Artykuły (bywają spojlery)

Rozmowy o oryginalnym cyklu powieściowym o Harrym Potterze.

Moderator: Arthur Weasley

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Arthur Weasley » 28.01.08, 11:58

Piotr Gociek
KŁOPOTY Z HARRYM

Rzeczpospolita, 26 stycznia 2008 r.


Każda saga ma swój koniec, ale w przypadku ostatniego tomu opowieści o Harrym Potterze jest to koniec wyjątkowo trzeźwiący. Spór o przesłanie historii nie-tak-małego-już czarodzieja wygrali księgowi.


Od niszowej książki dla dzieci, przez bestseller, aż po obiekt światowej histerii – tę drogę seria książek J. K. Rowling przebyła w kilka lat. Dziś Harry Potter to jedna z ikon popkultury. Premiery kolejnych tomów jego przygód są wydarzeniami przypominającymi debiuty hollywoodzkich superprodukcji, a miłość fanów przejawia się w formie bardziej właściwej dla fanatycznych kibiców drużyn piłkarskich.
Siódmy tom cyklu, który właśnie trafia do polskich księgarń, zamyka serię o Potterze, ale nie kończy dyskusji zarówno o przyczynach jego popularności, jak i charakterze wpływu, który wywarł na miliony dziecięcych umysłów. Nie gaśnie bowiem kłótnia między tymi, dla których książki Rowling to wzruszające opowieści o dojrzewaniu, miłości i przyjaźni, oraz tymi, którzy widzą w Potterze propagatora okultyzmu i czarnej magii. Jedni i drudzy mają swoje racje, ale po przebrnięciu kilku tysięcy stron cyklu skłaniam się raczej ku teorii, że do serii o Potterze bardziej pasuje określenie „najbardziej kasowa psychoterapia wszech czasów”.

Harry dla opornych

W chwili gdy poznajemy Harry’ego Pottera, kończy on lat jedenaście („HP i kamień filozoficzny”). Jest sierotą przygarniętą przez koszmarną rodzinkę Dursleyów na zlecenie Albusa Dumbledora, dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Harry żył dotąd nieświadomy swego prawdziwego pochodzenia (jest synem pary czarodziejów). Jego istnienie jest śmiertelnym zagrożeniem dla Lorda Voldemorta, złowrogiego czarnoksiężnika, który zabił niegdyś rodziców Harry’ego i próbował zabić jego samego.
W dniu jedenastych urodzin Harry poznaje część prawdy o swym dziedzictwie i przeznaczeniu (resztę będzie odkrywał stopniowo w następnych tomach). Rychło rozpoczyna także naukę we wspomnianej szkole magii. Kolejne lata jego życia odliczane są kolejnymi powieściami. W każdej z nich opisywany jest jeden rok nauki w Hogwarcie i towarzyszące temu komplikacje. Z biegiem czasu nauka zajmuje coraz mniej miejsca, lwią część autorka poświęca za to komplikacjom, aż do finałowej wojny między Dobrem i Złem, czyli adeptami magii zwykłej (towarzysze i mentorzy Pottera) oraz czarnej (Voldemort i śmierciożercy). W ostatnim tomie Harry jest już mocno doświadczonym przez życie osiemnastolatkiem. Jego edukacja dobiega końca – z jakim efektem, o tym można przeczytać w książce „Harry Potter i insygnia śmierci”.
To bardzo pobieżne streszczenie nie oddaje nawet w jednej setnej uroku książek Rowling, które są dobrze napisane i świetnie wymyślone, a w dodatku przesycone specyficznym brytyjskim humorem. Świat wykreowany przez Rowling zamieszkują dwa rodzaje ludzi: magiczni i nie-magiczni. Większość to mugole, czyli zwykli ludzie. Nudni, bezbarwni i przyziemni. Interesują się takimi głupotami, jak giełda, samochody czy produkcja świdrów. I przede wszystkim nie mają zielonego pojęcia o magii. Tymczasem istnieje jeszcze inny świat, pełen mówiących zwierząt, trolli, centaurów, goblinów, skrzatów, czarodziejów i czarodziejek oraz duchów zwykłych i bezgłowych. Najbardziej emocjonującą grą wszech czasów jest quidditch, do którego potrzeba trzech rodzajów latających piłek i dwóch drużyn śmigających na miotłach. Ten świat zarządzany jest przez Ministerstwo Magii, które troszczy się głównie o to, by mugole pozostawali w stanie błogiej nieświadomości co do istnienia swych magicznie obdarzonych krewniaków. Kraina magii według Rowling jest ewidentnie miejscem ciekawszym i lepszym niż zwykła Anglia, co nie znaczy, że idealnym i spokojnym. Grasują w niej miłośnicy czarnej magii, wilkołaki, olbrzymy i smoki. Ani przez chwilę nie mam jednak wątpliwości, po której stronie jest sympatia autorki (i czytelników).

Cudowne dziecko literackich pożyczek

Oczywiście większość elementów, z których J. K. Rowling uszyła swój literacki Eden, jest doskonale znana z innych bajkopisarzy, z klasyki fantasy, mitologii czy podań ludowych. Skrupulatne wyliczenie inspiracji, cytatów, zapożyczeń i twórczych przeróbek zajęłoby pewnie tyle samo miejsca co wszystkie jej książki. Na szczęście autorka ma talent narracyjny i masę własnych pomysłów, a tam, gdzie pożycza od innych, dba, by jednocześnie dany motyw przerobić albo obśmiać. Wychodzi z tego mikstura oryginalna, lekka i smakowita, wobec której wielu krytyków pozostaje bezradnych, bo trudno uczciwie analizować książki tak mocno zanurzone w tradycji literatury dziecięcej, jeśli się literaturą dla dzieci gardzi i jej nie czyta – a takie właśnie są paskudne zwyczaje większości krytyków.
Ale Rowling czerpała inspiracje nie tylko z serii o Narnii C. S. Lewisa, z „O czym szumią wierzby” Kennetha Grahama czy „The Little White Horse” Elizabeth Goudge. Równie wiele cykl o Potterze zawdzięcza fascynacji powieściami Jane Austen, Karola Dickensa albo „Władcą much” Williama Goldinga. Skłonności do pewnego sadyzmu, z jakim traktuje nieraz swego bohatera, pisarka przejęła m.in. od Iana Fleminga, którego powieści o Bondzie są znacznie brutalniejsze od filmowych pastiszów. Mnóstwo elementów to dziedzictwo przebogatego, fantastycznego folkloru Wysp Brytyjskich, czasem przefiltrowanego przez pisarzy wiktoriańskich. Zajrzyjmy zresztą na pierwszą stronę klasycznej wiktoriańskiej bajki Forda Madoksa Forda „The Brown Owl” (1892), rozgrywającej się w krainie króla Intafernesa. „W kraju tym ludzie podzieleni byli na dwie klasy: tych, którzy byli czarodziejami, i tych, którzy nimi nie byli. Czarodzieje nazywali samych siebie arystokracją, pozostali nazywali siebie, jak im się żywnie podobało”. Czy nie tak wygląda u Rowling podział na gości magicznych i nie-magicznych?
Anglików dodatkowo musiały niezwykle bawić sceny rozgrywające się w Hogwarcie, bezpośrednio nawiązujące do obfitej niegdyś na brytyjskim rynku literatury o przygodach młodzieży pobierającej nauki w szkołach z internatem. Całość zaś podana jest w charakterystyczny dla Roalda Dahla sposób: chwile liryzmu mieszają się ze scenami okrucieństwa, surrealistyczny humor z prawdziwym cierpieniem.

Harry Potter i magiczna promocja

To nieprawda, że publikacja pierwszego tomu przygód Pottera wstrząsnęła światem wydawniczym. Początki były skromne. 500 egzemplarzy nakładu i skromne honorarium – to wszystko, na co mogła liczyć nieznana nikomu debiutantka. Książka podobała się dzieciom i pomału sprzedawała coraz lepiej, ale burzę wywołało dopiero kupienie przez wydawnictwo Scholastic praw do dystrybucji w USA. Umowa opiewała na okrągłe 100 tys. dolarów i ta właśnie suma sprowadziła na głowę Rowling dziennikarzy. Wcześniej nie byli za bardzo zainteresowani pisaniem o jakiejś tam książce dla dzieci. Ale nagłówki w stylu „Samotna matka z Edynburga podpisuje rekordową umowę” albo „Fortuna dla ubogiej nauczycielki” to już było coś prawie tak atrakcyjnego jak „Dwulatek ratuje rodzinę z pożaru”.
Lawina ruszyła. O obecność w mediach Rowling nigdy już nie musiała się martwić. Kiedy brukowcom znudziły się rekordy sprzedaży jej książek, zawsze mogły pogrzebać w życiu osobistym pisarki. Stąd publikacje o przedwczesnej śmierci matki chorej na stwardnienie rozsiane, opowieści o nieudanym portugalskim małżeństwie (mąż wyrzucił ją w Porto na ulicę, gdy ich córeczka miała pięć miesięcy) albo wspomnienia chudych lat w Edynburgu (niedogrzane mieszkanie, bieda, koczowanie w kawiarniach, gdzie na serwetkach pisała swą książkę, itp.).
Tymczasem kolejne powieści sprzedawały się coraz lepiej, wsparte jedną z najskuteczniejszych akcji reklamowych w dziejach biznesu wydawniczego. Emocjonalnym haczykiem, na który złowiono rodziców, stało się hasło, że poprawiają czytelnictwo wśród dzieci. Trudno o genialniejszy chwyt marketingowy: za kilka funtów robimy swojej pociesze frajdę, a jednocześnie troszczymy się o jego edukację i los niepiśmiennych dzieci całego świata.
Jednak widać, że przekroczono kolejną barierę, kreując choćby premiery kolejnych tomów na wydarzenia celebrowane kolejkami do sklepów o północy. Rodzice ulegli terrorowi promocji. Z rzadka podnosiły się głosy rozsądku, że dwunasta w nocy nie jest najlepszą porą na targanie dziecka do sklepu (nawet do księgarni), a rodzic, który nie pozwala swoim pociechom iść raz w roku na pasterkę (bo za późno i za zimno), powinien tym bardziej zatrzymać je w domu, gdy celem wyprawy ma być magiczny shopping.
W 2001 roku do kin weszła ekranizacja pierwszego tomu przygód Pottera. Od tej chwili promocja małego czarodzieja była w rękach speców z Warner Bros, którzy zmienili go w globalną markę obecną na zabawkach, gadżetach, ubraniach, opakowaniach ze słodyczami itd. Harry stracił swą niewinność. I zyskał wielu nowych wrogów.

Ach, ten Hollywood

Ckliwa hollywoodzka produkcja z kiepską grafiką komputerową i przesłodzoną muzyką Johna Williamsa, skoncentrowana na przygodowych opowiastkach, a nie na ekscentrycznych i niezwykłych postaciach” – tak krytyk filmowy Andrew O’Herir ocenił pierwszy film z Harrym. Trafił w sedno. Podobnie jak książki Dickensa czy Chandlera proza Rowling okazała się nieprzekładalna na język filmu. To, co w niej najlepsze, to unikatowy ton, łączący liryzm z sarkazmem, oraz niezwykła galeria charakterów, jakiej nie znajdziemy w żadnej innej serii. Na ekranie została z tego akcja i niektóre dialogi. To oczywiście nie przeszkodziło filmom w odniesieniu ogromnego sukcesu.
Jednocześnie „zwizualizowanie” Harry’ego zachęciło do ostrej reakcji tych, którzy zarzucali autorce propagowanie czarnej magii i okultyzmu. W niewielkim stopniu dotyczyło to pierwszych filmów, ale w pełnej okazałości ujawniło się przy okazji ekranizacji numer cztery. „Harry Potter i czara ognia” pod koniec zamienia się w prawdziwy horror, rytuał czarnej magii z mordem i piciem krwi włącznie odprawiany na oczach małoletniej publiczności. To, co w książce było elementem przygodowej historii o czarach, na ekranie zaczęło wyglądać niepokojąco.
To fakt, że Joanne K. Rowling od trzeciego tomu cyklu zaczęła nadawać opowieści coraz bardziej mroczne tony, eskalując okrucieństwo. Jednak kto czytał książki, wie, że starała się nie przekraczać bariery, za którą krwawe atrakcje stają się celem samym w sobie. Z kolei filmowcy, jak to filmowcy – podkręcili to, co na ekranie mogło wyglądać efektownie, i wyświadczyli tym samym Harry’emu niedźwiedzią przysługę.
Tak czy inaczej, „sprawa Pottera” stała się przedmiotem gorącej publicznej debaty, w której głos zabrał m.in. kardynał Joseph Ratzinger. Jego zdaniem dzieci w czasie lektury książek Rowling są „odcięte od Boga, źródła miłości i nadziei (…), są bez fundamentu, który je wspiera – tracą ducha, zdolności rozróżniania między Bogiem a diabłem”. Jednocześnie odezwali się – także w Kościele – obrońcy Harry’ego, według których powieści Rowling, owszem, wykorzystują sztafaż magiczny, ale przede wszystkim są opowieścią o sile przyjaźni i miłości, o tym, że bez hartu ducha i wierności wartościom nie można ani żyć, ani zwyciężać.

Anonimowi chrześcijanie

Obydwie strony tego sporu mają własne racje. Czy Rowling przekroczyła granice, opisując nazbyt plastycznie i ze zbyt wielką fascynacją rytuały czarnej magii? Zdaniem wielu – tak. Bez wątpienia ryzykownie balansowała w wielu miejscach na cienkiej linie oddzielającej odrazę i fascynację. Padła ofiarą pułapki, którą sama na siebie zastawiła. Ponieważ chciała, by kolejne części historii Harry’ego były coraz poważniejsze i dla coraz starszego czytelnika, zdecydowanie przesadziła z natężeniem okropieństw w drugiej połowie cyklu. Bronienie jej argumentem, że chciała w ten sposób tylko „ukazać prawdę o złej stronie mocy”, nie ma sensu. To tak, jakby autora soczystej pornografii bronić, mówiąc, że miał dobre intencje, bo opisując plastycznie orgię, chciał uświadomić dziewczętom, co je czeka na złej drodze.
Czy jednocześnie książki o Potterze są peanem ku czci miłości i przyjaźni? Oczywiście. Choć główny bohater jest klasycznym, archetypicznym wybrańcem obdarzonym wyjątkową mocą i przeznaczeniem, to nie dałby rady wypełnić swojej misji bez pomocy przyjaciół. Cykl Rowling przesycony jest tęsknotą za miłością, za życiem w prawdziwej rodzinie. Umiejętne zagranie na tej nucie otworzyło serca dzieciaków na całym świecie. Z osieroconym i doświadczanym przez los Harrym łatwo było się identyfikować. Przecież każdy czuje się czasem w życiu samotny, porzucony i niechciany.
Sedno sporu leży jednak gdzie indziej. Jest podstawowa różnica między choćby „Władcą pierścieni” J. R. R. Tolkiena czy „Opowieściami z Narnii” C. S. Lewisa a cyklem o Potterze. Świat stworzony przez Joanne K. Rowling jest barwny i fascynujący, ale całkowicie wyprany ze sfery metafizycznej. Nie ma w nim żadnego wyższego systemu wartości. Gdy bohaterowie cyklu wybierają dobro zamiast zła, czynią to, bo uważają, że tak jest słusznie. Postępują więc trochę jak „anonimowi chrześcijanie” (odwołując się do sformułowania teologa Karla Rahnera) czy „chrześcijanie bez Boga” (sięgając do słów Jacka Kuronia). Osoby takie praktykują miłosierdzie i współczucie, przedkładają dobro nad zło, wybierają prawdę, nie fałsz. Ale nie dlatego, że prowadzi ją ku temu duchowość, lecz własna ocena: uważają, że tak jest lepiej. Sama autorka potwierdza tę tezę słowami: „Można wieść moralne życie bez wiary w Boga, tak jak można czynić zło, będąc wierzącym” (wypowiedź dla tygodnika „Time”).
W świecie Pottera z trójcy „wiara, nadzieja, miłość” na pewno jest ta ostatnia, nie ma z kolei tej pierwszej, a nadzieja… Cóż, nadzieja zdaje się ograniczona do nadziei na miłe, dobre życie do końca swoich dni. To słodkie stwierdzenie, ale czy warte siedmiu tomów opowieści?

Dorósł, ale nie dojrzał

Od pierwszego tomu książki Rowling chwalono za pomysłowość i wielki narracyjny talent. Te pochwały są dziś, po premierze siódmej książki serii, równie aktualne. Krytycy podnosili jednocześnie, że brak w niej owego elementu duchowego, metafizycznego, dzięki któremu zwykła baśń wspina się o poziom wyżej, przekracza granicę między bardzo dobrą literaturą a wielką literaturą. W odróżnieniu od bohaterów Tolkiena czy Ursuli LeGuin Harry Potter dorasta, ale nie dojrzewa (chyba że fizycznie). Głęboka duchowa przemiana nie stała się jego udziałem. W najnowszej powieści jest podobnie, mimo że sięga ona znienacka po biblijne paralele, a jednym z najważniejszych zdań, jakie w niej znajdziemy, jest cytat z pierwszego Listu do Koryntian: „Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć” (1 Kor 15:26).
Choć autorka twierdzi, że motto to przyświecało jej od samego początku, trudno oprzeć się wrażeniu, że eksponowanie symboliki chrześcijańskiej i nawiązań do Biblii, które nagle pojawiają się w powieści „HP i insygnia Śmierci”, to tylko zręczna próba osłabienia ataków ze strony przedstawicieli różnych nurtów chrześcijaństwa. Przecież z równym wdziękiem przekonywała jesienią 2007 roku, że czarodziej Dumbledore jest homoseksualistą. Dziwnym trafem przypomniało się to autorce, akurat kiedy trzeba było podkręcić promocję najnowszej książki.
Mimo fabularnych przewrotek, zmiennych deklaracji autorki i nachalnej symboliki w ostatnim tomie cyklu sedno opowieści pozostaje takie samo. Harry przechodził w kolejnych latach trudne próby – teraz musi przejść przez najcięższą. Ważną rolę w jego perypetiach odgrywały magiczne gadżety – nie inaczej będzie i teraz. Zwykł był polegać na inwencji i pomocy przyjaciół – nie obejdzie się bez nich również tym razem. Wszystko to odegra w finale jego historii rolę znacznie większą niż odkryte nagle przez autorkę odwołania do losu Chrystusa.
Joanne K. Rowling nie kryła nigdy, że jej największym marzeniem było zostanie pisarką. Marzenie się spełniło. Nie ukrywała też nigdy trudnych chwil ze swojej biografii i, czytając książki o Potterze, łatwo zauważyć, jak bardzo odreagowała w nich własne frustracje, niepowodzenia, poczucie odrzucenia i samotności. „Ta książka ocaliła moje zdrowie psychiczne – wyznała kiedyś. – Rękopis był jedyną rzeczą, która miała dla mnie jakiekolwiek znaczenie”.
Rozpisana na siedem tomów psychoterapia właśnie dobiega końca. Zakończyła się wielkim sukcesem: edynburski kopciuszek zmienił się w królewnę-multimilionerkę. Ale widać dziś wyraźnie, że celem cyklu o małym czarodzieju była tylko sama opowieść, nic więcej. Nie zmienią tego spory francuskich marksistów, brytyjskich konserwatystów, amerykańskich libertarian i niemieckich feministek o to, który z tych światopoglądów był przez cykl Rowling najlepiej promowany. Z historią Harry’ego Pottera jest bowiem tak, jak z każdym dziełem samolubnego, niedojrzałego geniuszu – cokolwiek uczyniło, zrobiło to przy okazji.

stąd
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Artykuły

Postautor: Tallis » 29.01.08, 15:49

Ciekawy artykuł, ale na temat film to autor bzdury opowiada. Fakt,że grafika fx'ów w 1 filmie nie powalała, ale starczała do tego co się w książce dzieje. Centaur był najbardziej nieudany. Ale ckliwa, holyłodzka produkcja? Do czego on porównywał ten film, że tak mu wyszło - do ekranizacji Conrada czy Tołstoja? To przecież bajka dla dzieci miała być.

ale całkowicie wyprany ze sfery metafizycznej.

No i co z tego? Wyprana z metafizyki, ale w porównaniu z czym, z Władcą? No, we Władcy to też tego za bardzo nie widać. Jakieś skromne odwołanie do Elbereth czy do orłów Manwego niewiele nam mówi. To już Pidzejofilm sobie pododawał, by było religijnie i mistycznie i raczej bardziej otwartym tekstem, jak było u Tolkiena. Choć jednoczesnie jeden czy dwa fragmenty mogące się religijnie kojarzyć film wyrzucił. Tolkien specjalnie nie podawał wszystkiego na tacy, a nawet tworzac swój świat stworzył też dość odmienną metafizykę (od oficjalnej, chrzescijanskiej, choc na niej wzorowaną), bo to miała być metafizyka świata fantasy a nie realna. Ale, czy, żeby krytyk nie zaczął się oburzać na brak religii itp spraw to należy pisać same alegorie religijne a la Lewis, bo taki biedny krytyk nigdzie indziej metafizyki nie znajdzie? A, btw przepraszam musi znaleźć? Czy, żeby książka była uznana za dobrą, to musi być o Bogu? To troche takie wymaganie, jak wymaganie od bajkowego malarza Ociepki, by malował zdobycze komunizmu, a nie krasnoludki, bo komunizm jest a krasnoludków nie ma :) Dziwnym mi się zdaje wymaganie, by, aby dana baśń lub fantasy zostały uznane za dobre i słuszne należy je w jakiś tam sposób "wyświęcić" i do jakiejś religii lub metafizyki upodobnić, przykleić, dokleić, odnieść się lub z jakąś polemizować. A po co?
poz :)
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły

Postautor: Arthur Weasley » 29.01.08, 18:49

Tallis @ Dzisiaj, 15:49 pisze:Ale, czy, żeby krytyk nie zaczął się oburzać na brak religii itp spraw to należy pisać same alegorie religijne a la Lewis, bo taki biedny krytyk nigdzie indziej metafizyki nie znajdzie?
Niektórzy to nie zauważą metafizyki, choćby się podkradła na odległość kontaktu bezpośredniego i kopnęła ich w rzyć.
Pamiętam zresztą dyskusję nt Narnii właśnie, w której jeden z filarów obecnego TwójNetu co prawda metafizykę zauważył, ale za to ząb za ząb się upierał, że nie ma tam odniesień do chrześcijaństwa.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Artykuły

Postautor: Tallis » 29.01.08, 23:00

A tak swoją drogą, to ja nigdy nie mogłam się zdecydować - jest owa szeroko pojęta metafizyka i duchowość w HP cyklu, czy też nie ma? Niby wiadomo, że nie ma chodzenia do kościoła, niby nikt nie odprawia i innych rytuałów religijnych, (z jakiejkolwiek religii, pomijając może bal Bożonarodzeniowy, który jest raczej cywilno - pogańską Choinką a nie Wigilią), niby postaciom jedynie w stanie wielkiego wzburzenia zdarza się zakrzyknąć O Boże! aleć, przecież są duchy, a więc wiara w życie pozagrobowe jest. Są też wartości, jakie zapewne specjalnie tam nawkładała autorka - wartości zacnej metodystki czy inszej babtystki (z których się Rowling wywodzi, nie pamietam dobrze). Są pewne charakterystyki postaci typowych dla fantasy, które się w Campbellowy Monomit wpisują, a zatem i w metafizykę.
A ja tak sobie myślę, że oczywiste jest, że jeśliby potraktować tą i podobne książki teorią Tolkiena o baśniach (w skrócie to było o tym, że te lepsze twory zawsze mają jakieś religijne drugie dno) to, by nam wyszło, że każda dobrze zrobiona baśń lub fantasy jest w ten czy inny sposób, w głębszej warstwie opowieścią, jeśli nie o treści otwarcie religijnej (z konkretnej religii powziętej) to o wydzwięku matafizycznym, albo duchowym. Jeśli uważamy, że baśnie Rowling są dziełami w swym rodzaju, a przynajmniej są udane to jakąś duchową i metafizyczną propozycję muszą mieć, muszą mieć jakieś drugie dno. No, ale ja tam pewna nie jestem, bo książki czytałam wprawdzie po kilka razy każdą ale nie pamietam za dobrze, bo czytalam je tylko w okresach, gdy wychodziła nowa czesc.
poz :)
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły

Postautor: Arthur Weasley » 29.01.08, 23:09

Tallis @ Dzisiaj, 23:00 pisze:pomijając może bal Bożonarodzeniowy, który jest raczej cywilno - pogańską Choinką a nie Wigilią
A z drugiej strony mamy Dumbla, który w I dzień Bożego Narodzenia, bodajże w I tomie, odśpiewał z nimi kilka swoich ulubionych kolęd (zresztą duchy też śpiewały kolędy).
Przed przeprowadzką była o tym cała dyskusja nt. Z różdżką do kościoła?.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Artykuły

Postautor: Ginny » 30.01.08, 15:31

W dzisiejszej "Polityce" jest artykuł na podobny temat. W necie go jeszcze nie ma, pewnie wrzucą za tydzień.
Zaczyna się tak: Hogwart czy Narnia?
W basniowych opowieściach dla mniej lub bardziej dorosłych dzieci chodzi dziś o sprawy kluczowe: nature dobra i zła, prawdy i fałszu oraz racjonalną i pozaracjonalną drogę do poznania Tajemnicy Wszechrzeczy. Dlatego książkami Rowling, Tolkiena, Lewisa czy Pullmana zajmują się nie tylko krytycy, ale także duchowni.

A z poglądami pana Goćka (Gocieka? nie wiem, czy życzy sobie uruchamiać e) w wielu miejscach się nie zgadzam, a niekiedy uważam jej za całkowicie absurdalne.
Z rzadka podnosiły się głosy rozsądku, że dwunasta w nocy nie jest najlepszą porą na targanie dziecka do sklepu (nawet do księgarni), a rodzic, który nie pozwala swoim pociechom iść raz w roku na pasterkę (bo za późno i za zimno), powinien tym bardziej zatrzymać je w domu, gdy celem wyprawy ma być magiczny shopping.

Co to jest, na gacie Merlina, magiczny shopping? Po jakiemu to? Nie rozumiem zdania o pasterce i pójściu do księgarni, w końcu jedno i drugie to zjawiska niezbyt dziwne. Jeśli i rodzic, i dziecko, sobie ich życzą, to w czym problem?

Z kolei filmowcy, jak to filmowcy – podkręcili to, co na ekranie mogło wyglądać efektownie, i wyświadczyli tym samym Harry’emu niedźwiedzią przysługę.

A to akurat święta słowa.

Ponieważ chciała, by kolejne części historii Harry’ego były coraz poważniejsze i dla coraz starszego czytelnika, zdecydowanie przesadziła z natężeniem okropieństw w drugiej połowie cyklu.

Może ja mam stępioną wrażliwość, ale jakoś nie zauważyłam tego natężenia okropieństw. No, owszem, przemoc i okrucieństwo są obecne, ale bez przesady. Nie czyta się tych książek przedszkolakom (a jeśli ktoś czyta, to sam sobie winien).

Świat stworzony przez Joanne K. Rowling jest barwny i fascynujący, ale całkowicie wyprany ze sfery metafizycznej. Nie ma w nim żadnego wyższego systemu wartości. Gdy bohaterowie cyklu wybierają dobro zamiast zła, czynią to, bo uważają, że tak jest słusznie.

Czy to źle? Moim zdaniem - nie. Wielokrotnie mówiliśmy z okazji różnych dyskusji, że Rowling pisze o świecie, który zna, czyli o zlaicyzowanym Zjednoczonym Królewstwie. Jej bohaterowie mają kręgosłup moralny i odrózniają dobro od zła. A że nie czynią tego w ramach religii chrześcijańskiej?* Czynienie z tego zarzutu wydaje mi się przesadą.
* Upraszczam, wiem. Kwestia obecności wątków chrześcijańskich w Potterze jest jednak odrębnym tematem.

W świecie Pottera z trójcy „wiara, nadzieja, miłość” na pewno jest ta ostatnia, nie ma z kolei tej pierwszej, a nadzieja… Cóż, nadzieja zdaje się ograniczona do nadziei na miłe, dobre życie do końca swoich dni. To słodkie stwierdzenie, ale czy warte siedmiu tomów opowieści?

Nie rozumiem ostatniego zdania. Czy siedem tomów opowieści miałoby większy sens, gdyby było okraszone wiarą w życie pozagrobowe (które, notabene, w ramach cyklu występuje, w co wierzy Luna, Hermiona i o czym przekonuje się Harry)? Nie widzę związku.

W odróżnieniu od bohaterów Tolkiena czy Ursuli LeGuin Harry Potter dorasta, ale nie dojrzewa (chyba że fizycznie).

Plepleple. Przepraszam, jakaż to znacząca róznica występuje między dojrzewaniem (dorosłego przecież) Froda a dojrzewaniem Harry'ego?

dziełem samolubnego, niedojrzałego geniuszu

I tym mnie pan Gociek zabił.
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły

Postautor: Arthur Weasley » 30.01.08, 15:50

Ginny @ Dzisiaj, 15:31 pisze:W dzisiejszej "Polityce" jest artykuł na podobny temat.
Takoż w sobotniej Rzepie.
W necie go jeszcze nie ma,
Jest, jest. Od przedwczoraj. Forum TwójNet - Strefa Harry'ego Pottera, wątek "Artykuły".
Ginny @ Dzisiaj, 15:31 pisze:
Z rzadka podnosiły się głosy rozsądku, że dwunasta w nocy nie jest najlepszą porą na targanie dziecka do sklepu (nawet do księgarni), a rodzic, który nie pozwala swoim pociechom iść raz w roku na pasterkę (bo za późno i za zimno), powinien tym bardziej zatrzymać je w domu, gdy celem wyprawy ma być magiczny shopping.

Co to jest, na gacie Merlina, magiczny shopping? Po jakiemu to?
A czy mamy już polskie określenie zakupów traktowanych jako rozrywka? Jeśli tak, to z chęcią przyswoję.
Nie rozumiem zdania o pasterce i pójściu do księgarni, w końcu jedno i drugie to zjawiska niezbyt dziwne.
Powiedzmy od razu, że kupowanie książki w księgarni o północy to pewna nowość.
Jeśli i rodzic, i dziecko, sobie ich życzą, to w czym problem?
Sęk w tym, że zdaniem autora, które podzielam, jeśli ktoś nie pozwala dziecku iść na pasterkę (gdy takowe chce iść), to a fortiori nie powinien go puszczać na promocję.
W to, że są rodzice tacy jak napisał autor - pasterka nie, bo zimno i noc, a promocja HP jak najbardziej - jestem skłonny uwierzyć. Niestety.
Świat stworzony przez Joanne K. Rowling jest barwny i fascynujący, ale całkowicie wyprany ze sfery metafizycznej. Nie ma w nim żadnego wyższego systemu wartości. Gdy bohaterowie cyklu wybierają dobro zamiast zła, czynią to, bo uważają, że tak jest słusznie.
Czy to źle? Moim zdaniem - nie. Wielokrotnie mówiliśmy z okazji różnych dyskusji, że Rowling pisze o świecie, który zna, czyli o zlaicyzowanym Zjednoczonym Królewstwie. Jej bohaterowie mają kręgosłup moralny i odrózniają dobro od zła. A że nie czynią tego w ramach religii chrześcijańskiej?
Ani w ogóle z jakichkolwiek wyższych powodów.
dziełem samolubnego, niedojrzałego geniuszu
Ostro powiedziane i nie wiem, czy się zgadzam, ale sens to ma. Jedni piszą, bo uważają, że mają coś do powiedzenia, inni, bo chcą zarobić (MSZ JKR co najmniej od IV tomu), jeszcze inni terapeutycznie. Ten ostatni przypadek, jeśli popełniony przez osobę wybitnie uzdolnioną, można ewentualnie podsumować jako "samolubny geniusz".
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Fonon
Zaawansowany
Posty: 292
Rejestracja: 24.08.07, 22:56

Re: Artykuły

Postautor: Fonon » 30.01.08, 16:09

Nie rozumiem zdania o pasterce i pójściu do księgarni, w końcu jedno i drugie to zjawiska niezbyt dziwne. Jeśli i rodzic, i dziecko, sobie ich życzą, to w czym problem?


No wlasnie w tym ze w spelnianu zyczen dziecka nalezy zachowac pewien umiar. Ciaganie owego o polnocy - czyli wtedy kiedy powinno dawno spac -to przesada.
(celowo napisalem o marzeniach dziecka, bo trudno mi sobie wyobrazic, zeby rodzic mial frajde z chodzenia z dzieckiem po nocy do ksiegarni)

No, owszem, przemoc i okrucieństwo są obecne, ale bez przesady. Nie czyta się tych książek przedszkolakom (a jeśli ktoś czyta, to sam sobie winien).


Problem moze byc w tym, ze pierwsze tomy mozna czytac dosc malym dzieciom. I wlasnie.. zalozmy, ze z Harrym Potterem zapoznaje sie dziewieciolatek. Przeczyta pierwsze tomy - i co dalej ? W ktoryms momencie trzebaby powiedziec 'te ksiazki nie sa dla dzieci w twoim wieku'. Tylko co z tym zrobic, zakazac mu czytania kolejnego tomu do czasu kiedy skonczy powiedzmy 13 lat ?
Atorowi artykulu pewnie nie o to chodzilo, ale naszlo mnie przy okazji takie pytanie.

Awatar użytkownika
imperio
Początkujący
Posty: 96
Rejestracja: 07.01.08, 22:10

Re: Artykuły

Postautor: imperio » 31.01.08, 18:48

Arthur Weasley @ Wczoraj, 15:50 pisze:
Ginny @ Dzisiaj, 15:31 pisze:W dzisiejszej "Polityce" jest artykuł na podobny temat.
Takoż w sobotniej Rzepie.
W necie go jeszcze nie ma,
Jest, jest. Od przedwczoraj. Forum TwójNet - Strefa Harry'ego Pottera, wątek "Artykuły".


Powtórzę za Ginny , we wczorajszej polityce jest artykuł o podobnej tematyce "Hogwart czy Narnia" autorstwa Mirosława Pęczaka, to nie jest ten artykuł który został tu przytoczony, nie ma go niestety w internecie. Nie będę szerzej komentować artykułu, którego inni nie moga przeczytać, a przepisanie całości jest w tej chwili ponad moje możliwości. Informuję tylko że taki artykuł jest, warto wiedzieć co zostało napisane.
Imperio

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły

Postautor: Arthur Weasley » 01.02.08, 00:05

A, już wszystko jasne. Z notki Ginny zrozumiałem, że cytowane przez nią fragmenty pochodzą z artykułu w "Polityce", i dlatego napisałem to, co napisałem, za co uprzejmie przepraszam.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Iryt

Re: Artykuły

Postautor: Iryt » 01.02.08, 09:51

artykuł pisze:Ale widać dziś wyraźnie, że celem cyklu o małym czarodzieju była tylko sama opowieść, nic więcej.

A ja zupełnie nie rozumiem, co p.Gociek miał na myśli pisząc to, co napisał. Co to znaczy, że "celem była tylko sama opowieść"?
Myślałem, że czasy literatury zaangażowanej społeczno-politycznie skończyły się jakiś czas temu, i jakkolwiek rozumiem ciągoty niektórych za starymi dobrymi czasami, to trudno na ich podstawie robić zarzut JK.Rowling.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły

Postautor: Arthur Weasley » 01.02.08, 10:14

Iryt @ Dzisiaj, 09:51 pisze:
artykuł pisze:Ale widać dziś wyraźnie, że celem cyklu o małym czarodzieju była tylko sama opowieść, nic więcej.
A ja zupełnie nie rozumiem, co p.Gociek miał na myśli pisząc to, co napisał. Co to znaczy, że "celem była tylko sama opowieść"?
Myślę, że wiele wyjaśnia choćby następne zdanie:
Nie zmienią tego spory francuskich marksistów, brytyjskich konserwatystów, amerykańskich libertarian i niemieckich feministek o to, który z tych światopoglądów był przez cykl Rowling najlepiej promowany.
Czasami ludzie piszą, bo uważają, że mają czytelnikowi coś ważnego do powiedzenia. W przypadku literatury dla dzieci i młodzieży - że czegoś czytelnika chcą nauczyć.
Zdaniem autora w HP takie zjawisko nie występuje, ja zaś mniej więcej od połowy cyklu mam coraz silniejsze wrażenie, że może i autorka coś ważnego do powiedzenia ma, tyle że nie za bardzo wiadomo co.
Myślałem, że czasy literatury zaangażowanej społeczno-politycznie skończyły się jakiś czas temu,
Nie słyszałem, żeby istniała jakaś dyrektywa Unii Europejskiej w sprawie zaprzestania tworzenia literatury zaangażowanej. A jeśli taka dyrektywa jest, to taka na przykład Musierowicz i Dunin są z nią ostro na bakier.
i jakkolwiek rozumiem ciągoty niektórych za starymi dobrymi czasami, to trudno na ich podstawie robić zarzut JK.Rowling.
Zarzut, nie zarzut, może się to komuś nie podobać. Tak samo jak w przeszłości jednym z istotnych argumentów ZA HP było czytelne przesłanie moralne.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Artykuły

Postautor: Tallis » 01.02.08, 14:46

Ja tego stwierdzenia "że celem pisania HP była tylko sama opowieść" nie odebrałam, jako zarzutu, ponieważ w głowie by mi nie powstała myśl, że może to być w ogóle zarzutem, w intencji autora. Równie dobrze można by rzec, że zarzutem jest nazwanie powieści jej gatunkiem. A czytelne, jak na baśń przystało przesłania moralne to chyba jeszcze się do literatury zaangażowanej politycznie, społecznie lub ideowo nie kwalifikują z automatu. Literatura o czytelnym przesłaniu może być uniwersalna, ale może być też - całkiem przeciwnie - nie, uniwersalna a zaangażowana np. w propagowanie (jak np C.S.Lewis), albo w polemikę (np. Gross), albo w lansowanie problemu (np.społecznego), na który zdaniem autora trzeba zwracać uwagę publiki, bo owa jest niedostatecznie uświadomiona. Może autorowi tego zdania chodziło o zarzut ale na mnie takiego wrażenia nie wywarł. A przy okazji, bycie uniwersalną opowieścią dośc często idzie w parze z byciem opowieścią o czytelnych przesłaniach moralnych. I na odwrót raczej też - bycie opowieścią zaangażowaną (zwłaszcza zaangażowaną "w propagowanie" ideologii politycznych lub religijnych) często oznaczna brak uniwersalności, i ograniczenie opowieści do pewnego regionu czytelnictwa, do swojej kultury czy ideologii. Oznacza skierowanie tylko do tych, którzy są w stanie odebrać "głębsze poziomy", aluzje itp. Więc jeśli cenimy jedną z tych cech (uniwersalność albo czytelne przesłanie) to imo nie możemy uznawać drugiej za błąd.
poz :)
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Artykuły

Postautor: Minerwa » 01.02.08, 15:47

Myślę, że autor nawet niekoniecznie musi mieć coś ważnego do powiedzenia, albo chcieć czytelnika przekonać do/pouczyć o/zapoznać z i tak dalej.
Do tego, żeby napisać powieść wystarczy mieć do opowiedzenia ciekawą historię, i dość dobre mniemanie o sobie, żeby sądzić, że się tę historię opowie tak, żeby ludzie chcieli czytać. Każda ciekawa historia i tak niesie w sobie jakieś przesłanie i autor, jeśli liczy na w miarę rozgarniętego czytelnika nie musi jej nim specjalnie objuczać.
Rowling dwa pierwsze postulaty spełniła: opowiedziała, na ogół zajmująco, ciekawą historię. Stworzyła interesujący, sugestywny świat, dostarczyła milionom ludzi pożywki dla wyobraźni a sobie zasłużonych profitów.
Jeżeli kupuję w sklepie parę butów, chcę, żeby one były ładne i wygodne. Nie żądam od nich, żeby były metaforą Kosmosu, odpowiedzią na pytania stawiane przez religie monoteistyczne, rozwiązaniem problemów komunikacyjnych w Chinach ani lekarstwem na wątrobę. Tym bardziej, że gdyby spełniały któryś z powyższych warunków, pewnie nie nadawałyby się do chodzenia.
Toteż zarzut wobec "Harry'ego Pottera" że "celem była tylko sama opowieść" rodzi pytanie: a miało być coś innego? Gdyby miało być, to pewnie by i było, tylko nie wiadomo, czy dałoby się to czytać...

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Artykuły

Postautor: Tallis » 01.02.08, 17:53

To było świetne - to o butach :) Jednak mam wrażenie, że autor tekstu stawiając taki wg niego chyba zarzut, (bo, jak dla mnie tylko stwierdzenie faktu) chciał wymusić na swym czytelniku następne pytanie - czy, aby Rowling pisząc taką opowieść dla opowieści, po prostu fajną historię - uniwersalną i z jasnymi przesłaniami moralnymi, fajną baśń dla małych i dużych nie zrobiła tego po prostu dlatego, że inaczej by i tak nie potrafiła? Że, nawet, gdyby chciała to nigdy nie napisze niczego "zaangażowanego", "ambitnego", "nowoczesnego", czy inszego co lubią krytycy? Może to wygląda, że panu autorowi przyklejam jakieś gęby ale wydaje mi się, że w wielu recenzjach ostatniej części, a najbardziej w tych, które bardziej, jak nad fabułą, postaciami i stylem rozwodzą się nad wygrzebywanym, choćby spod ziemi złem (odgrzewając bardzo stare rewelacje) oraz, nad komercyjnością, popowatością i miałkością (HP stracił niewinność, bo jego autorka sobie dużo zarabia - czyżby na początku pisania zadeklarowała, że pisze w czynie społecznym?), to pytanie - niestety - ale zawisa gdzieś w niezbyt świerzym powietrzu. Jakby autorzy mówili, ok, babka sobie zarobiła (wredna wiedźma, że też ja tak nie potrafię), no a teraz niech napisze coś takiego, co nam udowodni, że jest prawdziwą pisarką.
poz :)
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły

Postautor: Arthur Weasley » 02.02.08, 00:41

Będę straszny i opowiem dowcip. Nie dość, że nie o Gąsce Balbince, to jeszcze sprzed ponad półwiecza.
- Jaka jest różnica między impresjonistą, ekspresjonistą i socrealistą?
- Impresjonista maluje tak jak widzi, ekspresjonista tak jak czuje, a socrealista tak jak mu każą.
Tallis @ Wczoraj, 17:53 pisze:nad komercyjnością, popowatością i miałkością (HP stracił niewinność, bo jego autorka sobie dużo zarabia - czyżby na początku pisania zadeklarowała, że pisze w czynie społecznym?)
Jeśli wierzyć autorce, to ona na początku pisała w czynie społecznym. Pisała, bo chciała, i dzięki temu pisała to, co chciała i czuła. Z grubsza biorąc tak jak przeciętny fanfikcjonista.
Natomiast z chwilą, kiedy pierwsze tomy odniosły sukces i wiadomo było, że następne jeśli nie są na takowy skazane, to w każdym razie mają duże szanse - skończył się Dzień Dziecka. Zaczęło się - musiało się zacząć! - myślenie, jak to albo tamto zostanie przyjęte, kto się może zdenerwować tym, a kto tamtym i w związku z tym kogo zdenerwować, a kogo lepiej oszczędzić itp.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Artykuły

Postautor: owczarnia » 02.02.08, 01:18

I pewnie dlatego zabiła Syriusza, a później jeszcze parę osób. Tak, żeby się podlizać czytelnikom.
Ostatnio zmieniony 04.02.08, 12:32 przez owczarnia, łącznie zmieniany 2 razy.
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Artykuły

Postautor: Minerwa » 02.02.08, 01:42

Niekoniecznie żeby się podlizać - nic tak nie pobudza zainteresowania, jak zrobienie czytelnikom na złość. Zresztą, gdyby wszyscy ulubieni bohaterowie żyli sobie długo i szczęśliwie, a ginęli (jeśli już muszą) ci z czwartego i piątego planu, niezadowolenie czytelników byłoby jeszcze większe a powieść do chrzanu.
Tak nawiasem mówiąc, gdzieś od trzeciego tomu wiedziałam, że Lupin zginie. Rowling w jednym z wywiadów powiedziała wówczas, że to jej ulubiona postać. Trudno wyobrazić sobie coś, co rokowałoby sympatycznemu wilkołakowi gorzej... Prawdę powiedziawszy jakby pogrzebać w wypowiedziach, to i o Syriuszu gdzieś mówiła, że go lubi.
Mam wrażenie, że istotnie ostatnie tomy serii były rodzajem polemiki z fanami - z ich oczekiwaniami, obawami, a nie dam złamanego knuta, czy i nie z fanfiktami.

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Artykuły

Postautor: Tallis » 02.02.08, 04:47

Ja w każdym razie ciesze sie, że nie zabiła Hagrida i Minerwy, na co się zanosiło, ale nie lubie baby za zabicie Hedwigi i Zgreda. Nie lubię też sposobu, w jaki zabiła Nietoperza, choć jego samego nigdy nie wielbiłam, bo bydlak był. Ale za to, że był tak ciekawą postacią zasługiwał chociaż na lepszą śmierc, bardziej waleczną.
poz
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Artykuły

Postautor: owczarnia » 02.02.08, 08:19

Odnoszę wrażenie, że w tym temacie nie ma ostrzeżenia o spojlerach?...

Już jest. MO
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły

Postautor: Arthur Weasley » 02.02.08, 14:02

Minerwa @ Dzisiaj, 01:42 pisze:Niekoniecznie żeby się podlizać - nic tak nie pobudza zainteresowania, jak zrobienie czytelnikom na złość.
Co w ostatecznym rozrachunku też jest pisaniem pod czytelnika.

Przede wszystkim zaś sytuacja autora zmienia się diametralnie z chwilą, kiedy on daną książkę czy też dalszy ciąg napisać musi, i to w konkretnym terminie, bo:
- podpisał umowę,
- wziął zaliczkę,
- poszła zapowiedź wydawnicza,
- sprzedał prawa do ekranizacji,
- jak nic nie opublikuje w tym roku to wyleci ze Zlepu,
- wszystkie powyższe kataklizmy naraz,
nie mówiąc już o sporcie ekstremalnym, jakim jest pisanie powieści w odcinkach na bieżąco. I nie ma, że boli, że wen nie przyszedł - produkt zakontraktowany, dostarczyć trzeba.
A potem okazuje się, że parę odcinków temu należało coś czytelnikowi zasygnalizować, i pisze się np.:
Aby wyjaśnić, co zaszło w Rozłogach, należy nam się cofnąć nieco w przeszłość, aż do owej nocy, w której pan Skrzetuski wyprawił Rzędziana z listem z Kudaku do starej kniahini.
stąd
Albo że nie sztuka wpakować bohatera do chlewa, związanego w kij do własnej szabli, sztuka go z tego chlewa bez użycia magii wydobyć, a tu już naród czeka na odcinek...


Poza tym powyżej pewnego zasięgu zaczyna się sprawa tzw. odbioru społecznego. Jednym się coś spodoba, to drugim się narazisz, a im szersza grupa docelowa tym lepszy interes. Jednemu się ukłonisz, to na drugiego się wypinasz. Więc wolty, więc tu Zmartwychwstanie, tam homoseksualizm, Panu Bogu świeczkę, byle nie za dużą, bo się toleranci zbulwersują, diabłu ogarek, ale też nie za duży, bo się papież zdenerwuje i naprawdę jednoznacznie potępi...
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Artykuły

Postautor: Ginny » 12.02.08, 13:49

Tallis @ 02 Lut 2008, 05:47 pisze: Nie lubię też sposobu, w jaki zabiła Nietoperza, choć jego samego nigdy nie wielbiłam, bo bydlak był. Ale za to, że był tak ciekawą postacią zasługiwał chociaż na lepszą śmierc, bardziej waleczną.

Jeśli mam być szczera, Snape, który w siódemce ginie, zasłaniając Harry'ego czy innego Neville'a własną piersią, był moim koszmarem sennym przed DH.;) To juz wolę taką jego głupią śmierć, naprawdę.
Jej bohaterowie mają kręgosłup moralny i odrózniają dobro od zła. A że nie czynią tego w ramach religii chrześcijańskiej?

Ani w ogóle z jakichkolwiek wyższych powodów.

A nie wystarcza samo to, że odróżniają?
Tak samo jak w przeszłości jednym z istotnych argumentów ZA HP było czytelne przesłanie moralne.

Dlaczego w przeszłości? Coś się zmieniło?
Jeżeli kupuję w sklepie parę butów, chcę, żeby one były ładne i wygodne. Nie żądam od nich, żeby były metaforą Kosmosu, odpowiedzią na pytania stawiane przez religie monoteistyczne, rozwiązaniem problemów komunikacyjnych w Chinach ani lekarstwem na wątrobę. Tym bardziej, że gdyby spełniały któryś z powyższych warunków, pewnie nie nadawałyby się do chodzenia.
Toteż zarzut wobec "Harry'ego Pottera" że "celem była tylko sama opowieść" rodzi pytanie: a miało być coś innego? Gdyby miało być, to pewnie by i było, tylko nie wiadomo, czy dałoby się to czytać...

Święte słowa pani dobrodziejki.
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Minerwa » 01.03.08, 16:59

Artykuł z bieżącego numeru Więzi, przedruk za portalem Wiara.pl
.
Ks. Jacek Dunin-Borkowski

EGZORCYZMOWANIE HARRY'EGO

.


Po co bronić Harry'ego? Książkowy bestseller i filmowy przebój obrony nie potrzebują. Działa już mechanizm kuli śniegowej – wielka popularność nakręca popularność jeszcze większą. Bronię więc nie Harry'ego, ale Kościoła Katolickiego przed... jego obrońcami. Chciałbym bardzo, żeby jak najmniej dzieci znających Harry'ego, miało okazję po antypotterowskim kazaniu powtórzyć stwierdzenie pewnego sześciolatka: „ksiądz dzisiaj głupio mówił”.

Uzasadnione obawy


Można zrozumieć gwałtowne antypotterowskie reakcje osób, które zetknęły się bezpośrednio z magią i okultyzmem. Wszyscy mamy doświadczenie działania szatana. Jeśli ktoś w to wątpi, niech się zastanowi, jak superinteligentnie działają w nim pokusy skłaniające do grzechu. Dużo bardziej przerażające jest doświadczenie niejako bezpośredniego spotkania ze Złym, na przykład przy egzorcyzmach, czy przez osobistą inicjację magiczną. To horror, który pozostawia niezatarte ślady. Nie można świadectw o nim zbywać pogardliwym wzruszeniem ramion. Z jakiego racjonalnego źródła czerpie ów szyderca swe przekonanie, że diabeł nie istnieje? Że nie widział osobnika z rogami i ogonem? Doradzałbym poczytać, jeśli nie Biblię, to przynajmniej prof. Kołakowskiego. Warto zobaczyć, co laicki filozof pisze o duchowym i ponadludzkim charakterze zła.

Wskazana też jest czujność wobec spraw pozornie niewinnych, mogących wprowadzić człowieka w okultyzm. Próby ich ochrzczenia pseudonaukowymi określeniami – „nieznana energia”, „aura”, „paranormalne zjawiska” itp. nic nie wyjaśniają. Obecna wiedza naukowa jest na tyle potwierdzona, że nie można dopuścić pojawienia się jakiegoś elementu niepodlegającego znanym już prawom, na przykład oddziaływania fizyczne maleją przynajmniej z kwadratem odległości. Te „nieznane” i niepodlegające prawom fizyki są bzdurą, albo... działa nie „coś”, lecz „ktoś”– ponadmaterialna istota, która nie jest Bogiem. Ludzie którzy doświadczyli spotkania ze Złym są czujni, a czasem nawet przewrażliwieni, bo wiedzą, jak łatwo i niewinnie można wejść na drogę jak najdosłowniej prowadzącą do piekła. Podobnie zrozumiała jest gwałtowna reakcja byłego więźnia łagru, czy niemieckiego obozu, na wesołą komedię o wojnie. Jednak zrozumieć nie oznacza przyznać racji. Komedia o wojnie może być zabawna pod jednym warunkiem – że nie pokazuje prawdziwej wojny. Książka, w której akcja jest osnuta magią i czarami też może być zabawna, pod warunkiem, że nie pokazuje prawdziwej magii.

Magiczny sztafaż


Obraz czarnoksięstwa w „Harrym” to pomieszanie wątków i osób, galimatias elementów w części prawdziwych, lecz w większości – zupełnie zmyślonych. Niektórzy uznają to zresztą za słabość książki. Miotła traktowana i reklamowana jak nowy model samochodu, zestawy do jej konserwacji i tuningu, zniszczona różdżka czarnoksięska, która może, jak stary ekspres do kawy, „odpalić do tyłu” – w posługującego się nią, kupowanie magicznych szat na podobieństwo szkolnego mundurka itd., itd. Zaklęcia są najczęściej żartobliwymi zbitkami słów łacińskich, imiona i nazwiska okazują się szaradami, wskazującymi na językową erudycję autorki, nie zaś na erudycję okultystyczną. Do znudzenia powtarza się wiadomość, że alchemik Nicolas Flamel istniał naprawdę. Pan Twardowski też istniał i był alchemikiem, a nie spotkałem dziecka któremu zaszkodziłoby na duchu powtarzanie wyliczanki: Pan Twardowski na kogucie w jednym kapciu, drugim bucie. Możemy recytować do znudzenia Wingardium Leviosa!, Lumos!, czy nawet Avada Kedavra! i jestem dziwnie przekonany, że ani piórko nie poleci do góry, ani nie oszczędzimy na oświetleniu mieszkania, ani nikogo nie zabijemy. Czary w Harrym Potterze są traktowane tak samo niepoważnie, jak technika w „Tytusie, Romku i A-Tomku”, gdzie bohaterowie z łatwością konstruują pojazd latający z wanny lub żelazka. Są tylko sztafażem, dekoracjami. Nawet w dalszych częściach, które są coraz poważniejsze, magia jest techniką, częścią tamtego świata. Gdyby rzecz się działa na Dzikim Zachodzie, taką samą funkcję spełniałyby konie i rewolwery.


Reklama okultyzmu?



W „Harrym” nie ma prawdziwej magii, ale czy samo wprowadzanie niebezpiecznego tematu nie może zaszkodzić czytelnikowi? Jest teoretycznie możliwe, iż zawarta w „Potterze” zabawa z magią, może jakieś dziecko skłonić do zainteresowania się prawdziwą magią. Z pewnością jednak nie taka jest wymowa tej sagi. Podobno po obejrzeniu filmu, który nie wiadomo dlaczego ma tytuł książki Sienkiewicza, jacyś chłopcy zaczęli próbować, czy da się kolegę nabić na pal. Trudno nie przyznać, że ani film, ani tym bardziej książka do tego nie zachęca. Dzieci mogą wpaść na wiele pomysłów na podstawie najbardziej niewinnej książki. Jednak autorytetem, który mógłby ocenić rzeczywiste oddziaływanie literatury na odbiorcę, nie jest fachowiec od okultyzmu, lecz psycholog, pedagog i literaturoznawca. A on też musiałby się oprzeć na szeroko przeprowadzanych i dobrze opracowanych testach. Przecież świadomy odbiór, a realne oddziaływanie, to dwie różne rzeczy. Dzieci podkreślają, że najfajniejsze w „Harrym” są czary. No to mamy! Książka wprowadzająca w okultyzm! Spalić! Nieprawda – dzieciak zapytany o „Czterech pancernych i psa” nie powie, że w tym filmie najważniejsza jest prosowiecka propaganda i fałszowanie historii. Powie raczej, że Szarik jest fajny, Janek dobrze strzela i że chciałby być taki silny jak Gustlik. Podobnie dziecko pytane o „Harry'ego” nie wymieni dydaktycznych wątków i postaci, takich jak rola czytania, kłamliwa dziennikarka, zwierciadło pragnień, czy ochronna tarcza matczynej miłości.

Zasadnicze pytania, jakie należało by tu postawić brzmią: czy opisane zagrożenia, rzeczywiście odnoszą się do książek o Harrym? Czy te książki negatywnie oddziaływują na młodzież? W tej dziedzinie żaden egzorcysta, choćby watykański – o.Gabriel Amorth czy polski – ks. Aleksander Posacki nie jest autorytetem.

Całą kolekcję zarzutów, malujących czarny obraz twórczości Joan Rowling, podaje Gabriele Kuby. Jej broszurka opatrzona jest, niestety, pozytywną notką samego kard. Ratzingera. Notka ta odnosi się do przestróg zawartych w książce Kuby, natomiast w żaden sposób nie rozstrzyga, czy rzeczywiście uzasadnione jest stawianie takich zarzutów cyklowi powieściowemu Rowling. Nie sądzę, żeby obecny papież czytał Pottera. Ja czytałem i jestem przekonany, że owe zarzuty przeinaczają treść książek, a często są całkowicie wyssane z palca. Trudno komentować wszystkie, bo jest ich za dużo i są zbyt niedorzeczne, warto jednak odnieść się do kilka najbardziej rozpowszechnionych i najczęściej powtarzanych, także poza broszurką Kuby.

Niektórzy widzą w Potterze niewychowawczy przykład – Harry używa w dążeniu do sukcesu niemoralnych metod (np. kłamie) i mimo to osiąga cel, a nauczyciele nie są wzorami moralnymi ani osobowymi. Drwiną z przestrzegania zasad miałaby być na przykład odrażająca postać nauczyciela Snape’a, który wymaga przestrzegania tych zasad.

Książka nigdzie nie sugeruje, że Harry ma być wzorem we wszystkim. Nie uważa się za kogoś wyjątkowego i jest zdumiony, i przerażony widząc, jak wielką estymą się cieszy i czego się po nim spodziewają inni. Potem, postawiony wobec konieczności, próbuje dorosnąć do swego powołania, nie bez pomyłek i świadomych zaniechań. Mówiąc językiem chrześcijańskim: Harry nie jest świętym, lecz słabym człowiekiem dobrej woli. Dopiero przy samym końcu cyklu, na drodze służenia dobru większemu od własnego, dochodzi do decyzji poświęcenia swego życia, a to jest już bliskie świętości. A że w „Harrym” wykpiwa się nauczycieli i autorytety? Nauczyciele są tam różni. Jedni – wspaniali, choć nie pozbawieni słabostek, jak Dumbledore, McGonagall czy panie Pomfrey i Hooch. Drudzy – śmieszni, niekompetentni, stronniczy, złośliwi, a nawet jawnie źli, jak Lockhart, Trelawney, Snape, Umbridge. Jak w życiu. Jak w szkole. Szczególnie interesujący jest przykład pani Trelawney, nauczającej wróżbiarstwa. Jest to jedyna dziedzina czarnoksięskiej „wiedzy”, którą przedstawiono jako całkowitą bzdurę, nawet w tamtym fikcyjnym, czarodziejskim świecie. Trudno nie zauważyć świadomego przeciwstawienia się New Age, w którym astrologia odgrywa ważną rolę. Snape jest odstręczający nie dlatego, że przestrzega zasad, ale że okazuje swoje uprzedzenia wobec uczniów, jest skrajnie złośliwy i niesprawiedliwy. A poza tym… (nie będę zdradzał treści ostatniego tomu). Czy jednak wychowawcze działanie książek polega na ukazywaniu posągowych, pozbawionych najmniejszych wad nauczycieli, albo nawet rodziców? Przecież to w dzisiejszym świecie jawny fałsz, który natychmiast zostanie przez czytelników odrzucony. Co więcej, tak niewinna książka jak „Pippi Langstrumpf” dużo bardziej podważa wszelkie autorytety, a w ostatnich tomach „Harry'ego” jedyną szansą na zwycięstwo nad złem, jest posłuszeństwo autorytetowi Dumbledore’a.

Wadą „Harry'ego” ma być też
przyzwyczajanie do zła poprzez mnożenie obrzydliwości – glizdowate roślinki, potwory, żaby, pająki.
Faktycznie, jest tam sporo takich akcesoriów, ale jak ma wyglądać świat czarodziejów bez podobnych atrybutów? Czy mają posługiwać się mailem zamiast sowami i przyjaźnić z pekińczykami zamiast ropuchami i szczurami? Jest tam też wiele pięknych stworzeń: centaury, jednorożce, feniks. W chrześcijańskiej symbolice jednorożec – to dziewictwo i czystość, a feniks – to symbol Chrystusa!


Wychowawcze wartości



Książki o Potterze są dobrze napisane i wypełnione prawdopodobnymi, „żywymi” postaciami. Myślę, że na tym oraz na uczynieniu bohaterów współczesnymi nastolatkami, polega tajemnica ich sukcesu. Znam wiele przemądrzałych Hermion, zakompleksionych Ronów i ambitnych nieudaczników – Harrych. Nie utożsamią się oni już z Panną z mokrą głową, ani z Piotrem, Łucją, Edmundem i Zuzanną z „Narnijskich Opowieści”. Zbyt duża zmiana obyczajów.

Literacką wadą, a wychowawczą zaletą „Harry'ego” jest dydaktyzm. Właśnie to uderzyło mnie przy pierwszej lekturze, kiedy jeszcze nie istniała w Polsce żadna potteromania ani antypotteria. Oto parę przykładów:
- Rola czytania. Hermiona, a pod jej wpływem także Harry (i Ron!), poszukują rozwiązania wszelkich problemów w bibliotece. Nie w internecie. Nie na płytkach CD ani w telewizji!
- Pozory mylą. Antypatyczny nie zawsze okazuje się złym (Snape) i odwrotnie – milusi ulubieniec może okazać się sługą zła (Parszywek).
- Niebezpieczeństwo pogrążania się w marzenia – zwierciadło pragnień (Aineingarp). Iluzja nie rozwiązuje problemów. Czy nie ma tu ostrzeżenia przed narkomanią?
- Rola rodziny i matczynej miłości. Największym pragnieniem Harry'ego jest mieć rodzinę, a poświęcenie życia matki stanowi dla niego trwałą tarczę przed złem.
- Wartością człowieka jest dobroć, a nie umiejętności czy moc. Jedną z najsympatyczniejszych postaci jest ciapowaty Neville Longbottom. A Dumbledore podkreśla: Nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej, niż nasze zdolności.

- Pouczenia rozsiane w tekście. Najczęściej autorstwa Dumbledore’a, choćby takie: Jest wiele rodzajów męstwa – dużej odwagi wymaga przeciwstawienie się wrogom, ale przynajmniej tyle samo trzeba, aby przeciwstawić się przyjaciołom.

- Archetypiczne postacie. Pyszałkowaty, bogaty uczeń Malfoy, zakochany w sobie profesor Lockhart, kłamliwa i wścibska dziennikarka Rita Skeeter, tworząca opary pseudo-wiedzy nauczycielka wróżb Trelawney, zakochana w sobie i z pychy posuwająca się aż do zbrodni Umbridge – postaci te zostały przerysowane. Jednak właśnie ta literacka słabość, jest siłą wychowawczą. Wystarczy młodemu człowiekowi powiedzieć „mówisz jak Malfoy”, „sądzisz, że w telewizji XYZ nie pracują Rity Skeeter?” i już wszystko jest jasne. Nie trzeba żadnego skomplikowanego komentarza o istocie snobizmu czy nierzetelności dziennikarzy.

I wreszcie najważniejsze – bo już nie tylko wychowawcze, ale wprost chrześcijańskie wartości. Zło nie jest kwestią „niezrozumienia”, „nietolerancji”, czy „różnych światopoglądów”, ale jest realne i trzeba z nim walczyć na śmierć i życie, wszędzie, czy się jest dzieckiem czy starcem. Największym zagrożeniem jest jednak nie zło zewnętrzne, ale pokusa własnego poddania się mu, szukania w nim spełnienia swoich pragnień. Rowling sugestywnie opisuje zło (Horkruksy, Śmierciożercy, Voldemort, pewien przedmiot z 7 tomu itd.), ale zawsze po to, żeby pokazać, że trzeba z nim walczyć. I to walczyć bardzo po chrześcijańsku, tzn. niezależnie od szans na zwycięstwo i nie próbując zwalczać zła złem. Kulminacją tej walki jest poświęcenie swego życia przez Dumbledore’a i Harry'ego, i decyzja na wyrzeczenie się przedmiotu, dającego władzę nad innymi, paralelna do wyrzeczenia się Pierścienia przez Froda u Tolkiena.

W „Insygniach śmierci” Rowling pisze, czym jest prawdziwa nieśmiertelność duszy, przeciwstawia ją próbom osiągnięcia naturalnej nieśmiertelności przez Voldemorta (Horkruksy). Podejmowane przez niego próby przypominają praktyki scjentologów i tak samo skazane są na fiasko.

Złośliwa anegdotka mówi, że kiedyś Chrystus ukazał się malarzowi Styce. Styka rzekł - „Panie! Ja Cię maluję na kolanach! Odpowiedź brzmiała: „Styka! Ty mnie nie maluj na kolanach, ty Mnie maluj DOBRZE!”. Warto tę anegdotkę zadedykować obrońcom chrześcijaństwa. Głupota, zaciekłość, uprzedzenia, nie służą Bogu ani Kościołowi. W książkach o Harrym jest wiele dobra, ale być może są też jakieś zagrożenia. Zamiast próbować zatrzymać falę popularności, co i tak się nie uda, lepiej zastanowić się, jak najlepiej wychowawczo wykorzystać wartości, a przed zagrożeniami chronić. Prowadziłem już kilka cykli rekolekcji dla młodzieży opartych na Harrym. Księża, którzy zwykle najpierw byli przerażeni, twierdzili po zakończeniu, że nie były one złe.

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Ginny » 06.03.08, 23:31

Dopiero teraz zauważyłam, Minerwo, że wkleiłaś ten artykuł. Przeczytałam go z dużą przyjemnością.
Szczególnie ujęło mnie to:
Możemy recytować do znudzenia Wingardium Leviosa!, Lumos!, czy nawet Avada Kedavra! i jestem dziwnie przekonany, że ani piórko nie poleci do góry, ani nie oszczędzimy na oświetleniu mieszkania, ani nikogo nie zabijemy.
, bo w czasie lektury wielu innych artykułów zadziwiała mnie wiara autorów, że magia działa. Że używają zaklęć z HP, da się coś zrobić. Chore.
No i to
Czy jednak wychowawcze działanie książek polega na ukazywaniu posągowych, pozbawionych najmniejszych wad nauczycieli, albo nawet rodziców? Przecież to w dzisiejszym świecie jawny fałsz, który natychmiast zostanie przez czytelników odrzucony.

Wielki ukłon w stronę autora za tak mądre słowa.
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Dzięcioł Czarny
Wyga
Posty: 1193
Rejestracja: 01.09.07, 16:07
Lokalizacja: Kaszmir Nocą

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Dzięcioł Czarny » 08.03.08, 03:50

Bo oni w jakiejś genialnej wolcie utożsamiają magię Potterowską z magią realną, w którą wierzą katolicy - czyli konszachtami z demonami celem uzyskania korzyści materialnych... I na tej zdumiewającej wolcie opierają całą krytykę...
Jest jeszcze drugi palący punkt - utożsamienie Voldemorta z Szatanem - IMHO zupełnie chybione...
"Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii? "

William Blake

"Never compromise, Not even in the face of Armageddon"
Rorschach

"Nie mam żadnych szans, ale muszę je wykorzystać"
Herbert Achternbusch

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Arthur Weasley » 09.03.08, 13:45

Oczywiście, że chybione - Voldemort nie może być Szatanem, za młody. Ale pracuje dla niego.
Co do wolty, to chyba nie tyle utożsamiają, co obawiają się magii w HP tak jak przemocy w kreskówkach - zbagatelizowania i oswojenia ze zjawiskiem w ogóle.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Ginny » 19.03.08, 23:07

Tylko że magia (i przemoc też) jest nie tylko w HP czy kreskówkach, ale we wszystkich baśniach od zarania dziejów. I jakoś nikt specjalnie nie protestował.
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły

Postautor: Arthur Weasley » 19.05.08, 15:13

Ginny @ 12 Lut 2008, 13:49 pisze:
Tak samo jak w przeszłości jednym z istotnych argumentów ZA HP było czytelne przesłanie moralne.

Dlaczego w przeszłości? Coś się zmieniło?
Niestety tak. Gdzieś tak wpół do piątego tomu autorka zaczęła rozmywać granice i tak już zostało.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Dzięcioł Czarny
Wyga
Posty: 1193
Rejestracja: 01.09.07, 16:07
Lokalizacja: Kaszmir Nocą

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Dzięcioł Czarny » 19.05.08, 15:33

Że hmmmmm???

Ja jakoś tego rozmycia w późniejszych tomach nie widzę?
Harry zaczął znęcać się nad słabszymi? Ron zaczął chlać ukraiński samogon? Hermiona podrzynała gardła pokątnym Ślizgonom?
"Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii? "

William Blake

"Never compromise, Not even in the face of Armageddon"
Rorschach

"Nie mam żadnych szans, ale muszę je wykorzystać"
Herbert Achternbusch

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Minerwa » 06.08.08, 15:13

Ktoś wkleił na Kotle coś takiego:

. Artykułu jeszcze dokładnie nie przeczytałam, IMHO zawiera stwierdzenia dość radykalne - ale chyba lepiej mu będzie na Strefie niż w Kotle, gdzie zostałby zagadany rozmowami o czym innym.

Awatar użytkownika
Dzięcioł Czarny
Wyga
Posty: 1193
Rejestracja: 01.09.07, 16:07
Lokalizacja: Kaszmir Nocą

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Dzięcioł Czarny » 06.08.08, 15:57

Ach, ten wspaniały brytyjski patriota Thomas Marvolo Riddle...
"Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii? "

William Blake

"Never compromise, Not even in the face of Armageddon"
Rorschach

"Nie mam żadnych szans, ale muszę je wykorzystać"
Herbert Achternbusch

Wierzba Bijąca
Zielony
Posty: 26
Rejestracja: 20.10.07, 21:11

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Wierzba Bijąca » 27.08.08, 23:43

ROTFL! :woot: Dziewczyna pisze jak własna parodia, co zdanie, to kwiatek. A już to stwierdzenie posłało mnie na deski:
Pamiętajmy, że Harry Potter przeżył swój pierwszy pocałunek w wieku 15 lat. Obawiam się, iż ten fakt może zachęcać młodych ludzi do wczesnych zachowań seksualnych.
Nie wiem, czy jest to sancta, ale simplicitas na pewno...

EDIT: OT całkiem, ale jeszcze lepsze http://njnowak.salon24.pl/89912,index.html Co ciekawe, "Gazeta Starachowicka" rzeczywiście jej to wydrukowała.
Kupię sobie najbrzydszą ratlerkę na świecie i nazwę ją Entropia. I będę wołać: "Entropia! Do nogi, parszywa suko!" A ona będzie przybiegać i lizać mi buty.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Artykuły (bywają spojlery)

Postautor: Arthur Weasley » 28.08.08, 17:46

Wiem, wiem, stare, ale dziś na to trafiłem (ściśle biorąc Minerwa trafiła), a aktualności nie straciło.

Artur Sporniak
BARDZO STARA MAGIA
Książki Rowling: niebezpieczne czy wartościowe?

Tygodnik Powszechny, 31 lipca 2005 r.
(25-te urodziny Harry'ego)


Trudno się dziwić, że przypomniana przy okazji promocji nowego tomu przygód Harry’ego Pottera krytyczna wypowiedź sprzed dwóch lat ówczesnego prefekta najważniejszej watykańskiej dykasterii, a dziś papieża, wywołała poruszenie. Czy Kościół i Papież potępiają masowo czytane książki dla młodzieży?
W prywatnym liście do Gabriele Kuby, autorki opracowania krytykującego popularną serię, kard. Ratzinger na początku 2003 r. pisał: “Dobrze się stało, że wyjaśnia Pani sprawę książek o Harrym Potterze, ponieważ są one subtelnymi pokusami, które niezauważenie i dlatego głęboko oddziałują i zniekształcają chrześcijaństwo w duszy, nim osiągnie ono właściwą dojrzałość”. Ponadto prefekt Kongregacji Nauki Wiary zaproponował, by niemiecka socjolożka wysłała opracowanie o. Peterowi Fleetwoodowi, konsultorowi Papieskiej Rady ds. Kultury. I właśnie on wypowiedział się 14 lipca br. w Radiu Watykańskim, dystansując się od poglądów Kuby i usprawiedliwiając Papieża. Zasugerował mianowicie, że list, który otrzymała Kuby, jest stereotypową odpowiedzią, napisaną przez jednego z asystentów Ratzingera i tym samym nie należy przywiązywać do niego wielkiej wagi. Przyznał, że na zlecenie kard. Ratzingera przeczytał książki o Potterze. Jego opinia była pozytywna. “Magiczne elementy w powieściach są jedynie środkiem literackim, którego celem jest zainteresowanie dzieci. Nie ma w nich przedstawienia teorii magii” - powiedział watykański konsultor. Dodał, że ma poczucie, iż to “wielki sukces pani Rowling niektórych ludzi doprowadza do szewskiej pasji”, zaś zaniepokojonych rodziców zachęcił do lektury.

Ryzyko


Pięć dni później Kuby opublikowała list otwarty, wykazując duchownemu niekonsekwencję (w 2003 r. zaprzeczał, że Watykan “dał zielone światło dla Pottera”) oraz ujawniając kolejną prywatną wypowiedź obecnego papieża: na kartce z życzeniami na Boże Narodzenie 2003 kard. Ratzinger odręcznie dopisał: “Serdecznie dziękuję za Pani odważny wkład przeciwko okultyzmowi i magii”. Sprawa stosunku Benedykta XVI do Pottera, zamiast się wyjaśniać, staje się więc coraz bardziej zagmatwana.

Problem nie jest błahy. Każdą niewystarczająco uzasadnioną krytyczną opinią Kościół zraża miliony dorastających i dorosłych fanów Pottera. Daje powód do podejrzeń, że nie jest w stanie dostrzec i właściwie ocenić tego, co dla wielu jest oczywiste: powieści bronią autentycznych ludzkich wartości. Reakcja o. Fleedwooda potwierdza, że część osób w Watykanie zdaje sobie z tego sprawę.

W niektórych Kościołach lokalnych hierarchia już się na ten temat wypowiedziała. W Niemczech pomocniczy biskup Rottenburga Thomas Maria Renz, przewodniczący jury przyznającego “Katolicką Nagrodę za Książkę dla Dzieci i Młodzieży”, uznał w 2002 r., że jakiekolwiek “zagrożenie okultystyczne” jest w przypadku Pottera wykluczone: dobro i zło są tu wyraźnie rozróżnione i pierwsze zawsze zwycięża drugie. Zaznaczył także z zadowoleniem, że cykl zachęca dzieci do czytania. Episkopat USA ograniczył się zaś do ostrzeżenia, że filmów o Potterze nie powinni oglądać małoletni ze względu na drastyczne sceny. W Polsce pytani przez “Tygodnik” hierarchowie odmawiali wypowiedzi, dopóki nie zapoznają się z książkami Rowling.

Za i przeciw


Roztropne milczenie hierarchii nie znaczy, że w polskim Kościele “Potter” nie wzbudza emocji. Na katolickich stronach internetowych odszukać można ślady gorących polemik, w których uczestniczyli także księża i zakonnice. Część szczegółowych zarzutów jest nieporozumieniem. “Potter” nie uczy pogardy wobec mugoli (ludzi niemagicznych), osób dorosłych czy nauczycieli, przeciwnie - znajdziemy w nim potępienie takich zachowań. Uczy natomiast, że ważne jest nie to, jaki jest człowiek i jakie ma talenty, ale jak je wykorzystuje i czemu służy. Książki ukazują “wartość przyjaźni, wierności dobru nawet za cenę cierpienia (Harry i prof. Dumbledore), odwagi, nawet poświęcenia, narażania życia dla ochrony innych, pomocy niesłusznie oskarżanym, prześladowanym czy słabszym (np. chłopiec Longbottom), również uczciwej rywalizacji (pomoc nawet rywalowi w potrzebie); to, że nikogo nie wolno przedwcześnie osądzać czy »skreślać« (Longbottom, Lupin, Snape), że każdy ma prawo do »drugiej szansy«, że dobrze jest wybaczać (obrona Glizdogona przez Harry’ego); potępione jest wykorzystywanie stanowiska, siły, protekcji dla egoistycznych, złych celów (ojciec i syn Malfoy’owie); manipulacja, kłamstwo prasowe, niszczenie ludzi dla medialnej sensacji (Rita Skeeter)” - pisze jedna z internautek.
Ale są też zarzuty poważniejsze: “Potter” oswaja dzieci ze światem magii i okultyzmu. “Widzimy fascynację (zamiast potępienia lub przynajmniej ostrożności) spirytyzmem, astrologią, chiromancją, krystalomancją, podróżami w czasie i zjawiskami okultystycznymi oraz parapsychologicznymi. (...) Obfitość terminów - znaków odsyłających do coraz to nowych dziedzin okultyzmu czy parapsychologii, musi spowodować pytania dziecka i stopniowe zainteresowanie tymi tematami” - pisze o. Aleksander Posacki, filozof zajmujący się demonologią.

To niebezpieczeństwo - pomijając już, że magia obecna jest w baśniach od zawsze - “rozbraja” jednak fakt, że wykreowana przez Rowling magiczna rzeczywistość pokazana jest z humorem i nie bez dydaktycznego komentarza. Krążący po Hogwarcie duch Prawie Bezgłowy Nick (któremu kat za życia nie do końca uciął głowę) bezskutecznie stara się o przyjęcie do elitarnego klubu zupełnie bezgłowych duchów. Rzeczywistą wartość magicznego lustra, w którym Harry ujrzał siebie razem z rodzicami, ukazuje dyrektor Hogwartu Dumbledore - ten przedmiot zamienia rzeczywistość na nasze najskrytsze marzenia i dlatego zwodzi.

Ale i na to o. Posacki ma odpowiedź. Lekkie traktowanie magii jest ignorowaniem jej ciemnej realności, która jest zawsze groźna i oddziałuje nawet wtedy, gdy nie jesteśmy tego świadomi. “Niewiara w magię wcale nie czyni jej mniej niebezpieczną”.

Wydaje się więc, że spór sprowadza się do kwestii, jaką rolę odgrywa tu magia. Czy jest ona jedynie literackim środkiem, pozwalającym ukazać prawdę o aksjologicznym fundamencie realnej rzeczywistości, czy przeciwnie - ukazane wartości instrumentalnie służą propagowaniu magii, zawsze groźnej i grzesznej? Jak wiele zależy od przedzałożeń, z którymi podchodzimy do lektury, pokażę na przykładzie. Pod koniec czwartego tomu (“Harry Potter i Czara Ognia”) dowiadujemy się, na czym polegał niezwykły fakt, że Potter przeżył, gdy w jego niemowlęctwie Voldemort przyszedł go zabić, a nie zdołał uratować go magicznymi zaklęciami jego ojciec-czarodziej (uratowała go matka-mugolka). Voldemort zwierza się swoim zwolennikom - śmierciożercom:
- Jego matka oddała życie, osłaniając go własnym ciałem, i nieświadomie zapewniła mu ochronę, której nie przewidziałem... Pozostawiła na nim ślad swojej ofiary. To bardzo stara magia.
Jedni w tym wyjaśnieniu dostrzegą klucz do przesłania książki - niezwykle silną, starożytną “magią” jest ofiarowanie życia za drugiego człowieka, a jak wiadomo “nie ma większej miłości...” [niż gdy kto życie oddaje za przyjaciół swoich - A.W.], inni zgorszą się - dostrzegając w tym perwersyjne porównanie ofiary Chrystusa do magii. Jaki jest najgłębszy zamysł książek, rozstrzygnąć muszą sami czytelnicy i ich rodzice.

Epilog


Zamawiając tekst redakcja oczekiwała bezstronności. Nie był to łatwy warunek, gdyż jestem ojcem dwóch dorastających chłopców. Z wielkim przejęciem przeczytaliśmy wszystkie książki Rowling. Obserwując z niepokojem wcześniejszą fascynację Filipa i Bartka Pokemonami i obecną - Transformersami (bojowe roboty zamieniające się w ciężarówki lub odrzutowce), Harry’ego Pottera przyjąłem z dużą ulgą. Było to dla nas, rodziców, i chyba także dla dzieci, jak oddech świeżego powietrza w infantylnej i wypranej z wartości kulturze masowej.

Na wszelki wypadek sprawdziłem, czy młody czarodziej nie ma na nich złego wpływu. -
Chciałbyś latać na miotle? - zapytałem kilka dni temu dziewięcioletniego Filipa.
- Bardzo.
- A myślisz, że można?
- Można, ale trzeba jakoś zrobić antygrawitację.
- Czy da się to zrobić czarami?
- Nie.
- Jesteś pewien?
- Jestem.

Artur Sporniak
Współpraca: Joanna Brożek, Wojciech Pięciak

stąd
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)


Wróć do „Strefa HP - dyskusje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron