Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Dziurawy Kocioł - czynny 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Miejsce spotkań czarodziejów, nie tylko spod znaku Harry'ego Pottera.

Moderatorzy: Minerwa, Adam Widur, Calluna

Awatar użytkownika
Adam Widur
Praprzodek
Posty: 1982
Rejestracja: 24.08.07, 13:56
Lokalizacja: Zambrów

Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Adam Widur » 01.09.07, 18:59

Ponieważ czytujący knajpę często mają coś do powiedzenia na inne interesujące tematy (od entomologii do badań rynkowych i central telefonicznych) zakłądam ten temat jako agorę do podzielenia się ciekawą i dziwną czasem wiedzą. nawet jeśli to tylko efekty internetowej kwerendy, to proszę je umieszczać tu...

MW
tajemniczej podaję dłoń, wisła
zmienna i wieczna - obie patrzą na siebie
Tajemniczej podaję serce, warszawa
zabrała sobie już kawałek tajemnicza

chce całość więc daję co mam.

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Minerwa » 01.09.07, 19:02

No pewnie. Kiedyś się wypiszę obszerniej kontynuując swoje teatralne rozważania o Dostojewskim :)

Awatar użytkownika
Adam Widur
Praprzodek
Posty: 1982
Rejestracja: 24.08.07, 13:56
Lokalizacja: Zambrów

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Adam Widur » 01.09.07, 19:09

z okazji świerszczowych urodzin,

Świerszcze

Stary człowiek podszedł do cesarskiego tronu. Smoczego tronu - wszak cesarz, potomek smoków i syn nieba, sam był smokiem... Podszedł więc do tronu, i zza niego wyciągnął pudełeczko. A w nim siedział świerszcz...

Wiem. Świerszcze podobno żyją 100 dni. A poza tym przecież w splądrowanym pałacu to puzdereczko by nie przetrwało... I tak scena ta jest piękna - pamiętacie? Bertolucci, Ostatni Cesarz?

Stary Pu Yi w czasie gdy jego kraj stacza sie w krwawy bezsens nie-całkiem-Kulturalnej Rewolucji, odnajduje swoje dzieciństwo. Świerszcza. W pudełku.

Jeden z fragmentów rozbitej tradycji, świerszczowanie. Od setek lat w tradycji chińskiej znane było hodowanie świerszczy. Małe dziecaki i starsi z miłością wysłuchiwali swych świerszczy, słuchali i analizowali świerszczowe pieśni, porównywali i swatali swoje świerszcze... A inni - wszak oprócz pokojowego i twórczego aspektu chińska kultura ma jeszce ten wojowniczy - więc inni szczuli świerszcze jeden na drugiego, prowokując je do walki.

Poszukując wieści na temat całkiem inny, znalazłem i te piękne kawałki o świerszczach, i i chcę się z wami nimi podzielić. ... Najpierw natknąłem się na ten passus w książce pani Fabienne Verdier pt. "Pasażerka Ciszy".... Pani Verdier opuściła swoje studia we Francji (a uczyła się tam, a jakże, kaligrafii europejskiej, całkiem już zapomnianej sztuki) by studiować chińską kaligrafię w Chinach. Po dziwnych przejściach (warto zajrzeć do książki) trafiła do Szanghaju, gdzie..

(...) W rodzinie która mnie gościła, dziadek, ojciec i wnuczek zwany Małpiszonkiem pasjonowali sie walkami świerszczy. Chłopiec się ze mną zaprzyjaźnił. Ilekroć wracałam do miasta na rowerze, który mi pozyczył, szłam obejrzeć jego królestwo: hodowle świerszczy umieszczoną na podwórku za domem. Ośmioletniego Małpiszonka całkowicie pochłaniała pielegnacja własnego świerszcza, a także świerszczy ojca i dziadka. Starałam się zrozumieć jego przywiązanie do tych małych stworzonek. Wyciągałam się na kwadratowym podwórku na ziemi, aby zniżyć się do poziomu tego lilipuciego światka. Świerszcz Małpiszonka lubił, żeby mu spiewać; to go rozweselało, gdy był osowiały. " Jeśli go dobrze wytresować - wyjaśniał mi chłopczyk - będzie odważny, zdolny walczyć do ostatka. Zwycięży w wielu walkach, będzie dumą rodziny i przyniesie jej zaszczyt". Niewątpliwie trzeba przestawać ze świerszczami, żeby spotkać wojowników-melomanów.


wojowników-melomanów... Nie żeby mi sie od razu kojarzył jakiś straszny Niemiec, grający Chopina do wtóy płomieni, ale coś w tym jest. Tegoż Chopina zdaje się grali Japończycy w innym filmie, jako zdobywcy Szanghaju i Nankinu, chyba u Spielberga. Nieszczęsna muzyka, a zarazem tak bardzo polska... Polna?



Dzięki mojemu młodemu przyjacielowi wiele sie dowiedziałam o tych owadach. "Nie należy mylić świerszcza z pasikonikiem zielonym - tłumaczył mi z powagą - cenionym ze względu na swój spiew; hoduje się go w małej klateczce z plecionej trzcinki. Ludzie lubią słuchac jego cykania, bo dobrze wróży. Często się je spotyka na bazarach. Mój stary wujek, wędrowny handlarz, który mieszka na wsi, nosi klatki z cykającymi pasikonikami zawieszone na kiju i je sprzedaje. Świerszcze są zupełnie inne; tylko one potrafią walczyć. Nazywa się je "końmi z dzwoneczkami" lub "muzycznymi robakami", ale dziadek woli je nazywać "niebańskimi ważkami". Nie cierpie mojego kuzyna - ciągnął niezmordowany - bo on nimi karmi ptaki. Hodujemy je razem z ojcem, żeby na nich zarabiać, dużo zarabiać.. tresowanie jest trudne, a codzienna pielegnacja wymaga dużej delikatności. To tak jak z wielkimi sportowcami: jeśli mają osiągnąć najlepsze wyniki w walce, muszą poświęcać mnóstwo czasu, żeby rozwijać mięśnie, wzmacniać ciało i ducha. Istnieje wiele pradawnych metod hodowli, a Chińczycy uprawiają ten rodzaj sztuki od ponad tysiąca lat. Napisano nawet dzieła strategiczne o tresurze w stajniach dla świerszczy"


Muzyka i doskonałość wojownika. Może rzeczywiście coś mamy z tym wspólnego, z tym naszym Polnym Szopenem, Yassem polskim polno-leśnym, i zakrzywioną kawaleryjską szablą? I może tą muzyką daltego lubią hodujący świerszcze Azjaci - nie tylko Chińczycy, japończycy również. ...


Japońskie Świerszcze


ale chińczycy skoncetrowali się na bojowych wartościach świerszczy. Pani Verdier:


Właściciele świerszczy bogacili się dzięki wysokim zakładom. Zwycięzca otrzymywał tytuł generała armii. Niekiedy pod koniec okrutnej walki bohater pożerał swego wyczerpanego przeciwnika. Dziadek zapewniał mnie, że zwycięzcy są reinkarnacją dzielnych wojowników z dawnych czasów. Niektórzy Chińczycy darzą prawdziwą czcią ten pasjonujący świat owadów - żywy i zabawny świat przyrody - złożone i godne podziwu stworzenia ilustrujące działanie mechaniki niebiańskiej w miniaturowej skali.




Tak. Chińczycy potrafili z tego uczynić całą dziedzinę wiedzy. I źródło niewymierającej tradycji.. KIedyś, dawno temu siedząc w chińskiej knajpie ze zdziwieniem obserwowałem jak Chińczyk, który chciał by kelnerka nalała wody do herbaty, odsuwa tylko przykrywkę, a kelnerka niemal natychmiast podbiega i napełnia imbryczek. Koledzy z roku tłumaczyli mi, że to dlatego, że kiedyś jakiś człowiek bogaty, trzymał ptaka w imbryku (zdziwiłem się, ale fakt, Chińczycy miewają różne pomysły, to i ptaszki w imbryku.. No w każdym razie kelner wziął imbryk, ptak uciekł, i teraz trzeba samemu odsuwać przykrywkę, żeby nie było na kelnera... Długo nie dowierzałem historyjce, potem zacząłem ją opowiadać sam, i dopiero ostatnio natknąłem się na jej pierwotny kształt - tu jest po angielsku Jin Xing-bao Chinese Cricket Culture
Napisano w Mniejszej Historii DYnastii MIng (Mingchao Xiaoshi) Gdy (Cesarz) zobaczył dobrego świerszcza, oficer miejscowych magazynów zboża, wymienił na niego swojego najlepszego konia. Kiedy odjechał na jakiś czas, żona otworzyła imbryk, by zerknąć na specjalnego świerscza, i natychmiast zjadł go kogut. Żona tak się przelękła, że popełniła samobójstwo. Mąż, powróciwszy do domu by ujrzeć martwą żonę i brak świerszcza, również odebrał sobie życie.

Oto historia. Pierwocina tej historii, którą tak dawno temu opowiedziano mi w Chinach, nie ptak, a świerszcz, i nie kelner a żona.. Cóz, do dziś na południu Chin kiedy ludzie domawiają herbatę, odsuwają nieco przykrywkę aby upewnić kelnera, że nie ma w imbryku żadnych ptaków.. Ani świerszczy (zresztą, na kilku zdjęciach z chin, na przykład tu, Pewien Blogerpojemniki na świerszcze istotnie bardzo przypominają elegancki porcelanowy imbryk)

I nie jedyna to historia, Pani Verdier przytacza jeszcze inną:
Pu Songling, pisarz z XVII wieku, mówi w swojej opowieści, że za panowania jednego z cesarzy z dynastii Ming walki świerszczy cieszyły się na dworze wielką popularnością. Urzędnikom nakazano je wyłapywać, toteż wszyscy zaczęli polować na świerszcze i je hodować. Ceny podskoczyły: dobry świerszcz był droższy od nefrytu Pewien ubogi literat, poborca okręgowy, nie będąc w stanie ściągnąć podatków nałożonych na mieszkańców, został wychłostany za nieudolność. Poszedł więc łowić świerszcze. Po wielu przygodach w końcu znalazł jednego, małego i brzydkiego. Który jednak, jak się okazało, umiał pokonać najmocniejszego przeciwnika, a nawet rzucił wyzwanie kogutowi, skacząc mu na łebek i gryząc go w grzebień. Owad został wręczony cesarzowi, literata zaś wynagrodzono tak hojnie, że mógł kupić ziemie, liczne domy i duże stado bydła. Pu Songling konkluduje: "Od gestu cesarza zależy życie całego ludu. Dlatego też niedopuszczalne jest jakiekolwiek niedbalstwo. Ten ubogi literat, który najpierw padł ofiarą chciwości urzędników, dorobił się dzięki świerszczowi tak wielkiego majątku, że paradował na pięknych wierzchowcach i we wspaniałych futrach. Niebiosa chciały wynagrodzić uczciwego człowieka". Wszyscy poeci i inni literaci uwielbiali te małe insekty.


Świerszcz, jako nośnik niebiańskiej sprawiedliwości.. Tak, to jest coś. Nic dziwnego że nawet odstatni cesarz miał swojego świerszcza...

Ale.. Chińczycy doprawdy uczynili z tego sportu dziedzinę widzy, do któej teraz nagle zaczynają się odwoływać nie tylko europejscy entomologowie, ze zdziwieniem przeczytałem taką opowieść jak to świerszcze mogą pomóc w walce z depresją...

Studying cricket fights, researchers may learn more about human depression BY MARK SHWARTZ

Czyli jak badanie walk Świerszczy może pomóc dowiedzieć się więcej o ludzkiej depresji...

I cóż odkryli uczeni? Otóż, wedle zwykłej biologicznej wiedzy, raz pokonany Świerszcz nie podejmuje nowych walk, nie jest agresywny, tka jakby mnagle odkrył że dla niego optimum jest agresywność zero, i klops. Odzyskuje chęć walki dopiero po 24 h. Mało tego, uczeni stwierdzili że ten syndrom posttraumatyczny nadzwyczaj podobny jest do ludzkiej depresji... A jak odzyskać dla Świerszcza radość? Okazało się że dobrze mu robi, jak sobie polata. ... Pięknu jest również staranny naukowy opis walki:
Odkryli oni, że świerszcze (Gryllus bimaculatus De Geer) często biorą udział w sześcioetapowym, choreograficznie przemyślanym starciu, ktore zaczyna się powoli ale przchodzi w zażartą walkę.

"Zawodnicy początkowo fechtują czułkami" piszą w swej pracy Hofmann i Stevenson, "a potem pokazują swoje rozłożone szczękoczułki, które później sczepiają się, zanim owady zaczną wreszcie walczyć. Walka może skończyć się w dowolnym momencie, jeśli jeden z owadów wycofa się."
Po takiej porażce, zwyciężony będzie unikał agresywnych spotkań ze wszystkimi innymi świerszczami przez kolejne 24 godziny.
Ale trenerzy świerszczy nie mogą czekać cały dzień. Chcą by owady wróciły do walki na ring natychmiast do kolejnych starć.
Jak przekonać pokokanego świerszcza aby znów walczył? Po starannym przejrzeniu klasycznej literatury chińskiej Hoffman znalazł odpowiedź: technika która ma wieleset lat, a skłąda się głownie z potrząsania pokonanego świerszcza w dłoniach a potem podrzucaniu go w powietrze i łapaniu kilka razy.


No ciekawe. U nasz to się raczej zwycięzców podrzuca i łapie, tudzież solenizantów.. Czyżby nasi zwycięzcy tam.. byli pokonanymi? .. Może to fakt, że reinkarnacją naszych dzielnych wojowników są ich świerszcze, więc jak im przypomnieć smak zwycięstwa to od razu ożywają? Zaraz, przecież ja nie wierzę w reinkarnację... Ale wciągają te świerszcze, nie?



"Kiedy opisałem to swoim kolegom," wspomina Hofmann , "powiedzieli mi że zwariowałem i to nie zadziała, ale.. zadziałało."
I rzeczywiście, badania laboratoryjne wykazały, żę prawie 57% pokonanych świerszczy po podrzucaniu i wstrząsaniu odzyskało agresję, potwierdzając twierdzenia starochińskich hazardzistów.



Kilka uwag od przeczytacza - pana by tak, panie Szwarc, tak podrzucić wstrząsając, to byś pan miał poziom agresji 10.. Albo 07. Zresztą 07 też coś mówił o wstrząsaniu, nie mieszaniu. Etos zwycięzcy jest widać transkulturowy.
"W końcu wszyscy koledzy z laboratorium zaczęli badać świerszcze," mówi Hofmann "i często zakładaliśmy się o wyniki walk między nimi. Okazało się to być świetną zabawą.

Ale czy to wstrząsanie i podrzucanie w powietrze zamienia tchórza w wojownika?
Aby się dowiedzieć, Hoffman i Stevenson próbowali potrząsać i obracać świerszcze w wirującym walcu,ale nie dało to rezultatu. Owady odmawiały walki. Aby sprawdzić wpływ latania, pokoknani zostali umieszczeni na żyłce w tunelu ze strumieniem powietrza, gdzie nie mieli wyjścia tylko latać. Rezultaty były wyraźne. Czterech na pięciu pokonanych natychmiast wracało na pole boju i rzucało wyzwanie zwycięzcom. (...)

Niestety, uczeni nie piszą, czy tę drugą walkę udawało im się wygrać...


Ale wiadomo, że nie ma to jak sobie spokojnie polatać.. Choć Chińczycy takich luksusów swoim świerszczom nie dawali, zapewniając wszelkie inne...

Małpiszonek miał wazę ceramiczną z wizerunkiem jakiegoś wojowniczego bóstwa: domek dla swego owada, ciemną i chłodną siedzibę chroniącą przed nieznośnymi szanghajskimi upałami. Wyprowadzał stworzonko w klateczce z maleńkimi drewnianymi pręcikami, czymś w rodzaju miniaturowej klatki dla ptaków, wyposażonej w przesuwane drzwiczki i wszelkie wygody niezbędne do przyjemnego spaceru na świeżym powietrzu. U góry klatki widniał napis: "Każdy ma powód do radości". Istniały też wazy wydłużone, z szarej gliny - domy schadzek, ponieważ w okresie godowym należało znaleźć generałowi żonę. Były idealnymi miejscami do miłosnych uciech. Świerszcze miały również ozdobne porcelanowe korytka i delikatne przybory: cieniutkie bambusowe pałeczki pomalowane w różne wzory, zależnie od regionu, używane do drażnienia insekta. Na czubku pałeczki tkwiły dwa szczurze wąsy. Można było było w ten sposób podniecać świerszcza, łaskocząc go w różne części ciała. Język był bardzo skodyfikowany, toteż owad, o dziwo, słuchał rozkazów wydawanych przez właściciela również w formie uderzeń o brzeg wazy. Wyczuwając wibrację, świerszcz chwytał sens polecenia i spełniał je. Niesamowite widowisko. Przez tę hodowlę miniaturowych stworzonek czystej krwi w domu panowała gorączkowa krzątanina. Dla generała szykowano wykwintne dania - ogórki, nasionka lotosu, drobno pokrojoną sałatę. Gdy przynosiłam opitego krwią komara, który właśnie mnie ugryzł, Małpiszonek okazywał mi bezgraniczną wdzięczność: krew, jak mi mówił, dodaje świerszczowi sił i czyni go bardziej napastliwym. Prosił mnie nawet, żebym przeżuwała dla niego fasolkę zmieszaną z kawałkami świeżej ryby, po którą chodziliśmy razem na targ. Generał za nią przepadał. W lecie trzeba było wytrenować świerszcze przed jesiennym sezonem "walecznych spotkań", wielką szanghajską atrakcją. Kto chciał wziąć udział w zawodach o pierwszą nagrodę, musiał być członkiem Chińskiego Stowarzyszenia Hodowców Świerszczy, tak jak Małpiszonek, jego ojciec i dziadek. Oficjalnie zakłady były w Chinach zabronione, ale istniało targowisko świerszczy przy ulicy Wschodniego Tarasu, więc miłośnicy gromadzili się tam w ogródkach na zakamuflowanych podwórkach, w herbaciarniach słynących z tej nielegalnej działalności. Przed walką każdy owad był ważony na maleńkiej wadze, co decydowało czy przyszły mistrz zostanie zaliczony do kategorii wagi ciężkiej, piórkowej czy średniej. Sędzia ze śmiertelną powagą wyliczał sukcesy odniesione przez wojownika z każdej rodziny, przygotowywał i stymulował kandydatów za pomocą pałeczki, ustawiał ich w pozycji bojowej. Wtedy właściciel domy gry zbierał zakłady. Bitwa zapowiadał się groźnie, toteż wokół maleńkiej areny panowała burzliwa atmosfera. Gdy wojownik odgryzał głowę swojej ofierze, audytorium wznosiło okrzyk podziwu. Małpiszonek wyjaśnił mi, że jego ojciec robił duże zakłady i oczywiście nie miał czym płacić w wypadku przegranej. Nie udawało się mu przemówić do rozsądku i nieraz doprowadził rodzinę do ruiny. Nierozważnymi zakładami wpędzał małżonkę w histerię i czasem nie śmiał nawet pokazać się w domu. Po powrocie w domowe pielesze wycieńczony generał miał prawo do kąpieli w filiżance herbaty. Jeśli złapał katar lub się przeziębił na spacerze, Małpiszonek sporządzał osobliwy wywar ze swojego dziecięcego moczu - radykalny środek leczniczy dla świerszcza, który natychmiast odzyskiwał zdrowie. Jeśli się zranił, musiał być na diecie, a wtedy rodzina przyrządzała mu specjalne potrawy. Aby go wzmocnić przed następną walką, dawano mu kanapeczki z miodem. Dostosowaliśmy się wszyscy do trybu życia generała, toteż nocą, leżąc na sienniku, bez przerwy o nim śniłam, kołysana chrapaniem całego klanu.



Z jednej strony dokarmianie takiego Świerszcza ludzką krwią.. A z drugiej, dbałość o jego życie sercowe i generalne (generalskie zresztą też) zdrowie? PIękne. No i hazard, panowie i panie, czy w kimś z was nie budzi się żyłka hazardzisty?


Cóż...
tajemniczej podaję dłoń, wisła
zmienna i wieczna - obie patrzą na siebie
Tajemniczej podaję serce, warszawa
zabrała sobie już kawałek tajemnicza

chce całość więc daję co mam.

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Ginny » 03.09.07, 23:45

Skoro społeczność żąda, to naści. Wybór z mojej pracy mgr. Część pierwsza.

TWORZENIE SIĘ GRUP SPOŁECZNYCH W INTERNECIE NA PRZYKŁADZIE FORUM "STREFA HARRY'EGO POTTERA"

II.4. JĘZYK INTERNETU

Specyfiką Internetu jako medium jest wytworzenie swoistego slangu czy socjolektu. Przyczyną tego stanu rzeczy jest między innymi ograniczenie możliwości komunikacji przez to medium (co może brzmieć paradoksalnie, wziąwszy pod uwagę liczne tej komunikacji zalety). Ograniczenia te związane są z tym, że – według wyliczeń psychologów i specjalistów do komunikacji – tylko 7% przekazu w komunikacji pozawirtualnej stanowią słowa, pozostałe 93% to głos i ekspresja (mimika i gestykulacja) . Internet daje swoim użytkownikom do dyspozycji prawie wyłącznie słowa i od ich pomysłowości zależy, jak nadrobią brak pozostałych elementów (jak się okaże, mają na to wiele sposobów).
Jakie to sposoby? Oczywiście, w tak gigantycznej strukturze jak Internet trudno mówić o jakimś jednolitym kierunku przemian języka. Przeciwnie, na forach o trwałym składzie i nieprzypadkowych uczestnikach dyskusji język nieznacznie różni się od starannego języka mówionego. Tam też bardziej dba się o poprawność gramatyczną, interpunkcyjną i ortograficzną. Do tego typu środowisk zaliczyć można także „Strefę Harry’ego Pottera”. Przed upowszechnieniem Internetu takie normy obowiązywały zresztą w całym tym medium. Jednak obecnie normą jest zupełnie inna odmiana języka. Wcześniej wspominałam, że jest on często niestaranny, bez użycia polskich znaków diakrytycznych, z licznymi anglicyzmami i stylizacjami na język angielski (np. zapis koffam zamiast kocham czy jush zamiast już, w których upodabnia się grafię lub fonię do angielskich). Liczne są skróty (podobne zjawisko występuje w korespondencji smsowej), także w większości zaczerpnięte z języka angielskiego. Przykłady takich skrótów to: BTW (by the way – przy okazji, a propos), CU (see you – do zobaczenia), IMHO (in my humble opinion – moim skromnym zdaniem), LOL (laugh out loud – śmiech na sali) czy ROTFL (roll on the floor laughing – zrywać boki ze śmiechu), by wymienić tylko te najpopularniejsze. Na opisywanym w dalszej części pracy forum „Strefa Harry’ego Pottera” uczyniono zastrzeżenie, że językiem obowiązującym jest polski i dotyczy to także skrótów, na przykład MSZ (moim skromnym zdaniem) lub OIW (o ile wiem) są tam właściwsze niż te anglojęzyczne. Grzenia przeprowadził badania nad powszechnością użycia akronimów i z nich wynika, że wcale nie są one tak częste – pojawiają się w ok. 6% tekstów na forach dyskusyjnych. Co ciekawe, podaje on też, że jedynym skrótem polskich słów stosowanym w miarę powszechnie, jest NTG (nie ta grupa), który pojawia się w odpowiedzi na pytanie niezwiązane z tematyką danego forum. Jest to zaskakujące, ponieważ autorka niniejszej pracy nigdy się z takim skrótem nie spotkała, dość często spotykała się natomiast z wymienionymi wyżej skrótami. Można zatem wnioskować, że język polskich internautów jest jeszcze niezbyt skodyfikowany, brak w nim ustalonych form i norm – co za tym idzie, używanie danej formy jest związane z konkretnym środowiskiem. Drugim czynnikiem, który wpływa na częstotliwość pojawiania się form akronimicznych (w obu językach) jest „staż” internauty i jego obycie w tym świecie. Niektóre akronimy bowiem są na tyle skomplikowane, że ich zastosowanie niewiele ma wspólnego z oszczędnością czasu (co było wszak podłożem powstawania akronimów sieciowych) piszącego, a tym bardziej – czytającego, ma natomiast wiele wspólnego z chęcią podkreślenia swojej doskonałej znajomości internetowych realiów i dodaniem sobie prestiżu. Przykładem takiego skrótu jest AFAIK (as far as I know – z tego, co wiem), o którego znaczeniu wie mała grupa osób, co raczej utrudnia niż ułatwia komunikację, ale także wskazuje na tego, kto użył takiego akronimu jako na osobę o dużych kompetencjach w zakresie Internetu. Innym typem akronimów są skróty nazywanie przez Grzenię ucięciami: ich przykłady to: spoko (od spokojnie), pozdro/ pzdr (od pozdrawiam), nara (od na razie). Ich zakwalifikowanie do języka Internetu jest to tyle problematyczne, o ile nie ma pewności co do ich genezy. Są one bowiem równolegle obecne z języku młodzieżowym, języku smsów oraz Internetu (wprawdzie grupy tworzące te dialekty zazębiają się, jednak nie są tożsame), więc nie wiadomo (i trudno byłoby to ustalić), gdzie pojawiły się najpierw.
Ważnym elementem języka internautów są tzw. emotikony (inaczej zwane śmieszkami czy buźkami). Są to: „znaki ułożone z liter oraz innych znaków (np. kropka, przecinek, dwukropek, średnik, myślnik), służące do wyrażania nastrojów, uczuć i emocji” . Emotikony odczytuje się patrząc pod kątem 90º. Ich przykłady to: :) (uśmiech), ;) (uśmiech z przymrużeniem oka, ironiczny), :* (pocałunek), 8) (noszę okulary), [o-<-<] (jestem chory). Takie znaki (obecnie często automatycznie przekształcane w animowane czy graficzne rysunki) pozwalają szybko – a dla wtajemniczonych w ich kod czytelnie – wyrazić opinię, opisać swój nastrój czy zawód. Bywają porównywanie do egipskich hieroglifów przez upodobnienie znaku do przedstawianej nim rzeczy czy zjawiska. Jednocześnie, co jest funkcją socjolektu, wpływają integrująco na grupę, która rozumie system znaków i skrótów i bezbłędnie porusza się w ich gąszczu, pozwalają odróżnić stałego użytkownika sieci od przypadkowego gościa. Otwarte pozostaje pytanie, czy sieciowe wyrazy uczuć są nimi naprawdę, czy też tylko wypełnieniem samotności osoby przed monitorem (a zatem, stanowią ucieleśnienie Baudrillardowskiego simulacrum). Równie niejednoznaczna jest ich funkcja umilająca komunikację – kiedy rozmowa jest neutralna, taki: :) uśmiech ją naprawdę poprawia, lecz w momencie sporu – jest odbierany jako zuchwałość i prowokacja . Skądinąd, wydaje się, że analogicznych reakcji można spodziewać się po komunikacji face to face. Uśmiech adwersarza w czasie kłótni jest bowiem uważany za deprymujący.
Nie są to jedyne przykłady tego, jak grafia internetowa różni się od tradycyjnej. Niemniej jednak wszystkie one wynikają z prób zastąpienia w jakiś sposób intonacji, ekspresji werbalnej i w jak największym stopniu zbliżenia go do mowy. Jest to zatem zjawisko pomiędzy pismem a mową – rzecz cokolwiek kuriozalna i niespotykana wcześniej. Jakie to różnice? na przykład, pisanie poszczególnych słów wersalikami zastępuje akcent logiczny w mowie. Natomiast pisanie wielkimi literami dłuższych ustępów tekstu jest ekwiwalentem krzyku i – jeśli nie ma szczególnego uzasadnienia – uchodzi za naruszenie etykiety internetowej (w skrócie zwanej netykietą) . Inną metodą ekspresyjnego zapisu jest powtarzanie jednego znaku (zwielokrotnione wykrzykniki czy litery jak np. Heeej!!!!!!). Jak łatwo można sobie wyobrazić, ma to obrazować okrzyk. Przeciwieństwem tych zjawisk jest zapisywanie wszystkich słów małymi literami wbrew regułom ortografii polskiej. Wynika to, zdaniem Grzeni, z tego, iż „mówiącymi kieruje potrzeba jak najszybszego wyrażenia treści” . Często z tej samego powodu unika się także znaków interpunkcyjnych i polskich znaków diakrytycznych, co może powodować nieporozumienia (słowo zapisane jako maja może tu równie dobrze oznaczać maja, mają, Maja i nie zawsze da się wywnioskować z kontekstu, które słowo piszący miał na myśli). Inną zmianą w stosunku do ortografii (i języka mówionego) jest sposób użycia wulgaryzmów. Ponieważ na większości forów internetowych ich użycie jest zabronione, a spora część użytkowników odczuwa jednak potrzebę ich napisania, powstały metody na uniknięcie cenzury. Są nimi na przykład: zastąpienie w słowie części liter gwiazdkami (*), przedzielenie wyrazu spacją czy dywizem lub też – jest to chyba wersja najsubtelniejsza – zastąpienie wyrazu ciągiem znaków graficznych bez logicznego związku (np. #$%#*&$). Tylko dzięki znajomości kodu, jakim jest specyficzny język internautów oraz dzięki kontekstowi można się domyślić, o jakie słowo chodziło autorowi tekstu. Z drugiej strony wirtualni mechaniczni cenzorzy są coraz bardziej wyczuleni na takie uniki, co prowadzi do sytuacji nacechowanych absurdem – cenzurze i automatycznemu „wykropkowaniu” (wycięciu) ulega np. słowo abstrahując ze względu na zbitkę literową w środku wyrazu, która kojarzy się z jednym najpopularniejszych wulgaryzmów.
Zupełnie innym zabiegiem jest tzw. leet (skrót od elite speakjęzyk elity), czyli traktowanie pisanego tekstu nie jako środka komunikacji, lecz jako cel sam w sobie i zapisywanie go nie za pomocą liter, tylko znaków jak najbardziej do nich podobnych (na przykład t jest zastępowane przez +, a s przez 5). Ten sposób zapisu wymaga bycia wtajemniczonym w szyfr (dlatego nazwany jest językiem elity) i, choć umożliwia odczytanie powstałego tekstu, nie służy w zasadzie komunikacji, a prawie wyłącznie – podniesieniu i podkreśleniu własnego statusu.
Ciekawym zabiegiem zacierającym granice między tekstem pisanym a kontaktem face to face jest umieszczanie w wypowiedziach informacji o tym, co dana osoba robi. W interakcji realnej rozmówca widziałby te czynności, w Sieci dostaje ich opis (np. <zagląda> ,<siada na parapecie> ). Ma to na celu, moim zdaniem, maksymalne zbliżenie rozmowy przez Internet do rozmowy na żywo i stanowi rodzaj „bliskości na odległość”, hybrydalnej formy kontaktu możliwej tylko przy użyciu tego medium. Łączą się w niej: kontakt w czasie bezpośrednim, pismo i omówione pokrótce wcześniej formy przekazania wyrazu twarzy, intonacji czy stanu za pomocą grafii liter i znaków. Grzenia stawia hipotezę, że język Internetu to (w nawiązaniu do typologii rodzajów języka autorstwa Aleksandra Wilkonia) trzecia odmiana języka. Ma w sobie cechy języka mówionego i pisanego, oficjalnego i potocznego („...teksty internetowe funkcjonują w formie elektronicznej: niemówionej, choć czasem o cechach języka mówionego, i nieidentycznej z pisaną, choć opartą na piśmie. ”) i jest w tym zresztą odbiciem specyfiki Internetu jako całości, który też mieści w sobie sprzeczne cechy. Sąd ten wydaje mi się słuszny, choć wielu językoznawców jest przeciwnego zdania. Ewa Kołodziejek skłania się na przykład ku zdaniu, że jest to „zapisany język mówiony” . Nie ma tu miejsca na rozwijanie tego tematu, aczkolwiek zasługuje on na badania, przede wszystkim językoznawcze.
Innym problemem użycia języka w Internecie jest coś, od czego z reguły zaczyna się uczestnictwo w forum dyskusyjnym, czyli przybranie nickname (pseudonimu), zwanego częściej nickiem. Wiąże się z tym kilka decyzji, które w jakimś stopniu określają stosunek danej osoby do swojej bytności w Sieci i do rozmów, jakie zamierzają prowadzić. Po pierwsze, ważne jest, czy wybiera się jeden nick, czy nie. Wybranie jednego oznacza zgodę, by był on imieniem i nazwiskiem danej osoby w Internecie, zatem do pewnego stopnia ogranicza anonimowość. Daje bowiem innym możliwość prześledzenia, co dana osoba pisała wcześniej. Z tego punktu widzenia jest to zaletą, chociaż z perspektywy osoby piszącej – niekoniecznie (posłużę się cytatem z rozmowy z respondentem: na gronie mi się nie podoba, że jest wyszukiwarka wszystkich wiadomości, bo to nie daje żadnej prywatności. [rozmówca 2]. Nie ulega jednak wątpliwości, że używanie stałego nicka jest wyrazem szacunku dla rozmówców i z pewnością ułatwia zawieranie znajomości (pozwala na poznanie osoby i polubienie jej). Przybieranie nicków okazjonalnych pokazuje, że użytkownik nie chce być rozpoznawalny. W wielu wypadkach podpisywania się dowolnym nickiem traktowane jest tak, jak pisanie anonimów w realnym świecie – jako coś niegodnego i związanego z rozsiewaniem niesprawdzonych informacji czy obrażaniem innych. Jest zatem odbierane jednoznacznie negatywnie. Nie zmienia to faktu, że jest praktykowane nader często („Rekordziści mają po sto kilkadziesiąt nicków.” ). Jest jeszcze jedna, lecz bardzo rzadka możliwość. Stanowi ją wymóg podpisywania postów imieniem i nazwiskiem (w dodatku połączony z sugestią, by do tych danych dołączyć jeszcze zdjęcie). Tak dzieje się na przykład na http://www.wiadomosci24.pl/forum. Jest to jednak zdecydowanie sytuacja nietypowa. Oceniłabym ją wręcz jako anomalię i zaprzeczenie idei uczestnictwa w forach dyskusyjnych (gdzie anonimowość jest wartością z reguły nacechowaną bardzo pozytywnie i skłaniającą do udziału w rozmowie).
Nicki mają za zadanie określić tożsamość danej osoby, dlatego też często są w jakiś sposób znaczące. Dobrze wybrane stają się wizytówką ich użytkownika, konieczność ich zmiany jest odczuwana jak konieczność zmiany tożsamości, a ich przekręcanie (zwłaszcza o wydźwięku ironicznym) jest uważane za złamania reguł netykiety . Za ich pomocą internauta z reguły chce powiedzieć o sobie jak najwięcej, tak, by jak najbardziej zbliżyć komunikację do rzeczywistej, a zatem ujawnić płeć, wiek czy zainteresowania. Na forach tematycznych powszechne są nicki z tej ostatniej grupy, zgodne z profilem danego forum. Na omawianym tu, Strefie Harry’ego Pottera jest to bogata gałąź nazw: np. Arthur Weasley, Jęcząca Marta, Ginnusia, Wierzba Bijąca – to wszystko imiona postaci (lub elementów krajobrazu) występujących w powieści, której miłośnikami są powyższe osoby. Pozostałe nicki mają rozmaite pochodzenie. Są odniesieniami do mitologii lub klasyki literatury (jak Ariel czy Kirke), do twórczości nurtu anime (jak Reki czy Rakka), czasem – choć rzadko – imionami i nazwiskami (Leszek, Adam Widur). Są wśród nich takie, które określają charakter osoby (Bzik). Jest to dość specyficzne, ponieważ na innych forach często nicki są przypadkowym zlepkiem liter lub rzeczownikami mocno zniekształconymi przez użycie nietypowej ortografii czy znaków innych niż litery i cyfry. Przykładami pierwszego typu nicków są: aaa, Aaooo, d0m3l. Stanowią one efekt przypadkowego uderzania w klawiaturę, lecz także są wynikiem przemyślanej postawy wobec danego forum - właściciele tych nicków, moim zdaniem, celowo wybrali właśnie takie, by jak najpełniej chronić swoja tożsamość. Innym typem nazw, częstym w komunikacji internetowej in masse, a szczególnie widocznym na czatach (pogawędkach internetowych), jest połączenie imienia z wiekiem (podawanym w latach lub zaszyfrowanym przez rok urodzenia) i/ lub nazwa miasta. Wynika to z tego, że na czatach, szczególnie tych o charakterze towarzyskim, rozmówcy chcą szybko wiedzieć, czy ich interlokutor jest w zbliżonym wieku (jeśli tak, szanse na przeniesienie znajomości na grunt niewirtualny rosną) oraz jaka odległość ich dzieli (co zresztą pokazuje, jak mimo wszystko istotna jest możliwość zmiany charakteru relacji z wirtualnego na realny). Przykłady takich nazw to: damian21 czy Maandy89. Kolejnym typem nazw własnych w Sieci są nicki zawierające symbole graficzne czy powtarzające się (bez ortograficznego uzasadnienia) litery. Typowym przykładem jest nick $@ndr@ - który, jeśli mu się dobrze przyjrzeć, jest tylko imieniem „Sandra”, choć dzięki tej formie graficznej zwraca na siebie uwagę. Inną egzemplifikacją tego zjawiska jest nick aagusiiiaa. Zawiera on charakterystyczną zwłaszcza dla rubryki „Ogłoszenia drobne” w gazetach manierę rozpoczynania tekstu od ciągu liter a – ma to zapewnić ogłoszeniu znalezienie się na pierwszym miejscu układanej w kolejności alfabetycznej listy ogłoszeń. Czy ten sam ciąg w nicku może pełnić podobną funkcję? Raczej nie, niemniej jednak jest stosowany wcale często.
Grzenia, podsumowując podrozdział dotyczący nicków, pisze: „Jakkolwiek funkcją nicków jest ukrywać ich użytkowników, w istocie rzeczy, będąc często formami wymyślnymi, służą one w wielu wypadkach do zwrócenia uwagi na ich posiadacza” . Funkcja ukrywająca nie jest jednak bez znaczenia, gdyż nick służy jako zasłona dymna, zza której nie widać twarzy piszącego, ale widać jego przeżycia. Należy jednak pamiętać, że są takie miejsca w Internecie, gdzie zaletą nicka jest jego prostota – tak, jak ma to miejsce na forum Strefa Harry’ego Pottera.
Ważnym elementem określania tożsamości internetowej danej osoby jest także jej sygnaturka. To krótki (najczęściej o długości kilku linijek) tekst umieszczany pod wypowiedziami danej jednostki. Nie ma w zasadzie żadnych ograniczeń co do tego, jakiej treści powinna być sygnaturka – mogą być to dane personalne osoby (w sytuacjach bardziej oficjalnych), adres jej strony internetowej lub też jakiś cytat, który jest szczególnie dla danej osoby ważny lub tez coś o niej mówi. Sygnaturkę można zmieniać w zależności od nastroju czy okoliczności, aczkolwiek niektórzy mają jedną przez dłuższy czas i jest ona wtedy ich znakiem rozpoznawczym nie mniej niż nick.
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Ginny » 04.09.07, 23:08

ROZDZIAŁ III. STREFRA HARRY’EGO POTTERA

III.1. FENOMEN HARRY’EGO POTTERA


Forum „Strefa Harry’ego Pottera”, któremu poświęcę tę część pracy, nie powstałoby, gdyby nie sukces, jaki odniosła seria powieści o tym czarodzieju. Warto zatem poświęcić trochę uwagi temu fenomenowi księgarskiemu i socjologicznemu.
Seria ta ma składać się z siedmiu tomów, z których każdy opisuje jeden rok nauki tytułowego bohatera w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Do tej pory ukazało się sześć tomów, premiera ostatniego jest zapowiedziana na 21 lipca 2007 roku (jednym z licznych dowodów na szczególny status tej książki jest fakt, iż w sklepach internetowych można ją było zamawiać na pół roku przed datą wydania). Autorką jest Joanne Kathleen Rowling, Angielka, absolwentka filologii francuskiej na prowincjonalnym Uniwersytecie w Exeter. Był to jej debiut. Jak sama mówi, trzon fabuły swoich powieści wymyśliła w czasie czterogodzinnej podróży pociągiem z Londynu do Edynburga. Pierwszy tom ukazał się 30 czerwca 1997 roku w Wielkiej Brytanii – był to „Harry Potter i kamień filozoficzny”. Powieść trafiła na brytyjski rynek właściwie bez reklamy czy choćby nagłośnienia, gdyż nikt nie zakładał, że osiągnie taki sukces. Sam wydawca mówił do autorki: „Nigdy nie zarobisz żadnych pieniędzy na książkach dla dzieci, Jo” . Mimo to lektura stawała się coraz popularniejsza, wydano ją też w Stanach Zjednoczonych Ameryki, pod zmienionym tytułem „Harry Potter i kamień czarnoksiężnika”. Obie edycje jako autora podawały „J. K. Rowling” – bez określania płci, jako że wydawca obawiał się, że chłopcy (a do nich była przede wszystkim kierowana książka) nie zechcą kupić powieści autorstwa kobiety. Książka stopniowo zdobywała popularność, zaczęła być tłumaczona na inne języki, polski przekład ukazał się 30 sierpnia 2000 roku nakładem wydawnictwa Media Rodzina tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego. W tym czasie w krajach anglojęzycznych ukazały się dwa kolejne tomy: „Harry Potter i komnata tajemnic” (1998 rok – w Polsce w 2000 roku) oraz „Harry Potter i więzień Azkabanu” (1999 rok – w Polsce: 2001), a w 2000 roku – „Harry Potter i Czara Ognia” (w Polsce – 2001 rok). Piąty tom, „Harry Potter i Zakon Feniksa” ukazał się w 2003 roku (polskie tłumaczenie rok później), a szósty, „Harry Potter i Książę Półkrwi” – w 2005 (a po polsku – 2006) roku. Oprócz tego Rowling napisała dwie książeczki, „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” oraz „Quidditch przez wieki”, osadzone w realiach cyklu powieściowego.
Każda kolejna powieść jest obszerniejsza niż poprzednia – pierwsza (w polskim tłumaczeniu) liczyła 326 stron, szósta już 704. Są tez kierowane do coraz starszych odbiorców: ideą autorki było, by czytelnik dorastał do kolejnych części i miał mniej więcej tyle lat, co główni bohaterowie danego tomu. Zgodnie z tym założeniem autorka stopniuje w kolejnych powieściach grozę i przemoc, ale też ukazuje coraz trudniejsze kwestie społeczne czy etyczne (nietolerancja ze względu na rasę lub zasobność, oportunizm, wybaczenie i wiele innych).
Od 2001 roku zaczęły pojawiać się filmowe adaptacje kolejnych tomów. W tym czasie książki o nieletnim czarodzieju osiągnęły już taką popularność, iż oczywistym było, że filmy na ich podstawie odniosą gigantyczny sukces finansowy. Pierwszy z nich znajduje się na trzecim miejscu najbardziej dochodowych filmów wszechczasów, był też nominowany do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej – Oscara w trzech kategoriach (za muzykę, kostiumy i scenografię). Do Oscara w dwóch kategoriach (muzyka i efekty specjalne) nominowano też „Harry’ego Pottera i więźnia Azkabanu”, a za scenografię – „Harry’ego Pottera i Czarę Ognia”. Udało się też zaangażować do nich najlepszych brytyjskich aktorów. Jednocześnie z produkcją filmów ruszyła produkcja rozmaitych gadżetów związanych ze światem Harry’ego – ołówki, plastikowe figurki, zeszyty, kalendarze, a przede wszystkim – gry komputerowe. Dotychczas powstało ich pięć, cztery odpowiadające poszczególnym tomom i filmom oraz „Mistrzostwa Świata w qudditchu” (ulubionej grze w świecie wykreowanym przez Rowling). Miarą popularności tego bohatera jest też ilość stron w internecie odnoszących się do jego osoby – wyszukiwarka google.pl znalazła ich około 64,8 miliona , w tym około 103 tysiące stron poświęconych „fan fictions”, czyli opowiadaniom osadzonym w świecie Harry’ego Pottera, a pisanych przez internautów i około 328 tysięcy stron z forami dyskusyjnymi. Na jednym z takich forów moderatorką jest autorka niniejszej pracy i jemu poświęci kolejną jej część.
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Ginny » 07.09.07, 23:29

III.2. METODOLOGIA BADAŃ

Rozdział empiryczny mojej pracy poświęcony będzie procesowi, który przekształcił grupę ludzi szukających w Internecie miejsca, gdzie mogliby podyskutować o cyklu o Harrym Potterze – w grupę społeczną z własnym socjolektem, rytuałami, a przede wszystkim, z silnymi więziami społecznymi. Aby ustalić, jak do tego doszło, korzystałam z kilku metod badań socjologicznych: przede wszystkim obserwacji uczestniczącej i wywiadów jakościowych z wybranymi członkami tej społeczności, ale także – pomocniczo – z analizy tekstów (przede wszystkim historii forum, ale też tekstów pisanych na forach, zwłaszcza na tym o charakterze towarzyskim).
Obserwacja uczestniczą to metod z zakresu badań jakościowych, polegająca na poznawaniu prawdziwych zachowań badanych osób w ich naturalnym środowisku. Badacz jest jednym z uczestników zdarzeń, które obserwuje, działa zatem razem z grupą, będąc jej członkiem. W wielu wypadkach wadą tej metody jest jej czasochłonność, gdyż wejście do grupy (zwłaszcza tej o ustalonej formie, hierarchii i liczbie członków) może być trudne i trwać dłuższy czas. W tym jednak wypadku sytuacja wyglądała inaczej. Byłam członkiem badanej grupy na kilka lat przed podjęciem decyzji o badaniu jej. Dzięki temu, po pierwsze, uniknęłam konieczności włączania się do grupy (co, jak mówiłam w rozdziale I, jest procesem złożonym i o dużym stopniu ryzyka odrzucenia przez grupę), po drugie, znałam już wcześniej pewne jej zwyczaje, język, nie byłam kimś obcym, wobec kogoś należy być nieufnym. Wszyscy uczestnicy spotkań, które obserwowałam, byli wcześniej poinformowani, że wykorzystam te obserwacje do stworzenia niniejszej pracy, wszyscy tez wyrażali na to zgodę. Nie zauważyłam,aby ta zmiana sytuacji w jakikolwiek sposób wpłynęła na ich zachowanie. Jako obserwator uczestniczyłam w siedmiu spotkaniach grupy w tzw. „Dziurawym Kotle” oraz w jednej Wigilii, wcześniej natomiast brałam udział w około piętnastu spotkaniach i jeszcze jednej Wigilii, tak więc poznałam bardzo dobrze miejscowe zwyczaje i tradycje. Tak prowadzone badania pozwoliły na to, bym mogła opisać je możliwie dokładnie, na pograniczu opisu socjologicznego i etnograficznego.
Oprócz obserwacji, przeprowadziłam także dziesięć wywiadów zestandaryzowanych (z ustalonym wcześniej kwestionariuszem pytań) oraz dwa pogłębione o charakterze narracyjnym. Dobór konkretnych ludzi odbywał się metodą losową. Dobierałam ich wśród osób, które napisały więcej niż sto postów na forum, gdyż takie przyjęłam kryterium bycia stałym bywalcem. Okazuje się zresztą, że jest to kryterium, które stosują też inni badacze grup społecznych w Sieci – na przykład Michał Podgórski, który kryterium stu notek argumentował tym, że po takiej ich ilości „użytkownik staje się postacią w miarę wyraźną i rozpoznawalną na forum” . Zastosowałam tę metodę ze świadomością faktu, że wnioski wysnuwane na podstawie tych badań będą w mniejszym stopniu przekładalne na populację, zatem w tym wypadku – na wszystkie grupy internetowe. Jednak uznałam, iż w przypadku założonych celów badawczych „właściwe jest dobranie próby na podstawie własnej wiedzy o badanej populacji” i daje ono szansę na lepsze poznanie badanych zjawisk, a pewne procesy odnotowane w tym studium przypadku i tak można uogólniać, gdyż obrazują tendencje w środowisku internetowym powszechne.
Oto, jakie zadawałam im pytania: (w wywiadach zestandaryzowanych; w narracyjnych rozmowa toczyła się w oparciu o nie, ale miała charakter bardziej swobodny):
1. Kim jesteś? (wiek, zawód)
2. Jak często korzystasz z Internetu?
3. Kiedy i w jaki sposób trafiłeś/ -aś na forum Strefa Harry’ego Pottera?
4. Dlaczego na nim zostałeś/ -aś?
5. Jak często na nim bywasz?
6. Czy należysz do innych społeczności internetowych? Jakich?
7. Czy wcześniej znałeś/ -aś kogoś z członków forum?
8. Jeśli nie, to kiedy kogoś z nich poznałeś/ -aś i w jakich okolicznościach?
9. Czy uczestniczysz w spotkaniach członków forum (w Dziurawym Kotle/ Wigilie/ inne)? Jeśli tak, jak je wspominasz?
10. Czy znasz jakieś rytuały członków forum (język/ piosenki/ zwyczaje)? Jakie?
11. Jak określił/a/byś swoje relacje z członkami forum?
12. Czy zwrócił/a/byś się do członków forum z prośbą o pomoc?
13. Jak odbierasz konflikty na forum?
14. Czy uważasz, że Twoje relacje z członkami forum różnią się czymś od relacji z osobami, które poznałeś w inny sposób?
15. Czy uważasz, że członkowie forum tworzą grupę?
Pytania te odpowiadają strukturze zagadnień, które wyróżnia Nancy Baym, amerykańska specjalistka w dziedzinie komunikacji społecznej jako podstawę prowadzenia badań nad grupami społecznymi w Internecie. Dzieli ona badane czynniki na zewnątrz- i wewnątrzgrupowe. Do pierwszej grupy zalicza: kontekst zewnętrzny (czyli kompetencje kulturowe uczestników), organizacja temporalna komunikacji (czyli charakterystyka forum), infrastruktura systemu (wielkość i jakość forum), cele forumowiczów (ich motywy uczestnictwa w grupie) oraz ich cechy demograficzne (wiek, płeć, wykształcenie, miejsce zamieszkania). Druga kategoria czynników obejmuje zaś: środki wyrazu (szeroko rozumiany język Internetu), normy zachowań, tożsamość użytkowników (szczególnie polityka anonimowości na forum) oraz relacje między nimi (ich subiektywna ocena dokonana przez bywalców). Wszystkie te aspekty, konieczne, by zrozumieć tworzenie się grupy społecznej w Sieci, zostały uwzględnione w pytaniach kwestionariusza oraz znajdą rozwinięcie w dalszej części tego rozdziału. Należy dodać, że z ramami kwestionariusza opracowanymi przez Baym zetknęłam się już po opracowaniu koncepcji badania i posłużyły mi one nie tyle jako wskazówka, co jako jego uzupełnienie.
Moi respondenci to bardzo aktywni członkowie forum – liczba napisanych przez nich notek waha się między 527 a 7285 . Siedmioro z nich zarejestrowało się na forum w ciągu kilku dni od jego restauracji 31 stycznia 2004 roku (jedna osoba spośród nich po kilku miesiącach zmieniła swojego nicka, co w nieznacznym stopniu obniżyło jej ilość postów). Oznacza to, że byli także jego członkami na wcześniejszych wersjach tego forum (o czym szerzej w podrozdziale o historii forum).
Są to osoby dobrze odnajdujące się w rzeczywistości wirtualnej. Tylko jedna powiedziała, że korzysta z Internetu prawie codziennie, reszta czyni to codziennie i to przez kilka godzin. Z podobną częstotliwością wchodzą na forum, o którym mowa. Bardzo charakterystyczne są kolejne głosy: Przeważnie kiedy w ogóle siedzę przy komputerze mam stronę otwartą przez cały czas., na forum wchodzę raz dziennie – od 9 do 23, Cały czas mam coś włączone, najczęściej Knajpę.. Tylko jedna osoba deklaruje, że bywa tam rzadziej, co kilka dni. Należy zatem wnioskować, że dla większości ważny jest stały, codzienny kontakt z forum i z poznanymi na nim ludźmi, że traktują to jako sprawę o dużym znaczeniu, nieledwie priorytetową. Znaczna część nich nie ogranicza się przecież do korzystania z tego jednego forum, aż ¾ z nich należy do innych społeczności internetowych. W tym – do forum Mirriel, które było założone przez członków forum „Strefa Harry’ego Pottera”, gdy zepsuł się ich serwer, ale też do społeczności grono.net. Trzy osoby pisują też na forum gazeta.pl (forum „Gazety Wyborczej”), kilka kolejnych zagląda na fora i strony poświęcone ich indywidualnym zainteresowaniom. Prawie połowa wspominała także o użyteczności Internetu w ich pracy (potrzebne mi to /korzystanie z Internetu/ jest w pracy., Szukam informacji przydatnych mi do pracy). Kilka osób prowadzi też swoje blogi, fora lub strony internetowe. Zatem są to ludzie, dla których Internet jest w zasadzie podstawową przestrzenią życia, poszerzania wiedzy i komunikowania się z innymi. To ważna obserwacja, ponieważ tłumaczy fakt, że dla takich osób również zawieranie przyjaźni i tworzenie grup za pomocą tego medium nie jest niczym dziwnym. To jest ich świat, świat, w którym doskonale się odnajdują.
Na forum, o którym tu mowa, trafili w różnym czasie i w rozmaity sposób. Cztery osoby były na nim praktycznie od początku w 2001 roku, kiedy funkcjonowało jeszcze jako forum przy stronie Tytusa Hołdysa albo przez czat z nim związany. Pozostali dołączali na różnych etapach fascynacji Harrym Potterem: Szukając pirackiego tłumaczenia 5 tomu HP, wrzuciłem w google hasło Harry Potter – tłumaczenie., po przeczytaniu czterech dostępnych wtedy tomów HP chciałam poszukać więcej informacji o książce, zainteresowałam się Strefą w związku z (świeżą wówczas) fascynacją książkami o Harrym.. Dwie osoby zostały nakłonione do zajrzenia na stronę przez znajomych, którzy byli już aktywnymi członkami forum. Kolejne dwie, co istotne, trafiły na forum w poszukiwaniu opowiadań osadzonych w świecie Harry’ego Pottera, czyli fanfictions: byłam urzeczona fenomenem fanfiction. Nie przypuszczałam wcześniej, że można pisać coś takiego i do tego – tak dobrze pisać.. Jest to godne podkreślenia z tego względu, że zjawisko fanfiction odegrało dużą rolę wżyciu tej grupy, z niego wzięły swój początek niektóre zwyczaje kultywowane przez forumowiczów. Stanowi też jedno z wytłumaczeń faktu, dlaczego zostali na tym właśnie forum (obecnie wszak jest do wyboru wiele innych o tej tematyce) i dlaczego związali się akurat z tą grupą ludzi (czy raczej, przynajmniej w pierwszej fazie – nicków). Podstawowy argument dla znacznej części respondentów stanowił wysoki poziom forum (Wysoki poziom intelektualny rozmówców, ich starszy niż przeciętna wiek – to była nowa jakość w rozmowach o Harrym, Bo to najlepsze forum dyskusyjne o HP w polskiej sieci, na Strefie zatrzymał mnie intelektualny poziom i głębia dyskusji.. Są to głosy osób z wykształceniem wyższym niż przeciętne i starszych niż zakładany stereotypowo wiek fanów Harry’ego Pottera. Dla nich symbolem dyskusji, w jakiej nie chcieliby uczestniczyć na swoim forum jest zapisany w regulaminie przykład Harry Potter yes the best, przywoływany jako anegdota. Jednakże w początkach forum trudno było uniknąć dyskusji na podobnym poziome, lecz w stosunkowo krótkim czasie moderatorzy poradzili sobie z tym problemem nieprzystawalności poziomów różnych osób. Skądinąd, ten etap działalności forum przywołały aż trzy osoby, co jest dowodem, że naprawdę było to zjawisko uciążliwe. Jedna z nich wręcz chciała z tej przyczyny zrezygnować z bytności na forum: nie było się o czym wypowiadać, umknął mi ten moment, kiedy SHP zaczęła być sensownym forum . Pośrednim dowodem na to jest także regulamin forum, który w znacznej części poświęcony jest poprawności językowej i uznawanej w tym miejscu kulturze dyskusji (o czym szerzej w kolejnych podrozdziałach).
Inną ważną przyczyną, dla której zostawano na forum, były literackie walory pisanych tam opowiadań – na ten aspekt zwracają uwagę trzy osoby, opisując to chociażby tymi słowami: zobaczyłam szansę na to, że dzięki pisaniu fanfictów potterowskich nauczę się warsztatu pisarskiego, a pisać chciałam zawsze. Ostatnim typem argumentu za zostaniem na forum była jego atmosfera i współtworzący je ludzi. Świadczą o tym takie wypowiedzi jak: było tam naprawdę bardzo fajnie , możliwość obcowania z twórcami opowiadań, które mnie zachwyciły, tolerancja (...) i… w jakiś sposób wspólne życie w magicznym świecie, który sami tworzyliśmy, który nas łączył i chronił przed codziennością czy: klimat i dobrane towarzystwo, jakiego ze świecą teraz w necie szukać.Widać w tych słowach duży ładunek emocji pozytywnych. Podkreśla się klimat tego forum, jego odmienność. Można powiedzieć, że członkowie forum mają poczucie przynależności do elity, gdyż zdarzyło się im to, co jest dane nielicznym w Internecie – znalezienie miejsca innego niż wszystkie. Wszyscy traktują to jak wartość autoteliczną.
W tym miejscu należy powiedzieć, że opisywane forum składa się z trzech odrębnych stref tematycznych. Pierwsza (Strefa Harry’ego Pottera) poświęcona jest dyskusjom o cyklu literackim. Przykładowe tematy dyskusji z tego forum to: „W oczekiwaniu na premierę VII tomu”, „Film no.6”, „Nie samym Benedyktem XVI... – Harry Potter i osoby duchowne”, „Kto zginie lub kto powinien” czy „Czysta krew, czyli analiza powyższej ideologii”. Druga część forum (HP Fanfiction) poświęcona jest publikowaniu własnych dzieł i komentowaniu prac innych, trzecia (Knajpa 24h) – rozmowom na tematy ogólne. Nie wszystkich uczestników w równym stopniu interesują te trzy rodzaje działalności na forum (Jeśli chodzi o Strefę to bywam tam rzadko, bo nie interesują mnie dyskusje o zawiłościach kanonu.- ).
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Ginny » 14.09.07, 23:21

Dawno nie wklejałam. Nie wiem, czy ktoś to czyta, ale.

III.3. HISTORIA FORUM

Relacjonując historię forum, o którym traktował będzie ten rozdział, w dużej mierze korzystam z „Historii forum Harry Potter fan fiction” , fora współistniejącego z tu omawianym i odwiedzanego przez podobne grono osób.
Początki forum wiążą się ze stroną internetową wydawnictwa Media Rodzina, które jest polskim wydawcą „Harry’ego Pottera”. Tam w październiku 2000 roku powstało pierwsze forum, jednakże po niedługim czasie jego formuła (przede wszystkim przez brak moderatora, czyli osoby sterującej dyskusją) się wyczerpała. Z tej przyczyny Tytus Hołdys, syn Zbigniewa, znanego muzyka rockowego, założył w maju 2001 roku pierwszą polską prywatną stronę interetową poświęconą Potterowi. To, że założycielem była osoba z łatwym dostępem do mediów, miało duże znaczenie, gdyż spowodowało rozgłos wokół powieści (wtedy, na przełomie 2000 i 2001 roku, mało w Polsce popularnej). Tak zwane „pierwsze forum” było jeszcze dość mało zaawansowane technicznie i nie cieszyło się zbyt wielką popularnością. Za to prawie od początku funkcjonowało dwudzielnie, jak Strefa Harry’ego Pottera (gdzie omawiano problemy związane z treścią książek) i Harry Potter FanFiction (gdzie publikowano opowiadania). Prawie od początku byli w nie zaangażowani niektórzy uczestnicy, którzy są tu obecni do dzisiaj (m.in. Arthur Weasley, Dziewczyna Hagrida /obecnie Minerwa/, Ariel, Ginnusia).
„Drugie forum” to określenie działalności od marca 2002 do września 2003 roku. Zmiana numeracji związana była z przeniesieniem forum na nowy serwer. Zbiegło się to w czasie z odejściem jednego z dotychczasowych moderatorów. „Trzecie forum” także zaczęło działalność na nowym serwerze, jednak trwało to bardzo krótko – tylko do grudnia 2003 roku. Potem nastąpił czas zwany „wielkim padem”, kiedy to znikły oba fora. Stan ten trwał dość długo, jednak już wtedy zarysowały się cechy świadczące o tym, że członkowie forum stanowią grupę: szybko nawiązano łączność drogą e-mailową (tą droga składano sobie życzenia świąteczne) i na początku stycznia 2004 roku utworzono nowe forum, „żeby pozbawieni swego miejsca Twój.Netowcy mieli gdzie się podziać” . Podgórski w swojej pracy wspomina jako o swoistym fenomenie o forach, które były w stanie przetrwać nawet odłączenie serwera. Opisywane tu forum, jak widać, na pewno do takich należy. Kiedy 31 stycznia 2004 roku można było reaktywować dawne forum (a zarazem już czwarte z kolei), wiele osób zrezygnowała z bytności na tymczasowym, niemniej jednak część tam już została, a inni dzielili czas pomiędzy oba fora. Wtedy także powstaje trzecie forum – Knajpa 24 h, które ma charakter towarzyski i służy do rozmów na tematy niezwiązane w żaden sposób z powieściami Rowling. Dzięki jego istnieniu bywalcy mają okazję poznać się lepiej, utrzymywać stały kontakt i wiedzieć, co porabiają inni. W styczniu 2004 roku odbyło się pierwsze spotkanie członków forum w jednej z warszawskich tawern (tam też odbywają się one do dzisiaj), a w grudniu tego roku miała miejsce pierwsza wspólna Wigilia członków forum, co można uznać za kolejny etap w integracji. Rok później doszło do rozpadu forum, związanego z konfliktem pomiędzy niektórymi członkami grupy. Wiele osób, które współtworzyły od kilku lat forum, odeszło, by skupić się na innym forum na tym samym serwerze.
Na forum „Strefa Harry’ego Pottera” napisano 10855 postów (co daje około 9 nowych notek dziennie), na „Harry Potter FanFiction” – 10125 (około 8,5 notki dziennie), a w „Knajpie 24h” (wraz z postami, które powstały przed rozpadem forum i jako takie są wydzielone w osobnym temacie) – 67763 - a zatem na tym forum średnio wpisywano dziennie około 57 notek. Można więc powiedzieć, że dwa pierwsze fora są średnio popularne. Jest to – jest wspominałam – popularność o charakterze sinusoidy, której wierzchołki przypadają na trzy okresy: wydanie kolejnego tomu, wydanie jego polskiego tłumaczenia oraz premiera kolejnego filmu. Natomiast trzecie forum składowe tętni życiem i należy je zaliczyć do bardzo aktywnych w zasadzie niezależnie od czynników zewnętrznych. Aczkolwiek da się zauważyć, że w czasie trwania konfliktu aktywność użytkowników znacząco wzrasta, a jednocześnie na forum przebywa kilkanaście osób, podczas gdy na co dzień normą jest kilka. Użytkownicy chętniej wchodzą na to forum także w momentach szczególnych, takich jak śmierć papieża Jana Pawła II – w ciągu dziesięciu dni po jego zgonie napisano osiemset notek (osiemdziesiąt dziennie, a zatem o 1/3 więcej niż średnia).
Podsumowując ten podrozdział, chciałabym przytoczyć wypowiedź jednej z członkiń forum: Może w każdym nowo otwieranym Kotle - w pierwszej notce wklejać link do archwium? By nowy gość wiedział, że ten lokal ma potężną historię? W tej opinii zawarty jest stosunek do historii forum – jej świadomość i duma, że jest tak długa. Wydaje się, że jest to zjawisko niezbyt powszechne w odniesieniu do forów internetowych, lecz przecież cechujące zdecydowaną większość innych grup społecznych o ugruntowanej historii (choćby sięgała ona tylko kilku lat wstecz).
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
aniona
Wyga
Posty: 1234
Rejestracja: 24.08.07, 17:46
Lokalizacja: Północ

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: aniona » 24.09.07, 14:10

Ulegając naciskom z różnych stron, wklejam. Pragnę zaznaczyć, że to są tylko najbardziej podstawowe informacje i jeśli ktoś ma chęć coś dopisać, niech pisze śmiało. Szczególnie chętnie podyskutuję o imiesłowowych równoważnikach i kwestii interpunkcyjnej.

Pracę niniejszą poświęcam Inasi:)


Imiesłowy

Nazwa pochodzi od określeń stosowanych w dawnych gramatykach. Słowo oznaczało czasownik (stąd na przykład ostał się nam przysłówek – stojący przy słowie, czyli czasowniku), zaś imię – całą odmienną resztę: rzeczowniki, liczebniki, przymiotniki (analogicznie – mamy przyimek). Imiesłów jest hybrydą obydwu, bo nazywa czynności i stany - jak czasownik, a odmienia się (jeśli się w ogóle odmienia) – jak przymiotnik.

Oficjalnie imiesłowy są nieosobowymi formami czasownika. Nieoficjalnie językoznawcy kłócą się o różne drobiazgowe konsekwencje tego faktu. To bardzo swarliwi ludzie.

A teraz konkrety. W języku polskim mamy cztery rodzaje imiesłowów, dwa przysłówkowe i dwa przymiotnikowe. Mają różne ciekawe końcówki i tworzy się je od czasowników o różnych aspektach. Szczegóły poniżej.

Imiesłowy przymiotnikowe czynne
- zwykle nazywają wykonawcę czynności
- odmieniają się jak przymiotniki (przypadek, liczba, rodzaj)
- mają końcówkę –ący
- tworzy się je od czasowników niedokonanych
- partykułę nie pisze się z nimi łącznie
- przykłady: piszący, tarmoszący, zezujący, klaszczący

Imiesłowy przymiotnikowe bierne
- zwykle nazywają delikwenta poddawanego jakiejś czynności
- odmieniają się jak przymiotniki (przypadek, liczba, rodzaj)
- mają końcówki –ny, -ty
- tworzy się je zarówno od czasowników dokonanych, jak i niedokonanych
- partykułę nie pisze się z nimi łącznie
- przykłady: pisany, tarmoszony, umyty, zabity

Imiesłowy przysłówkowe współczesne
- występują w towarzystwie orzeczenia wyrażanego czasownikiem w formie osobowej i nazywają czynność z nim równoczesną.
- są nieodmienne
- mają końcówkę –ąc
- tworzy się je od czasowników niedokonanych
- partykułę nie pisze się z nimi rozdzielnie
- przykłady: pisząc, tarmosząc, myjąc, bijąc

Imiesłowy przysłówkowe uprzednie
- występują w towarzystwie orzeczenia wyrażanego czasownikiem w formie osobowej i nazywają czynność z odeń wcześniejszą.
- są nieodmienne
- mają końcówki –wszy (po samogłoskach) i –łszy (po spółgłoskach)
- tworzy się je od czasowników dokonanych
- partykułę nie pisze się z nimi rozdzielnie
- przykłady: zapisawszy, umywszy, przyszedłszy, odkrywszy

- UWAGA: w zdaniu złożonym z imiesłowowym równoważnikiem zdania imiesłów musi odnosić się do tego samego podmiotu, co orzeczenie wyrażone czasownikiem w formie osobowej. Innymi słowy, zdanie Jadąc na rowerze, mucha wpadła mi do oka. jest niepoprawne, bo kto inny jechał na rowerze, a kto inny wpadł do oka.

I to tyle. Załączyć sprawdzian :)
Literatura pochyla się nad realną słabością człowieka, a równocześnie przed jego niezwykłą godnością.
(S. Sawicki, Problematyka aksjologiczna w nauce o literaturze)


Wieczorna playlista:
http://aniona.4shared.com/

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Ginny » 24.09.07, 23:41

To ja dodam z punktu widzenia korektorki tekstu, że imesłowy przymiotnikowe czynne oraz przysłówkowe współczesne staram się karczować równo z ziemią, ponieważ w 90% przypadków są w zdaniach użyte błędnie, więc przy okazji poprawiania zmieniam je na normalne czasowniki.

A skoro już tu wlazłam, to wracam do telenoweli pt. MGR.
III.4. JĘZYK FORUM
Na początku tego podrozdziału chciałabym zdefiniować pojęcie socjolektu. Jest to język wyróżniający klasę, grupę społeczną, grupę zawodową lub subkulturę. Wśród odmian socjolektu wyróżniamy: żargon (odmiana tajna, np. więzienna), slang (odmiana ekspresywna, np. młodzieżowy) oraz profesjolekt (odmiana zawodowa, np. prawniczy). Warto też przypomnieć, że język jest czynnikiem kształtującym rzeczywistość i pozwalającym o tej rzeczywistości mówić, zatem wspólny język przekłada się na wspólne postrzeganie sytuacji i rozpoznanie swoich ról. Jest to bardzo istotne w każdej grupie społecznej, ale szczególnego znaczenia nabiera tam, gdzie język jest jedynym środkiem tworzącym grupę.
Kwestiom związanym z językiem na forum Strefa Harry’ego Pottera i pokrewnych jest poświęcona znacząca część ich regulaminów. Na tym pierwszym brzmi ona następująco:
„4. Językiem Forum jest język polski w odmianie literackiej.
4.1. Język polski w odmianie literackiej posługuje się pismem alfabetycznym. Toteż zaleca się jak najdalej posunięty umiar w stosowaniu emotikonów (mordek).
4.2. Należy pisać po polsku. Wypowiedzi, w tym cytaty, w językach obcych należy tłumaczyć na język polski (nie dotyczy to zwrotów powszechnie znanych, np. a propos, paszoł won, nullum crimen sine lege, Haende hoch czy aj waj, giewałt). Jeśliby ktoś o tym zapomniał, moderator zwróci się do niego z uprzejmą prośbą, którą należy spełnić. Nie ma znaczenia, jaki to jest język. Najwięcej osób na świecie mówi po chińsku.”
Poza tym punktem, traktującym bezpośrednio o użyciu języka, są jeszcze inne, związane z tymi kwestiami w sposób mniej oczywisty. O kwestii dopuszczalnych nicków mówi punkt, który brzmi następująco: „7. Stanowczo doradza się logowanie. Opcja "Gość" jest raczej na wyjątkowe okazje.
7.1. Pseudonim (nick) nie może być identyczny ani nazbyt podobny do już tu występujących ani wskazywać na postać, od której już ktoś przybrał pseudnonim. Na przykład jeżeli jest "Ariel", to nie powinien się pojawiać pseudonim "Arial", a skoro jest tu Arthur Weasley, to nie może się pojawić Arthur W. ani A.Weasley.
7.2. Jeśli ktoś uważa, że z uwagi na swój dorobek pod nickiem używanym dotąd w innym miejscu TwójNetu zasługuje na szczególne traktowanie – patrz ostatni punkt regulaminu.”
O ogólnym wyznaczeniu standardu rozmowy: „3. Za ubliżanie przedmówcom i osobom postronnym szlaban i minus 10 punktów, a prawdopodobnie także skasowanie notki. Dotyczy to w szczególności wypowiadania się o stanie umysłu przedmówcy.” oraz „Zamieszczane sądy należy uzasadniać, a przynajmniej rozwijać. Notki w stylu Crabbe jest cool, Harry Potter yes the best albo Harry ożeni się z Hermioną bo jestem tego pewna będą kasowane bez ostrzeżenia. Podobnie notki w stylu zaczepiste forum koffam was. To jest forum dyskusyjne, zatem zabiera się głos, jeśli chce się coś wnieść do dyskusji. Blogowa etykieta, nakazująca raczej napisać zdawkowe trzy słowa niż nic, nie ma tutaj zastosowania – to właśnie napisanie zdawkowych trzech słów jest uważane za nietakt.”
Te zasady ulegają pewnym modyfikacjom na forach pokrewnych. W Knajpie 24 h stosowny punkt regulaminu mówi: „Aby umożliwić rozmowy i spotkania w Knajpie 24h, Knajpowiczów oraz Moderatorów obowiązuje: kultura osobista, język ojczysty z dbaniem o jego czystość (przy czym dozwolone są: gry słowne i żarty językowe, oraz gwary; wyrazy wymagające wyjaśnienia powinny być wyjaśniane w temacie SŁOWNIK), szacunek do innych przebywających w Knajpie, spokój wypowiedzi.” Jest to zatem wyrażenie tych samych przepisów innymi słowami i w sposób bardziej zwięzły. Natomiast na forum literackim (HP Fanfiction), ze względu na jego specyfikę, tematyka językowa jest rozbudowana. Niektóre zasady sformułowane na użytek Strefy Harry’ego Pottera zostały tam uściślone (np. ta odnośnie stosowania emotikonów brzmi tam: „W komentarzach dopuszcza się stosowanie emotikonów (mordek) nieruchomych w ilości od 1 do 3 zależnie od długości notki.” ). Inne zaś dotyczą zasad tworzenia opowiadań, co na pozostałych forach nie miałoby zastosowania („Oczywiście w dialogach na miejscu jest język potoczny, niemniej jednak ma to być język polski, przy czym wulgaryzmy są dopuszczalne w sytuacjach wyraźnie uzasadnionych fabułą.” ).
Jakie wnioski można wyciągnąć z tych fraz regulaminu? Przede wszystkim nie ulega wątpliwości, że forum cechuje nietypowe podejście do języka. W Internecie z reguły posługuje się językiem mniej starannym – ignorując zasady ortografii, interpunkcji, składni i fleksji polskiej. Na tym forum obowiązuje pisownia staranna, typowa raczej dla „realnych” pism oficjalnych. Jest to zjawisko rzadkie (i w sposób ciekawy skorelowane, jak się wydaje, z dużym odsetkiem osób z wykształceniem polonistycznym lub pokrewnym). Jest to zatem forum, które stara się uniknąć typowo internetowej odmiany języka, chociaż oczywiście nie chce się jej pozbyć całkowicie. W szerokim zakresie stosowane są akronimy, aczkolwiek wielokrotnie częściej w odmianie polskojęzycznej. Są nawet tworzone własne, jak na przykład WWS i TŻN (witam wszystkich serdecznie i tradycyjnie życzę najlepszego ). Moderatorzy forów bardzo przestrzegają zasady niestosowania dużych ilości emotikonów i jeśli pojawia się wypowiedź zbytnio nimi nasycona, usuwają je. Zwraca jednak uwagę, że taka konieczność nie zachodzi często. Należy też podkreślić, że na tym forum nie ma cenzury prewencyjnej – moderator władny jest usunąć fragment wypowiedzi użytkownika, który łamie regulamin, ale dopiero wtedy, gdy ta wypowiedź już jest umieszczona na forum. Wyjątkiem od tego rygoryzmu jest tylko forum Knajpa 24 h, które ma bardziej prywatny, towarzyski charakter i pozostawia większe pole do ekspresji własnej.
Tam szczególnie chętnie stosowaną buźką jest kufel piwa, wychylany przez jedną lub dwie postaci. Jest to symbol bani, jednego z rytuałów forum, wznoszonej dla uczczenia czyichś osiągnięć. To także przykład na specyficzny socjolekt forum w jego warstwie leksykalnej. Słów (lub ich znaczeń) utworzonych przez użytkowników forum jest o wiele więcej, ich objaśnianiu służą słowniki, obecne na forach. Niektóre przekładają realia świata książek Rowling na naszą rzeczywistość: e-mail to sowa (wysłać sowę oznacza: wysłać maila) – ponieważ w „Harrym Potterze” to owe ptaki zajmowały się roznoszeniem korespondencji (za jedną z respondentek: po kilkumiesięcznej korespondencji przez sow… to jest... korespondencji mailowej…). Akurat to słowo ma zresztą zasięg międzynarodowy, gdyż na anglo- czy niemieckojęzycznych stronach poświeconych Harry’emu Potterowi pojawiają się określenia: owl me (co można przetłumaczyć jako: zasowuj do mnie) czy Eule (sowa) przy podawaniu adresu elektronicznego. Komunikator gadu-gadu to kominek (prośba o rozpalenie kominka równa się prośbie o włączenie [tegoż] komunikatora). Można też, pisząc do kogoś przez gadu-gadu, zagaić Fiuk-fiuk? Inną onomatopeją wykorzystywaną na forum dość powszechnie jest <pyk>, zapis dźwięku symulującego znikanie, czyli wychodzenie z forum. Często stosuje się także przelicznik złotówek na sykle i galeony (czyli potterowskie monety): jeden złoty to równowartość 2 galeonów oraz 0,5 sykla i tak się podaje ceny. Innym takim wyrażeniem o charakterze metaforycznym jest (zajmowanie się) denkami od kociołków – czyli robienie rzeczy nudnych i mało twórczych. Inne wyrażenie mające źródło w świecie Pottera to dementory nisko latają. Oznacza to, że osoba, która tak pisze, ma zły nastrój – dementory to stworzenia, które wysysały z ludzi pozytywne emocje. Standardową odpowiedzią na takie stwierdzenie jest sugestia Patelnią go!, choć powody stosowania akurat takiej formuły nie są zbyt jasne. Niewątpliwie nie ma ona nic wspólnego z książkami Rowling, jest wytworem kreatywności członków forum. Innym zwyczajem, mającym pewne oparcie w powieściach, jest używanie w komunikacji internetowej zaklęcia tam używanego: Incendio!. Służyło tam do zapalania światła, na forum jest symbolem zapalania znicza przy wszelakich smutnych okazjach, czyli przede wszystkim z powodu śmierci kogoś bliskiego czy znanego (lub z powodu rocznicy takiego zdarzenia). Używa się go zamiennie lub razem z internetowym symbolem znicza, który wygląda tak: [‘]. Ostatnim słowem z tej grupy jest troll. W języku ogólnym internautów oznacza on kogoś, kto zakłada prowokujące wątki po to, by wywołać ożywioną dyskusję lub wręcz kłótnię i pochodzi od angielskiego słowa to troll, oznaczającego sposób łowienia ryb na wędkę (metaforyczne ujęcie sytuacji osób, który dały się złapać na lep wypowiedzi takiej osoby i nie wyczuły prowokacji). Na tym forum troll nabiera jeszcze innego znaczenia (‘zepsucie się serwera forum lub zakłócenie jego pracy’), a w dodatku zyskuje nową etymologię (wyobrażenie trolla jako wielkiego, brzydkiego i agresywnego stwora pochodzącego z mitologii skandynawskiej, a występującego także w cyklu o Harrym Potterze – jako metafora czegoś, co zniszczyło dostęp do forum).
Duża część wyrażeń odnosi się do dziedziny fanfictów, czyli opowiadań osadzonych w świecie innego autora (w tym wypadku oczywiście głównie w świecie stworzonym przez Rowling) i twórczo go rozwijających. Część z tych określeń rozszerzyła swój zakres znaczeniowy i przeszła do codziennego użytku. Innym określeniem pochodzących z komentarzy do opowiadań jest marysuizm – nie tylko określenie gatunku literackiego, ale do pewnego stopnia postawy życiowej, synonim kiczu i preferowania rozwiązań rodem z romansów brukowych i innej literatury jarmarcznej. Krótki odcinek rozbudowanego opowiadania nosi miano kwitu z pralni (lub na węgiel). Na nazwanie komentarza do opowiadania stworzono wiele określeń, cieniujących różnicę w charakterze tychże komentarzy: trumna to komentarz, sarkofag – komentarz rozbudowany, piramida – bardzo rozbudowany. Natomiast sekcja zwłok to szczegółowy (nieraz nieledwie zdanie po zdaniu) wykaz popełnionych przez autora błędów. Tych, których prace trzeba analizować tak drobiazgowo, nazywa się ałtorami, a ich twórczość – dzieuami (są to słowa nacechowane jednoznacznie negatywnie, o wydźwięku pogardliwym). Innym ciekawym przypadkiem zabawy ortografią jest słowo ómrzeć. Jest to czasownik przechodni – można powiedzieć Ómarłam., jak i Ómarłeś mnie. Jest to wyrażenie synonimiczne do kolokwialnego zabiłeś mnie – czyli zaskoczyłeś, zszokowałeś. Ostatnie przykłady to dowody na to, że innowacje językowe na forum mają charakter nie tylko leksykalny, ale też ortograficzny (zmiana zapisu zmienia znaczenie słowa). Odnotowałam także jedną zmianę paradygmatu odmiany – mam na myśli słowo wąż, które w przypadkach zależnych oraz w liczbie mnogiej zachowuje temat wąż- (zatem mówi się z wąża, te wąże). Występuje także zmiana rodzaju jednego słowa – mówi się (ten) wen, a nie (ta) wena. Jest to oczywiście przeinaczenie celowe i świadome.
Warto w tym miejscu powrócić jeszcze na moment do kwestii nicków. Są one bowiem obowiązującą formą zwracania się do siebie członków forum, także w trakcie spotkań na żywo, nawet jeśli rozmówcy znają swoje prawdziwe imiona. Przypadkiem szczególnym jest małżeństwo członków forum, które także do siebie i o sobie mówią per nick. Taka po prostu została przyjęta konwencja. Jedna z respondentek wspomniała, że na ślubie tych dwojga „rozdano nam kartki z tekstami pieśni, na pierwszej stronie były inicjały młodych, A&M. Najpierw pomyślałam, że to inicjały ich nicków, dopiero później przyszło mi do głowy, że także ich imion. Nicki zrosły się z osobami."
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
aniona
Wyga
Posty: 1234
Rejestracja: 24.08.07, 17:46
Lokalizacja: Północ

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: aniona » 28.09.07, 10:23

Ginny, ale za to imiesłowy użyte prawidłowo i umiejętnie wspaniale poprawiają smak.

Mam pytanie do powyższego fragmentu. Chodzi o pieniądze.
jeden złoty to równowartość 2 galeonów oraz 0,5 sykla

Zawsze mi się wydawało, że galeon to pięćdziesiąt złotych, a sykl - dwa...
I jeszcze przy okazji - jaka jest równowartość knuta?
Literatura pochyla się nad realną słabością człowieka, a równocześnie przed jego niezwykłą godnością.
(S. Sawicki, Problematyka aksjologiczna w nauce o literaturze)


Wieczorna playlista:
http://aniona.4shared.com/

Awatar użytkownika
Inachis Io
Zaawansowany
Posty: 305
Rejestracja: 27.08.07, 11:27
Lokalizacja: Granice Rzeczywistości
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Inachis Io » 28.09.07, 15:42

Mnie się zdawało, że:
1 galeon - 50 złotych
1 sykl - 2 złote
1 knut - 10 groszy,
ale mogłam coś pomylić....
Gryllus bellicosus domesticus

"Myślę, że ludzie są obłąkani. Ale Ina nie jest obłąkana i ja też nie jestem.
My jesteśmy krik." (~ Elnath)

Kącik Świerszcza
(notka poranna)
Tfurczość Świerszcza
(plecionki, bransoletki, makramy)

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Minerwa » 28.09.07, 16:34

Dokładnie tak jest jak mówi Aniona i Inaś, pomyłka u Ginny wynikła z częstowania Autorki żołądkową gorzką podczas notowania.

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Ginny » 28.09.07, 19:22

Nie wiedziałam, że żołądkowa gorzka działa też na dyktafon (który, notabene, muszę wam kiedys oddać).;)
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Kirke
Zaawansowany
Posty: 654
Rejestracja: 31.08.07, 19:37
Lokalizacja: stolyca

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Kirke » 05.10.07, 17:58

Jaką rolę pełni „uogólniony inny” w kreowaniu naszej świadomości


W poniższej analizie rozważona zostanie rola jaką pełni „uogólniony inny”(1) , w tworzeniu świadomości człowieka. W oparciu o teorie socjologiczne można założyć, iż jaźń odzwierciedlona jest nie tylko ważnym czynnikiem tworzenia naszej osobowości, jest również bodźcem prowadzącym do uspołecznienia jednostki. Należy zastanowić się nad tym jakie znaczenie dla człowieka ma „uogólniony inny”. Innymi słowy wpływ, który wywiera świadomość postrzegania nas przez innych. Czy przez odbicie w oczach innych poznajemy samych siebie? W przypadku tożsamości osobistej różnicujemy nas od innych. Widzimy swoje niepowtarzalne i indywidualne cechy, które pozwalają nam określić samych siebie. Natomiast tożsamości społecznej zaczynamy odczuwać nasze „ja” jako „my” przypisujemy naszą osobę do pewnych grup, z którymi czujemy więź np. grupa zawodowa.
Problematykę „jaźni odzwierciedlonej”(2) jako pierwszy ukazał Rousseau. Bronisław Baczko w „Rousseau, samotność i wspólnota” odniósł się do sieci stosunków międzyludzkich, relacji jakie zachodzą pomiędzy jednostkami.
Następnie zostanie przedstawiona problematyka Cooleya, który w swoich rozważaniach poruszył temat grupy pierwotnej. Socjolog ten jako pierwszy wprowadził termin „jaźni odzwierciedlonej”. Zwrócił uwagę w jaki sposób oddziaływają na jednostkę grupy najmniejsze i najbliższe jej, czyli rodzina, wspólnota sąsiedzka. Patrząc poprzez pryzmat myślenia Cooleya jaźń jak się wydaje, istnieje od początku narodzin każdej jednostki. Z początku instynktowna, rozwijana poprzez doświadczenie zmysłowe, uczuciowe, fizyczne. Powyższy pogląd jest odmienny od rozważań Meada, który wskazywał na pewne warunki, które musza zostać spełnione, aby powstała jaźń. Przede wszystkim jednostka musi mieć naturę refleksyjną, która pozwoli na stworzenie wspólnoty, a co za tym idzie pewnej sieci powiązań i kontaktów oddziaływujących na siebie.
W późniejszych latach, Freud ukazał psychologiczny aspekt „uogólnionego innego”. W jego pracy nie doszukamy się takich zwrotów jednak wskazuje on ważny aspekt „miłości wobec bliźniego”. Przedstawia istotny problem postrzegania w drugiej jednostce własnego odbicia, które prowadzi do akceptacji tej osoby. Ujawnia również problem „obcego”, człowieka, który z założenia chce nas wykorzystać.
W opisie społeczeństwa u Rousseau jednym z głównych problemów jest komplikacja stosunków międzyludzkich, narastanie wzajemnych zależności oraz wytworzenie się sztucznych potrzeb. Pozornie każdy działa egoistycznie, motywowany własnym interesem. Jednak Rousseau podkreśla, iż „od chwili bowiem, gdy każdy potrzebuje wszystkich, koniecznie jest odpowiednie nastawienia każdej jednostki wobec wszystkich innych, a wszystkich innych wobec każdej jednostki (3). Zależność, ta czyni jednostkę bezbronną, uwidocznia, iż nie może ona zaspokoić swoich potrzeb sama, odczuwa zagrożenie autonomii. Innymi słowy, jednostka odczuwa zadowolenie gdy uzyska uznanie w ochach innych, uzależnia się coraz bardziej od opinii innych wobec tego co posiada. Nieważne jest, czy rzeczywiście potrzebuje danych przedmiotów, czy wybory są dla niej słuszne, ale jak to, co uzyskuje jest odbierane przez otoczenie.
Paradoksalnie wynika to z tego, iż jednostka nie ma czasu na zbadanie samego siebie, jest zbyt zajęta na utrzymywaniem pozorów w stosunkach z innymi. Zastanawiając się jak jest postrzegana przez innych wytwarza sztuczne potrzeby i zachowania.
W pesymistycznej wizji „pozór” uniemożliwia wszelką komunikację miedzy jednostkami. Rozum i „głos natury” zostaje zastąpiony przez przesąd i panowanie „opinii”. Następuje również „bycie poza sobą” (4)
Należy zwrócić uwagę na fakt utraty naszej osobowości. Uzależnienie od opinii innych podporządkowuje jednostkę cudzym poglądom i przesądom. Samoświadomość zbyt mocno podporządkowana opinii innych może doprowadzić do utraty własnej osobowości i stworzeniu świata fałszu. „Wszystko sprowadza się do pozorów, wszystko wydaje się podrobione i sztuczne”(5) .
Życie w świecie pozorów powoduje konieczność tajenia swoich prawdziwych celów przed innymi. To działanie może doprowadzić do utraty zdolności oceny przed samym sobą gdzie zaczyna się gra. Słowa zaczynają służyć do zafałszowana stosunków międzyludzkich. Rzeczy nabierają wartości nie ze względu na ich realną funkcję, czy zapotrzebowanie przez daną jednostkę, ale na wartość jaką mają w odczuciu innych. Użyteczność zastąpiona zostaje przez sam fakt posiadania . Zaspokojenie potrzeby luksusu zostaje naczelnym problemem.
Wzajemna zależność powoduje, ze jednostka zaczyna działać nie ze względu na to jaka jest, lecz jak jest postrzegana w oczach innych. Zaczyna dążyć nie do wybranego przez siebie celu, kieruje nią ambicja i chęć wyróżnienia się.
U Rousseau koncepcja autentyczności połączona jest z uniezależnieniem jednostki. „Być sobą” to znaczy być wolnym – a drogi do wyzwolenia, są drogami wolności” (6).
Baczko zwraca uwagę, iż istnienie w społeczeństwie wzbogaca osobowość i paradoksalnie stanowi zagrożenie dla niej. Poprzez przyjęcie pewnych wartości, człowiek uzyskuje świadomość swojej odrębności. Indywidualizacja i socjalizacja są przejawem tego samego procesu, który ukazuje „świat pozorów” oraz „królestwo wolności”. Rousseau dąży do przekonania, aby powrócić do „bezpośredniego stosunku” pomiędzy ludźmi. Dzięki temu można odzyskać naturalna wartość stosunków interpersonalnych, odrzucić nadaną im wartość sztuczną. „Świat pozorów” skazuje jednostkę na samotność, aby przezwyciężyć ten stano, człowiek musi sam odnaleźć swoje miejsce w świecie. Dokonać tego jedynie może w swoim wnętrzu, całkowicie odizolowany od sądów i poglądów innych ludzi.
W rozważaniach Rousseau przejawia się również motyw „stanu natury” (7). W tym okresie według Rousseau jednostki są niemal całkowicie izolowane od siebie, co za tym idzie nie maja poczucia własnej tożsamości. Ponieważ człowiek ma tylko potrzeby fizyczne, nie pomagają mu nawiązać kontaktów z innymi, lecz izolują go. Problem wyboru pomiędzy tym co „pozorne”, a tym co „autentyczne” nie istnieje, gdyż nie istnieją żadne relacje między ludzkie. Rousseau charakteryzuje stan naturalny, jako stan niewinności, gdzie nie istnieją kategorie moralny. Tym samym nie można oceniać człowieka w kategoriach dobra i zła. Jednostka postępowała według instynktów, nie poddając rzeczywistości refleksji. „Człowiek, który rozmyśla, to zwierzę zwyrodniałe”.

Odmienny aspekt wpływu „uogólnionego innego” przedstawia Charles Cooley. Zwrócił się w swoich badaniach ku idei istnienia jednostki w grupie i grupy w jednostce. Innymi słowy rozpatrywał o problem na płaszczyźnie psychologii społecznej. Społeczeństwo i jednostka to nie dwa oddzielne zjawiska lecz pewien aspekt zespołowy.
Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, iż Cooley uważał, ze może istnieć pewna forma „odczucia siebie” przed nabyciem języka (8)dzieciom, można przypisać posiadanie jaźni, chociaż bez poznania sensu znaczenia słów „ja”, „moje”. Dochodzi do wniosków, iż „odczucie siebie(9) zawsze tam było”. Tym samym stwierdza, iż dziecko uczy się wartości tych słów, tak jak i innych związanych z emocjami, tym samy potwierdza emocjonalny aspekt jaźni.
Rozwój osobowości odbywa się poprzez komunikowanie – „ogół symboli ludzkiego umysłu wraz ze środkami ich przekazywania w przestrzeni i przechowywania w czasie” (10). Podczas przekazu informacji uwzględnia się nie tylko słowa, również gesty, tembr głosu, postawę.
Cooley podkreśla, iż poprzez komunikowanie rozpoczyna się rozwój osobowości. Najpierw dziecka z matką, później grupą rówieśników, w trakcie dorastania sieć kontaktów sukcesywnie rozszerza się. Pomimo możliwości za pomocą słowa pisanego kontaktu z różnymi narodowościami jest to mechanizm dość jednolity.
Kolejnym etapem poszukiwania genezy jaźni była zaproponowana problematyka grup pierwotnych Cooley wyróżnił przede wszystkim trzy najistotniejsze występujące na całym świecie. Są nimi: rodzina, grupa zabawowa (dziecięca) oraz wspólnota dorosłych czyli sąsiedzka. Przede wszystkim każdą z nich cechują zażyłe stosunki społeczne typu „twarzą w twarz” (11) oraz ścisłe współdziałanie między członkami prowadzące do stapiania się osobowości. Dzięki temu poczucie wspólnoty, grupy powoduje odnalezienie celu działania i społecznej jaźni. Jednakże rezultatem zażyłego obcowania jest do pewnego stopnia stopienie się pod względem psychologicznym różnych indywidualności we wspólną całość. Człowiek odczuwa pewien ogół, w której znajduje główne cele i role. Z tego powodu najistotniejszym przedmiotem pożądania pewnego statusu będzie dążenie do „miejsc w myślach innych” (12). Jest to ten sam problem, który zauważył w swoich rozważaniach Rousseau. Niemniej Cooley nie analizuje tak dokładnie do czego to może doprowadzić.
Jednakże sama natura ludzka nie jest dana w momencie narodzin, lecz jest wynikiem pewnych stosunków społecznych, tym samym jest naturą społeczną.
Cooley podkreśla współzależność pomiędzy członkami ze względu na ich wkład we wspólne życia. Popierając ewolucjonistyczny punkt widzenia, odniesienie pomiędzy jednostką a społeczeństwem jest odbierany jako stosunek organiczny. W takim wypadku na jednostkę oddziaływają społeczne i dziedziczne współczynniki. Rozpatrując to w teorii organiczności kładziony jest nacisk na szczególną wartość odrębności jednostki jak i jedności całości.
Mianowicie, człowiek wchodzi w posiadanie swojego „ja” wyobrażając sobie jak widzą go inni. Odnosi swoje przemyślenia na temat siebie do refleksji na swój temat jakie przypisuje innym członkom wspólnoty, z którymi się styka. Skupiając się na tym zjawisku Cooley skłaniał się do interpretacji interakcji społecznych jako gry wyobrażeń. Innymi słowy „Społeczne jest tylko to, co wyobrażone” (13).
Podstawowym paradoksem jest fakt, że jaźń w pewien sposób jest wolna i ograniczona. Innymi słowy ludzie są jednocześnie kontrolowani przez społeczeństwo i decydują o własnych postępowaniach.
Po pierwsze należy zwrócić uwagę na problem podwójnego umiejscowienie jaźni (14). Tożsamość jest konstruowana nie tylko przez jednostkę, również przez innych członków wspólnoty. Jednym z aspektów jest fakt, iż ludzie przyjmują rolę „znaczących innych” podczas wszelkich kontaktów społecznych. Co za tym idzie rzeczywistość danej jednostki jest uzależniona od ról, które przyjmuje, aby zinterpretować działania innych oraz od ról, które próbuje stworzyć. Zatem, jak podkreśla Hałas, człowiek posiada jaźń w takim stopniu w jakim potrafi ją przedstawić w interakcji z innymi. Jedną z idei jest uznanie, iż w jaźni powstaje odzwierciedlenie społeczeństwa, jej wielość jak również niepowtarzalność i zintegrowanie podczas przyjmowania perspektywy „uogólnionego innego” (15). Mead określa to zjawisko jako „przyjmowanie ról” (16). Dzięki przyjmowaniu różnych ról można dopatrywać się zwiększenia procesu tworzenia jaźni. Każda kolejna „maska” jest w inny sposób odbierana przez jednostki, innymi słowy rola. studenta prowokuje inne wyobrażenia na nasz temat niż rola. Córki czy syna. Za każdym razem człowiek wczuwa się w inną rolę ze świadomością, że inni będą go oceniać i przygotowuje się do danej roli.
Najważniejszą dla życia w społeczeństwie ma być interakcja symboliczna składająca się z interpretacji, czyli odebrania przekazu oraz definicji czyli przekazaniu informacji o naszych działaniach. Głównym twórca teorii był G. H. Mead, który twierdził, iż każdy ruch, który spowoduje reakcję u innych jest gestem. Szacki dodaje, iż taki ruch jak i reakcja na niego ma charakter nieuświadomiony. „Świadomość pojawia się dopiero gdy, gestowi towarzyszy zamiar uzyskania określonej odpowiedzi i organizm A jest w stanie reagować na gest tak samo jak organizm B, do którego swój gest kieruje” (17). Przełomem w przekazie gestów, jest stworzenie języka symboli, gdyż oddziałuje on jednocześnie na osobę, która go używa i osobę, która go odbiera. Tym samym Mead zauważa różnice pomiędzy światem zwierzęcym i światem ludzkim (18). Człowiek może stworzyć wspólnotę dzięki myśleniu abstrakcyjnemu, które jest charakterystyczne dla języka symboli. Okazuje się jednak, że wspólnota może wykształcić się dzięki komunikacji niewerbalnej oraz pewnych zachowań, które normują postępowanie. Co za tym idzie, niemożliwe jest porozumienie pomiędzy światem ludzkim a zwierzęcym, gdyż posługują się odmiennymi środkami komunikowania się (19).
Mead doszedł do wniosków, że jaźń jest tylko domeną ludzką wynikającą z interakcji pomiędzy jednostkami. Wyróżnił dwa przejawy jaźni: „I” jako aspekt podmiotowy oraz „me” jako przedmiotowy. Pierwszy według niektórych koncepcji ma podłoże biologiczne odpowiedzialne za naszą pomysłowość i spontaniczność. Może być zatem fundamentem naszego wyobrażenia o nas samych, interpretacji czynników społecznych.
Natomiast „me” jest nazwany „jaźnią społeczną”, która wynika z wiedzy o tym jak jesteśmy postrzegani przez innych. Ukształtowanie „me” zależne jest podczas procesu socjalizacji od kontaktów ze „znaczącymi innymi” oraz udziału w życiu społecznym grupach. Aspekt przedmiotowy wynika z możliwości refleksji.
Zagadnieniem jaźni w pewien sposób zajął się wiedeński psychiatra Zygmunt Freud. Jego koncepcje psychologistyczne powstałe na przełomie wieków XIX i XX wieków najczęściej określa się jako „psychoanalizę”. Na początku Freud twierdził iż człowiekiem kierują przede wszystkim popędy i dążenie do zaspokojenia namiętności. Koncepcja ta porównywała bodźce kierujące ludźmi do zwierzęcych instynktów, w pewien sposób uproszczając postrzeganie osobowości ludzkiej. Coraz większym stopniu zaczął uwzględniać również czynniki społeczne i ludzkie wpływające na kształtowanie się osobowości (20).
U Podstaw jego teorii leży przeświadczenie, ze natura ludzka jest zła, przejawia się spontanicznie „demaskuje człowieka jako dziką bestie, niezdolną do oszczędzenia osobników własnego gatunku” (21). Instynkty, wszelkie popędy są niezmienne i zawsze będą towarzyszyć człowiekowi, kultura natomiast ma za zadanie powstrzymać rozwój niszczycielskiego potencjału, a nie oddalenie człowieka od natury. W takim wypadku kultura staje się płaszczyzną samorealizacji. Freud neguje założenie, iż człowiek miałby odkrywać otoczenie poprzez uczucie od samego początku nastawione na dostarczanie informacji. W czasie swoich rozważań zaczyna od podkreślenia jak ważne jest dla nas ego (22) następnie dochodzi do wniosku, iż „od wewnątrz” przechodzi ono w „nieświadome jestestwo psychiczne” czyli „id”(23). Najsilniejsze bodźce pobudzają do odczucia własnych organów, za pomocą których zaczynamy odczuwać obiekty jak to, co zewnętrzne. Dzięki temu jednostka zaczyna uznawać otoczenie, jako coś odrębnego. „Pierwotne ego” zawiera w sobie wszystko, dopiero później oddziela od siebie świat zewnętrzny. Jako regulatora wzajemnych stosunków między ludźmi Freud wskazuje na kulturę. Zwraca uwagę, ze pierwsze elementy kultury były niezbędne podczas regulowania stosunków społecznych. Inaczej jednostki silniejsze fizycznie byłyby czynnikiem decydującym zaspokajając najpierw swoje popędy. Wynikiem procesu, w którym zostałby wytworzona sprawiedliwość oraz pewne normy jest rezygnacja wszystkich ludzi ze swoich namiętności. Wynikiem przebiegu tworzenia się dziedzictwa kulturowego jest ograniczenie indywidualności jednostki. Zatem dążenie do wolności jest postępowaniem sprzeciwiającym się albo formie jaki przybrała kultura, albo jej samej. Kolejnym rozważaniem jakim się poświecił było dostrzeżenie przez człowieka drugiej osoby - „wspólnika” z którym współpraca stała się pożyteczna. Możliwe jest wyobrażenie kultury składającej się z „podwójnych jednostek” – powiązanych wspólnotą pracy i zainteresowań. Jednak kultura prowadzi do umocnienia więzi społecznej poprzez uczucie przyjaźni. Freud przedstawia jako argument jeden z wymogów czyli „kochaj bliźniego swego jak siebie samego” (24). Autor zadaje sobie pytania, dlaczego mamy miłować innych ludzi i w jaki sposób. Według niego zasłużyć na miłość mogą osoby, które są tak podobne do nas samych w najważniejszych sprawach lub dostrzegamy w nich ideał, do którego sami dążymy. W tych rozważaniach możemy dostrzec psychologiczny aspekt „uogólnionego innego” Dotyczą one również tylko osób, które znamy nie tylko z widzenia, ale ich cechy i zachowania. Problemem staje się osoba obca. Nieznajomy człowiek jest nie tylko niegodny miłości, zakładamy również, iż przede wszystkim chce nam zaszkodzić. Freud zadaje sobie pytanie czemu mamy kochać te drugą osobę. Im bardziej obcy czułby się pewniej tym większe prawdopodobieństwo, że będzie pragnął wyrządzić nam krzywdę. Jednak gdyby obcy przejawiał szacunek i „delikatność” Freud podkreśla, iż bez nakazu kultury gotów byłby odwzajemnić relację. Autor wyciąga takie wnioski ponieważ natura ludzka posiada ogromne pokłady agresji. Dlatego też druga osoba jest postrzegana nie tylko jako współpracownik czy obiekt pożądania płciowego, ale również jako ofiara dzięki której można dać upust agresywnym popędom. Konfliktowy charakter jaki tkwi w człowieku zakłóca stosunki pomiędzy bliźnimi i zmusza kulturę do tłumienia tych zachowań.. W przeciwieństwie do innych socjologów nie wskazuje, iż zastanawiamy się jak postrzegają nas inni W pracy Freuda trudno doszukać się jasnych związków odnoszących się do „uogólnionego innego”. Jednak pokazuje on wpływ jaki ma na stosunki społeczne odnalezienie podobieństw do nas samych w innych jednostkach. Tworzy się nie tylko nasza samoświadomość, ale ujawnia się proces akceptowania innych członków w danej kulturze.

Opierając się na powyższych wnioskach socjologów łatwo zauważyć znaczący wpływ „jaźni odzwierciedlonej” na rozwój tożsamości. Zacząwszy od poglądu, który głosił Turner, iż proces socjalizacji, jest to moment, w którym dziecko ląduje w strukturze społecznej. Zaczynają się interakcje spowodowane kontaktem z innymi członkami w danym środowisku. Kształtuje się system symboli kulturowych, pojęcie własnego „ja”, skłonności emocjonalne. Wczesna socjalizacja ma znacznie większy wpływ na formowanie się ludzkich cech niż późniejsza. Otaczające nas osoby są dla nas zwierciadłem – dzięki nim zdobywamy pełniejszy obraz samego siebie. Interakcje z osobami ważnymi, z którymi mamy związek emocjonalny to główny składnik socjalizacji. Interakcje w grupach pierwotnych są ważniejsze, jak również długotrwałe związki maja duży wpływ na naszą osobowość.
Berger i Luckman zwrócili uwagę, iż Istnieje rzeczywistość obiektywna i subiektywna. Istnieją także „znaczący inni” odgrywający bardzo ważną rolę w procesie socjalizacji. Bez emocjonalnego związku ze „znaczącymi innymi” proces uczenia się byłby trudny. Dziecko przejmuje role i postawy – internalizuje je.
Socjalizacja pierwotna objawia się dostarczeniem ról i postaw, norma ulega generalizacji. W socjologii pierwotnej nie ma problemu identyfikacji – nie ma możliwości wyboru znaczących innych. Socjalizacja pierwotna kończy się z chwila utrwalenia w świadomości jednostki pojęcia „uogólnionego innego”.
Otaczające nas osoby są dla nas zwierciadłem – dzięki nim zdobywamy pełniejszy obraz samego siebie. Interakcje z osobami ważnymi, z którymi mamy związek emocjonalny to główny składnik socjalizacji. Według Meada język to treść i najważniejsze narzędzie socjalizacji. Żadna jednostka nie zinternalizuje wszystkiego, co w jej społeczeństwie zostało zobiektywizowane jako rzeczywistość, nawet jeśli społeczeństwo i świat są stosunkowo proste. Jaźń konstruowana jest nie tylko w wspomnieniach jednostki, jak również w pamięci innych.

Socjolodzy nie wskazują na pozytywny czy negatywny aspekt uogólnionego innego. Nawet jeśli Rousseau przedstawia pewne negatywne wpływy „uogólnionego innego” należy zwrócić uwagę na fakt, iż sam w sobie nie jest to proces pejoratywny. Przestrzegał przed zagrożeniami jakie niesie wobec suwerenności jednostki. Dopiero zatracenie się w odbiciu innych, pełnym uzależnieniu od opinii ma zły wpływ na osobowość człowieka. W pracy innych socjologów widać, że jaźń odzwierciedlona jest jednym z czynników tworzenia się tożsamości społecznej. Widać to w idei Meada jak i Cooleya.
Jaźń odzwierciedlona była rozpatrywana poza tym u Smitha jako jeden ze współczynników rozwoju moralności. Ze względu na to, że ludzie odgrywają dla siebie rolę „zwierciadła” pozytywne i nieegoistyczne zachowania są stale umacniane. Błędność bądź słuszność w postępowaniu wynika z tego jak odbierane jest przez innych.
Zainteresowanie tożsamością pojawiło się w naukach społecznych stosunkowo niedawno. Inspiracja dla tej problematyki stała się psychoanaliza i interakcjonizm symboliczny.
W przypadku pierwszej głównym przedmiotem stało się poczucie tożsamości osobistej. Rozpatrując ten punkt widzenia zainteresowano się problemem dorastania, związanego z tym kryzysem osobowości. Z tej perspektywy widać, iż jaźń jednostki nie jest czymś trwałym, lecz bytem zależnym od sytuacji i biografii. Każde doświadczenie i zwiększająca się sieć powiązań pomiędzy ludźmi, stosunki interpersonalne w grupach pierwotnych wpływają na zmianę postrzegania siebie i świata. Zróżnicowanie jaźń we współczesnym świecie zależy również od wielości kultur i „kalejdoskopie ról” (25). Każda kolejna osoba stawia nowe wyobrażenia na nasz temat. Jest zwierciadłem, które zmusza do refleksji jak jesteśmy postrzegani, powoduje przyjmowanie przez nas ról, aby „uogólniony inny” postrzegał nas tak jak my chcemy.

_______________
1. the generalized other

2. self –

3. Manuskrypt Emila, w : „Annale de la societe„’ J. J. Rousseau t. VI, Geneve 1912, s 271-272

4. „Rozprawa o nierówności”
„pozór” w dziełach Rousseau odnosi się również w życiu w m.in.. stosunkach między płciami. Jednakże jak podkreśla Bronisław Baczko w stosunkach międzyludzkich przypisuje się „pozorowi” odmienną funkcję.

5. Bronisław Baczko analizuje ten zwrot jako chęć utożsamienia się z tym, co ma się na własność, bycie panem wszystkiego. Tym samym człowiek czuje się dobrze tam gdzie go nie ma, ucieka bez przerwy od „samego siebie” Doprowadza to do wytworzenia sztucznych namiętności i potrzeb, a zaspokojenia ich poszukuje się w tym co było, lub w tym co będzie.

6. Santre

7. Stanem natury zajmowali się również Hobbes i Locke. U Hobbesa człowiek nastawiony jest na realizację własnych celów, kierują nim namiętności i popędy zagłuszając rozum. Poszczególne interesy jednostek są sprzeczne powodując nieustanny stan wojny wszystkich ze wszystkimi. U Locka wzajemna miłość i równość pomiędzy ludźmi tworzy stan pokoju. Potrzeby człowieka są ograniczone, natomiast ilość dóbr jest wystarczająca dla wszystkich

8. Jerzy Szacki „Historia myśli socjologicznej” Warszawa PWN 2005

9. Według Meada jest ściśle związane z umiejętnością posługiwania się językiem o charakterze symbolicznym.

10. „self – feeeling”

11. „Face to face”

12. „Cooley” Mucha Janusz

13. Jerzy Szacki

14. Elżbieta Hałas podkreśla, że ludzie są jednocześnie poddawani oddziaływaniu przez czynności jakie sami wykonują, jak również przez działania innych osób.

15. Elżbieta hałas przytacza ideę G. H. Meada.

16. role-taking

17. „ Historia myśli socjologicznej „ Szacki 1981

18. Elżbieta Hasła pokazuje pewne nieścisłości w teorii Meada, iż zwierzęta również reagują na swoje gesty, które maja wywołać określone zachowanie.

19. gest u zwierząt, język u ludzi

20. Talcot Parsons twierdził, iż w koncepcji Freuda „społeczeństwo” staje się częścią jednostki, natomiast jednostka „działa w społeczeństwie”.

21. Sigmund Freud, Kultura jako źródło cierpień, tłum. Jerzy Prokopiuk
22. Ego jest jedną ze struktur w psychoanalizie człowieka, decyduje o przystąpieniu do działań, które popędy i w jaki sposób zostaną zaspokojone. Zasadniczą rolą ego jest godzenie wymagań organizmu z warunkami środowiskowymi.

23. Id reprezentuje wewnętrzny świat subiektywnych doznań i nie posiada żadnej wiedzy o rzeczywistości obiektywnej. Działa na zasadzie impulsów oraz gratyfikacji zaspokajania potrzeb, jest nieodłącznie związane ze sferą biologiczną.

24. Freud „Kultura jako źródło cierpień”. Autor podkreśla, iż był to wymóg powszechnie znany i starszy od chrześcijaństwa
25. Szacka Barbara „Wprowadzenie do socjologii”, Oficyna naukowa, Warszawa 2003

___________________
Bibliografia:
• Freud Zygmunt: „Kultura jako źródło cierpień”, tłum. Prokopiuk Jerzy wyd. KR Warszawa 1992
• Szacki Jerzy: „Historia myśli socjologicznej” wyd. PWN Warszawa 2005
• Mucha Janusz: „Cooley” wyd. Wiedza Powszechna Warszawa 1992
• Hałas Elżbieta:
• Baczko Bronisław: „Rousseau: samotność i wspólnota” wyd. PWN Warszawa 1964
Beata White "Nie pieprz. Przestajesz marzyć - przestajesz żyć"

"Może zamiast do Marks & Spencer pojechalibyśmy w sobotę na zakupy do Safewaya?...Jak myślisz? Czy to dobry pomysł?
Vernon Dursley odłożył gazetę, spojrzał zdumiony na żonę i wział ją za rękę.
- Petunio...Oczywiście, że to dobry pomysł. I szalony, naprawdę. Jesteś...jesteś niesamowita! Zawsze mówiłem, że poślubiłem bestię... "

(Magdalith - "Na różdżkę nigdy nie jest za póżno")

http://kirke-k.deviantart.com/ - Moje Zdjecia na DA

Awatar użytkownika
aniona
Wyga
Posty: 1234
Rejestracja: 24.08.07, 17:46
Lokalizacja: Północ

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: aniona » 10.10.07, 21:49

Językoznawstwo ogólne
prof. dr hab. Jolanta Maćkiewicz

Język jako system znaków


„Język jako system znaków” to najprostsza i najpopularniejsza definicja tegoż.
Zajmiemy się poszczególnymi elementami tej definicji.

Po pierwsze więc – ZNAK

Jaki jest jego charakter? Czym jest znak?

Znak jest tworem dwustronnym – posiada stronę oznaczającą (formę) i oznaczaną (treść)
Zgodnie z tym – fonemy nie są znakami, np. nie wiadomo, co oznacza [t], które, choć posiada formę – nie ma treści
Niektórzy językoznawcy twierdzą, że znakiem jest tylko część oznaczająca.

Jako występujący w sytuacji komunikacyjnej (nadawca - odbiorca), znak jest znakiem dla kogoś, wymaga świadomego odbiorcy. Np. nie jest znakiem dźwięk dla osoby niesłyszącej albo tekst po chińsku dla niewładającego tym językiem.
[zatem, na użytek Adama, powinniśmy wymyślić inny przykład…]

Rozróżnienie odbiorca (każdy, kto jest w stanie odebrać znak) – adresat (ten, dla którego znak jest przeznaczony) nie odgrywa tu roli.

Świadomy nadawca nie jest tu warunkiem koniecznym, np. oznaczający pożar dym w lesie albo gorączka jako znak choroby.

Niemniej występowanie, bądź niewystępowanie świadomego nadawcy umożliwia pierwszą z trzech klasyfikacji znaków:
a. sygnały – mają świadomego nadawcę
b. symptomy – nie mają go;

Odbiorcą znaku zostajemy dzięki zmysłom. Stąd druga klasyfikacja:
a. znaki wzrokowe
b. znaki słuchowe
c. znaki dotykowe
d. znaki smakowe
e. znaki powonieniowe

Przy czym – ludzie tworzą systemy porozumiewawcze głównie używając znaków wzrokowych i słuchowych, czy raczej: słuchowych i wzrokowych, by zachować chronologiczną kolejność.

Występują tu podtypy:
- znaki głosowo-słuchowe
- znaki instrumentalno-słuchowe
(podział ten nie jest precyzyjny, nie obejmuje np. dźwięków przyrody) oraz:
- znaki wzrokowe przemijające (np. nasze miny na wykładzie)
- znaki wzrokowe utrwalone (najstarszym z nich jest pismo, później nauczyliśmy się nagrywać pozostałe)

To, czego nie możemy odebrać za pomocą któregoś ze zmysłów, nie jest dla nas znakiem.

Odebranie samej strony oznaczającej (formy) nie jest równoznaczne z odebraniem znaku. Trzeba przejść od formy do treści, znać relacje pomiędzy nimi.

Relacje te zasadniczo dzielą się na naturalne i umowne (konwencjonalne).

Relacje naturalne:
- relacja przyczynowo skutkowa
wynika z doświadczenia (własnego / ogólnoludzkiego) i nie jest ograniczona kulturowo; np. relacja dym – ogień;

- relacja podobieństwa
np. reakcja na fotografie – podobieństwo między dwuwymiarowym, nieruchomym i nierzadko czarno-białym obrazkiem, a trójwymiarową, ruszającą się osobą, jest, szczerze mówiąc, znikome, jednak często, pokazując zdjęcia używamy skrótu „To jest Basia”, zamiast powiedzieć „To jest zdjęcie Basi”. Podobnie rzecz ma się z malarstwem, ale dotyczy to tylko malarstwa realistycznego, które stara się naśladować rzeczywistość.

[czarodziejskie fotografie stanowią tu pewną komplikację, wartą być może osobnego opracowania]

Relacje konwencjonalne:
są to wszystkie te relacje, w których zależności między formą a treścią trzeba się nauczyć. Czysto umowne są np. znaki drogowe. Język cechuje niedosłowna umowność.

Trzecia klasyfikacja znaków brzmi zatem:
a. znaki naturalne
b. znaki konwencjonalne

ZNAKI

sygnały
symptomy

podział wg zmysłów

naturalne
konwencjonalne


Zależności między klasyfikacjami:
wszystkie symptomy mają charakter znaków naturalnych
sygnały to w większości znaki konwencjonalne, ale można też wykorzystać w postaci sygnałów znaki naturalne np. sygnalizacja dymna; to użycie wiąże się z pewną konwencjonalizacją znaku naturalnego – przynajmniej w wypadku znaków opartych na relacji przyczynowo-skutkowej; znak naturalny oparty na relacji podobieństwa po prostu jest sygnałem (fotografia, malarstwo).

Pierwszą definicję (język to system znaków) można zatem doprecyzować:

Język to system sygnałów konwencjonalnych, zasadniczo wzrokowych i słuchowych.
sygnałów – bo wymaga świadomego odbiorcy,
konwencjonalnych – bo języka trzeba się nauczyć

Przejdźmy do drugiego członu pierwotnej definicji - SYSTEM

System oznacza uporządkowanie. Różne podsystemy języka cechują się różnym poziomem uporządkowania. Najlepiej uporządkowany jest podsystem fonologiczny. Ustalono, że nie istnieje język, który miałby mniej niż 10 lub więcej niż 70 fonemów. Polszczyzna korzysta z kilkudziesięciu (jest ich na pewno mniej niż 40). Do porządkowanie tego systemu stosuje się tylko jedną zasadę: opozycyjność (opozycja dźwięczności, miękkości itd.) Ale, jak już powiedziano, system fonologiczny nie jest systemem znakowym ze względu na brak treści.

Kolejny, już w pełni znakowy, system – system leksykalny, jest znacznie trudniej uporządkować. Brak tu jednego sposobu porządkowania (mnogość rozmaitych typów słowników!), odpowiedź na pytanie, ile liczy elementów jest prawie niemożliwa. Za naszego życia, a nawet w ciągu jednego dnia, giną pewne leksemy, a powstają nowe.

Dlatego niektórzy językoznawcy optują za tym, by języka nie nazywać systemem, ale systematoidem.

Zatem:
Język to systematoid sygnałów konwencjonalnych, zasadniczo wzrokowych i słuchowych.

Kolejny krąg zagadnień zakreślają pytania:
Czy język jest tylko ludzką własnością? Czy nasz język porozumiewania różni się od zwierzęcego?

Aby na nie odpowiedzieć, należy znaleźć uniwersalne cechy języka, przysługujące tylko ludzkim językom, może nawet przekazywane genetycznie. Oto one:

- arbitralność (umowność, konwencjonalność)
należy nauczyć się relacji między formą a treścią
pewne zastrzeżenia można mieć do wyrazów dźwiękonaśladowczych, które sugerują relację podobieństwa; jednak spójrzmy na przykłady
pianie koguta: pl. kukuryku, ang. cock-a-doodle-doo
szczekanie psa: pl hau-hau, ang. woof-woof
Podobieństwo jest znikome lub wręcz żadne. Onomatopeje nie są do końca znakami naturalnymi, w nich także tkwi umowność, konwencja.

Ludzie muszą się swojego języka nauczyć, u zwierząt występuje natomiast przekaz genetyczny (nawet ewentualnych znaków konwencjonalnych, znaki używane przez zwierzęta nie muszą być czysto naturalne).

- semantyczność – znaki w języku ludzkim mogą odnosić się do całej klasy obiektów lub do jednego, konkretnego obiektu;
znaczenie – odnoszenie się do klasy obiektów
referencja / odniesienie – mówienie o jednym, konkretnym obiekcie
np. Pies jest przyjacielem człowieka.
Pies znowu wyleguje się na kanapie.

Znaki, którymi posługują się zwierzęta, mają raczej tylko referencję, ale nie bardzo można to udowodnić. Trudno byłoby spytać kurę, która gdacze na widok lisa zbliżającego się do kurnika, czy ma na myśli tego konkretnego lisa, lisy w ogóle, czy też pewną klasę niebezpiecznych sytuacji.

[sądzę, że młody Potter, z jego wężomową, mógłby się na tym polu przysłużyć światowemu językoznawstwu]

- dwuklasowość – z nie-znaków buduje się znaki (np. z fonemów - morfemy)
Jednak nie jest to cecha wyłącznie języka ludzkiego, także ptaki z pojedynczych dźwięków tworzą dłuższe, znaczące wypowiedzi.

- hierarchiczność – istnienie kilku poziomów w obrębie znaków
To cecha specyficznie ludzka. Z jednostek niższego rzędu budujemy jednostki rzędu wyższego, np. z morfemów – leksemy, z leksemów – zdania.

- kreatywność
wynika z hierarchiczności – przejście z niższego poziomu na wyższy powoduje ogromne rozmnożenie znaków. Właściwie każdy (choć raczej nieświadomie) może stworzyć nowe zdanie, a nawet słowo, którego nikt jeszcze nie użył.
Kreatywność oznacza również, że nie musimy za każdym razem reagować językowo tak samo na dany bodziec. Np. małpa o danym typie niebezpieczeństwa ostrzega zawsze tym samym rodzajem okrzyku, bo tak została genetycznie zaprogramowana. Poza tym – gdyby użyła innego – nie zostałaby zrozumiana. Natomiast człowiek, widząc węża, nie musi za każdym razem mówić „o, wąż!” (co nie zmienia faktu, że najczęściej właśnie to mówi). Wynika to z faktu, ze języka się uczymy, a nie otrzymujemy w genetycznym spadku. Żeby pociągnąć temat małp – prowadzono badania nad nauczeniem ich języka ludzkiego za pomocą plansz z kolorami i obrazkami (np. z rysunek banana – skądinąd, banany są bardzo użyteczne w komunikacji z małpami). I pewna małpa, po raz pierwszy skonfrontowana z ogórkiem, zestawiła rysunek banana z kolorem zielonym, co dowodzi elementu kreatywności.

- autonomiczność – niezależność od „tu” i „teraz”
Kiedy mówimy, możemy poruszać się w czasie i przestrzeni, można mówić o czymś, co było przed milionem lat albo o czymś, czego w ogóle nie ma, bo zdarzy się np. za kwadrans. Zdanie „Za kwadrans wyjdę z sali” jest całkowicie nieweryfikowalną hipotezą, w przeciwieństwie do zdania „Teraz siedzę na krześle”, choć i jednym, i drugim posługujemy się z taką samą swobodą. Autonomiczność jest czymś, czego trzeba się nauczyć, małe dzieci mówią zwykle tylko o tym, co „tu” i „teraz”.

Pewien postęp w dziedzinie autonomiczności języka osiągnęły pszczoły – za pomocą zataczonych w powietrzu kół potrafią informować o odległości i kierunku. Żadna pszczoła nie jest jednak w stanie oznajmić towarzyszkom: „Wiecie, wczoraj widziałam piękną łąkę z kwiatami, może jutro tam polecimy?”.

Zatem, jeśli wziąć wszystko to pod uwagę, definicja języka brzmi:
Język ludzki to systematoid sygnałów konwencjonalnych, zasadniczo wzrokowych i słuchowych, odznaczający się hierarchicznością, kreatywnością, autonomicznością oraz semantycznością. (choć tego nie da się udowodnić – sprawa z kurą i lisem)
Literatura pochyla się nad realną słabością człowieka, a równocześnie przed jego niezwykłą godnością.
(S. Sawicki, Problematyka aksjologiczna w nauce o literaturze)


Wieczorna playlista:
http://aniona.4shared.com/

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Minerwa » 10.10.07, 22:51

Doskonałe notatki... To jest też komplement pod adresem wykładowczyni, bo nie każdy wykład da się tak precyzyjnie zanotować.

Bogdan
Wyga
Posty: 1267
Rejestracja: 24.08.07, 17:26

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Bogdan » 01.12.07, 14:44

Dyktando Uchatki
autorka: Renata Żemojcin

Pół dżdżem, pół suszą będąc, w półśnie pogrążony,
właśniem miał w okamgnieniu w mróz się przepoczwarzyć,
kiedy mój współlokator, z tych niewydarzonych,
chrząknął niby przypadkiem tuż-tuż przy mej twarzy.
Chcąc nie chcąc i rad nierad, nie jestem bezuchy,
widzę, skonfundowany, choć się oczy plączą,
pejzaż spod Igołomi popstrzony przez muchy
i konterfekt Nietzschego odzianego w poncho.
Tak złorzeczył zazwyczaj, bo zawżdy przegrywał,
choć koleżków miał przecie niegłupich skądinąd:
ryży skrzypek, co hurtem crescenda mógł grywać,
ornitolog amator, majster-klepka pilot.
Muzyk chow-chow hodował, płowożółte zwierzę,
ponaddwuipółletnie, superrozczochrańca,
które na równi w uczuć burzy czcił prawie że
z rondem capriccioso a-moll u Saint-Saënsa.
Drugi z druhów, zrzędliwy dość ekspingpongista,
chyży, hardy, o cerze sczerniałej z latami,
świetnie tańczył jive'a, paso doble, twista,
a w marzeniach przeżywał rendez-vous z ptakami.
Lotnik bujał w przestworzach, w jakim bądź naprędce
skleconym wehikule, tak na łapu-capu.
Napowietrzne swe harce dedykował Helce,
pół-Rosjance z abchaską prababką spod Baku.

Awatar użytkownika
aniona
Wyga
Posty: 1234
Rejestracja: 24.08.07, 17:46
Lokalizacja: Północ

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: aniona » 07.12.07, 21:44

Kakałko raz jeszcze

Wyrazem podstawowym jest tu kakao. Występujący na końcu wyrazu dyftong -ao wskazuje, że jest to wyraz pochodzenia obcego, podobnie jak video albo stereo. Jednakże, w przeciwieństwie do video i stereo, kakao generuje w użyciu potrzebę deminutivum (zdrobnienia) i jest to wypadek bez precedensu. Oznacza to, że nie da się kakałka z niczym porównać i stąd problem.

Sposób utworzenia:
Kakao jest często (i niepoprawnie!) wymawiane jako [kakało]. Na bazie tego dodatkowego ł tworzy się zdrobnienie, które:
1. umożliwia swojską odmienność, w przeciwieństwie do obcego kakao
2. brzmi bardziej „po naszemu”
3. generalnie jest opcją najszczęśliwszą spośród możliwych, skoro już musimy zdrabniać

Zaiste – inne próby brzmią dziwnie:
kakaoko – stworzone według zwykłych zasad przesuwa akcent, jest trudne do wymówienia i słabo kojarzy się z wyrazem podstawowym
kakaetko – utworzone na wzór statuetki (statua ma podobny dyftong) brzmi jeszcze gorzej, na dodatek sufiks –etko jest francuski i występuje tylko po spółgłoskach (poletko)

Zatem kakałko, choć powstałe z błędu w wymowie i rażące w piśmie, jest najlepszym wyjściem z opresji, bo można je odmieniać (na wzór ciało - ciałko), a dodatkowo owo problematyczne ł jest glajdem, czyli półsamogłoską, co pozwala wymówić je krótko, prześliznąć się i udawać, że błędu wcale nie było. :)

W języku pisanym i w starannej wymowie kakałko (jak i wymowa [kakało]) wciąż jest zakazane, dopuszcza się je wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach mowy potocznej, np. w języku rodzinnym.


PS. Jeśli ktoś znajdzie w polszczyźnie słowo z dyftongiem -ao- akcentowanym na a, to niech powie, wznowimy rozważania.


Szczególne podziękowania kieruję do życzliwych pań z Telefonicznej Poradni Językowej w moim Instytucie.
Literatura pochyla się nad realną słabością człowieka, a równocześnie przed jego niezwykłą godnością.
(S. Sawicki, Problematyka aksjologiczna w nauce o literaturze)


Wieczorna playlista:
http://aniona.4shared.com/

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Arthur Weasley » 08.12.07, 00:49

aniona @ Wczoraj, 21:44 pisze:3. generalnie jest opcją najszczęśliwszą spośród możliwych, skoro już musimy zdrabniać
A musimy? Plizzz... jak usłyszałem od jakiegoś rzecznika lekarzy, że w budżecie muszą się znaleźć pieniążki na podwyżki dla nich, to mnie z wrażenia brzuszek rozbolał i musiałem się napić wódeczki...
W języku pisanym i w starannej wymowie kakałko (jak i wymowa [kakało]) wciąż jest zakazane,
No. A tu przyjęte wymawiać starannie. Taki to snobistyczny lokal.
Jeśli ktoś znajdzie w polszczyźnie słowo z dyftongiem -ao- akcentowanym na a, to niech powie, wznowimy rozważania.
Makao.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Calluna
Wyga
Posty: 2344
Rejestracja: 24.08.07, 21:19
Lokalizacja: Wrzosowiska zagubione i inne manowce... :)
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Calluna » 10.12.07, 21:28

Czy ktoś mawia "makałko"...? Jakoś to nie brzmi...
Ale przykład pierwszorzędny. :)
Ludzie postanowili, że Boga nie ma. On jednak nie ma obowiązku stosowania się do ich uchwał.


A rozmawiać? Jak jest z kim, to wystarczy i milczenie.

Bogdan


Można w formie protestu stanąć na rękach na środku Marszałkowskiej. Tylko jak długo można stać na rękach?

Piotr Szulkin

Awatar użytkownika
aniona
Wyga
Posty: 1234
Rejestracja: 24.08.07, 17:46
Lokalizacja: Północ

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: aniona » 11.12.07, 13:07

Tylko nie jestem pewna, czy to też nie jest zapożyczenie. Mam wrażenie, że jest.
Literatura pochyla się nad realną słabością człowieka, a równocześnie przed jego niezwykłą godnością.
(S. Sawicki, Problematyka aksjologiczna w nauce o literaturze)


Wieczorna playlista:
http://aniona.4shared.com/

Awatar użytkownika
Adam Widur
Praprzodek
Posty: 1982
Rejestracja: 24.08.07, 13:56
Lokalizacja: Zambrów

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Adam Widur » 11.12.07, 16:18

W przypadku kakałka mamy przykład naturalnego i całkiem NORMALNEGO zjawiska językowegom internalizacji bądź spolszczenia zapożyczenia. I za naszych czasem stało się tak z radiem, którego jeszcze 20 lat temu nie wolno było odmieniać. Kakao przez ło będzie takowym i nie ma co się zapierać, bo równie obcy jest wszak wyraz kobieta i parę innych, a jakoś nam to nie przeszkadza.
tajemniczej podaję dłoń, wisła
zmienna i wieczna - obie patrzą na siebie
Tajemniczej podaję serce, warszawa
zabrała sobie już kawałek tajemnicza

chce całość więc daję co mam.

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Ginny » 11.12.07, 23:09

Kobieta ma akurat etymologię mocno niejasną i równie dobrze może być prasłowiańska jak fińska.
A kakałko ma oczywistą wadę w postaci nieapetycznych skojarzeń i to może być poważną przeszkodą w uznaniu tej formy za poprawną.
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Adam Widur
Praprzodek
Posty: 1982
Rejestracja: 24.08.07, 13:56
Lokalizacja: Zambrów

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Adam Widur » 12.12.07, 10:38

Z prasłowiańską etymologią kobieta? Gdzie w starosłowiańskich źródłach jest to słowo poświadczone?
OIP to etymologia jest garmańska. W tej pracy pani starannie wymienia różne koncepcje, ale z nich tylko dwie są ważkie naukowo - obie zasadzają się na tym, że wyrz pojawia się w XVI wieku. Hipoteza włoska jest może barwniejsza, ale niemiecka - w świetle niemieckich i jidiszowych mieszczan w naszych miastach - bardziej, zdecydowanie mocniej prawdopodobna.
równie dobrze może być prasłowiańska jak fińska


rzeczywiście RÓWNIE DOBRZE, gdyż obie te możliwoście właściwie są równie MAŁO prawdopodobne.
tajemniczej podaję dłoń, wisła
zmienna i wieczna - obie patrzą na siebie
Tajemniczej podaję serce, warszawa
zabrała sobie już kawałek tajemnicza

chce całość więc daję co mam.

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Ginny » 12.12.07, 21:35

Adamie, wbrew pozorom ja też mam jakąś wiedzę. Np. taką, że jest kilka koncepcji - starosłowiańska (kobveta - wróżka) i starogórnoniemiecka (gabetta - małżonka). Jest jeszcze dolnoniemiecka koncepcja Bańkowskiego, traktowana różnie ze względu na specyfikę osoby autora (kob-geit - koza z chlewa) i wspomniana fińska (kave - kobieta). Pewności, która z nich jest tą jedynie słuszną, nadal nie ma. Fakt, słowo pojawiło się u nas XVI w. jako wulgaryzm. I tyle wiemy na pewno.
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Adam Widur
Praprzodek
Posty: 1982
Rejestracja: 24.08.07, 13:56
Lokalizacja: Zambrów

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Adam Widur » 12.12.07, 22:59

Adamie, wbrew pozorom ja też mam jakąś wiedzę.


Ależ nawet pozory nie wskazują, cobyś jej nie miała.

Niestety, w kwestii koncepcji starosłowiańskiej moge powiedzieć tyle, że niestety musi tu działać Ockhamowa brzytwa, słowo pojawiło się dość późno - ma cechy fonetyczne zapozyczenia - ergo - trudno spodziewać się, żeby było starosłowiańskie. Z kolei jesli chodzi o zapozyczenie fińskie, ciekawa to koncepcja, ale jakoś nie ma masowych osiedleńców fińskich w Polszcze tego okresu, więc czemu nagle .... Najciekawsze sa koncepcje włoskie, bo są.. powiedzmy - najromantyczniejsze, Natomiast dolnoniemiecka jest obelżywa. Co - niestety - zbiega się z faktycznym funkcjonowaniem słowa w tamtem czasie. Czekam na koncepcja wegięrską i jidysz, tę by co nieco dorzuciły, choć fakt, batory przyszedł później....

I tyle wiemy na pewno.


Nierpawda, Równie na pewno wiemy, że nie jest to słowo polskiego pochodzenia. I dlatego przywołałem je w sporze z kakałkiem, żeby uswiadomic, jakie odkształcenia mogą nastapić bez zadnych szkód w takich obcych słowach, do tego stopnia że p[rzecietny użytkownik nigdy by nie wpadł na to, ze to słowo obce.... kto wie że maślacz od masła nie pochodzi, kurtian od kurty, szarytki od szarości, tego nie przerazi kał w wiadomym słowie. a wszystkim dedykuję piekne słowa w starej knidze o języku, imć Brucknera.
[quote] ... [/quote]
(...) trwożliwy puryzm zdradzałby chyba słabe o własnej sile odpornej mniemanie

tyle jeśli chodzi o zapozyczenia. w kwestii wulgaryzmów mam inne mniemanie, ale wyrazu na k.. nie uznajemy póki co za wuylgaryzm?
tajemniczej podaję dłoń, wisła
zmienna i wieczna - obie patrzą na siebie
Tajemniczej podaję serce, warszawa
zabrała sobie już kawałek tajemnicza

chce całość więc daję co mam.

Awatar użytkownika
Calluna
Wyga
Posty: 2344
Rejestracja: 24.08.07, 21:19
Lokalizacja: Wrzosowiska zagubione i inne manowce... :)
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Calluna » 17.12.07, 12:35

Ponieważ znów jestem chora postanowiłam znaleźć coś o "leczeniu naturalnym". I tak natknęłam się na kompendium wiedzy o czosnku. :)
O Wampirach nie ma...


CZOSNEK
[-]

borelioza.gazetka.eu

[-]


edit:
Zamiast artykułu (naprawdę świetnego) pozostawiam link do strony.
Autorkę przepraszam za umieszczenie całości.
Prawnie umieściłam tekst w celach naukowych nie podając nazwiska, a tylko link, za co uprzejmie Redakcję Portalu przepraszam.
Ostatnio zmieniony 03.04.08, 17:05 przez Calluna, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód: Zmiana treści - zamiast całości artykułu - link.
Ludzie postanowili, że Boga nie ma. On jednak nie ma obowiązku stosowania się do ich uchwał.


A rozmawiać? Jak jest z kim, to wystarczy i milczenie.

Bogdan


Można w formie protestu stanąć na rękach na środku Marszałkowskiej. Tylko jak długo można stać na rękach?

Piotr Szulkin

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Minerwa » 27.12.07, 22:31

Materiał do zajęć z teorii przekładu tekstu technicznego - instrukcja obsługi maszyny do szycia. Tłumaczenie najprawdopodobniej z chińskiego na polski (przy czym tłumacz był Filipińczykiem, a z języków słowiańskich znał jedynie węgierski).

(PL) Czesci.
(W kierunku zegara od Main Unit)
- Raczka (d)
- Nitka gniazdka (o)
- szpulka nici (c)
- pojemniczek na gniazdko (t)
- napedzenie (v)
- kolo napedowe(t)
- naciagniecie nici szpulki (l)
- wlaczenie/ wylaczenie przycisk (a)
- zainstalowanie predkosci (l)
- zainstalowanie igly (v)
- do baterji (g)
- przytrzymywacz nici (j)
- stupka (f)
- zamkniecie gniazdka (h)
- nitka szpulki (s)
- przytrzynywacz szpulki (t)
- igla (r)
- odcinacz nici (p)
- ustawianie (q)
- przytrzynywacz igly (o)
maly obrazek (Main Unit)
(tyl)
- przelacznik do stupki
- przelacznik do pedalu
- podlaczenie kabel do swiatla
Przyrzady (z kierunkiem zegara)
- igla
- pedal
- 4 metalowe szpulki
- odcinacz nici
Jak zaczynamy szycie.
(Uwaga na rysunki)
Po rozpakowaniu maszyny do szycia
1. Uwaga aby przycisk wlaczenie/ wlaczenie (a) pokazywal UIT zanim wlozysz baterje
2. Wloz 4 AA baterje doczesci (b) po tylnej stronie aparatu
3. W pozycji AAN jest guzik w maszynie; w pozycji UIT guzik wystaje. W pozycji AAN zaczyna maszyna odrazu szyc. Uwaga aby material dobrze lezy i aby w prawidlowy sposób szyc.
Zalozenie nici
1. Wyciagnij zasówke ze pojemniczka szpulki nici (c) do gory do oporu.
2. Nalóz szpulke (e)
3. Wyciagnij nici ze szpulki (e); nakrec na zasówke kolo przewodu (i) na przodzie maszyny.
4. Polóz nici do drugiego przewodu (2); nici przechodza przez nastawiacz (q); dzieki niemu jest nitka naciagnieta.
5. Przeciagnij nitke przez trzeci przewod (3) z przodu maszyny.
6. Przeciagnij nitke przez czwarty przewod (4) kolo uchwytu (d) z przodu maszyny.
7. Kolo piatego przewodu (5) i wsadz nici.
8. Kolo szustego przewodu (6). Igle (r) opuscic poprzez krecenie kolem (k); w kierunku zegara (do siebie) aby igle (r) opuscic.
9. wsadz nici do oczka (7) z przodu do tylu. Jezeli to konieczne uzywaj przeciagacza nici. Mozna igle (r) podniesc poprzez krecenie kolem recznym (k). W przeciwnym kierunku zegara; czyli od siebie.
10. Podnies stópke (f) poprzez przelacznika z tylu maszyny (g)
11. Przeciagnij okolo 25 centymetrow nici i polóz nici na zasówce szpulki. Nie do siebie; ale od siebie.
Czesc do szpulek nici
1. Wyjmij zabezpieczenie poprzez otworzenie pokrywki z przodu maszyny.
2. Wlóz szpulke z nicmi wybranego koloru w gniazdko (j); wyciagnij 25 cm. nici.
3. Wlóz szpulke z nicmi wybranego koloru w gniazdko (j); pozostaw 10 cm nici (h).
4. Przekrec kolem (k) w kierunu wskazowek zegara (do siebie). Igla (r) opuscie sie; poprzez co zaciagnie nici. Przekrec kolem recznym aby igla calkowicie sie opuscila a nastepnie podniosla.
Zatrzymaj jak igla (r) jest na dole.
5. podnies stópke (f) i przeciagnij nici do przodu. Podnies stopke do gory; widac ze nici znajduja sie pomiedzy. Przeciagnij dwie nitki do tylu; od siebie; pod stopka.
6. zamknij przykrywke.
Uwazaj aby nici u gory i nadole prawidlowo byly zalozone. Wyprobuj na szmatce. Jezeli nici nie dobrze sa zalozone mozna uszkodzic material.
Jest mozliwe ze maszyna ma zalozone nici to jest fabrycznie. Uwazaj czy nici dobrze sa przeciagniete. Jezeli kolor nici nie odpowiada nalezy zalozenie powtorzyc.
Uzycie szpulek nakladanych
(nalezy zalozenie powtorzyc bez nizej podanych punktow).
1. Wyjmij zatyczke (u) z urzadzenia
2. Wlóz zatyczke do dziórki w aparacie
3. Zamocuj zatyczke (u) przytrzymywaczem (v)
Uwaga czy zatyczka dobrze jest zamocowana.
Nalezy nakladana szpulke osobno uzywac od dwoch zalaczonyc szpulek.
Uzycie maszyny bez pedala
Przestrzegaj nastepujacych krokow:
1. Podnies igle (r) aby podniosla sie wyzej niz stopka (f) krec kolem recznym (k) zgodnie z zegarem; do siebie.
2. Podnies stopke (f) za pomoca dzwigienki z tylu maszyny. Uwaga aby material lezal w kierunku do ciebie a nie od ciebie.
3. Polóz material pod stopka (f) dopuki stopka jest podniesiona. Uwaga aby material lezal w kierunku do ciebie pod igla (r).
4. Postaw stopke (f) za pomoca dzwigienki z powrotem (g).
5. Przekrec kolem dwa razy w kierunku ruchu zegara aby dobrze przytrzymac material i zacznij szycie. Zatrzymaj.
6. Wybiez predkosc (l); za pomoca guzika na przodzie maszyny. Jezeli maszyna posiada najwyzsza szybkosc; wyjdzie rygielek. Przy najnizszej szybkosci jest guzik wduszony. Uzywaj wolne szycie do delikatnych materialow i materialow przy ktorych czesto nalezy stawac lub przekrecac. Uzywaj duzej szybkosci do prostego szycia.
7. Nastaw przycisk (a) na Aan.
8. Przesun material wolno w prostej lini; Przesun lekko opuszkami palcow po obu stronach materialu gdy material lezy pod stopka.
9. Po uszyciu wylacz przycisk (a) na UIT
10. Podnies igle (r) za pomoca kola (k) zgodnie z ruchem zegara.
11. Podnies stopke (f) za pomoca przelacznika (g)
12. Przesun material do siebie; pozostaw 25 cm. Nici dodatkowo miedzy materialem i maszyna.
13. Odetnij nici blisko przy materiale; reszte nici pozostaw wyciagniete ze szpulki w gniazdku, wyciagnij w swoim kierunku.
14. Po uszyciu powtorz wyzej wymienioe punkty.
Uzycie pedalu
(powtorz wyzej wymienione punkty bez punktow).
1. Uwaga aby wylacznik stal na UIT.
2. Wstaw wtyczke do otworu (m)
3. Wlacz maszyne poprzez naduszenie pedalu.
4. Dus systematycznie na pedal aby maszyna szyla. Podnies stope aby zatrzymac. Jezeli szycie jest prawie skonczone nalezy poruszac noga na pedale.
Uwaga: podczas uzycia pedalu powinien przycisk wlaczenie/ wylaczenie przycisk ustawiony byc na UIT!
Ustawienie nici.
1. Nie ustawiaj napiecia nici mocniej niz ustawione prze fabryke. Jezeli nici poluzuja mozna napiecie ustawic.
2. Mozna napiecie zwolnic poprzez ustawienie (n) przeciwny kierunek ja ruch zegara.
3. Aby napiecie nici podniesc przekrec ustawianie (n) zgodnie z kierunkiem ruchu zegara. Do grobych materialow nalezy ustawic luzne napiecie. Do cienkich materialow napiecie podniesc.
Napiecie szpulek nie jest ustawiane.
Zmiana igly
1. Przekrec kolem tak aby igla (r) sie podniosla.
2. Wykrec igle (o) w kierunku ruchu zegara; Mozna uzyc maly sróbokret lub pencete.
3. Wymien igle ( r) poprzez wyciagniecie do dolu (p)
4. Wlóz nowa igle plaska czescia do uchwytu
5. Przydus na miejsce.
6. Wlóz igle (r) do przytrzymywacza (n); przytrzymaj igle.
Igly maja rozne grubosci i wielkosci. Igly maja rozne numery. Im nizszy numer tym igla ciensza, uzywaj cienkie igly do cienkich materialow.
Zalozenie szpulki nici.
Uzycie nici weglug wlasnego wyboru. Mozna kupic mici w kazdym kolorze. Tak aby nici pasowaly do materialu, inaczej jezeli nici powinny byc kontrastem
1. Wyjmij zawsze szpulke (s) z czesci jezeli chcesz zmienic kolor.
2. Wstaw gniazdko (e) na patyczek (g)
3. Wstaw patyczek na swoje mijsce i przekrec kolem w kierunku przeciwnym niz ruch zegara.
4. Odlóz nie potrzena szpulke. Przesun nitke szpulki do dolu (e) i przeciagnij koniec nici przez oczko w srodku szpulki.
5. Wysun koniec; przekrec nitke pare razy na szpulce.
6. Posadz szpulke na patyczku; uwaga aby kierunek byl przeciwny (to znaczy ze nici nakreca sie pod szpulka).
7. Przytrzymaj nici palcami.
8. Jezeli nici nakrecone sa; wstaw szpulke w czesc podana w sposobie uzycia nici i igly.
Bezpieczenstwo
1. Nie wlaczaj maszyny do pradu podczas zmiany nici i igiel.
2. Nie otwieraj maszyny; jedynie do zmiany nici. Inne czesci maszyny sa na stale umocowane.
3. Uwaga na zalozenie nici przed szyciem. Zle zalozenie czesci uszkodzi maszyne.
4. Nie ciagnij za material podszas szycia. Lekkie kierowanie jest wystarczajace. Igla moze sie zlamac podczas pociagania.
5. Wyjmij beterje jezeli dlugi czas nie bedziesz uzywal aparatu. Jest to potrzebne aby nie dopuscic do wylania sie baterji i uszkodzenia aparatu. Zawsze miej baterje zapasowe.
6. NIE ZDATNY DLA DZIECI. Ton ie jest zabawka dla dzieci.
7. Aparat jest zasilany zasilaczem ktory jest zalaczony.
8. Nie polewaj woda. Nie uzywaj jezeli masz mokre rece; bez obuwia jezeli aparat stoi na mokrej powierzchni i jezeli uzywasz z zasilaczem (zalaczony).
9. Nie zmieniaj igiel lub nici jezeli aparat jest wlaczony op AAN. Nie dotykaj igiel jezeli aparat jest wlaczony najpier na UIT.
10. Nie uzywaj aparatu z popsutum sznurem lub wtyczka.
11. Nie pozostawiaj sznura w cieplym.
12. uwaga aby kabel nie ocieral na ostrych przedmiotach.
13. Nie ciagnij za kabel aby aparat wylaczyc. Trzymaj za wtyczke przy aparacie. Nie rob tego mokrymi rekoma.
14. Nie szyj ubrania na sobie.
15. Uzywaj jedynie zasilacza ktory jest dolaczony. Uzycie innego zasilacza uszkodzi aparat lub spowoduje skaleczenie.
16. LNie pozostawiaj nigdy maszyny podlaczonej do kontaktu. Zawsze wyjnij styczke z kontaktu jezeli nie uzywasz aparatu.

Awatar użytkownika
Ginny
Zaawansowany
Posty: 700
Rejestracja: 24.08.07, 19:17
Lokalizacja: Białystok-Warszawa

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Ginny » 31.12.07, 09:28

Mam nadzieję, że to nie będzie poczytane za straszną prywatę. To generalnie zachęta do napisania, hmmm, wypracowanka.

Zostań współautorką przewodnika!
Wydawnictwo Carta Blanca ogłasza konkurs na tekst turystyczny. Zapraszamy wszystkie Panie do współtworzenia książki „Polska według kobiet” – pierwszego przewodnika napisanego przez kobiety dla kobiet!
Lubisz podróżować? Masz swoje ulubione miejsca w Polsce? Doradź innym czytelniczkom gdzie pojechać, co zwiedzić, poleć miejsca atrakcyjne dla kobiet, zdradź gdzie najlepiej wypoczywasz i dokąd wracasz we wspomnieniach.
Wystarczy tylko w kilku zdaniach opisać miejsce w Polsce, które zrobiło na Tobie szczególne wrażenie ze względu na swój charakter, atmosferę lub też jakąś ciekawą historię, która Ci się tam przydarzyła.
Najlepsze teksty umieścimy w przewodniku, podpisane nazwiskiem autorki! Każda zwyciężczyni otrzyma również egzemplarz autorski.
Nie wahaj się ani chwili! Weź udział w tym niecodziennym projekcie i razem z nami stwórz niezwykły przewodnik dla kobiet.
Na teksty czekamy do 8 marca 2008 r. Należy je przesyłać na adres kobiety@cartablanca.pl. Prosimy o podpisywanie tekstów według wzoru: „Imię Nazwisko, zawód/zajęcie”.
Nie istnieje nic, poza tym, co czujesz.

Awatar użytkownika
Calluna
Wyga
Posty: 2344
Rejestracja: 24.08.07, 21:19
Lokalizacja: Wrzosowiska zagubione i inne manowce... :)
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Calluna » 13.03.08, 21:03

Bardzo skrótowo...

Dziewczynka czy chłopiec?

KAŻDY niemal zapytany o płeć człowieka odpowie szybko - mężczyzna to XY, kobieta zaś XX.
Jak zapytać - czy istnieje mężczyzna XX, popuka się w głowę, a jednak...
O tym, kim będziemy decyduje jeden maleńki gen - SRY. Zlokalizowany jest na chromosomie Y. Potem, do prawidłowego ukształtowania cech biologicznych, natura używa hormonów. W zależności od działania produktu genu SRY oraz od tego, co dzieje się z kobietą - matką czasie ciąży będziemy mieć dziewczynkę lub chłopca.
Jednak wystarczy maleńka mutacja np. podczas spermatogenezy skrzyżowanie się X z Y (tzw. crossing-over) i przeniesienie genu SRY na chromosom X. I już mamy osobę XX, która będzie z wyglądu mężczyzną, choć bezpłodnym. I podobnie - plemnik z Y pozbawiony fragmentu z genem SRY w połączeniu z komórką jajową da dziewczynkę XY. Bezpłodną.
Do tego dochodzą hormony - np. androgeny brane przez matkę w czasie ciąży - i już mamy dziewczynkę o cechach chłopca (tzw. maskulinizacja płodu). Prawdopodobnie człowiek ten nigdy nie będzie się czuł kobietą - ma męski mózg, choć ciało kobiety.
Takich przypadków jest WIELE. Czynników je powodujących też.

To jak nas wychowano ma wpływ na to, jacy jesteśmy, ale to płeć mózgu decyduje o tym KIM jesteśmy.
Oczywiście osobie przez np. 20 lat wychowywanej w społeczeństwie jako kobieta będzie trudno być 100% mężczyzną. Pewne cechy nabyte na skutek wychowania zostaną. Nie mniej - jeśli wie kim jest powinna dążyć do swojej tożsamości. Żyjemy w czasach, które pomagają leczyć niedopasowanie w kwesti ciała biologicznego (tzw. fenotypu), który dostaliśmy i dopasować się do płci mózgu. Do tożsamości danej osoby.
Ludzie postanowili, że Boga nie ma. On jednak nie ma obowiązku stosowania się do ich uchwał.


A rozmawiać? Jak jest z kim, to wystarczy i milczenie.

Bogdan


Można w formie protestu stanąć na rękach na środku Marszałkowskiej. Tylko jak długo można stać na rękach?

Piotr Szulkin

Awatar użytkownika
Marcin
Wampir z parapetu
Posty: 1144
Rejestracja: 26.08.07, 23:01
Lokalizacja: Wampirzy Parapet
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Marcin » 13.03.08, 22:17

Rozwinę trochę ten skrót:

Pełna lista rozróżnianych przez seksuologów płci, to:
1. płeć chromosomalna (XX, YX)
2. płeć gonadalna (jajniki, jądra)
3. płeć hormonalna (stosunek proporcjonalny estrogenów i androgenów w organizmie)
4. płeć metaboliczna (system enzymatyczny zależny od hormonów płciowych - odpowiada za przemianę materii, masę mięśniową, zdolność neutralizacji kwasu mlekowego w mięśniach po wysiłku... czyli za to, że kobiety są słabszą płcią)
5. płeć mózgowa (sposób działania podwzgórza i przysadki mózgowej)
6. płeć wewnętrznych narządów płciowych (przewody Muellera, przewody Wolffa)
7. płeć zewnętrznych narządów płciowych (srom, prącie i moszna)
8. płeć fenotypowa (wygląd zewnętrzny - drugorzędne i trzeciorzędne cechy płciowe, czyli np. piersi, owłosienie, szerokość ramion czy bioder...)
--- tu kończy się płeć biologiczna ---
9. płeć socjalna (metrykalna, prawna; w to wlicza się często także fukcjonowanie wśród ludzi)
10. płeć psychiczna (identyfikowanie się z daną płcią)

Każdy z tych dziesięciu aspektów płci może być inny niż reszta (choć wyłamanie się jednego często pociąga za sobą następne), podwójny albo nieokreślony płciowo. Wystarczy jedno odstępstwo biologii, by ktoś nie był już z punktu widzenia medycyny kobietą lub mężczyzną, tylko osobą interseksualną.
Kształtowanie się płci w ogóle jest złożonym procesem. Podczas spermatogenezy może na przykład dojść do powstania plemników nie zawierających chromosomów płciowych oraz takich, które zawierają chromosomy YY, takich, które zawierają chromosomy XY... Podczas oogenezy podobnie: zdarza się, że powstają jajeczka XX i jajeczka 0. I już mamy zespół Turnera (X0), Klinefeltera (XXY) i jeszcze ciekawsze zestawienia (XXYY, XYYY etc.). Wśród ludzi występuje również mozaicyzm, czyli przemieszanie w różnych komórkach różnych zestawów chromosomów... Sporo komplikacji powoduje na przykład zestaw 45 X/46XY: człowiek rodzi się z dwiema płciami biologicznymi.
Bywa też, że płód męski nie jest w stanie wytwarzać pewnego hormonu, którego brak sprawia, iż dziecko rodzi się z narządami płciowymi wewnętrznymi męskimi i zewnętrznymi rzekomo żeńskimi. O ile lekarz się nie zorientuje, jest wychowywane jak dziewczynka, a w okresie dojrzewania, gdy nasila się wydzielanie testosteronu, dziewczynka okazuje się chłopcem. O tym można poczytać w "Middlesex" Eugenidesa - powieść jest genialna.
Tak naprawdę, to wciąż są tylko przykłady: możliwości popisu dla natury jest jeszcze więcej. A cały czas mówimy tylko o ludziach...
Ponieważ naukowcy nie są w stanie dogadać się, co tak naprawdę jest ważne przy określaniu płci biologicznej, spierają się także co do statystyki występowania interseksualizmu. Rozpiętość nie jest jednak taka duża: od 1/500 do 1/1500 urodzeń. Czyli w najlepszym razie tak często, jak czesto rodzą się osoby w dniu 29. lutego.
- Zoltan, dlaczego my pijemy z kubków? Gdzieś tu widziałem kieliszki...
- Sprawa jest poważna i trzeba używać konkretów, a nie półśrodków.

Przed-wiosenne porządki: 200 tanich książek - http://tinyurl.com/ya3395u

Awatar użytkownika
Calluna
Wyga
Posty: 2344
Rejestracja: 24.08.07, 21:19
Lokalizacja: Wrzosowiska zagubione i inne manowce... :)
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Calluna » 17.03.08, 11:01

Wampir @ 13.03.08, 22:17:54 pisze:Rozwinę trochę ten skrót:
Bywa też, że płód męski nie jest w stanie wytwarzać pewnego hormonu, którego brak sprawia, iż dziecko rodzi się z narządami płciowymi wewnętrznymi męskimi i zewnętrznymi rzekomo żeńskimi. O ile lekarz się nie zorientuje, jest wychowywane jak dziewczynka, a w okresie dojrzewania, gdy nasila się wydzielanie testosteronu, dziewczynka okazuje się chłopcem.

To, co opisujesz zwykle nazywa się Zespołem Niewrażliwości na Androgeny.

Wampir - moje to dwa słowa z genetyki - Twoje... <kłania się> :)
Ludzie postanowili, że Boga nie ma. On jednak nie ma obowiązku stosowania się do ich uchwał.


A rozmawiać? Jak jest z kim, to wystarczy i milczenie.

Bogdan


Można w formie protestu stanąć na rękach na środku Marszałkowskiej. Tylko jak długo można stać na rękach?

Piotr Szulkin

Awatar użytkownika
Dzięcioł Czarny
Wyga
Posty: 1193
Rejestracja: 01.09.07, 16:07
Lokalizacja: Kaszmir Nocą

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Dzięcioł Czarny » 04.04.08, 13:19

Nie, w przypadku Zespołu Niewrażliwości na Testosteron zwanym też Zespołem Feminizujących Jąder, w czasie dojrzewania nie następuje przekształcenie we właściwą płeć chromosomalną. Osobniki takie nie posiadają bowiem wcale receptorów androgenów i rozwijają się w fenotypowe kobiety, acz z upośledzeniem narządów rozrodczych i szczątkowymi jądrami w jamie brzusznej.

Natomiast istnieje choroba, której przyczyną jest uszkodzenie genu kodującego enzym przekształcający testosteron w dihydrotestosteron. Takie osoby w życiu płodowym nie rozwijają się prawidłowo, gdyż obecność samego testosteronu jest za słaba by indukować przejście w fenotyp męski. Rodzą się więc wyglądając jak kobiety - ze ślepą pochwą i męskimi gonadami w jamie brzusznej.
Jednakże w okresie dojrzewania dihydrotestosteron nie jest i tak produkowany, a zmiany indukowane są przez zwykły testosteron. I nagle z fenotypowych dziewczyn w dość krótkim czasie rozwijają się normalnie fenotypowo mężczyźni. Dość popularna choroba, u niektórych plemion praktykujących chów wsobny na większą skalę...
"Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii? "

William Blake

"Never compromise, Not even in the face of Armageddon"
Rorschach

"Nie mam żadnych szans, ale muszę je wykorzystać"
Herbert Achternbusch

Awatar użytkownika
Calluna
Wyga
Posty: 2344
Rejestracja: 24.08.07, 21:19
Lokalizacja: Wrzosowiska zagubione i inne manowce... :)
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Calluna » 04.04.08, 14:11

Racja Dzięcioł. Uprościłam, aż za bardzo i z wychwytu wyszła mi produkcja. ;)
Ludzie postanowili, że Boga nie ma. On jednak nie ma obowiązku stosowania się do ich uchwał.


A rozmawiać? Jak jest z kim, to wystarczy i milczenie.

Bogdan


Można w formie protestu stanąć na rękach na środku Marszałkowskiej. Tylko jak długo można stać na rękach?

Piotr Szulkin

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Tallis » 27.07.08, 20:09

Hej :)
Chciałam tu wrzucić 3 notatki do referatów ale nie wiem czy należy w oddzielnych postach czy w jednym?
To są 2 referaty i 1 krótkie notatki z wykładu z YouTube:
-Referat z ekonomicznej analizy prawa,
-Referat z koncepcji integracji europejskich, o Paneuropie,
-notatki o prawie brehonów to te krótkie.
poz
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Minerwa » 28.07.08, 16:11

Wrzuć w oddzielnych, to się będzie lepiej korzystało :)

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Tallis » 28.07.08, 18:17

Wykład z YouTube nt dawnego irlandzkiego prawa, zwanego prawem brehonów. Działało ono w 1 tysiącleciu n.e. Słuchałam go, bo mi się przydał do pisania mojej pracki dyplomowej.

Prawo brehonów
1. Prawo przedpiśmienne, ustne, nauczanie trwało 20 lat. Prawo to było jedynie częścią druidyzmu, częścią pochodzącego od druidów systemu mądrościowego.
2. Kobiety również mogły zostać brehonami.
3. W każdym szanującym się klanie powinien być ollav - nauczyciel, brehon - sędzia/prawnik oraz bard. Nie chodziło o wynajętych do tej pracy ludzi ale o dzieci tego rodu, które zostaną tymi fachowcami. To była kwestia prestiżu, jaki spłynie na ten klan.
4. Ollav, nauczyciel, dostawał ziemię od króla, jako zapłatę za nauczanie. Nauczał małą grupę studentów a jednocześnie utrzymywał ich, oni wszyscy utrzymywali się z jego ziemi. Kiedy jednak on się zestarzał, jego dawni studenci teraz już posiadający zawód mieli za zadanie utrzymywać jego.
5. Król (oraz wódz klanu) był patronem brehona tak samo, jak był patronem muzyków, poetów, lekarzy i artystów. To było jego zadanie. Ale on również podlegał prawu, nie tworzył tego prawa, nie był ponad prawem.
6. „Nie ma pod słońcem innego narodu, który by tak ukochał prawo – równe dla wszystkich i osąd neutralny”. Mimo, że prawo irlandzkie było przekazywane ustnie to po wprowadzeniu chrzescijanstwa w Irlandii powstawało wiele traktatów prawnych.
7. Prawo w pojęciu staroiryjskim nie jest czymś co się tworzy do karania, do krzywdzenia. To idea zupełnie obca. Prawo wg nich służyło do chronienia twoich praw a nie do karania tych, którzy stają przeciw tobie. Opierało się ono bardziej na zasadzie kompensacji niż na zasadzie penalizacji.
8. Nowe prawa (kościelne, a potem normańskie i angielskie) obce prawu brehonów i wspierających ich wodzów klanowych, były tak niestosowne, że zupełnie zdemoralizowały ludność, która nie wiedziała co robić.
9. Do przeciwdziałania przestępstwom, podobnie, jak to jest widoczne w innych, plemiennych czy klanowych prawach, nie służyły jakieś siły wojskowe czy policyjne, ale zgodne oburzenie wspólnoty, wykluczenie z niej, społeczna kara, kara napiętnowania. Angielska okupacja zgładziła ustrój klanowy a więc też tą wspólnotę i jej sposób karania. Sankcję wspólnotową zastąpiła siła zbrojna.
10. Za czasów brehonów nie było sił policyjnych, więzień i aresztów.
11. Nie było kary głównej.
12. Przez wieki prawo to nie było spisywane, z obawy, że w tekście pisanym zaczną pojawiać się błędy. Błędy przy przepisywaniu.
13. Król jednego thuath (albo większej prowincji składającej się z kilku thuath) był elekcyjny, jego zadaniem była ochrona kraju przed zewnętrznym zagrożeniem i gdyby nie zachowywał się właściwie, gdyby jego zachowanie było takie, że okryłby się hańbą to zgodnie z prawem można się go było pozbyć natychmiast. Tak samo przestawał być królem, jeśli został kaleką – fizycznie czy umysłowo. Jeśli np. stracił rękę nie mógł być wodzem wojowników. Wtedy następowało coś w rodzaju automatycznego odwołania ze stanowiska. O tym przepisie odwołania wodza wspomina się marginesowo, jedynie w regulacji odszkodowania za pokąsanie przez pszczoły. Traktat prawny pt. Bechbretha podaje, jako przykład króla Congala, który przestał być królem w związku z tym, że oślepł po ukąszeniu przez pszczoły.
14. Wszyscy królowie, niezależnie od swej pozycji podlegali temu samemu zestawowi prawa, to znaczy, czy to był najniższy wódz jednego thuath, czy to był król jednej prowincji, np. Ulsteru, czy Leinsteru czy też sam ard rhi, najwyższy król całej Irlandii, który miał władze nad niższymi królami. I był przez niższych królów wybierany spośród nich samych ale i z innych osób wybitnych. Głównym zadaniem ard rhi było przewodniczenie zebraniu wszystkich królów i wodzów na wielkim jarmarku, gdzie zbierali się pomniejsi władcy.
15. Kilku brehonów zostało królami. Najsłynniejszym królem – prawodawcą był legendarny Cormac McArt zjednoczyciel Irlandii z IV wieku.
16. Natychmiast po elekcji króla wyznaczano także jego następcę. Taoiseach był królem mniejszym - prowincjonalnym zaś tánaiste jego rządcą, jego zastępcą umieszczanym w królestwie, gdy król został pozbawiony urzędu. Najczęściej tanaiste, zastępca króla był też najbardziej prawdopodobnym następcą króla. Tanistry było iryjskim systemem przenoszenia tytułów i praw do ziemi. (Irlandzkie Tánaiste; Szkockie Tànaiste; oraz Tanishtagh z wispy Man). Był to albo drugi po przywódcy, albo ten, kto zostanie przywódcą później, wybierany w wyborach spomiędzy królewskich, patrylinearnych dynastii Irlandii, Skocji i wyspy Man, aby stać się sukcesorem wodzostwa albo królestwa.
17. Chociaż społeczeństwo iryjskie pod prawem brehonów było zorientowane na mężczyzn to kobiety miały więcej wolności, niezależności i praw majątkowych od kobiet w innych krajach Europy tego czasu. Kobiety i mężczyźni posiadali swe ziemie oddzielnie. Prawa małżeńskie były bardzo skomplikowane. Później, pod rządami prawa kościelnego kobiety zostały pozbawione swej pozycji. Mąż mógł legalnie bić żonę, by ją poprawić, jeśli jednak zostawił ślad mogła domagać się ekwiwalentu swej ślubnej ceny, albo się z nim rozwieść. Własność domu nie mogła być przeniesiona bez zgody obu małżonków. Co dziś jest normą w Europie ale wtedy było wyjatkiem. Jednak pod rządami prawa koscielnego kobiety ciągle były podległe ojcom lub mężom i nie mogły najczęściej zeznawać, jako świadkowie, gdyż ich zeznanie z góry uznawane było za „uprzedzone i nieuczciwe.”
18. Liderem klanu zostawało się ze względu na różnorakie kwalifikacje. Zadaniem lidera było brać odpowiedzialność za członków klanu, działać jako gwarant ich czynności prawnych, zapewnić spłacanie różnych opłat i długów (w tym za morderstwo), chociaż jeśli członek pokrewieństwa (krewniactwa) nie mógł być skłoniony do zapłacenia, bo nie miał z czego, to za niego płacili wszyscy członkowie klanu. Lider był także odpowiedzialny za wszystkie niezamężne kobiety po śmierci ich ojców. Lidera nazywano ágae fine – filarem rodziny, albo cenn fine – głową rodziny. Zwykle był kimś starszym, ale nie koniecznie. Wyjątkowo ohydną zbrodnią było zabójstwo w rodzie – fingal. Zabójca musiał oddać swój przydział ziemi rodowej, ale wciąż był uważany przez prawo za zdolnego do płacenia opłat za innych członków rodu. Niewdzięczny syn mógł być wykluczony z rodu.
19. Dziedziczenie. We wczesnej Irlandii praktykowano taki sposób dziedziczenia, że każdy z synów otrzymywał równą część spadku. A każdy z wnuków, których ojciec zmarł wcześniej, jak dziadek, również równo między siebie mieli dzielić część należną ich ojcu. Wczesne prawo iryjskie nie rozróżniało między legalnymi i nielegalnymi dziećmi, więc każde dziecko ,które zostało uznane przez ojca, nawet dziecko konkubiny otrzymywało swój udział. Z drugiej strony nieposłuszni synowie byli automatycznie wykluczani z dziedziczenia. Dzieci adoptowane mogły otrzymać część ziemi należącej do ich grupy krewniaczej (pokrewieństwa), chociaż ich status jako spadkobierców musiał zostać wyraźnie umieszczony w odrębnej klauzuli. Zwykle najpierw to najmłodszy syn dzielił ojcowiznę na rowne części. Potem najstarszy syn wybierał sobie swoją działkę, potem wybierali młodsi i tak dalej, aż na końcu wybierał najmłodszy. Córka między synami dziedziczyła majątek ruchomy a oni ziemię i domy. Jeśli nie było synów dziedziczyła córka. Był nacisk na kobietę mającą ziemię, aby wychodziła za kogoś z członków klanu lub plemienia, a nie obcego. Jeśli człowiek zmarł bezdzietnie majątek był rozdzielany między następnych, najbliższych krewnych - czyli potomków jego ojca. A jeśli takich nie było, rozdzielany między potomków jego dziadka, potem potomków pradziadka i tak dalej. Wszelka dodatkowa ziemia, której nie mogły odziedziczyć córki, szła z powrotem do klanu.
20. Wszelkie przepisy dotyczące przestępstw polegały na ocenie bezradności, bezbronności ofiary. I ocenie na ile zniszczone czy skradzione dobro było jej do życia niezbędne. W ten sposób ważono intensywność krzywdy. Więc jeśli ktoś ukradł igłę biednej kobiecie, która zarabiała na życie, jako szwaczka to kara była o wiele wyższa, od kary, dla tego, kto by ukradł taką samą igłę królowej. Było to więc bardzo praktyczne i nowoczesne, gdyż kara nie była uzależniona od statusu społecznego ofiary i od urazy, obrazy tego statusu ale od realnej szkody. W innych krajach królowa jako ofiara z pewnością byłaby w procesie sądowym w lepszym położeniu od biednej szwaczki.
21. Przestępstwa były bardzo skrupulatnie oceniane. Wykonywanie prawa nie polegało na tym, że ktoś zagląda do przepisów, wybiera określony numer i stosuje tylko dlatego, że przepis pod tym numerem dotyczy takiego czynu.
22. Tak wielbiono swoje prawo, że jeśli nawet orzekło przeciwko tobie, ty się nie sprzeciwiałeś, bo uważałeś, że prawo było czymś więcej od twojego interesu. Spodziewano się, ze będziesz dumny z uczciwego wyroku nawet, jeśli byłeś stroną przegraną.
23. Cena honoru. Dla każdej osoby była oddzielnie ustanawiana, rózna w zależności od jej statusu w społeczności, ale nie od posiadanego majątku. Była to cena np. liczona w krowach, czy w innym majątku za to co osoba mogła zrobić komuś i za to co ktoś mógł zrobić jej. Przy przestępstwie przestępca mógł utracić część lub całośc swej ceny honoru, tracił więc wraz z ta ceną honor w oczach społeczności. Np. jeśli osoba duchowna popełniła przestępstwo przeciw moralności, to natychmiast traciła cały honor i musiała zapłacić całą cenę honoru ofiarom. Król mógł mieć cenę honoru ustaloną na 500 krów a mnich na 100 krów. Nie był to wergeld, czyli cena za głowę (życie,zdrowie czy godność) ofiary przestępstwa w zależności od jej statusu majątkowego i kwalifikacji ale cena za honor sprawcy, a więc za status sprawcy, jaki mu przysługiwał w społeczności. Wraz z utratą tej ceny, traciło się honor, czyli traciło się na statusie. Praktycznie cena honoru była odwrotnością wergeldu. Bo wergeld jest ceną, którą płaci sprawca za krzywdę określonej osoby, z tym, że im niższy jest status tej osoby, tym mniejszą płaci się cenę, więc za wojownika płaci się najwięcej, za złotnika i urzędnika (a więc za ludzi uczonych, wykwalifikowanych) więcej, jak za kobietę wysokiego rodu a jeszcze mniej za krzywdę rolnika czy garncarza, czy biednej wdowy. Ale przy cenie honoru było odwrotnie – im gorzej wiodło się ofierze, im niżej stała w statusie wobec swego napastnika, tym więcej honoru (i majątku) on tracił! I, jeśli skrzywdził biedną wdowę płacił dużo więcej, jak za krzywdzenie kogoś pod względem majątkowym i społecznym równego sobie. Wojownik stający przeciwko komuś ze swej kasty nie tracił honoru, ale napadając na kogoś słabszego, kogoś o niższym statusie tracił. Tracił tyle ze swej ceny honoru, że zrównywała się ona z ceną honoru jego ofiary. Stawał się pod względem statusu społecznego równy tej, przykładowo biednej wdowie. Oceny sędziego opierały się na zasadzie kompensacji dla ofiary, zwłaszcza, gdy była ona stroną słabszą, materialnie i społecznie a nie kary dla sprawcy. (Cały czas mówimy tu o prawie przedchrzescijanskim!) Sprawca nie miał płacić – jak przy wergeldzie – ofierze i/lub jej rodzinie pieniędzy za napaść, pobicie czy morderstwo, w zależności od wartości osoby ofiary (np. za dziecko 50 a za kobietę ciężarną 150) ale płacił określoną ilość ze swych dóbr, która to ilość symbolizować miała to, że tyle to a tyle honoru przez swój czyn stracił w oczach społeczności. Ilość, jaką zapłacił sprawca musiała być powszechnie znana w okolicy, a więc kara taka musiała być zawstydzająca, gdyż wszyscy mogli się dowiedzieć, że stracił ćwierć, pół albo cały honor, jeśli musiał zapłacić ćwiercią, połową albo wszystkimi krowami, na jakie sądownie wyceniono jego honor. Przy wergeldzie ktoś o wysokim statusie mógł rzucić niewiele pieniędzy komuś stojącemu niżej od siebie, zapłacić za krzywdę lub za odstąpienie od wróżdy rodowej, jaką musiałaby wszcząć rodzina ofiary i właściwie już się tym więcej nie przejmować. Była opłata i wszystko wraca do normy, przynajmniej dla bogatego sprawcy, którego stać na niewielką opłatę za jakiegoś biedaka. Przy celtyckiej utracie honoru, sprawca już zawsze był napiętnowany. Tracił majątek (np. krowy) wraz z honorem i statusem społecznym, a nie tylko kilka sztuk złota. Cenę honoru można było utracić, ale także mogła się podnieść. Np. cena honoru dziecka była połową ceny rodzica. Zależała wprawdzie od majątku danej osoby, ale także od jakości jej czynów. Jeśli były to czyny uczciwe cena się zwiększała z czasem, jeśli nie, zmniejszała się.
24. Nie znano niewolnictwa w naszym pojęciu wywodzącym się z Rzymu. Ludzie nie byli niewolnikami w pełnym tego słowa znaczeniu, raczej ludzmi związanymi z określonym gruntem czy rodem. Raczej jeńcami, niż niewolnikami. Nie znano osobistego niewolnictwa, jako czegoś, co czyniłoby z człowieka przedmiot, część czyjegoś majątku.
25. Im wyżej stałeś w społecznej hierarchii tym miałeś więcej przywilejów, ale także tym więcej obowiązków. I, tym niżej mogłeś spaść, gdy traciłeś swoją cenę honoru.
26. Jeśli miałeś stada zwierząt np. krowy to musiałeś mieć też ludzi do zajmowania się nimi i do zbierania nawozu potrzebnego na pola uprawne. I, jeśli nie zajmowałeś się odpowiednio swymi zwierzętami gospodarskimi, krowami, trzodą to traciłeś je. Jeśli miałeś dużo stad i za dużo nawozu tak, że nie zużyłeś go na swoje pola, musiałeś odstąpić rolnikom z sąsiedniego thuath.
27. Koncepcja króla była całkiem inna od znanej na kontynencie w podobnym okresie. Na przykład od koncepcji frankijskiej, gdzie król był praktycznie prywatnym właścicielem swego kraju. Na tym polegała monarchia patrymonialna, w której król przekazywał władzę synom, tak, jakby im przekazywał prywatny majątek. Nie było tu różnicy między skarbcem państwa a prywatnym skarbem. Monarchia była własnością, tak, jak ziemia magnata czy hrabiego. W prawie celtyckim było to niemożliwe, król nie tylko musiał podlegać temu samemu prawu co wszyscy mieszkańcy, ale także nie był właścicielem ani ziemi ani ludzi, i nie mógł przekazywać kraju, jak ojcowizny swym dziedzicom. Monarchia w koncepcji irlandzkiej była czymś długotrwałym i stabilnym.
28. Kiedy Normanowie zaczeli się osiedlać w Irlandii i budować wikingskie faktorie handlowe, które przekształciły się w miasta, takie jak Dublin, Waterford i Cork, pozostawali w przyjaznych stosunkach z wodzami irlandzkimi. W trakcie uczty jednak Normanowie byli oburzeni, że król i jego świta witają się i siędza razem przy jednym stole ze śpiewakami, harfistami, służbą i zwykłymi ludźmi. Irowie wytłumaczyli im, że takie mają zwyczaje ale, że skoro im to przeszkadza każą wyjść służbie.
29. Prawo gościnności było bardzo poważnie traktowane. Odmowa gościny była strasznym przestępstwem, niewyobrażalnym. Gdyby ktoś zapukał i poprosił o kubek wody to nie było możliwe mu odmówić. Anglik mógłby zarządać zapłaty za kubek wody i byłoby to zrozumiałe, ale dla Ira byłaby to obraza prawa i skandal.
30. Było to bardzo „ekologiczne” prawo. Prawo zorientowane na środowisko. Krzywdy matki ziemi były karane natychmiast i surowo. Był to system prawny oparty na tysiącach lat doświadczenia, jak współdziałać z przyrodą. Na przykład zanieczyszczanie wody było karalne. Można było łowić ryby, nawet w cudzym prywatnym stawie, ale nie można było łowić za dużo, przełowienie było karalne. Zbyt małe ryby trzeba było wypuszczać.
31. Ponieważ, podobnie jak w prawie anglosaskim to wspólnota miała patrzeć na ręce swoim członkom i dbać by nie przekraczali prawa, w prawie irlandzkim nie była potrzebna kara główna ani odpowiedzialność zbiorowa. Odpowiedzialność zbiorowa istniała już w momencie zanim ktoś coś zrobił, odpowiedzialność ta była nie za czyn sprawcy, ale za wspólne dbanie o to, by sprawca nic nie zrobił. To przeciwdziałanie było zadaniem całej społeczności, zamiast późniejszego karania całej społeczności, całej grupy krewniaczej, całej wioski za czyn popełniony przez jednego z nich. Grupa odrzuca renegata. Nikt nie otworzy mu drzwi, nie da schronienia.
32. Największą karą dla kogoś uchylającego się od egzekucji, od zrealizowania jakiegoś prawa na rzecz kogoś innego, był rodzaj strajku na jego progu. Domagający się swych praw mógł przyjść i zamieszkać na progu swego przeciwnika przez np. 60 dni. Pozwany najczęściej uznawał prawo powoda, gdyż taki strajk na progu był skandalem i wstydem dla niego. Tak ekstremalne zachowanie ofiary powodowało, że społeczność odwracała się od sprawcy i niczego już nie mógłby załatwić w okolicy. Natychmiast więc ustępował.
33. Jednym z najgorszych zachowań dla społeczności było, gdy ktoś walczył w sądzie o majątek ze swym rodzeństwem czy innymi krewnymi/ To było zachowanie skandaliczne i zapadało w pamięć na pokolenia. Procesując się z kimś z rodziny traciło się honor. Pozywanie rodziny dla kawałka ziemi było bardzo źle widziane. Najgorszym grzechem było, gdy ktoś wykorzystałby przeciw swej rodzinie prawo angielskie, wrogie temu, czym było prawo brehonów, aby uzyskać korzyść dla siebie. Występować przeciw swemu rodowi za pomocą prawa angielskiego - to było tabu, czegoś takiego się nie robiło.
34. Wynikiem wierzeń celtyckich było zupełnie inne traktowanie dzieci nieślubnych i o nieustalonym ojcostwie. W społeczności germańskiej i rzymskiej takie dzieci były napiętnowane, miały gorszy status, często albo wcale nie mogły dziedziczyć, albo mogły dziedziczyć tylko po matce, bo uchodziły za dzieci tylko matki. Były gorzej traktowane, jako dzieci bez ojca. Natomiast w społecznościach celtyckich, zwłaszcza w czasach dla tej kultury archaicznych, występowała szczególna opieka nad dziećmi nieślubnymi i o nieustalonym ojcostwie. Dzieci te zasługiwały na opiekę i traktowanie, jako równe innym dzieciom, gdyż zgodnie z wierzeniami, mogły okazać się dziećmi bogów, albo królów i herosów. I wyrosnąć na herosów. A wiec traktowano dziecko nie, zgodnie z jego pochodzeniem, z tym, że wywodzi się z nieprawego związku, ale zgodnie z tym, czego się po nim spodziewano, z jego potencjałem, jaki społeczność mu nadawała. Oraz zgodnie z iryjskim przysłowiem, że „człowiek jest czymś więcej niż jego pochodzenie.”
35. Kobieta w społeczności celtyckiej po zawarciu małżeństwa nie koniecznie wchodziła do rodziny męża i pozostawała pod jego opieką, jego mundium, mundem, jak to było w Rzymie i u Germanów. Zwykle pozostawała nadal częścią swego rodu, co zresztą sprawiało, że obie rodziny łączyły się ściślej.
36. Najniższą grupą w hierarchii społeczeństwa celtyckiego byli przestępcy, nad nimi byli pracownicy niewykwalifikowani, następnie niewypłacalni dłużnicy. Razem byli określani jako Bothach – grupa nie mająca żadnej własności i pozbawiona praw.
37. Było tylko kilka przestępstw przeciw państwu i prawie żadne z nich nie miało właściwej sobie kary. Kiedy osoba podległa osądowi brehonów, nie zaakceptowała ich wyroku to traciła znaczną część swej ceny honoru, a zatem mogła podlegać ostracyzmowi swego thuath, i stać się wyjętym spod prawa. Wielka część sporów prawnych była załatwiana przez kompensacje a nie karanie. Kompensacja mogła mieć formę rzeczy, pieniędzy albo czynności, jakich ofiara wymaga od sprawcy. Na przykład, jeśli ktoś został uznany winnym poważnego zranienia kogoś musiał podjąć się jego leczenia. Opłacić lekarza, żywić swoją ofiarę, specjalną dietą i zapewnić jej spokojne otoczenie bez hałasu. Chociaż zwykle pieniądze (a wczesniej bydło) były częścią wszystkich ustaleń ugodowych.
38. Kontrakty były bardzo ważną częścią prawa. Relacje polityczne, biznesowe oraz małżeństwa działały na bazie kontraktów, które wyraźnie wyjaśniały związki osób i ich oczekiwania wobec zainteresowanych stron. „Każdy kontrakt stworzony bez fałszywego zamiaru jest wiążący, bo każda ze stron może unieważnić zły kontrakt drugiej strony, ale nie mogą unieważnić kontraktów dobrych.” „Jeśli każde rozporządzenie zawarte w kontrakcie uczyniono dla obopólnej korzyści, świadomie i bez oszustwa lub sporu.„
39. Jak pozostałe relacje biznesowe, małżeństwo było partnerstwem, zaakceptowanym przez strony związane odnawialnym kontraktem, który określał długość trwania małżeństwa. Było 8 rodzajów małżeństwa, które różniły się statusem majątkowym małżonków oraz czasem trwania. Typy małżeństw były od najkrótszych do najdłuższych kontraktów. Konkubinat był legalny, chociaż nie był popularny i nie patrzono na niego za dobrze, zwłaszcza odkąd konkubiny otrzymywały mniej przywilejów od pierwszych żon. Dominującą pozycję w małżeństwie miał ten partner, który wnosił więcej majątku. Jeśli obie strony wnosiły tyle samo, obie miały równe prawa do zarządzania nim. Żona miała prawo przeszkodzić mężowi w zawarciu biznesowych kontraktów, twierdząc, że jest równą mu stroną w tych negocjacjach. „Jeśli jest pierwszą żoną z równymi prawami majątkowymi, może przeszkodzić wszystkim jego kontraktom, jeśli zostały źle zaplanowane (ze złą wolą), jej synowie mogą rozwiązać te kontrakty.”
40. Prawo pozwalało na rozwód oraz na unieważnienie małżeństwa. Jednak, jeśli oboje się na to zgodzą. Ich własność wraca do nich, ponownie podzielona, z uwzględnieniem tego co oboje wnieśli i tego ile, każde z nich skonsumowało z majątku drugiego. Każdy partner może złożyć podanie o rozwód, jeśli drugi partner nie dorasta do obowiązków małżeństwa (nie wypełnia obowiązków). Od kobiety oczekuje się między innymi, że będzie szanowana, wierna, zacna i, że będzie chetna, jako pracownik i jako kochanka. A od mężczyzny oczekuje się, że będzie szanowany, zacny i dobry, jako pracownik i jako kochanek.
41. Zatrudnienie kobiety. Kobieta zwykle pracowała w domu i otrzymywała zapłatę za tę pracę. Pracę, która polegała na pracach domowych, jak opieka nad dziećmi, praca na farmie lub wyrabianie ciasta. Kobiety nie były ograniczone do gospodarstwa domowego. Kobiety były wśrod najbardziej szanowanych prawodawców (brehonów). Jedno z takich praw mówiło, że jeśli kobieta wykonała całą swoją pracę, uzyska za nią pełną cenę, jaką otrzyma mężczyzna.
42. Adopcja dzieci była standardem wśród plemion Celtów. Małe dzieci były oddawane innym rodzicom na wychowanie i na szkolenie. Naturalni rodzice płacili rodzicom zastępczym, którzy zwykle byli ludzmi o wyższej randze i wykształceniu za wychowanie i trening swego dziecka. Dziewczynki zwykle wracały do domu około 14 lat, w “wieku wyboru”, gdy były zdolne do małżeństwa. Chłopcy w wieku 17 lat, kiedy mogli już nosić broń. Ten system wiele uczynił dla poprawiania stosunków między różnymi plemionami. Wojownicy jednego plemienia nie byli już tak chętni do atakowania innego plemienia, które właśnie wychowuje ich dzieci. A podczas swego pobytu u wychowawców, w dzieciństwie, zawierali osobiste więzi z członkami innego plemienia. Stawali się rodzeństwem mlecznym. Drużyny wojowników często składały się z kilku takich rodzeństw mlecznych, braci i sióstr, którzy wspólnie się wychowali, wspólnie ćwiczyli walkę, uczyli się i uprawiali sport (chłopcy i dziewczynki jednako).

***

poz
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Tallis » 28.07.08, 18:20

Referat na zaliczenie przedmiotu "koncepcje integracji europejskiej" o Paneuropie.


Idea zjednoczenia Europy nie jest pomysłem XX wieku, nie pochodzi też wyłącznie od hrabiego Kalergi. Na dzieje tej idei składają się głównie znaczące nazwiska w historii kultury i nauki i to już począwszy od XIV wieku. Jego poprzednikami na gruncie ideowym byli Dante i Kant i Saint-Simon nadworny historyk Napoleona, filozof, wolnomularz i socjalista utopijny, Novalis a właściwie Georg Philipp Friedrich Freiherr von Hardenberg wybitny niemiecki poeta doby romantycznej a przed nim i Wolter i Jeremy Bentham angielski prawnik, filozof i ekonomista, prekursor pozytywizmu prawniczego, jeden z głównych przedstawicieli liberalizmu, twórca utylitaryzmu i V. Hugo pisarz i dramaturg ery romatyzmu i ks. de Saint Pierre przyrodnik, uczeń Rousseau oraz William Penn – przywódca kwakrów, prawnik i założyciel kolonii Pennsylvania. Kwakrzy zwani "Dziećmi Światła" a od 1665 r. "Stowarzyszeniem przyjaciół" odrzucali służbę wojskową, bowiem, jak większośc unitarian są pacyfistami i rozrywki, jak inni purytanie. Kwakrzy niemal od początku przysparzali kłopotów władzom brytyjskim. Nierówność wobec prawa ludzi różnego wyznania była wówczas czymś powszechnym, np. Penn został wyrzucony z Oxfordu, bo mogli tam uczęszczać tylko anglikanie. Penn był wielokrotnie w młodości aresztowany i sądzony za walkę o wolność wyznania i słowa jeszcze w czasie, gdy sam do kwakrów nie należał. Z jego nazwiskiem wiąże się przełom w historii prawa brytyjskiego, bo dzięki jego sprawie nastapiło ustalenie pełnej niezawisłości wyroków sądów przysiegłych. W czasie procesu przysięgli uznali niewinność Penna a sędzia zagroził im aresztem, jeśli nie zmienią zdania, jednak oni podtrzymali swą opinię i wszyscy zostali aresztowani. W apelacyjnym procesie uznano, że sądzia nie ma prawa aresztować przysięgłych, kiedy wyrokują inaczej, jak on sam by zrobił. Następnie Giuseppe Mazzini, włoski dziennikarz i bojownik demokratyczny uważany za zwolennika Europy Narodów przeciwstawionej Europie Monarchów. Całe życie poświęcił idei wyzwolenia narodów Europy. Był autorytetem moralnym dla kolejnych pokoleń spiskowców. W 1830 został aresztowany a po kilku miesiącach więzienia udał się na emigrację do Szwajcarii a następnie Anglii, gdzie spotkał się z Lajosem Kossuthem. Później powrócił do Włoch pod przybranym nazwiskiem. Jako niezłomny republikanin nie uznał Królestwa Włoskiego. "Zwycięski rewolucjonista przestaje być rewolucjonistą" - ostrzegał. Mazzini należał do masonerii. Utrzymywał ścisłe kontakty z Albertem Pikeiem również masonem, który z kolei dążył do rozłamu Stanów Zjednoczonych Ameryki. Z Garibaldim stanął na czele powstania, które wybuchło w ramach Wiosny Ludów. Pod hasłem zjednoczenia ziem włoskich rozpoczęli walkę o wyzwolenie spod panowania austriackiego.
W tym bogatym drzewie genealogicznym myślicieli prozjednoczeniowych jest także wcale pokaźna gałąź polska: Stefan Buszczyński, historyk z krakowskiej Akademii Umiejętności, republikanin, przekonujący w swoich dziełach, że jedynym sposobem na utrzymanie przodującej cywilizacyjnej roli Europy jest stworzenie federacji europejskiej na wzór Stanów Zjednoczonych Ameryki. A. Mickiewicz, Stanisław Staszic, ksiądz, filozof i tłumacz, geograf, geolog, działacz oświeceniowy, reformator szkolnictwa, zasłużony dla rozwoju przemysłu hutniczego i górniczego, prekursor spółczelczości rolniczej w Polsce, mecenas nauki i filantrop, zwolennik panslawizmu. Wojciech Bogumił Jastrzębowski, który już w początku XIX wieku eksponował konieczność dobrowolnego tworzenia równoprawnych stosunków między narodami i najlepszą możliwość eliminowania konfliktu widział w rzeczywistym równouprawnieniu narodów, przestrzeganiu zasad prawa i stopniowym znoszeniu granic. W dwu naukowych traktatach przedstawił Projekt Konstytucji dla Europy oraz Konstytucję dla Europy a było to już w 1831 r. Następni wybitni myśliciele proeuropejscy to książę A. J. Czartoryski, a wcześniej i St. Leszczyński. Coudenhove był jednak pierwszym, który w XX wieku przypomniał tę ideę i opracował jej uzasadnienie oraz przedstawił konkretny projekt realizacji. Był pierwszym pisarzem, który starej idei nadał nowoczesną formę w pełni rozwiniętej doktryny.
Richard Nikolaus Eijiro Graf Coudenhove-Kalergi urodził się 16.11.1894 roku w Tokio a zmarł 27.07.1972 roku w Schruns. Był Austriakiem – dyplomatą, pisarzem politycznym, z wykształcenia filozofem, z pochodzenia arystokratą ze starego, katolickiego, wiernego cesarzowi rodu z Brabancji a w końcu i laureatem nagrody Nobla. Jego rodzina właściwie miała przodków, w każdej części Europy. Jego ojciec był austriackim dyplomatą zajmującym stanowiska w misjach cesarstwa Austro – Węgier m.in. w Atenach i w Tokio. Matka była Japonką.Od najmłodszych lat przywykł dzielić świat na część matczyną i ojcowską, dla niego Azję uosabiała matka a ojciec Europę. Podczas, gdy matka uosabiała typ ludzki wyraźnie odmienny, ojciec wydawał mu się na tym tle taki sam, jak inni Europejczycy. Wychował się w Czechach, w Ronspergu. Był tam administrator Czech, niemiecki sekretarz, węgierska dama do towarzystwa, preceptor Rosjanin, albański nauczyciel języków wschodnich, armeński kamerdyner, guwernanti Francuzki i Angielki, a bony Japonki. Nie uszło uwagi młodego Ryszarda, że w miasteczku pod zamkiem przywódcy nacjonalistów niemieckich nazywali się Dworacek i Mrkwicka a dwóch Czechów pracujących w zamku Bodenstein i Emminger. Ryszard zawdzięczał wiele wpływom ojca i międzynarodowemu środowisku ówczenj arystokracji. W ówczesnej monarchii arystokracja różnych narodowości była podstawą cesarstwa. Ojciec wpoił dzieciom zasady tolerancji i szacunku, dla każdego człowieka. W okresie narastania antysemityzmu w 1901 r. ojciec napisał książkę, w której przeciwstawiał się modnym teoriom rasistowskim. Nazwilsko "Coudenhove" przywodziło na myśl czasy, gdy Niderlandy były katolickie i austriackie, "Kalergi" – słowo wywodzące się z greckiego oznaczające "piękny czyn" – świadczyło o greckiej gałęzi rodu, która przez stulecia przewodziła walczącym o wyzwolenie Krety spod panowania Wenecjan i Turków. Otóż rozwiązanie skomplikowanej problematyki narodowościowej, które sugerowały mu w dzieciństwie i młodości dom i szkoła, było jedno: absolutna tolerancja. Szczególnie tolerancyjna atmosfera panująca w domu i osobisty przykład ojca wywarły widoczny wpływ na jego formację duchową. Gośćmi domu rodzicielskiego bywały osoby rożnych narodowości i religii. Jednym z nich był Abdullah-Mahmun Suhraworthy, młody uczony, potomek pierwszego kalifa Abu Bekra, twórca panislamizmu; innym uczony rabin z Pilzna dr Poznański wielki znawca Talmudu. Duży wpływ na ukształtowanie się tolerancyjnej postawy i sposobu myślenia Coudenhovego miał fakt, iż matka jego była Japonką. "Jako dzieci Europejczyka i Azjatki, nie myśleliśmy kategoriami narodowymi, lecz kontynentalnymi: Azji i Europy. W naszych oczach były to kontynenty bardzo różne, lecz równowartościowe. Nasze lalki, książki z obrazkami i zabawki były częściowo europejskie, a częściowo japońskie". W tym samym kierunku co dom, oddziaływała także wiedeńska szkoła średnia Theresianum, która przygotowywała dla monarchii kadry wojskowe i urzędnicze. "Theresianum było wręcz laboratorium psychologii praktycznej. Środowisko Theresianum było całkowicie międzynarodowe, co stanowiło odbicie habsburskiego państwa narodów. Wśród naszych kolegów byli Niemcy i Węgrzy, Polacy i Czesi, Włosi i Rumuni, Chorwaci i Słoweńcy, Serbowie i Ukraińcy; oprócz tych przedstawicieli narodów monarchii naddunajskiej kolegami naszymi byli Rosjanie i Turcy, Hindusi i Egipcjanie, Persowie i Chińczycy. Wszyscy ci młodzi ludzie mieszkali pod jednym dachem we wzorowym koleżeństwie. Były przyjaźnie i nieprzyjaźnie, ale wyrastały one na prywatnym, a nie narodowym podłożu. Nie tworzyły się żadne grupy narodowościowe. Gazet nie czytano i walki narodowe, które podówczas szalały w Austrii, nie miały żadnego oddźwięku w murach Theresianum. Każdy był szanowany czy lubiany z uwagi na jego osobiste przymioty i bez względu na narodowość czy język ojczysty”.
Pierwsze źródło.Najwcześniej zaczął nań oddziaływać uniwersalizm rzymski. Opanował jego wyobraźnię jeszcze w czasach szkolnych, kiedy to Coudenhove zabrał się do systematycznej lektury dzieł wielkich filozofów od Platona do Nieteschego. "Największy jednak wpływ na moją postawę życiową wywarła filozofia stoicka. Moje pierwsze przemówienie szkolne miało za temat Marka Aureliusza, a lekturą nadobowiązkową stały się pisma Seneki w oryginale łacińskim, pisma autora, który nie należał do klasyków szkolnych." Był to ten sam Seneka – prekursor kosmopolityzmu, który głosił, że świat jest jego ojczyzną i że natura stworzyła wszystkich ludzi, jako krewnych. Młodego adepta stoicyzmu zafascynowało jednak nie tylko to oblicze uniwersalizmu rzymskiego, które ukazywało powszechność kultury języka, prawa, ale także i to, które świadczyło o zewnętrznym ładzie i porządku utrzymywanym na ogromnym obszarze Imperium Rzymskiego za pomocą brutalnej siły. Wydawałoby się dziwne, że człowiek, który potem wzdragał się przed wojnami, popierał pacyfizm, bronił szacunku dla odrębności narodowych, mógł ulec fascynacji metodami stosowanymi przez Cezara i jego dziełem wzniesionym, bądź co bądź, na krzywdzie ludzkiej. Jeśli się jednak zważy, że Paneuropa nie miała być tworem papierowym ale realną siłą co najmniej równą potędze, każdego z mocarstw to zachwyt nad Pax Romana i osobą Cezara staje się zrozumiały, jako logiczne dopełnienie jego poglądów. "Odczuwamy postać Cezara nie, jako nam obcą lecz jako nam współczesną. Przedstawia się on nam, jako realista o zdrowych instynktach, o zdrowej woli władania, o zdrowym sądzie; jako człowiek wyposażony w silę, rozum i wolę niezbędne do uporządkowania i odnowienia świata zgodnie z jego doczesnymi potrzebami. Uważamy Cezara za pierwszego nowoczesnego człowieka, który był bardziej europejskim niż helleńskim. On był właściwym założycielem Europy – przez zdobycie Galii przesunął punkt ciężkości Imperium Rzymskiego ku północy i zachodowi znad Morza Śródziemnego ku Europie".
Drugim źródłem inspiracji był uniwersalizm żydowski – jeden z autorów pisze o ponadnarodowych doświadczeniach narodu żydowskiego. Decydujący wpływ na ukształtowanie się tej postawy wywarł jego ojciec, autor dzieła Das Wesen des Antisemitismus – gdzie przedstawia historię nienawiści do Żydów – począwszy od Antiocha Syryjskiego aż, do sprawy Dreyfusa – i główną jej przyczynę widzi w fanatyzmie religijnym i jego następstwach. Zalążki antysemityzmu powstają w większości wypadków już w dzieciństwie człowieka, gdy dziecko chrześcijańskie uczy się, że Zbawiciel został ukrzyżowany przez Żydów. Książka poddaje miażdżącej krytyce teorie antysemityzmu rasistowskiego i wykazuje, że nie ma rasy aryjskiej ani semickiej, a tylko grupy językowe o tych nazwach. Żydzi zdaniem jej autora w swej większości nie są potomkami dawnych mieszkańców Palestyny ale prozelitami pochodzącymi ze wszystkich narodów basenu śródziemnomorskiego, którzy przez religię zostali połączeni w sztuczną wspólnotę co zresztą obecnie potwierdza genetyka, ponad połowa dzisiejszych Żydów nie ma prawie wcale genów występujących masowo na terenach, gdzie Hebrajczycy zaczynali swą historię, mają za to geny dzielone ze wszelkimi nacjami Europy – od Rosji po Portugalię. Ruch antysemicki jest dla niego produktem zawiści, braków w wykształceniu oraz nietolerancji, która grozi poważnymi niebezpieczeństwami całej cywilizacji. W miesiąc po wybuchu I wojny światowej pisał do swej żony, że nienawiść wobec narodów, która w ostatnim tysiącleciu miała podłoże religijne obecnie ma podłoże rasowe a winę "za to wszystko ponoszą tacy uczeni, jak Gobineau i Chamberlain i to w stopniu większym niż wojowniczy mężowie stanu". Jednocześnie ze zwalczaniem antysemityzmu Coudenhove odkrywał w kulturze żydowskiej pierwiastki uniwersalistyczne niezwykle cenne dla budowy Paneuropy. Mimo, iż Żydzi nie są wyznawcami wiary chrześcijańskiej, "są dziś w Europie szermierzami braterstwa, pokoju i sprawiedliwości. Jak potomkowie europejskiego rycerstwa powinni wysoko cenić etykę heroiczną, podobnie piecza nad etyką społeczną jest wielką misją żydostwa. Zadaniem, bowiem narodu żydowskiego nie jest stworzenie sobie małej azjatyckiej republiki i dodanie do różnorodnych nacjonalizmów jeszcze jednego ale stanie się – w oparciu o swą wielką tradycję, która prowadzi od Mojżesza i proroków poprzez Chrystusa do współczesnego socjalizmu – sumieniem społecznym kultury europejskiej”. "Dla Paneuropy życzę sobie", pisał Coudenhove, "eurazyjsko – negroidalnej rasy przyszłości, aby osobowości zapewnić różnorakość". Widać, że obecnie to jego pragnienie się ziściło, dzięki powojennej, masowej emigracji do Europy z terenów byłych kolonii europejskich imperiów.
Trzecim źródłem, z którego Coudenhove czerpał natchnienie był uniwersalizm wolnomularski (inny autor określa to źródło jako dorobek idei humanistycznych, co w zasadzie jest tym samym). W porównaniu z innymi źródłami jego wpływ był najsilniejszy. Wynikało to przede wszystkim stąd, że sam Coudenhove był masonem wysokiego stopnia. W uniwersalizmie wolnomularskim znalazł on nie tylko potwierdzenie tych idei, które tworzyły atmosferę jego domu rodzinnego i tych, które miały swe źródło w uniwersalizmie żydowskim ale inspirację do rozwinięcia humanizmu ponadnarodowego. Tam też, w zjednoczeniu ludzkości, jako w głównym celu wolnomularstwa szeroko przez nie rozgłaszanym, tkwił bodziec do jego realizacji w postaci cząstkowego zjednoczenia świata europejskiego. Stamtąd wywodziły się wszystkie główne atrybuty jego Paneuropy: jej przejściowy charakter jako formy ustrojowej na drodze do republiki światowej; jej laickość jako cecha społeczeństw w niej połączonych; jej anarodowość w sensie zerwania z tradycyjnym pojęciem narodu i odłączenia narodu od państwa; jej pokojowość jako postulat nie tylko etyki, lecz także mądrości. Niektórzy jego krytycy uważają, że mimo wiązania rozmaitych spraw z przymiotnikiem chrześcijański – traktując chrześcijanstwo, już to jako system etyki, już jako zjawiska socjologiczne nie nawiązywał do chrzecijaństwa jako religii. Nie inspirował go za bardzo – jak twierdzą krytycy – uniwersalizm chrześcijański; drogę doń zagradzał mu bowiem relatywizm religijny mocno zakorzeniony pod wpływem ideologi wolnomularskiej. Zarzucają mu więc, że właśnie dzięki temu oraz swemu masonskiemu pochodzeniu mógł zestawiać w jednym zdaniu Sokratesa – proroka greckiego indywidualizmu, Nietzschego – proroka germańskiego heroizmu z Chrystusem – prorokiem, wg niego wywiedzionej z nauki talmudycznej etyki socjalizmu. Co dla chrześcijanskiego ideologa miałoby być, wg krytyków ponoć czymś niemożliwym. Oczywiście obecnie mamy świadomość, że o ile dwa pierwsze nazwiska wolno wiązać z takimi ideami, jak indywidualizm i heroizm to Chrystus nie może być uważany za proroka idei później nazwanych socjalistycznymi. Etykę socjalizmu i powstanie religii chrześcijańskiej przecież dzieli 1800 lat.Ruch przyjął kurs centrowy, antykomunistyczny i antynacjonalistyczny to ostatnie jest zrozumiałe ze względu na charakter ruchu, po prostu inna opcja byłaby całkiem nielogiczna. Coudenhove był człowiekiem gruntownie wykształconym, poruszał się więc swobodnie po różnych obszarach filozofii i historii, z łatwością przekraczał granice epok i kontynentów, nie miał więc trudności w tworzeniu zaskakujących i często olśniewających syntez. Pisząc np. o szlachcie, formułował on następującą syntezę: "Szlachta przeszłości opierała się na ilości: szlachta feudalna na ilości przodków a plutokratyczna na ilości posiadanych milionów. Natomiast szlachta przyszłości będzie się opierać na jakości: na wartości osobistej, na osobistej doskonałości; na doskonałości ciała, duszy i umysłu". Dla podkreślenia walorów szlachty przyszłości, nazywanej przez niego arystokracją ducha została ona rzucona na ciemne tło szlachty przeszłości i ujęta w ramy kontrastu: ilość – jakość. Rzecz tylko w tym, że o randze rodu w przeszłości wcale nie decydowała wyłącznie ilość przodków, ale także ich pozycja, którą zajmowali w społeczeństwie, na dworze monarchy, w służbie dyplomatycznej itp. Z dwóch rodów jednakowo dawnych, tzn. mających tę samą ilość przodków, ten bywał wyżej ceniony, który miał wśród swych antenatów więcej ludzi wybitnych: hetmanów, posłów, senatorów, urzędników dworskich, rycerzy, którzy odznaczyli się na polach walki itp. A o tym decydowały już cechy jakościowe: sprawność fizyczna, walory umysłu, hart woli itd. Uwaga ta nie ujmuje niczego z atrakcyjności samej koncepcji powstania w przyszłości arystokracji ducha.
Koncepcję współpracy pomiędzy narodami europejskimi zaproponował w roku 1920. W celu utworzenia "międzynarodowej sieci pokoju” zapoczątkował w 1923 r. ruch paneuropejski. Utworzenie organizacji tego ruchu jak wówczas wierzono doprowadzi ostatecznie do utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy na wzór Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. W całej Europie stworzono jej komitety narodowe a centrala znajdowała się w Wiedniu, w Hofburgu. Jej program i cele Kalergi przedstawił w swym największym dziele polityczno – filozoficznym "Paneuropa" wydanym w tymże roku. Napisanie tej książki było przełomowe, gdyż odtąd do końca życia nad rozwinięciem ideologii zjednoczenia Europy i nad stworzeniem warunków jej realizacji. Coudenhove był ideologiem i architektem zjednoczenia Europy. Jego wkład w dzieło jedności europejskiej był niepomiernie ważniejszy w zakresie teorii niż w działalności praktycznej. Doktryna jego stanowi korzenie ideologiczne integracji lat 50 – tych a ruch paneuropejski był ugrupowaniem, z którego wyszli powojenni rzecznicy i twórcy zjednoczenia Europy: mężowie stanu, parlamentarzyści i liczne rzesze sympatyków, czynnych w różnych dziedzinach życia społecznego krajów Europy zachodniej. Między Paneuropą Coudenhovego lat dwudziestych a wspólnotami europejskimi lat pięćdziesiątych naszego stulecia istnieją więzy ideowe i personalne.
Część pierwsza doktryny sprowadza się w dużym skrócie do następujących tez: Europa utraciła na zawsze swą hegemonię światową; Wielka Brytania z mocarstwa europejskiego stała się mocarstwem światowym; Związek Radziecki stał się eurazjatyckim mocarstwem światowym; oprócz tego zarysowują się możliwości powstania jeszcze dwóch ośrodków sił ciążenia: amerykańskiego i wschodnio-azjatyckiego; Europa straciła swą pozycję dominującą w świecie wskutek braku jedności i zgody; jeśli w tym zakresie nic się nie zmieni, pozbawiona zostanie swej samodzielności i resztek dobrobytu. Rosja (Coudenhove nie używał nazwy Związek Radziecki) przez sam fakt swego istnienia wywiera stały nacisk na państwa Europy. Nacisk ten będzie wzrastać, ponieważ przyrost naturalny ludności w Europie nie może dotrzymać kroku przyrostowi w Rosji. Klęska państw centralnych w I wojnie światowej spowodowała rozpad muru broniącego Europę przed Rosją. Nie może go zastąpić 6 pośrednich i małych państw oraz jedno wielkie państwo rozbrojone – Niemcy. Droga zatem prowadząca ku Renowi, Alpom i Adriatykowi stoi przed Rosją otworem. Wojna światowa lat 1914-1918, konkluduje Coudenhove, jest dla Europy podobnym punktem zwrotnym, jakim dla Niemiec była wojna trzydziestoletnia. Podczas, gdy pozostałe części świata – dzięki polityce współpracy – stają się coraz to bogatsze, potężniejsze i podnoszą się na wyższy poziom cywilizacji, Europa będzie ubożeć, stanie się bezsilna i barbarzyńska, aż przyjdzie rosyjski Napoleon, który stworzy ze wschodnio-europejskich małych państw swój Związek Reński i z jego pomocą zada Europie śmiertelny cios. Jakie jest zatem wyjście z tej sytuacji? Czy dla Europy istnieje jeszcze jakiś ratunek? Odpowiedź na te pytania, szeroko rozwiniętą w drugiej części doktryny, Coudenhove streszcza w krótkim zdaniu: "Ratunek stanowi Pan-Europa: polityczne i gospodarcze złączenie się wszystkich państw, od Polski po Portugalię, w jeden związek państw." Historia stawia Europę przed alternatywą: albo połączy się ona ponad wszystkimi nienawiściami w związek państw, albo znajdzie się pod wpływem Rosji. Innej możliwości nie ma. Postulowany przez Coudenhovego związek państw obejmować miał tzw. małą Europę, tzn. poza jego granicami pozostałaby Wielka Brytania oraz Rosja; Rosja ze względu ma jej system polityczny i gospodarczy, a Wielka Brytania ze względu na to, że posiadłości jej Imperium rozciągają się na czterech kontynentach. Pierwszym etapem byłoby zwołanie konferencji paneuropejskiej przez którykolwiek z rządów państw europejskich; drugim – obligatoryjne zawarcie umów między wszystkimi państwami Europy kontynentalnej o wzajemnej gwarancji granic i poddawaniu wszelkich sporów pod rozstrzygnięcia sądu rozjemczego; trzecim – utworzenie paneuropejskiej unii celnej, która przygotowałaby Europę do stania się jednym obszarem gospodarczym. Ukoronowanie zaś wszystkich działań paneuropejskich nastąpiłoby z utworzeniem Stanów Zjednoczonych Europy na modłę Stanów Zjednoczonych Ameryki. Główną instytucją ustrojową Paneuropy byłby dwuizbowy parlament składający się z Izby Narodów i Izby Państw. Obecnie ta koncepcja doczekała się realizacji w nieco innej postaci, mianowicie podziału na Parlament Europejski – traktowany, jako reprezentacja narodów właśnie i Radę Europejską – traktowaną, jako reprezentacja rządów. W stosunku do pozostałych mocarstw światowych Paneuropa występowałaby jako odrębna i spoista całość. Tak też się dzieje obecnie, w przypadku Unii Europejskiej, która ma możnośc prowadzić własną, jednolitą politykę zewnętrzną wobec państw trzecich, oraz jest w tych stosunkach zewnętrznych reprezentowana przez Komisję Europejską, która wówczas działa, jako reprezentant całej Unii. Drugim, pomocniczym językiem każdego Europejczyka miał być język angielski.Co do języka to w tej chwili mimo, że oficjalnych języków jest 12 (11 + gaelic), na plan pierwszy w użyciu codziennym wysuwa się angielski i francuski.Tak zorganizowana Paneuropa osiągnęłaby swój główny cel, gdyż uchroniłaby nasz kontynent od losu starożytnej Grecji: od postępującego upadku i ostatecznej utraty samodzielności, jednocześnie przyczyniłaby się do utrzymania pokoju zewnętrznego i wewnętrznego. Mimo wielu uników, ambiwalentności wypowiedzi i zawoalowania innych nie udało się Coudenhowemu ukryć sympatii dla Niemiec i ich dążeń do odzyskania utraconych terytoriów. I tak np. zdawał sobie wprawdzie doskonale z tego sprawę, że państwa zwycięskie nie zgodzą się zwrócić przypadłych im prowincji niemieckich ale zaraz dodawał, że i Niemcy nie zrezygnują dobrowolnie z Poznania, Alzacji, Lotaryngii i północnego Schlezwigu. Nie chcąc drażnić państw, które odzyskały swą niepodległość dzięki Traktatowi Wersalskiemu zastrzegał, że traktat ten mimo zawartych w nim niesprawiedliwości musi być uznawany, gdyż alternatywą jest wojna i chaos. Ale zaraz w dalszych wywodach zapalał światełko nadziei dla Niemców twierdząc, że Traktat Wersalski będzie stanowić punkt wyjścia w przebudowie Europy. A zatem dopuszczał możliwość jej przebudowy polegającej na zmianach granicznych. Jeden z krytyków Kalergiego pisze dziś „Największą jednak nadzieję Niemiec na odzyskanie odebranych im ziem i pozycji w Europie ukrył Coudenhove w jednym z głównych postulatów swej doktryny, którym było zniesienie wszelkich granic politycznych na naszym kontynencie”. Trudno dociec w czym ten autor upatruje tego prostego związku, prostego następstwa między jednym a drugim wydarzeniem. Nie ujawnia też czy Coudenhouve celowo przemycił ową nadzieję na dominację Niemiec, czy to tylko autor takie miał wrażenie. Pisze dalej ów krytyk, że paneuropejski edykt tolerancyjny – zdaniem Kalergi – odbierze granicom państwowym ich znaczenie narodowe, a utworzenie paneuropejskiej unii celnej – ich znaczenie gospodarcze. W następstwie tego granice te staną się granicami między krajami i stracą swój sens. I tak też się stało całkiem niedawno – granice ekonomiczne i przeszkody celne już nie istnieją, a polityczne pomału tracą większość swego sensu. Stąd trudno nam z dzisiejszego punktu widzenia zrozumieć, jak zniesienie granic w przedwojennej Europie miałoby spowodować niemiecką dominację na polu gospodarczym i politycznym, wprowadzoną metodami pokojowymi ale – jak sugeruje krytyk – podstępnymi. Ówczesne obawy się nie sprawdzają. Natomiast sam Kalergis w obronie zniesienia granic pisał tak:"Tak jak dziś jest obojętne dla Wittenberczyka, czy jego ojczyzna należy do Saksonii czy do Prus – tak w przyszłości będzie obojętne dla mieszkańca Reichenbergu, czy ojczyzna jego należy do Saksonii czy do Czech". Postulat zniesienia granic wewnątrz Paneuropy wiąże się bezpośrednio z tezą stanowiącą podstawę całej tej, drugiej, części doktryny. Głosi ona, że istnieje jeden naród europejski. Naród europejski jest jak wielkie drzewo o jednym pniu i wielu gałęziach: nacjonaliści widzą tylko gałęzie a uważają je za drzewa dlatego, że ich wspólny pień jest zakryty przed ich oczyma. Tą zasłoną, która nie pozwala im go dostrzec, jest ich niepełne wykształcenie. Gdyby byli wykształceni gruntownie i kompletnie widzieliby, że Europa jest jednością kultury, krwi i dziejów. A zatem "krok od wykształcenia połowicznego do wykształcenia prawdziwego jest jednocześnie rozstrzygającym krokiem od nacjonalizmu do patriotyzmu europejskiego".Inni autorzy uważają jednak, że on nigdy nie chciał zniesienia narodów ani nawet nie widział takiej możliwości a patriotyzm europejski miał być dla niego poczuciem patriotycznym jedynie, powiedzieć by można subsydiarnym wobec poczucia lojalności narodowej a nie miałby jej zastępować. Coudenhove – Kalergi wierzył, że jeśli poczucie kultury paneuropejskiej wyklaruje się i wzmocni to, każdy dobry Niemiec, Francuz, Polak będzie zarazem dobrym Europejczykiem.
Unia Paneuropejska była to organizacja promująca paneuropeizm, ideę zjednoczenia. Potrzebę integracji Europy Coudenhove – Kalergi wyprowadzał z dwóch niebezpieczeństw zagrażających jej rozwojowi i egzystencji: wewnętrznego (nacjonalizmy) i zewnętrznego (rozwój Rosji i USA). Ruch Paneuropejski stał się podstawą do stworzenia Europejskej Unii Parlamentarnej, gdyż twórcy uważali, że rozwój paneuropejskich instytucji należy oprzeć głównie na współpracy parlamentarzystów ze wszystkich nacji, reprezentantów narodów. Innymi częściami tego literacko – politycznego projektu były miesięcznik Paneuropa, komitety w całej Europie i kongres odbywany co kilka lat w różnych stolicach, począwszy od 1924 r. Już po miesiącu Coudenhove otrzymał zgłoszenia ponad tysiąca osób gotowych wstąpić w szeregi członków Unii Paneuropejskiej. Pierwszy zaś duży zastrzyk finansowy przyszedł od słynnego bankiera i finansisty hamburskiego Maksa Warburga, który po przeczytaniu książki Coudenhovego zobowiązał się przeznaczać przez trzy lata na rozwinięcie ruchu paneuropejskiego po 60 000 marek w złocie. To pozwoliło Coudenhovemu rozwinąć szeroką akcję tworzenia narodowych oddziałów Unii Paneuropejskiej.W działalności tej ogromną pomocą dlań okazały się jego związki z dwoma wybitnie kosmopolitycznymi środowiskami: arystokracją i wolnomularstwem. Dzięki nim otwartą drogę do niemal wszystkich czołowych osobistości Europy i szerokie pole do zaprezentowania swych talentów jako dyplomaty w służbie idei paneuropejskiej. Najwcześniej utworzony został oddział austriacki z siedzibą w Wiedniu. Przewodniczącym jego ugodził się zostać kanclerz ks. prałat prof. Ignaz Seipel, który zasiadał jeszcze w ostatnim gabinecie cesarza Karola a w młodej republice stał na czele chadeków. Wiceprzewodniczącymi zaś zostali socjalista dr Karl Renner b. minister spraw zagranicznych oraz wicekanclerz dr F.Dinghofer, przywódca "Wielkoniemców". O Seiplu i Rennerze Coudenhove wyraził się, ze oba te nazwiska ułatwiły mu pozyskanie innych przywódców katolickich i socjalistycznych we wszystkich ośrodkach Europy. W Czechosłowacji honorowe przewodnictwo przyjął E.Benes, aczkolwiek sam w bezpośrednią działalność nie zaangażował się. Był jednak przyjaźnie nastawiony do idei i samego Coudenhovego, którego zaopatrzył w paszport dyplomatyczny i listy polecające do czołowych polityków francuskich. Masaryk, jako, że Węgry dopiero co odzyskały niepodległość nie zgodził się zostać członkiem Unii. Akcja paneuropejska na terenie Francji zaowocowała wystąpieniem 8 września 1929 r. A.Brianda, ministra spraw zagranicznych, w Lidze Narodów z oficjalnym projektem utworzenia federacji 27 państw europejskich, zachowujących suwerenność polityczną. Prezesem Unii Paneuropejskiej w Niemczech został przewodniczący Reichstagu, socjalista P.Lobe. Spośród wybitnych osobistości Niemiec weimarskich poparcia dla idei Paneuropy udzielił gen. K. Haushofer (wysoko potem ceniony przez Hitlera z powodu jego prac z zakresu geopolityki) oraz przewodniczący Banku Rzeszy H. Schacht. Ten ostatni, jako wolnomularz o długim stażu organizacyjnym, był do idei zjednoczenia Europy ustosunkowany bardzo przychylnie ale była to przychylność dość osobliwa, gdyż Schacht umiał łączyć ją z podziwem dla Hitlera, którego uważał za jedynego męża stanu zdolnego do zrealizowania Paneuropy. W Niemczech Coudenhove nie nawiązał kontaktów jedynie z kierownictweto partii hitlerowskiej, co może tłumaczyć odpowiedź udzielona przez Goeringa szwedzkiemu dziennikarzowi na pytanie, jaka jest jego opinia o Paneuropie: "Jestem za Paneuropą, ale nie za Paneuropą Coudenhovego". W czasie swych podróży po Europie Coudenhove nie pominął Rzymu, gdzie udało mu się uzyskać audiencję u Mussolinielgo. Co zresztą nieco zaważyło na późniejszym, powojennym odbiorze organizacji. W Watykanie rozmawiał z sekretarzem stanu Pacellim, późniejszym Piusem XII, który odmiennie niż jego poprzednik Gasparri, wyrażał się o idei zjednoczenia Europy ze szczerą sympatią. Duże trudności miał Coudenhove w zorganizowaniu polskiego oddziału Unii Paneuropejskiej, a to z powodu swego stanowiska w sprawie "korytarza" gdańskiego. Ponieważ ponoć nie zaprzeczał możliwości odzyskania przez Niemcy ziem przyznanych Polsce Traktatem Wersalskim. Mimo to 2 lutego 1927 r. ukonstytuował się w Warszawie Komitet Organizacyjny Unii Paneuropejskiej w składzie: A.Lednicki (przewodniczący), senator J.Buzek, emerytowany minister H.Gliwic, b. poseł W.Kamieniecki, senator B.Posner, hr. W.Rostworowsiki, płk W.Sławek, dr M.Szawlewski i minister J.Targowski. Oprócz J.Buzka i W.Rostworowskiego wszyscy byli wolnomularzami. Najpóźniej, bo dopiero 2 czerwca 1939 r., doszło do założenia brytyjskiego komitetu Unii Paneuropejskiej. Stało się to możliwe dzięki wydatnej pomocy W.Churchilla i jego przyjaciela L.Amery'ego. Przewodniczącym komitetu został A. Duff Coppers, a sekretarzem V. Cazalet. Bardzo duże znaczenie dla .przygotowania realizacji Paneuropy miały organizowane przez Coudenhovego, jako przewodniczącego, kongresy Unii Paneuropejskiej: pierwszy – w 1926 r. w Wiedniu (zgromadził on ponad 2000 delegatów z 24 państw; Polskę reprezentował wysłany przez J.Piłsudskiego A. Lednicki), drugi – w 1930 r. w Berlinie, trzeci – w 1932 r. w Bazylei, czwarty – w 1935 r. w Wiedniu. Były one terenem spotkań szarych eminencji oraz oficjalnych osobistości z całej Europy, do których kompetencji i zadań miało należeć propagowanie idei paneuropejskich i urzeczywistnienie zjednoczenia Europy przynajmniej w postaci związku państw. Zdaniem Coudenhovego, pod koniec lat dwudziestych naszego stulecia Ruch Paneuropejski był potęgą moralną: jednoczył w swych szeregach duchową elitę Europy. Niektórzy autorzy wydają się wyrażać niechęć i znużenie wobec dyplomatycznych i społecznych akcji ruchu, gdyż zarzucają, że w okresie przedwojennym jego główni przedstawiciele, jego elity były rekrutowane prawie tylko spośród środowisk laickich, lewicowych i masońskich a przedstawiciele chadecji pozostawali w tym ruchu w mniejszości. Z drugiej strony sceny politycznej zarzucano mu kooperowanie głównie w środowiskach starej arystokracji, brak oparcia ruchu na popularyzacji i szerokich zakresach społeczeństwa. Moim zdaniem, jak się ktoś nie chciał przyłączyć to jego sprawa, nie może później czynić zarzutu z tego, że go tam nie było. Słaba reprezentacja prawicy w ruchu jest jednak całkiem możliwa, jako, że w latah 30 ruch ten dostrzegał nazistowskie i faszystowskie zagrożenie, jako swoją nemezis. Ale tak samo postrzegał i komunizm, jako potworność, równą lub i większą tamtym dwu ideologiom i dyktatorskim systemom politycznym. Sam Coudenhouve pisał „sowietyzm jest faszyzmem wyższego szczebla, faszyzmem wzmocnionym przez wymiar ekonomiczny. Doszukiwanie się w tych dwu formach państwa krańcowych przeciwieństw, a nie tendencji pokrewnych jest więc wyrazem ciasnoty myślenia politycznego. Podobnie, jak wynoszenie pod niebiosa bolszewizmu, jako szczytowej formy postępu i równoczesne potępianie faszyzmu, jako dzikiej reakcji, walbo vice versa Bardziej logiczne jest zaklasyfikowanie obu, jako postępu w stosunku do systemu liberalnego, albo obu, jako regresji.”Z drugiej strony u samych poczatków ruchu było zrozumiałym, że jego autor zaczął działalność wśród tego środowiska, które sam znał najlepiej i w którym pokładał największe nadzieje, gdyż najzwyczajniej w świecie XIX wieczna arystokracja przed wojną miała jeszcze wiele do powiedzenia w polityce międzynarodowej, a przecież chodziło o zgromadzenie ludzi, którzy mają realny wpływ na ową politykę.Rozdział religii od państwa, świeckośc państwa był wprawdzie ważnym składnikiem idei tego ruchu ale, jeszcze ważniejszym wydaje się ruch na rzecz indywidualnych praw człowieka, liberalizacji gospodarczej i proeuropejskiej edukacji. Gdyż to w edukacji na te tematy upatrywano najlepszego sposobu na stworzenie, w kolejnych pokoleniach, wspólnotowej, europejskiej świadomości, jakiegoś nowego typu patriotyzmu, europejskiego poczucia tożsamości. Na utrwalenie europejskiej tożsamości kulturowej i historycznej. Ponad partiami, ponad nacjami, ponad rządami, ponad językowymi i religijnymi podziałami. Ruch Paneuropejski z wybuchem II wojny światowej przerwał pełen sukcesów rozwój. Coudenhove wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie nadal pracował na rzecz Paneuropy. Założył Radę Europejską w Ameryce, która miała spełniać funkcje nieistniejącej już Unii Paneuropejskiej i na uniwersytecie w Nowym Yorku, gdzie otrzymał katedrę historii prowadził od 1941 r. Seminarium dla Badania Powojennej Federacji Europejskiej. Po powrocie do Europy w 1946 r. nie reaktywował od razu Unii Paneuropejskiej, uważał bowiem, ze nadszedł czas bezpośredniego przygotowania Europy do zjednoczenia. Ponieważ zaś zjednoczenia takiego mogłyby dokonać jedynie rządy państw w oparciu o decyzje parlamentów narodowych, Coudenhove powołał do życia Europejską Unię Parlamentarną złożoną z tych deputowanych europejskich ciał przedstawicielskich, którzy odpowiedzieli pozytywnie na przeprowadzoną przezeń uprzednio ankietę w sprawie utworzenia Federacji Europejskiej w ramach ONZ.Od Coudenhouve – Kalergiego wywodzi się pomysł, że suwerenne państwo narodowe to nie jest skończony i wyłączny ideał, że to nie jest ostateczny, jedyny sposób na organizacje społeczeństw i, że przyszłość wymagać będzie innych rozwiązań. Pisał „odrębne państwo, jakie ukztałtował rozwój historyczny stało się zbyt małe, aby w przyszłości móc egzystować osobno: musi więc ewoluować w kierunku unii państw.” Kalergi zwracał uwagę, że w jego czasach za mało się myślało o przyszłości, że były to czasy skoncentrowane na wspominaniu przeszłości, zarówno przeszłej chwały, jak i przeszłych krzywd. Twierdził, że „Europa patrzy wstecz zamiast kierowac swe spojrzenie ku przyszłości. Rynek książki jest zalany wspomnieniami”. Dążył on do tego, aby zjednoczona Europa była zdolna przeciwstawić się innym centrom światowych wpływów. Akcję swą zaczął od rozesłania książki Pan-Europa w licznych egzemplarzach po całym świecie. Książka jego zamykała się zapowiedzią powołania do życia we wszystkich państwach europejskich ruchu i organizacji pod nazwą Unii Paneuropejskiej. Paneuropę wyobrażał sobie, jako całość polityczną i ekonomiczną – a jako związek obronny miała strzec przed niebezpieczeństwem militarnym oraz, jako pierwowzór unii celnej, przed ruiną gospodarczą. Opowiadał się on za wspólną ideologią dla wszystkich Europejczyków, których mimo odmienności języka i dziedzictwa kulturowego traktował jak jeden naród. Choć inni autorzy jednak twierdzą, że w żadnym razie nie pragnął zniesienia narodów, uważał je jednak za różne gałęzi jednego drzewa i był przekonany, że naród to jedynie wspólnota kulturowa, wspólnota ducha, której nie można zlikwidować. Ale jedynie dać jej silniejsze organizmy polityczne, bo rozwój Europy musi się dokonywać poprzez paneuropejskie idee i instytucje, które umożliwią, każdemu narodowi samorealizację kulturową i dadzą mu jednakie, równe uprawnienia. Co do uprawnień to zależało mu na tym, aby instytucje demokratyczne, jakie wyłonią się we wspólnej Europie pozwalały na równe prawo głosu, każdej nacji. (w tym momencie przypomina się tu nasz pionier – Wojciech Jastrzębowski). Co dziś z kolei jest sprawą dyskusyjną, bo nie wszystkie sposoby głosowania, może nawet większość nie dają w tym zakresie równych szans przedstawicielom narodów małych i dużych, mających więcej i mniej ludności, prezentujących niższy i wyższy stopień rozwoju gospodarczego. Sposoby głosowanie ciągle podlegają poprawkom i dyskusjom. A im więcej państw liczy obecna Unia tym więcej z tym problemów. Spoiwem Europy miało być zjednoczenie wokół nowej europejskiej duchowości, której twórcami miała być „nowa szlachta przyszłości”, rodzaj społecznej arystokracji ducha pochodząca z elit europejskich. Wg niektórych, krytykujących go autorów nowa elita przeznaczona do działań proeuropejskich miała się składać głównie z Żydów, jako nacji wg najbardziej kosmopolitycznej, mobilnej i otwartej. To, co w okresie przedwojennym było jeszcze do zaakceptowania, ten nacisk na przewodnictwo osób arystokratycznego pochodzenia, na elitarność tego klubu, w okresie powojennym stało się zaczynem rozkładu ruchu, bo nie był już wystarczająco interesujący dla coraz bardziej równościowego, coraz mniej hierarchicznego, a bardziej industrialnego i masowego społeczeństwa. Nowa europejska duchowość miała bazować na następujących wartościach: zjednoczenie ludzkości, laickość, separacja narodu od państwa, powszechnie panujący pokój. Kalergi wierzył, że wrogość miedzy narodami jest efektem głównie ignorancji, czyli nie dania im szansy na poznanie się nawzajem. Był więc idealistą, który sądził, że wrogość między narodami ma podstawy w niezrozumieniu wyłącznie, a nie np. w pragnieniu władzy i chciwości – wyglada to tak, jakby nie potrafił uwierzyć, że wojny służą po pierwsze do zarabiania pieniędzy, do robienia interesów, szybszego i bardziej niepoddanego ograniczeniom, jak uczciwy handel w czasie pokoju. Wierzył, że znajomośc języków i powszechna wolność podróżowania i edukacji sprowadzą rodzaj nowego oświecenia, które zjednoczy Europę. Nie można go za to winić, gdyż jego wiara w owo przyszłe oświecenie Europejczyków wynikała z doświadczenia, którym było wychowanie w specyficznym środowisku.Doktryna Paneuropy stale stanowi skarbiec idei, do którego mogą sięgać w przyszłości różni kontynuatorzy tej myśli i praktycy dążący do rozwoju i przekształcania aktualnie istniejących wspólnot europejskich. Merytoryczna strona doktryny paneuropejskiej nasuwa jeszcze jedną bardzo ważną uwagę. Dotyczy ona kluczowego w tej doktrynie pojęcia narodu. Coudenhove podaje taką definicję narodu, która ogranicza się do uważania za jego cechy konstytutywne świadomą wspólność kultury i losów dziejowych. Grupa ludzi wykazująca tę świadomość albo już jest politycznie zjednoczona, albo dąży do zjednoczenia czy też uzyskania wolności. Definicja ta pozwala uznać wszystkich mieszkańców Europy za jeden naród, rozczłonkowany językowo i politycznie na różne podgrupy. Dlatego że pomija wspólność języka jako jedną z cech tworzącą naród. Dlatego, że pomija wspólność języka, jako jedną z cech tworzących naród. Uważa bowiem, że nie jest ona koniecznym elementem pojęcia narodu, skoro istnieją i narody wielojęzyczne: szwajcarski, chiński, hinduski.Cztery powody, dla których Unia Paneuropejska nie powstała już przed wojną – dwa najważniejsze, najbardziej obiektywne to wielki kryzys lat 30 tych i 2 wojna światowa. A następne to destrukcyjne działania samego Kalergiego takie, jak; oparcie organizacji o elity arystokratyczne bez oglądania się na poparcie szerszych kręgów, nieszczęśliwa wizyta u Mussoliniego, popieranie roszczeń niemieckich sprzecznych z traktatem wersalskim i apele o złagodzenie postanowień traktatu, takie, jak; obniżenie reparacji, oddanie Niemcom przedwojennych kolonii zamorskich oraz Gdańska i umożliwienie swobodnego przejazdu do Prus wschodnich i równy udział w utworzeniu europejskich sił zbrojnych. Dzisiaj może dziwić jego obrona kolonializmu, w końcu był za pokojem i równouprawnieniem narodów. Apele te, trwały nawet już po przejęciu władzy przez Hitlera co zraziło do Kalergiego nie tylko Polaków ale innych sojuszników. Herriot domagał się respektowania traktatu a Kalergi wspierał interesy Niemiec. Następną destrukcyjną sprawą była niechęć Amerykanów wobec idei, gdy ją propagował w czasie wojny na uchodźctwie w Stanach. Niechęć ta powodowana była uprzedzeniami do ruchów o tendencjach konserwatywnych i arystokratycznych w okresie wojny z faszyzmem i nazizmem. Nie spotkał się z Roosveltem, gdyż ludzie, którzy mieli do prezydenta dostęp wyrażali właśnie takie uprzedzenia.Coudenhove – Kalergi był najsłynniejszym integracjonistą lat międzywojennych, swoje idee upowszechniał wśród środowisk inteligencji i arystokracji oraz liberalnych polityków, pragnąc z nich zbudować nową elitę. W jego publikacjach i działaniach rzetelne analizy i projekty mieszały się z romantycznymi i przesadnymi zamiarami, ocenami i hasłami, właściwymi działaniom entuzjasty. Rzetelniej uzasadniał wywody o potrzebie zapobiegania nowej wojnie i rozwoju współpracy ekonomicznej. Przywódca Unii Paneuropejskiej przesadzał w ocenie zagrożenia zewnętrznego Europy ale nie doceniał siły podziałów i zagrożeń wewnętrznych. Zbyt jednostronnie eksponował także filogermanskie sympatie. Unia Paneuropejska choć uzyskała poparcie szerokie to nie uzyskała poparcia trwałego i masowego. Była bardzo głośną lecz mało skuteczna inicjatywą jednoczenia Europy.Pierwotnie unia posiadała sztandar w kolorze jasnoniebieskim, na którym znajdował się symbol solarny w postaci żółtego pola z czerwonym krzyżem i 28 promieniami symbolizującymi państwa europejskie, członków Unii. Obecny sztandar wygląda nieco inaczej. Na temat nowego sztandaru Kalergi powiedział: "Znakiem, w którym zjednoczą się paneuropejczycy wszystkich państw jest krzyż słoneczny: czerwony krzyż na złotym słońcu symbol ludzkości i rozumu. Ta flaga miłości i ducha powinna kiedyś powiewać od Portugalii po Polskę nad jednym mocarstwem pokoju i wolności", "czerwony krzyż na złotym słońcu, krzyż Chrystusa na słońcu Apolla, oba na błękitnym tle.” Wybierając te symbole zjednoczył chrześcijańskie zasady z antycznym, humanizmem, leżące razem na błękicie nieba, oznaczającym nieskalany pokój.Kalergi był idealistą ale jednocześnie patrzył na swe możliwości praktycznego wpływania na postawę polityków bardzo sceptycznie, gdyż powiedział “If all the leading statesmen clearly saw the necessity of a federation, Pan-Europe would become a reality within six months."

***

poz
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Tallis » 28.07.08, 18:32

Referat zaliczający na przedmiot "ekonomiczna analiza prawa".

Ekonomiczna analiza prawa a etyka.

Ekonomia jest nauką o mechanizmach rzadzących podejmowaniem decyzji w warunkach ograniczonych zasobów, co uniemożliwia zaspokojenie potrzeb wszystkich. Ekonomia bada konsekwencje podstawowego założenia, że ludzie w swych działaniach zmierzających do zaspokojenia ich potrzeb są racjonalnymi graczami, dążącymi do maksymalizacji własnego interesu. Dlatego muszą się dostosowywać do zmiennych warunków. Jednym z czynników zmiennych warunków w ekonomi jest prawo ze swoją funkcją polegającą na ukierunkowaniu zachowań podmiotów będących adresatami norm. Bazą dla EAP jest koncepcja utylitarystyczna, która głosi, że to co racjonalne jest zarazem moralne i działanie polega na maksymalizacji użyteczności. Maksymalizacja użyteczności wystąpi, jeśli będziemy się kierować racjonalnym wyborem. Dążenie do maksymalizacji użyteczności polega na dobieraniu środków najwłaściwszych i najwydajniejszech do realizacji danych celów. Takim racjonalnym wyborem będzie na przykład jeśli x wybiera między dwoma możliwymi działaniami, z których pierwsze przyniesie mu 100 jednostek użyteczności z prawdopodobieństwem 10 % a drugie 50 z prawdopodobieństwem 80% to racjonalnym wyborem będzie wybranie tej drugiej możliwości. Ale w ten spoób, jeśli przystawimy ten przykład do dziedziny prawa pojawia się nam już na starcie najszersza interakcja pomiędzy ekonomią a etyką. Bo wybór opcji najwłaściwszej z punktu widzenie teorii racjonalnego wyboru niekoniecznie już będzie wyborem właściwym z puktu widzenia prawa.
Ekononiczna analiza prawa jest teorią prawa a jednocześnie metodą analityczną rozwijająca się dynamicznie w Europie Zachodniej i USA. Ukazuje ona nierozerwalne związki między prawem a ekonomią, między prawnym i ekonomicznym sposobem interpretowania zdarzeń gospodarczych. W szczególności stara się przy pomocy narzędzi ekonomicznych (np. koszt-korzyść, analiza marginalna, użyteczność, efektywność, optimum w sensie Pareto) zoptymalizować proces legislacyjny i rozwiązania legislacyjne (przepisy ustaw, orzeczenia sądów). Proponuje również spojrzenie w kategoriach nie, prawnych ale ekonomicznych na wiele otaczających nas zjawisk spolecznych i politycznych takich jak wybory, przestępczość, parlamentaryzm, korupcja, biurokracja, postęp techniczny, handel, integracja europejska. Ekonomiczna analiza prawa jest teorią i metodą o bardzo interdyscyplinarnym charakterze. Zawierają się w niej – albo dotyka ona – elementy prawa, socjologii, polityki, psychologii, logiki, etyki oraz teorii gier. Jednocześnie, co jest zrozumiałe napotyka na krytykę wygłaszaną z różnych punktów widzenia i tyczacą rozmaitych problemów, jakie stwarza. Każda teoria i metoda nie tylko opisują zjawiska ale stwarzają nowe problemy do rozwiązania i stawiają nowe pytania. Taka jest norma w nauce.
Celem badań EAP nie jest opis samego prawa. Dla EAP prawo jest opisywanym i krytycznie ocenianym faktem – jednym z faktów służących ustalaniu prawidłowości rządzących procesami ekonomicznymi, procesami podejmowania decyzji ekonomicznych. Prawo bada się, aby wyjaśnić ekonomiczne konsekwencje jego obowiązywania. Skutkiem ekonomicznym obowiązywania danego prawa, ocenianym za pomocą EAP będzie stan alokacji zasobów. Optimum Pareto jest to stan wzorcowy alokacji zasobów, czyli niemożliwy już do efektywnego poprawienia. EAP ma za zadanie pokazać stopień ekonomicznej użyteczności, użyteczności alokacyjnej poszczególnych instytucji i norm prawnych. A poprzez to określić granice zastosowania prawa, jako instrumentu dokonywania dystrybutywnych zmian w zasobach gospodarczych.
Najbardziej wyraziste, jak się zdaje są polemiki z pozycji etycznych i aksjologicznych. Metoda ta zdaje się rozwijać właśnie głównie poprzez uaktualnienie i dopracowanie swych koncepcji, w odpowiedzi na krytykę. Jej zwolennicy starają się wykazać, że krytyka etyczna, jakiej podlega EAP jest wynikiem niezrozumienia i nieporozumienia, słabego poznania jej prawdziwych przełomowych wartości. Starają się też pokazać, że EAP nie jest czymś przeciwnym etyce, że nie żąda usunięcia tego aspektu i problemu z badań prawnych, z teorii i z praktyki. Istnieje np. praca, która pokazuje strategie etyczne lub inaczej modele moralności, jakie wykryła w społeczeństwie poddanym prawu ekonomiczna analiza prawa. Są to samokontrola i samonaprawa. Chociaż, jednocześnie skrajne postawy w EAP twierdzą, że sporowadzenie wszystkiego czym się prawo i badania prawa zajmują do wyłącznie ekonomicznego i utylitarnego stanu jest najlepszym wyjściem, najlepszym uproszczeniem dla potrzeb badawczych i, że żadna zewnętrzna problematyka etyczna nie powinna mieć tu swego miejsca.
Dla większości prawników EAP jest propozycją metodyczną zbyt jednostronną i skrajną, co możemy zaakceptować, jako wynik ich prawnego wychowania, jakie odebrali i życiowego doświadczenia. Jednocześnie jednak ekonomiczna analiza nie wydaje się w żadnym razie czymś bardziej bezcelowym, jako metoda i bezkrytycznym wobec realiów, jak wszelkie inne metody analityczne, których naturą jest przecież zawsze dążenie do uproszczania i uprawdopodobnienia oraz do ukazania najprostrzych elementów badanego obiektu, rozkładania go na czynniki. To leży w naturze, każdej metody analitycznej, jaką można sobie wyobrazić we wszelkich dziedzinach badań, a więc trudno tu zarzucać upraszczanie metodzie, która na tym własnie polega. Uproszczenie, czyli sprowadzenie rzeczywistości (tu prawnej) do zbioru prostych faktów (tu ekonomincznych) nie może więc być zarzutem. Pojawia się natomiast inny problem, który możemy odbierać jako zarzut. Można bowiem twierdzić, że wprawdzie ekonomiczna analiza powinna być użytkowana do badań nad prawem rzeczywistym, nad jego działaniami, nad tworzeniem i realnymi efektami ale nie powinna być teorią postulatywną, z której dla systemów prawnych wynikać mają drogi rozwoju, wskazówki, kierunki. EAP ma służyć, jako metoda badawcza ale nie jako, jakby teoria aksjologiczna, wartościująca prawo w zależności od tego, czy spełnia ono jej, proste kryteria. Prawo może podlegać ekonomicznemu (w kategoriach zysku i straty) badaniu, ale sama ekonomia nie może samodzielnie sterować jego rozwojem.
Narzędzie badania nie może być nadrzędne nad przedmiotem badań. Narzędzie obserwacji nie może sterować zachowaniem obserwowanego zjawiska. Ponieważ celem, każdej analizy ekonomicznej jest dostarczanie danych o prawie, nie jest nim więc dostarczanie dyrektyw prawu, w jakim kierunku prawo ma się zmieniać. Danymi, każdej analizy ekonomicznej są ciągi zdarzeń, które dopiero później mogą być użyte w procesie decyzyjnym, w przypadku prawa będzie to najczęściej proces legislacyjny i wykonawczy.
Zwolennicy nowej metody nawołują do gruntownej reformy prawa, aby uprościć procedury co zapobiegnie nieuzasadnionemu wydłużeniu postępowań i do wzrostu kosztów. Ponieważ systemy kontynentalne ze wspólnotowym włącznie, są wg nich niewydajne, przeregulowane i obciążone nadmierną biuroktacją. Trzeba jednak pamiętać, że, kiedy już będziemy robić tą reformę, musi ona prowadzić do optymalizacji, czyli równowagi między kosztami a jakością usługi prawnej. Obniżenie kosztów działania nie może obniżyć też jakości systemu prawa.
Holmes commended scholars to analyze law from the viewpoint of a "bad man." Who is he? In Milton's Paradise Lost, Satan says "Evil be thou my Good." The worst villains do bad for its own sake. The poet Coleridge called such behavior (nieuzasadniona, bezinteresowna złośliwość, szkodliwość) "motiveless malignity," because evil serves no further purpose beyond itself. Such lofty (wyniosłe, wysokie) evil, however, seems rare relative to everyday wrongdoing. In The Fall of Rome, Auden writes: Fantastic grow the evening gowns; Agents of the Fisc pursue Absconding tax-defaulters through The sewers of provincial towns. Auden thus attributes an empire's collapse to petty selfishness and materialism. If Holmes had in mind Auden's everyday wrongdoing, and not Milton's lofty evil, then he prescribed the research strategy of law and economics. The virtuous prefer good, villains prefer bad, and rational actors in economics prefer themselves. Instead of obeying or disobeying the law for its own sake, the rational actor in economics treats law as an obstacle or an instrument, not a value.
A więc z punktu widzenia EAP prawo nie jest wartością do, której się zdąża – a więc wbrew starożytnym filozofiom, nie jest służeniem sprawiedliwości a tylko przeszkodą na drodze lub narzędziem do osiągania celu. Właśnie to zarzucają krytycy EAP, zastąpienie dążenia do obiektywnej wartości (np. sprawiedliwości lub innych wartości etycznych), ekonomiczną grą interesów. Obrońcy podkreślają, że jeśli skupimy się na realiach życia a nie na filozofii to okazuje się, że nie jesteśmy posłuszni lub nieposłuszni prawu dla samego prawa, jako wartości lecz, że jako jednostki działające racjonalnie w ekominicznej sferze po prostu preferujemy siebie. Własny zysk (self – interest). Tak, jak bohaterowie wierszyka Audena. Auden w tym wierszu mówi, że Rzym upada przez ucieczkę od płacenia podatków, Rzym upada przez małostkową samolubność i materializm. EAP, jako metoda badań służyć ma do oceny zachowań ekonomicznych, (czyli ograniczonych do dualizmu ‘koszty – zyski’) wykrywanych w ramach systemu prawa. Prawo wg EAP, jako teorii może więc służyć do oceny gry interesów, do oceny naszych zachowań ekonomicznie racjonalnych albo ekonomicznie nieracjonalnych. Sprowadza się to do stwierdzenia, że „prawo jest wartościowe jako środek do zamierzonego celu”. Oraz do stwierdzenia „prawo jest wartościowe jako środek do celu, który też jest wartościowy”. Prawo jest potraktowane instrumentalnie, jako środek do celu a nie jako wartość wyższa od celów poszczególnych użytkowników prawa. Przy czym sama wartośc celu nie jest brana pod uwagę. Gdy można określić prawo, jako skuteczny środek a cel, jako cel wartościowy to mamy do czynienia z efektywnością.
The social complexity that law regulates increases with population, technical knowledge, and production. To cope with complexity, economists typically prescribe decentralization.
Gdy mamy do czynieia z prawem, ekonomiczne podejście przepisujące mu decentralizację będzie niezbędne dla usunięcia nadmiaru regulacji, związanej z ciągłym zwiększaniem się zaludnienia, postępu i produkcji.
Wrongdoing often yields an immediate benefit and risks future punishment.
Wykonawca czynu przestępnego (złoczyńca) poszukuje tak natychmiastowych korzyści, że gotów jest zaryzykować przyszłą karę.
In balancing these considerations, a rational person must discount punishment for futurity and uncertainty.
Osoba racjonalna musi wliczać do swych przewidywań zarówno przyszłą karę, jak i niepewność. Balansując je.
Przestępstwa nie biorą się z sufitu, tylko z właściwej naszemu gatunkowi gotowości do ryzykowania. To może trudne do zaakceptowania ale taka sama emocjonalna gotowość do ryzykowania powodowała i wielkie wyprawy geograficzne i burdy kibiców. Jednakże racjonalna jednostka potrafi i musi, by być racjonalną rozsądzić między stratą a zyskiem, oszacować ryzyko i opłacalność dokonania czynu. Osoba racjonalna zanim dokona czynu właściwie oceni koszt i zysk. I np. stwierdzi, że nie warto ryzykować późniejszej utraty wolności dla zyskania np. paru tysięcy złoty. Jednak, jeśli na horyzoncie pojawia się zysk w postaci paru tysięcy a najbardziej przewidywaną przyszłościa jest śmierć głodowa albo wyrzucenie z lokalu człwiek całkiem inaczej będzie wyceniał swe zyski i straty. Jego instynkt zaopiniuje, że perspektywa długoterminowa, jaką jest kara, choćby pewna jest znacznie mniejszym kosztem od perspektywy krótkoterminowej prędkiego pozbawienia się życia lub zdrowia. Jeśli instynkt mówi ci jeśli czegoś nie zrobisz umrzesz, to nie ma w tym moemcie żadnych lepszych opcji od zrobienia tego, czegoś. Ludzie, którym brakuje samokontroli ulegają w zależności od danego stanu ich emocji, w zależności od ich chwilowego nastroju, przyłożą całkiem inną miarę do oceny swych planowanych lub upragnionych działań. Kiedy ich nastrój, emocje, pragnienia nakażą im zbyt mocno polegać na stopniowaniu ryzyka i na nie wliczaniu do swych przemysleń ryzyka kary, przestępstwo wydaje się im bardziej atrakcyjne. Zysk uzyskany natychmiast wyda się im atracyjniejszy, wyższy niż późniejsze koszty w postaci ewentualnej kary. I wtedy, gdy prawo nie jest dość skuteczne to ryzyko kary musi się im wydawać mniejsze, a więc efekt odstraszania jest mniejszy.
EAP sprowadza, jak to zwykle się sądzi bardzo elementarne i ważkie problemy przestępczości, etyki i moralności do prostych kategorii ekonomicznych, co ma twórcom, wykonawcom i użytkownikom prawa upraszczać ocenę zdarzeń i ich rozsądzenie. Można powiedzieć, że krytycy zarzucający brak skierowania EAP w stronę problemów etyki, nie mają racji, gdyż, w przypadku powyższym, następstwo efektywne ekonomicznie może być też oceniane, jako następstwo etyczne. Dlatego, że oszczędność kosztów (wszelkich kosztów, także wysiłku i czasu, nie tylko finansów), jakie zapewnia nam uproszczenie procedury prawnej, to cel słuszny etycznie z punktu widzenia całej społeczności, czyli grupy nie zainteresowanej bezpośrednio wynikiem, jakiegoś procesu poddanego prawu (wybory, legislacja, proces sądowy lub jakaś procedura administracyjna), ale zainteresowanej oszczędnością kosztów, jakie poniesie część grupy albo nawet cała ta społeczność. Wydaje się uprawnione twierdzenie, że w pewnych przypadkach, to co jest efektywne ekonomicznie, bo zwiększa zysk lub ogranicza koszt, jest ze względu na dobro szerszej grupy także etyczne. Niezależnie czy sam proces dotyczy jednostek czy całych grup. Oszczędność kosztów często jest korzystna dla całej społeczności. To dlatego właśnie nepotyzm jest tępioną przez prawo i przez moralność patologią. Bo powoduje często zwiększenie kosztów dla całej społeczności, a zysk tylko dla niewielkiej grupy. Kiedy władze lokalne wybierają wykonawcę np. robót drogowych albo malowania osiedla to nepotyzm dać może skutek taki, że budżet lokalny a zatem i cała społeczność stracą. Bo władze wybiorą wykonawcę nie z pośród najlepszych i natańszych ale z pośród znajomych, którym zresztą będą chciały zapłacić więcej niż to konieczne. O swojaków zawsze dbamy, bo to jeden z naszych, zresztą prospołecznych nawyków i odruchów. Ludzie zawsze pomyślą najpierw o osobach im bliższych a dopiero potem o tych, za których są odpowiedzialni – to naturalne, ale dla społeczeństwa większego, jak rodzina lub klan często kosztowne a nawet niszczące. Ale wg krytyków nie można się zgodzić z podejściem, że to co zwiększa zysk i jest ekonomicznie efektywne będzie zawsze, w każdych warunkach etyczne ze względu na dobro jakiejś szerszej grupy. Tutaj upraszczające widzenie rzeczywistości, jakie prezentują teorie nie jest już tak oczywiście korzystne.
EAP zajmuje się analizowaniem systemu prawa, ale może być użyta do badań tylko takiego systemu, w którym istnieje porządek prawny gwarantujący własność prywatną, wolność kontraktową oraz skuteczne mechanizmy egzekucji uprawnień. Stąd w sferze badań EAP nie mieści się system prawa z gospodarek centralnie planowanych. EAP pozwala na jasną ocenę systemu prawa, działania prawa i polityki prawa, określając wpływ danego rozwiazania prawnego na efektywność produkcji i alokacji dóbr. Głównym postulatem EAP jest, by prawo w szerokim rozumieniu nie prowadziło do marnotrawstwa i zatracenia wartości ekonomicznej. Można się zgodzić, że marnotrawstwo jest poważnym problemem w coraz bardziej komplikujących się i rozrastających się układach społecznych. Metoda badawcza, która prowadzić może do ograniczania kosztów i unikania marnotrawstwa we wszelkich zakresach działań społecznych, politycznych i prawnych, może się nam wydawać darem niebios. Bo nic nas tak nie ogranicza, jako społeczność, jako ustrój, oraz, jako krag kulturowy, jak marnotrawstwo wszystkiego – od zasobów naturalnych, przez wysiłek, czas, przestrzeń, aż po pieniądze i pracę. Zgodnie z EAP funkcją prawa jest ułatwienie działania mechanizmów wolnego rynku. Wydaje się, że najwyraźniejsze i najważniejsze dla zewnętrznego obserwatora, (dla każdego podmiotu prawa – użytkownika prawa oraz podatnika) te ułatwienia są sensowne, kiedy dążą do ograniczania marnotrawstwa. Zwolennicy nowej metody nawołują do gruntownej reformy prawa, aby uprościć procedury co zapobiegnie nieuzasadnionemu wydłużeniu postępowań i wzrostowi kosztów. Ponieważ systemy kontynentalne ze wspólnotowym włącznie, są wg nich niewydajne, przeregulowane i obciążone nadmierną biuroktacją. Trzeba jednak pamiętać, że, kiedy już będziemy robić tą reformę, musi ona prowadzić nie tyle do maksymalizacji ile do optymalizacji, czyli równowagi między kosztami a jakością usługi prawnej. Obniżenie kosztów nie może obniżyć też jakości działania systemu prawa.
Wydaje się, że nie ma problemu z EAP dopóki traktujemy EAP, jako metodę do badań prawa i związków między prawem a ekonomią i gospodarką. Problem pojawia się, a z nim krytyka, kiedy EAP traktuje prawo, jako narzędzie służące gospodarce. „Najbardziej ambitny teoretyczny aspekt ekonomicznego podejścia do prawa to postulat zunifikowanej ekonomicznej teorii prawa. W tej teorii (szeroko objaśnionej w Posner „Economic analysis of law”, Chicago 2003) funkcją prawa jest przede wszystkim ułatwianie operacji gospodarczych na wolnym rynku w tych obszarach, gdzie koszty transakcji rynkowych są zbyt wysokie i „udawanie rynku” („mimic the market”) poprzez zarządzenie rezultatów, pojawienia się, których, rynek może się spodziewać, gdy przeprowadzane na nim transakcje są racjonalne.” Chodzi o to, że gdy koszty transakcji są zbyt wysokie, dla poszczególnych podmiotów, pojawia się państwo – domyślam się, że jest to państwo traktowane w kategoriach nocnego stróża, wywodzących się z libertarianizmu. Wiadomo np., że pojedyncza osoba, albo nawet 20 pojedynczych osób, nawet bogatych obywateli nie jest w stanie samodzielnie i na wyłącznie własny koszt przeprowadzić np. budowy autostrady lub oczyszczalni. Wtedy i tylko wtedy, do gry rynkowej wchodzić może państwo. Tak przynajmniej rozumiem postulat udawania rynku, gdy koszty są zbyt wysokie.
W naszej edukacji oraz intuicji jesteśmy przekonywani, że prawo powinno być systemem wyższym, stojącym ponad wymianą gospodarczą, że ma być jej parasolem, jej gwarantem i sędzią a oni przecież nie mogą być tylko narzędziem umieszczonym w systemie poniżej swego przedmiotu działań. To tak, jakby traktować Konstytucję, jako narzędzie służące rozporządzeniom. Dla wielu byłoby to postawienie świata na głowie. Gospodarka to jak sądzimy powszechnie tylko jeden z działów działalności ludzkiej, jaki prawu podlega a nie cel istnienia, jakiemu prawa mają służyć. Myślimy tak, ponieważ odczuwamy uprzedzenia wobec wolnej gospodarki, które owszem mogą nas prowadzić do świetnych przekonań i dalekosiężnych, przyszłościowych syntez, ale mogą i zwodzić wizją, która nieodwołalnie wiąże pojęcie wolnej gospodarki i efektywnej ekonomii z pojęciami mniej czy bardziej w naszym odczuciu kontrowersyjnymi albo i podejrzanymi takimi, jak maksymalizacja zysku, homo economicus, wykorzystywanie prawa, jako narzędzia tego zysku, i już łatwo nam z tym skojarzyć egoizm, konsumpcjonizm, chciwość itp. Co pewnie jest jakimś nadużyciem, ponieważ nie oceniamy w tej chwili na zimno ale oceniamy emocjonalnie. Mimo odrzucenia tego nieuprawnionego uprzedzenia, powstaje jednak pytanie, w jaki sposób prawo może być parasolem i gwarantem wolności gospodarczej, skoro ma być tej wolności tylko sługą, tylko jej narzędziem?
Wydaje mi się, że główną trudnością stojącą na przeszkodzie zrozumieniu EAP są występujące w niej duże uproszczenia realiów (a podawane przykłady są zbyt proste, zbyt nierealne) i to one właśnie powodują tak duże etyczne obawy u krytyków. Krytycy często zwracają uwagę, że posługiwanie się ekonomicznym typem analizy wyłącznie, może nieść negatywne, etyczne konsekwencje, gdyż, jeśli w tej analizie efektywność ekonomiczną zinterpretujemy wyłącznie, jako maksymalizację bogactwa społecznego, to jest to filozofia prawa dla bogatych. Zasadzie maksymalizacji zysku towarzyszy elitarystyczna koncepcja dóbr, wedle, której bogactwo społeczne jest największe wówczas, gdy rzadkie dobra znajdują się w rękach tych, którzy gotowi są za nie zapłacić najwięcej, czyli najbogatszych. Jest to sensowne ekonomicznie tak samo dziś, jak było w czasach katedr – dzięki tej regule, czy też strategii ekonomicznej, powstawały przełomowe wynalazki i wielkie arcydzieła. Pomyślmy, co by było, gdyby każdy uczestnik wolnego rynku posiadał ściśle jednakowe, przeciętne bogactwo, miał jednaki z innymi, przeciętny zysk? Otóż, nikomu nie opłacałoby się prowadzić większego handlu, a zwłaszcza wymiany dóbr rzadkich i luksusowych, gdyż nie byłoby popytu, czyli osób zdolnych zapłacić najwięcej. W ten sposób zamarłaby wielka część kultury, sztuki, nauki i wynalazczości. Rzadkie dobra są niezbędne dla rozwoju i ludzie nie mogliby ich produkować, gdybyśmy wszyscy byli średnio bogaci. Gdyby nie było stanu najbogatszego to oczywiście nie byłoby też i stanu najbiedniejszego, bo stan najbogatszy po prostu nie istniejąc nie wykorzystywałby zbyt wielu zasobów ale, z drugiej strony, gdyby wszyscy byli średnio bogaci (zakładając, że w ogóle zdolni byliby do humanitarnego pogodzenia się z takim stanem, bo zwykle ludzie nie chcą do pewnej, rozsądnej granicy, chcą zawsze więcej) to rozwój dość szybko by się zatrzymał, i stopniowo z ogólnego średniego bogactwa spadlibyśmy do ogólnej nędzy, bo nie byłoby nikogo, kogo byłoby stać na więcej, jak sąsiada.
Jeśli popatrzymy na EAP od strony maksymalnie liberalnej, w której pojęcie własności jest uznawane za nadrzędne i jedyne warte rozważenia i, to bez jakiejkolwiek otoczki i konsekwencji to jest ona, jako teoria prawa niewątpliwie bardzo moralna. Traktuje, bowiem człowieka, jako rozumnego gracza ekonomicznego, który prowadzi swą grę, tak, by była dla niego dobrem, zyskiem. Prawo własności i prawo do bogacenia się są w nurcie liberalnym ekonomii i gospodarki praktycznie najważniejszym paradygmatem. EAP uważa, bowiem, iż sprawiedliwe jest tylko takie prawo, które jest efektywne ekonomicznie, czyli, które prowadzi do właściwej, czyli równie efektywnej alokacji dóbr. Takie, ekonomiczne i teoretyczne ujęcie sprawiedliwości znacznie się różni od pojęcia sprawiedliwości tradycyjnie pojmowanej, można rzec powszechnego i intuicyjnego przekonania o tym, czym pojęcie sprawiedliwości być powinno. Jest też idealistyczna, bo upraszcza rzeczywistość zakładając, że ludzie działając na rynku dóbr są racjonalni a zatem odpowiedzialni i moralni. Idealistycznie ufa, że ludzie są jednostkami dokonującymi wyborów prowadzących ich do pewnego i zwiększonego zysku i, że automatycznie poprzez zsumowane zyski tych, racjonalnych jednostek jesteśmy w stanie stale, ciągle poprawiać kondycję ekonomiczną większych grup, do których te jednostki należą. Teza ta jednakże nie wlicza w swą wizję stałej poprawy chwili, w której kończą się pewne naturalne zasoby. Wtedy rozwój się zatrzymuje nieodwołalnie. I tak będzie sobie spauzowany dopóki nie stworzymy nowych warunków gospodarczego rozwoju, opartych na innych zasobach, innych strategiach i innych sposobach gospodarowania a może i innych celach gospodarowania. Jeśli jednak patrzymy od strony realnego życia to niewiele zostaje z tego marzenia, o tym, że wszyscy są odpowiedzialni i, że wszyscy dorośli i do ponoszenia kosztów i do tworzenia zysków w warunkach wolnej i konkurencyjnej gospodarki. Istnieją przecież np. osoby, które wcale nie zamierzają w tej konkurencyjności uczestniczyć wybierając życie kloszarda albo mnicha. Albo w ogóle jakiegokolwiek człowieka, który nie nastawił swego trybu życia na ciągłe zwiększanie zysku, ciągłe podnoszenie efektywności. W warunkach wolnej konkurencji powinni uchodzić za ekonomiczne pasożyty.
Jedną z podstawowych tez EAP jest, że jedynym celem prawa powinna być efektywnośc ekonomiczna. Prawo ekonomicznie efektywne to takie, które prowadzi do zwiększenia dobrobytu społecznego. Bogactwo społeczne to suma wszystkich dóbr, których wartość mierzona jest w pieniądzu, a ujawniana przez chęć zapłacenia. Jest to możliwe wtedy, gdy prawo przeprowadza konieczny rachunek użyteczności, co się okresla także, jako rachunek szczęśliwości – bo EAP, jak wszystko co wywodzi się z liberalizmu uważa, że interes społeczny stanowi wypadkową interesów jednostek, a tym samym zwiększenie użyteczności jednostek automatycznie zwiększy szczęśliwość społeczeństwa, jako całości. Użyteczność tutaj jest, więc synonimem szczęśliwości. Co też jest pewnym uproszczeniem. Istnieją, bowiem badania dotyczące szczęścia, np. w różnych krajach zadawano pytanie o ilość szczęścia i ankieterom wyszło, że nie koniecznie najszczęśliwsi są mieszkańcy bogatych i szybko rozwijających się krajów, ale takich, w których synonimem szczęścia nie musi być zysk lecz, wartości innego typu – okazało się, że jako najszczęśliwsze oceniły się nacje z krajów i średnio zamożnych i biednych, jak również z krajów bogatych. Jednakże, w każdym przypadku, jako najbardziej szczęśliwi uznawali się tylko ludzie przywiązujący większą wagę do środowiska, w jakim żyją, czyli do swej rodziny, przyjaciół, swych wierzeń i swego naturalnego otoczenia. Jak widać to nie maksymalizacja zysku, czyli nie zwiększanie dobrobytu społeczności są w, prawdziwych a nie laboratoryjnych realiach, synonimem szczęśliwości.
Epoka Hobbesa zdefiniowała dobro i zło w sposób rzeczywiście bardzo użyteczny dla swych następców, czyli utylitarystów i liberałów. Także w sposób niezwykle prosty – „Czymkolwiek jest czyjś przedmiot pożądania, jest on tym co osoba nazywa dobrem, a przedmiot nienawiści lub awersji złem. Dobro jest to czyjś przedmiot pożądania, bo to czego pragniemy jest dla nas wg nas samych dobrem a zło, jest tym, wobec czego dana osoba odczuwa nienawiść lub awersję. Jeden z najważniejszych zarzutów od strony etycznej to tzw. potworność moralna. Zarzut ten poddaje w wątpliwość samą ideę EAP. Posner nazwał ją moralną potwornością. Posner twierdzi, że ten zarzut mógł być postawiony dawniej utylitaryzmem Benthama i Milla. Jednak, mimo, że EAP najwyraźniej wywodzi się z liberalizmu i z utylitaryzmu to obecnie zarzut nie ma już sensu. Wg Posnera mamy dwa typy tego zjawiska. Pierwszy wywodzi się z faktu, że utylitaryści, odrzucali możliwość dokonywania moralnych rozróżnień między typami przyjemności. Każdy był równie uprawniony. Ważny był efekt, czyli osiągnięcie celu a nie rodzaj pragnienia, do jakiego się kierujemy. Drugi wynika z ich gotowości do poświęcenia człowieka na ołtarzu potrzeb społecznych. Zdecydowanie nie było to nadmiernie liberalne podejście. Wg Huma „nie jest sprzeczne z rozumem preferowanie zniszczenia świata nad podrapanie się w palec.” Co znaczny wg Huma istnieje wiele decyzji, które wprawdzie z utylitarnego punktu widzenia są racjonalne, lecz intuicyjnie określilibyśmy je, jako wysoce niemoralne.Choć należy dodać, że także odwrotnie – istnieją też decyzje całkowicie moralne ale jednocześnie całkiem nieracjonalne.
Posner uważał, że jego koncepcja, czyli EAP unika problemu potworności moralnej. Zauważa, że utylitarny potwór nie odradza się w systemie etycznym ufundowanym na maksymalizacji bogactwa. Oto wyjaśnienie dlaczego. Fakt, że mogę czerpać przyjemność (a więc cel najważniejszy dla utylitarystów) z torturowania innych ludzi, nie spowoduje, że będę miał do tego prawo. Wcale nie dlatego, że prawo mi tego zabroni. Ponieważ musiałbym kupić zgodę mych ofiar, co nie wyczerpałoby majątku tylko kilku najbogatszych z bogatych sadystów. Krytycy systemu rynkowego podkreślali raczej możliwości, jakie daje bogacenie się, możliwości w osiąganiu czego tylko zachcesz. Bogacenie i bogactwo z pewnością co zresztą widzimy w naszych realiach sprawia, że istnieją coraz większe możliwości w kreowaniu swych zachcianek. Często całkiem nieracjonalnych lub nie kreatywnych. A więc krytycy podkreślali, raczej możliwości kreowane przez bogactwo – to, że bogactwo daje ludziom za wiele możliwości, niż ograniczenia, które rynek nakłada na spełnianie indywidualnych zachcianek. Tu różnią się oba teoretyczne systemy ekonomiczne. W systemie czysto utylitarnym nie istnieją żadne ograniczenia powstrzymujące utylitarnego potwora. W systemie maksymalizacji bogactwa jego możliwości wyznaczane są przez jego ograniczone zasoby a jego ofiary chronione przez system praw, które zmuszają potwora do zapłacenia ofiarom takiego zadośćuczynienia, jakiego zażądają. Posner uważa więc, że moralne ograniczenia zdolny jest nakładać sam, wolny rynek. I, że zdolny jest je nakładać na samego siebie. Uważa, że idea maksymalizacji bogactwa społecznego może być dobrą podporą dla myślenia moralnego i prawnego, jako, że ograniczenia wprowadzane przez rynek, a w szczególności ograniczone środki, jakimi dysponujemy sprawiają, że nie da się racjonalnie uzasadniać niemoralnych decyzji w zakresie, jaki dopuszczał utylitaryzm Benthama. Jeśli przyjmiemy tezę Posnera, że prawo powinno być ekonomicznie efektywne, to trzeba uznać możliwość istnienia takiego systemu prawa, który będąc ekonomicznie efektywny jest jednocześnie niesprawiedliwy. Nie tylko teoria ale i realia znają takie przypadki, takie systemy prawne istnieją. Z tezy, że rynek wprowadzi ograniczenie moralne nie można wnosić, że rynek załatwi wszystko, i dlatego prawo można sobie stworzyć jakie się chce, lub, że prawo jest niepotrzebne do sterowania takimi kwestiami. Istnieje też związek między kształtem prawa a ekonomiczną efektywnością między prawem a kosztami transakcji. W realiach koszty te nigdy nie są idealnie zerowe i dlatego to jak zbudowany jest system prawny ma znaczenie. Jeśli zakładamy, że prawo powinno promować efektywność, to musimy uznać, że regulacje prawne powinny zmierzać do minimalizowania kosztów transakcji, a jeśli za wysokich kosztów nie da się wyeliminować, to prawo samo powinno dokonywać efektywnej alokacji dóbr nie licząc w tej mierze na działanie rynku.
Wg EAP nie istnieje dylemat zastępowania sprawiedliwości ekonomiczną efektywnością, gdyż efektywnośc ekonomiczną można uznać za eksplikację pojęcia sprawiedliwości na terenie ekonomii. A więc to, co będzie ekonomicznie efektywne będzie zarazem sprawiedliwe. Zrównanie efektywności ze sprawiedliwością daje nam podstawę do wykorzystania EAP do części prawa dotyczącej wymiaru kary, bo kara będzie wtedy rodzajem zapewnienia racjonalnej odpłaty, czyli alokacji dóbr. Bowiem w świecie, w którym koszt transakcji jest zerowy alokacja jest efektywna. Jeśli więc kara będzie odpowiednia do winy, koszt i zysk się równoważy i mamy racjonalną czyli także sprawiedliwą odpłatę, alokację dóbr. Ale nie tylko do tej części prawa, która dotyczy wymiaru kary, lecz samych podstaw odpowiedzialności karnej.
Uproszczenia i ograniczenia, jakie wprowadza EAP oraz wątpliwości etyczne związane ze stosowaniem metody niewątpliwie istnieją. Można polemizować z zastąpieniem pojęcia sprawiedliwości pojęciem efektywności ekonomicznej, można mieć wątpliwości co do ograniczenia postrzegania społeczności, jako do zbioru racjonalnych graczy ekonomicznych, jako gatunku wyłącznie człowieka ekonomicznego, nadal nie jest oczywiste wyliczanie takich wartości, które do tej pory uchodziły za niekwantyfikowalne, jak np. dobro społeczne, bogactwo społeczne. Te słabości i dylematy w teorii EAP istnieją ale są też dobre strony – takie mianowicie, że stosując tę metodę nie musimy odwoływać się do intuicji i niejasnych, subiektywnych kryteriów i kategorii. A chociaż modele ekonomiczne upraszczają realia, bo każda analiza ma prowadzić do zredukowania przypadku do pewnego wyróżnionego układu pojęciowego to jednocześnie wykazują dużą spójność i konsekwencję. Jedna z przewodnich tez EAP jest taka, iż za pomocą narzędzi ekonomicznych może zbudować spójną teorię sprawiedliwości. Posługując się metodami analizy ekonomicznej, zwłaszcza teorią gier, można próbować budowania różnych teorii sprawiedliwości – głównie takich, gdzie sprawiedliwość jest rozumiana jako zbiór reguł nakładających na podmioty tylko takie obowiązki, których wypełnienie leży w racjonalnym interesie wszystkich tych podmiotów. To idea sprawiedliwości, jako wzajemnej korzyści.
Jeśli chodzi o pojęcie efektywności ekonomicznej to możemy ją rozumieć na dwa sposoby. Pierwszy to kierowanie się wyłącznie efektywnością w sensie maksymalizacji dobrobytu społecznego. Przyjęcie tego sensu efektywności, można uznać za dosc ograniczone. Dodatkowo tworzy on problemy, bo stosując go dochodzimy do wyników niezgodnych z intuicjami etycznymi. Ale efektywność ekonomiczną możemy również uzupełnić o kryterium sprawiedliwości dystrybutywnej – rozdzielczej. To jest jakąś regułę, która nam wskaże w sposób jednoznaczny, jaki podział dóbr lub rozdział ciężarów między podmioty jest podziałem, przy którym każdy z podmiotów otrzymuje to, co mu się słusznie należy. Pojęcie, „otrzymanie tego co mu się słusznie należy”, jako reguła sprawiedliwościowa pochodzi z klasycznej definicji sprawiedliwości Akwinaty.

Zajmijmy się związkami między naukami o moralności a EAP.
Mamy do czynienia z renesansem nauk prawnych skoncentrowanych na badaniu norm społecznych, i choć jest to żywotny trend w naukach prawnych to cierpi na niemożność pojęcia, zrozumienia za pomocą ekonomii naszego zaangażowania, poddania normatywnego. Zgoda w kwestii źródeł moralnego zaangażowania wciąż omija teorię ekonomii.
Zwolennicy decentralizacji prawa od dawna podziwiali normy społeczne, ich potencjał, który spontanicznie wzrasta całkiem poza państwem, poza możliwościami decyzyjnymi państw. No, bo na przykład, żadne państwo nie rozkazało ani nie sugerowało, by miliony nie znających się, obcych sobie osób, które łączy jedynie ich obecnośc w internecie zachowały się moralnie i wspomogły jakąś akcję np. pomocy kobietom z Nigerii zagrożonym mordem sądowym albo ofiarom tsunami. Normy społeczne są czymś, co wzrasta obok, albo nawet wbrew sile państwowości. Obiecujące, rozwojowe jest analizowanie moralności za pomocą modeli ewolucyjnych. W modelach ewolucyjnych normatywne zaangażowanie rozwija się do poziomu, w którym środowisko, mimo, że jest konkurencyjne nagradza je.
Analiza norm społecznych użytkuje teorię gier. Gry jednorazowe, (czyli niepowtarzalne, nie mające stałych reguł) zawierające niewystarczające rozwiązania mogą mieć wystarczające rozwiązania jeśli staną się grami powtarzalnymi. To wyjaśnia tendencję małych grup do rozwijania efektywnych reguł w kooperacji między sobą, jak to zostało dowiedzione w przypadku hodowców bydła, chinskich handlarzy i współczesnych stowarzyszeń sprzedawców. Utylitarianizm, jaki działa w małych grupach, które regularnie ze sobą reagują, gdzie jest powtarzalna kooperacja (np. w klubie szachowym uniwersytetu Berkeley) nie działa wśród kategorii osób, których interakcje są rzadkie, (jak np. wszyscy gracze szachowi z Kaliforni) Jedna grupa może rozwinąć normy, które będą służyły jej członkom poprzez eksploatację lub podrzędność tych, ktorzy nie są jej członkami – jak, to było np. w przypadku niewolnictwa. Nauki prawne są pod wpływem zarówno empirycznej jak i teoretycznej socjologii. Psychologia społeczna zgromadziła robiący wrażenie materiał dowodowy, mówiący, że ludzie słuchają prawa bardziej z powodu swego zinternalizowanego szacunku (uwewnętrznionego) szacunku wobec norm a mniej z powodu strachu przed karą. A więc z powodu przekonania, że słuchać należy, że jest to słuszne a nie z powodu strachu, że czeka ich pewna kara. Zresztą opieranie się tu na karze byłoby nonsensem, bo każdy wie, że rózne uczynki nie poddają się wykrywaniu i nie doczekują się kary w 100%. Gdyby ludzie słuchali prawa jedynie ze strachu, to tym wyższa byłaby przestępczość w danej dziedzinie, im niższa jej wykrywalność. Bo mniejsza pewność karania więc i mniejszy strach.
Mikroekonomia marginalizuje moralność, przez traktowanie jej ,jako egzogenne i uboczne ograniczenie ponad optymalizowanym zachowaniem. Sugeruje to, że optymalizowane zachowanie dałoby sobie radę i bez moralności. Dowody eksperymentalne wskazują jednakże na długotrwałe przetrwanie zdolności do kooperacji mimo wymagań wąsko pojętego, własnego interesu. Gracze, którzy współpracują, którzy stawiają na „irracjonalną” kooperację często zyskują przewagę w zawodach, we współzawodniczeniu z graczami wąsko instrumentalnymi przesuwając granicę definicji „racjonalności”. W ekonomii eksperymentalnej pierwotne odkrycie odporności, przeżywalności moralnego zaangażowania, wymagało postępów, które wyjaśnią zaangażowanie indywidualne. Obietnicę nowych postępów w analizie moralności dają modele ewolucyjne, w których zaangażowanie normatywne zwiększa się do tego stopnia, żeby mogło być nagrodzone przez środowisko nie kooperacyjne, konkurencyjne.
W przeciwieństwie do ekonomii, filozofia zwykła traktować moralność, jako racjonalną, ale racjonalność w filozofii nie utylitarnej rzadko przypomina racjonalność w sensie ekonomii. Jednak pewna filozofia moralna zdaje się być powiązana z ekonomią. Na przykład pewien znany filozof niedawno stwierdził, że korzyść, jaką osoba uzyskuje z dokonania zaangażowania, z posłuszeństwa normom dostarcza powodu do późniejszego postępowania dalej w ten sposób, nawet, jeśli osoba mogła uzyskać taką samą korzyść przez nie postępowanie za normą. Taka teza wiąże się z ekonomiczną literaturą o samokontroli. Inaczej mówiąc, kiedy już zaczniesz być posłuszny normom to trudno ci przestać. Bo pierwszy posłuch stwarza korzyści, czyli powody, aby i następne się opłacały. Albo na opłacalne wyglądały. Wygląda, więc na to, że EAP nie tylko nie jest anty – etyczna czy niemoralna ale wręcz udowadnia opłacalność zachowań etycznych. Wykazano ważność norm społecznych dla prawa i możliwości technik analitycznych pochodzących z ekonomii co spowodowało renesans prawnych nauk tyczących norm społecznych.
Internalizacja norm jest to akceptowanie norm tak bardzo, iż stają się częścią koncepcji samego siebie, częścią twej wizji ciebie, twej oceny siebie, częścią ego danej jednostki, danej indywidualności. W ten sposób zmienia się nasze widzenie własnego interesu, rozbiegają się drogi naszego ego i pierwszego obrazu jego interesu. Dodatkowo taka internalizacja norm zwiększa poświecenie i kreatywność, z jakimi jednostki dążą do osiągnięcia swych celów. U początków kapitalizmu, pewna grupa protestantów zinternalizowała wartości kładące nacisk na ciężką pracę, uczciwość oraz produktywność (frugality, owocność). W istocie ten postęp, jakiego oni wówczas dokonali miał swoje źródła w ideologii religijnej, w teologii nawet. Jednakże, nie w postępowaniu zgodnie z ową ideologią religijną, ale w polemice z nią, w jej krytyce. Owa teologia protestancka, która sprowadziła tory cywilizacji ku kapitalizmowi, w wielkim skrócie sprowadzała się do tezy, że życie ludzkie jest zdeterminowane przeznaczeniem, jakie Bóg mu nadał, i, że niezależnie od moralności, lub jej braku, jakie okazujemy za życia zostaliśmy już na starcie przypisani do 2 grup – zbawionej i potępionej. Owa determinacja (teologiczna teoria predestynacji) powinna była okazać się katastrofalna w skutkach, jako strategia rozwiniętego, skomplikowanego społeczeństwa. Powinna była przecież sprawić, że ludzie o nic by nie dbali, bo i tak niezależnie od tego co zrobią, czy będą się starali czy nie, są już albo zbawieni albo potępieni. Zapewne powinni myśleć sobie tak – skoro moje wiekuiste dobro nie zależy od tego co zrobię (najgłupiej jest oczywiście, gdy się okaże, że narobiłeś się za życia, natworzyłeś wartości etycznych i wszelkiego innego dobra i nic z tego nie będziesz mieć po śmierci) to najłatwiej jest nic nie robić, tylko leżeć pod gruszą i neutralnie pod względem etycznym czekać sobie na śmierć. Pozornie ta idea religijna mogła być początkiem końca – zapanowałby chaos, gdyż nie warto się starać, bo nie da się zmienić swego losu pośmiertnego, w żaden sposób, ani pracą ani dobrym uczynkiem ani modlitwą ani wszelkimi wysiłkami. Jeśli będę zły to nadal mam szansę, na to, że będę w puli wygranych, nic więc nie tracę, będąc zły, jeśli jednak będę dobry to może jestem w puli wygranych ale, jeśli jestem w puli przegranych i tak, to nic nie będę mieć z bycia dobrym, będzie to staranie całkiem próżne, bezowocne, ja się postaram, namęczę się za życia a ten na górze i tak mnie już przeznaczył na karę. Najlepsze jest więc nic nie robić – bezproduktywność staje się tu cnotą, jedynym etycznym postępowaniem jest neutralność etyczna. Niby nikt nie powinien mieć nic z bycia dobrym, z bycia moralnym w tej sytuacji. Bo przecież nie warto się starać. A jednak tak się nie stało – czemu? Bo ludziom nie chodziło jedynie o Boga ale też o innych ludzi, a jeszcze bardziej o własny wizerunek w oczach innych ludzi, o pozory. Protestanci rozwinąwszy swą negatywną doktrynę jednak mimo niej uwierzyli, że jeśli dobrze ci się powodzi, jeśli jesteś bogaty – w języku EAP jesteś produktywny, owocny, to znaczy, że widać łaska boska ci sprzyja, a jak ci sprzyja to znaczy, że jest duża możliwość, że jesteś jednak w puli wygranych. Ale, aby otoczenie uznało cię za osobnika umieszczonego przez Boga w puli wygranych, należy się starać, być pracowitym, dobrym, uczciwym, żyć moralnie, gdyż jak cię widzą tak cię piszą – otoczenie takiego protestanta musiało widzieć jego pomyślność i przemyślność. I widzieć ich wymierne skutki. Skoro ma to widać zasłużył. Zupełnie inne podejście do życia, jak w katolicyzmie, gdzie zwyczajową wersją tego zdania jest „skoro ma to widać ukradł biednym”. W ten sposób, w ramach pewnej krytyki albo raczej odporu danego negatywnej, negatywnie motywującej idei religijnej, protestanci wymyślili ich słynną etykę pracy, jedno z etycznych kół zamachowych kapitalizmu. Powstała norma społeczna, która zapobiegła skutkom, jakie szykowała Europie protestancka teologia, ideologia religijna.
Zgodnie z jedną z prostszych definicji prawo jest obowiązkiem, za którym stoi sankcja. Zły człowiek Holmesa, postrzega sankcję, dołączaną do obligacji, jako cenę. EAP zbudowała swój wczesny sukces na przyporządkowaniu teorii ceny sankcjom prawnym. Jednakże sankcje prawne różnią się od cen rynkowych w poważny sposób. Ceny rynkowe pozwalają nam na działania, które pozostawiają nam, jako indywidualnościom, jako jednostkom dyskrecję co do naszych wyborów pozostawiają ją, byśmy mogli wyboru dokonywać. Pozwolenie daje jednostce dyskrecję, by zdecydowała czy dokonać czy nie dokonać czynu, i może o tym decydować tak długo, jak długo płaci cenę. Zaś prawne sankcje zakazują działań, które zawierają osąd społeczny. Kiedy dokonuje się zakazanego czynu powaga tego czynu zależeć będzie od zachowania sprawcy. Im mniej respektu sprawca okazuje osądowi społecznemu, tym poważniejszy jest zły czyn. Dla ilustracji: wrongdoing becomes more serious as it passes from accidental to reckless, from reckless to intentional, from intentional to deliberate, from deliberate to malicious. To stopniowanie nadaje sankcjom szczególny character, jeśli zobaczymy je, jako ceny. Obowiązek prawny dzieli akty, działania, na dwie strefy – dozwolonego i zakazanego. Kiedy karalność podłączymy do strefy działań zakazanych, koszty prywatne działającego (actor), skaczą, zwyżkują na końcach tego podziału. Dlatego większość działających nie dokonuje skrajności, nie leży na skraju tych stref. Większość czynów karalnych znajduje się gdzieś pośrodku strefy czynów zakazanych. Kiedy koszty i zyski zdają się równe, zmiana ceny przechyli szalę i zmieni zachowanie czyniącego.
Economic theory distinguishes sharply between what a person wants and what he can have. “Preferences” describe what a person wants, and “constraints” describe the limits of what he can have. The collision of preferences and constraints yields the choices that economists study. The meaning of both terms is broad and flexible. Preferences and constraints help to distinguish between the internal and external viewpoints that H. L. A. Hart made famous. The internal viewpoint concerns preferences to perform legal obligations. A person who prefers to obey a law is willing to give up something to perform his legal obligation. The preference is intrinsic, not an instrument for securing something else of value. Conversely, a person who is indifferent to a legal obligation takes a purely instrumental approach towards obedience—he obeys only when doing so secures something else of value. What explains the distribution of preferences among people to obey a law? A part of the answer emerges from economic and psychological studies. Finding an answer is important because when laws are reasonably just and many citizens intrinsically prefer to obey, government is easier, and life is better than when most citizens are indifferent towards obeying the law.
Strategie moralne, jakie bada EAP można podzielić na dwa typy. Te strategie opierają się zarówno o normy społeczne, jak i włączają do działania naszą, indywidualną psychologię, nasze wewnętrzne przekonania i charaktery. To są procesy, które mogłabym nazwać etyzacją, włączeniem etyki do badania procesu racjonalnej gry, racjonalnego wyboru. Pierwszą jest samokontrola.
Osiągnięcie samokontroli zmienia nasze preferencje. Zmiana preferencji może spowodować zmianę w możliwościach, jakie posiadamy. Na przykład, pracodawca może wspomagać, promować pracownika, który osiągnął większą samokontrolę a zatem dla pracodawcy jest bardziej godny zaufania, bardziej odpowiedzialny, można polegać na nim. Stawanie się bardziej odpowiedzialnym może, więc podnosić dochody, wystarczająco, by poprawić stan życia tej osoby. Opłaca się być odpowiedzialnym pracownikiem, ale do tego potrzeba samokontroli. Aby obniżyć prawdopodobieństwo popełniania złych czynów, rodziny, szkoły, organy państwowe, organizacje społeczne, religijne, kulturowe i inne instytucje służące socjalizacji, pomagają (albo mają pomagać) młodym ludziom w osiąganiu samokontroli przez redukowanie u nich zmienności nastrojów. Regulując takie instytucje, prawo wpływa na socjalizację. A więc pośrednio poprawia jakość życia i może wpłynąć na równowagę między kosztami i zyskami, między wysiłkiem a osiągnięciem, do jakiego dąży dana społeczność.
Samonaprawa jest kolejnym produktem w służbie dążenia do wykazania etyczności w EAP. Następnie ważna jest autonomia wartości. Samonaprawa jest to taka zmiana preferencji, aby je ulepszyć. Przykladem może być pracownik, który ma wybrać czy dołączyć czy nie dołączyć do sekty religijnej, w której będzie musiał zinternalizować etykę pracy. Etyka pracy ceni produkcję, a obniża wartość odpoczynku. Pracodawca racjonalnie spodziewa się po konwertycie, do takiej sekty, że będzie więcej pracował a mnie odpoczywał. Co z kolei uczyni pracownika cenniejszym dla pracodawcy. W ten sposób zinternalizowanie pewnej etyki zwiększa szanse na otrzymanie większego dochodu z pracy. Ten przykład przy okazji również wyjaśnia czemu religijność i wiara są tak powszechne. Bo – mówiąc językiem Dawkinsa – były promowane przez właśnie tego typu sytuacje społeczne. Po prostu opłacało się być religijnym, bo inni widzieli cię, jako bardziej etycznego i zdolnego do kooperacji. Ludzie w czasach, gdy byli przekonani, że jedynym źródłem sensownej etyki są wierzenia i religie, musieli, aby postępować racjonalnie, czyli zgodnie ze swym interesem, być nastawieni bardziej na obdarzenie zaufaniem osoby religijnej a nie nie religijnej, albo bardziej religijnej od mniej religijnej. I dlatego ewolucja uznała bycie wierzącym za warte wysiłku, za wartość pro – społeczną. Samonaprawa służyła (i służy) do stawania się atrakcyjniejszym dla jednostek, z którymi musieliśmy kooperować i, względem, których musieliśmy obliczać swe zyski i koszty. Jeśli więc potrzebuję być wierzącym, by być atrakcyjniejszym kooperantem, i członkiem wspólnoty, to będę wierzącym. Poprawię swój obraz siebie i swój charakter, internalizując wartości płynące z religii, na użytek warunków, jakie stawia mi świat zewnętrzny. Będę na przykład bardziej etyczny, a, że bardziej etyczny jeszcze do dzisiaj częstokroć oznacza jedynie bardziej religijny to efekt jest jasny.

Trzecim ważnym składnikiem strategii moralnej zaobserwowanej przez EAP jest autonomia wartości. Holmes podziwia autonomię wartości, przez którą rozumiemy wartości indywidualne, jednostkowe nie ukształtowane przez prawo. Zły człowiek, który nie jest posłuszny prawu tylko wtedy, kiedy to służy jego interesom posiada autonomię wartości. Dobry człowiek, który nie jest posłuszny prawu, kiedy prawo ma niemoralne wymagania posiada autonomię wartości. Podejrzewam jednakże, że większość ludzi nie jest aż tak zła ani aż, tak dobra. Raczej, jak sądzę, większość ludzi internalizuje najważniejsze wartości płynące z prawa. Charakter większości ludzi jest gdzieś pośrodku, jest wartościozależny i posiada szacunek dla prawa. Być może jest tak, że obezwładnienie złego człowieka Holmesa jest małą, widzialną cząstką góry lodowej a poprawianie zwykłych ludzi za pomocą praw jest wielką, niewidoczną częścią góry lodowej. Moraliści dawno zrozumieli, że sankcje za popełnianie złych czynów, tworzą bodźce motywacyjne do samonaprawy, jednakże ta idea omijała modele ekonomiczne. Okazuje się jednak, że sankcje nie tylko powstrzymują dokonywanie złych czynów, ale również poprawiają innych ludzi. Sankcje ulepszają podejmowanie racjonalnych wyborów przez innych ludzi. Kiedy to oni pod wpływem prawa zmieniają swoje preferencje, tak, aby się poprawić, a więc zmieniają własne widzenie siebie, swój charakter, poprawiają swój obraz siebie, również, dlatego, by być lepiej widziani przez innych. Prawo potrafi umacniać moralny konsensus w danym społeczeństwie już przez samo swe dążenie w stronę moralności. Ale też prawo potrafi podminować moralny konsensus przez odstępowanie od moralności. Prawa, które się zdają niesprawiedliwe albo moralnie nieistotne, nie potrafią wzbudzać szacunku, respektu. W szczególnych okolicznościach, zamiast dodawać sił moralności, prawo potrafi ją wypierać, wyrzucać.
EAP zdaniem krytyki sprawdza się, jako metoda analityczna i teoria deskryptywna – opisująca jak jest, ale nie koniecznie, jako teoria prawa opisująca, jak powinno być. Zarzutem jest np. to, że prawo sprowadza się do bycia środkiem do osiągania celów ekonomicznych, prawo mamy potraktować, jako służące gospodarce. Jeśli tak, to nie jest możliwe, by prawo było gwarantem i sędzią, bo przecież narzędzie nie może być ustawione powyżej swego celu a jak nie jest powyżej to nie ma niezawisłości. Prawo traktowane tylko, jako narzędzie służące osiąganiu ekonomicznych celów, nie może już być sędzią i gwarantem tych celów, na terenie wolności gospodarczej. To tak, jakby uznać, że Konstytucja służy rozporządzeniom.
Najbardziej widoczną przewagą, jaką zdobyła EAP nad swymi etycznymi krytykami jest to, że udowadnia, że potrafi służyć również celom moralnym. A przynajmniej jednemu, jaki możemy za moralny uznać. Temu,
który nazywam zapobieganiem marnotrawstwu. Marnotrawstwo jest to potężny problem społeczny, psychologiczny i prawno – ustrojowy i oczywiście także ekonomiczny i organizacyjny. Wydaje się uprawnione, by zaangażować EAP do walki z tym zjawiskiem, do ograniczania go.
Z punktu widzenia etyki, ekonomiczność raczej nie bywa ważną wartością, ale, jeśli pomyślimy o marnotrawstwie, o powszechnym, zalewającym nas globalnym marnotrawstwie wszystkiego, (na które, każdy z nas może wymieniać przykłady, z własnego, codziennego doświadczenia) i, od którego nasilania się wręcz zależy przyszłość ludzkiego gatunku i zwłaszcza jego cywilizacji, to metoda analityczna dążąca do zwiększania ekonomiczności a poprzez nią i ograniczenia marnotrawstwa musi wydać się nam wielce moralna. Jeśli ekonomiczność, wydajność i dążenie do nich, potraktujemy, nie tylko, jako sposoby zwiększania swego zysku, ale także, jako front walki z marnotrawstwem, tym bardzo słabo widocznym, bardzo cichym, ale niebezpiecznym, zabójczym wirusem nowoczesnego gospodarowania to metoda służąca ich rozpowszechnianiu, metoda służąca kumulacji wydajności i ekonomiczności a poprzez nie zmniejszaniu się marnotrawstwa musi być uznana za główną broń. Od strony etyki, ekonomiczność (i ekonomiczna analiza) raczej nie jest czymś ważnym, ani wartym uwagi, ale ekonomiczność pojmowania nie tylko wąsko w sensie zysków, ale także szerzej, w sensie takim, jak wydajność, oszczędność, transparentość, legalność, kreatywność może stać się wartością dla dziedziny etyki, gdyż będzie zwalczać marnotrawstwo. Marnotrawstwo, bowiem, w naszym obecnym stanie – stanie kultury, gospodarki i środowiska jest czymś zdecydowanie nie etycznym. Więc etykę i ekonomię – te, pozornie tak niepodobne dziedziny i najczęściej niezazębiające się dążenia – potrafimy i powinniśmy związać poprzez to negatywne zjawisko, które obie, każda ze swej strony i, ze swą pomocą zwalczać powinny – marnotrawstwo. Marnotrawstwo jest tym problemem, który nadaje etyczny sens dążeniu do ekonomiczności i analizy ekonomicznej. EAP jest nie tylko ekonomią ale i etyką, wtedy, gdy bada i minimalizuje marnotrawstwo.

***

poz
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell

Awatar użytkownika
Tallis
Początkujący
Posty: 228
Rejestracja: 25.08.07, 14:41

Re: Eseje i Opracowania... Wypracowania też.

Postautor: Tallis » 31.07.08, 02:26

Mocno się zastanawiałam nad tą analizą ekonomiczną czy można ją tu wrzucać, czy nie, bo to i długie i nudne, ale zaryzykowałam. Może za teksty takie troche różne, ni z gruszki ni z pietruszki nie zostanę zasypana pomidorami w stanie rozkładu? :D
Teraz wiecie czego nas uczą na prawie :D
poz
tal

"Jedyna pewna ścieżka do świata wiedzie przez zadrukowane stronice". Joseph Campbell


Wróć do „Dziurawy Kocioł - Knajpa 24h”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron