Reska - Milczenie

Opowiadania nawiązujące do cyklu o Harrym Potterze i dyskusje o nich.

Moderator: Arthur Weasley

archiwalny
Zaawansowany
Posty: 336
Rejestracja: 27.08.07, 07:13

Reska - Milczenie

Postautor: archiwalny » 16.11.07, 16:27

Milczenie

Mężczyzna opuścił gazetę na blat biurka. Czuł jak żołądek ściska mu się w bolesną kulę. Przełknął, aby opanować nudności. Tamten człowiek, wczoraj w Kotle wiedział co ma się stać. Kiedy wstawał od stołu po zakończonej rozmowie, zapytał go czy zna Oscara Goodwina.

Wzrok mężczyzny ponownie powędrował w stronę dużego, czarnego nagłówka w Proroku Codziennym. KOLEJNE OFIARY ŚMIERCIOŻERCÓW. MROCZNY ZNAK NAD DOMEM GOODWINÓW.

Fragmenty wczorajszej rozmowy tyle razy odtwarzane w pamięci powróciły z nową siłą.
„Słyszałem, że pisze pan książkę, porównanie sztuki i literatury czarodziejów i Mugoli. Dziwny temat. Każdy przecież wie, że nasza przewyższa mugolską pod każdym względem. Czy oni w ogóle mają jakąś sztukę?” Odpowiedział wtedy, że mugolska sztuka jest bardzo ciekawa, że gdyby czarodzieje lepiej ją znali, może nie byłoby tego wszystkiego.
Lubił myśleć, że jego książka będzie maleńkim krokiem w stronę porozumienia. Jak mógł być tak potwornie głupi, żeby mówić takie rzeczy obcemu. Jak mógł być tak straszliwie nieostrożny. W takich czasach.

Słowa nieznajomego łomotały mu w głowie.
„Na pana miejscu zastanowiłbym się jeszcze. Paskudne rzeczy dzieją się na świecie. Bardzo paskudne. Nie chciałby pan przecież, żeby coś złego przydarzyło się panu i pana rodzinie.”
„Słyszałem, że ma pan córkę. Podobno to bystra dziewczynka. Jak ma na imię? Na pewno nie chciałby pan, żeby coś jej się stało. Powinien pan więcej myśleć o swojej rodzinie, zamiast o jakichś głupich Mugolach. Nie powinien pan narażać swoich bliskich.”

Rozmyślał o tej rozmowie przez całą noc. Wciąż wracał do tamtej chwili, gdy nieznajomy nieoczekiwanie przysiadł się do jego stolika. Analizował każde słowo, gest. Kim był tamten człowiek? O co mu chodziło? Prawie udało mu się przekonać samego siebie, że ta rozmowa niewiele znaczyła. Powtarzał sobie bez końca, że tamten mężczyzna tak tylko mówił, że chciał go tylko przestraszyć. Przecież nikt nie zabija z powodu książki o sztuce. To niemożliwe. Nigdy nie walczył ze Śmierciożercami, nie występował otwarcie przeciw nim. Nie był aurorem. Nie liczył się w tej walce. Był czarodziejem od pokoleń. Był spokojnym człowiekiem. Nic nie powinno im grozić. Takie rzeczy po prostu się nie zdarzały. Nie jemu. Tamta rozmowa to tylko puste słowa. Na pewno.
Prawie w to uwierzył.

Tuż przed wyjściem nieznajomy zapytał o Goodwina. W tamtej chwili mężczyzna niemal nie zwrócił na to uwagi. Wtedy wydawało się to takie przypadkowe. Bez znaczenia w porównaniu z resztą. Aż do teraz. Potężny gmach uspokajających argumentów budowany z takim mozołem rozsypał się nagle jak domek z kart. Dopiero teraz zrozumiał całkowicie, że to o czym mówił tamten człowiek jest prawdą. Obcy ludzie mogą przyjść do jego domu i zrobić z nim i jego rodziną to o czym czytał w Proroku. Mroczny Znak może pojawić się nad jego domem. Jeśli będą chcieli ich zabić, nic ich nie powstrzyma. Przez chwilę nie mógł złapać oddechu. Czuł, że się dusi.

To niemożliwe. To nie może się stać. Nie zrobił przecież nic takiego. Oni muszą to zrozumieć. Jego książka. Przecież z pewnością nie ma w niej nic, co mogłoby kogoś obrazić. Nic dla czego można zabić. Nigdy nie twierdził, że mugolska sztuka jest lepsza. Twórczość czarodziejów była jego pasją od lat. Wydał o niej kilka książek. Był znanym ekspertem w tej dziedzinie. Absurdem byłoby podejrzewać, że nie ceni sztuki czarodziejów. Oni nie mogą tak myśleć. Jeśli przejrzy to co napisał raz jeszcze… Może gdyby poprawić niektóre fragmenty. Ten rozdział o najważniejszych dziełach mugolskiej literatury trzeba byłoby wyrzucić. Może zostawić tylko nazwiska, garść tytułów. Może nawet tak będzie lepiej. W końcu każdy czarodziej powinien sam przeczytać te dzieła, sam wyrobić sobie zdanie. Po co o tym pisać? Jeśli będą tylko nazwiska, to może ktoś sięgnie z ciekawości. Tak będzie lepiej. Co do reszty… Drżącymi rękami wyjął z szuflady plik gęsto zapisanych kartek.

Magia stwarza możliwość głębokiej i bezpośredniej interakcji działa sztuki z odbiorcą.
Najlepszym przykładem są tutaj pejzaże emocji – gatunek malarstwa całkowicie nieznany w świecie Mugoli. Dzięki zastosowaniu odpowiednich zaklęć namalowany pejzaż dostraja się do stanu emocjonalnego widza. Od wrażliwości i talentu artysty zależy jak subtelne różnice emocjonalne pejzaż jest w stanie uchwycić i w jak oryginalny, nietuzinkowy sposób potrafi je wyrazić. Wszyscy znamy wybitne dzieła tego gatunku takich artystów jak choćby Kasjopea Meadow lub Ariadna Klotz.


Tak, ten fragment powinien się im spodobać – pomyślał. Przerzucił kilka kart i ponownie zaczął czytać.

Malarstwo portretowe jest kolejnym obszarem, w którym magia dostarcza całkowicie niedostępnych dla Mugoli środków wyrazu. Dzięki magii na płótnie zaklęta zostaje osobowość portretowanego. Zachowanie wizerunku spójne jest z zachowaniem modela. Osoba, oglądająca malowidło może poprzez rozmowę z portretem wyrobić sobie zdanie o charakterze przedstawionego człowieka, a nawet odczuwać podobne emocje jakie wywoływałby żywy człowiek.

Znajome, wypieszczone zdania uspakajały. Pozwalały oderwać się choć na chwilę od tamtych strasznych myśli. Tyle razy siedział nad tym tekstem. To było takie zwyczajne. Teraz łatwiej było mu oddychać. Myśli zwolniły szaleńczy bieg.

Nieruchomość obrazów mugolskich nadaje szczególne znaczenie uchwyconej scenie. Portrety nie magiczne charakteryzują się znacznie większą subiektywnością niż dzieła czarodziejów. Obraz stanowi nie tyle wierne odzwierciedlenie żywego człowieka, ile impresję twórcy na jego temat. To mugolski artysta dokonuje wyboru jakie cechy portretowanego ma zamiar uwypuklić, jaki wyraz twarzy nadać wizerunkowi.
Ta fundamentalna wobec sztuki czarodziejów różnica, miała ogromny wpływ na ewolucję gatunku w świecie Mugoli. Istnienie, ograniczeń, jakim podlega malarstwo nie magiczne, doprowadziło do prawdziwej erupcji różnorodnych środków wyrazu i zadziwiającego bogactwa stylów malarskich, całkowicie nieznanych w naszym świecie.
Szuka portretowa czarodziejów wykazuje dużą stabilność na przestrzeni czasu. Kluczową kwestią jest tutaj zachowanie maksymalnej wierności portretu wobec modela i właściwe zastosowanie magii, utrwalającej osobowość portretowanego . Artyści - czarodzieje nigdy nie musieli szukać tego jednego jedynego wyrazu twarzy, oczu, pochylenia głowy, które najlepiej wyrażą wewnętrzne życie portretowanego człowieka. Paradoksalnie wydaje się, że nieruchomość mugolskich portretów stała się bodźcem do poszukiwań, które ….


Uniósł wzrok znad tekstu. Na moment powrócił myślą do tamtego, dawno minionego, upalnego popołudnia w obcym mieście. Miał wtedy dużo czasu, z którym nie było co zrobić. Znudzony wstąpił do mugolskiej galerii sztuki. Pamiętał dobrze własne poczucie wyższości, rozbawienia i lekceważenia, gdy wchodził. Spodziewał się dobrej zabawy przy oglądaniu tego, co ci Mugole uważają za sztukę. Pamiętał własne zdziwienie i zamyślenie, gdy wychodził. Mugolska twórczość na pewno nie była lepsza. Po prostu odmienna. Za pomocą zupełnie innych, obcych środków wyrażała dobrze znane pragnienia i uczucia. W swojej książce starał się podzielić tamtym zamyśleniem.
Tylko, że Śmierciożerców nie interesowały takie rzeczy. Gdyby było inaczej nie zabijaliby ludzi, nie mordowaliby całych rodzin.
Najmłodszy syn Goodwinów był dwa lata młodszy od jego małej. Czy było warto? Czy jakakolwiek książka była warta jej bezpieczeństwa? Jakakolwiek prawda?
Z pamięci wypłynęła dawno zapomniana scena. Maleńka ściskająca w rączkach mugolską książkę.
- Tatusiu, dlaczego te rysunki się nie ruszają? - w głosie dziecka słychać było zdziwienie.
Czy nie powinien myśleć przede wszystkim o jej przyszłości, o tym żeby w spokoju dorosła? Czy mógł aż tak ryzykować?
Co go obchodzili jacyś Mugole? To nie jego sprawa. Nie jego wojna.
Tylko, że sztuka była jego sprawą, najważniejszą rzeczą w życiu obok rodziny. Czy miał zapomnieć o wszystkim, po to żeby przypodobać się mordercom. Co z niego za człowiek?
Dlaczego to było takie trudne? Chciał tylko napisać książkę. Chciał żyć w spokoju.
Na moment zacisnął powieki, jakby ten prosty ruch mógł odgrodzić go od świata. Przez długą chwilę siedział zupełnie nieruchomo.
Wiedział co powinien zrobić. Wiedział, że tego nie zrobi.
Jaki kształt przybrałby pejzaż emocji dla tchórza? – pomyślał z goryczą - Jałowa, spękana ziemia. Uschnięte drzewa. Pustynia, na której nic nie wyrośnie.
Powoli zebrał leżące na biurku papiery i ciężko podniósł się na nogi. Podszedł do kominka i ukląkł. Położył plik kartek na palenisku. Wyjął różdżkę i skierował ją na rękopis.
- Incendio – wyszeptał.
Płomienie objęły stos pergaminu. Przez chwilę jeszcze na czerniejących i zwijających się w ogniu kartkach można było odczytać pojedyncze słowa i frazy. „Shakespeare”, „…największym osiągnięciem mugolskiej…”, „…należy pamiętać…”. Mężczyzna przytrzymał się gzymsu kominka i niezgrabnie podniósł się z klęczek. Ruszył w stronę wyjścia i cicho zamknął za sobą drzwi.

Autorka pragnie serdecznie podziękować zaprzyjaźnionej czarownicy za słowa zachęty i troskliwą opiekę nad tym tekstem. Podziękowania należą się również czarodziejowi, który przyczynił się do zamieszczenia tego opowiadania na forum.
Pytanie 177 2/3:
Czy jest pożytecznie komentować fanfikty archiwalne?
Odpowiedź:
Komentować fanfikty archiwalne jest pożytecznie, a nawet bardzo pożytecznie.

(Katechizm Czarodzieja)


Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Reska - Milczenie

Postautor: Minerwa » 04.04.10, 09:02

Jak to się stało, że tak dobra miniatura spadła na druga stronę i w ogóle nikt jej nie skomentował? Dobrze, że mi się przy święcie lektury zachciało, bobym przegapiła bardzo fajny tekst.
Niełatwo pisze się o sztuce na pograniczu mugolsko-magicznym. Tym bardziej, że istnieje teoria, jakoby naprawdę wartościową sztukę w świecie mugoli tworzyli czarodzieje żyjący na mugolskiej stronie. Coś w tym jest, Mozart i Picasso byli czarodziejami jak z Salzburga do Madrytu i z powrotem.
A tu mamy taki temat. W dodatku podniesiony jeszcze o piętro, bo Autorka pisze o pisaniu o sztuce. O tworzeniu też, ale i o teorii sztuki. O odwadze krytyka, żeby ruszyć temat już nie śliski, ale bezpośrednio i realnie niebezpieczny. Już za to nalezy się Resce duża pochwała, bo tego - poprawcie mnie, jesli się mylę - dotąd w fandomie nie bywało. Więc duży plus za oryginalność. Dylematy moralne związane z Wojną Voldemorcką na tym tle nabierają zupełnie nowego wymiaru, napisano o nich już mnóstwo, ale dobrze, że nie wszystko. Dobrze, bo jest miejsce na takie teksty jak ten.
Kończę, bo niebawem komentarz stanie się dłuższy od opowiadania - oszczędność w słowach też jest rzeczą, którą trzeba w nim docenić.
Gdybym w związku z tym tekstem miała sobie jeszcze czegoś życzyć, to może - ale tu już grymaszę - nieco większej finezji stylu. Bo temat zasługuje. Proste słowa są trafne, ale czasem chciałoby się czegoś więcej. Aha, no i drobiazg, o który czepiam się tradycyjnie: widać, że Autorka czytała HP po angielsku Po polsku "mugole", podobnie jak "czarodzieje" albo "śmierciożercy" pisze się małą literą.


Wróć do „HP Fanfiction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron