Recenzje

Forum związane przede wszystkim z dokonaniami fanów - bywalców Forum Mangi i Anime . Napisałeś fanfik? Wiersz? Chcesz się pochwalić ciekawymi rysunkami? Własnym bądź znalezionym doujinshi? Skleciłeś jakieś Anime Music Video? To jest miejsce dla właśnie dla Ciebie! Dyskusje, tutoriale, recenzje, pomoc - to wszystko własnie tutaj. Prócz twórczości typowo fanowskiej znajdziesz też informacje o wszelakich imprezach, konwentach organizowanych przez fanów na terenie całej Polski.

Moderatorzy: Nook, Tufturek

Awatar użytkownika
Tytus
Zaawansowany
Posty: 535
Rejestracja: 27.08.07, 19:59
Kontaktowanie:

Recenzje

Postautor: Tytus » 05.09.07, 04:52

Ponieważ nikt nie się kwapił, aby założyć ten temat, który na starym forum cieszył się ogromną popularnością ja zdecydowałem sie to zrobić. Na pierwszy ogień pójdzie recenzja filmowa.

Ostatnio zacząłem uzupełniać swoje braki filmowe. Zacząłem od bardziej rozrywkowych dziel, aż przerzuciłem się (a przynajmniej tak wtedy myślałem) na bardziej ambitne dzieła. W ten oto sposób dotarłem do filmu o tytule "Pachnidło". Cóż, spodziewałem filmu o seryjnym mordercy w 18 wiecznej Francji. Liczyłem coś w stylu psychologicznego kryminału w realiach historycznych. Pod przykrywką artyzmu dostałem natomiast (i to niezbyt dobry) film Marvela. Gdyby zmienić realia filmu na współczesna Amerykę i dodać paru super bohaterów film by nic nie stracił.

Głównego bohatera (super złoczyńce) poznajemy w chwili jego narodzin. Od początku jest powiedziane, że ma niezwykły dar. Dalsza akcja ujawnia, że w kwestii zmysłu węchu pies myśliwski nie jest wstanie równać się z głównym bohaterem. Ba, nawet cała sfora dostałaby przy nim kompleksy. Węch pozwala mu np. Wyczuwać zapach przedmiotów, które, dla normalnych ludzi, go nie posiadają. (zna zapach szkła) Potrafi unikać lecących w jego stronę obiektów, ponieważ zawczasu wywąchał ich trajektorie lotu. Umie lokalizować ludzi będąc oddalonych od niego o kilkadziesiąt kilometrów oraz tworzyć perfumy na oko. Choć raczej powinienem powiedzieć na nosa. Nasz jak sie później okazuje super złoczyńca nie znając nawet poprawnego sposobu mieszania perfum w pierwszej próbie przebił perfumerzyste (aliteracja zamierzona :bleh: ), który pracował w zawodzie już długie lata. Nasz posiadacz daru ma obsesje na punkcie wydobywania zapachów z różnych przedmiotów oraz stworzenia perfumy doskonałej. Zabija więc kolejno kobiety, aby pozyskać z nich zapach do swojego eksperymentu. Tu na scene wchodzi przeciwnik naszego super złoczyńcy. Zatroskany ojciec oraz arystokrata, który chce chronić swoją córkę przed zakusami mordercy. Niestety "bardzo, bardzo zły plan" sie powodzi. Co prawda super złoczyńca zostaje schwytany, jednak szybko okazuje się, że jego "super feromon" sprawia, iż zatroskany ojciec przeprasza go i nazywa synem, (pomimo faktu, że ten sam "syn" zabił jego córkę) Biskup ogłasza go aniołem, a żądny krwi motłoch zmienia się w orgie. Sam narrator stwierdza, że naszemu super złoczyńcy zostało tyle tytułowego pachnidła, czyli super feromonu, iż bez problemu mógłby zdominować cały świat. Całości dopełnia jeszcze fakt, że wszyscy ludzie, którzy gnębili naszego złoczyńce giną chwile po jego odejściu za sprawą jakby jakiejś siły wyższej.

Podsumowując: Nasz bohater posiada super moce, super zły plan oraz ma prawego przeciwnika, który walczy z nim aby bronić to co dla niego drogie. To formuła każdego filmu o super bohaterach.

Ten film można porównać do innego o tytule Vidoq. Film również dzieje się w realiach historycznych i to na tych samych terenach oraz mamy seryjnego morderce. Tyle, że tam produkcja nie udaje tego czym nie jest. Morderca jest czarownikiem i ma nadprzyrodzone zdolności, a zabija aby uzyskać wieczną młodość. Od początku wiemy, że mamy do czynienia z filmem z gatunku fantastyki. Natomiast Pachnidło cóż....udaje psychologiczną rozprawę nad mordercą, a jest jedynie dość marną fantastyką. X-men w 18 wiecznej Francji.

Ocena 2/7 - za to, że jednak utrzymał mnie przy telewizorze do końca.

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 05.09.07, 05:42

Popieram inicjatywę. Dzięki temu tematowi możemy się nawzajem ostrzegać przed niektórymi produkcjami, co jest bardzo pozytywne :-P

BTW, dobra recka, Tytusie :D

Zdrufki :byebye:
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

Awatar użytkownika
MaXDemage
Początkujący
Posty: 99
Rejestracja: 26.08.07, 18:55
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: MaXDemage » 05.09.07, 11:28

A niech będzie - jako, że mało kto zagląda pewnie na mą blagosfere - później może to wyląduje na DBFFie ;p
(PS. ale za to ważny PS. - czy osoby umieszczające recki zechciałyby aby wylądowały one potem na DBFF'ie?)

Half Life 2.

Krótko o:
HL2 to kontynuacja wielkiego hitu jakim był pierwszy HL. Ta gra była niesamowita z wielu powodów. Była nowatorska na tylu różnych poziomach, że można by godzinami o tym pisać. Ale 3 rzeczy na zawsze zapamiętam z jedynki:
- Klimat;
- Bronie;
- Sterowanie.
Gdy jakiś czas temu HL2 pojawił się na rynku miałem zbyt słaby sprzęt by nawet pomarzyć o uruchomieniu tej bestii. Patrzyłem z zapartym tchem na screeny, widziałem filmiki z gry, czytałem recenzje i popadałem w zachwyt nad grą, której nie miałem jeszcze przyjemności przejść. Gdy wreszcie sytuacja sprzętowa w moim domu sie zmieniła o HL przypomniałem sobie dopiero niedawno. W końcu, ta gra miała być niesamowita. Miała być czymś.

Czego sie spodziewałem:
- Lepszej grafy. Każdy, dosłownie każdy to pisał i mówił. To był przełom. Przełom, jakich nie było od lat. Graficzne arcydzieło pod każdym względem ponoć do tej pory trudno go doścignąć.
- Super nowych broni. Gravity Gun obrósł w legendę absolutną. A crowbar jest tak charakterystycznym znakiem tej gry jak Statua Wolności w USA.
- Klimatu. Tu było różnie. Jedni mówili, że jest dobrze, inni, że gorzej być nie mogło. Ale ponoć klimat był - jakiś...
- Fabuła. Po dosyć "intrygującym" zakończeniu jedynki rozwiązanie zagadki Wolnego Człowieka miało być czymś niezwykłym... Czy jednak faktycznie było.

Pierwsze wrażenia:
- Ładne Menu. Naprawdę, niesamowicie ładne menu. To rzadkość w grach. Czasem są przebajerzone, czasem jakieś ohydne napisy. Rzadko zdarzają się tak ładne menu. A to w HL2 to istna perełka. Smaczku dodaje fakt, iż w zależności ile % gry przeszliśmy taki obrazek tła dostaniemy. Miodzio. Za samo menu należał się plus.
- Ustawienia. Nic nie musiałem ustawiać. Gra sama świetnie sie zlokalizowała i ustawiła. Optymalnie do tego, co chciałem i co mogłem z niej wydusić. Plus należy się jednak za to jakie multum opcji można ustawić. Nawet ekran panoramiczny jest obsługiwany (mimo iż nie mam). Miodzio.
- Grafika. To był dla mnie z początku szok. Grałem ostatnio w gry nowsze, ponoć lepsze. Wiem na dodatek, że moja karta graficzna nie wydyszy zbytnio mocy na gry, ale jednak... nie widziałem na moim komputerze jeszcze tak pięknej gry. Nigdy! Twarze postaci były niesamowicie dopracowane. Plakaty, pudełka, puszki, żołnierze, budynki, niebo. Wszystko!
- Strach. Ok... trochę lagowało gdy pojawił sie G-Man. Ale potem jednak okazało się, że... hmm... no nie wiem, to była chyba tylko chwilowa sytuacja.
- Sterowanie. Ostatnia rzecz z pierwszego wrażenia, a jednak jakże ważna. Rzecz przez, która mogłem porzucić tę grę i przeklnąć na wieki. Ale nie. Nie z HL2 te numery. Sterowanie jest super. Jest dokładnie takie jakie ma być. Intuicyjne, niezwykle precyzyjne, zarazem jednak szybkie i sprawne. Z dużym marginesem błędu, ale i bardzo wymagające. Ciężko to opisać - porównując jednak tę grę np do ostatnio opisywanej AIM2 czy FarCrya to jest jak niebo i ziemia. To co, że FC miał mieć lepszą grafe (u mnie wyglądała gorzej - choć woda była cudna) jak odrzucało mnie sterowanie, którego nie mogłem dobrze skonfigurować. To co, że A51 ma fajną fabułę, postacie, bronie i Davida Duchownego, jak ponownie sterowanie czasem psuje zabawę. W HL2 macie 100% pewność, iż ani na moment sterowanie nie popsuje wam zabawy.

Ogólne wrażenie:
- Fabuła. Jest dobrze. Jest wręcz genialnie, bo choć niewiadomo o co biega to i tak się biega i robi się to co powinno się robić, choć wciąż za bardzo niewiadomo o co biega. Tu pojawia się geniusz chłopaków z Valve. Bo choć droga niby prosta i nie ma zbyt dużo opcji do wyboru, to jednak nie czujemy się zamknięci w liniowej fabule. Genialne. Robimy to, co chcemy, a że przy okazji to, co chcą twórcy poziomów to tylko na plus.
W porównaniu do np. R6:Lockdown (choć to dwa różne gatunki gry) gdzie, po prostu czuło się zamknięcie. Twórcy poziomów mogli równie dobrze darować sobie schody, zaułki i inne duperele i dać w R6:L prostą drogę z kilkoma barierkami do ukrycia się - wyszło by na jedno. Owy Rainbow jest niesamowicie liniową grą i to tak do bólu, że aż gracza odrzuca.
Tymczasem HL2 nie czujemy tego. Serio, nie czujemy tego. No i za pomocą Gravity Guna można bardzo wiele pożytecznych skrótów znaleźć, dzieki czemu gra nie jest aż tak liniowa. ^_-
- Grafika. Pisałem już o tym, ale dalej napomnę. Naprawdę robi wrażenie. Ogień, wybuchy, wielkie ogromne pająko-podobne roboty. Ucieczka w kanałach wodnych na łodzi była graficznie przecudowna. Choć nic się nie świeciło, choć nic ładnie nie falowało, to jednak taki spokój i po prostu porządne tekstury sprawiały, że grafika była świetna.
- Dźwięk. Tu należy sie pochwała głównie za dwie rzeczy. Za odgłosy walki i za odgłosy ludzi podczas walki ;) To było to, co popychało grę w jeszcze wyższy poziom. Komunikacja radiowa między wrogami. Odgłosy strzelaniny. Płomienie. Wybuchy. ;3
- Klimat. Tu musiałem się głęboko zastanowić co napisać. Bo faktycznie zmiana jest dosyć duża. Nie biegamy już po Black Messie gdzie pełno zmutowanych potworków, które mogą wyskoczyć w każdej chwili. Nie chowamy się po kanałach wentylacyjnych i nie polegamy aż tak na latarce. Jednak...
Jest niesamowity klimat pościgu. Czujemy, że ktoś chce nas złapać. Za wszelką cenę. A my uciekamy i uciekamy.
Druga strona medalu. Potwory i miasteczko (bodajże Ravenholm) są świetnym powrotem do źródeł i naprawdę gracz czuje się jak w jedynce. Za to ogromny plus.
Wojna. Ostatnie poziomy to istna wojna na ulicach miasta. Tu również należy się plus, bo klimat tej walki jest istnie... nie do opisania. Tak to powinno wyglądać (i często wygląda, ale w grach typu Medal of Honor).
- Bronie. Niuuu. Tu mam dosyć mieszanie uczucia. Jednak chyba się zawiodłem srogo na HL2 w tej dziedzinie. Owszem system wybierania broni pozostał ten sam i za to chwała. Zmieniło sie jednak dużo innych rzeczy. Crowbar został, za to plus. Jest Magnum, które rządzi absolutnie. Za to plus. Jest strzelba i do tego z podwójnym strzałem za to też plus. A reszta? Cóż. Granaty to normalka, karabinek zbyt rozrzuca naboje, ale ma niezły magazynek. Do walki na short-distance jakby stworzony. Pulse to porażka, głównie z powodu magazynka. RPG jest niezłe, ale tylko dzięki sterowaniu laserem. No i na końcu porażka w postaci snajperki a dokładniej to kuszy. Nie znam nikogo kto by jej używał.
Ale została jeszcze jedna broń a właściwie to nawet nie broń... GG czyli Gravity Gun. Wiele o niej słyszałem. Wszyscy ją wychwalali, ale... gdy się ją już ma dochodzi do pewnego rozczarowania. Fajnie, można przesuwać różne obiekty. Odpychać. Przestawiać. Tworzyć sobie nowe drogi. Budować tarcze z różnych elementów, jednak nie jest to coś super. Rozczarowanie mija w momencie gdy broń ewoluuje w SGG czyli Super GG. To już inna para kaloszy! Może podnosić i odpychać ludzi. Wielkie obiekty. Kule energetyczne. Miodzio!~
Jednak dostajemy ją zbyt późno w grze by się móc nią nacieszyć. (Choćby tak lvl wcześniej, było by super). Generalnie więc dział broni to ogólne rozczarowanie z kilkoma pozytywnymi smaczkami i silnymi plusami.

- Sterowanie.
Dużo już napisałem na temat sterowania - na końcu chce jednak postawić dosyć intrygującą tezę. Otóz gdyby nie świetne sterowanie w HL2, gra nie odniosła by takiego sukcesu. Owszem była by pewnie uznawana za dobrą, ale nie za coś super ekstra hiper jak to jest obecnie. Bo łatwe ale wymagające sterowanie jest kluczem do sukcesu, dzięki któremu zarówno hardcorowi gracze jak i początkujący zostaja przy grze.
Bo to właśnie łatwe sterowanie pozwala cieszyć się fabułą, strzelaniną, dźwiękami - bo pozwala zapomnieć o trudach dostania się w jakiś trudny punkt - bo nie skupia całej naszej uwagi. Za to ogromny plus, a nawet dwa plusy.


Podsumowanie:
Uważam HL2 za aktualnie najlepszą strzelankę na rynku. (Nie grałem w GoW więc csii.) Głównie dzięki klimatowi, sterowaniu i grafice, która choć stara wciąż wygląda lepiej niż w najnowszych grach.
Ocenia?
10/10 - tudzież 7/7 - tudzież 100% - tudzież 5/5 - W każdym bądź razie maksymalna. Zasłużona!

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 05.09.07, 17:00

Tak się składa, że w zeszłym tygodniu skończyłem HL2 i mam ją na świeżo w pamięci.
Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z recenzją Maxa :) Niemalże perfekcja w kategorii FPP (teraz to się FPS nazywa ponoć, tak?) :)

Pozdrowienia :byebye:
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

Awatar użytkownika
Tytus
Zaawansowany
Posty: 535
Rejestracja: 27.08.07, 19:59
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tytus » 05.09.07, 17:33

Vood:

Nie. HL2 to nadal FPP, ale jako gatunek ogolny, bo FPS to juz podgatunek. (First person shooter). W takich grach jak Myst czy Uru (to gry logiczne) czy nawet Oblivion (RPG), tez sie chodzi w widoku FPP, a nie ma sie guna i nie rozwala wszystkiego co zyje. Wiec HL2 to ogolnie FPP, a bardziej precyzyjnie FPS.

Awatar użytkownika
MaXDemage
Początkujący
Posty: 99
Rejestracja: 26.08.07, 18:55
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: MaXDemage » 05.09.07, 17:55

Tufturek @ Wrzesień 5th, 2007, 6:00 pm pisze:Tak się składa, że w zeszłym tygodniu skończyłem HL2 i mam ją na świeżo w pamięci.
Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z recenzją Maxa :) Niemalże perfekcja w kategorii FPP (teraz to się FPS nazywa ponoć, tak?) :)

Pozdrowienia :byebye:


Takie małe pytanie - używałeś tej 'snajperki' - bo prowadzę mini ankiete. Do tej pory, każdy kogo pytałem odpowiadał, że tylko aby wypróbować jak działa, potem już nie - nawet gdy byli low on ammo.

Faktycznie, Tytus bardzo ładnie przedstawił sprawe z FPS i FPP. Nic dodać nic ując.
Dodam od siebie, że są jeszcze FPS -> czyli First Person Strategy ;p np stary ale jary Battlezone 1 & 2

Teraz gram w HL2 Episod One ... uuuu.. klimacior w tych garażach podziemnych jest nieźlutki. Tak na moje oko to użyli jakiś specjałów graficznych, żeby dodatkowo przyciemnić scenerię, aby było jeszcze straszniej, jeszcze mroczniej i jeszcze niepewniej (i ku mojej uciesze wydłużyli czas pracy latarki) - a muzyczka na tym lvlu... brrr.. aż ciarki przechodzą.

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 05.09.07, 18:02

Kuszy używałem, a i owszem, gdy tylko się dało. moja ulubiona broń, można powiedzieć, obok kolta. Ale często brakowało mi do obu amunicji. Wówczas brałem pulse'a i łup-łup-łup-łup, po oczach :-P

W epizoda pierwszego pogram gdy sobie kupie lepszy procesor...

Battlezone kojarzę, ale nie grałem nigdy.

Zdrufki :byebye:
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

Awatar użytkownika
MaXDemage
Początkujący
Posty: 99
Rejestracja: 26.08.07, 18:55
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: MaXDemage » 05.09.07, 18:26

Vood:
Kurde. No to zaskoczenie. Jak dla mnie akurat w przypadku kuszy, to fizyka w HL2 była... az nadto xD
Bardzo rzadko trafiałem w coś, na dłuższy dystans lepiej się colt sprawdzał.. normalnie 5 m obok celowałem a wróg i tak umierał xD I jak tu nie uwielbiac tej broni. :ave:

Co do One Hmm to faktycznie, zaskoczyło mnie, ale gra jest bardziej "procko i ramo wymagająca". Musiałem obniżyć ustawienia aby szło płynnie ;( w Two To pogram sobie chyba dopiero jak zamontuje lepsza karte grafiki :hmmm:

Awatar użytkownika
Nath
Początkujący
Posty: 230
Rejestracja: 27.08.07, 17:00

Re: Recenzje

Postautor: Nath » 19.09.07, 17:57

Zachecony Waszymi pozytywnymi opiniami tez sobie zaczalem pogrywac w HF2 :)
Dam znac jak skoncze!

Pozdrawiam
Risk something, take back what's yours
say something that you know they might attack you for
cause I'm sick of being treated like I have before
like it's stupid standing for what I'm standing for.

Awatar użytkownika
Nath
Początkujący
Posty: 230
Rejestracja: 27.08.07, 17:00

Re: Recenzje

Postautor: Nath » 28.09.07, 23:39

Taxi Driver: Film powstał, gdy mnie jeszcze nie było na świecie :) Martin Scorsese nakręcił go 31 lat temu. Jest to historia Travisa Bickle'a (w tej roli świetny Robert De Niro), weterana wojny wietnamskiej, który nie potrafi odnaleźć się w świecie, który zastaje po zakończeniu służby wojskowej. Zostaje kierowcą nocnej taksówki, a jeżdżąc po zmroku ma okazję przekonać się, jak zepsuty jest Nowy Jork. W końcu postanawia przeciwstawić się zepsuciu trawiącym miasto - w jedyny sobie znany sposób...
Film ma klimat. Jest spokojny, akcja prowadzona jest leniwie, a w całość pozwala wczuć się nastrojowa muzyka. Wszystko przyśpiesza pod koniec filmu. Wydarzenia następują jedno po drugim z gwałtownością godną przemiany głównego bohatera.
Mówiąc o tym filmie, nie sposób spośród całej plejady świetnych aktorów nie wymienić Roberta De Niro. Gdyby nie jego kreacja, film mógłby wiele stracić. Travis nie do końca rozumie otaczającą go rzeczywistość, jest zagubiony i sfrustrowany. Tłumi to w sobie, jest małomówny ale szczery. Aż w końcu wybucha. Ta przemiana to chyba jedna z najlepszych przemian bohatera w ogóle. Że tylko przypomnę kultowy już tekst "You talking to me?" :)
Naprawdę polecam.

Pozdrawiam
Risk something, take back what's yours
say something that you know they might attack you for
cause I'm sick of being treated like I have before
like it's stupid standing for what I'm standing for.

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 29.09.07, 08:04

Widziałem "Taxi Driver". Klasyka z rodzaju "Brudnego Harry'ego", choć dzisiaj już nie robi takiego wrażenia, jak jeszcze kilka lat temu. Ale zgadzam się, Nath, warto obejrzeć :)

Pozdrowienia :byebye:
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

Awatar użytkownika
Tytus
Zaawansowany
Posty: 535
Rejestracja: 27.08.07, 19:59
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tytus » 29.09.07, 09:05

"Taxi Driver" to jest jeden z tych filmow, ktory prawdziwy kinoman poprostu musi obejrzec. Chocby tylko dla tego, ze to absolutna klasyka. Co ciekawe kultowy juz tekst "You talkin to me?" wiekszosc ludzi kojarzy ale z mnostwa innych filmow, ale nie z oryginaly.

To jak z powiedzeniem "jak wyglada kon jest kazdy widzi". Wiekszosc ludzi zna to z innych zrodel, a nie z oryginalnej ksiazki.

Awatar użytkownika
Tytus
Zaawansowany
Posty: 535
Rejestracja: 27.08.07, 19:59
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tytus » 02.12.07, 19:35

Jakis czas temu mialem okazje obejrzec film pod tytulem D-Wars: Dragon Wars.

Jest to najdrozszy film w historii Korei Pld, a do tego krecony w USA (Los Angeles) glownie z amerykanskimi aktorami. Innymi slowy na ten film poszla rekordowa ilosc srodkow. Tylko...po co?

No wlasnie...Jako fan filmow o potworach od czasu zakonczenia serii filmow o Godzilli lapie sie roznych filmow coby sobie lzy osuszyc. D-Wars mialbyc taka wlasnie chusteczka.

Fabula w skrocie opowiada, ze wielkie zlo powraca po 500 latach, aby poraz kolejny sprobowac zniszczyc swiat, a glowne postacie, ktore okazuja sie reinkarnacjami osob z ostatniej wielkiej rozroby musza temu zapobiec.

Jednakze tworcy najwyrazniej zapomnieli, ze efekty wizualne to nie wszystko. Ogladajac ten film czulem jakby scenarzysci chcieli nakrecic kilkanascie filmow naraz poklocili sie, wiec kazdy napisal swoja czesc scenariusza i sklecili z tego calosc. Sceny sa tak niespojne, a wrecz czasem nielogiczne, ze tylko mozna isc sie wieszac. Najgorsze jest to, ze postacie zachowuja sie jakby caly czas byly w jakims transie, albo nie wiedzialy na jakim swiecie zyja. Ani razu nie odnosza sie wydarzen, ktore mialy miejsce niedawno...nawet jesli same w nich uczestniczyly (sic!) Najbardziej to widac na centrum kryzysowym Hamerykanow. Ma sie wrazenie, jakby oni nie wiedzieli, ze kilka godzin temu wyslali gdzies zolnierzy. Wlasnie zolnierze. W filmie mamy cieszaca oko sceny bitwy miedzy silami smokow, a armia amerykanska. Smiglowce, czolgi, transportery opancerzone, latajace bestie, stwory z armatami na grzbietach, raptoropodobne kreatury itp. Przynaje oglada sie to super. Tylko sam nie wiem, po co ta bitwa ma w ogole miejsce, bo nie wnosi ona praktycznie nic do fabuly, a glowne postacie kiedy udaje im sie wydostac z oblezonego miasta zachowuja sie jakby nic sie nie stalo. Tutaj wini tez troche tragiczna gra aktorska.

Film jest taka sama porazka (dla mnie) jak inna koreanska produkcja o nazwie Yongary (mam nadzieje ze dobrze napisalem tytul)

Polecam tylko osobom, ktore chca zobaczyc jak smok i smiglowiec prowadza walke miedzy wiezowcami. :bleh:

2+/7 - za efekty i bitwe na ulicach Los Angeles.

MaxD:

Co do twojego P.S ja sie oczywiscie zgadzam, gdybys chcial zamiescic moje recenzje na DBFF.

Nath:

Jak tam gra w HL2 ukonczyles juz cale?

Awatar użytkownika
Nook
Początkujący
Posty: 93
Rejestracja: 08.09.07, 12:39
Lokalizacja: Złomowisko dusz

Re: Recenzje

Postautor: Nook » 02.12.07, 20:58

Tytus @ Dzisiaj, 20:35 pisze:No wlasnie...Jako fan filmow o potworach od czasu zakonczenia serii filmow o Godzilli lapie sie roznych filmow coby sobie lzy osuszyc. D-Wars mialbyc taka wlasnie chusteczka.


Czyli jest tu nas (conajmniej) trójka :) Jako osuszenie łez po G: Final Wars świetna jest Heisei Gamera Trilogy (G1: Guardian of The Universe, G2: Advent Of Legion, G3: Awakening Of Irys) w reżyserii Shunsuke Kaneko. W kategorii daikaiju-eiga naprawde cudeńko.

A jeśli komuś mało Godzilli to warto zaglądać na Polsat czy na TVP2 od czasu do czasu. Ostatnio na Polsacie leciał "Godzillla, Mothra, King Ghidorah: Giant Monsters All-Out Attack". Az sie zdziwiłem (choć fanem tego filmu nie jestem ;P).
without order nothing exists, witout chaos nothing evolves.

Awatar użytkownika
Tytus
Zaawansowany
Posty: 535
Rejestracja: 27.08.07, 19:59
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tytus » 02.12.07, 21:36

Nook:

Conajmniej trojka..fajnie...

Co potworzastych filmow...

W styczniu 2008 wychodzi Cloverfield...amerykanski film o wielkim potworze atakujacym Nowy Jork, a cale zdarzenie widzianie jest z oczu normalnych mieszkancow...

Filmy o Gamerze fajne, ogladalem...cykl Mothry tez niezgorszy...

Ale te filmy co puszczaja na polsacie sobie niedawno kupilem w Boxie z osmioma filmami z wielkim G...(ale to nieladnie brzmi) :bleh:

No i w 2009 ma byc Godzilla w wersji IMAX... :bleh:

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 02.12.07, 22:07

A szkoda, wiele sobie obiecywałem po D-Wars.
Po "Godzilla 3-D to the Max" obiecuję sobie niewiele, bo reżyser ten sam co G. vs Hedorah (ble).

Ciekawostka z Wikipedii:

While the Godzilla film series is in hiatus, Godzilla made a cameo appearance in CG during an "imaginary" scene in the 2007 film Always 2


Pozdrowienia :byebye:
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

Awatar użytkownika
Tytus
Zaawansowany
Posty: 535
Rejestracja: 27.08.07, 19:59
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tytus » 03.12.07, 02:21

Po "Godzilla 3-D to the Max" obiecuję sobie niewiele, bo reżyser ten sam co G. vs Hedorah (ble).


A wiesz co jest jeszcze bardziej ble? Rezyser jest najwidoczniej albo niespelniony w swoim ostatnim dziele, albo jest nim az tak zachwycony...w kazdym badz razie planuje cos na ksztalt Remake'a

Glownym potworem w tym filmie bedzie Deathla...a Deathla to:

Deathla is a monster that is scheduled to be featured in the upcoming Godzilla 3D to the MAX. It is said to be a Hedorah like creature, only blood red in color. It is known to have two forms: a large bipedal form and a small locust-like swarm form. This creature must consume chlorophyll to survive.

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 09.02.08, 18:37

Dragon War: Jacek-Bochun vs Buraki

Mimo ostrzeżeń Tytusa, postanowiliśmy z Alte obejrzeć ten film. Był to błąd, krótko mówiąc. Po względnie obiecującym początku (tzw. zawiązaniu akcji) fabuła zaczyna poruszać się niczym nakręcony bączek - w losowych kierunkach, poza czyjąkolwiek kontrolą. Kolejne wydarzenia następują po sobie bez jakiegoś wyraźnego (czasem nawet bez żadnego) uzasadnienia. Kolejne działania bohaterów uzasadnione są jedynie scenariuszem (bo tak ma być!), a poza tym i tak nie mają żadnego znaczenia, bo i tak jakoś przeżyją, czy to za sprawą niekompetencji głównego czarnego charakteru (czy raczej jednego z dwóch głównych czarnych charakterów), czy w wyniku działania jakiegoś deus ex machina - w tej roli głównie właściciel sklepu z antykami "u Jacka", reinkarnacja Bochuna, średniowiecznego koreańskiego wojownika (a może nawet on sam?).
Generalnie twórcy filmu nie dbają o to czy to co się dzieje na ekranie ma sens, najwyraźniej sądząc, że w filmie w którym ogromne potwory przewracają czołgi takie dbanie o sens jest zbędnym nadwrężaniem budżetu. W efekcie otrzymujemy "dzieło" tak pełne bzdur logicznych i dziur fabularnych, że dosłownie czuje się jak szare komórki umierają przy jego oglądaniu. Zdecydowanie odradzam.

Ocena 2/7 (słaby) [1 + 1 za to, że Koreańczycy w Korei mówią w filmie po koreańsku, nie po angielsku - gdyby tylko twórcy wykazali podobną dbałość o szczegóły w pozostałych aspektach sztuki filmowej...]
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

Awatar użytkownika
MaXDemage
Początkujący
Posty: 99
Rejestracja: 26.08.07, 18:55
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: MaXDemage » 11.02.08, 21:49

Dragon War... brrr dostaje drgawek na sama mysl o tym filmie.
Czegos tak strasznego nie widzialem w zyciu... juz amatorskie filmy krecone przez dzieciaki z podstawowki maja lepsza fabule i rozsadniejsze nastepstwa scen.
Nie przypominajcie mi wiecej tej traumy.... :blink: :bye:

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 20.02.08, 18:26

"Hot Fuzz" ("Ostre Psy"), film twórców "Shaun Of The Dead" ("Wysyp Żywych Trupów").

Słyszałem wiele pochlebnych opinii o tym filmie, ale żadna z nich nie przygotowała mnie totalną jazdę jaką jest ten film. Prześmieszna komedia, która zaskakuje wielokrotnie i na wiele sposobów. Gdy człowiek już myśli, że jest w klimacie, to film staje się jeszcze bardziej zakręcony i spada się z kanapy ze śmiechu.
Fabuła wygląda niewinnie: Nicholas Angel pozytywnie wyróżniający się (i to bardzo!) policjant zostaje przeniesiony z Londynu - gdzie sprawia, że inni policjanci wyglądają na jego tle niekorzystnie - do wsi mającej najniższy współczynnik przestępczości w całej Anglii, gdzie nikomu nie powinien być w stanie zaszkodzić. Ale czy na pewno?
Nie chcąc psuć nikomu odkrywania filmu samemu, nie napiszę nic więcej i wspomnę tylko, że film jest momentami dość krwawy i przez to nie nadaje się dla młodszych widzów. Zostaliście ostrzeżeni :-P
Nie wiem co powinienem napisać, by najbardziej zachęcić Was do obejrzenia, więc zrobię to bezpośrednio: obejrzyjcie ten film! Jeśli możecie, zróbcie to od razu. Jeśli nie, spróbujcie jutro. Każdy dzień gdy jeszcze nie widzieliście tego filmu to dzień, gdy nie możecie go obejrzeć drugi raz!
Jeśli widzieliście "Shaun of The Dead" to opinia o nim nie jest ważna w kontekście "Hot Fuzz". Jest tu jedno czy drugie nawiązanie do pierwszego filmu, ale dla fanów "Shauna" to będzie jedynie wisienka na torcie podczas oglądania. "Hot Fuzz" jest dużo lepszy i to raczej on zachęci ludzi do sięgnięcia po poprzednie dzieło ekipy, nie odwrotnie.

Ocena: 7/7 (genialny)
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

LV_16

Re: Recenzje

Postautor: LV_16 » 21.02.08, 16:43

Hmm... Ciekawe nie powiem... Shauna widziałem i przypadł mi do gustu nawet bardzo :D Wiec idąc za twoją radę obejrzę ten film :)
Po looknięciu zdam relacje czy mi sie podobał itd. :P

Pozdrawiam :byebye:

Awatar użytkownika
Nath
Początkujący
Posty: 230
Rejestracja: 27.08.07, 17:00

Re: Recenzje

Postautor: Nath » 21.02.08, 16:55

Oglądałem Hot Fuzz :)
Rzeczywiście ostra jazda ;P Śmiać się można prawie non stop, także idę za wzorem Vodnique i polecam również! :)

Pozdrawiam
Risk something, take back what's yours
say something that you know they might attack you for
cause I'm sick of being treated like I have before
like it's stupid standing for what I'm standing for.

LV_16

Re: Recenzje

Postautor: LV_16 » 25.02.08, 12:40

Zgadzam sie z przedmowcami :D
Film powala humorem, wiele scen pozostanie niezapomnianych :D

Bomba głębinowa w stodole
Faszysta i Wiedźma
Widelec w oku
Siknie w barze

Jeszcze wiele jest tu do wyliczania, ale film jest perełką zupełnie jak "Shaun of the Dead" chociaż tu jest więcej humoru , bezapelacyjnie wart obejrzenia, uśmiech na twarzy przynajmniej u mnie wzbudziła ekipa aktorów z poprzedniego dzieła

Pozdrawiam :byebye:

Awatar użytkownika
Nath
Początkujący
Posty: 230
Rejestracja: 27.08.07, 17:00

Re: Recenzje

Postautor: Nath » 14.10.09, 14:41

Dystrykt 9

Obejrzałem sobie byłem wczoraj i muszę powiedzieć, że bardzo pozytywne wrażenia. Ciekawa historia, całkiem różna od dotychczasowych przedstawień, dotycząca odwiedzin rasy obcych na naszej planecie.
Całość realizowana jest jako para-dokument, co sprawia, że odbiór jest jeszcze bardziej interesujący. Fajnie zobaczyć wielki statek obcych wiszący nad miastem, na ekranie, gdzie leci czerwony pasek informacyjny, a duże litery krzyczą "Breaking news" :)

Jest też sporo akcji, znajdzie się również coś dla wielbicieli mechów ;)
Ale już więcej nie zdradzam.

Pozdrawiam
Risk something, take back what's yours
say something that you know they might attack you for
cause I'm sick of being treated like I have before
like it's stupid standing for what I'm standing for.

Awatar użytkownika
Nook
Początkujący
Posty: 93
Rejestracja: 08.09.07, 12:39
Lokalizacja: Złomowisko dusz

Re: Recenzje

Postautor: Nook » 09.09.10, 12:30

Linkin Park - A Thousand Suns

Pierwsze co mi się nasuwa na myśl po przesłuchaniu całej płyty to "O, kurde..." :oooo:
Przede wszystkim, jeśli ktoś psioczył na "Minutes To Midnight", będzie psioczyć dalej. A jeśli ktoś się spodziewał powtórki z "Hybrid Theory" czy "Meteory", to po przesłuchaniu "A Thousand Suns" wpadnie w depresje albo dostanie zawału.

Zapomnijcie o uzupełnianiu się rapu Shinody i gardłozdzieru Benningtona, ostrych, a jednocześnie melodyjnych refrenach. Zapomnijcie w ogóle o piosenkowych strukturach i... ostrych gitarach. Na płycie dominuje elektronika, a wspomniane gitary pełnią rolę raczej wspierającą niż pierwszoplanową.

Płyta zaczyna się od dwuczęściowego intro. "The Requiem" oraz "The Radiance" wprowadzają dość niepokojący, złowieszczy klimat. W tym pierwszym mamy do czynienia z przefiltrowanym głosem Mike'a Shinody, który głosem małej dziewczynki wyśpiewuje słowa z "The Catalyst" - pierwszego singla z płyty. Druga część intro to mówiona kwestia Oppenheimera - "ojca" bomby atomowej. Krótkie, mroczne, mechaniczne i gładko przechodzące w pierwszy "właściwy" utwór na płycie czyli "Burning In The Skies". Tradycja chciałaby by płytę LP, jak wszystkie trzy wcześniej zaczęło coś z wykopem, a tu psikus. Numer jest bardzo melodyjny, przyjemny, a panowie Shinoda i Bennington uzupełniają się wokalnie (Shinoda nie rapuje, mind you :D), a i pod koniec jest całkiem fajna, choć niczym nie zaskakująca, solówka gitarowa. Po utworze mamy krótki przerywnik nazwany "Empty Spaces", którego odgłosy bombardowania i cykających świerszczy nastarają nas bojowo przed następnym utworem jakim jest "When They Come For Me". I tu osobiście moja szczęka poleciała z hukiem w dół. Muzycznie to coś, czego po LP chyba nikt się nie spodziewał. Agresywny, pewny siebie Shinoda rapujący pod niesamowity, plemiennie brzmiący podkład hip-hopowy. Kawałek ciekawy również od lirycznej strony, bo to środkowy palec wycelowany we wszystkich hejterów oraz tych, którzy usilnie pragną kolejnej "Hybrydy...". No i ten zabójczy refren. Całość robi niesamowite wrażenie. Mogę tu tylko zacytować Mike'a: "Try to catch up, motherfucker!". Po mocnym "When They Come..." następuje chwila wyciszenia w postaci utworu "Robot Boy". Kolejny utwór przy którym większość fanów pomyślała sobie "W życiu bym nie powiedział/a, że to Linkin Park". Utwór bardzo nastrojowy, Shinoda i Bennngton śpiewają razem niemal przez cały numer - bardzo elektroniczny, uspokajający, ze świetnym momentem kulminacyjnym i bardzo dobrym tekstem o pozytywnym (!) przesłaniu. Dalej mamy następny przerwynik zatytułowany "Jornada Del Muerto" i mimo hiszpańskiego tytułu możemy w nim odnaleźć... japońskie wokalizy. Kawałek stanowi wstęp do "Waiting For The End" - zapowiadanego drugiego singla promującego krążek. Numer określiłbym jako bardzo "czarny", rytm nadają tu funkujące bębny i i bardzo "leniwe" wokale Benningtona. W kawałku pojawia się również rap Shinody, ale jest on zupełnie inny niż dotychczas - podkręcony harmoniami wokalnymi brzmi troche niczym wyjęty z płyty Seana Paula. Kawałek z tych przy których można głową kiwać. I po raz kolejny bardzo dobry liryk.

"Blackout"
to następny numer. I tutaj, "popierd...." to i tak dość delikatne określenie tegoż :bum: Bennington zdziera gardło jak chyba nigdy wcześniej i to na tle bardzo radosnego, szybkiego, melodyjnego tanecznego podkładu. Opętańcze krzyki Chestera kończą się dość niespodziewanie by ustapić miejsca delikatnemu wokalowi Shinody i w końcu wspólnemu śpiewaniu. Mnóstwo tu zabawy elektroniką i studyjnych sztuczek, które nieco przywodzą klimat "Reanimation". Duch tej płyty jak i "Hybrydy" unosi się w następnym numerze pt. "Wretches & Kings". Muzycznie jest to moc jakiej nie było wcześniej. Kawałek zaczyna się przemową Mario Savio - jednego z amerykańskich obrońców praw pracowniczych z lat 60-ych. Shinoda rapuje mocno zaangażowany społecznie (a ile tu follow-upów do klasyki rapu, haha :D) tekst na tle dirty southowego bitu połączonego z NIESAMOWICIE ciężkimi, mechanicznymi gitarami, a w refrenie mamy równie mocnego Chestera. Gwarantowany koncertowy killer. Słuchać tylko z basami podkreconymi na maksa.

I znowu po chwili agresji mamy uspakajający przerywnik - "Wisdom, Justice & Love". Jeden z lepszych skitów na tej płycie zawierający nastrojowe pianino i przemówienie Martina Luther Kinga, które powoli nabiera złowieszczego klimatu. Skit gładko przechodzi w jeden z moich ulubionych numerów na tej płycie czyli w "Iridescent". Dość spokojny kawałek gdzie wpływy U2 spotykają się z Depeche Mode. Numer wyjątkowy bo po raz drugi w historii LP zespół w pewnym momencie śpiewa tu... całą szóstką. Jest to numer, do którego (mimo względnej nowości) mam bardzo osobisty stosunek.

Przechodzimy do momentu kulminacyjnego. "Fallout" to wokoderowe zaśpiewy Mike'a (tekst z "Burning In The Skies"), które idealnie wprowadzają w elektroniczny wulkan energii jakim jest "The Catalyst" - pierwszy singiel promujący "A Thousand Suns". Umieszczenie "Katalizatora" pod koniec płyty to świetny manewr ze strony zespołu. Numer to sama energia - szybki z fajnym bitem i partią syntezatora, który pełni tu rolę wiodącą. Plus za fenomenalną końcówkę, która jest popisówą Roba Bourdona - perkusisty zespołu. Epilog płyty to "The Messenger" - kolejny numer, który sprawi, że będziecie przewracać gałami ze zdziwienia. Sam Chester i gitara akustyczna, do której później dochodzi pianino. Mimo małej złożoności numeru emocje są tutaj tak duże, że da się je kroić nożem. Ciekawe zakończenie albumu.

Na pewno jest to album różnorodny, wielowarstwowy, miejscami dziwny, dość eklektyczny (jak oni na żywo zagrają to wszystko? :blink: ), w porówaniu z poprzednimi wydanictwami zespołu to istna kraina łagodności. Przychylam się do tego co zespół mówił o tym albumie - warto przesłuchać płyty od początku do końca. Troche to jak jazda rollercoasterem. Ale jak to z rollercoasterami bywa, niektórzy będą się radować, inni będą za wszelką cenę chcieli zatrzymać się i przesiąść na coś innego, a jeszcze inni pewnie zwymiotują w trakcie jazdy. Osobiście należę do tej pierwszej grupy. A Wy?

Ocena: 6/7
without order nothing exists, witout chaos nothing evolves.

Awatar użytkownika
leviathan_16
Początkujący
Posty: 127
Rejestracja: 26.08.07, 18:13
Lokalizacja: Gdzieś w Superprzestrzeni między Otchłanią, a Absolutem

Re: Recenzje

Postautor: leviathan_16 » 10.09.10, 20:16

Coz... 10 wrzesnia 2010... swiatowa premiera A1kS... w polsce bedzie miec miejsce dopiero 13 dnia 9 miesiaca... skwituje album nieco krocej niz Nookey

A Thousand Suns

The Requiem - podoba mi sie to intro... ale nie wiedzialem, ze to glos Mike'a zostal tak znieksztalcony przy spiewaniu slow z The Catalyst

The Radiance - tutaj bardzo podoba mi sie to pulsowanie w tle slow Oppenheimera

The Burning in the Skies - coz... nie zwrocilem zbytnio uwagi na lyrics w utworach tego albumu... przynajmniej jeszcze... ale glownie melodie i w ogole... niestety Burning in the Skies nie przypadl mi do gustu w tym wypadku...

Empty Spaces - swierszczyki, eksplozje... dlaczego widze nocne starcie w wietnamie? :P

When They Come for Me - no ba... jeden z moich faworytow na tej plycie :) bez watpienia... wycie Mike'a w tle... jego AaaAAAaa, me like :D czyz to nie Tribal Rock? w kazdym razie plus wielki i jak to opowiadalem panu N na komunikatorze... tutaj widze jak ktos ucieka przez dzungle... mamy noc, rozgwiezdzone niebo i wielki ksiezyc w pelni gorujacy nad drzewami... uciekaj oni sa blisko...

Robot Boy - w miare spokojny utworek... musialem pare razy przesluchac i w koncu przypadl do gustu i mnie

Jornada Del Muerto - powiem krotko...

持ち上げる. 解き放す.
Mochiagete. Tokihanashite
Lift me up. Let Me go.

Waiting for the End - coz... co prawda nie faworyt, ale rowniez interesujacy utwor... lubie taki spokojny spiew Czeska :)

Blackout - kolejny z moich faworytow tego albumu :) osobiscie uwazam, ze tutaj Czesiek zgniata jajca, nie mam absolutnie zadnych przeciw wskazan przy sluchaniu tego :P

Wrectches and Kings - smaczek dla Hybrydowych Meteorow, poczatek bardzo mi sie podoba, a dalej wcale nie jest gorzej, milo przytulnie i nostalgia z czasow meteory i hybrydy wraca :D

Wisdom, Justice, and Love - Martin Luther King... barwa jego glosu i melodia sie zmienia... jak dla mnie bomba :)

Iridescent - pozytywny utworek, jednak faworytem mym nie zostal, ale lubie go sluchac

Fallout - coz... niewiele moge o nim powiedziec, nie jest jakims wybitnie urozmaiconym trackiem, ale jako wprowadzenie do Katalizatora jest calkiem, calkiem

The Catalyst - ostatni z moich faworytow na tej plycie... poczatkowy spiew Mike'a w polaczeniu z tym co widzialem w klipie... po prostu wow mimo iz nie jest to cos spektakularnego, dla odmiany gdy slysze Czeska zanim piosenka sie rozkreca to chce mi sie smiac... ponownie przypomina mi sie scena z teledysku, gdy na wpol wynurzajacy sie lub zanurzajacy sie owy pan spiewa i wymachuje rekoma :D na pewno jeden z utworow, ktore moglbym dluuugo sluchac

The Messenger - nagly przeskok na spokoj... coz... nie mam nic przeciwko tej sciezce, ale jednak podobnie jak Burning in the Skies nie trafil do mnie :P

Podsumowujac:
Faworyci: When They Come for Me, Blackout, Wrectches and Kings, The Catalyst
No to gramy: The Requiem, The Radiance, Robot Boy, Jornada Del Muerto; Wisdom, Justice, and Love
Milo i sympatycznie: Waiting for the End, Iridescent
Przerywnik jak przerywnik: Empty Spaces, Fallout
No niestety: The Burning in the Skies, The Messenger

Ogólna ocena: 4+/6
Między mrokiem Otchłani, a światłem Absolutu istnieje Super Przestrzeń. W miejscu tym pośród wielu wymiarów panują niepodzielnie Kreatorzy i Dozorcy. Jednak seria zdarzeń w jednym z kosmosów, mimo iż drobna w skali multiversum może zmienić to miejsce na zawsze.

Chaos Theory

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 17.09.10, 15:12

Moja recenzja AKS będzie znacznie krótsza :D

Na razie podoba mi się tak średnio - może z czasem, jak się osłucham będzie lepiej (lub gorzej - nie da się wykluczyć, że część kawałków ma potencjał irytujący :fiufiu: ). Na razie stwierdzam, że całościowo jest chyba lepiej niż w M2M, choć bez szału.

Ocena: maybe later.

Jako uzupełnienie dodam jeszcze reakcję Alte:
"TO jest Linkin Park?" ;-]

Pozdrowienia :byebye:
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

Awatar użytkownika
Nook
Początkujący
Posty: 93
Rejestracja: 08.09.07, 12:39
Lokalizacja: Złomowisko dusz

Re: Recenzje

Postautor: Nook » 18.09.10, 09:18

:D

Mogę tylko dodać, że inne albumy z kręgu mainstreamowego rocka prezentują się mizernie. Nowy Korn ("Korn III - Remember Who You Are") to obraz nędzy i rozpaczy, a nowe Disturbed ("Asylum") nudzi i niczym nie zaskakuje. Tym ostatnim przydałoby się małe odświeżenie formuły, a tych pierwszych imho nic już nie uratuje :P Cała nadzieja w Limp Bizkit, którzy na koncertach z powodzeniem tłuką już nowy materiał ("Why Try" i "Walking Away"), ale całej "Gold Cobry" ni widu, ni słychu.

Z gitarowych rzeczy z tego roku prowadzą u mnie nowe albumy od Poets of the Fall (ale to nie dziwota :P panowie z Finlandii jeszcze słabej płyty nie wydali), Fear Factory (mocna rzecz) czy Solution .45 (klimaty In Flames, aczkolwiek nieco bardziej melodyjne).

Jeszcze co do ATS, płyta ma polski akcent. W jeden z utworów wkład miał niejaki NoBraiN - koleś ze Świdnicy, który wygrał konkurs na remiks "The Catalyst" :)
without order nothing exists, witout chaos nothing evolves.

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 18.09.10, 14:03

Mogę tylko dodać, że inne albumy z kręgu mainstreamowego rocka prezentują się mizernie. Nowy Korn ("Korn III - Remember Who You Are") to obraz nędzy i rozpaczy, a nowe Disturbed ("Asylum") nudzi i niczym nie zaskakuje. Tym ostatnim przydałoby się małe odświeżenie formuły, a tych pierwszych imho nic już nie uratuje Cała nadzieja w Limp Bizkit, którzy na koncertach z powodzeniem tłuką już nowy materiał ("Why Try" i "Walking Away"), ale całej "Gold Cobry" ni widu, ni słychu.


Hehe, "a za naszych czasów to dopiero była muzyka, nie to ce te nowomodne..." ;-)

Z gitarowych rzeczy z tego roku prowadzą u mnie nowe albumy od Poets of the Fall (ale to nie dziwota panowie z Finlandii jeszcze słabej płyty nie wydali), Fear Factory (mocna rzecz) czy Solution .45 (klimaty In Flames, aczkolwiek nieco bardziej melodyjne).


Nowy PoTF jest faktycznie dobry, ale nie zgodzę się z drugą częścią zdania o nich - ten nowy jest dobry głównie w kontraście do średniego poprzedniego (ale oba są słabsze niż dwa pierwsze). Pozostałych nie znam (yet! ;) ). Słucham za to właśnie "Motorizera" Motórheada i jest nawet całkiem-całkiem (jak na razie).

Jeszcze co do ATS, płyta ma polski akcent. W jeden z utworów wkład miał niejaki NoBraiN - koleś ze Świdnicy, który wygrał konkurs na remiks "The Catalyst"


IMO jeden z głównych problemów tej płyty jest taki, że wszystkie utwory brzmią jak swoje własne remiksy, więc nie wiem czy ten wkład wyszedł na plus :-P

Pozdrowienia :byebye:
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

Awatar użytkownika
Nook
Początkujący
Posty: 93
Rejestracja: 08.09.07, 12:39
Lokalizacja: Złomowisko dusz

Re: Recenzje

Postautor: Nook » 19.09.10, 13:46

Hehe, "a za naszych czasów to dopiero była muzyka, nie to ce te nowomodne..." ;-)


Paradoksalnie wolę te nowomodne :P

I do kolekcji ciekawych gitarowych płyt z tego roku dorzucam "Clinic For Dolls" zespołu UnSun. Female-fronted metal made in Polska. O ile debiut ("The End of Life") był koszmarny, to druga płyta jest bardzo dobra. Brzmienie to coś na przecięciu Lacuna Coil z Disturbed. Przeszkadzać może tylko słaba angielszczyzna i ogólny warsztat wokalistki, ale i do tego można się przyzwyczaić. Tak czy siak warte posłuchania :)
without order nothing exists, witout chaos nothing evolves.

Awatar użytkownika
Nook
Początkujący
Posty: 93
Rejestracja: 08.09.07, 12:39
Lokalizacja: Złomowisko dusz

Re: Recenzje

Postautor: Nook » 13.07.11, 17:44

Nie będzie to recka, ale polecajka bardziej.

Limp Bizkit - Gold Cobra

Można powiedzieć "WRESZCIE!". Ciężko zliczyć ile było obietnic, przekładania i innych takich, ale grunt, że jest. Na płycie jest wszystko z czym się kojarzyli LB - głupkowate teksty Dursta, wykręcone riffy Borlanda (Wes przechodzi samego siebie tutaj), grułwiasta sekcja rytmiczna Riversa i Otto. "Złota Kobra" to w żadnym wypadku rewolucja, a bardziej LB w pigułce. Jeśli ktoś lubił Bizkitów, słuchając ich nowego albumu może poczuc się 10 lat młodszy :) Jeśli ktoś mi nie wierzy, polecam obejrzeć klip do tytułowego kawałka ( klik! ).
without order nothing exists, witout chaos nothing evolves.

Awatar użytkownika
Tufturek
Zaawansowany
Posty: 694
Rejestracja: 25.08.07, 22:00
Lokalizacja: Outside Reality
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: Tufturek » 13.07.11, 21:00

Dzięki za info, Nook, will check it out. Chętnie poczuję się 10 lat młodszy. :)

Pozdrowienia :byebye:
Outside Reality -> http://outsidereality.pl

Awatar użytkownika
MaXDemage
Początkujący
Posty: 99
Rejestracja: 26.08.07, 18:55
Kontaktowanie:

Re: Recenzje

Postautor: MaXDemage » 16.07.11, 12:22

WRESZCIE!

Nook, dzięki człowieku - bo zapatrzony w My Little Pony nawet bym nie wiedział że kapela wszechczasów wróciła. Masz u mnie mega wielkie piwo... a nawet 3!

I fakt. Poczułem sie 10 lat młodszy - teledysk mial tak oldskulowy feel do siebie, że od 23 sekundy miałem non stop wielkiego banana na twarzy :woot: :woot: :woot: :woot: :woot: :woot: :woot: :woot:


Piosenka i teledysk "Golden Cobra" dostaje od mnie 8 na 7 i "MaXDemage Golden Seal of Approval"!!!!


Wróć do „Fanowskie Sprawy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron