[Z] Kolęda dla nieobecnych

Opowiadania nawiązujące do cyklu o Harrym Potterze i dyskusje o nich.

Moderator: Arthur Weasley

Awatar użytkownika
Idril
Początkujący
Posty: 227
Rejestracja: 24.08.07, 18:40
Kontaktowanie:

[Z] Kolęda dla nieobecnych

Postautor: Idril » 02.12.07, 19:28

A zatem tak... Napisałam to już jakiś miesiąc temu, przeszło wielokrotną betę, a i tak jeden fragment wciąż mi zgrzyta. Słowo to oporne tworzywo. Lepsze już chyba nie będzie. A przynajmniej ja na chwilę obecną nie umiem napisać tego lepiej.

Z dedykacją i ogromnymi podziękowaniami dla nieocenionych Mad i Skajuśki, które wywróciły ten tekst do góry nogami. Wiećmy Drogie, gdyby nie wy, to ten tekst nie byłby nawet w połowie tak dopracowany, jak jest teraz!

A teraz... W Wasze ręce!




Kolęda dla nieobecnych


1.

– Bill, umyj ręce, kochanie… – Molly Weasley krząta się wokół stołu, układając talerze. – Arthurze! Na Merlina, Arthurze, zostawże wreszcie te mugolskie światełka i pomóż chłopcom się ubrać.
Kobieta nachyla się nad piecem, w czym przeszkadza jej wydatny brzuch. W domu czuć zapach korzennych przypraw i pomarańczy. W rogu salonu stoi choinka, którą pan Weasley oplata mugolskimi lampkami, usiłując zaczarować je tak, by świeciły. Bliźniacy demonstrują imponującą pojemność płuc, siedząc w wysokich krzesełkach.
Pudding stoi na kredensie, przyozdobiony śnieżynkami z lukru. Nad wejściem do pokoju stołowego wisi jemioła.


***

To pierwsze tak wyraźne wspomnienie Percy’ego ze świąt w Norze. Wcześniejsze Gwiazdki zlewają się ze sobą, pamięta tylko urywki – matkę, ojca w odświętnej szacie, Billa, dumnego z dziecięcej różdżki, wreszcie siebie samego, siedzącego pod choinką i rozdzierającego papier na prezentach.
– Przesuń się, Percy, zawadzasz mi. – Penelopa nakrywa do stołu. – Dopilnuj, żeby Rupert umył porządnie ręce.
Weasley myśli, że kiedy podniesie głowę znad „Braci Karamazow”, zobaczy rudy kok. Nic z tego. Włosy Penelopy są czarne.
– Jutro przyjeżdżają moi rodzice – przypomina kobieta.
Do salonu wchodzi pięcioletni Rupert, mała kopia Percy’ego. Demonstruje ojcu czyste ręce. Jest wojennym dzieckiem, urodzonym w roku, kiedy pokonano Czarnego Pana. Ale już nie pamięta Voldemorta. Nie wie, jakim lękiem to imię napawało jego rodziców.
Dostojewski ląduje na stoliku, z zakładką wystającą spomiędzy stron.
– Pamiętaj – odzywa się Percy – że jutro przyjeżdża babcia Matylda. Masz być grzeczny.
Dziecko kiwa głową. Patrzy na ojca w zamyśleniu i odzywa się dopiero po chwili.
– Tata, a dlaczego ja mam tylko jedną babcię? Inne dzieci w przedszkolu to mają dwie… – Rupert siada na krześle z markotną miną, wyprostowany jak struna. Wie, że jeżeli się zgarbi, dostanie burę.
Percy jest zmieszany.
– Bo… – plącze się. – Bo… Jesteś za mały, żeby to zrozumieć – pada standardowa odpowiedź.
– Ale tata… – próbuje dyskutować Rupert, choć wie, czym się takie próby kończą. Ojciec ucisza go jednym spojrzeniem.
Problem w tym, że Percy sam nie wie, dlaczego nie pogodził się jeszcze z rodziną.

***

Pani Weasley kończy przygotowywania do świątecznego obiadu. W domu pachnie cynamonem i pomarańczami. Bill leży na kanapie w salonie, obłożony nasączonymi eliksirem bandażami. Znów bolą go blizny. Fleur nakrywa do stołu, zerkając na męża. Ale Bill się nie skarży. Myśli. Myśli o Percym, tym sukinsynu, i o tym, że mijają kolejne święta, a ten gnojek wciąż unosi się honorem.
Pan Weasley, jak co roku, usiłuje zmusić mugolskie lampki do posłuszeństwa, szamocząc się z poplątanym sznurem.
– Arthurze, przecież wiesz, że nie zadziałają. – Molly uśmiecha się z politowaniem.
Ojciec nigdy się nie zmieni, myśli Charlie.
I dziwi się jednocześnie matce, że potrafi z uśmiechem na ustach siedzieć między nimi, chociaż tak naprawdę myślami jest przy wielkim nieobecnym. Gdyby Charlie miał pewność, że rozmowa przyniesie jakiekolwiek rezultaty, dawno wybrałby się do Percy’ego i przetłumaczył mu dobitnie kilka rzeczy. Ale wie, że to nic nie da. Zarobiłby tylko kilka gorzkich słów i jedną kłótnię z bratem więcej.



2.
Ojciec zapala świeczki na stole. Dzieci hałasują, tylko dziesięcioletni Bill siedzi cicho, schludnie ubrany. Charlie już zdążył ubrudzić się sokiem, a bliźniacy jedzą czekoladę, śmiejąc się wesoło i pokazując nieliczne zęby. Rączki i buzie mają lepkie od słodkiego specjału. Percy bawi się w kącie swoim drewnianym niuchaczem Merlinem, opowiadając przy tym na głos jego mrożące krew w żyłach przygody. Matka podśpiewuje pod nosem kolędy. „Przybieżały do Betlejem trzy pufki…”

***

Jest cicho. Penelopa skończyła przygotowywać stół i przebiera się w sypialni. Zakłada ciemną spódnicę i kremową bluzkę, wkłada sznur rzecznych pereł. Czarne włosy związuje w koński ogon.
Rupert siedzi prawie bez ruchu, bojąc się wygnieść potraktowaną Zaklęciem Prasującym koszulę. Zerka raz po raz na ojca, pogrążonego w lekturze. Blask świec odbija się od okularów w rogowych oprawkach. Okulary Percy’ego fascynują Ruperta. Mały pamięta awanturę, jaka wybuchła, kiedy mama chciała kupić tacie inne oprawki. Tata się wściekł i nie pozwolił ich ruszyć. A potem zrobił się smutny, zupełnie tak, jak za każdym razem, kiedy mama wspomina o tej drugiej, nieznanej babci.
Penelopa wychodzi z sypialni, pozostawiając za sobą ulotny zapach perfum. Spogląda z niepokojem na zegarek. Już po wpół do piątej. Powinni zacząć świąteczny obiad pół godziny temu. Ale indyk wciąż jest twardy.

***

Indyk dochodzi w piekarniku, przyprawiając swoim zapachem wszystkich domowników o ssanie w żołądkach. Pani Weasley przygląda się stołowi. Pośrodku leżą gałązki ostrokrzewu, Arthur zapalił już świeczki. Molly liczy nakrycia. Bill, Fleur, Charlie, bliźniacy, Ron, Ginny, Harry, ich dwoje…
– Fleur, jest o jedno nakrycie za mało!
Ale ona tego nie słyszy. Stroi się w pokoju. Pani Weasley podchodzi do kredensu i wyjmuje jeszcze jeden talerz.



3.
W Norze mieszają się setki świątecznych zapachów. Nawet ghul na poddaszu przestał walić w podłogę i wciąga nosem wspaniały aromat. Niedługo zacznie się obiad. Wszystkie wskazówki zegara stoją w pozycji „Piekielnie głodny”. Wszystkie oprócz jednej. Ta najmniejsza wskazuje na „Ciągle w brzuchu Molly”.
W salonie rodzi się konflikt. George… a może Fred okłada swojego brata łyżeczką, w odwecie za wyrwany kawałek czekolady. Zmaltretowana, na wpół roztopiona czekoladowa żaba skacze niemrawo po dywanie, usiłując znaleźć się jak najdalej od dwóch rudowłosych diabląt.
– Fred, George, przestańcie natychmiast! – Molly wkracza do pokoju. Jedno spojrzenie matki wystarcza, by bliźniacy przybrali miny niewiniątek i zaprzestali rękoczynów.


***

Penelopa wyciąga indyka z piekarnika.
Lepszy nie będzie, wzdycha z rezygnacją.
Gotowanie nie jest jej mocną stroną.
Stawia mięso na stole i zaczynają jeść. Posiłek upływa im w milczeniu, z rzadka przerywanym prośbami o podanie soli. Nie mają o czym rozmawiać. Czy raczej – nie mają odwagi, by zdobyć się na szczerą rozmowę. Mały też siedzi cicho. Nic dziwnego, jest wychowywany w myśl zasady, że dzieci powinno być widać, a nie słychać.

***

Jest głośno, jak zwykle. Wszyscy mówią jeden przez drugiego. Zajadają soczyste mięso, piją białe wino. Bliźniacy wyśpiewują kolędy, zagłuszając śpiewającą sopranem kobietę z CRR. Bill, trzymając Fleur za rękę, zaśmiewa się z opowieści Charliego. Pani Weasley patrzy na całą swoją rodzinę. Udaje, że jest szczęśliwa.



4.
Choinka stoi pod oknem w pokoju stołowym. Jest żywa, wysoka do sufitu i obwieszona setkami papierowych zabawek, robionych przez chłopców. Wielokolorowy łańcuch oplata ją licznymi zwojami. Arthur rezygnuje wreszcie z mugolskich światełek, wyciągając z pudełka czarodziejskie lampki. Różnokolorowe bombki są pomalowane w świąteczne motywy. Z jednej uśmiecha się bałwanek, z drugiej mruga gwiazdka, na innej znów widać wesołego renifera.
Przy stole jest gwarno. Dzieci przekrzykują się, opowiadając o prezentach, które przyniesie im w nocy święty Mikołaj. Charlie wymachuje energicznie widelcem, demonstrując, jak będzie wyglądała jego wymarzona miotła. Molly patrzy na swoją rodzinę, dziękując losowi, że Arthura nie wezwano na akcję. Jest wojna, choć starają się spychać tę świadomość w najodleglejsze zakątki umysłu. Pani Weasley boi się nie o to, że przegrają. Obawia się, że ktoś z jej bliskich nie doczeka następnych świąt.


***

Jest cicho, Rupert poszedł już spać. Penelopa i Percy siedzą, każde w swoim fotelu, i piją wino. Na przykrytym białym obrusem stole stoi patera z ciastem. Jest nienaruszona. Kawałki keksu obsychają, piernik twardnieje. Nawet małe ciasteczka z francuskiego ciasta, posypane grubym cukrem kryształem leżą tak, jak je ułożyła pani domu.
Choinka w kącie salonu jest, obok kominka, jedynym źródłem światła. Czarodziejskie lampki płoną mdłym blaskiem, odbijając się w srebrnych bombkach. W mieszkaniu Percy’ego nawet choinka sprawia wrażenie chłodnej.

***

Kawałki ciasta znikają jeden po drugim. Pełne orzechów, rodzynek, jeszcze ciepłe i puszyste, są dumą Molly. Nawet Fleur je z apetytem.
Mugolskie światełka odmawiają współpracy. W akompaniamencie cichego syku przepala się dziesięć lampek. Papierowe ozdoby i kolorowe bombki wirują, wprawione w ruch zaklęciem. W pokoju pachnie igliwiem i żywicą.



5.
– Czy mogę schować te talerze? – pyta pan Weasley, wyrywając żonę z zadumy. Kobieta wpatruje się w dwa nienaruszone nakrycia, stojące na stole. – Fabian i Gideon już nie przyjdą.
– Ale oni przecież…
– Molly, one nie będą więcej potrzebne. Pochowaliśmy ich trzy miesiące temu.


***

– Dlaczego nie napiszesz do domu? – pyta wreszcie Penelopa. – Nie możesz do końca życia udawać, że ich nie ma. Rupert zaczyna się dopytywać. Kiedyś będziesz musiał coś z tym zrobić.
– Nie zaczynaj po raz kolejny! Rozmawialiśmy już o tym. – Weasley podnosi głos.
– Ciszej! Obudzisz dziecko. – Penelopa wskazuje na drzwi do pokoju. – Mógłbyś chociaż spróbować.
– Po co? – prycha z irytacją Percy. – Oni i tak nie pamiętają.

***

Jest już cicho. Ginny, Ron i Harry poszli na spacer, reszta rozeszła się do swoich pokojów. Molly kończy zmywanie naczyń, słuchając radia, w którym ciepły alt śpiewa:
Przyjdź na świat,
By wyrównać rachunki strat,
Żeby zająć wśród nas
Puste miejsce przy stole.
Jeszcze raz
Pozwól cieszyć się dzieckiem w nas
I zapomnieć, że są
Puste miejsca przy stole.*

Pani Weasley wie, że czasami nie da się zapomnieć.
W salonie ciepły poblask z kominka maluje na ścianie fantazyjne cienie. Czarodziejskie lampki na choince płoną jasnymi płomykami. Pan Weasley rozgląda się, czy żona nie widzi i ukradkiem chowa jedyne pozostałe nakrycie, które Molly co roku uparcie stawia na stole.

KONIEC

* Fragment utworu Zbigniewa Preisnera "Kolęda dla nieobecnych".
Jestem Billistką i nic, co Billowe, nie jest mi obce!
Ómarłam po wielekroć. Proszę nie wskrzeszać.
Pamiętajcie - komentarze karmią Wena!
"Czuję się jak pieprzony Robinson Cruzoe w świecie fanfiction" - by Sis.
Mój LiveJournal
Teksty zebrane

archiwalny
Zaawansowany
Posty: 336
Rejestracja: 27.08.07, 07:13

Re: [Z] Kolęda dla nieobecnych

Postautor: archiwalny » 02.12.07, 19:30

Arthur Weasley

Na razie tyle. Więcej, jak to przetrawię.


Professor Vector

Poruszające.
Choć nie pasuje mi Twój Percy. Jest za miękki. Właściwie żyje rozpędem a nie siłą przekonań. Raczej widziałam go jako twardego faceta z przekonaniami ponad wszystko. On nie zastanawiałby się nad brakiem kontaktów z rodziną. No ale to moja wizja. Twój Percy jest... zagubiony. I strasznie szybko przeskakuje z tego zagubienia w strofujące spojrzenie.
A ta pastorałka Preisnera wzrusza mnie od dawna. Bardzo pasujący cytat.
Pozdrawiam - Vec


Jęcząca_Marta

Na hasło "Opowieść Wigilijna" reaguję dość jednoznacznie - ciepła historia. Taka "świąteczna"...

I nagle kubeł zimnej wody.

Scenki ciepłe acz bolesne. Obok nich - zimne i pełne tęsknoty.

Strofowane dziecko, które zasili w przyszłości szeregi psychomagów, albo odnajdzie się na wysokich szczeblach mugolopodobnej instytucji.
Chyba, że... Chyba, że...

Molly, która wciąż myśli o Kimś Kogo Nie Ma. Uśmiecha się tylko "dolną połową twarzy".

Percy, który AŻ tak nie zna własnej rodziny.

Penelopa - co właściwie ona czuje? Oprócz niepokoju?

Jak lodowato zimno jest w Święta w domu Percego i Penelopy!
Jak niesamowicie to kontrastuje z domem Artura i Molly...

Tak, to jest zagubiony Percy, ale to jest też Percy uparty i twardy. Głupi? Może. Jak śmie aż tak wątpić w rodzinę. Każdy ma prawo czuć się zagubiony. Zwłaszcza w takiej sytuacji w Wigilię. A warczeć jest łatwo... Zwłaszcza na bliskich...

Molly... Czy ona pobiegłaby do syna by go błagać by wrócił? Czy którykolwiek - jej mąż lub synowie - pozwoliłby na to?
Czy Dumbel byłby wstanie zmienić losy tej rodziny jak Duchy w "Opowieści Wigilijnej"? Ktokolwiek?

Smutno mi.


Idril - kłaniam się. Bo to jest dobry kawałek opowiadania. Ale zimno... Hmmm... A może powinniśmy popatrzeć w to opowiadanie jak w lustro? Jak na przestrogę? Jak jest z nami?...
<zamyśla się>


irytek jz

Nie, dlaczego za miękki? W którym momencie jest miękki?
Choć nie pasuje mi Twój Percy. Jest za miękki.


To jest moim zdaniem właśnie kanoniczny Percy. Percy, który za wszelką cenę będzie trwać przy swoim, bo przecież nie przyzna się, że był w błędzie, że to w co kiedyś wierzył okazało się złe. Nie, on będzie cierpieć w milczeniu, skrzywdzona niewinność, nie zniży się do tego żeby pójści i powiedzieć "przepraszam".
Poruszające. Najbardziej poruszająca - ta cmentarna wręcz atmosfera w domu Percy'ego. Święta, psia ich mać! Zimna choinka, nieruszone ciasto, oczy wbite w talerze, "nie garb się". Bez słów, bo o czym tu rozmawiać/
Święta...

Arthur Weasley

Za Gierka Boże Narodzenie to był czas, kiedy nas było trzech, a nie dwóch jak na co dzień, tu w Warszawie. A na Wielkanoc tak samo we Wrocławiu.
Gdzieś w Polsce żyje obcy człowiek - trzeci z nas, jeden z moich najbliższych krewnych. Nie widzieliśmy się od ośmiu lat, od jego drugiego ślubu. Odkąd rok wcześniej zmarła jego matka, a moja chrzestna, dom został sprzedany, a kuzyn opuścił Wrocław, jakoś nie było okazji - a i chęci po żadnej stronie. Już dawno nic nas nie łączyło.
Łamię się teraz, jak do niego napisać. Dzięki temu opowiadaniu. Nie mam złudzeń, że wszystko się zmieni, nie sądzę, żebyśmy się spotkali, niemniej jednak.
Mamę nie tyle udającą, że jest szczęśliwa, co starającą się być, też widziałem przy takiej okazji i niestety mam realną perspektywę przerobienia tego za tydzień.
I dlatego piszę trumnę teraz, a nie przedwczoraj.

Właściwie mógłbym tu skończyć. Ale walczą we mnie dwie dusze.

Marksiści nie wierzyli w duszę, co nie przeszkadzało im twierdzić, że każdy chłop ma aż dwie, z czego jedną niesłuszną. Otóż we mnie jest jeszcze dusza stolarza.
Ta dusza podpowiada mi, że autorce o wiele lepiej wychodzi opisywanie wigilii ciepłej niż zimnej (z czego po ludzku biorąc należy się cieszyć i autorce zazdrościć). Wigilia u Percy'ego nie jest zimna. Jest doskonale zimna, jest tak zimna, że aż nierzeczywista.
Na ogół przy tego typu okazjach ludzie, i owszem, rozmawiają. Taka rozmowa jest nieciągła, o niczym, ale jest.
Właściwie nie wiadomo, gdzie jest babcia Clearwater (bo że jest, to wiemy) i dlaczego nie u nich (skoro z nią, jak słychać, stosunki są normalne), czy jakakolwiek rodzina Penelopy w ogóle.
Zastanawiam się trochę, dlaczego oni nie mają skrzata domowego.


Jęcząca_Marta

Arturze - nie muszą rozmawiać... Co prawda nie ma TV, który w tle "robiłby hałas", ale. Ale ja uczestniczyłam w czymś "takim".

A co do rodziny Penelopy - czy wiadomo czy ma ona rodzeństwo? A może jej rodzinka ma takie pomysły jak nowocześni mugole - wyjeżdża na Święta na narty czy coś? A może po prostu Percy nie ma ochoty się z nimi spotkać... Bo... Bo nie chce pytań?

Arturze - weź i napisz. Spróbuj.


Issa

Nie znalazłam żadnego niedopracowanego, zgrzytającego fragmentu. Coś ci się pomyliło, Iduś ;)

Opowiadanie ma swój specyficzny, niepowtarzalny klimat. Wprost czuje się zapach wigilijnych potraw, nastrój Świąt Bożego Narodzenia. Bardzo podoba mi się temat i wykonanie. Pomysł naprawdę oryginalny i świetny. I te przeciwieństwa - tu pozorna albo i szczera radość, zaś z drugiej strony sztywne postawy, milczenie, smutek.
Opowiadanie po przeczytaniu napawa nonstalgią. Czytelnika nachodzą refleksje. Dobry humor lekko przygasa, ale nie zamierzam cię winić. To bardzo dobrze świadczy o twojej pracy. Nie wiem, jak wyglądała kiedyś, skoro została rozłożona na wiele części i solidnie poprawiona. Wiem jedno - Kolęda dla nieobecnych jets strzałem w dziesiątkę.

Pozdrawiam cię serdecznie i cieplutko:*
Pytanie 177 2/3:
Czy jest pożytecznie komentować fanfikty archiwalne?
Odpowiedź:
Komentować fanfikty archiwalne jest pożytecznie, a nawet bardzo pożytecznie.

(Katechizm Czarodzieja)


Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: [Z] Kolęda dla nieobecnych

Postautor: Arthur Weasley » 22.12.08, 11:35

Dwa lata temu niżej podpisany pisze:Za Gierka Boże Narodzenie to był czas, kiedy nas było trzech, a nie dwóch jak na co dzień, tu w Warszawie. A na Wielkanoc tak samo we Wrocławiu.
Gdzieś w Polsce żyje obcy człowiek - trzeci z nas, jeden z moich najbliższych krewnych. Nie widzieliśmy się od ośmiu lat, od jego drugiego ślubu. Odkąd rok wcześniej zmarła jego matka, a moja chrzestna, dom został sprzedany, a kuzyn opuścił Wrocław, jakoś nie było okazji - a i chęci po żadnej stronie. Już dawno nic nas nie łączyło.
Łamię się teraz, jak do niego napisać. Dzięki temu opowiadaniu.
Nie napisałem. Ani wtedy, ani rok później.
Trzy tygodnie temu umarła nasza wspólna babcia, więc się spotkaliśmy na pogrzebie i stypie. I dalej jest to obcy człowiek, o mocno odpychającym sposobie bycia (mój brat, mugol, też tak go odbiera). Tamtego chłopca mi brakuje, na kontakty z tym mężczyzną nie mam najmniejszej ochoty.
Smutne.
Podpinam. Wszystkim naprawdę rodzinnych Świąt. MO
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)


Wróć do „HP Fanfiction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość