - O co pytałeś?
- Tę lekturę z historii magii... - zajęczał boleściwie Peter, otwierając klamry. - Jak on się nazywa? Antenor z Salvemec...
- "Magia w piętnastym stuleciu" - uzupełnił Remus, odrywając się na chwilę od tłukących się na szachownicy figur. - Nie czytaliśmy, bośmy usnęli po trzeciej stronie. Albo coś koło tego.
- Nie wygłupiajcie się, powiedzcie, o co w tym chodzi - marudził Peter. - Ja tego w ogóle nie rozumiem, o, proszę! - oskarżycielsko tknął palcem w środek pergaminowej stronicy. - "Przez gonfaloniera niegodziwego zdradą pojman, na gardle był pokaran." Co to w ogóle znaczy?
- Że był utopion, powieszon lub zaszlachtowan - wyjaśnił zwięźle James.
- Albo spalon na stosie i na cztery wiatry rozsypan - dodał Syriusz.
- A po śmierci osikowym kołkiem przebit i pod cmentarnym murem między psy zdechłemi pogrzebion - uzupełnił Remus i wzdrygnął się. - Jak nam Binns jeszcze raz powie, że żyjemy w barbarzyńskich czasach, to słowo daję, nie wytrzymam.
- I pokarzesz go na gardle - zakwiczał radośnie Syriusz. - Uuups, ale to chyba nieaktualne...
- Ładnych parę lat nieaktualne - zgodził się James, odstawiając gotowy nocnik. - A swoją drogą ciekawe, gdzie spoczywa ciało Binnsa.
- I czy ma ładny nagrobek? - zachichotał Syriusz. - Mnie bardziej interesuje, czy można by go przebić osikowym kołkiem... I czy wtedy jego dusza przestałaby tak smęcić.
- Teoretycznie powinna iść do nieba - zastanowił się James. - Ale on by chyba nie chciał.
- Nawet żywcem do raju by nie chciał - parsknął Lupin. - Trzeba by jakieś supermocne egzorcyzmy. Co ci jest, Syriusz?
- Chłopaki, ale obsuwa - Syriusz patrzył na nich, jakby właśnie wysłuchał proroctwa Sybilli Trelawney dotyczącego zniszczenia Hogwartu. - Zapomnieliśmy o Binnsie!
- A co mu zrobisz - prychnął James. - Chyba, że go rzeczywiście przebijesz osikowym kołkiem. Nie wydaje mi się, żeby można mu było w czymś pomóc.
- Może by zamówić nabożeństwo za jego duszę? - zastanowił się Syriusz. - Tylko pytanie, jakiego był wyznania.
- Takiego, które wierzy w nieśmiertelność duszy - stwierdził logicznie Peter. - Anglikanin, ewangelik, katolik, Żyd...
- Baptysta, adwentysta, menonita, muzułmanin, prawosławny - zawtórował mu James. - Można by tak wymieniać do jutra. Nie, to na nic. Już lepiej znajdźmy jego grób i zapalmy mu świeczkę. Powinien się ucieszyć.
- Tylko pytanie, gdzie jest ten grób - Syriusz wzruszył ramionami. - Ja stawiam na opactwo Westminsterskie. Albo cmentarz Pere Lachaise.
- Czy kompletnie żaden z was nie czytał "Historii Hogwartu"? - zapytał Remus, przysłuchujący się dotąd w milczeniu. - Jest napisane, że Binns zasnął przed kominkiem w pokoju nauczycielskim, i nawet nie zauważył, że umarł?
- Może i jest - zgodził się ostrożnie Peter.
- Nie może, tylko na pewno. I mogę się założyć, że pochowali go gdzieś blisko.
- Trochę to naciągane rozumowanie, ale co nam szkodzi sprawdzić - przytaknął łaskawie James. - Od czego zaczynamy?
- Cmentarz w Hogsmeade.

~~@~~

- Barthemius Magellan, zmarł na niewydolność różdżki - James pochylił się nad setnym z kolei na wpół zatartym epitafium. - Ciekawe, co tą różdżką robił, transmutował się w słonia i z powrotem? Florence McTabb, najukochańsza żona i napastnik quidditcha... Do licha, czy nie ma jakiegoś zaklęcia znajdującego?
- Nie wiem, Johann Edelbluth, zmarł tragicznie w 1944, ciekawe, czemu nie napisali po prostu, że zginął na wojnie... - Remus przeglądał następny rząd nagrobków. - Rachel Ellen Miller, emerytowana położna... Facundo Rabaudi, były woźny Uniwersytetu Merlina. Hej, chłopaki!
- Co jest? - James wyprostował się z lekkim stęknięciem. - Hej, Łapa, Glizdogon, chodźcie tu!
- Co się stało? - zapytał Syriusz, przekraczając mogiłę Tarkusa Vramina, sekretarza Stowarzyszenia Kelnerów. - Znalazłeś?
- Nie, Lunatyk na coś wpadł.
- Pewnie na świętej pamięci Nathana Loofburrowa - prychnął Peter, odruchowo odczytując kolejny nagrobek. - Znalazłem jednego Binnsa, ale to był kat miasta Edynburga, i do tego w szesnastym wieku.
- O to mi właśnie chodzi - Remus oparł się o pomnik przedstawiający smutną czarownicę ze złamaną różdżką. - Czy znaleźliście tutaj chociaż jednego profesora Hogwartu?
- Nie - Syriusz w mig zrozumiał, o co chodziło przyjacielowi. - A wy?
- Ja też nie.
- Ja znalazłem tylko nauczyciela tańców towarzyskich, ale z pewnością nie uczył ich w Hogwarcie - uzupełnił Peter. - Czyli wygląda na to, że chowają ich gdzie indziej. Ale gdzie?
- W kryptach - w głosie Jamesa była niezachwiana pewność. - Hogwart musi mieć krypty. Bieda tylko, że nie wiemy, gdzie one są.
- Jeszcze nie wiemy - pewność w głosie Syriusza była, o ile to możliwe, jeszcze bardziej granitowa. - Kto nam to może powiedzieć... Hagrid!

~~@~~

- No i krewa, panowie - Syriusz usiadł z rozmachem na łóżku. - Hagrid jak na zamówienie pojechał do Londynu, i licho wie, kiedy wróci. Zastępuje go Filch... mam mówić dalej?
- Niekoniecznie - Remus wciąż pamiętał szlaban u Neglecta i dwadzieścia punktów, które stracili przez aferę z mapą. - Akurat teraz, kiedy jest nam potrzebny. Przecież nie możemy iść do Starego i zapytać "panie profesorze, gdzie tu są krypty?"
- Od razu by zapytał, czy zamiast wiecznego odpoczywania nie wystarczy nam weekend - zachichotał Syriusz. - A może spytamy któregoś ducha?
- To na nic, Nick poległ w jakiejś bitwie, Szarą Damę ścięto, Iryt wprowadził się jako dziki lokator... - wyliczał James. - Przydałby się ktoś młodszy. Co się tak wiercisz, mały? - zapytał, widząc, że Peter już nie może usiedzieć na taborecie. - Masz owsiki, czy co? Chcesz iść do kibla to idź, poczekamy na ciebie.
- A właśnie że pójdę - obraził się Peter. I poszedł.
"To niesprawiedliwe - myślał, patrząc na wodę, zataczającą koła na dnie pisuaru. - Traktują mnie jak smarkacza, i co najgorsze ja im na to pozwalam. Ostatni raz!" - postanowił sobie kategorycznie. Będzie odtąd twardy, męski i nieugięty. Nie da sobie rozkazywać nikomu, nawet Jamesowi. I nikomu nie pozwoli z siebie żartować. Nawet Syriu... - Ojej!
Z głębin pisuaru trysnęła woda, ochlapując go od stóp do głów. Odskoczył do tyłu i pospiesznie zapiął spodnie, co było czynem niezwykle rozsądnym, zważywszy, że ponad wciąż tryskającą z porcelanowej miski fontanną unosiła się... Jęcząca Marta.
- Czyś ty zgłupiała, to jest męski kibel! - wrzasnął Peter, dopinając spodnie i opuszczając przód szaty. - Patrz gdzie włazisz, idiotko!
W sekundę potem pożałował tego, co powiedział, bo Marta oczywiście rozjęczała się na całego.
- Pomy..y..yliłam się, a co, nie wolno? - wyszlochała, a fontanna jej łez dorównywała w zupełności tej z pisuaru. - A ty od razu na mnie krzyczysz, wy-y-yp-ypraszam sobie!
- Przepraszam, Marto - Peterowi zrobiło się jej żal. - Ale przestraszyłaś mnie, i to w takiej chwili...
- Nikt mnie nie kocha - zawyła Jęcząca Marta, siadając na spłuczce. - Nawet mama i tata mnie nie kochali, jak umarłam, pochowali mnie w krypcie obok tego okropnego, starego profesora Binnsa!
- Marto... to cudownie! Naprawdę?
- Tak, jeszcze się ze mnie śmiej! Głupia nieżywa Marta, każdy z niej może żartować... Buhuuu!
- Nie, ja wcale nie żartowałem! - Peter poniewczasie ugryzł się w język. - Powiedziałem, że to dobrze, bo będę mogł ci zapalić świeczkę! I kwiaty ci przyniosę, zobaczysz! Na przeprosiny.
- Se-erio? - Jęcząca Marta hałaśliwie wytarła nos.
- Jasne! - Peter grzmotnął się w pierś aż zadudniło. - Tylko mi powiedz, gdzie to jest.
- Jak to gdzie, trzecie drzwi za salą eliksirów. Tam są schody... dwa piętra w dół. Ale powiedz, nie nabijasz się ze mnie?

~~@~~

- Deo Optimo Maximo, Bogu Najlepszemu, Największemu - czytał półgłosem Remus. - Joannes Augustus Binns, magiae albae artifex, Hogwartis Academiae professor, mistrz białej magii, profesor Akademii Hogwart. Obiit calendis novembri... ale miał farta, umarł w samo Święto Duchów. Pewnie się przejadł na uczcie... MCMXVIII, w tysiąc dziewięćset osiemnastym.
- Świetnie - James troskliwie umieścił na samym środku kamiennej płyty doniczkę z ogromną białą chryzantemą. Druga taka sama zdobiła płytę nagrobną Jęczącej Marty ("Myrtle Wreath, zmarła tragicznie w 15 roku życia. Cześć Jej pamięci"). - Co powiedziałeś pani Sprout, że dała kwiatki?
- Prawdę - Remus, ponieważ nie grał w quidditcha, cieszył się u nauczycielki zielarstwa pewnymi względami. - Że to dla profesora Binnsa na grób, a to drugie dla Marty. Mało się nie popłakała ze wzruszenia.
- I świetnie - Syriusz zapalił dwie potężne świece, buchnięte ze stołu w Wielkiej Sali. Jedną postawił na grobie Binnsa, drugą dał Peterowi, by zgodnie z obietnicą ofiarował ją Jęczącej Marcie. - Poczciwa dusza z tej Marty.
- I z was też - usłyszał głos podobny do skrzypienia nienasmarowanych drzwi. Podskoczyli ze zdumienia. Pod sklepieniem unosił się profesor Binns, ocierając łzy rozczulenia.
- Kochani chłopcy, poczciwe dzieci... od dwudziestu lat nikt mi nie zapalił ani jednej świeczki...

~~@~~

- Drodzy państwo, wiecie, że nie mam zwyczaju przerywać nikomu dobrze zasłużonego posiłku - profesor Dumbledore rozejrzał się po sali, która wyglądała, jakby ktoś przed chwilą rzucił na nią zaklęcie petryfikujące. - Ale jest coś, o czym muszę wam powiedzieć. Otóż, jak zapewne wiecie, czterej wasi koledzy z Gryffindoru mieli ostatnio pewne hm... nawet dość spore problemy z zachowaniem panujących wśród nas reguł. Dziś z wielką przyjemnością oznajmiam, że panowie Potter, Black, Lupin i Pettigrew dzięki swej niezwykle ofiarnej pracy na rzecz szkoły w pełni zrehabilitowali się w opinii profesorów a nawet zasłużyli na pochwałę. W uznaniu ich zasług przywracam Gryffindorowi dwadzieścia punktów.
- Hurraaa!!! - zawyli przepisowo Gryfoni. Dumbledore podniósł dłoń i znów zapadła cisza.
- Nie oznacza to jednak, że naszym czterem niesfornym bohaterom wolno z powrotem zacząć broić. Aha, no i chyba w ferworze ogólnego zadośćuczynienia zapomnieliście panowie o mnie...
- Nie zapomnieliśmy, panie profesorze - wyrwał się Syriusz i umilkł, kopnięty w kostkę przez Jamesa.
- Nie zapomnieliście? To bardzo miłe z waszej strony, dziękuję! - Dumbledore uśmiechnął się do nich i usiadł. W sali wciąż panowała cisza. Dyrektor spokojnie nalał sobie herbaty i sięgnął po cukierniczkę. Gdy podniósł wieczko, wszyscy aż podskoczyli. Cukierniczka zatańczyła na stole i zaśpiewała przeraźliwie:

Oh, show me the way,
To the next whiskey bar,
Oh, don't ask why,
Oh, don't ask why...


Ehe, myślą, że się im upiekło. Ale to jak zwykle tylko pozory. Rozdział 11 swoje wie...

Awatar użytkownika
Skrzypol
Zielony
Posty: 33
Rejestracja: 24.11.07, 15:10

Re: Księga Szlabanów - 10

Postautor: Skrzypol » 28.05.08, 21:09

- Zapytaj Trelawney - parsknął Syriusz.

Mała uwaga, wtedy Trelawney jeszcze nie uczyła, zaczęła dopiero po śmierci Jamesa i Lilly.
Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Księga Szlabanów - 10

Postautor: Arthur Weasley » 28.05.08, 23:32

Utwór powstał w roku Pańskim 2001. To chyba wyjaśnia sprawę?
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Gość

Re: Księga Szlabanów - 10

Postautor: Gość » 29.07.09, 03:14

Skrzypol @ 28.05.08, 22:09 pisze:
- Zapytaj Trelawney - parsknął Syriusz.

Mała uwaga, wtedy Trelawney jeszcze nie uczyła, zaczęła dopiero po śmierci Jamesa i Lilly.

Trelawney zaczeła uczyć przed śmiercią Jamesa i Lilly.

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Księga Szlabanów - 10

Postautor: Minerwa » 29.07.09, 09:15

Tak, ale dla uwagi zgłoszonej przez Skrzypola nie ma to żadnego znaczenia, albowiem jak wyjaśnia poniżej Arthur, dziesiąty rozdział "Księgi Szlabanów" powstał na długo przed opublikowaniem książki "Harry Potter i Zakon Feniksa", gdzie jest wyjaśnione, kiedy właściwie Sybilla zaczęła uczyć. Pisząc swój tekst nie miałam takiej wiedzy - stąd niekanoniczna Sybilla, która zresztą pojawia się także w innych rozdziałach.


Wróć do „HP Fanfiction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron