Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Dziurawy Kocioł - czynny 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Miejsce spotkań czarodziejów, nie tylko spod znaku Harry'ego Pottera.

Moderatorzy: Minerwa, Adam Widur, Calluna

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 14.01.08, 16:27

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 15

Mój drogi Piołunie!

Oczywiście zauważyłem, że ludzkość przechodziła ostatnio okres chwilowego uciszenia w europejskiej wojnie (w tym, co oni nazywają naiwnie wojną!), i nie dziwię się, że przycichły także niepokoje pacjenta. Czy w naszym interesie leży popieranie tego, czy też mamy podtrzymywać jego udrękę?
Zarówno dręczące obawy, jak i głupia pewność siebie są pożądanymi stanami umysłu. Nasz wybór pomiędzy jednym a drugim wiąże się z innymi ważnymi problemami.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:28 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 15.01.08, 17:02

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 16

Mój drogi Piołunie!

W ostatnim liście wspomniałeś mimochodem, że pacjent od chwili nawrócenia uczęszcza regularnie do jednego i tego samego kościoła oraz że nie jest z niego całkowicie zadowolony. I cóż ty na to, jeśli wolno zapytać? Dlaczego dotychczas nie otrzymałem od ciebie sprawozdania o przyczynach wierności kościołowi parafialnemu? Czy zdajesz sobie sprawę, że – o ile to nie przejaw obojętności – jest to rzecz bardzo zła? Na pewno wiesz, że gdy kogoś nie można wyleczyć z chodzenia do kościoła, to najlepiej wysłać go w sąsiednią okolicę, by póty szukał kościoła, który by mu „dogadzał”, aż stanie się wybrednym smakoszem i znawcą kościołów.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:29 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 16.01.08, 20:16

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

Do nabycia m.in. w księgarni św. Wojciecha przy ul. Freta w Warszawie

List 17

Mój drogi Piołunie!

Lekceważenie, z jakim wyrażałeś się w twym ostatnim liście o obżarstwie jako o sposobie zdobywania dusz, jest świadectwem twojej ignorancji. Jednym z wielkich osiągnięć ostatniego stulecia jest takie znieczulenie ludzkiego sumienia na tym punkcie, że obecnie, jak Europa długa i szeroka, trudno by ci było usłyszeć kazanie piętnujące obżarstwo lub znaleźć sumienie nim zaniepokojone. Osiągnęliśmy ten sukces głównie przez ześrodkowanie wszystkich naszych wysiłków na obżarstwie Smakoszostwa, nie zaś na obżarstwie pochodzącym z Nadmiaru.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:30 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 4 razy.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 17.01.08, 21:07

Julian Tuwim
AB URBE CONDITA

(fragment)

Dnia osiemnastego stycznia
Roku tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego,
Na rogu Ruin i Kresu,
Na rogu Gruzów i Śmierci,
Na rogu Zwalisk i Zgrozy,
Na rogu Marszałkowskiej i Jerozolimskich,
Co padły sobie w płonące objęcia,
Żegnając się na zawsze, całując płomiennie -
Zjawiła się pękata warszawska babina,
Nieśmiertelna paniusia z chusteczką na głowie,
Postawiła, dnem do góry, skrzynkę na ruinach,
Podparła ją meteorem - jakimś szczątkiem Miasta
I zawołała nieśmiertelnym tonem:
Do chierbaty, do chierbaty,
Do świeżego ciasta!


Nie widziałem jej, ale widzę:
Łzy się toczą
Z jej - mimo wszystko - uśmiechniętych oczu.

Mogła się zjawić Niobą-Żałobą,
Furią wieszczącą, panią Hiobową,
Rachelą, dzieci swoje płaczącą -
I też by jej uwierzono.
Mogła przyfrunąć wiedźmą na mietle
Czy upiorzycą w krwawiącym świetle
Dnia zgliszczowego -
I też by jej uwierzono.
Mogła - bajeczna Wielka Piotrzyca -
W patos jambiczny zestroić słowa,
Że nowy wstanie gród z rumowisk
Na złość dufnemu sąsiadowi-
I też by była prawdziwa...
Mogła stanąć na skrzynce wzniosłym monumentem,
Upozować się pięknie i zadeklamować:
Per me se va nella citta dolente -
I nikt by się nie zdziwił.
Ach, mogła wreszcie, Klio nie Klio,
Liwiusz w spódnicy,
Siąść na kamieniach wymarłej stolicy
I byle gwoździem na byle cegle
Wyskrobać tytuł:
Od założenia miasta...
Ale ona inaczej:
Do chierbaty, do chierbaty,
Do świeżego ciasta!
Ostatnio zmieniony 27.01.08, 10:46 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 18.01.08, 19:10

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 18

Mój drogi Piołunie!

Nawet w szkole prowadzonej przez Slugboba musiałeś się uczyć rutyniarskiej techniki kuszenia seksualnego, a ponieważ dla nas, duchów, cała ta dziedzina jest wyjątkowo nudna (jakkolwiek stanowi konieczną część naszego wyszkolenia), nie będę się nad nią rozwodził. Lecz jeśli chodzi o wyrobienie sobie szerszego spojrzenia na te zagadnienia, sądzę, że musisz się jeszcze wiele nauczyć.
Wymagania Nieprzyjaciela stawiane ludziom przybierają formę dylematu: albo zupełna wstrzemięźliwość, albo konsekwentna monogamia. Już od chwili pierwszego wielkiego zwycięstwa Naszego Ojca całkowita wstrzemięźliwość dzięki naszym zabiegom jest dla ludzi zadaniem niezwykle trudnym. Natomiast ucieczkę w drugim kierunku zagradzamy im już od kilkuset lat. Dokonujemy tego przez poetów i powieściopisarzy, przekonując ludzi, że jedyną przyzwoitą pobudką wstępowania w związek małżeński jest ciekawe a zazwyczaj krótkotrwałe przeżycie zwane zakochaniem się, że małżeństwo może i powinno to przeżycie utrwalić i że małżeństwo, które tego nie spełnia, przestaje zobowiązywać.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:31 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 19.01.08, 13:01

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 19

Mój drogi Piołunie!

Mocno się zastanawiałem nad kwestią poruszoną w twym ostatnim liście.
Jeśli wszystkie byty, jak to jasno wykazałem, już z natury między sobą współzawodniczą, a tym samym idea Miłości głoszona przez Nieprzyjaciela pozostaje z tym w jawnej sprzeczności, to jaki sens mają moje tylokrotnie ponawiane ostrzeżenia, że On naprawdę kocha tę ludzką gawiedź i rzeczywiście pragnie ich wolności i nieprzerwanej egzystencji? Mam nadzieję, mój drogi chłopcze, że nie pokazałeś nikomu moich listów. Oczywiście nie dlatego, by to miało jakieś znaczenie. Nietrudno przecież dostrzec, że pozorna herezja, w jaką popadłem, jest zupełnie przypadkowym potknięciem.
A propos – mam nadzieję, że zrozumiałeś również, iż niektóre pozornie niepochlebne aluzje do Slugboba miały charakter wyłącznie żartobliwy. W rzeczywistości mam dla niego najwyższy szacunek.
No i oczywiście to, co napisałem, że nie będę cię osłaniał przed władzami, nie było pomyślane na serio. Lecz proszę cię, trzymaj to wszystko pod kluczem.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:37 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 4 razy.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Marcin
Wampir z parapetu
Posty: 1144
Rejestracja: 26.08.07, 23:01
Lokalizacja: Wampirzy Parapet
Kontaktowanie:

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Marcin » 19.01.08, 14:18

Władysław Broniewski (bo któżby inny?)
Po co żyjemy

Życie jest diabła warte
poza Szopenem, Mozartem;
poza Słowackim i Mickiewiczem
jest w ogóle niczem.

Ja nie, żeby pisać Sonety,
nie żeby Króla Ducha –
sercem poety
pragnę posłuchać...

Czego? – no, Wisły, no, oczywiście,
kiedy brzozowe liście,
jeszcze nie bardzo zielone,
jeszcze onieśmielone,
a już kładą się na ziemię, na wodę,
w białodrzewiu hodując urodę,
i wiem, że przyjdę, zobaczę
i że się na nowo rozpłaczę,
że takie zielone i młode.

No, na przykład sosny
albo klony, przyjacielskie, klony!
Jestem radosny,
bo klon jest zielony.

Życie jest diabła warte,
jeżeli nie jest uparte,
no bo trzeba, przyjaciele wrócić,
wszystko tam zmienić, odwrócić –
żeby sosny szumiały nad Wisłą
i żeby słońce zabłysło
w złocie zboża, w broni hartowanej,
w oczach bliskich, we krwi przelanej,
nad Mazowsza równiną otwartą –
i żeby żyć było warto.
- Zoltan, dlaczego my pijemy z kubków? Gdzieś tu widziałem kieliszki...
- Sprawa jest poważna i trzeba używać konkretów, a nie półśrodków.

Przed-wiosenne porządki: 200 tanich książek - http://tinyurl.com/ya3395u

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 20.01.08, 01:02

Wampir @ Wczoraj, 14:18 pisze:Władysław Broniewski (bo któżby inny?)
Po co żyjemy

Życie jest diabła warte
poza Szopenem, Mozartem;
poza Słowackim i Mickiewiczem
jest w ogóle niczem.

Ja to znałem w wersji

...jest w ogóle Nietzschem.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Miria
Początkujący
Posty: 132
Rejestracja: 28.08.07, 20:51

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Miria » 20.01.08, 11:27

Agnieszka Osiecka, "Sztuczny miód"

Możesz pić z byle kim,
byle gdzie!
W byle Krym, w byle Rzym -
proszę cię!
Mam co palić, nie muszę wciąż jeść,
nie potrzeba mi... Zresztą... Pal sześć!
Możesz nie dać mi grosza na dom,
tylko proszę cię,
proszę -
zmień ton!
Możesz bredzić... Pleść bzdury... Androny...
Tylko błagam cię nie mów, nie mów, tylko nie mów -
do mnie jak do żony!

Bo to wszystko nie tak,
nie tak,
nie tak,
no, a jeśli,
jeżeli
nie tak, nie tak, nie to,
no to po co nam było w to gnać,
tamto rwać,
iść pod prąd, pod wiatr,
gniazdo wić,
niby ptak,
no - jeżeli ma być
nie tak?
Słowa jak sztuczny miód,
ersatz, cholera, nie życie,
miał być raj, miał być cud
i ćwiartka na popicie,
a to wszystko nie tak, nie tak
nie to,
a jeżeli, a jeśli - nie to,
no to o co, u diabła, nam szło?

Możesz iść dokąd chcesz,
wiesz gdzie drzwi,
w byle ziąb, w byle deszcz,
w byle sny...
Ja na kłamstwie się znam tak jak ty,
sztucznym miodem karmieni - to my.
Znamy lata trwożniejsze niż dzwon.
Tylko proszę - ten ton... ten ton.
Wygadujcie, panowie androny,
Tylko błagam - nie mówcie, nie mówcie, już do nas jak do żony!

Bo to wszystko nie tak,
nie tak,
nie tak,
no, a jeśli,
jeżeli
nie tak, nie tak, nie to,
no to po co nam było w to gnać,
tamto rwać,
iść pod prąd, pod wiatr,
gniazdo wić,
niby ptak,
no - jeżeli ma być
nie tak?
Słowa jak sztuczny miód,
ersatz, cholera, nie życie,
miał być raj, miał być cud
i ćwiartka na popicie,
a to wszystko nie tak, nie tak
nie to,
a jeżeli, a jeśli - nie to,
no to o co, u diabła, nam szło?
- ... O szkło?
"Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
to co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii

Ani mam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach
a ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę"

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 20.01.08, 20:00

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 20

Mój drogi Piołunie!

Stwierdzam z wielkim niezadowoleniem, że Nieprzyjaciel na jakiś czas położył zdecydowanie kres twoim bezpośrednim atakom na czystość pacjenta. Powinieneś był wiedzieć, że On to w końcu zawsze czyni, i zatrzymać się, zanim doszedłeś do tego punktu. W obecnej sytuacji pacjent twój odkrył niebezpieczną prawdę, że tego rodzaju ataki nie mogą trwać wiecznie. Skutkiem tego nie możesz dalej używać tego, co mimo wszystko stanowi naszą najlepszą broń – przekonania niedoświadczonych ludzi, że jedynym sposobem pozbycia się nas jest rezygnacja z oporu i walki. Przypuszczam, iż próbowałeś przekonać go, że czystość szkodzi zdrowiu?

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:38 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 26.01.08, 20:52

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 21

Mój drogi Piołunie!

Tak. Okres kuszenia seksualnego nadaje się wyśmienicie do ubocznego ataku mającego na celu obudzenie zgryźliwości i opryskliwości pacjenta. Może to być nawet główny atak – dopóty, dopóki pacjent będzie go uważać za atak podrzędny. Lecz w tym wypadku – jak zresztą w każdym innym – musisz przygotować sobie drogę do moralnego natarcia przez zaciemnienie jego rozumu.

Niepowodzenie jako takie nie doprowadza do gniewu, jednak niepowodzenie pojęte jako krzywda wywoła go niezawodnie. Skrzywdzony czuje się zaś ten, komu odmówiono tego, co mu się słusznie należy.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:40 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 28.01.08, 17:21

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 22

Mój drogi Piołunie!

Więc jednak twój pacjent zakochał się, i to zakochaniem najgorszego gatunku, jaki się może człowiekowi przytrafić, w dodatku w dziewczynie, która nawet nie figuruje w nadesłanym przez Ciebie raporcie.

Może zainteresuje cię wiadomość, że minęło już drobne nieporozumienie z Tajną Policją, jakie próbowałeś wywołać, wykorzystując kilka nieostrożnych wyrażeń w jednym z mych listów. Jeśli liczyłeś na to, że tą drogą wymusisz na mnie jakąś pomoc, to się pomyliłeś. Zapłacisz za to, podobnie jak za inne swe błędy. Na razie załączam dopiero co wydaną małą broszurkę na temat nowego Domu Poprawczego dla Niedołężnych Kusicieli. Jest bogato ilustrowana i nie znajdziesz w niej ani jednej nudnej stronicy.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:41 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 2 razy.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Miria
Początkujący
Posty: 132
Rejestracja: 28.08.07, 20:51

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Miria » 28.01.08, 17:52

Stanisław Barańczak, "Płakała w nocy"

Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził.
Nie był płaczem dla niego, chociaż mógł być o nim.
To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi.

I półprzytomny wstyd, że ona tak się trudzi,
to, co tłumione czyniąc podwójnie tłumionym
przez to, że w nocy płacze. Nie jej płacz go zbudził:

ile więc był wcześniej nocy, gdy nie zwrócił
uwagi - gdy skrzyp drewna, trzepiąca o komin
gałąź, wiatr, dygot szyby związek z prawdą ludzi

negowały staranniej: ich szmer gasł, nim wrzucił
do skrzynki bezsenności rzeczowy anonim:
"Płakała w nocy, chociaż nie jej płacz cię zbudził"?
"Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
to co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii

Ani mam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach
a ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę"

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 29.01.08, 15:45

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 23

Mój drogi Piołunie!

Przez tę dziewczynę i jej odrażającą rodzinę pacjent poznaje z każdym dniem coraz więcej chrześcijan, i to niestety chrześcijan naprawdę inteligentnych. Skutkiem tego przez dłuższy czas nie będziemy w stanie usunąć z jego życia uduchowienia. Z tym musimy się pogodzić – wobec tego jednak trzeba się za wszelką cenę starać popsuć to uduchowienie.
Bez wątpienia ćwiczyłeś nieraz na piekielnym poligonie przekształcanie się w anioła światłości. Obecnie nadeszła najwłaściwsza pora, by próbę tę podjąć w obliczu Nieprzyjaciela. Świat i Ciało zawiodły nas, pozostaje trzecia Siła. A sukces tego trzeciego rodzaju jest najwspanialszy ze wszystkich. Zrujnowany wewnętrznie święty, faryzeusz, inkwizytor lub magik dostarcza Piekłu o wiele więcej rozrywki niż pospolity tyran lub rozpustnik.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:42 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 30.01.08, 16:33

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 24

Mój drogi Piołunie!

Nawiązałem korespondencję ze Slumtrimpetem, który opiekuje się narzeczoną twego pacjenta, i zaczynam dostrzegać szczelinę w jej zbroi. Jest to mała, niezauważalna wada, występująca u prawie wszystkich kobiet wychowanych w środowisku inteligenckim zespolonym wspólnie wyznawaną, jasno i wyraźnie sprecyzowaną wiarą. Rysa ta polega na niezmąconym wątpliwością przeświadczeniu, że ludzie nie podzielający jej wierzeń są w pewnym stopniu ograniczeni i śmieszni.
Mężczyźni, którzy często spotykają się z ludźmi o innych wierzeniach, nie myślą w ten sposób. Ich dufność w sobie – o ile w ogóle są dufni – jest innego rodzaju. Jej sposób myślenia, o którym sądzi, że wypływa z Wiary, w rzeczywistości wynika w znacznej mierze z atmosfery środowiska. W gruncie rzeczy nie różni się on wiele od przekonania, jakie żywiłaby w wieku lat dziesięciu, że noże do ryb używane w domu jej ojca są właściwymi, normalnymi lub prawdziwymi nożami do ryb, gdy noże używane w sąsiednich domach wcale nie są prawdziwymi nożami do ryb.
W tym wszystkim jest jednak tak dużo nieświadomości i naiwności, a tak niewiele duchowej pychy, że nie rokuje nam to wielkich nadziei na przyszłość. Lecz czy pomyślałeś, jak to wykorzystać w pracy nad swym pacjentem?

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:44 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 31.01.08, 15:59

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 25

Mój drogi Piołunie!

Prawdziwy problem z towarzystwem, w którym obraca się twój pacjent, polega na tym, że jest ono jedynie chrześcijańskie. Naturalnie wszyscy oni mają swe indywidualne zainteresowania, lecz istotną więzią, która ich łączy, jest chrześcijaństwo.
W naszym interesie leży, by ludzi, którzy zostają chrześcijanami – o ile w ogóle nimi zostają – utrzymywać w stanie ducha, który nazywam: chrześcijaństwo i... Wiesz, o co chodzi – chrześcijaństwo i kryzys, chrześcijaństwo i nowa psychologia, chrześcijaństwo i nowy ład, chrześcijaństwo i leczenie wiarą, chrześcijaństwo i parapsychologia, chrześcijaństwo i wegetarianizm, chrześcijaństwo i reforma pisowni. Jeżeli już ludzie muszą być chrześcijanami, to niech przynajmniej będą chrześcijanami różniącymi się czymś.
Postaraj się zastąpić samą wiarę jakimś modnym kierunkiem o chrześcijańskim zabarwieniu. Wykorzystuj ich pogardę dla rzeczy starych. Pogarda dla rzeczy starych jest jedną z najcenniejszych namiętności, jakie udało nam się wyhodować w sercu ludzkim – niewyczerpane źródło herezji religijnych, szalonych zamysłów, niewierności w małżeństwie i niestałości w przyjaźni.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:45 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 01.02.08, 18:21

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 26

Mój drogi Piołunie!
.
Tak, narzeczeństwo jest odpowiednią porą do siania ziaren, z których dziesięć lat później wyrośnie domowa nienawiść. Urok niezaspokojonego pożądania daje takie rezultaty, które ludzie, odpowiednio przez nas urobieni, mylą z prawdziwą miłością. Wykorzystaj dwuznaczność słowa miłość – spraw, by ludzie myśleli, że przez Miłość rozwiązali pewne problemy, podczas gdy w rzeczywistości – powodowani czarem zakochania – odłożyli je tylko na pewien czas.
Dopóki to złudzenie trwa, masz wspaniałą okazję do podstępnego zaogniania tych utajonych problemów i przekształcenia ich w problemy chroniczne.

Kapitalne znaczenie ma problem niesamolubstwa.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:46 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 02.02.08, 20:16

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 27

Mój drogi Piołunie!
.
Wydaje się, że obecnie niewiele robisz dobrego. Oczywiście nic nie można zarzucić wykorzystywaniu „miłości” do odciągania uwagi pacjenta od Nieprzyjaciela, lecz sam zdradzasz się, jak lichy robisz z tego użytek, mówiąc, że sprawa roztargnień i błądzących myśli stała się obecnie jednym z głównych przedmiotów jego modlitw.
Znaczy to, że usiłowania twoje spełzły w zasadzie na niczym. Gdy takie lub inne roztargnienie wkradnie się do jego świadomości, winieneś zachęcać go, by wyrzucił je samą siłą woli i próbował kontynuować normalną modlitwę, jakby nic się nie wydarzyło. Skoro raz uzna to roztargnienie za swój aktualny problem i przedłoży go Nieprzyjacielowi oraz uczyni go głównym przedmiotem swych modlitw i wysiłków, okazuje się, Twoja działalność nie tylko nie dokonała nic dobrego, lecz przyniosła nam szkodę. Wszystko, co w ogólnym rozrachunku przybliży go do Nieprzyjaciela – nawet grzech – działa na dłuższą metę przeciwko nam.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:47 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 03.02.08, 18:01

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 28

Mój drogi Piołunie!
.
Kiedy pisałem ci, byś nie zapełniał swych listów śmieciami o wojnie, chodziło mi o to, byś oszczędził sobie tych dziecinnych rapsodii o śmierci ludzi i zniszczeniu miast. Wymagam natomiast dokładnych sprawozdań o tych wydarzeniach wojennych, które naprawdę wywierają jakiś wpływ na duchowy stan twojego pacjenta.
Lecz jeśli chodzi o ten aspekt całej sprawy, wydajesz się wyjątkowo tępy.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:50 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 2 razy.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 04.02.08, 18:29

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 29

Mój drogi Piołunie!
.
Obecnie, gdy nie ma już żadnej wątpliwości, że Niemcy będą bombardowali miasto twego pacjenta i że jego obowiązki każą mu tkwić w strefie największego niebezpieczeństwa, musimy zastanowić się nad naszą taktyką. Czy mamy próbować tchórzostwa, czy też odwagi, która w skutkach może przynieść pychę? A może nienawiści do Niemców?

Obawiam się, że nie jest rzeczą wskazaną robić z niego człowieka odważnego. Niestety nasz oddział badań naukowych nie odkrył jeszcze sposobu wytworzenia jakiejkolwiek cnoty (choć odkrycia tego należy spodziewać się z godziny na godzinę). Jest to poważna przeszkoda. Aby stać się wielkim i efektywnym grzesznikiem, człowiek potrzebuje jakiejś cnoty. Czymże byłby Atylla bez swej odwagi lub Shylock bez samozaparcia w swym dążeniu do zemsty?

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:50 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 2 razy.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 05.02.08, 20:58

Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 30

Mój drogi Piołunie!
.
Czasami zastanawiam się, czy ty przypadkiem nie sądzisz, że posłano cię na świat dla twojej własnej przyjemności.
Jak się dowiaduję – nie z twojego żałośnie ubogiego sprawozdania, lecz z raportu Policji Piekielnej – zachowanie pacjenta w czasie pierwszego nalotu przeszło moje najgorsze oczekiwania. Bardzo się bał i uważał się za wielkiego tchórza – dlatego nie był z siebie ani trochę dumny, lecz wypełnił wszystko, czego wymagał od niego obowiązek, a być może nawet trochę więcej. Wszystko, co w tej całkowitej klęsce możesz zapisać po stronie zysków, to irytacja pacjenta z powodu psa, który mu wlazł pod nogi, trochę nieumiarkowania w paleniu papierosów i zapomnienie o modlitwie.
I co ty właściwie chcesz zyskać, skomląc przede mną i narzekając na trudności?

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:52 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 4 razy.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Marcin
Wampir z parapetu
Posty: 1144
Rejestracja: 26.08.07, 23:01
Lokalizacja: Wampirzy Parapet
Kontaktowanie:

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Marcin » 10.02.08, 02:50

Obiecane podczas rozmowy przed Kotłem: wiersz, który Broniewski napisał w lutym 1940, kiblując w radzieckim więzieniu za "Bagnet na broń" i inne wiersze antyniemieckie, głośno recytowane we Lwowie mimo licznych ostrzeżeń, oraz za jeszcze parę innych spraw.
Jeden z tych utworów, których się nie zna, bo w końcu Broniewski bardem komunizmu był. (Przed wojną i aresztowaniem zwłaszcza; później jego wiersze jakby straciły swoją wymowę - a jeszcze później trzeba było go znowu aresztować).


"Czełowiek - eto zwuczit gordo" -
skazał pokojnyj Maksim,
a mież tiem tut kołotiat' w mordu,
goworia, czto ty sukin syn.

Czto-że diełat' takomu synu
za rieszotkoj NKWD?...
Tak pomolimsja my materszczinoj
Potuskniełoj, ałoj zwiezdie.


I przekład z "Poezji zebranych":
"Człowiek - to brzmi dumnie" - powiedział stary Maksym, a tu biją cię w mordę i mówią żeś sukinsyn. I cóż taki-syn ma robić za kratkami w NKWD...? więc pomódlmy się kurwąmacią przygasłej czerwonej gwieździe.

Jest jeszcze przekład Łobodowskiego, rymowany i całkiem zgrabny, ale z niemożliwie wykastrowaną drugą zwrotką.
- Zoltan, dlaczego my pijemy z kubków? Gdzieś tu widziałem kieliszki...
- Sprawa jest poważna i trzeba używać konkretów, a nie półśrodków.

Przed-wiosenne porządki: 200 tanich książek - http://tinyurl.com/ya3395u

Awatar użytkownika
Arianrod
Początkujący
Posty: 121
Rejestracja: 24.08.07, 17:59

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arianrod » 10.02.08, 23:08

A ja mam pytanie - Artur, dlaczego nie zamieściłeś Listu 30stego??? Czekam ciągle z niecierpliwością, aż wkleisz następny, zżyłam się z nimi, a tu mi jednego braknie! Mogę prosić?
Odpowiedziała mu najpierw cisza, potem naiwne, fioletowe spojrzenie o wyrazie wcielonej niewinności, aż wreszcie miękki głosik:

- Hefalump dzwoni dom.

by Świeczek
Co biorą Świeczki?

Żywy żurnal

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 14.02.08, 11:13

A już myślałem, że nikt tego nie czyta...
Przez przeoczenie oczywiście. Ale właśnie je naprawiam, teraz tutaj jest, jak być powinien, list 30, a list 31 znalazł się, jak mu się to należało, poniżej.


Clive S. Lewis
LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO
przełożył Stanisław Pietraszko

List 31, ostatni

Mój drogi, mój bardzo drogi Piołunie,
moja pieszczotko, moje oczko w głowie!
.
Jakże bardzo się mylisz, pytając mnie – teraz, gdy wszystko jest stracone – kwilącym głosem, czy wyrazy uczucia, z jakimi się do ciebie zwracam, nic od samego początku nie znaczyły. Nic bardziej błędnego!
Bądź pewien, że moja miłość do ciebie i twoja miłość do mnie są kubek w kubek takie same: ja zawsze pożądałem ciebie, a ty (biedny głupcze) pożądałeś mnie. Różnica polega jedynie na tym, że ja jestem silniejszy. Myślę, że mi cię teraz dadzą – jeśli nie całego, to przynajmniej cząstkę ciebie.
Czy cię kocham? Ależ oczywiście, że tak. Tak znakomitym kąskiem jeszcze nigdy się nie tuczyłem.

dalej...

pierwszy list
Ostatnio zmieniony 21.04.08, 18:53 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 1 raz.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Marcin
Wampir z parapetu
Posty: 1144
Rejestracja: 26.08.07, 23:01
Lokalizacja: Wampirzy Parapet
Kontaktowanie:

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Marcin » 16.02.08, 01:48

Władysław Broniewski
Bakunin

Żylasta dłoń na rękopisie,
schylonej głowy zarys lwi.
Na niedomknięte pada drzwi
olbrzymi cień. Na stole tli się
naftowa lampa.
Noc niezmierna,
gwiaździsta. (Ciężko nieść tę ciszę.)
Mróz. Północ. Śnieg na dachach Berna,
puszysty śnieg.
Bakunin pisze.

(Żylasta dłoń. I grzywa lwia.
groźny, czarny cień na drzwiach.)

Ten cień, być może, wzleci chmurą,
by runąć burzą jeszcze dziś!
(Jak ciąży dłoń. Jak ciąży myśl.
Jak ciąży dłoni piorun-pióro...)

Za oknem gwiazdy, północ, śnieg.
Herbata stygnie. Dymi fajka...
I oto on - katorżnik, zbieg -
po wolność idzie sam za Bajkał,
a za nim tajgą pościg carski,
a przed nim okręt do Japonii.

I w całym świecie ślady po nim
zasypał biały śnieg szwajcarski.

Narasta cisza. Pełznie mrok.
Wiśniowa fajka sennie dymi...
Ten cień na drzwiach, ten cień olbrzymi
to on - czterdziesty ósmy rok!
I znów zachłanna i drapieżna,
wietrząca w dziejach zapach krwii,
powraca pieśń barykad Drezna
i brzmi jak wtedy: - Więzy rwij!
Ta pieśń - to pożar Europy,
to wiosna ludów, wiew swobody,
to prący tłum milionostopy,
to - w salw akordach - Wagner młody...

...Stracone wszystko. Jeszcze w buncie
zaświeci Praga. Potem mrok.
Tak zgasł czterdziesty ósmy rok
w łańcuchach, w lochu Ołomuńca.

(Codziennie myślą mierzył świat,
krokami celę swą ponurą.
Swobodo! - wiele ciężkich lat
twe imię w męce szeptał murom.
W łańcuchy skuł go car Mikołaj,
łańcuchów dźwięk wydzwaniał bunt.
Swobodny obszedł świat dokoła
i wszędzie płonął pod nim grunt.
A dziś mu ciąży cisza Berna,
ten śnieg Syberią legł na serce...
Swobodo dzika i niezmierna!
Tęsknoto, jakiej nie znał Hercen!)

W ogromnej ciszy, zda się, czas
ciężarem wspomnień wstecz się toczy.
I chce Bakunin jeszcze raz
z Orłowem mówić w cztery oczy.
Nie będzie cara jednać łgarstwem,
nie schyli już jak niegdyś czoła -
złowrogim cieniem Pugaczowa
jak upiór stanie nad cesarstwem,
ludowy bunt, ludowy gniew
on stąd, z więzienia, rozkołysze
na świat, na Rosję! ...

Marszcząc brew,
w styczniową noc Bakunin pisze:

"Zostanie po mnie to, co mam:
wytarty płaszcz i myśl swobodna.
Ze szklanki życia łyknę do dna
i znów po wolność pójdę sam.
Odchodzę już. Szwajcarskie Berno
i ciszę - zwracam zegarmistrzom.
Tam straszniej chyba gwiazdy błyszczą
w ogromnym niebie nad Syberią.

Powoli będę szedł po śniegu
za głosem wiatru północnego,
co w wiecznej burzy i zamieci
swobodny wieje od stuleci
i grożąc ziemi, grożąc niebu,
człowieka uczy swego gniewu."
- Zoltan, dlaczego my pijemy z kubków? Gdzieś tu widziałem kieliszki...
- Sprawa jest poważna i trzeba używać konkretów, a nie półśrodków.

Przed-wiosenne porządki: 200 tanich książek - http://tinyurl.com/ya3395u

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 01.04.08, 19:12

Andrzej Sapkowski
KENSINGTON GARDENS


Nagabywany o prapoczątki, czyli o tzw. genezę mojej fascynacji literaturą fantasy, moje inspiracje i implikacje własnego udziału w tymże gatunku, zwykłem bez wahania wymieniać Tolkiena. Z reguły zaś po takim wymienieniu widzę na twarzy nagabywacza wyraz zawodu i rozczarowania - facet lub facetka bez wątpienia oczekiwali czegoś o niebo oryginalniejszego. Jakiejś ponurej tajemnicy, jakiegoś szkieletu w szafie, wiru wrzących namiętności, głębokich skaz, ukrytych kompleksów i mrocznych zakamarków osobowości - słowem, tego wszystkiego, co zdaniem czytelnika winna kryć dusza piszącego. Cech, które uzasadniałyby czelność serwowania czytelnikowi tego, co autorowi w duszy gra. Autorowi ma bowiem w duszy grać, i musi to być Koncert Brandenburski Trzeci albo Penderecki. A jeśli okazuje się, że autorowi gra wyłącznie w płucach lub w hydraulice, względnie jeśli repertuar jego duszy nie sięga melodyką i wersem powyżej "Wlazł kotek na płotek" lub "Sur le pont d'Avignon", czytelnik ma pełne prawo czuć się rozczarowany.
Tolkien? I nic więcej?
Abyście więc nie czuli się rozczarowani, coś wam opowiem. Idę sobie ulicą, żar się z nieba leje, postanawiam więc wpaść do Kresa na zimne piwo. Po drodze wpadam jednak do księgarni i wydaję lekką ręką trzydzieści pięć tysięcy [na dzisiejsze ceny mniej więcej pół galeona - A.W.]. Kaprys. James Matthew Barrie, Piotruś Pan w Ogrodach Kensingtońskich, w przekładzie Macieja Słomczyńskiego. Wydawnictwo Jasieńczyk.
Książkę ową już czytałem. W roku 1958.
Miałem wówczas dziesięć lat. Przygody Piotrusia Pana, opracowała (nie przełożyła!) Zofia Rogoszówna. Wydała Nasza Księgarnia. Cena wynosiła 10 złotych. I nagle wszystko sobie przypomniałem. Szczęśliwa myśl uniosła mnie raptem w powietrze, ponad wierzchołki drzew. Tak, jak Piotrusia Pana. Ilustracje Artura Rackhama. Wysokie, bezlistne, jesienne drzewa w Kensington Gardens, elfy, niczym senne zjawy, w zwiewnych sukienkach i o oczach jak u Beardsleya, migoczące wśród szarpanych wiatrem liści, pląsające w tanecznych kręgach pośród pajęczyn, dmuchawców i kwiatów. Prześliczna Maimie Mannering w futerku, rozmawiająca z chryzantemą, za nimi perspektywa parkowej alejki, w głębi widoczny Royal Albert Hall...
Magia.
Magia wspomnień. I olśnienie - nie, to nie był Tolkien. Tolkien przyszedł póżniej.
Przed nimi, znacznie wcześniej, byli James Matthew Barrie i Artur Rackham. To od nich wywodzą się moje przygody - a może raczej niebezpieczne związki - z fantasy. Piotruś Pan miał wszystkiego siedem dni, gdy wydostał się z domu przez okno pozbawione krat. Piotruś Pan nie chciał być niemowlęciem, z którego kiedyś wyrośnie brzuchaty filister, straszny petit bourgeois lub - w najlepszym wypadku - stary cynik.
Piotruś nie miał skrzydeł, ale poleciał, bo głęboko wierzył, że umie latać. Zostawił za sobą wszystko, odleciał z dziecinnego pokoiku w czerń nocy, w wichurę i deszcz, by wylądować w Ogrodach Kensingtońskich, nad Serpentyną, w miejscu, w którym dzisiaj stoi jego pomnik. I pozostał tu na zawsze, wolny i szczęśliwy, w swej własnej krainie Nigdy-Nigdy. James Matthew Barrie dał wszystkim marzycielom świata Piotrusia Pana, dał wszystkim Never Never Land, krainę, w której wszystko jest możliwe.
James Matthew Barrie nie przypuszczał zapewne, że wzbogaci również nazewniczo psychiatrię i psychologię. "Kompleksem" lub "syndromem Piotrusia Pana" zaczęli bowiem poważni panowie w białych fartuchach nazywać zespół chorobowy, objawiający się przy diagnozie głębokim wstrętem do filisterstwa i mieszczaństwa, dojmującym obrzydzeniem względem ciepłych kapci, telewizora i barchanu, odmową udziału w wielkiej, nieustającej pogoni za forsą i koronującym ów wspaniały życiowy opus zawałem. Dotknięty takim syndromem powiada temu wszystkiemu "Nie" i odlatuje do Ogrodów Kensingtońskich.
Tak więc, moi drodzy, wyszło szydło z worka, a kompleks z autora. Jest na mej duszy skaza, jest szkielet na dnie śmierdzącej naftaliną szafy. Mam wstydliwą chorobę - cierpię na syndrom Piotrusia Pana. I jak większości cierpiących dobrze mi z tym i miło.
Wyjawię wam, moi drodzy, jeszcze jeden sekret. Podobnie jak Piotrusiowi, zdarzyło mi się zwątpić. Zapragnąłem pewnego razu wyleczyć się z tej strasznej niemocy, wrócić, niczym syn marnotrawny, na łono zdrowego społeczeństwa, zapuścić brzuch i dzieci, a kto wie, może nawet pójść i zagłosować. Zatęskniłem do rozkoszy, jaką dają Przegląd Sportowy i Przystanek Alaska, do czaru codziennego od dziewiątej do siedemnastej od poniedziałku do piątku, w dobrej i złej doli, dopóki śmierć nas nie rozłączy.
Tak, jak uczynił to Piotruś Pan, udałem się do Mab, Królowej Elfów, pięknej, niby Julia Roberts w filmie Spielberga. Udałem się do wszechmocnej Mab, tej, która zdolna jest spełnić każde życzenie. Niczym Piotruś Pan, wyprosiłem u Królowej Mab możliwość powrotu do naszego kochanego, dobrego Świata Teraz Teraz, do naszej urokliwej realności, nad bramą której widnieje napis "Arbeit macht frei", a za bramą pospolitość skrzeczy, aż miło. I jak Piotruś Pan, spróbowałem wrócić. I z hukiem walnąłem czołem o zimną kratę, którą ktoś w czasie mojej nieobecności zamontował w oknie dziecinnego pokoju. Jak na Piotrusia Pana w analogicznej sytuacji, nikt na mnie nie czekał.
Powrót okazał się niemożliwy. I bezcelowy.
I bardzo dobrze! Bo wierzcie mi, druhowie, nie ma to jak Never Never Land! Wiwat Kraina Marzeń! Tutaj są wyspy i pirackie okręty, tutaj są skarby i potwory skryte w oceanie. Oceanami są tu, co prawda, Okrągły Staw i Serpentyna, ale to przecież nie ma znaczenia. Tutaj się po prostu marzy i fantazjuje. Tu mieszka Królowa Mab i jej elfy, tu przychodzi urocza Maimie Mannering, a także Wendy, wasza Wendy, ta, która nie wyśmieje was, gdy dacie jej naparstek, marząc, że to pocałunek. Wasza, wyśniona Wendy, która również umie marzyć. Przybywajcie tedy do wspaniałych, pełnych czarów i cudów Kensington Gardens.
Trafić łatwo. Ale gdy zechcecie tu trafić, nie sugerujcie się planami miasta ni przewodnikami po Londynie. Nie traficie, idąc normalnie przez Piccadilly i Knightsbridge ku Kensington Road, chcąc dotrzeć między Bayswater a Brompton, tam, gdzie Westminster styka się z Paddington. Nic z tego nie wyjdzie. By tu trafić, musicie kierować się widokiem gołych, pokracznych drzew i dziwnych kwiatów, widokiem targanych jesiennym wiatrem liści, widokiem chryzantem i pajęczyn, ostrokrzewów i głogów...
Takich, jakie narysował Artur Rackham.

więcej felietonów ASa
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
aniona
Wyga
Posty: 1234
Rejestracja: 24.08.07, 17:46
Lokalizacja: Północ

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: aniona » 08.04.08, 22:29

Stanisław Lem, Dzienniki gwiazdowe

Ze wspomnień Ijona Tichego

II

Jakieś sześć lat temu, po powrocie z podróży, kiedy wypoczynek i rozkoszowanie się naiwnym ładem domowego życia już mi się przejadły, nie na tyle jednak, abym zamyślał nową wyprawę, późnym wieczorem, kiedy nikogo się nie spodziewałem, przyszedł do mnie jakiś człowiek i przerwał mi pisanie pamiętników.
Był to rudzielec w sile wieku, z okropnym zezem, takim, że trudno było patrzeć w twarz, na domiar wszystkiego miał bowiem jedno oko zielone, drugie piwne. Podkreślało to jeszcze szczególny wyraz - jak gdyby w jego twarzy mieściło się dwu ludzi, jeden lękliwy i nerwowy, drugi - dominujący - arogant i bystry cynik; powstawało z tego zadziwiające pomieszanie, bo patrzał na mnie raz piwnym okiem, nieruchomym, niby zdziwionym, a raz zielonym, przymrużonym i przez to kpiącym.
- Panie Tichy - powiedział, zaledwie wszedł do mego gabinetu - zapewne nachodzą pana rozmaici wydrwigrosze, oszuści, wariaci i usiłują naciągnąć pana albo wmówić panu swoje bajędy, prawda?
- Istotnie - odparłem to się zdarza... czego pan sobie życzy?
- W mrowiu takich osobników - ciągnął przybysz, nie wymieniając ani swego nazwiska, ani przyczyny, która spowodowała jego wizytę - od czasu do czasu musi się znaleźć, choćby jeden na tysiąc, jakiś prawdziwie zapoznany genialny umysł. Tego wymagają niezłomne prawa statystyki. Tym człowiekiem, panie Tichy, jestem właśnie ja. Nazywam się Decantor. Jestem profesorem ontogenetyki porównawczej, profesorem zwyczajnym. Katedry chwilowo nie obejmuję, ponieważ nie mam na to czasu. Zresztą nauczanie jest zajęciem jałowym do szpiku kości. Nikt nikogo nie może nauczyć. Ale mniejsza o to. Zajęty jestem zagadnieniem, któremu poświęciłem czterdzieści osiem lat życia, zanim je, teraz właśnie, sfinalizowałem.
- Ja też mam mało czasu - odparłem. Ten człowiek nie podobał mi się. Jego zachowanie było aroganckie, nie fanatyczne, a ja wolę fanatyków, jeśli już muszę wybierać. Poza tym było oczywiste, że będzie się domagał wsparcia, a ja jestem skąpy i mam odwagę się do tego przyznawać. Nie znaczy to, abym nie umiał poprzeć mymi środkami jakiejś sprawy, ale czynię to niechętnie, z wielkimi oporami i niejako przeciw sobie, bo robię wtedy to, o czym wiem, że tak robić należy.
Dlatego dodałem po chwili:
- Może pan wyłuszczy, o co chodzi? Naturalnie niczego nie mogę panu obiecać. Jedna rzecz uderzyła mnie w pana słowach. Powiedział pan, że poświęcił czterdzieści osiem lat swemu problemowi, a ileż pan ich w ogóle liczy, jeśli łaska?
- Pięćdziesiąt osiem - odparł jeszcze oziębłej.
Stał wciąż za krzesłem, jakby czekał, aż poproszę go siadać. Poprosiłbym, rzecz jasna, bo należę do skąpców uprzejmych, ale to, że tak ostentacyjnie czekał na zaproszenie, zirytowało mnie odrobinę, zresztą powiedziałem już, że wydał mi się nad wyraz antypatyczny.
- Problemem tym - podjął - zająłem się jako dziesięcioletni chłopiec. Ponieważ, panie Tichy, nie tylko jestem genialnym człowiekiem, ale byłem genialnym dzieckiem.
Przyzwyczajony jestem do podobnych fanfaronów, ale tej genialności było już dla mnie trochę za wiele. Przygryzłem wargi.
- Słucham - rzekłem. Gdyby lodowaty ton obniżał temperaturę, to po naszej wymianie zdań stalaktyty zwisłyby z sufitu.
- Wynalazkiem moim jest dusza - odrzekł Decantor, patrząc na mnie swym ciemnym okiem, podczas gdy to szydercze zdawało się fiksować jakieś groteskowe, jemu tylko dostępne widziadła pod sufitem. Powiedział to tak, jakby mówił “wymyśliłem nową gumkę do ołówków”.
- Aha. Proszę, dusza - rzekłem prawie serdecznie, bo format tej bezczelności zaczął mnie naraz bawić. - Dusza? Pan ją wymyślił, co? Ciekawa rzecz - już przedtem o niej słyszałem. Może od jakiegoś znajomego pana?
Urwałem obelżywie, a on zmierzył mnie swym straszliwym zezem i powiedział cicho:
- Panie Tichy, zawrzyjmy umowę. Pan wstrzyma się z drwinami - powiedzmy - na piętnaście minut. Potem będzie pan sobie drwił do woli. Zgoda?
- Zgoda - odparłem, wpadając w poprzedni, oschły ' ton. - Słucham.
To nie był blagier - takie ogarnęło mnie teraz wrażenie. Jego ton był zbyt kategoryczny. Blagierzy nie są bezwzględni. On był. To raczej wariat, pomyślałem.
- Niech pan siada - mruknąłem.
- Rzecz jest elementarna - rzekł człowiek, podający się za profesora Decantora. - Ludzie wierzą w istnienie duszy od tysięcy lat. Filozofowie, poeci, twórcy religii, kapłani, kościoły powtarzają wszelkie możliwe argumenty na rzecz jej istnienia. Według jednych wierzeń to jest odrębna od ciała substancja niematerialna, zachowująca po śmierci człowieka jego identyczność, według innych miałaby to być - tezy te powstały wśród myślicieli Wschodu - jakaś entełechia, pozbawiona cech indywidualnej osobowości. Ale wiara w to, że człowiek nie ze wszystkim kończy się wraz z agonią, że coś zdolne jest przetrwać w nim śmierć, przez wieki trwała niewzruszenie w umysłach. My, obecnie, wiemy, że żadnej duszy nie ma. Istnieją tylko sieci nerwowych włókien, w których zachodzą pewne procesy związane z życiem. To, co odczuwa posiadacz takiej sieci, jego świadomość czuwająca - to jest właśnie dusza. Tak jest - a raczej tak było, dopóki się nie pojawiłem. A raczej, dopóki nie powiedziałem sobie: duszy nie ma. To udowodnione. Istnieje jednak potrzeba duszy nieśmiertelnej, pożądanie wiecznego trwania, głód nieskończonej rozciągłości osobowej w czasie, na przekór przemijaniu i rozpadaniu się wszystkiego. To spalające ludzkość od chwili jej narodzin pragnienie jest aż nadto realne. A zatem: dlaczego nie można by tej tysiącletniej koncentracji marzeń i lęków zaspokoić? Zrazu rozważyłem ewentualność uczynienia ludzi nieśmiertelnymi cieleśnie. Ale wariant ten odrzuciłem, był bowiem w istocie tylko prolongatą nadziei fałszywych i złudnych, gdyż nieśmiertelni też przecież mogą ginąć od wypadków, katastrof, a zresztą przyniosłaby ona masę trudnych problemów, w rodzaju przeludnienia, poza tym były jeszcze inne względy, które zadecydowały o tym, że postanowiłem wynaleźć duszę. Samą tylko duszę. Dlaczego - rzekłem sobie - nie można jej zbudować tak, jak się buduje samolot? Przecież i samolotów dawniej nie było, istniały tylko rojenia o locie - a teraz są. Pomyślawszy tak, problem - w gruncie rzeczy - rozwiązałem. Reszta była tylko kwestią odpowiedniej wiedzy, środków i dostatecznej cierpliwości. Miałem to wszystko i dlatego mogę dziś panu powiedzieć: dusza istnieje, panie Tichy. Każdy może ją mieć, nieśmiertelną. Mogę ją wyprodukować indywidualnie dla każdego człowieka, z wszelkimi gwarancjami trwałości. Wieczna? To właściwie nic nie znaczy. Ale moja dusza - dusza mojej konstrukcji potrafi przetrwać zagaśnięcie Słońca. Zlodowacenie Ziemi. Obdarzyć duszą mogę, jakem powiedział, każdego człowieka, ale tylko żywego. Zmarłych obdarzyć duszą nie mogę. To nie leży w moich możliwościach. Co innego żywi. Ci otrzymają od profesora Decantora nieśmiertelną duszę. Nie w darze, oczywista. To produkt skomplikowanej technologii, procesu zawiłego i pracochłonnego, dlatego musi sporo kosztować. Przy masowej produkcji koszty obniżyłyby się, ale na razie dusza jest daleko droższa od samolotu. Biorąc pod uwagę to, że chodzi o wieczność, sądzę, że cena jest stosunkowo niska. Przyszedłem do pana, ponieważ skonstruowanie pierwszej duszy wyczerpało całkowicie moje zasoby. Proponuję panu założenie spółki akcyjnej pod nazwą “NIEŚMIERTELNOŚĆ”, z tym że pan finansowałby przedsięwzięcie i w zamian otrzymywałby pan, oprócz zmajoryzowanego pakietu akcji, 45 procent zysków netto. Akcje byłyby nominalne, ale w radzie nadzorczej zastrzegłbym sobie...
- Przepraszam - przerwałem mu - widzę, że pan przyszedł z nader szczegółowo opracowanym planem tego przedsiębiorstwa. Czy nie zechciałby pan jednak podać mi wpierw bliższych jakichś szczegółów o tym swoim wynalazku??
- Oczywiście - odparł. - Ale jak długo nie podpiszemy notarialnej umowy, panie Tichy, będę mógł udzielać tylko informacji o charakterze ogólnikowym, ponieważ tak dalece wyzbyłem się, w trakcie doświadczeń, pieniędzy, że nie stało mi ich nawet na pokrycie opłat patentowych...
- Dobrze. Pojmuję pana ostrożność - rzekłem - mimo to rozumie pan chyba, że ani ja, ani żaden finansista zresztą nie jestem żadnym finansistą - jednym słowem: nikt nie zawierzy panu na słowo.
- Naturalnie - rzekł. Wyjął z kieszeni owiniętą w biały papier paczkę płaską jak pudełko cygar, takie, które zawiera tylko sześć sztuk.
- Tu znajduje się dusza... pewnej osoby - powiedział.
- Wolno wiedzieć czyja? - spytałem.
- Tak - odparł po chwili krótkiego wahania. - Mojej żony.
Patrzyłem na to przewiązane sznurkiem i opieczętowane pudełko z niedowierzaniem bardzo intensywnym, a mimo to, przez energię i kategoryczność jego wystąpienia, poczułem coś na kształt dreszczu.
- Pan nie otwiera tego? - spytałem, widząc, że trzyma pudełko w rękach, nie dotykając pieczęci.
- Nie - odparł. - Na razie nie. Moja idea, panie Tichy, w największym uproszczeniu, takim, które stoi na granicy wypaczenia prawdy, była następująca. Czym jest nasza świadomość? Kiedy pan patrzy na mnie, w tej oto chwili, ze swego wygodnego fotela, i czuje pan zapach dobrego cygara, którym nie uznał pan za wskazane mnie poczęstować, kiedy widzi pan moją postać w świetle tej egzotycznej lampy, kiedy zarazem waha się pan między uznaniem mnie za oszusta, wariata i człowieka niezwykłego, kiedy wreszcie oczy pana chwytają wszystkie blaski i cienie otoczenia, a nerwy i mięśnie posyłają bezustannie pilne depesze o swym stanie do mózgu - to wszystko razem stanowi właśnie pana duszę, mówiąc językiem teologów. My z panem powiedzielibyśmy raczej, że jest to aktywny stan pańskiego umysłu. Tak, przyznaję, że używam nazwy “dusza” przez pewną przekorę, choć ważniejsze jest to, że nazwa ta, tak prosta, cieszy się powszechnym zrozumieniem, albo, powiedzmy ściślej: każdy człowiek sądzi, że wie, o co chodzi, kiedy ją słyszy.
Ten nasz materialistyczny punkt widzenia czyni, ma się rozumieć, fikcją istnienie nie tylko duszy nieśmiertelnej, bezcielesnej, ale zarazem i takiej, która nie byłaby tylko chwilowym stanem pana żywej osoby, ale pewną treścią niezmienną, ponadczasową i wieczną - takiej duszy, pan się zgodzi ze mną, nie było nigdy, żaden z nas jej nie posiada. Dusza młodzieńca i dusza starca, choć zachowuje rysy identyczności, gdy mowa o tym samym człowieku, a dalej: dusza, z czasu, gdy był on dzieckiem, i z chwili, kiedy, schorowany śmiertelnie, stoi przed agonią - to stany świadomości nadzwyczaj różne. Ilekroć jednak mówi się o czyjejś duszy, ma się, odruchowo, na myśli psychiczny stan tego człowieka w pełni dojrzałego, cieszącego się najlepszym zdrowiem - zrozumiałe więc, że ten stan wybrałem dla mego celu, i moja syntetyczna dusza jest utrwalonym raz na zawsze przekrojem aktualnej teraźniejszości normalnego, pełnego sił osobnika. Jak ja to robię? Robię to tak, że w substancji, doskonale się do tego nadającej, odtwarzam z najwyższą ostateczną wiernością, atom po atomie, drgnienie po drgnieniu, konfigurację żywego mózgu. Kopia ta jest pomniejszona, w skali jeden do piętnastu. Dlatego pudełko, które pan widzi, jest takie małe. Przy odrobinie wysiłku można by rozmiary duszy redukować dalej, ale nie widzę po temu żadnej rozsądnej przyczyny, koszty produkcji natomiast wzrosłyby niepomiernie. Tak więc w tym materiale utrwalona zostaje dusza: nie jest to żaden model ani znieruchomiała, martwa siatka nerwowych włókienek.,. jak mi to się początkowo zdarzało, kiedy dokonywałem jeszcze eksperymentów na zwierzętach. Tu kryła się największa i na dobrą sprawę jedyna trudność. Szło przecież o to, aby w tym materiale zachowana została żywa, czująca, zdolna do naj swobodniejszego myślenia, do snów i jawy, do najbardziej swoistej gry wyobraźni, wiecznie zmienna, wiecznie wrażliwa na upływ czasu - świadomość, i żeby się jednocześnie nie starzała, żeby materiał nie ulegał zmęczeniu, nie pękał, nie kruszał - był czas, panie Tichy, kiedy to zadanie wydawało mi się nierozwiązalne tak samo, jak na pewno wydaje się panu jeszcze teraz - i jedynym atutem na moją korzyść był upór. Bo ja jestem uparty, panie Tichy. Dlatego mi się powiodło...
- Zaraz... - powiedziałem czując w głowie lekki zamęt - więc jak pan mówi? Tu, w tym pudełku jest przedmiot materialny, tak? Który zawiera świadomość żywego człowieka? A w jaki sposób może się on komunikować ze światem zewnętrznym? Widzieć go? Słyszeć i... - urwałem, bo na twarzy Decantora pojawił się nieopisany uśmiech. Patrzał na mnie zmrużonym zielonym okiem.
- Panie Tichy - powiedział - pan nic nie rozumie... Jakie komunikowanie się, jaki kontakt może zachodzić między partnerami, gdy udziałem jednego z nich jest wieczność? Przecież ludzkość przestanie istnieć najdalej za piętnaście miliardów lat, kogo wtedy miałaby słyszeć, do kogo mówić ta... nieśmiertelna dusza? Czy pan nie słyszał mnie, kiedy mówiłem, że ona jest wieczna? Ten czas, jaki upłynie do chwili, kiedy Ziemia zlodowacieje, kiedy najsilniejsze i najmłodsze z dzisiejszych gwiazd rozsypią się, kiedy prawa rządzące Kosmosem odmienia się do tego stopnia, że będzie on już czymś zupełnie innym, niewyobrażalnym dla nas - ten czas nie stanowi nawet najdrobniejszego ułamka jej trwania, ponieważ ona będzie trwała przez wieczność. Religie są wcale rozsądne przemilczając ciało, bo do czego może służyć nos albo nogi w wieczności? Do czego mogłyby służyć po zniknięciu ziemi i kwiatów, po zagaśnięciu słońc? Ale pominę ten trywialny aspekt zagadnienia. Powiedział pan “komunikowanie się ze światem”. Niechby ta dusza kontaktowała się ze światem zewnętrznym tylko raz na sto lat, to i tak, już po upływie biliona wieków, musiałaby, aby pamięciowo pomieścić wspomnienia tych kontaktów, przybrać rozmiary kontynentu. .. a po trylionie lat nawet objętość kuli ziemskiej byłaby już niedostateczna - ale czymże jest trylion wobec wieczności?! Jednakże nie ten techniczny szkopuł powstrzymał mię, ale jego konsekwencje psychologiczne. Przecież myśląca osobowość, żywa jaźń ludzka, rozpłynęłaby się w tym oceanie pamięci, jak kropla krwi rozpływa się w morzu, i co stałoby się wówczas z zagwarantowaną nieśmiertelnością... ?
- Jak to... - wybełkotałem - więc pan twierdzi, że... pan powiada... że następuje całkowite odcięcie...
- Naturalnie. Czy powiedziałem, że w tym pudełku jest cały człowiek? Mówiłem tylko o duszy. Niech pan sobie wyobrazi, że z tą sekundą przestaje pan otrzymywać jakiekolwiek wieści z zewnątrz, jak gdyby pana mózg został wyosobniony z ciała, lecz istnieje nadal, w pełni żywotnych sił. Stanie się pan, oczywista, ślepy i głuchy, w pewnym sensie także sparaliżowany, ponieważ nie będzie pan miał już do swojej dyspozycji ciała, wszelako zachowa pan w pełni wzrok wewnętrzny, to znaczy - jasność rozumu, polot myśli, będzie pan mógł swobodnie dumać, rozwijać wyobraźnię, kształtować ją, przeżywać nadzieje, smutki, radości, pochodzące z przemieniania się ulotnych stanów duchowych - a więc dokładnie to właśnie dane jest tej duszy, którą kładę na pańskim biurku...
- To okropne... - powiedziałem. - Ślepy, głuchy, sparaliżowany... przez wieki, - Przez wieczność - poprawił mnie. - Powiedziałem już tyle, panie Tichy, że mogę dodać jeszcze jedno. Ośrodkiem jest kryształ - pewien gatunek nie istniejącego w naturze kryształu, substancja niezawisła, nie wchodząca w żadne związki chemiczne, fizyczne... to w jej bezustannie drżących molekułach zawarta jest dusza, która czuje i myśli...
- Potworze... - powiedziałem cicho i spokojnie - czy zdaje pan sobie sprawę z tego, co pan zrobił? Ale zaraz - uspokoiłem się nagle - przecież świadomość człowieka nie może być powtórzona. Jeżeli żona pana żyje, chodzi, myśli, to w tym krysztale znajduje się najwyżej jakaś, nie będąca nią, kopia...
- Nie - odparł Decantor zezując na biały pakiecik. - Muszę dodać, panie Tichy, że pan ma zupełną słuszność. Nie można stworzyć duszy kogoś, kto żyje. Byłby to nonsens i paradoksalny absurd. Ten, kto istnieje, istnieje, rzecz jasna, tylko raz jeden. Kontynuację można stworzyć jedynie w chwili śmierci. Zresztą proces ustalenia dokładnej budowy mózgu człowieka, którego duszę sporządzam, i tak niszczy ów żywy mózg...
- Człowieku... - szepnąłem - pan... zabił swoją żonę?
- Dałem jej wieczne życie - odparł prostując się. - To nie ma zresztą nic do rzeczy, którą omawiamy. Jeśli pan chce, są to sprawy między moją żoną - położył dłoń na pakiecie - a mną, sądami i policją. Rozmawiamy o czymś zupełnie innym.
Przez długą chwilę nie mogłem się odezwać. Wyciągnąłem rękę i końcami palców dotknąłem pudełka zawiniętego w gruby papier; było tak ciężkie, jakby zawierało ołów.
- Panie - powiedziałem - niech i tak będzie. Rozmawiajmy o czymś innym. Powiedzmy, że dam panu fundusze, których się pan domaga. Czy naprawdę jest pan na tyle szalony, aby sądzić, że znajdzie się choć jeden człowiek, gotowy dać się zabić po to, żeby jego świadomość po wiek wieków cierpiała niewyobrażalne męki - pozbawiona nawet łaski samobójstwa?
- Ze śmiercią w samej rzeczy jest pewna trudność - przyznał po krótkiej chwili Decantor. Zauważyłem, że jego ciemne oko jest raczej orzechowe niż piwne. - Wszelako już na początek można liczyć na takie kategorie ludzi, jak nieuleczalnie chorzy, jak zmęczeni życiem, jak starcy zniedołężniali fizycznie, lecz cieszący się pełnią duchowych sił...
- Śmierć nie jest najgorszym wyjściem wobec nieśmiertelności, którą pan proponuje - mruknąłem.
Decantor uśmiechnął się po raz drugi.
- Powiem coś, co wyda się panu może zabawne - rzekł. Prawa strona jego twarzy pozostała poważna. - Ja osobiście nigdy nie odczuwałem potrzeby posiadania duszy ani potrzeby wiecznego istnienia. Wszelako ludzkość żyje tym marzeniem od tysięcy lat. Przeprowadzałem długie studia, panie Tichy. Wszystkie religie stały zawsze jednym: obietnicą wiecznego żywota, nadzieją przetrwania grobu. Ja daję to, panie Tichy. Daję żywot wieczny. Daję pewność istnienia, kiedy ostatni okruch ciała zgnije i rozpadnie się w proch. Czy to mało?
- Tak - odparłem - to mało. Przecież sam pan mówił, że to będzie nieśmiertelność pozbawiona ciała, jego sił, jego rozkoszy, jego doznań...
- Niech się pan nie powtarza - przerwał mi. - Mogę przedstawić panu pisma święte wszystkich religii, dzieła filozofów, pieśni poetów, summy teologiczne, modlitwy, legendy - nie znalazłem w nich ani słowa o wieczności ciała. Ciało lekceważą, pogardzają nim nawet. Dusza - jej trwanie w bezkresie - była celem i nadzieją. Dusza jako przeciwieństwo i przeciwstawienie ciała. Jako wolność od fizycznych cierpień, od nagłych niebezpieczeństw, od chorób, starczego uwiądu, od walk o to wszystko, czego w swym powolnym tleniu i spalaniu wymaga ów z wolna rozpadający się piec, zwany organizmem; nikt nigdy nie głosił nieśmiertelności ciała - póki będzie istnieć świat. Tylko dusza miała być wyzwolona i ocalona. Ja, Decantor, ocaliłem ją, dla wieczności, po wieczność. Spełniłem marzenia - nie moje. Marzenia całej ludzkości...
- Rozumiem - przerwałem mu. - Decantor, pan ma w pewnym sensie słuszność. Ale tylko w takim, że swoim wynalazkiem unaocznił pan, dziś mnie, jutro, być może, całemu światu, bezpotrzebę duszy. To, że nieśmiertelność, o której prawią cytowane przez pana święte księgi, ewangelie, korany, eposy babilońskie, wedy i klechdy - że nieśmiertelność ta byłaby człowiekowi na nic. Więcej: każdy człowiek w obliczu wieczności, którą pan gotów jest go obdarzyć, odczuwać będzie, ręczę panu, to samo, co ja: najwyższą odrazę i strach. Myśl, że pana obietnica może się stać moim udziałem, przyprawia mnie o zgrozę. Tak więc, Decantor, udowodnił pan, że ludzkość okłamywała siebie od tysięcy lat. Pan rozbił to kłamstwo...
- Więc pan sądzi, że moja dusza nikomu nie będzie potrzebna? - spokojnym, ale nagle martwym jakby głosem spytał ten człowiek.
- Jestem tego pewny. Ręczę panu... Jak może pan myśleć inaczej? Decantor! Czy pan by chciał? Przecież pan też jest człowiekiem!
- Mówiłem już panu. Nigdy nie doznałem potrzeby nieśmiertelności. Sądziłem jednak, że to moja wyjątkowa aberracja, skoro ludzkość jest innego zdania. Ją chciałem zaspokoić, nie siebie. Szukałem problemu, który byłby najtrudniejszy ze wszystkich, na miarę moich sił. Znalazłem go i rozwiązałem. W tym sensie był moją sprawą osobistą, ale tylko w tym; merytorycznie interesował mnie wyłącznie jako określone zadanie, które trzeba pokonać przy użyciu właściwej technologii i środków. Wziąłem dosłownie to, co pisali najwięksi myśliciele wszystkich czasów. Tichy - przecież pan musiał to czytać... ten strach przed ustaniem, przed końcem, przed zagładą świadomości wówczas, kiedy jest najbogatsza, kiedy gotowa jest najżyźniej owocować... u kresu długiego życia... Wszyscy to powtarzali. Marzeniem ich było obcować - z wiecznością. Ja stworzyłem to obcowanie. Tichy, może oni...? Może jednostki najwybitniejsze? Genialne?
Potrząsnąłem głową.
- Może pan próbować. Ale nie wierzę, aby choć jeden. .. Nie. To niemożliwe.
- Jak to - powiedział, i po raz pierwszy w jego głosie zadrgało coś żywym uczuciem - czy pan sądzi, że to... dla nikogo nic nie jest warte... ? Że tego nikt nie zechce? Jak to może być?
- Tak jest... - powiedziałem.
- Niech pan nie mówi tego tak szybko - błagał. - Tichy, przecież wszystko jest jeszcze w moim ręku. Mogę przystosować, zmienić... mogę obdarzyć duszę syntetycznymi zmysłami... to wprawdzie wykluczy dostąpienie wieczności, ale jeśli zmysły miałyby dla nich być ważniejsze... uszy... oczy...
- A co widziałyby te oczy? - spytałem.
Milczał.
- Lodowacenie Ziemi... rozpad galaktyk... gaśniecie gwiazd w czarnej nieskończoności, tak? - mówiłem powoli.
Milczał.
- Ludzie nie pragną nieśmiertelności - podjąłem po chwili. - Nie chcą tylko, po prostu, umierać. Chcą żyć, profesorze Decantor. Chcą czuć ziemię pod nogami, widzieć chmury na głową, kochać innych ludzi, być z nimi i myśleć o tym. Nic więcej. Wszystko, co zostało powiedziane ponad to, jest kłamstwem. Nieświadomym kłamstwem. Wątpię, czy wielu zechce pana wysłuchać nawet tak cierpliwie jak ja... nie mówiąc już o... chętnych...
Decantor stał kilka minut bez ruchu, wpatrzony w biały pakiet, który leżał przed nim na biurku. Nagle ujął go i skinąwszy mi nieznacznie głową skierował się ku drzwiom.
- Decantor!!! - krzyknąłem. Zatrzymał się u progu.
- Co pan chce zrobić... z TYM... ?
- Nic - odparł zimno.
- Proszę... niech pan wróci. Jeszcze chwila... Tak nie można tego zostawić...
Panowie - nie wiem, czy to był wielki uczony - ale wielkim łajdakiem był na pewno. Targów, jakie nastąpiły, nie chcę opisywać. Musiałem to zrobić. Wiedziałem, że jeśli pozwolę mu odejść, gdybym nawet miał potem uznać, że ołgał mnie i wszystko, co mówił, było od początku do końca wymysłem, to jednak na dnie mojej duszy... na dnie mojej cielesnej, krwistej duszy będzie tlała myśl o tym, że gdzieś, w zapchanym rupieciami biurku, w pełnej szpargałów szufladzie spoczywa ludzki umysł, żywa świadomość tej nieszczęsnej kobiety, którą on zabił. A jakby tego nie było dosyć, obdarzył ją najstraszliwszą rzeczą ze wszystkich możliwych, najstraszliwszą, powtarzam, bo nie ma niczego, co dorównywałoby skazaniu na samotną wieczność. Słowo to nic nam oczywiście nie mówi. Spróbujcie zatem, proszę, kiedy wrócicie do domów, położyć się w ciemnym pokoju, tak aby nie dochodził was żaden dźwięk czy promień, i zamknąwszy oczy wyobraźcie sobie, że będziecie tak trwali, w ostatecznym spokoju, bez żadnej, ale to żadnej, najmniejszej nawet odmiany, dzień i noc, i znowu dzień, że tak upływać będą tygodnie, których rachuby nie zdołacie ustalić, miesiące, lata, wieki - i że mózgi wasze zostały przedtem poddane takiemu zabiegowi, że nie będzie możliwa nawet ucieczka w obłęd. Sama myśl o tym, że istnieje ktoś skazany na taką mękę, wobec której wszelkie obrazy mąk piekielnych są przecież igraszką, paliła mnie podczas ponurego targu. Szło oczywiście o zniszczenie, suma, której zażądał - panowie, mniejsza o szczegóły. Powiem tyle: przez całe życie miałem się za skąpca. Jeżeli wątpię w to dziś, to dlatego, że... No, nic. Jednym słowem: to nie była zapłata. To było wszystko, co wtedy miałem. Pieniądze... tak. Liczyliśmy je... a potem powiedział, żebym zagasił światło. I w ciemności najpierw zaszeleścił rozrywany papier... i nagle, na czworokątnym, białawym tle (to była wyściółka z waty) ukazał się, jak płynny klejnot, najsłabszy brzask... w miarę jak przywykałem do mroku, zdawał się promieniować coraz mocniej błękitną poświatą, wtedy, czując jego nierówny, zdyszany oddech na karku, pochyliłem się, ująłem przygotowany młotek, i jednym uderzeniem...
Panowie, myślę, że on jednak mówił prawdę. Bo kiedy uderzyłem po raz pierwszy, ręka odmówiła mi posłuszeństwa, i tylko wyszczerbiłem nieznacznie ów owalny kryształ... a mimo to zgasł. W ułamku sekundy nastąpiło coś, jak gdyby mikroskopijny, bezgłośny wybuch - miriady fiołkowego pyłu zawirowały jak w panice i znikły. Stało się zupełnie ciemno. W tej ciemności odezwał się martwym, głuchym głosem:
- Niech pan nie niszczy tego dalej, Tichy... bo stało się już.
Zabrał mi to z rąk, a ja uwierzyłem wtedy, bo miałem naoczny dowód, zresztą - czułem to. Nie umiem powiedzieć jak. Przekręciłem kontakt, spojrzeliśmy na siebie, oślepieni, jak dwaj zbrodniarze. On wypchał obie kieszenie surduta paczkami banknotów i wyszedł bez jednego słowa pożegnania.
Nigdy nie widziałem go już i nie wiem, co się z nim stało - z tym wynalazcą duszy nieśmiertelnej, którą zabiłem.

S. Lem, Dzienniki gwiazdowe, Kraków 1982, s. 378 - 392.

Literatura pochyla się nad realną słabością człowieka, a równocześnie przed jego niezwykłą godnością.
(S. Sawicki, Problematyka aksjologiczna w nauce o literaturze)


Wieczorna playlista:
http://aniona.4shared.com/

Awatar użytkownika
Inachis Io
Zaawansowany
Posty: 305
Rejestracja: 27.08.07, 11:27
Lokalizacja: Granice Rzeczywistości
Kontaktowanie:

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Inachis Io » 11.04.08, 18:14

Dyktando pierwsze :)

HIPOCHONDRYK

Witold był paskudnym zrzędą i malkontentem. To go bez wątpienia w sposób niekorzystny wyróżniało spośród otoczenia. Ubóstwiał narzekać i zadręczać rodzinę oraz przyjaciół swoim ponurym nastrojem oraz mnóstwem swoich, najczęściej wyimaginowanych, chorób. Witek był mistrzem w wynajdywaniu dziury w całym. A to nie podobał mu się wschód słońca, bo zbyt czerwony, a to wrzosy go nie zachwycały, bo wyglądały smętnie i nieświeżo. Nie odpowiadały mu upały, równie źle czuł się w pochmurne i dżdżyste dni. Morza nie lubił, bo za dużo w nim wody, góry go nie pociągały, bo były pofałdowane, strome i pochyłe. Witek nadużywał też cierpliwości otoczenia, a także rozlicznych lekarzy, żałośnie skarżąc się na przeróżne dolegliwości. To bolał go brzuch, to zwichnął nogę, to znowu potłukł sobie żebra lub nadwyrężył żuchwę. Nieustannie też rozmyślał, jak tu uchronić się przed czyhającymi z każdej strony okrutnymi i perfidnymi zarazkami, bywało, że te rozważania pochłaniały go bez reszty. Znajomi początkowo jego narzekania traktowali z przymrużeniem oka i rozbawieniem. Witold nie był przecież cherlającym chucherkiem. Wręcz odwrotnie. Był to chłop na schwał, wysoki, słusznej postury, miał krzepę, że mało kto mógł mu dorównać. Niestety miał słaby charakter. Z czasem więc to Witkowe bezustanne marudzenie, doszukiwanie się we wszystkim braków i uchybień oraz ciągły, bezpodstawny niepokój o własne niby-słabe zdrowie dały się wszystkim we znaki, stały się bardzo uciążliwe, a nawet nudne. Ba, Witek bakterie swego złego humoru skutecznie rozsiewał wokół i często zarażał nimi innych. Bo jak tu się nie zarazić?
Gryllus bellicosus domesticus

"Myślę, że ludzie są obłąkani. Ale Ina nie jest obłąkana i ja też nie jestem.
My jesteśmy krik." (~ Elnath)

Kącik Świerszcza
(notka poranna)
Tfurczość Świerszcza
(plecionki, bransoletki, makramy)

Awatar użytkownika
Inachis Io
Zaawansowany
Posty: 305
Rejestracja: 27.08.07, 11:27
Lokalizacja: Granice Rzeczywistości
Kontaktowanie:

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Inachis Io » 11.04.08, 18:15

Dyktando finałowe :D


A propos bajek, czyli niby-zoo

Pierzasta pustułka przeżuwała ze zsiniałym po trosze niedźwiedziem minibefsztyk ze szczeżui. Siedzieli w ponaddwumetrowej transzei, a naprzeciw dzwonił dziobem zziębnięty raniuszek, półprzytomny i zszokowany łupiestwem na probostwie. Oskarżono go bowiem o współsprawstwo tego szkaradztwa i tylko nie lada jaki zbieg okoliczności wyjaśnił to qui pro quo. "Chybabym ze wstydu sczerwieniał i sczezł, gdyby to odium co dzień wisiało nade mną" - zachłystywał się hiperłzami ekspodejrzany (albo: eks-podejrzany). "A gdzieżeś wonczas bywał?" - spytał go niby-drapieżca, chrupiąc cichcem chipsy. - "Buszowałem po pierzei minipałacyku nieopodal (albo: nie opodal) Chodzieży, nawet poharatałem pazury o jakieś przerzedzone, kłujące żelastwo, ale zaledwie chyżo wychynąłem zza węgła, poczułem pętlę na szyi. Poniewczasie zrozumiałem, że to ten cwany ścichapęk (albo: z cicha pęk) kobuz sprzedał mnie półdarmo hałastrze złodziei chałwy tureckiej. Niezadługo ta hajdamacka turecczyzna złupiła probostwo, zrobiła wielki miszmasz i porzuciła mnie wpośród pokoi na żer dla superpolicjantów. Wyobraźże sobie, ileż bym przeżył, zanimbym - i tak zhańbiony - wytłumaczył się przed nimi. Na szczęście sowa pójdźka dojrzała wszystko z krokwi i cześć odzyskałem". - "Oj, biednyś ty" - pożałowała go pustułka i nałożyła mu ekstraporcję szczeżui a la rumsztyk.
Gryllus bellicosus domesticus

"Myślę, że ludzie są obłąkani. Ale Ina nie jest obłąkana i ja też nie jestem.
My jesteśmy krik." (~ Elnath)

Kącik Świerszcza
(notka poranna)
Tfurczość Świerszcza
(plecionki, bransoletki, makramy)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 26.04.08, 21:19

BIGOS HISTORYCZNY
autor nieznany


Kiedy Kara Mustafa, sławny wódz Krzyżaków,
Prowadził swoje wojska przez Alpy na Kraków,
Do obrony swych granic będąc zawsze skory
Pobił go pod Grunwaldem kardynał Batory.

A będąc w boju srogi, twardy jak opoka,
Wziąwszy jednym zamachem chorągiew Proroka
Gonił uciekających całe dziewięć godzin
I dotarł w tym pościgu aż do Macedonii.

Tam madame Pompadour, dama wielkiej cnoty,
Gościła go w swym zamku przez cztery soboty,
A syn jej, sławny chemik Aleksander Wielki,
Darował mu do zbroi trzy srebrne pętelki.

Tymczasem na Saharze, w kraju sławnym z futer,
Głosił swoją naukę doktor Marcin Luter,
Zaś w Grecji, kędy lodów polarna kraina,
Sobieski pod Płowcami rozgromił Stalina.

A socjalista Kolumb, patrząc na to z żalem,
Od najścia Eskimosów bronił Jeruzalem.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

etc

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: etc » 14.07.08, 12:30

Muchos gracias za Elemelka! Od x lat obiecuję sobie że zdobędę ten numer "Fantastyki" i przeczytam opowiadanie E.F. Russella moim dzieciakom, żeby zobaczyły z czego tatulo się zaśmiewał 20 lat temu...

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Minerwa » 22.07.08, 10:22

Eugeniusz Żytomirski

22 lipca.

Dwudziesty drugi lipca. Rok czterdziesty czwarty.
Ta data w dziejach Polski otwiera nową kartę.
Objąwszy z woli ludu rządy sprawiedliwe,
PKWN w dniu owym ogłosił swój Manifest.

Radziecki Związek przyniósł Polsce wyzwolenie,
Ludz przyjął z rąk żołnierza ojczystą, wolną ziemię.
A kiedy na tej ziemi pewną stanął stopą,
Odebrał ją dzidzicom i oddał sobie: chłopom.

Chłop na wsi gospodarzem a robotnik - w mieście,
Kres nędzy i ucisku lud głosi w Manifeście.
PKWN rząd ludu, prawa jego władza -
Reformę rolną w Polsce stanowi i wprowadza.

Choć zołnierz jeszcze walczy - rusza odbudowa...
Już cała Polska wolna! A Polska ta - Ludowa.

Gdy dziś - po sześciu latach - widzą twoje oczy,
Jak lud nasz pracujący z ufnością w przyszłośc kroczy -
Kiedy Warszawa nowa w oczach twych wyrasta,
Gdy rytmem wielkich fabryk kwitnące tętnią miasta -

Gdy pola, co jałowe były do tej pory,
Wydają plon, bo orzą spółdzielcze je traktory -
Gdy szkół jest coraz więcej, świetlic coraz więcej,
Radosny wyścig pracy zjednoczył wszystkie ręce -

Gdy, wiodąc bój o pokój, kuje lud socjalizm,
Gdy walczy w tym obozie, którego wodzem Stalin -
Pamiętaj - gdy szczęśliwy, wciąz szczęśliwszy jesteś -
O dniu, co twoje szczęście wyznaczył Manifestem.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 03.09.08, 21:29

Adam Mickiewicz
KSIĘGI NARODU
I PIELGRZYMSTWA POLSKIEGO

Rozdział V


Powiedział CHRYSTUS: Kto idzie za mną, niech opuści i ojca swego, i matkę swoją, i odważy duszę swoją.
Pielgrzym polski powiada: Kto idzie za Wolnością, niech opuści ojczyznę i odważy życie swoje.
Bo kto siedzi w Ojczyźnie i cierpi niewolę, aby zachował życie, ten straci Ojczyznę i życie; a kto opuści Ojczyznę, aby bronił Wolność z narażeniem życia swego, ten obroni Ojczyznę i będzie żyć wiecznie.

Za dawnych czasów, kiedy zbudowano pierwsze miasto na ziemi, zdarzyło się, iż wszczął się w mieście onym pożar.
Powstali niektórzy ludzie i spojrzeli w okno, a widząc ogień bardzo daleko, poszli znowu spać, i usnęli.
A drudzy, widząc ogień bliżej, stali we drzwiach i mówili: Będziemy gasić, kiedy ogień do nas przyjdzie.
Ale ogień wzmógł się bardzo i pożarł domy tych, którzy we drzwiach stali, a tych, którzy spali, pożarł z domami ich. Byli zaś niektórzy ludzie poczciwi; ci widząc ogień wybiegli z domów swych i ratowali bliskie sąsiady; ale iż mało było poczciwych, uratować nie mogli.
A gdy miasto zgorzało, oni poczciwi ludzie z sąsiadami odbudowali je, i pomagał im lud całej okolicy, i stanęło miasto większe i piękniejsze niż pierwsze.
Ale owych, co nie byli u pożaru, a tylko we drzwiach domów swych stali, z miasta wypędzono. I pomarli głodem.
W mieście zaś ustanowiono takie prawo, iż w czasie pożaru wszyscy z wodą, z drabinami i z hakami do ognia biec muszą albo wyznaczą osobne ludzie, którzy nocą czuwa, a ogień gasić będą.
I prawo takie i porządek odtąd w miastach nastało, i ludzie spali spokojnie.
Miastem owym jest Europa, ogniem nieprzyjaciel jej despotyzm, a ludzie śpiący są Niemcy, a ludzie we drzwiach stojący Francuzi i Anglicy, a ludzie poczciwi Polacy.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Minerwa » 24.09.08, 14:48

Stanisław Lem

Dyktanda
(wybór)

*
Najszlachetniejszym spośród kręgowców jest padalec. Żywi się on jajecznicą. Niektóre padalce mają nogi, ale tak małe, że niedostrzegalne gołym okiem. Padalec zamierzający przepłynąć ocean kuca na plaży i koncentracją woli powoduje wyrośnięcie na grzbiecie masztów i żagli. Istnieją padalce o takiej sile charakteru, że doprowadzają do przemiany kiszek w silniki odrzutowe. Jak wiadomo, padalce nie szybują w przestworzach, ponieważ im na tym nie zależy. Słuch mają tak bystry, że słyszą dźwięki na kilka godzin przed ich rozlegnięciem się. Wzrok padalca jest zabójczy dla skorpionów i małży. Pewne szczepy indiańskie wykorzystywały przenikliwy wzrok padalców do wiercenia dziur w deskach. Padalec brzydzi się ludźmi, lecz chętnie zjada małpy oraz starszych chłopców robiących błędy ortograficzne.
*
W kałuży krwi leżał trup świeży, lecz sztywny, z wyrazem zasmucenia na twarzy, której niewiele mu zresztą zostało. Kula niezwykłego kalibru uczyniła poważne spustoszenia w jego zębach trzonowych, małżowinie oraz w móżdżku, który wyciekał teraz miarowymi kroplami na łopuchy i zeszłoroczny numer “Przyjaciółki”. Wysoko unosił się sęp, nie śmiąc jednak brać się do posiłku ze względu na obecność detektywa. Był to mężczyzna w sile wieku, w ubraniu zniekształconym dziewięcioma rewolwerami, które wypychały mu kieszenie. Na nogach miał adamaszkowe cichostępy z patentowym zatrzaskiem. W lewej ręce trzymał nóż, a w prawej widelec. Jego kraciasty kaszkiet miał w daszku peryskop, a fular na szyi, sporządzony z włosiennicy, był bogato haftowany złotem. Jeden tylko mankament dostrzegłby baczny obserwator w postaci detektywa: był bez spodni, ponieważ na odgłos strzału wybiegł ze swej sadyby, w której spożywał właśnie barszcz z uszkami. Jak wiadomo, potrawę tę należy jeść dwoma sztućcami i koniecznie bez spodni. Rozejrzawszy się, detektyw dostrzegł tajemnicze błyśnięcie w pobliskim stogu siana. Wyraz dogłębnej mądrości prześwietlił mu lica. Kopnął trupa, który rozleciał się na kawałki, był bowiem wypchanym manekinem. Detektyw pojął wszystko, ujrzawszy błysk, który powiadomił go o tym - to błyszczała porzucona igła, którą pracowicie zszyto fałszywe truchło.
*
Przeleciały trzy pstre przepiórzyce przez trzy pstre kamienice, poczem zjadły pięćdziesiąt deka rzeżuchy. W tym samym czasie chrząszcz brzmiał w trzcinie. Brzmiał tak górnie i chmurnie, że nawet zadżumione makolągwy wielce się dziwowały. Pod płotem siedziała sójka i gdakała, ponieważ uczyła się obcych języków. Wtem coś huknęło w chaszczach i w dachu chałupy chyżo otwarła się charakterystyczna przestrzelina. Bór zaś szumiał, a siedzący w kucki borowik był łechtany po kapeluszu przez liczne ślimaki, które chowały się chędogo w swoich muszelkach. Rodzina złożona z sześciorga skrzatów skrzętnie krzesała ogień przy pomocy hubki i krzesiwa. Iskry padały na chrust, lecz ten opornie jeno hałaśliwie trzaskał zamiast wybuchnąć płomieniem. “Nic z tego nie będzie” - rzekł najstarszy z krasnoludów i krzesiwem przyłożył rodzince.

Awatar użytkownika
Minerwa
Weteran
Posty: 3108
Rejestracja: 24.08.07, 10:25
Lokalizacja: Sirengard
Kontaktowanie:

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Minerwa » 29.09.08, 01:29

Ostatnia rada Pani Wiedźmy
(Eric Linklater, Wiatr z księżyca)

Zdejm buty, pończochy i nogi miej bose
(Noc w nocy jest - a dzień we dnie),
Pójdź prosto przed siebie przez dnie i przez noce,
A jeśli się zmęczysz - to biegnij.

Miej oczy i uszy po drodze otwarte
(W krąg słonca wciąż ziemia się kręci)
I ucz się nazw ptaków i słów poematów,
By móc je powtarzać z pamięci.

Nad twymi oczami, pod twymi włosami
(Pamietaj: nie wróci, co minie)
Jest taki zakątek, gdzie mieszka rozsądek,
A w głowie masz mózg, a nie dynię!

Są wszedzie na swiecie i wzgórza i domy
(Kto zmęczy się idąc, niech biega),
Do drzwi domów pukaj, na wzgórza wchodź, szukaj -
Na własnym rozsądku polegaj.

Bogdan
Wyga
Posty: 1267
Rejestracja: 24.08.07, 17:26

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Bogdan » 15.10.08, 20:51

Tekst ukazał się drukiem w (nowopowstałym) miesięczniku "Bluszcz", w numerze pierwszym, z października 2008r.
To jest tylko pierwszy odcinek, to nie jest całość. Podkreślam to, bo opowiadanie miałoby zupełnie inną wymowę, gdyby miało się skończyć tak, jak się kończy odcinek.

Joanna Brodzik
Onki

Odc. 1
JESTEM

Jestem. Ta pierwsza myśl, a właściwie wypełniająca mnie całego pewność, niepodzielnie i niespodziewanie wydobyła mnie z niebytu. Jeszcze przed chwilą nie wiedziałem, że istnieję, a teraz wiem to ponad wszelką wątpliwość. Jestem. Nie mam pojęcia gdzie, dlaczego i skąd. Nie wiem, jak to się stało, że jestem właśnie tutaj. Nie wiem Nic, do cholery! Oczywiście, nie mam pojęcia, co to jest cholera i dlaczego pasuje w tym miejscu. Ale zamierzam się dowiedzieć.
Odkrycie właśnie dokonane pozwala mi sądzić, że Bycie jest stanem przeznaczonym dla mnie nie przypadkiem i na dłużej. Poczucie Jestem pojawia się, kiedy czuwam, i znika, żeby znów się pojawić bez mojej woli. Po kilku pierwszych próbach czułem niepokój, czy kiedy znowu zaskoczy mnie Niebycie, Jestem jeszcze się pojawi. Z radością odkryłem, że tak. Odkryłem też radość. Mam przeczucie, że ta umiejętność nieraz mi się przyda...
Zabawa w Jestem zajmuje mnie całkowicie. Nauczyłem się czerpać radość z czekania na niechybnie nadchodzący moment znikania Jestem, żeby cieszyć się z pierwszych momentów, kiedy powraca.
Jestem. Nie ma mnie. Jestem. Nie ma. Ale jazda!
Bycie uzależnia. Można podchodzić do tego z różnym nastawieniem, ale samo w sobie stanowi tak wielką atrakcję, że mogłoby już nic więcej nie następować. Coś jednak się dzieje. Moje oswojone i witane za każdym razem z radością jestestwo, moja świeżo zdobyta władza się poszerza. Zwiększa.
Kiedy już, już uda mi się ogarnąć nowy element, sytuacja się zmienia i zmuszony jestem do ogarnięcia kolejnego obszaru. Gdybym wiedział, że można być upierdliwym, dochodziłbym, kto mnie zmusza do tej roboty, ale jeszcze nie odkryłem tej cechy mojego charakteru, niestety...
Jestem rośnie. Nie mam na to żadnego wpływu, chociaż, na przykład, Jestem dwa Niebyty temu podobało mi się bardzo w swojej objętości i strukturze i chciałem, żeby takie zostało. Niestety, nie mogłem zatrzymać Jestem. Sprawdziłem kilkakrotnie, żeby się upewnić. Tak. Za każdym razem, kiedy się pojawia, jest większe. Nie wiem, czy mi się to podoba.
Od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju przeczucie, mgliście rysująca się struktura, zakłócająca porządek i oswojoną zabawę.
Coś jest poza Jestem. Coś, w czym nie tylko mieszczę się ja, bycie i niebycie. To coś znacznie bardziej złożonego i skomplikowanego. Nie do ogarnięcia, nieświadome Poza. Wyczuwam je wyraźnie.
Nie wiem, co zrobić. Powinienem zapalić papierosa i przemyśleć to wszystko dokładnie, ale przecież nie tylko nie palę, nie mam papierosów i zapałek, ale nie mam nawet płuc, żeby gdzieś wciągnąć dymka. Niech to szlag!
Czas Jestem spędzam teraz intensywnie jak nigdy dotąd. Za każdym razie po Niebycie sprawdzam szybko, do czego może przydać mi się nowy element Jestem i wykorzystuję go do badań nad Poza.
Wiem już, że istnieje niezależnie ode mnie. Poza trwa niezmiennie. Niezależne, skubane jest.
Jestem zrobiło mi ostatnio niezły numer. Po wyczerpujących badaniach nad strukturą Poza zapadłem w przyjemny i zasłużony Niebyt, kiedy nagle gwałtownie przerwano ten stan. Nowy element domagał się ode mnie natychmiastowej reakcji i zagospodarowania. Miarowym stukaniem porządkował przestrzeń Jestem i już po chwili nie mogłem wyobrazić sobie siebie bez tego rytmu. Kto by pomyślał, a tak lubiłem ciszę...
Pukający element Jestem sprowokował mnie do najważniejszego chyba dotychczas odkrycia.
Poza składa się z mnóstwa różnych rytmów i drgań. Jeden z nich, czasem miarowy i spokojny, innym razem gwałtowny i mocny, zestraja się z pukaniem mojego Jestem i powstaje rytm, który uwielbiam. Słucham tego na okrągło. A właśnie, zapomniałem dodać, że... słyszę! Ostatnio dotarł do mnie nagle jakiś trzask i łomot, a potem z Poza przeniknęło do mnie coś, co przypominało „cholera”. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Dawno nie miałem czasu na zebranie spostrzeżeń, bo pojawiające się nieustannie elementy Jestem zajmowały mi cały czas między Niebytami. Nowe struktury, burczące, kurczące się i rozwijające, bulgotliwie skupiające uwagę, wymagały rozpoznania i zagospodarowania zgodnie z przeznaczeniem, którego nikt oprócz mnie nie mógł odkryć. Zmęczony zapadam w kolejne Niebyty, żeby niestrudzenie zmierzyć się z następnym wyzwaniem. Dobrze, że podczas roboty mogę posłuchać sobie chociaż Poza, ostatnio fajnie nadaje, tak jakby specjalnie dla mnie...
Kiedy odkryłem zabawę w Jestem, myślałem, że trudno ją będzie przebić pod względem atrakcyjności. Ale byłem głupolem! Od kilku Niebytów cały czas wolny wypełnia mi nowe, genialne odkrycie – Ruszam.
Ruszam na początku wydawało mi się zupełnie nieprzydatne i niewygodne w porównaniu z dyskretnym Jestem, ale kiedy okazało się, że mogę dzięki niemu wykorzystywać pełniej dostępne elementy, polubiłem je bardzo. Baaaaaaaaardzo!!!
Zwróciłem uwagę, że najbardziej podatne na Ruszam są cztery elementy Jestem.
Zabawne, nie spodziewałem się, że mogą do tego służyć, chociaż nieźle się nagłówkowałem nad rozszyfrowaniem ich przeznaczenia, zwłaszcza czekając, aż zaczną bulgotać czy coś.
Poza ostatnio bardzo często nadaje intensywne, szybkie i mocne pukanie. Zaniepokoiło mnie to do tego stopnia, że odłożyłem na bok bieżące sprawy i słuchałem z rosnącą obawą.
Zmiana rytmu połączona była z większymi szumami i pojawiającym się podczas Jestem dziwnym, nieznanym mi dotąd elementem niebędącym ani Ruszam, ani Poza.
Coś się zmieniło. A może zawsze było inne, tylko Poza teraz dopiero okazało się gotowe, żeby wysłać do mnie sygnał o... no właśnie, o czym?
Rozpocząłem systematyczne i dokładne badania. Przejrzałem całą strukturę Jestem, obserwowałem podczas zabawy elementy Ruszam, czatowałem na granicy Niebytu, żeby nic nie umknęło mojej uwadze i przede wszystkim – Słuchałem.
Moja intuicyjna czujność została wynagrodzona.
Odebrałem wiadomość – jasną i czytelną. Tuż obok było drugie Jestem.
Poczułem ulgę, radość i potworne zmęczenie. Nie Jestem sam!!!
Zapadłem w Niebyt.

Zamieszczone w miesięczniku „Bluszcz” numer 1 z października 2008.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 21.10.08, 22:40

Andrzej Waligórski
KŁOPOTY


Dreptakowie mają finansowe kłopoty,
Cała ulica to zauważa.
Dreptakowie nie wykupili w sobotę
Czasopism u kioskarza.
Dreptakowie prowadzą rozmowy nocne
Słychać do późna głosy ściszone,
Dreptak na kredyt bierze ekstra mocne,
Dreptakowa ma oczy czerwone.
Dreptaczęta chodzą posmutniałe -
Widać dzielą rodzicielskie smutki,
Mały Dreptak nie przyniósł w poniedziałek
Trzydziestu złotych na wycieczkę do Sobótki!

Dreptakowie mają finansowe kłopoty.
Dreptak wczoraj zadzwonił do teścia,
Pytał, zwracając się do niego per "mój złoty",
Czy by teściu pomóc im nie zechciał?
Ach, niestety, teściu ma zobowiązania,
Musi właśnie płacić ratę w ORS-ie
I należność za wynajem mieszkania,
Więc na razie też nie jest przy forsie.

Dreptakowie żyją bez pieniędzy
I okropnie się gryzą dzień po dniu.
Dreptakowi się należy pięć tysięcy,
Miały przyjść jeszcze w zeszłym tygodniu!
Dreptakowie konferują z listonoszem
Co dzień się powtarza ten sam schemat:
- Niech pan dobrze sprawdzi, bardzo proszę,
Nie ma dla nas przekazu? - Nie ma.


Dreptakowie w tej ciężkiej potrzebie
Nadzwyczajnej ulegli odmianie:
Jakby naraz się zbliżyli do siebie,
Jedno mówi do drugiego "kochanie",
Kładą sobie na ramionach dłonie,
Wspominają młodzieńcze zaloty,
Spostrzegają siwiejące skronie,...
Dreptakowie mają finansowe kłopoty!

Dreptakowie mają finansowe kłopoty,
Aż tu nagle listonosz i wieść:
Na poczcie czeka pięć tysięcy złotych,
Do podjęcia przy okienku numer sześć!

Wreszcie przyjdzie koniec tej udręce,
Jutro światło się zapłaci i gaz!
Dreptakowie się trzymają za ręce -
Przypuszczalnie ostatni raz.
Już nie będzie więcej takich nawrotów,
Już nie będą się gładzić po głowie,
Bo na ogół nie miewają kłopotów
Finansowych państwo Dreptakowie.
Znam tylko jeden naród na tyle głupi, że pozwolil sobie wmówić, iż jego historia to jedna wielka klęska, nieudacznictwo i wstyd.
(Rafał A. Ziemkiewicz, Cudzego nie znacie)

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 05.11.08, 12:22

André Frossard
36 DOWODÓW NA ISTNIENIE DIABŁA

(fragmenty)
.
Zamieszczone fragmenty stanowią zwięzłe podsumowanie treści książki, do której zakupu i przeczytania gorąco zachęcam, a którą można nabyć jeśli nie w każdej, to w większości księgarń katolickich w Polsce.
Interwencje cenzorskie, pochodzące z wydania z roku 1987, nakładem wydawnictwa ”W drodze”, pozostawiłem bez zmian z premedytacją, a nie przez lenistwo, traktując je jako signum temporis.


.

Santiago de Chile, 1 grudnia

Drogi Panie!
.
No proszę, zwyciężyłem. Wasi materialiści, nawet ci najbardziej ograniczeni, chętniej gotowi są wierzyć we mnie niż w Innego.
Wystarczy im w rozmowie wspomnieć o Bogu, a jedyną odpowiedzią będzie zmęczony uśmiech dorosłego człowieka, któremu nieletnia latorośl usiłuje opowiedzieć jakiś sen bez początku, końca i bez sensu.
Ale niech Pan tylko pomówi z ateistą o mnie – od razu jego twarz nabiera wyrazu szlachetnej powagi i można zauważyć w jego oczach coś niby znak zapytania. Dla niego hipoteza Boga jest nie do utrzymania, natomiast hipoteza o istnieniu Diabła zasługuje na uwagę. W każdym razie ta druga wydaje mu się mniej niemądrą.
Oto dowód mojego zwycięstwa.
Pragnie Pan innych? Oto następne dwa lub trzy tuziny. Aby nie kłopotać Pana za bardzo, zredagowałem je w języku konwencjonalnej moralności streszczając te, które szczodrą ręką rozsiałem w swoich listach, a które warto przypomnieć.
Ostatnio zmieniony 21.11.08, 19:30 przez Arthur Weasley, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
Arthur Weasley
Weteran
Posty: 3071
Rejestracja: 24.08.07, 10:30

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: Arthur Weasley » 05.11.08, 12:25

Dowód pierwszy:
.
Lubicie wygłaszać długie mowy pełne humanistycznych treli-moreli, a w gruncie rzeczy nie znosicie się nawzajem instynktownie i bez wahania. Ta wzajemność w obrzydzeniu doprowadziła do powstania ducha partyjnictwa, a to z kolei przysporzyło wam o wiele więcej wrogów niż by to było możliwe dla pojedynczych działaczy. Także wewnątrz partii zwolennicy rozmaitych tendencji nienawidzą się z nieustępliwą drobiazgowością. Podobni do frakcji jakobińskich skazaliby chętnie jedni drugich na gilotynę, gdyby mieli charaktery na miarę sentymentów.
Na stu wyborców ankietowanych przez ośrodki badania opinii publicznych siedemdziesięciu pięciu twierdzi wprost, że partie nigdy nie mówią prawdy. To błąd. Czasem mówią, ale tylko po to, by uzyskać wiarygodność wtedy, gdy kłamią.
Duch partyjnictwa ma moje błogosławieństwo. To, co w nim najlepszego, ze mnie jest. To mnie wszystkie partie zawdzięczają swoje istnienie. Dobrze o tym wiedzą i nigdy nie odmawiają mi niczego. Mam u nich prawo do legitymacji nr 1. Jeśli tego nie egzekwuję, to tylko po to, by nie urazić czyjejś ambicji.

Awatar użytkownika
eXchange
Zaawansowany
Posty: 640
Rejestracja: 24.08.07, 20:57
Lokalizacja: Cudne manowce
Kontaktowanie:

Re: Przerywniki literackie, czyli to, co lubimy czytać.

Postautor: eXchange » 06.11.08, 11:22

Bolesław Leśmian
Lubię Ci szeptać słowa...


Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu,
Pewne, że się twym ustom do cna wytłumaczą -
I nie wstydzą się swego mętu i pośpiechu.

Bezładne się w tych słowach niecierpliwią wieści -
A ja czekam, ciekawy ich poza mną trwania,
Aż je sama powiążesz i ułożysz w zdania
I brzemieniem głosu dodasz znaczenia i treści...

Skoro je swoją wargą wyszepczesz ku wiośnie -
Stają mi się tak jasne, niby rozkwit wrzosu -
I rozumiem je nagle, gdy giną radośnie
W śpiewnych falach twojego, co mnie kocha głosu.

Prawo Murphiego: Nikt nie ma dość czasu, aby rzecz wykonać dobrze, ale zawsze później jest czas, aby ją zrobić od początku.

-----------------------

"My own suspicion is that, the universe is not only queerer than we suppose, but queerer than we can suppose"
John B. S. Haldane
-----------------------


Wróć do „Dziurawy Kocioł - Knajpa 24h”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron