Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Dziurawy Kocioł - czynny 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Miejsce spotkań czarodziejów, nie tylko spod znaku Harry'ego Pottera.

Moderatorzy: Minerwa, Adam Widur, Calluna

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Minerwa » 31.07.08, 09:20

Tallis, naprawdę nigdy nie wiadomo, co się może komuś przydać! I co kogo zainteresuje. Więc trudno powiedziec, że coś jest niepotrzebne albo nieinteresujące. Ten ostatni tekst mam np. szczerą wolę przeczytać... tylko jednego nie rozumiem. Dlaczego miejscami bez ostrzeżenia przesiadasz się na angielski, a potem apiać wracasz na polski?

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Tallis » 31.07.08, 19:37

Bo mi sie nie chciało wszystkiego tłumaczyc :) to za skomplikowane teksty jak dla mnie do przekładania. Wiec zostawiłam te cytatu w spokoju. I tak kilka innych dałam po polsku.
poz
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Minerwa » 21.11.08, 17:41

Adaptacje Lema - skopiowane z Wikipedii:

Książki, opowiadania i pomysły stanowiły podstawę wielu adaptacji filmowych. Jakkolwiek Lem był znany z krytycznego do nich podejścia (wyjątkiem jest Przekładaniec z Bogumiłem Kobielą w roli głównej, do którego pisał scenariusz i którego powstawanie pilnie śledził).

* Milcząca Gwiazda (Der Schweigende Stern 1960) - reż. Kurt Maetzig (NRD, Polska). Na podstawie powieści Astronauci;
* Wycieczka w kosmos (1961) - reż. Krzysztof Dębowski (Polska). Film animowany na podstawie oryginalnego scenariusza;
* Bezludna planeta (1962) - reż. Krzysztof Dębowski (Polska). Film animowany na podstawie oryginalnego scenariusza;
* Pułapka (1962) - reż. Krzysztof Dębowski (Polska). Film animowany na podstawie oryginalnego scenariusza[36];
* Ikaria XB 1 (Ikarie XB 1 1963) - reż. Jindřich Polák (Czechosłowacja ). Na podstawie powieści Obłok Magellana, aczkolwiek nie jest to wspomniane w napisach końcowych;
* Profesor Zazul (1965) - reż. Marek Nowicki, Jerzy Stawicki (Polska). Na podstawie opowiadania III - Ze wspomnień Ijona Tichego;
* Przyjaciel (1965) - reż. Marek Nowicki , Jerzy Stawicki (Polska). Na podstawie opowiadania o tym samym tytule ze zbioru Inwazja z Aldebarana;
* Przekładaniec (1968) - reż. Andrzej Wajda (Polska). Na podstawie opowiadania Czy pan istnieje Mr Jones?, ale ze specjalnie napisanym scenariuszem;
* Thirty-Minute Theatre: Roly Poly (1969) - reż. Michael Hart (Wielka Brytania). Scenariusz odcinka serii dramatycznej na podstawie opowiadania Czy pan istnieje Mr Jones?;
* Solaris (Соля́рис 1970) - reż. Nikołaj Nirenburg (ZSRR). Dwuczęściowy film TV, na podstawie powieści o tym samym tytule;
* Cyberiada (1971) - reż. Stanisław Wohl, kier. muz. Antoni Wicherek (Polska). Pierwszy akt opery Krzysztofa Meyera do libretta na podstawie Cyberiady;
* Solaris (Solyaris, Соля́рис 1972) - reż. Andriej Tarkowski (ZSRR). Na podstawie powieści o tym samym tytule;
* Opowieści o pilocie Pirxie (Pirx pilóta kalandjai 1972) - reż. András Rajnai (Węgry). Serial, na podstawie zbioru opowiadań o tym samym tytule;
* Śledztwo (1973) - reż. Marek Piestrak (Polska). Na podstawie powieści o tym samym tytule;
* Test pilota Pirxa (Дознание пилота Пиркса 1978) - reż. Marek Piestrak (Polska, ZSRR - obecnie Estonia i Ukraina). Na podstawie opowiadania Rozprawa z Opowieści o pilocie Pirxie;
* Szpital przemienienia (1978) - reż. Edward Żebrowski (Polska). Na podstawie powieści o tym samym tytule;
* Victim of the Brain (1988) - reż. Piet Hoenderos (Holandia). W filmie wykorzystano m.in. opowiadanie ze zbioru Cyberiada: Wyprawa siódma, czyli o tym jak własna doskonałość Trurla do złego przywiodła;
* Marianengraben (1994) - reż. Achim Bornhak (Niemcy). Na podstawie oryginalnego scenariusza;
* Śledztwo (1997) - reż. Waldemar Krzystek (Polska). Teatr Telewizji na podstawie powieści o tym samym tytule;
* Solaris (2002) - reż. Steven Soderbergh (Stany Zjednoczone). Na podstawie powieści o tym samym tytule;
* Ijon Tichy: Raumpilot (2007) - reż. Randa Chahoup, Dennis Jacobsen (Niemcy). Sześcioodcinkowy miniserial na podstawie niektórych opowiadań z Dzienników gwiazdowych.
* 1 (2008) - reż. Zoltán Verebes (pod pseud. Pater Sparrow) (Węgry). Film wykorzystuje motyw nieistniejącej książki Jedna minuta ludzkości (One Human Minute), której recenzję Lem zamieścił w Prowokacji.

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Tallis » 20.03.09, 03:11

Hejka :)
Wstawie teraz coś - eksperymentalnie - co może zainteresuje; muzyków, zainteresowanych muzyką i kompozycją od strony technicznej, oraz w szczególności lubiących muzykę filmową. Nie jest to referat tylko tlumaczenie publikacji oficjalnej a więc proszę moderatorstwo o zdecydowanie czy nie jest za bardzo offtopiczne? To tłumaczenie fragmentów (dużych) insertu (czyli takiej książeczki dodawanej zwykle do co lepszych, pełniejszych lub bardziej kolekcjonerskich wydań płyt muzycznych)z pełnego wydania muzyki filmowej Howarda Shore z Władcy Pierscieni, konkretnie z cz 1 - FOTR. "LOTR:FOTR - Complete Recordings".
Miłej czytanki.

-----------------------------------------------

Insert do LOTR OST
Przez dziesięciolecia Władca Pierścieni J.R.R. Tolkiena zachwycał czytelników. My zaś, połączyliśmy się z uniwersalnymi tematami – wagą przyjaźni, świętością domu, odpowiedzialnością, poświęceniem, pokusą i akceptacją. Przestudiowaliśmy intrygujące pokłady konstrukcji tej opowieści – kompletną historię Śródziemia, jego języki, kultury, obyczaje, sztukę i wiedzę. Ale, oczywiście jest tam i sam spektakl – przygoda, niebezpieczeństwo i pasja. Materia typowa dla świetnego opowiadania. Być może największe dziedzictwo siły oddziaływania tej opowieści leży w poziomie zaangażowania jej, zachwyconych fanów. Niektórzy poświęcili lata na studiowanie języków wykreowanych przez Tolkiena, płynnie odmieniając w quenii i sindarinie, inni zakładali grupy dyskusyjne, analizując skład wszelkich podtekstów. Niektórzy czytają te ksiązki, co roku. Niektórzy prowadzą wyczerpujące witryny sieciowe. A niektórzy spędzili większą część dekady realizując tą opowieść dla srebrnego ekranu. W późnych latach 90 tych Peter Jackson wraz ze scenarzystkami Fran Walsh i Philipą Boyens zaczęli zbierać materiał do tego, co stałoby się twórczym dziełem o znaczeniu przełomowym. Po metodycznym zebraniu tomu Tolkiena w trzy, zdatne do dalszej pracy scenariusze zgromadzili nie mającą porównania twórczą załogę - artystów, którzy zdolni będą zrealizować tak splątaną i obszerną kinematograficzną wizję. Ci, którzy się do ekipy przyłączyli odkryli w sobie poziom zaangażowania pasujący do najbardziej żarliwych fanów Tolkiena. Praca projektancka zaczęła się na lata przed właściwymi zdjęciami i miała trwać lata po nich. Plany zbudowano kilka sezonów wcześniej, aby się właściwie zestarzały od pogody. Tuziny i tuziny kostiumów uszyto i zaprojektowano. Zatrudniono lingwistów tolkienowskich oraz metalurgów i kowali. Kółka kolczug ręcznie łączono przez cały rok. Zrobiono tysiące masek. I uszu. I stóp. Filmy te, nie tylko chętnie powitały najwyższy stopień oddania, ale zażądały go. Jackson, Walsh i Boyens wiedzieli, że ten projekt będzie stanowił wyzwanie szczególnie dla kompozytora. Film wymagał napisania 12 godzin prawie nieustannego akompaniamentu w ciągu pięciu lat. Języki, pieśni i wiersze Tolkiena musiały być włączone do filmu. I była tam też, epicka opowieść, która sama opływała w kultury, obyczaje, przyjaźń, poświęcenie, przygodę i niebezpieczeństwo. Płynąc poprzez plany, miedzy aktorami i efektami specjalnymi, muzyka miała być krwioobiegiem opowieści, wyrażającym jej poetyckie serce.
Muzyka Shora do Władcy Pierścieni stała się kreacją muzyczną, jak żadna inna muzyka filmowa. Jak w operze, ta muzyka wrzuca widownię wprost do świata opowieści, zamazując linię między intrygą a dzwiękiem, aby wytworzyć wrażenie wysokiego dramatu o wielkiej wartości artystycznej. Każda kultura ma indywidualny zestaw instrumentów, solistów i instrumentalistów oraz wyraźnie odrębny muzyczny styl. Muzyka wzmacnia, podkreśla, każdy psychologiczny i fizyczny niuans intrygi – od rozdzierającej serce wewnętrznej walki Froda, do najbardziej przełomowych, epickich bitew – z posmakiem abstrakcyjnie starożytnych i eksploratoryjnie współczesnych stylów muzycznych.
Władca Pierścieni właściwie więcej ma wspólnego z Parsifalem Wagnera niż z jego Pierścieniem Nibelungów. Pisarstwo Tolkiena miało bardzo wyraźne, rzymsko-katolickie odniesienie do świata co sprawia, że więcej jest tu wspólnego z Parsifalem niż z Nibelungami. Nibelungowie są o staronordyckich bogach i nie ma w tym ani śladu jakiegokolwiek rodzaju chrześcijańskiej myśli. Parsifal zaś, jest o miłosierdziu, wyrzeczeniu i akceptacji śmierci i, o wszystkim tym, o czym w swej istocie mówi Władca Pierścieni.
Oczekując dużej skali filmu, Shore przystąpił do pracy dając sobie rok, na każdy z trzech epizodów podczas, gdy zwykle, większość ścieżek filmowych jest komponowana w ciągu trzech, czterech tygodni. Rozwój opowieści w założeniu miał być oddany przez rozwijanie się tematów Shora. Wplecionych do soundtraku jest ponad 80 odrębnych laitmotywów. To bardzo niezwykłe w świecie filmu, gdzie nawet najbardziej dopracowana ścieżka muzyczna nie zawiera więcej, jak około 20 tematów.
Śródziemie autora jest światem pojednanym przez cel, zjednoczonym, aby odeprzeć wolę Pierścienia i, czyniąc to zapewnić przyszłość ufundowaną na, nowo wykutych relacjach. Tematy przeznaczone dla poszczególnych kultur Śródziemia wypełniono niezauważalnymi, subtelnymi związkami kultury jednej z drugą. Pierwsze trzy dzwieki tematu Shire, wznoszą się po stopniach skali majorowej, by zawsze wzywać hobbitów z powrotem do zielonego domu, podczas, gdy temat Kuszenie Pierścienia, wznosi się o trzy stopnie w skali minorowej, by naginać wszystkie rasy do swej woli. Te same trzy nuty, dzwięczą walecznie i ochronnie w drugiej połowie tematu Drużyny, koalicji ufundowanej dzięki Pierścieniowi lecz, poświęconej jego zniszczeniu. I ta sama figura jest traktowana, jako pełne akcji ostinato w sekwencjach w Morii i w Jaskini Szeloby, gdzie Pierścień przywiódł naszych bohaterów na ich zgubę. Temat Elfów z Lothlorien, którzy mają wyjątkowe zrozumienie Saurona i Pierścienia nabyte przez tysiąclecia przejmuje te trzy, wznoszące się dzwięki i zmienia je do postaci egzotycznych, wzrastających (powiększonych) harmonii przypisanych do elfów i do pradawnych epok Śródziemia. To samo chromatyczne wyczucie harmoni wpisane jest w materiał starożytnego Gondoru i, co ważniejsze, wiekowego żalu Golluma. Rozdzierający, żałosny temat Golluma jest przepleciony z muzyką dla motywu Historia Pierścienia, które razem nadają oddech życia filmowi, dwoma, przedłużonymi wznoszącymi się akordami, oddzielonymi półtonem. To wrażenie okręgu połączeń, wrażenie powiązań zataczających krąg, daje możność Shorowi nie tylko na podkreślenie międzykulturowych związków obecnych w świecie Tolkiena, ale i na oświetlenie najważniejszych dramatycznych kwestii: oddania, kuszenia, czystości, dobra i zła. Każda kultura z właściwym sobie, unikalnym stylem muzycznym, i z kilkoma tematami, solistami i instrumentami. Ścieżka początkowo zawiera zachodnie wcielenie orkiestry symfonicznej i chóru, ale pomiędzy standardowymi instrumentami takimi, jak smyczki, blachy i dęte drewniane, zagnieżdżone są dwa tuziny instrumentów specjalnych pozbieranych w kulturach z całego swiata. „To Śródziemie sprzed 5 – 6 tysięcy lat a instrumentów użyto do oddania charakteru tego okresu. Chciałem także pokazać ewolucję muzyki i skąd wczesna muzyka pochodziła – ludzie śpiewający i grający na fletach i piszczałkach. I oczywiście te instrumenty przekształcały się w to, co my dziś znamy, jako nasze instrumenty zachodnie.” Shore wprowadza poszczególne tematy kultur w izolacji, oddzielone od siebie, ograniczone do swych własnych standardów i wzorów, ale, gdy opowieść rozwija się materiał muzyczny zaczyna się mieszać, sugerując, że potrzeba wysiłków, z każdej strony świata.
W świecie Tolkiena Natura ma własną kulturę, tak samo, jak elfy i hobbici. To świat wolniej reagujący, bardziej niechętny skierowaniu swej siły zbrojnej przeciw Sauronowi tak więc, muzyka Natury nadpływa stopniowo w trakcie filmu. Jeden z najbardziej eterycznie pięknych momentów w FOTR nadchodzi dzięki scenie z ćmą, której Gandalf powierza swe uwolnienie z wieży Orthank. Shore wprowadza chłopięcy sopran (Edward Ross) śpiewający to, co się stanie tematem Nature’s Reclamation. Ta melodia jest antidotum na przemysłowe grzmoty muzyki Isengardu: rozległa i organiczna w kształcie, łagodna i naturalna w wyrazie. Jest ten motyw reprezentacją Natury opierającej się otaczającemu złu w prostych konstrukcjach: stopniach skali pomykających w górę i w dół, umieszczonych w najczystszych barwach dzięków w arsenale Shora. Motyw Natury bierze przykład z oddychającego, organicznego kształtu tematu Historii Pierścienia, który unika nadmiernego poczucia pulsu lub bitu. Najbardziej subtelne akcenty Shore’a tkwią w temacie Natury, tak samo, jak jego najbardziej operowe skłonności. Zatem, jak TTT i ROTK nam pokażą, jakkolwiek pasywnym może być świat, potrafi on również przywołać sobie na ratunek wielki gniew. Nature’s Reclamation otwiera ten sam stateczny, wznoszący się pół-ton, jak motyw Historii Pierścienia. Natura oczywiście jest elementem Śródziemia bardziej bezczasowym niż, Jedyny Pierścień. To Natura dostarcza owych, surowych pierwiastków, które Pierścień stworzyły i, które w końcu nieodwołalnie, zniszczą go. Tak, samo, jak temat Kuszenia Pierścienia, temat Nature’s Reclaimation zawiera chłopięce głosy sugerujące, iż czystość, którą fałszywie oferuje Pierścień istnieje prawdziwie w Naturze.
Narzędzia Howarda Shore przeznaczone dla muzycznego głosu samego Śródziemia są dość podobne do tych, przeznaczonych dla muzyki Natury. Linie melodyczne gładko płyną w opalizujących, akordowych frazach, które bez wysiłku wnikają jedna w drugą. Ruch harmoniczny daje wrażenie komfortu ale jest nieco efemeryczny. Zapis ma tendencje do koncentrowania się raczej na relacjach między wieloma liniami niż, na poszczególnych melodiach. Faktycznie to owe szerokie uderzenia bardziej niż, jakiekolwiek szczególne instrumentacje lub harmoniczne narzędzia, decydują o kształcie muzyki Śródziemia. Warto zanotować, że podczas, gdy temat Natury prezentuje określone pragnienie naturalnego świata (oczyszczenia z sauronowej industrializacji)
muzyka samego Śródziemia poszukuje swej własnej równowagi. Te tematy reprezentują porządek – równowagę między wysiłkiem a osiągnięciem, smutkiem i radością, strachem i bezpieczeństwem – i, jako takie, zgrupowane są w dwie kategorie – tematów Ring Quest (Wyprawy Pierścienia, zajmujących się wedrówką Pierścienia przez świat) i All Shall Come to Darkness (Wszystko podąży ku Ciemności) powiązanych ze światem śmierci i rozpaczy.
Temat Ring Quest to kolekcja krótkich, splecionych ze sobą tematów, z których każdy reprezentuje podróż Drużyny. Pierwszy z nich, The Journey There słychać, przy pierwszych krokach wyprawy Froda i Sama. Linia melodyczna rozciąga się wciąż pod górę, zakreślając te same, złowieszcze, rosnące harmonie słyszane w temacie Rivendell. Drugi temat w kategorii Ring Quest to Dangerous Passes grany wielokrotnie, gdy całkiem już sformowana Drużyna opuszcza Rivendell i skierowuje się w stronę przełęczy Caradrhas. Zapis jest płaski, pustynny lecz, jednocześnie uparcie powracający, ukazując mijanie czasu i odległości, szerokimi, łukowatymi liniami. Shore ochładza swą muzyczną paletę umieszczając ten temat wysoko na smyczkach i wzmagając chromatyczną niestabilność. Wywołane tym tematem rozciągnięte kształty, jakby zmęczone ramiona reprezentują uciążliwą, obciążoną brzemieniem trasę leżącą przed Drużyną. Elastyczny motyw Evil Times jest jedynym wśród Ring Quest motywem wiążącym się, z każdą, poszczególną postacią, cierpiącą przeszkody na drodze do zniszczenia Pierścienia – pozostałe motywy Questu są przypisane tylko członkom Drużyny, jako całości. Ta krótka partia biegnie poprzez wszelkie wariacje, a jednak cały czas zachowuje znaczenie trudów i cierpień, jakie znoszą bohaterowie. Evil Times ukazuje się po raz pierwszy, gdy Gandalf jest uwięziony na szczycie Orthanku w Drużynie a powiększa swą ważność i częstotliwość pojawiania się, aż do ostro pulsującego tła, które prowadzi Sama do Cirith Ungol w Powrocie Króla. I, choć Evil Times jest najsubtelniejszym z kolekcji motywów Ring Quest, jest też najbardziej obecnym, ciągle wplatanym, jak samo cierpienie w nić wyprawy Drużyny. All Shall Come to Darkness. To cztero nutowe motto na wysokich smyczkach skrzywiony odłamek skali chromatycznej, którego użyto dwa razy w FOTR: raz dla sceny śmierci Elendila, ojca Isildura a raz, gdy Boromir próbuje odebrać Frodowi Pierścień na Amon Hen. Oba użycia tematu The Fall of Men zawierają ludzką słabość i śmierć a temat ten przywołuje powtarzającą się klęskę Ludzkości w oporze wobec Pierścienia. The Noble End napisany na chór chłopięcy, najpierw odnosił się do śmierci Boromira w Drużynie a powracał, by znów oznaczać śmierć, smutek, honor i poświęcenie w Powrocie. Tak samo, jak przy wprowadzaniu tematu Gondoru i tematu Natury, zapoczątkowanych w Drużynie ważność tej melodii nie jest czymś widocznym od początku filmu.

Pierścień Jedyny jest najbardziej aktywnym elementem muzycznej opowieści. Ma trzy, odrębne tematy mające reprezentować jego wielopłaszczyznową naturę. Te trzy motywy częstokroć odnawiają się na tych samych instrumentach, w tej samej tonacji i w tym samym stylu, sugerując trwałą i bezgraniczną naturę. Potęga Pierścienia leży w jego uniwersalnym przekazie. Wieść nie potrzebuje być dostosowywana do choćby najlichszej z jego ofiar. Jeśli można powiedzieć, że soundtrak ma motyw centralny, to tu jest nim ta minorowa, znużona, melodyjna smuga. Pierwszy raz słychać go, gdy widzimy litery tytułu The Lord of The Rings i ponownie się pojawia, zawsze, gdy Jedyny zmienia właściciela lub wyraźnie naznacza postęp w swej podróży. Melodia wznosi się i opada w powolnym jak oddech wzorcu, który służy do antropomorfizacji mocy Pierścienia, jednocześnie kreując swój okrągły kształt. Ten oddychający wzór znak firmowy Shora pojawia się ciągle, poprzez całą muzykę, aby nadać jej poczucie organiczności. „Piszę w tym, jakby oddychającym rytmie, aby odczuło się jego naturalność. To ludzkie uczucie”. Ten temat zawiera w sobie zarazem i upływ czasu i przedwczesny smutek, sugerujące jak niewypowiedziane zagrożenie niesie ze sobą Pierścień.. Temat Kuszenie Pierścienia umieszczony na czystych, przejrzystych dzwiękach chłopięcych głosów i akcentowany przez brzęczące uderzenia basowych bębnów reprezentuje wszechogarniającą pokusę Jedynego. Melodia dryfuje
przez D-minorową skalę a jej fragmenty tworzą odległą i nieuchwytną inkantację. Chóry chłopięce wyrażają zarówno oszukańczą czystość, jaką oferuje Pierścień, jak i chłopięcy status hobbitów. „Jest w tym pewne powiazanie z hobbitami. Wydaje się, że chłopięcy chór odpowiada tu bardziej niż, chór męski lub żeński. I, choć oni sami nie są już chłopcami to istnieje w nich podobna właściwość.” Hobbici oczywiście, zachowali optymizm właściwy młodości, taki, jaki ludzie już utracili – i stąd ludzie są bardziej podatni na syreni śpiew Pierścienia. Temat powraca, gdy kolejno Boromir, Aragorn i Faramir przemyślają nad odebraniem Frodowi Pierścienia.
Chóru chłopięcego użyto także przy Boromirowym pasażu A Noble End w FOTR i ROTK sugerując, że być może to pokuszenie przywiodło go do zguby albo, może, że jedynie przez swój ostatni, bezinteresowny czyn Boromir osiągnął heroizm, który mu fałszywie obiecywał Pierścień. Chór ze swym brzmieniem, młodzieńczym lecz walecznym podkreśla wyraźną różnicę między hobbitami a człowiekiem. Bez swego obrońcy Merry i Pippin są bezbronni w obliczu szarży orków, mimo własnych, szlachetnych wysiłków. A jednak, mimo całej siły tkwiącej w przedstawicielu ludzkości Boromir nie zdołał uczynić tego, co Merry i Pippin właśnie uczynili – pozwolili Frodowi zachować Pierścień. „Boromir jest taki smutny i wie, że nie wytrzyma długo, i wtedy znów słyszycie śpiew chóru. Który ma wspaniały, śmiały, waleczny ton. A hobbici w tym punkcie wydają się, że mogliby zostać Aragornem i Boromirem, mogliby być mężczyznami ale, byli nadal chłopcami w pewnym sensie.”
Druga fraza motywu Drużyny cytuje pierwsze trzy akordy motywu Kuszenie Pierścienia podświadomie związując wyprawę Drużyny z innego rodzaju oddaniem Pierścieniowi. Chóry chłopięce również reprezentują prawdziwą czystość w motywie Natury – Nature’s Reclamation. Temat The Evil of The Ring – trzeci temat dla Jedynego Pierścienia jest nieludzkim, nieczułym warkotem ograniczonym tylko do czterech tonów i niezachwianym w dążeniu do celu. Ten material muzyczny przeznaczony jest dla najbardziej bestialskich skłonności Pierścienia oraz dla samego Mordoru. W pisarstwie Tolkiena zło Pierścienia i zło Mordoru to, w istocie to samo zło – moc Saurona jest nierozerwalnie złączona z jego wykutym tworem. Motyw ten odnosi obu – Saurona i Mordor, do kolekcji motywów Jedynego. Jak czynił to z innymi, starodawnymi rasami Śródziemia Shore także tutaj traktuje ten motyw wschodnio zabarwionymi harmonicznymi modulacjami [lub alteracjami – inflections w dziedzinie muzyki i dzwięku, tłumaczy się jako ‘alteracje’ lub ‘modulacje’] (widać to, drugie przejście z taktu na trzy do taktu na cztery), sugerującymi dawną epokę krainy. Interwały melodii przywołują odległy wschodni posmak i, odpowiednio, temat ten zawiera rhaitę – rodzaj oboju, marokański instrument dęty
o podwójnym stroiku. W ciągu całego filmu Shore używa wschodnich zabarwień, aby przedstawić starodawne i nieziemskie stworzenia Tolkiena. Motyw The Evil of The Ring słychać w Drużynie ledwo kilka razy, ponieważ, chociaż sam Pierścień jest ciągle obecny to, Sauron – manifestacja zła Pierścienia jest nadal bardzo daleki. Dwie Wieże przywołują ów temat już dużo częściej, jednakże to tylko w Powrocie Króla ten skrzywiony kolec melodii zaczyna dominować w zapisie.
Shire i hobbici są trwale nierozłączni. Ta melodia nie pojawia się wcześniaj, jak, gdy film ukazuje Hobbiton – Prolog Bilba w jaskini Golluma nie zasługuje jeszcze na nią. To pomysł powzięty prosto z twórczości Tolkiena – nie poznamy prawdziwej natury hobbitów, zanim nie zobaczymy Shire. W pewien sposób, odwaga zawarta w tym temacie rozwija się, ponieważ motyw ten reprezentuje najprostszy i najmniej heroiczny aspekt życia – bezpieczeństwo, jedzenie i picie, przyjaciół – a jednak mimo tych podstaw swej natury hobbici przejawiają wytrwałość. Melodia ta ma w filmie najbardziej zasadnicze znaczenie. Wprowadza poczucie domu, bezpiecznego i regularnego stylu życia, które są zagrożone przez Saurona i Pierścień. Temat Shire przypomina odbiorcy, że mimo całej spektakularności i teatralności LOTR jest tak naprawdę o prostych sprawach – przyjaźni, lojalności i świętości domu. Gdy sytuacja w Śródziemiu się pogarsza mamy w tym motywie wyraźne przypomnienie co jest stawką. Temat ten złożony jest z podstawowych i niezbyt ozdobnych elementów muzycznych. Diatoniczna melodia sugeruje prostą, pentatoniczną skalę podczas, gdy harmonie prezentują jedynie rozsądną garść zmian akordowych. Ponieważ ten motyw jest tak prosty i elastycznie skonstruowany, Shore ma możność stworzenia z niego czterech, wyrazistych wariacji: The Pansieve Setting, The Rural Setting, The Hymn Seting oraz A Hobbit Understanding.
The Pensieve Setting w klasyczny sposób realizuje orkiestra i używany jest przy scenach wspomnieniowych. Motyw pojawia się częstokroć w swym, bardziej żwawym wcieleniu, jako solówka fletu. A, gdy tego wymaga scena melodię powtarza bardziej dostojnie, solówka klarnetu w nieco głębszym odcieniu melancholii. „Kiedy nie używam fletu, klarnet jest niezłym zamiennikiem dla niego. Jest bardziej elegancki”. Kiedy hobbici opuszczą dom temat przechodzi we wrażenie tęsknoty. Używany przez TTT i ROTK, jako chór smyczków, kiedy wspomina się przeszłe życie.
The Rural Setting grany jest jako zawadiacka, wiejska melodia o celtyckich wpływach. „Chcieliśmy poczuć, że to hobbici grają taką muzykę, więc nadaliśmy jej taką jakość. Peter powiedziałby – zróbcie to hobbicko. Był świetny w wydobywaniu, poprzez mnie, aktorstwa z wykonawców. Zawsze był świadomy czynnika ludzkiego.”
Wariację tą napisano na lekką orkiestrę i zbiór ludowych instrumentów; bodran, gitarę, celtycką harfę, muzet, celestę i cymbały oraz flażolet (inne nazwy to flaszynet, Irish whistle, Tin whistle, flecik polski) i skrzypki, na których grają Mike Taylor i Dermot Crehan. Ta dziarska muzyczna paleta reprezentuje łagodne i niefrasobliwe życie w Hobbitonie, nawet, gdy sam materiał tematyczny nie jest używany. Prawdopodobnie najważniejszą rolę w tym motywie ma flażolet choć, nie wyłącznie. Trzecią interpretacją tematu Shire jest The Hymn Setting, który opłakuje stratę niewinności, jednocześnie świętując zdecydowanie w obliczu przeciwnika. To szerokie odczytanie materiału dotyczącego hobbitów, posadowione na najbogatszych wysokościach pełnej orkiestry.
W poprzednich dwu wariacjach obszary harmoniczne istnieją przez dłuższe okresy, niemal w modalnym stylu dawnego świata. Ale The Hymn Setting regularnie wznosi je, na każdy inny rytm dla uzyskania efektu chorałowego wyraźnego dla tradycyjnej muzyki religijnej Zachodu. Materiał The Hobbit’s Understanding nie jest właściwie typową wariacją. To bardziej rozwijanie krzyżujących się, zachodzących na siebie fragmentów z motywów Pensieve, Folk i Hymn – lecz komplikując je, przez wydłużone linie melodyczne i zmienne rytmy. Pomimo poziomu komplikacji muzyka pozostaje subtelna i emocjonalna. I chociaż hobbici zdolni są do wyrażania poważnych, zadumanych zdań to, nigdy nie zapominają o właściwej sobie obserwacji najprostszych dróg świata tego. Wiele pasaży z tego złączonego motywu powtarza się przez całą kompozycję i pozostaje w relacjach z prostą logiką, która zapewnia hobbitom ich unikalne rozumienie życia. Na końcu Drużyny i na końcu Wież, to Sam wyraża tę samą wiarę w naturalny porządek rzeczy, podczas, gdy ten poruszający motyw jest nadal rozwijany. I, choć temat ten pojawiał się wielokrotnie jeszcze przed tym punktem podróży to właśnie tu znajduje swój najbardziej wyraźny cel – w finale drugiego filmu.
Jak i sama śmiała koalicja, Shorowy temat Drużyny jest łączony z fragmentów przez cały pierwszy film, aby później zostać rozbitym w kawałki. W długiej wersji Drużyny na dvd pojedynczy ton, jakby na podniesienie kurtyny brzmi przy pojawieniu się napisu z podtytułem lecz, jako element opowieści pierwsze, nieśmiałe tony tego tematu towarzyszą przejściu Froda i Sama przez pole kukurydzy w Shire – bo to jest de facto początek Dryżyny. Te skrawki są rozbudowywane kiedy nowi członkowie Drużyny dołączają do hobbitów ale, nie wcześniej, jak, kiedy osiągają osadę elfów w Rivendell temat zostaje do końca uformowany. Podczas narady u Elronda melodia zaczyna drgać w średnioskalowych smyczkach i niskich blachach, kiedy zgłaszają się na służbę. I kiedy Elrond ogłasza ich Drużyną Pierścienia Shore otwiera melodię do, w pełni heroicznego tematu. „To pierwszy moment, gdy słychać ją w pełnej orchestracji. To ważna chwila, musiała być zrobiona dobrze. Film jest duzy i epicki lecz, tak wiele w nim to, tylko ruchy oczu, spojrzenia i gesty.” Jest bardzo operowy w gestach. Jest to bardzo odbiorczy ("receptywny" w sensie wizualizacji, łatwości odbioru) i sympatyczny motyw lecz, jednocześnie stalowy i nieafektowany (skromny/nieskarzony) – temat dla dobroczynnej lecz surowej misji.
I, choć zapis ten jest harmonicznie dość nowatorski (sama tonacja jest minorowa zaś harmonizacja majorowa) temat sugeruję relikty zamierzchłej przeszłości. Od chwili, gdy Gandalf spada w głebinę Morii temat Drużyny zaczyna się kruszyć i już rzadziej go słyszymy w tym samym, heroicznym przebraniu.
Druga połowa melodii Drużyny cytuje początek tematu Kuszenie Pierścienia. Fraza ta jest bliska tematowi Shire i chwilami Shore używa jej, aby obracać się wokół Shirowego materiału a najwyraźniej pod koniec pierwszego filmu. W swej dramatyczności temat ów, tworzy ogniwo, złączenie, między niebezpiecznym powabem Pierścienia, świętością domu i odległościami, które trzeba przemierzyć, aby odnowić zachwianą równowagę w Śródziemiu. Jedno, krótkie ostinato z Kopalnii Morii słyszane po raz pierwszy, gdy świecący miecz Froda wykrywa orków, cytuje trzy tony wspólne dla drugiej frazy motywu Drużyny i dla pierwszej frazy motywu Kuszenia Pierścienia, muzycznie umieszczając Pierścień Jedyny w centrum sceny akcji mimo, że dosłownie nie jest on włączany w scenę. Trzy pierwsze tony Drużyny tworzą wzór – 'cały ton w dół/cały ton w górę', podczas gdy temat Isengardu zaczyna się 'pół tonu w dół/pół tonu w górę'.
Każdy z tych sojuszy, wpływa na los Pierścienia i dlatego oba są podobne w muzycznej formie i zawartości lecz, odrębne w koloraturze i sposobie traktowania. W obu tematach ich początki porównują się, jakby dwie wizje możliwej przyszłości Śródziemia postawione wzajem naprzeciw siebie. Podczas, gdy ten półton odpowiada tajemnicy i złu w motywach Historia Pierścienia, Isengard i Zło Pierścienia, to, ten śmielszy cały ton otwierający jest jego przeciwieństwem. Ciekawe, że ten, oddzielony wzór 'trzy nuty w dół i z powrotem,' po
raz pierwszy pojawia się w Prologu do Drużyny zaczynając w tym momencie, gdy Isildur odcina Pierścień z ręki Saurona. W tym punkcie historii Śródziemia ani Isengard, jako sojusznik Mordoru ani, Drużyna, jeszcze nie istnieją lecz, to tym, jednym gestem Ludzkość zapewniła ich powstanie. Kiedy figura 'w dół i z powrotem' wspina się d-minorową skalą, tak całotonowa, jak i półtonowa wersja są użyte. Upadek Saurona reprezentuje dwuznaczną chwilę dla Śródziemia. Wydarła ona Pierścien Mordorowi, lecz oddała go w ręce człowieka.
Ten, kształt 'w dół i z powrotem' jest ukłonem w stronę Tolkiena tworząc dosłownie muzyczny odpowiednik 'tam i z powrotem' – faktycznie, odnajdujemy go wspomagającego te dokładnie słowa w piosence In Dreams.
Ten muzyczny wzór tworzy bazę dla wielu, heroicznych motywów muzycznych wydzielonych z materiału tyczącego Drużyny. Motyw Drużyny może być przearanżowywany i dostosowywany do pojedynczych jej członków. Kiedy wiąże się z Gimlim, jest potraktowany krasnoludzkimi harmioniami. Ale dla Aragorna i Gandalfa, dwu postaci, które wyłaniają się z Drużyny, jako mające nowy cel motyw jest przekształcony w ich oddzielne motywy. Nowy motyw Gandalfa nie zacznie się rozwijać aż do chwili, gdy przedstawia się Białego Czarodzieja, ponownie, w Dwóch Wieżach. Lecz motyw Aragorna zaczyna się rozwijać już w Bree. Przez cały film, Strażnik Północy pomału akceptuje swą odpowiedzialność i tak, jego motyw przemienia się, wzmacniając swe związki z melodiami reszty Śródziemia.
Pierwsza melodia reprezentująca smutny stan życia Golluma jest powtarzana w ciagu opowieści, gdy Bilbo i Frodo zaczynają okazywać to samo niewolnicze przywiązanie do Pierścienia. Temat posadowiony jest na serii luźno powiązanych minorowych arpeggiów, przez które wydobywa się sękata, poskręcana melodia, ustanawiając niezwykły śliski charakter. Smeagol/Gollum pod względem motywacji jest najbardziej skomplikowaną postacią co zostało odpowiednio wyrażone umykającą tonalnością tematu. Poprzez całą Drużynę Gollum jest niczym więcej, jak skrytym w cieniu intruzem zawsze ledwie kilka kroków za Drużyną i swym skarbem. Shore maluje mu smutny i żałosny portret tematem „Pity”, który staje się centralnym tematem w pierwszym filmie reprezentując Golluma i jego wpływ nawet, gdy sama postać nadal pozostaje w cieniu.
Tematy muzyczne elfów są unikalne w muzycznym świecie Śródziemia. Kultura elficka osiągnęła apogeum na wiele wieków przed historią z „Władcy Pierścieni” i odpowiednio muzyka ta odczuwana jest, jako coś, co pochodzi z innej epoki. Zapis jest skąpany w harmoniach chromatycznych, wschodnich wpływach oraz niecodziennych, rzadkich instrumentach. Pasaże chorałowe także są zbudowane odmiennie, używając jedynie delikatnych kobiecych głosów. Shore wybiera dla nich bardziej przejrzyste tony orkiestry – wysokie głosy, czyste figury pozbawione ciężkich harmonizacji, poukładany, pomysłowy świat dzwięków. Przez ten materiał płynie strumień statecznej bezczasowości, jak również smutek, który mówi o końcu epoki. Obie kultury elfów – z Rivendell i z Lorien – zachowują swą, w sensie abstrakcyjnym – patynę wieków, przez cały film, chociaż obierają odmienne ścieżki rozwoju. Podczas, gdy materiał Lothlorien zaczyna, jako kraj obcy i nieznacznie onieśmielający, po czym stanie się krajem znacznie bardziej gościnnym i osobowym, kiedy Gladriela udowodni swą wierność i stanie się dobroczynnym sprzymierzeńcem. Materiał Rivendell zaczyna z, dającym komfort tonem bogatego i wykwintnego miejsca wytchnienia. Lecz, staje się bardziej i bardziej mroczne odkąd jest opuszczane przez elfów, a Elrond z powodu miłości do córki rozwija ambiwalentne uczucia względem swego przybranego syna Aragorna. Elfy z Rivendell są bardziej od innych społeczności elfów otwarte na przybyszów z obcych krain, stąd, choć ich materiał nie jest pozbawiony połyskliwości, pozostaje nadal mniej egzotyczny od motywu Lothlorien. Tutaj, bardziej swojskie instrumenty ozdabiają warstwy zapisu (albo rozkwitają w warstwach zapisu), które kładą […] dla damskiego chóru i serie łukowych arpedżiów pomiędzy lśniące harmoniki dzwonów, harf i smyczków. Obie główne melodie zbudowane są z sklepionych linii, co sugeruje rosnące harmonie, zwiększone harmonie (augmentację). Jest tu poczucie dawności, cudownej wnikliwości i otwartości zapisu. Rivendellskie elfy są bardziej skłonne zangażować się w współczesne trudy Śródziemia, więc ich temat jest mniej odrębny i bardziej skłonny do reagowania na obecne sytuacje. Dwa, pozostające w relacji do siebie akordy Rivendell mają taką konstrukcję, że zarys motywu (motywu Rivendell) jest rozpoznawalny nawet, kiedy zmienia się jego głębsza zawartość. Ten zarys motywu pojawia się w scenach w elfickiej osadzie – a kiedy pojawia się Elrond lub Arwena – nieustannie nadpływa i odpływa (opada i wznosi się), jak podpis, lecz prezetuje różne oblicza troski i prestiżu.
Muzycznie Arwena jest często określana, jako mieszkanka Rivendell. Do drugiego i trzeciego filmu wprowadza ją ten sam, siedmiotonowy, wschodzący i zstępujący wzór z pięknej osady elfów. Choć nie jest buntowniczką sportretowana jest, jako mająca więcej niezależności myślenia od swych elfich pobratymców. Stąd styka się z unikalnym materiałem muzycznym, podczas jej pierwszego pojawienia się w „Drużynie Pierścienia”. Kiedy wyłania się z lasu, żeński głos intonuje wiązkę anielskich stanz w słodkim, optymistycznym wariancie rivendellskiej palety muzycznych barw. Ta, delikatna pieśń „Arwen Revealed” (Objawienie Arweny) powraca, kiedy trzyma w ramionach Froda po odparciu ataku jeźdźców. Wówczas angielski tekst dialogu Arweny przemienia się w zaklinanie podobne modlitwie.

------

Czekam na werdykt: czy może tu wisieć czy też raczej utonie? :)
poz
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Tallis » 20.03.09, 03:40

Hej :)
Referat o "Beowulfie". Rzecz z przed lat, wczoraj sobie o niej przypomniałam i odgrzebałam. Także nie jestem pewna czy to tu pasuje, jak nie to się wytnie :)

-----------------------------------------------------------------


Z języka staroangielskiego przetrwało 30 tysięcy linijek, 3182 stanowi poemat o Beowulfie. Najwcześniejszym znanym właścicielem manuskryptu był dziekan Lichfield Laurence Nowell - także badacz i autor słownika. Potem ten cenny zabytek trafił do kolekcji sir Roberta Bruca Cottona (1571 - 1631) Przechowywany był pod popiersiem cesarza Aulusa Witeliusa na półce A pozycja 15, i stąd nazwany manuskryptem Cotton Vitellius A.XV. Manuskrypt jest zszyty z dwu kodeksów, połączonych w połowie XVII w. Southwick Codex i Nowell Codex. „Beowulf” należy do kodeksu Nowella, w którym poprzedzają go fragment "Żywota św.Krzysztowa", ilustrowane "Cuda Wschodu", "List Aleksandra do Arystotelesa", po nim również fragment staroangielskiego poematu "Judyta". Historia ta, to poza głównym wątkiem dzieje dwu rodów, seria krótszych opowieści o przedstawicielach duńskiej i gockiej dynastii, dziejąca się w Danii i Szwecji, w końcu V lub początku VI w. Opowieść została po raz pierwszy zapisana w VII / VIIIw. A raczej skomponowana. Dokładna data skomponowania zależy od tego, które miejsce uznaje się za miejsce jej powstania. Do wyboru są trzy miejsca. Królestwo Northumbrii, w czasach Czcigodnego Bedy, czyli lata 680 - 730 - prężny ośrodek religijny i kulturowy. Królestwo Mercji w czasach panowania Offy, czyli lata 757 – 796. Mercja to dzisiejsze zachodnie, graniczące z Walią hrabstwa w, których leżą Birmingham i Oxford. Trzecim miejscem i prawdopodobną datą powstania poematu jest dwór Wulfingów w królestwie East Anglia, w latach, na które wydatowano słynny pochówek z Sutton Hoo (625 r.) Jedyna ocalała kopia poematu pochodzi z X/XIw. Musimy zdawać sobie sprawę, że pierwsza wersja, ustna, znana możliwe, że już w końcu V wieku, nie była całkowicie tą samą, którą zapisano w wieku VII, i ta również nie musiała się w stu procentach zgadzać z tym odpisem, który przetrwał od X wieku do dzisiaj i przechowywany jest w londyńskim muzeum miejskim. Średniowieczny kompilator musiał doskonale znać dzieje germańskie i wykorzystać elementy powszechnie znane w jego czasach. A były one zapewne tylko częścią jakiegoś zaginionego cyklu, o zapomnianych bohaterach, wędrujących w początkach nowej ery po zachodnich brzegach Morza Bałtyckiego. Podobnie kopista z X, lub XI w., utrwalił resztki wczesnoangielskiej legendy, a jednocześnie chrześcijańskiej przeróbki strarszej, skandynawskiej opowieści. Utrwalił zabytek języka, który przetrwał najazd normański i ówczesny „pogrom” kultur wczesnośredniowiecznych. Dzięki piśmiennictwu łacińskiemu, greckiemu, angielskiemu, iryjskiemu i arabskiemu przetrwało wiele starożytnych tekstów, ale tam gdzie pismo nie dotarło prędko, pozostała właściwie literacka pustka, której zawartość tylko częściowo potrafią odtwarzać archeologia i lingwistyka.

„Beowulf” był ulubioną opowieścią Tolkiena. O ile dla nas może to być dość egzotyczna część europejskiego dziedzictwa poetyckiego, bezużyteczny relikt mitotwórczości Germanów, dla niego był to przejaw twórczości – mitycznej, językowej i poetyckiej - zachowany w jego języku, w staroangielskim. Był to język jego korzeni. Mimo, iż nie uważał angielskiego, za najpiękniejszy język świata. Wręcz przeciwnie. Dla Tolkiena języki były rodzajem twórczości, ekspresji, takim, jakim dla nas mogą być obraz, poemat lub symfonia. Poemat, który inni badacze uznawali za nudny, nonsensowny, pozbawiony akcji i głębszej myśli, wtórny twór pośledniego poety i, któremu większość badaczy odmawiała kunsztowności uważając za użyteczny jedynie, jako zasób słownictwa i gramatyki jednego z wymarłych języków średniowiecza, Tolkien uznał za wybitne osiągniecie poezji epoki. Sporo czasu minęło nim się z nim zgodzono. W filologii języka angielskiego była to mała rewolucja.

„Beowulf” to saga. Opowieść o przodkach. Dla Germanów człowiek bez przodków jest nikim. Takie, proste stwierdzenie dzisiaj może nas oburzać. Ale można się mu przeciwstawić, celtyckim przysłowiem, że "człowiek, jest czymś więcej niż jego pochodzenie". Beowulf to epos północny, jeden z mniej znanych odpowiedników tekstów - homeryckich, bizantyjskich, rzymskich i frankijskich. Swoją drogą, zadziwia, owa odwieczna fascynacja, jaką germańskie nację, przejawiają wobec legendy arturiańskiej, legendy swojego odwiecznego wroga. Fascynacja z jaką wykorzystywały celtyckie dziedzictwo w sztuce i polityce – czasem bezprawnie. „Beowulf” to krąg germański. Krąg języków, w których zapisanych resztkach mamy też Edde i Heimskringle. Oraz dziesiątki sag islandzkich. Edda i np. Saga o Grettnirze, wiążą się bardzo z tekstem Beowulfa, to, pod względem języka, stylu, postaci, wątków po prostu starsi i młodsi kuzyni. Ten wlasnie krąg językowy, jest bodaj najmniej znanym w pokoleniach powojennych, które zwróciły się w stronę neutralnej Celtyki, być mioże, by nie podejrzewano je o germanofilię, rodzącą skojarzenia, bynajmniej nie, moralnie neutralne.
O co zresztą Tolkien miał pretensje do wiadomego wodza i systemu. Tak się stało, że przez ostatnie pół wieku, germanofilia, to niemal potępiana przypadłość, a już na pewno dość podejrzany stan u Europejczyka. Ustrój rasistowski z przyległościami miał i ten, niemiły dla późniejszej nauki skutek uboczny. Dla etnologii, archeologii, lingwistyki nadeszły po II wojnie czasy uważnego monitorowania. Obawiam się, że ograniczanie postepów i postępków nauk, więcej pożytku przyniosłoby, gdyby je zastosować na polu nauk scisłych i społecznych, niż humanistycznych. Bowiem to te nauki najbardziej uzurpują sobie prawo ingerowania w środowisko i społeczność. W porównaniu z naukami ścisłymi i społecznymi, łatwo zauważyć, jak niewinnie wygląda wszelkie przyrodoznawstwo, które zajmuje się ekologią, antropologią, czy też, jakakolwiek humanistyka badająca przeszłość. Ich problem polega na tym, że nie sa bezpośrednio użyteczne, nie są potrzebne w gospodarce i polityce. Bo są, albo zbyt profetyczne zajmując się odległymi zmianami w przyrodzie, albo problemami i dążeniami ludzi, którzy zmarli bardzo dawno. Badanie człowieka, jego wytworów oraz człowieczego środowiska, jeśli tylko nie jest obliczone na zmienianie w konkretnym celu i na krótkofalowe zyski, jest badaniem zbyt abstrakcyjnym, aby się tym zainteresował świat. Fizycy są potrzebni od zaraz, filolodzy i filozofowie niekoniecznie, są marginesem nauki, są niepotrzebnym wydatkiem, plątającym się pod nogami wszechwładnemu technopolowi. Historyk ma lepiej – bo, jeśli tylko, zajmie się najnowszymi dziejami politycznymi, krążą za nim hordy spragnionych sensacji dziennikarzy. Archeolodzy, filolodzy, etnolodzy, filozofowie itp badacze minionego, zaginionego, nie są potrzebni - przecież nikt nie chce, by mu mówić o dawno zmarłych, by przypominać, że każda cywilizaja jest śmiertelna. Kiedy wpadnie pod największy walec – historię. O tym jest prawie cała literatura dawna, o tym jest, niemal całe Legendarium Tolkiena. Nemal nikt dzisiaj, nie pragnie mieć świadomości przeszłości i przemijalności, nawet za cenę utraty poczucia ciągłości. Nawet za cenę zapomnienia, wolimy nie widzieć roboty historii i żyć tylko codziennością. Nieraz możemy się od niej uczyć, ale, aby nie stać się jej niewolnikami, potrzebujemy osłony. Najlepsza chyba będzie tarcza na bazyliszka. Zwierciadło. Najbardziej wyjątkowe – zwierciadło mitu. W codziennym życiu wolimy patrzeć w przyszłość i w postęp, który coraz częściej, objawia nam oblicze złotego cielca; pozornie wspaniałe i barwne, ale na dłuższą metę bezużyteczne lub zabójcze.
Celtologia i celtyckość, miały się i mają dzisiaj znacznie lepiej od tolkienowego, „germańskiego ducha”, jako, że mamy w nich obraz rzeczywistości z gruntu czcigodnej i, co ważne, cywilizowanej. Zgodnej z widokiem, jaki wypracowały Celtom nauki, które ten element naszej starożytności nareszcie doceniły, przestały oceniać wyłącznie od strony rzymskiej, a nawet w pewnych dziedzinach wywyższyły, ponad resztę składników barbaricum. Wśród animozji etnicznych mitteleuropy, w trakcie lat powojennych, element celtycki, Celtyka, stała się apolityczna i modna. Dzisiaj nawet przewodzi kulturom europejskiego barbaricum, w całym ich odbiorze i trawestowaniu przez współczesną, kulturę masową. Popularność kultury celtyckiej sprawia, że od wielu lat, nie spada ona w medialnym rankingu wydarzeń kulturalnych. Natomiast Germania ma się źle, bowiem wytrwale robi się jej antyreklamę. I swąd spalenizny snuje się za Germanią od półwiecza.

Było dwu Beowulfów. Jak to bywa ze słynnymi imionami, łatwo je odziedziczyć ale najczęściej pamiętamy jedną Alienor, tę z Akwitanii albo Kleopatrę Wielką, a nie 6 jej imienniczek poprzedzających ją na tronie Egiptu. Bohaterem poematu jest Beowulf Got, ale drugim Beowulfem, ledwo wspominanym w poczatku opowieści jest Dun syn Skylda /czyt.Szilda/, załozyciela dynastii Skyldingów /Szildingów/. I to u jego potomków, służył heros Gotów. Beowulf /„wilk pszczół”, czyli niedźwiedż/ jest Gotem, z którego ludem dzisiejsze ziemie polskie były związane przez długi czas - dokładniej przez około 3 wieki. Nie tylko związane, ale – przede wszystkim tereny Pomorza – odegrały decydującą rolę w utworzeniu się zespołu archeologicznego przypisanego temu plemieniu.
„Na terenie Pomorza, w pierwszych dziesięcioleciach naszej ery zaczęła się kształtować kultura, którą archeolodzy nazywają wielbarską. Nazwa pochodzi od pierwszego cmentarzyska w miejscowości Wielbark (dzielnica Malbork-Wielbark)” „Zasięg jej obejmował wtedy tereny nad Dolną Wisłą od Gdańska do Ziemi Chełmińskiej, zaś na zachodzie zajmowała większą część Pomorza, przekraczając Parsętę. W późniejszym okresie rozszerzyła zasięg, zajmując tereny Pojezierza Kaszubskiego i Krajeńskiego oraz północnej Wielkopolski, sięgając na południe do okolic Poznania.” „Wyraźna zmiana następuje w I połowie III wieku ne., gdy ludność opuściła teren Wielkopolski oraz prawie całe Pomorze, za wyjątkiem tylko ujścia Wisły, i zaczęła ekspansję w kierunku południowo-wschodnim. Zajęła tereny Mazowsza i Małopolski na wschód od Wisły, docierając aż na Ukrainę. Tak więc od połowy I wieku n.e. ludność gocka wyparła z terenu północnej Wielkopolski zamieszkałą tutaj ludność kultury przeworskiej (wandalskiej) osiedlając się na około 150 lat. Kultury te oddzielała strefa wyraźnej pustki osadniczej, a kontakty między nimi były niewielkie, gdyż słabo zaznaczają się w materiale archeologicznym”.
Pustka osadnicza pogranicza wandalo – gockiego. Dzisiaj to geofizyczne granice między Dolnym Śląskiem a Wielkopolską, głównie pas lasów w dolinie Baryczy. Większość tego lasu to zespół rezerwatów zwanych Lasami Milickimi. Być może we wczesnych wiekach średnich był to pas niebezpiecznej ‘ziemi niczyjej’, wielkie i niezamieszkałe tereny leśnej głuszy, które stały się pierwowzorem /a raczej jednym z wielu pierwowzorów, obok lasów Karpat/ owej, ciemnej puszczy, o której pamięć przechowały późniejsze języki i legendy germańskie, takie, jak Edda i Widsith. Tego ciemnego lasu, który często bohaterowie musieli przemierzyć, aby do swojego celu dotrzeć, a który Tolkien uwiecznił w Śródziemiu, nadając mu imię powzięte z północnych legend, jako Mirkwood – Mroczną Puszczę.
„ Goci przebywali na Pomorzu Gdańskim, Środkowym, w Północnej Wielkopolsce. Dotąd sądzono, że południowy zasięg ziem zasiedlonych przez nich wyznaczała rzeka Warta. Dalej na południe były już tereny wandalskiego (wiązanego z kulturą przeworską) plemienia Silingów. Główny ośrodek Silingów znajdował się na Dolnym Śląsku i to od nich bierze się nazwa góry Ślęży i całegu regionu. Tymczasem wykopaliska w Kowalewku wskazują, że Goci zasiedlali także tereny na południe od Warty – niemal całą środkową Wielkopolskę. Późniejsze źródła mówią o licznych konfliktach zbrojnych między Gotami i Wandalami, które toczyły się także na pogranicznej Ziemi Obornickiej. Goci wyruszyli z Ziemi Obornickiej nad Morze Czarne, stamtąd zaś, podzieleni na Wizygotów i Ostrogotów, dokonali inwazji imperium rzymskiego, a raczej masowej migrcji na zachód, przyciskani przez przemieszczających się Hunów. W roku 410 król Wizygotów Alaryk zdobywa Rzym. W końcu Wizygoci osiedlają się w Hiszpanii, gdzie ich język, zmieszany z łaciną i wpływami celtyckich przeżytków da podstawy hiszpańskiemu. Jeszcze do niedawna Gotów uważano za ludzi prymitywnych, ale oni znali 12 różnych stopów metali, srebrzyli, złocili i cynkowali przedmioty, fałszowali pieniądze, budowali piętrowe domy z kanalizacją, znali jedwab, oraz…zapijali się na śmierć. Nie wiadomo czym i jak walczyli, gdyż nie chowali mężczyzn z bronią. Wiadomo jednak, że byli bodaj jedynym ludem, który podbijając miasta rzymskie, nie niszczył ich” [cytaty pochodzą z polskich, internetowych stron archeologicznych]
Beowulf jest, więc z ludu Gotlandi i Skanii, z którym Wandalowie, mieszkańcy Jutlandii (albo nazwa wywiedziona od Przylądka Vendyssel, albo też przylądek wziął nazwę od swoich mieszkańców) ścierali się przez całą, wspólną historię, w drodze na południe, wschód i zachód, przez dorzecza Wisły i Odry, zanim nadszedł czas ekspansji Słowian. Masłomęcz to niewielka wieś w Dolinie Hrubieszowskiej - najdalej na wschód wysuniętej części Polski. I tu, od końca II do końca IV wieku, znajdowała się stolica barbarzyńskiej Europy. W Kotlinie Hrubieszowskiej pojawili się około 180 roku. Nad Huczwą zbudowali potężną cywilizację, jedną z największych w Europie. Około 378 r. zostali wypędzeni z Doliny Hrubieszowskiej przez nową potęgę, której panowanie nad barbaricum dopiero się zaczynało - przez Hunów. Do Gotów i Wandalów należał zmierzch okresu wpływów cesarstwa rzymskiego, do Hunów należeć będzie następna epoka, Wielkiej Wędrówki.

Beowulf był Gotem, którego współplemieńcy stworzyli kilka państewek w Europie i jako pierwsi Germanie przyjęli chrześcijaństwo, znali też pismo runiczne, bardziej nadające się do zapisywania niż, jak inne runy, do kucia w kamieniu i rycia w drewnie. Po łacinie i grece najstarszym przekładem Biblii jest przekład na gocki, którego dokonał Wulfila, Wizygot z Mezji. Mezja to rzymska prowincja, założona na terenach trackich, w dzisiejszej Bułgarii. W„Historii Kościoła" Sokrates Scholastyk pisze, że Wulfila, był biskupem w Mezji. "Barbarzyńcy spoza Dunaju, zwani Gotami rozpocząwszy jedni z drugimi wojnę domową, podzielili się na dwa stronnictwa. Wódz jednego z nich szukał schronienia u Rzymian i prosił o pomoc w walce z rywalem. Oznajmiono o tym cesarzowi Walensowi. Ten niezwłocznie nakazał trackim garnizonom, aby niosły pomoc militarną barbarzyńcom - prowadzącym wojnę z barbarzyńcami. W rezultacie po drugiej stronie Dunaju odnoszą zwycięstwo, zmuszając nieprzyjaciół do ucieczki z pola bitwy. To było przyczyną, dla której wielu spośród barbarzyńców przyjęło chrześcijaństwo. Ich wódz bowiem, chcąc okazać swą wdzięczność za otrzymane dobrodziejstwa, przyjął religię cesarza i to samo polecił uczynić podwładnym. Wtedy to właśnie Wulfila, biskup Gotów, wynalazł alfabet gocki i przełożył na język Gotów Pismo Święte, i doprowadził do tego, że barbarzyńcy zaczęli się uczyć słowa Bożego.” Goci, którzy przyjęli chrześcijaństwo w większości wyznawali arianizm. Arianizm dawał nowo ochrzczonym, północnym poganom możliwość stopniowego przywyknięcia do idei chrześcijaństwa, ponieważ twierdził, iż Jezus nie jest bogiem, współistotnym Ojcu, ale jedynie ubóstwionym synem boga. Człowiekiem, któremu udzielono boskości, jak wcześniej udzielano jej greckim herosom i rzymskim cesarzom. Dla germańskich zastępów późnego cesarstwa, nie byłaby łatwą do przyjęcia idea Boga, który wcielił się i żył jak prosty człowiek. Ale boski człowiek, człowiek ubóstwiony za zasługi, za zbawienie ludzi – to było już zrozumiałe. Arianizm potępiono w 325 roku na I Soborze Nicejskim.

Język anglosaski (staroangielski), w którym 4 wieki potem spisano poemat, dostąpił chwały bycia jednym z pierwszych języków, w których powstało wielkie, chrześcijańskie piśmiennictwo. Obok iryjskiego, gockiego i greckiego. W tych językach zachowało się najwięcej tekstów z czasów pogańskich przepisanych i ocalonych przez chrześcijan. Anglowie zapisali poemat o przygodach Gota i jego szlachetnej służby dla wroga Gotów – Wandalów. Historię tą, w najwcześniejszej wersji stworzyli prawdopodobnie jeszcze, jako poganie nad Łabą, a zapisali potomkowie osadników w chrześcijańskiej Anglii, w Anglii swoistego renesansu kulturowo – gospodarczego, którego panowanie (oraz panowanie Alfreda Wielkiego) pozostawiło ponad 2000 parafialnych szkół powszechnych, najlepiej wykształconą kadrę urzędniczą na północ od Alp i ujednolicony język literacki VIII –IX w. Aelfraed /„uczeń elfów”/, wsławił się tłumaczeniami z greki i łaciny na angielski, a była to niezwykła umiejętność, jak na króla tamtych czasów. Badacze uważają, że choć Alfred umiał pisać, to słabo znał łacinę, a prawdziwymi tłumaczami byli jego uczeni: arcybiskup Plegmund, biskup Asser i kapelani Grimbald i Jan, którzy pewnie redagowali wiele z jego dzieł. Na pocieszenie Alfredowi trzeba przyznać, że wydawał na oświatę i nauki większy procent dochodu ze swego skarbca, niż jakikolwiek współczesny nam rząd. Ujednolicony staroangielski, to język tworzony za jego czasów, konstrukcja z przewagą gwary zachodniosaksońskiej oraz dodatkami pozostałych. W czasach najazdu w drugiej połowie V w. utworzyły się trzy dialekty: anglijski /na który składały się dialekty northumbryjski i mercyjski/ oraz kentyjski i zachodniosaksoński. Z początku, do VII w. dominował anglijski, w którym spisano większą część literatury staroangielskiej (związane to było z dominacją królestwa Mercji nad Heptachią), ale w początku IX wieku inne dialekty zdominował zachodniosaksoński – rodzimy dialekt Alfreda. Anglia ówczesna jest dość fascynującym miejscem. Gdyby powtórnie użyć określenia, jakiego Jordanes - dziejopis Gotów użył wobec Skandynawii zapewne pasowałoby ono i do sasko-romano-bryto-duńsko-anglijskiego konglomeratu z początku drugiej połowy, pierwszego tysiaclecia -"kuźnia ludów". Zapisano dzieje Beowulfa w języku, który pod wpływem najazdu normańskiego, nacji wywodzącej się od potomków, głównych bohaterów poematu, tak się przekształcił, że na około trzy wieki zbliżył się do mowy Franków. Franków, którzy w tymże poemacie byli ludzkimi, historycznymi wrogami Sasów, Fryzów, Anglów, Gotów. Tak nieprzejednanymi wrogami ludzkimi, jak wielkim i nieprzejednanym wrogiem legendarnym, demonicznym był Grendel, może potwór, może troll, może olbrzym czy jeszcze, coś innego. Dokładnego opisu, jak Grendel wyglądał, czy był bardziej czy mniej do człowieka podobny nie ma. Są tylko opisy, drastyczne, jego zbrodniczej działalności. Grendel był mentalnie pół potworny, pół ludzki, a symbolem jego braku ucywilizowania jest jego niezdolność do użycia miecza. Bo miecz to przecież „elegnacka broń na bardziej cywilizowane czasy”. Grendel to nie wojownik, lecz dzikus. Wiec nie należy walczyć z nim jak z uczciwym wojakiem. Coś podlejszego, niepełny człowiek, potwór, którego autor kompilacji wywodzi od Kaina, przydając mu jeszcze i krewniactwo ylfes – elfów, eotenas – olbrzymów /odpowiednik lodowych olbrzymów, skan. Jotunów/ i naszych starych znajomych orkneas.

W przeciwieństwie do swego bohatera autor to chrześcijanin i dlatego wymowa poematu została dość schrystianizowana. Pozostawiając elementy grozy i pochwałę honoru oraz wierności swej władzy, przejawia on pewną, duchową troskę o owych bałwochwalców, o których pisze. Być może wynika to z jego przeświadczenia, że należy się troszczyć o dusze przodków, nawet, jeśli byli poganami. Popularnym, bowiem, dylematem teologicznym owych czasów jest problem ratunku dla dusz nie chrześcijan. Dla szlachetnych, cnotliwych pogan. Autor – kompilator pisze o nich, z jednej strony, z pozycji wyższości historyka, świadomego ich barbarzyństwa, z drugiej zaś, dla jego ówczesnych słuchaczy, epoka wielkich wędrówek, musiała być przecież ich własną, heroiczną epoką. Pisał, więc; „chwała temu, który musi, w przerażającej próbie powierzać płomieniom duszę, pozbawion myśli o odmianie lub o pocieszeniu”. Dla autora znaczy to – chwała pogańskim bohaterom, którzy nie znając Dobrej Nowiny, mimo to potrafili okazać cnotę odwagi, nie ulec bierności, chwała tym, którzy nie znając prawdziwej wiary, mimo to byli waleczni w chwili najtrudniejszej próby. Nie jest to jednak tekst chrześcijański, lecz przetworzony na poemat apologetyczny. W całym tekście pojęcie Wyrd, fatum, losu, konieczności, współwystępuje z chrześcijańskimi pojęciami łaski boskiej, grzechu, cudu, cnoty, nadziei. Jak wiele eposów Beowulf też, przedstawia, historię krwawą. Seryjne wendetty, są tutaj codziennością. Jednak wersy pochodzące z czasów pogańskich łatwo odróżnić od dodanych przez autora kompilacji. Wersy tego ostatniego pełne są wychwalania Boga i boskich dzieł, przydawania mu rozmaitych imion, jak Król Chwały, Rozdawca Życia. Poza zdaniami o klimacie wyraźnie biblijnym, występują zdania o stylu bardziej laickim, ale mimo to o wymowie zupełnie nie pogańskiej, zapewne to autor kompilacji, biorąc na warsztat zarys, popularnej w jego czasach historii – biografię sławnego, legendarnego wojownika – dodał zdania, które są zupełnym przeciwieństwem pochwały, typowo wojennego heroizmu. Pustego heroizmu, cnoty pogańskiej, heroizmu szukających zaczepki, szukających okazji do udowodnienia innym, że są lepsi w okazywaniu pogardy niebezpieczeństwom, cnoty nie ceniących życia i nie obawiających się śmierci. Sztuki dla sztuki. Chwały dla chwały. Zamiast tego, słowa kompilatora wychwalają wspólnotę, budowanie i zgodę. Wychwalają władcę, który czyni wszystko dla dobra, spokoju i dostatku ludu. Nie zaś, jedynie dla swojej sławy. Taka właśnie jest droga kariery Beowulfa, z początku najemny wojownik, słynny i bogaty pojedynkowicz, gdy jednak przychodzi mu objąć władzę nad krajem, zmienia swój stosunek do spraw wojennych. Jest teraz nie, działającym na swój koszt herosem, wdającym się w pojedynki z byle kim, lecz opiekunem ludu, królem. Mówi saski kompilator, iż ten, który ukochał walkę dla samej walki, chwałę dla samej, próżnej chwały, jest skazany na klęskę, na potępienie przez pieśń i na cierpienie. Bo, ani pieśń ani wrogowie nie wybaczają. I los się na zbrodniarzu zemści. Potępienie przez pieśń, przez barda, oto największa hańba tamtych czasów, dla kultur niepiśmiennych i protopiśmiennych szeroko rozpowszechnione pieśni były odpowiednikiem propagandy i opinii mediów. Doskonale pasuje tu przykład losu, jednego z najbardziej ulubionych przez czytelników bohaterów „Pierścienia”, mianowicie Boromira. Boromira, którego nie bez powodu zwać można jednym z bardziej tragicznych /obok Denethora, Arweny, Froda i Golluma/ i najbardziej germańskim z bohaterów Władcy. Tragizm jego jest typowo pogański, wyjęty z dzieł klasycznych dramaturgów. Jego wybór ogranicza się do spraw tego świata, spraw politycznych, i Boromir musi wybierać – między patriotyzmem i przyjaźnią. Między wiernością krajowi i ojcu, a wiernością Powiernikowi i Misji. To jest to, co Tolkien nazywa „splątaną lojalnością”, wybitnie helleński, klasyczny element. Ale jednocześnie jego charakter przedstawia nam germańskiego, wojowniczego, ambitnego księcia. Człowieka nie żyjącego jedynie dla wykazania się. Pragnącego chwały – owszem - dla siebie, ale tylko poprzez chwałę swego miasta i kraju. Więc na pewno jest to pragnienie doskonalsze od prostej postawy najemnika. Ale też, i mniej doskonałe od postawy jego brata, który nie kochał miecza za ostrość, ani żołnierza za sławę – on nie traktował wojny jak gry ludzi honoru, lecz kochał to, czego bronili miecze i żołnierze. Mamy tu w Boromirze dalekiego krewniaka Beowulfa, niezdolnego do odrzucenia samej myśli o chwale wojownika i chwale władcy, jako, że w tym właśnie etosie został wychowany. Nie potrafiłby odrzucić tego, co stanowiło jego społeczną i kulturową tożsamość. Stanąć ponad sobą, poza sobą i spojrzeć w stronę reszty świata, utożsamić się z resztą i dlatego przegrał. Boromir walczy o swój kraj, ale Frodo z początku też walczy o swój kraj i dopiero po chwili widzimy, że początkowe podobieństwo ich motywacji zaczyna się zacierać, bo kiedy Frodo walczy za cały świat i za samo życie, Boromir nadal walczy o swój kraj i o koronę, o której skrycie marzy, a kiedy Frodo zaczyna walczyć o własną dusze, Boromir przestaje walczyć o wyzwolenie z okowów wychowania i przegrywa. Kiedy więc, Beowulf sam się nam przedstawia mówiąc do Hrothgara – co przypomina teksty jakie Boromir wygłaszał przed Elrondem w Imladris – mamy wrażenie, że jest po prostu jeszcze jednym takim przypadkiem, najemnika i grabieżcy, który próżnością i samochwalstwem ozdobnym strojem i kosztowną zbroją zdobywa uznanie na kolejnych dworach. Owe dumne słowa nie są zresztą zawsze przyjmowane za dobrą monetę, jeden z ludzi Hrothgara Unferth odpowiadając mu przedstawia inną, bardziej realistyczną wersję jego, niby bohaterskich czynów. Unferth znaczy Niepokój i nie jest to postać, której zdanie podziela narrator. Jednak ta postać najlepiej oddaje historyczny klimat panujący między wrogimi Gotami i Wandalami. Jednocześnie w tej postaci powtarza się, w naszym poemacie, motyw typowy dla sag i mitologii północnych, bardzo charakterystyczny motyw – obyczaj wyzwania rzucanego z za stołu przez tubylca, wyzwania wobec przybysza, który musi udowodnić swoje zalety, by zostać do stołu dopuszczonym i, by zaczęto mu ufać. Nie tylko zalety wojownika, ale też mądrość, przemyślność, i spryt. Wyzwania takie, nie są wyzwaniem na pojedynek, lecz dworską walką na słowa, choć mogą się nim kończyć, jeśli przeciwnicy nie okażą dostatecznego kunsztu w krasomówstwie. Bronią tu są satyra, wzajemne oskarżenia, i powtarzanie plotek o przeciwniku. Dopiero jednak czyny Beowa udowadniają, że jego mniemanie o sobie nie jest zawyżone, jak twierdził Unferth. Unferth, zawistny intrygant, siedzacy u stóp tronu swego pana, jako dobry doradca, szybko kojarzy się nam z Grimą, fałszywym doradcą Theodena, który tak samo przeciwny był okazaniu zaufania obcym wędrowcom. Czyli również okazaniu im gościnności. A gościnność jest w tym świecie wielka cnotą, potrzebą właściwą ludziom honoru. Gdzie leży granica między haniebnym brakiem gościnności, a ostroznością konieczną w niespokojnych czasach? Między naiwną ufnością sprowadzającą niebezpieczeństwo, a dyshonorem płynącym z nie okazania respektu gościowi? Podczas, gdy na drugim planie przebiega zwykła dla eposów i dziejów tamtej epoki, rzeźnia pomiędzy germańskimi plemionami, główny temat „Beowulfa”, jest historią walki o dobro wspólne, o służbę dla oddalenia, zniszczenia wspólnego wroga, wroga oczywiście baśniowego, satanicznego. Wygląda to tak, jakby historyczne konflikty z terenu Danii, Szwecji i Saksonii zostały przykryte tą, jednoczącą walką z chaotycznymi bestiami. Według badaczy epoki możliwe jest, że ta służba to wergild. Że Beowulf, jest tym okupem za dawniejszy napad, za rajd jego rodu na ród jego, obecnego pracodawcy.

Opowieść o baśniowej karierze wojownika Beowulfa jednak nie traci całkiem z widoku materialnego świata Wandalów i Gotów, Fryzów, Sasów i Jutów. Świata, który istniał między I a V w.n.e. między Skanią a Jutlandią, Łabą a Wisłą, Hawelą a Baryczą. Zaginiony świat języków, wierzeń i skarbów kunsztu poetyckiego i rzemieślniczego. Zaginiony świat Beowulfa. I tak jak legenda arturiańska, która przez piętnaście wieków przesączała się przez wiele języków i wiele krajów, tak i ten poemat wiąże terytoria Anglii, Niemiec, Danii, Szwecji i północnej Polski przez języki, ludność, zdarzenia i postaci z pięciu wieków dziejów ziem, leżących na zachodnich brzegach morza Bałtyckiego i Północnego.
Najsłynniejszą materialną pozostałością kultur, które stworzyły legendę Beowulfa jest odkryte w 1939 roku angielskie stanowisko Sutton Hoo. To grób chrześcijańskiego króla, zapewne Anny, zmarłego w 656 roku władcy prowincji East Anglia. Jednak w swej formie to, typowo pogańskie, mauzoleum – skarbiec. Statek – zapewne specjalnie na tę okazję zbudowany –został załadowany darami i zakopany pod kurhanem. Kwaśny odczyn piasku spowodował, że (w przeciwieństwie do skandynawskich znalezisk statków grobowych, znajdowanych często na bagnach i w morzu) ani drewniany statek ani, zwłoki nie zachowały się. Statek zachował się jedynie w formie odcisku, cienia na piasku i rzędów gwoździ, które tkwiły w ziemi równo w tej kolejności, w jakiej zostały wbite między wręgi tysiąc czterysta lat temu. Skoro, nie było ani kości ani, nawet zębów (co świadczy o bardzo dużym zakwaszeniu gleby) osądzono, że to cenotaf. By to wyjaśnić badano metodami chemicznymi wykrywającymi skład ludzkiego ciała w glebie, ale w tamtych czasach były one niedostatecznie przekonujące i dopiero, gdy znaleziono odcisk trumny pośrodku statku, udowodniono, że to prawdziwy grób a nie symboliczne mauzoleum. Przedmioty tam złożone świadczyły o wielkim bogactwie pochowanego, były tam importy ze Skandynawii, południowo – wschodniej Europy, a nawet z Egiptu i zachodniej Azji. Sam ten pochówek jest poematem, opowiadającym o kunszcie kowali i złotników, pracujących w hołdzie dla wodza. Wedle ich zamysłu złoto i szlachetne kamienie mówić miały o nieprzemijającej sławie ich króla.
Najlepszym podsumowaniem samej postaci Beowulfa jest cytat z Tolkiena. Napisał on, że „Beowulf nie jest typowym bohaterem heroicznej dumy”. W większości mają oni „splątane lojalności” /jak w klasycznej tragedii/ i „nieszczęśliwe miłości”, /jak w poematach doby romantyzmu/. Ale, jak go podsumował Tolkien w zacytowanym wykładzie „jest człowiekiem i to jest dla niego i dla wielu dostateczną tragedią”. Czy zatem możemy powiedzieć, że Beowulf to poemat egzystencjalny? Tragedią, co trzeba dodać spisaną w chwili pomieszania rodzącego się chrześcijaństwa z zanikającym pogaństwem. Dzieło zawiera niezłą dawkę grozy /z najniższego poziomu na, jakim możma jeszcze wyczuć istnienie ‘tragizmu’/, zawiera dawkę grozy zdolnej posłużyć typowemu hororowi klasy C, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejszy w samym poemacie, jako konstrukcji literackiej jest splot uczuć pogańskich z chrześcijańską myślą i wynikły stąd dramat już nie dramat Beowulfa, ani innych plemion ale samego narratora i jego odbiorców. Bo oto model świata jest już rozszczepiony oto jest podzielenie świata i przemiana świata. Przełom. W takim poemacie przez 5 stuleci opowiadano o nieszczęśliwym Smokobójcy. A może o szczęśliwym - zależy jak spojrzeć. Można go zwać szczęśliwym, bo stał się bohaterem i zginął honorowo, broniąc swoich po wielu latach sprawiedliwych rządów, ale można też zwać go nieszczęśliwym, bo musiał walczyć z przeznaczonymi mu tworami Chaosu, ujrzeć zniszczenia swej ziemi i w końcu przegrać z wrogiem na co może i zasłużył sobie, własną chciwością i dumą, zaś jego ludzie musieli go opuścić w ostatniej chwili, bo to był jego Wyrd /„Sukno jest zawiązane.”„Stary ojciec utkał je już dawno.” mówi do Araba wiking w filmie „13 wojownik.”/ Ale przegrał, aby inni mogli wygrać. Beowulf, jak Frodo, uratował coś, ale nie dla siebie. Wygrał dla innych bezpieczeństwo, bogactwo i spokój. Co prawda niezbyt słusznie zdobyte bogactwo i jedynie chwilowy spokój. Bo choć umierając wyznacza na następcę swego giermka, młodego i wiernego Wiglafa – jedynego, który w wyprawie na smoka był mu wierny do końca, i który szydził z uciekajacych przed smokiem wojwoników – to w scenach wokół pogrzebu Beowulfa opowiada się już, o przygotowaniach sąsiadów do najazdu na niechroniony kraj, kraj w stanie bezkrólewia. A jednak, to dzięki niemu mimo walk, które wybuchną między spragnionymi udziału ze smoczego skarbu jego ludzie zobaczą lepszy świat – świat bez potwora, on nie.
Świat ludzki jest miejscem przerażającym i zarazem cudownym oto największa z prawd, jakie pozostawili nam starożytni pieśniarze. Świat jest upiorną, zimną mgłą, pałacem wiedzy ludzkiej otoczonym z wszystkich stron przez ciemności i jedynie kojący płomień ogniska może je oddalić. Nie może inaczej być, oto jest nasz Wyrd, a skoro tak jest i tak będzie nadal, zatem rozpalajmy ogniska wciąż na nowo i słuchajmy pieśni, jak uczył nas Mistrz. Albowiem jak mówi Psalm 54 „Miększe słowa jego od oliwy, lecz są to dobyte miecze”. Słuchajmy więc pieśni "Dopóki nie przyjdzie smok.”

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Minerwa » 14.01.10, 22:12

Coś pięknego dla miłośnikow języków polskich.

O G Ł O S Z Y N I E

Skuli gibkiygo wyjazdu do onkla w Rajchu sprzedom drapko: wertiko na wysoki glanz, szrank z trzyma dźwiyrzami, szeslong odwanckowany, dwa ligisztule i sztyry gardinsztangi, gramofon na kurbla, jedyn kromlojchter na świczki, dwa sicherongi i sztyry byrny przyndzione, cyja, landszaft zagraniczny, blumsztynder z mertami, jedna donica ze sznitlochym, bifyj z szuflodami na nici, durszlag na nudle, pół funta hawerfloków, sztryknadle, heknadle, zicherki, tolszery, kartofelpresa, cwitry, maszynka na gychaktes, biksa po maggiwyrflach, topfkracer, flaszenpucer, szpangi do włosów, szranczek na szczewiki, fyrlok, ausgus, trzi kokotki, badywana, waszbret, kohlkastla, hok z mesigowym gryfem, bratruła, żdżadło, klajdsztynder z pelcmantlym i hutym, hozytregle, spodnioki bez rostfleków, trzy pory fuzekli sztrykowanych, szejść bindrów na gumie, kiecka z krauzkami, modny cwiter z golfym, ślubny ancug z kulami na mole, szczewiki z wysokim kromflekiem, abzace, dwa oberhymdy z ibrycznym kraglem, holcbajn, kryka, ryczka z nachtopem, gybis po fatrze, szkrobione taszentuchy, bigelbred, złote zaośniczki z gizlokami, broltbiksa, kloper, slinzuchy na kurbla, szuflodka na cwist i knefle, bigle heklowane, lojfry, tepich, krauzy, sześć kompotzislów, dwie szolki, trzy kible, waszpek, aszynbecher, śmiotek i szipa, zebuwacz, modro tinta, sztyry blaje, szlojder do bajtla, sztrajhejcle, pół funta preswusztu, kranc lyjberwusztu, trzi krupnioki, zymlok, modro kapusta, hefty, buchty i pukieltasia łod cery, galoty po opie, fojercojg, blank nowe lacie, nec na dauerwela, portmanyj, taszka i brele po omie.
Wszystko to idzie obejrzeć łod ćmy do ćmy u Grejty Harbol, Frynszita kole Kochlowic, ulica Kryncka numer łoziem. Przelyźć bez ajnfart kole hasioka do hinterhauzu. Fórtka na kecie. Pozór! Gelynder złomany.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Arthur Weasley » 02.04.10, 19:37

Paulina Wilk
WIELKANOCNY TEST Z NIEWIEDZY
Rzeczpospolita, 2 kwietnia 2010 r.

Gdyby Wielkanoc była kobietą, siedziałaby zapłakana w kącie, przekonana, że nikt jej nie kocha i nie docenia. Szlochałaby na myśl, że w porównaniu z Bożym Narodzeniem zawsze wypada gorzej i jakoś blado – jest mniej spektakularna, mniej celebrowana, dla większości z nas mniej ważna, a przede wszystkim niezrozumiała.
Tak mi żal Wielkanocy. Wbrew powszechnej tendencji, ją lubię bardziej. I co roku mam ochotę pogłaskać ją po głowie, pocieszyć, mówiąc, że powinna czuć się wyjątkowa, bo na przekór współczesnemu światu pozostaje nieodgadniona i tajemnicza. Nie rozgryzł jej nawet sektor sprzedaży, bo tego, co niewiadome i niewypowiedziane, nie da się opakować. Można kupić czekoladowe jajko i malowanego zająca, ale to mało.

Ludzie lubią wiedzieć, ludzie dzisiejsi – chcą wiedzieć na pewno. A cały kłopot z Wielkanocą polega na tym, że nie wiemy. Napotykamy tajemnicę. Tajemnica jest w naszej rzeczywistości – pochłoniętej manią ustalania, znajdowania definicji i naukowych potwierdzeń – czymś szalenie niewygodnym, niechcianym, wywołującym nieznośny niepokój. Dlatego potężna część ludzkości została zaprzęgnięta do poszukiwania rozwiązań: naukowcy, lekarze, dziennikarze, informatycy, prawnicy, fachowcy od reklamy i marketingu, socjolodzy, psycholodzy – wszyscy pochłonięci są służbą na rzecz odpowiedzi.

Mają pomóc rozplątać supeł wątpliwości, przeprowadzić nas przez życie, z każdym dniem bardziej zawikłane. Ale im lepiej wywiązują się z tego zadania, tym bardziej wszystko komplikują i tym mniej wyjaśniają. Znajdowane przez nich odpowiedzi są fragmentaryczne, dotyczą wąskich dziedzin, pozwalają ugasić lokalny pożar, ale nie uwalniają od niepokoju. Im więcej odkryć naukowych, wiedzy i narzędzi jej poznania, tym silniej przyzwyczajamy się do myśli, że każde zdanie, zakończone uwierającym znakiem zapytania, ma swój odpowiednik – oznajmujący, zamknięty niosącą ukojenie kropką.

Rozmawiając ze znajomymi, coraz rzadziej mówię: „Nie wiem”, a coraz częściej: „Czekaj, sprawdzę w Google’u”. Coraz gorzej znoszę niepewność, tracę zdolność wątpienia, nie szukam rozwiązań we własnym umyśle, przestaję wierzyć, że odpowiedź może przyjść jutro, za miesiąc. Może nie przyjść nigdy.

Trudno jest nie wiedzieć, stać twarzą w twarz z wielkanocną tajemnicą, wejść do kościoła i patrzeć na otwarte tabernakulum. Tym trudniej, że od dzieciństwa uczymy się rozwikływania zagadek. Każde nowe słowo daje nazwę rzeczom i zjawiskom, każde zadanie z matematyki – prawidłowy wynik, każda lekcja biologii, fizyki i chemii wkłada nam do ręki cząsteczkę, z której budujemy życiową materię. Nikt nas nie uczy wątpić, nikt nie prowadzi zajęć z pokory wobec niewiedzy. Pozostawiamy tę zdolność księżom i filozofom, o których często myślimy, że są pogrążeni w nieprzydatnych rozmyślaniach, oderwani od życia. Bo w życiu nie ma miejsca na niewiadome.

Może dlatego mniej lubimy Wielkanocy – jest wielkim testem wiary, trwającym trzy dni osieroceniem – chroniąca nas zazwyczaj wiedza nie ma tu nic do roboty. Zostajemy sami, przed pustym grobem, z ciszą i pytaniami, od których nikt nas nie uwolni. W czasie Wielkanocy Bóg jest wymagający.

Inny niż w Boże Narodzenie, kiedy staje się ludzki i ucieleśniony, pomaga nam uwierzyć, pozwala „zobaczyć” odpowiedź. Łatwiej tamte święta lubić, łatwiej wtedy czuć się dobrze. Teraz trzeba się mierzyć z konsekwencjami, ze znaczeniem boskiego gestu i poświęcenia Chrystusa. Teraz przychodzi czas trwogi, a rolę jedynych opiekunów pełnią duchowni, którym ufamy z coraz większym trudem. Bo okazują się niedoskonali, często równie jak my bezbronni wobec tego, co niezrozumiałe. A jeszcze na co dzień ich autorytet jest nadwątlony, przegrywa ze wspomnianą już armią poszukiwaczy odpowiedzi.

Trzy dni to nie tak znów długo. Ostatecznie można Triduum Paschalne jakoś przeczekać, koncentrując się na babach i mazurkach. A w Wielkanocny poniedziałek oddać się radosnemu polewaniu, które ma dwie wielkie zalety: budzi miłe wspomnienia z dzieciństwa i pozwala odetchnąć z ulgą, że wiszący ciężko nad głową znak zapytania wreszcie zniknął.

Ale jeśli Wielkanoc jest testem z niewiedzy, rocznym sprawdzianem trwania wobec pytań, to można go też zdać. Ucieszyć się życiem wolnym od obowiązku znajdowania odpowiedzi. Popatrzeć na zeszyt z wielkim równaniem i uwierzyć, że istnieje rozwiązanie, które się w głowie nie mieści. Jeśli Bóg jest tajemnicą, to jest nią również człowiek. A wątpienie jest dozwolone nie tylko trzy dni w roku.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Arthur Weasley » 18.04.10, 18:12

Do Przerywników nie pasuje, bo to nie literatura, do Politycznej jakoś też nie bardzo, więc kleję tutaj.

PRZEMÓWIENIE
PRZEWODNICZĄCEGO NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" JANUSZA ŚNIADKA
NA POGRZEBIE MARII I LECHA KACZYŃSKICH
Kraków, 18 kwietnia 2010 r.

.

Panie prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!
Pani Mario Kaczyńska!
Leszku - przyjacielu drogi!

Przybyliśmy do Krakowa z całego świata. Jak zawsze jest przy tobie Solidarność, od której wszystko się zaczęło, której byłeś zawsze wierny. Tylko wieniec, który chciałeś złożyć w katyńskim lesie, przetrwał katastrofę. Pamięć i prawda są silniejsze od największych tragedii. Solidarność Polaków w dniach żałoby to hołd, dla ciebie, twojej małżonki i wszystkich ofiar. To wieniec pamięci polskich serc. Chcemy, aby przyszłość naszego narodu, Europy i świata wyrastała z pamięci, opierała się na prawdzie. Ktoś powiedział, że twoje życie było drogą do Katynia. Ta tragedia powinna nas zbliżyć.

.

Drodzy przyjaciele z całego świata!

Proszę was, powiedzcie wszystkim, jak Lech Kaczyński kochał prawdę, jak o nią walczył, powiedzcie o tych tłumach w Warszawie i pod Wawelem.

.

Leszku!

Płaczemy po tobie wszyscy, świat pracy i prości, często ubodzy ludzie. Płaczemy, bo byłeś dobrym człowiekiem.
Solidarność upomniała się o wolność, o sprawiedliwość społeczną i o obecność Krzyża w życiu publicznym. Tym wartościom dochowałeś wierności jak nikt. Dlatego zawsze z dumą będziemy mówić o tobie - człowiek Solidarności. Ojciec Święty Jan Paweł II nauczał: "Nie ma solidarności, bez miłości". Jak mało kto kochałeś swoich najbliższych i kochałeś ludzi. Podkreślałeś jako prezydent: "solidarność jest potrzebna w skali globalnej, w walce z głodem, przemocą, w walce o prawa ludzi". Rozumiałeś, że Solidarność to zobowiązanie nie tylko dla naszej Ojczyzny, ale i dla innych narodów.

.

Panie Prezydencie Wartości! Żołnierzu prawdy!

Nie jesteś sam w królewskiej drodze na Wawel. Przypomniałeś nam, co to znaczy być Polakiem. Wdzięczni przyszliśmy zaświadczyć, że bez solidarności nie zbudujemy lepszego świata. Nie ma dzisiaj Warszawy, ani Krakowa, ani Gdańska. Jest jedna Polska zadumana w żałobie. Przykład twojego życia i dramatyczna śmierć na nowo rozpaliły w sercach Polaków ducha Solidarności. W czasie tych swoistych rekolekcji uświadamiamy sobie, że rezygnując z wartości, tracimy poczucie wspólnoty, tracimy Polskę. Nie ma wolności bez wartości.
Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i Ojczyźnie podnieśliśmy głowy. Zróbmy wszystko, aby rozpalony w sercach i umysłach płomień nie wygasł. Odeszło wielu wspaniałych ludzi. Ich rodzinom niosą pocieszenie dobre oczy pani prezydentowej, ciepły uśmiech, który pokochali Polacy.
Po katastrofie połączyliśmy się w żałobie z rodzinami ofiar. Dzisiaj nasze serca biją razem z rodzinami prezydenckiej pary. Z bliskimi pani Marii i Lecha Kaczyńskich. Jutro będziemy żegnać kolejne ofiary. Na mogiłach tych, którzy zginęli, z czułością kładziemy wieniec. Wieniec prawdy, która ocalała. Niech wspólnie przeżyta żałoba, to solidarne wzruszenie zmieni Polskę na lepszą. O to prosimy Boga.

Ofiara waszego życia wydaje dobre owoce. Spoczywajcie w pokoju
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)


Wróć do „Dziurawy Kocioł - Knajpa 24h”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron