Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Czyli miejsce dla SAMODZIELNIE myślących kobiet i mężczyzn oraz dziewcząt na dorobku. Tu można zobaczyć czy mężczyzna i kobieta różnią się od siebie. Wystąpić o azyl. Forum dla wszystkich - chcących porozmawiać w sielskiej atmosferze, o przyjemnościach i troskach dnia codziennego.

Moderatorzy: Ali, Adela, owczarnia

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 19.01.10, 19:43

To chyba się zasadniczo różnimy w kwesti przekonania co do wielkości tej części ;).
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Mia Wallace
Jej Eminencja Harpia :-)
Posty: 4317
Rejestracja: 25.08.07, 21:41

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Mia Wallace » 19.01.10, 20:08

No raczej :D Czytając Cię, odnoszę wrażenie, ze w ogóle większość heteroseksualnego społeczeństwa uważasz za patologię :)

Kto pija,
temu mija.

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 19.01.10, 20:40

Bez przesady z tą patologią, ale fakt - rozglądając się wokół siebie, lub wspominając pracę w szkole, raczej nie mam zbyt wygórowanego mniemania o kondycji polskiego rodzicielstwa :). 90% z moich dawnych lub obecnych koleżanek jest aktualnie po (nierzadko i drugim) rozwodzie, w trakcie rozwodu lub separacji, lub też znosi swojego męża z najwyższą odrazą. Gro wychowuje dzieci praktycznie samotnie, bo były mąż niby jakieś tam kontakty utrzymuje, ale raczej sporadyczne i na nieszczególnym poziomie. Tatusiów (lub też, jak kto woli, wujków) to większość kolegów mojego syna miała już co najmniej dwóch albo trzech, z różnych względów. I ja nie mówię, że to są złe matki, ale sama przyznasz, że nawet najlepsza matka samodzielnie do Twojego wzroca nijak się nie wpasuje. Pozostałe 10% to małżeństwa teoretycznie szczęśliwe, ale - a może właśnie tym należy tłumaczyć ich szczęście - niezwykle zajęte, widujące swoje dzieci godzinę dziennie lub mniej, a nierzadko jedyne na weekendy. Jak patrzę na moją szwagierkę, która aktualnie "stara się z mężem o dziecko", wypalając półtorej paczki papierosów dziennie, spędzając wieczory na suszeniu szwagrowi głowy i wychodząc z założenia, że wszystko da się w życiu zrobić orając matką oraz żywiąc się u teściów (żeby nie było, ma lat 28 i mężatką nie jest bynajmniej od wczoraj), włos mi się na głowie jeży...
All work and no play makes Jack a dull boy.

bad beat
Zaawansowany
Posty: 540
Rejestracja: 16.01.10, 21:11

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: bad beat » 19.01.10, 22:49

owczarnia pisze:A tak już zupełnie na marginesie, to ja strasznie bym chciała zobaczyć te autorytety, wzory, doradców, powierników oraz moralne kanony w każdej rodzinie... Niestety, ludzie mają dziś dzieci w pośpiechu i byle jak, podrzucają babciom rozmaitym albo zostawiają z obcymi ludźmi. Albo, tak jak słusznie zauważyła Malwina, sami są zdegenerowani lub bliscy degeneracji. Najwięcej chęci - a nierzadko i umiejętności oraz wiedzy fachowej - w kierunku opisanego przez Ciebie, świadomego i upragnionego rodzicielstwa mają właśnie ludzie, którzy na to dziecko bardzo długo czekają. I wśród nich czołowe miejsce zajmują rodzice in vitro czy rodzice adopcyjni właśnie. Homoseksualiści nie stanowią pod tym względem żadnego wyjątku, ponieważ są to dokładnie tacy sami ludzie, jak wszyscy inni.

Abstrahując od faktu, oczywiście, że czasem najlepsze geny, najwspanialsi rodzice ani najlepsze szkoły nie pomogą, dziecko wyrasta na potwora i cześć.

W sumie to strasznie jestem ciekawa, czy ktokolwiek by się dzisiaj sprzeciwiał adopcji przez pary innej rasy. W sensie: dziecko białe, rodzice jakiegokolwiek innego koloru skóry. Nawet nikomu to do głowy nie przyjdzie, prawda? To teraz obejrzyjcie się tak z pięćdziesiąt lat wstecz... I poczytajcie sobie te ostrzeżenia, te pseudonaukowe dzieła o negatywnym wpływie "czarnuchów" na białe dziecko, który to wpływ z pewnością do cna zniweczy w nim wszelkie człowieczeństwo...


dostrzegam u ciebie interesujące, bezkrytyczne spojrzenie na problem rodzin, lub jak wolisz, błąd metodologiczny przy porównywaniu rodziców hetero z rodzicami homoseksualnymi
z jednej strony opisujesz grupę, na której spoczywa główny ciężar wychowania społeczeństwa na poziomie rodziny, obciążonej całym dobrem inwentarza niedoskonałego systemu społecznego (rodzice heteroseksualni)
z drugiej zaś podajesz charakterystykę grupy wyselekcjonowanej w procesie adopcyjnym (rodzice homoseksualni)
nie bierzesz też pod uwagę faktu, że badania, które przytaczasz, pochodzą z kraju najwyżej rozwiniętego, w którym dochód klas o wyższym statusie społecznym, pozwalał ich przedstawicielom na powszechne korzystanie z szeregu rozwiązań ( in vitro, adopcja, opieka, leczenie, kształcenie itd) na poziomie niedostępnym niższym klasom, tudzież społeczeństwom uboższym
istota w tym, że na adopcję, czy sztuczne zapłodnienie, pozwolić mogli sobie ci homoseksualni rodzice, którzy chcieli mieć dzieci i było ich na to stać.
pozostali, w tym ci, których na in vitro nie było stać, bądź nie byli w stanie wykazać w procesie adopcyjnym, że dziecku zapewnią najlepsze warunki, pozostawali bezdzietni
a skoro tak, nie podlegali badaniom
stąd różnice w ocenie rodzin, które tak cię roznamiętniają

podobnie popełniasz kolejny bląd, w formie uproszczenia, zakładając, że wyższy poziom wychowania zapewnią osoby oczekujące na in vitro czy adopcję
otóż ta grupa osób wywodzi się przecież z ogółu, a cecha, która ich wyróżnia jako grupę, to nie szczególne predyspozycje do wychowywania dzieci lecz niezdolność do naturalnego poczęcia
natomiast to, czy dziecko jest faktycznie dobrze wychowywane, okazuje sie dopiero w trakcie samego procesu

podsumowująca tę część twej wypowiedzi uwaga, iż "Homoseksualiści nie stanowią pod tym względem żadnego wyjątku, ponieważ są to dokładnie tacy sami ludzie, jak wszyscy inni." rozbroiła mnie niekonsekwencją

odnośnie adopcji przez pary innej rasy
otóż pomijając przypadki skrajne, najnowszą praktyką ośrodków adopcyjnych (przykład Wielkiej Brytanii) jest uwzględnianie nie tylko rasy ale kultury czy pochodzenia narodowościowego
na powyższe położono szczególny nacisk po incydencie jaki miał miejsce w Holandii, kiedy to dwie lesbijki po kilkuletniej opiece oddały małą Koreankę do ośrodka tłumacząc swą decyzję "różnicami kulturowymi"
to a propos człowieczeństwa homoseksualistów (nie uogólniając oczywiście) :fiufiu:
Ostatnio zmieniony 19.01.10, 23:51 przez bad beat, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Wielki Kot
Zaawansowany
Posty: 951
Rejestracja: 26.08.07, 20:50

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Wielki Kot » 19.01.10, 23:03

owczarnia pisze:Bez przesady z tą patologią, ale fakt - rozglądając się wokół siebie, lub wspominając pracę w szkole, raczej nie mam zbyt wygórowanego mniemania o kondycji polskiego rodzicielstwa :). 90% z moich dawnych lub obecnych koleżanek jest aktualnie po (nierzadko i drugim) rozwodzie, w trakcie rozwodu lub separacji, lub też znosi swojego męża z najwyższą odrazą. Gro wychowuje dzieci praktycznie samotnie, bo były mąż niby jakieś tam kontakty utrzymuje, ale raczej sporadyczne i na nieszczególnym poziomie.


Widzisz, natomiast 90% moich byłych i obecnych kolegów i koleżanek nawet nie myśli o rozwodzie. Powiedziałbym, że nawet 99%, gdyż z około setki (w przybliżeniu) jedynie jedna zaliczyła już rozwód, a jako iż jestem od ciebie starszy ca. 10 lat to ta różnica jest jeszcze większa.
Nie mówię, że wszyscy darzą się ciągle trwającą miłością od pierwszego wejrzenia, ale są ze sobą i póki co nie zaobserwowałem daleko idącego rozkładu ich pożycia.

I o czym to świadczy??? Co najwyżej o tym, że obracamy się w różnych środowiskach...

To co Ci powiem, to to, że masz bardzo irytującą manierę wygłaszania aksjomatów nie na podstawie weryfikowalnych faktów, lecz jedynie na podstawie trudnych do zweryfikowania i wysoce wątpliwych zasłyszanych (lub "zaczytanych") opinii (nie będę się rozpisywał nad różnicą słów: fakt i opinia), ewentualnie na podstawie kilku obserwacji z twojego otoczenia, które także absolutnie nie są reprezentatywne.

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 20.01.10, 00:52

bad beat pisze:dostrzegam u ciebie interesujące, bezkrytyczne spojrzenie na problem rodzin, lub jak wolisz, błąd metodologiczny przy porównywaniu rodziców hetero z rodzicami homoseksualnymi
z jednej strony opisujesz grupę, na której spoczywa główny ciężar wychowania społeczeństwa na poziomie rodziny, obciążonej całym dobrem inwentarza niedoskonałego systemu społecznego (rodzice heteroseksualni)
z drugiej zaś podajesz charakterystykę grupy wyselekcjonowanej w procesie adopcyjnym (rodzice homoseksualni)
nie bierzesz też pod uwagę faktu, że badania, które przytaczasz, pochodzą z kraju najwyżej rozwiniętego, w którym dochód klas o wyższym statusie społecznym, pozwalał ich przedstawicielom na powszechne korzystanie z szeregu rozwiązań ( in vitro, adopcja, opieka, leczenie, kształcenie itd) na poziomie niedostępnym niższym klasom, tudzież społeczeństwom uboższym
istota w tym, że na adopcję, czy sztuczne zapłodnienie, pozwolić mogli sobie ci homoseksualni rodzice, którzy chcieli mieć dzieci i było ich na to stać.
pozostali, w tym ci, których na in vitro nie było stać, bądź nie byli w stanie wykazać w procesie adopcyjnym, że dziecku zapewnią najlepsze warunki, pozostawali bezdzietni
a skoro tak, nie podlegali badaniom
stąd różnice w ocenie rodzin, które tak cię roznamiętniają

podobnie popełniasz kolejny bląd, w formie uproszczenia, zakładając, że wyższy poziom wychowania zapewnią osoby oczekujące na in vitro czy adopcję
otóż ta grupa osób wywodzi się przecież z ogółu, a cecha, która ich wyróżnia jako grupę, to nie szczególne predyspozycje do wychowywania dzieci lecz niezdolność do naturalnego poczęcia
natomiast to, czy dziecko jest faktycznie dobrze wychowywane, okazuje sie dopiero w trakcie samego procesu

podsumowująca tę część twej wypowiedzi uwaga, iż "Homoseksualiści nie stanowią pod tym względem żadnego wyjątku, ponieważ są to dokładnie tacy sami ludzie, jak wszyscy inni." rozbroiła mnie niekonsekwencją

odnośnie adopcji przez pary innej rasy
otóż pomijając przypadki skrajne, najnowszą praktyką ośrodków adopcyjnych (przykład Wielkiej Brytanii) jest uwzględnianie nie tylko rasy ale kultury czy pochodzenia narodowościowego
na powyższe położono szczególny nacisk po incydencie jaki miał miejsce w Holandii, kiedy to dwie lesbijki po kilkuletniej opiece oddały małą Koreankę do ośrodka tłumacząc swą decyzję "różnicami kulturowymi"
to a propos człowieczeństwa homoseksualistów (nie uogólniając oczywiście)
O ile co do pierwszej części (tej, w której piszesz o różnicach cywilizacyjnych) masz zapewne sporo racji, o tyle z tą drugą już gorzej.

Zabawne jest to, że to właśnie ty przypisujesz mi bezkrytyczne podejście (choć nie aż tak zabawne jak to, że nie kto inny jak Kot zarzuca mi wygłaszanie aksjomatów), podczas kiedy sam jesteś niezwykle wybiórczy przy rozpatrywaniu rozmaitych opcji. Otóż wyobraź sobie, że cecha, która wyróżnia grupę osób oczekujących na in vitro lub adopcję, to przede wszystkim fakt zaistnienia wszystkich tych elementów, jakie są potrzebne, by in vitro lub adopcja mogły dojść do skutku. Tacy ludzie nie mają dziecka z przypadku czy pod wpływem chwili. Oni zadają sobie wiele trudu, przechodzą przez całe sito najrozmaitszych zabiegów bądź wymogów, cierpliwie czekają, czasem latami. To są w olbrzymiej większości przypadków ludzie, którzy pod każdym względem dojrzeli do swojej decyzji. Zdarzają się, oczywiście, jakieś sytuacje wyjątkowe (jak w podanym przez ciebie przykładzie "różnic kulturowych", który, nawiasem mówiąc nijak się ma do podanego przeze mnie przykładu najczystszego rasizmu), lecz nie można mówić o żadnej negatywnej regule. I o to właśnie chodziło w moim wywodzie: homoseksualista = człowiek jak każdy inny, więc jak najbardziej może stawać w konkurencji "rodzic idealny". Ponieważ zaś, siłą rzeczy, potrzebuje znacznie więcej zachodu by dorobić się potomka niż przeciętna osoba heteroseksualna, niejako automatycznie pokonuje w przedbiegach rodziców z tak zwanego przypadku. Oczywiście, w ogólnym rozrachunku może okazać się, że tacy rodzice z przypadku doskonale się sprawdzą, ale to jak z doborem partnera: raczej większe szanse są, gdy mamy okazję taką osobę poznać i znaleźć choć to minimum wspólnego, niż gdy po prostu dźgniemy palcem na oślep w tłumie. Czy też może i tu się mylę?


Wielki Kot pisze:Widzisz, natomiast 90% moich byłych i obecnych kolegów i koleżanek nawet nie myśli o rozwodzie. Powiedziałbym, że nawet 99%, gdyż z około setki (w przybliżeniu) jedynie jedna zaliczyła już rozwód, a jako iż jestem od ciebie starszy ca. 10 lat to ta różnica jest jeszcze większa.
Nie mówię, że wszyscy darzą się ciągle trwającą miłością od pierwszego wejrzenia, ale są ze sobą i póki co nie zaobserwowałem daleko idącego rozkładu ich pożycia.

I o czym to świadczy??? Co najwyżej o tym, że obracamy się w różnych środowiskach...

To co Ci powiem, to to, że masz bardzo irytującą manierę wygłaszania aksjomatów nie na podstawie weryfikowalnych faktów, lecz jedynie na podstawie trudnych do zweryfikowania i wysoce wątpliwych zasłyszanych (lub "zaczytanych") opinii (nie będę się rozpisywał nad różnicą słów: fakt i opinia), ewentualnie na podstawie kilku obserwacji z twojego otoczenia, które także absolutnie nie są reprezentatywne.
Wiesz Kocie, ty jednak jesteś niezwykle zabawny. Przeczytaj sobie może najpierw kilka własnych postów, a później gadaj o manierach i aksjomatach.

Niewiele o mnie wiesz, niestety (jak choćby to, że moja wiedza nie wynika jedynie z "zasłyszanych" lub "wyczytanych" opinii, zapomniałeś tylko dodać, że jak zasłyszane, to ani chybi w kolejce w warzywniaku, a jak wyczytane, to na 100% w "Fakcie"), za to permanentnie mnie obrażasz. Szczerze mówiąc, robi się to nieco nudne. Masz zamiar przytoczyć wreszcie jakieś argumenty (poza "homosie są niezgodne z naturą"), czy też poprzestaniesz na nieustających wycieczkach osobistych?
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 13:23

Daję tu, bo to taki "ładny" obrazek do dyskusji na temat patologii rodzin w Polsce...


15-letnia Paulina urodziła dziecko 38-latkowi

Gazeta Lubuska | Czwartek, 21 stycznia 2010

15-letnia Paulina urodziła dziecko 38-letniemu partnerowi. Zielonogórski sąd postanowił umieścić noworodka i matkę w domu dziecka - informuje "Gazeta Lubuska".

Wcześniej sąd rozważał rozdzielenie miesięcznego obecnie chłopczyka i jego 15-letnią mamy. Ona miała trafić do ośrodka wychowawczego we Wrocławiu, a dziecko do pogotowia rodzinnego.

38-letni ojciec dziecka nie chciał się z tym pogodzić, ratunku szukał do skutku. Po pomoc zwrócił się m.in. do telewizji TVN, która kilka dni zajmowała się tematem, przedstawiając go jako dramat młodocianej matki, której bezduszna instytucja chce odebrać noworodka od piersi.

Według "Gazety Lubuskiej" historia nie jest tak romantyczna i wzruszająca, jak ją przedstawiano. Wszystko dlatego, że młodą mamę i jej dojrzałego partnera doskonale zna już prokuratura, która prowadziła lub prowadzi w ich sprawie kilka postępowań.

Para uprawiała ze sobą seks już w 2008 r., kiedy Paulina miała zaledwie 13 lat. Zaszła wtedy w ciążę, którą jednak poroniła. Dziewczyna uciekła z ośrodka wychowawczego dla trudnej młodzieży. Nie ukończyła nawet podstawówki. Druga ciąża dziewczyny, ta donoszona, skończyła się wyrokiem skazującym jej dojrzałego partnera na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery.

38-latek walczy o prawa do syna, bo formalnie ich nie ma. Wyrok karny o uprawianiu seksu z nieletnią nie przesądza o ojcostwie. Nadal toczy się postępowanie o ustanowienie opieki nad maluchem.

meg



Ja się tak czasem zastanawiam, czy nie wprowadzić jakiego przepisu pozwalającego ludziom rozmnażać się li i jedynie przez in vitro... Swoją drogą ciekawe, czy facet, który robi takie rzeczy, powinien dostać prawa do tego dziecka. Jakiekolwiek. A dziewczyna?... Jej być może można jeszcze pomóc, chociaż przy naszym systemie jakoś tego nie widzę. Ale najbardziej to nie chciałabym się znaleźć w skórze tego dziecka...
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Wielki Kot
Zaawansowany
Posty: 951
Rejestracja: 26.08.07, 20:50

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Wielki Kot » 21.01.10, 13:56

A najlepiej wprowadzić przepis, który zezwalałby na posiadanie dzieci tylko gejom, wtedy byłby cud, miód, malina... bo w rodzinach hetero jeno sama patologia.

Sorry, ale przykład który zapodałaś utwierdza mnie tylko w przekonaniu, które raczyłem byłem wyrazić wcześniej.
Poglądy, które wyrażasz są biegunowo odmienne od mojego postrzegania rzeczywistości, a "argumenty" jakimi raczysz się podpierać, sprawiają że jakakolwiek dalsza polemika traci rację bytu.

PS.
I bardzo proszę nie wyjeżdżaj mi tu z jakimś rzekomym obrażaniem Cię, bo nie przypominam sobie ani jednego miejsca, w którym bym to uczynił, w przeciwieństwie do Ciebie i twoich wycieczek ad personam zamiast ad meritum.

Awatar użytkownika
Godryk
Cieć
Posty: 3264
Rejestracja: 24.08.07, 21:32

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Godryk » 21.01.10, 14:02

Owca, ale jeden aspekt nie jest tak oczywisty. Facet tę nastolatkę traktuje ewidentnie jak dorosłą kobietę i chce z nią to dziecko wychowywać. Dokładnie odwrotnie niż na przykład Polański. De facto, jeśli ona ma w tej chwili 15 lat, to za rok może brać ślub - od tego momentu formalnie będzie dorosła i mogą spokojnie żyć dalej i wychowywać dziecko jako normalna rodzina.

Jak dla mnie to jest raczej przykład na bezduszność i mechaniczne stosowanie prawa: nie mamy tu do czynienia z ofiarą uwiedzenia ani gwałtu, tylko dziewczyną, która żyła z facetem przez kilka lat. Owszem, ja sobie zdaję sprawę, że nie znamy wszystkich okoliczności: to może być przedwcześnie dojrzała dziewczyna i facet, który chce z nią zbudować trwały związek, ale równie dobrze może to być ofiara pedofila po praniu mózgu, a pedofil chce tylko uniknąć odpowiedzialności.

Ale to przykład na to, że nie powinno mieć miejsca mechaniczne stosowanie prawa w każdym przypadku, że takie rzeczy powinny być drobiazgowo badane i że decyzję powinien podejmować doświadczony sędzia po wyjaśnieniu różnych okoliczności. Choć obawiam się, że przy tempie pracy naszych sądów dziewczyna może się przedtem wnuków doczekać...
.
W dodatku co kilka miesięcy Crowley wybierał roślinę rosnącą zbyt powoli albo ulegającą więdnięciu liści czy brązowieniu, albo też po prostu nie wyglądającą tak dobrze jak inne i obnosił ją wśród pozostałych.
— Pożegnajcie się z waszym przyjacielem - mawiał. - Po prostu nie potrafił dać sobie rady...

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 14:37

Godryk, a doczytałeś, że to jest już druga ciąża tej dziewczyny, że pierwszy raz zaszła w wieku lat trzynastu (z tym samym facetem), że uciekała z ośrodka wychowawczego? Przepraszam bardzo, ale naprawdę uważasz, że to normalne, żeby 36 letni facet wychowywał dziecko z trzynastolatką (zakładając, że wtedy by nie poroniła)? Ot, super szczęśliwa rodzinka?

Kocie, dlaczego uporczywie wmawiasz mi dziecko w brzuch oraz wpychasz pod palce jakieś swoje projekcje? Uważasz, że to jest forma dyskusji? To może prowadź ją w takim razie sam ze sobą, wówczas na pewno świetnie się dogadacie. A obrażasz mnie w dalszym ciągu, właśnie swoimi insynuacjami. Gdzie ja napisałam, że ten artykuł to jakikolwiek argument? Ot, ciekawy wątek w dyskusji i kolejny dowód na to, że świat nie jest tak czarno-biały, jak się niektórym wydaje.
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Mia Wallace
Jej Eminencja Harpia :-)
Posty: 4317
Rejestracja: 25.08.07, 21:41

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Mia Wallace » 21.01.10, 14:44

Godryk pisze: Facet tę nastolatkę traktuje ewidentnie jak dorosłą kobietę i chce z nią to dziecko wychowywać. Dokładnie odwrotnie niż na przykład Polański.


I dokładnie odwrotnie jak Polański, wiedział, że bierze sobie do łóżka 12-letnie (a może młodsze?) dziecko. Trudne dziecko, z zachwianym pojęciem normy społecznej.

Kto pija,
temu mija.

Awatar użytkownika
Godryk
Cieć
Posty: 3264
Rejestracja: 24.08.07, 21:32

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Godryk » 21.01.10, 14:57

Choć trzeba pamiętać, że sam też miał/ma zachwiane.
.
W dodatku co kilka miesięcy Crowley wybierał roślinę rosnącą zbyt powoli albo ulegającą więdnięciu liści czy brązowieniu, albo też po prostu nie wyglądającą tak dobrze jak inne i obnosił ją wśród pozostałych.
— Pożegnajcie się z waszym przyjacielem - mawiał. - Po prostu nie potrafił dać sobie rady...

bad beat
Zaawansowany
Posty: 540
Rejestracja: 16.01.10, 21:11

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: bad beat » 21.01.10, 17:11

owczarnia pisze:obrazek do dyskusji na temat patologii rodzin w Polsce...


Para uprawiała ze sobą seks



w najlepszym razie próbujesz wykazać patologię w relacjach osób heteroseksualnych
o rodzinie, póki co, w tym przypadku nie ma mowy
relacje homoseksualne nie są wolne od tego typu problemów
wręcz przeciwnie
kierunek, w którym podążasz, śledzę z zainteresowaniem
ciekawe, gdzie cię zaprowadzi...:fiufiu:

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 17:19

Zdaje się, że umyka ci fragment pt. "para ma dziecko". A to już jest rodzina. Mogłabym być złośliwa, ale mi się nie chce.
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Leszek
Zaawansowany
Posty: 769
Rejestracja: 28.08.07, 19:56
Lokalizacja: Lublin

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Leszek » 21.01.10, 17:29

Czy póbujesz kuzynko powiedzieć, że pownieważ ZDARZAJĄ się w rodzinach hetero sytuacje jeżące włos na głowie, rodzin hetero nalezy zakazać?

I drugie pytanie - czy w związkach homo nie zdarza się uwodzenie nieletnich?

Całyczas wrzucasz dane mówiące o tym że generalnie system wychowywania dzieci polegający na związku mężczyzna + kobieta + dzieci obecnie się nie sprawdza. Patologie wszelakie go drążą, przeżarły go w całości. Jedniostkowy przykład jest dla ciebie powodem do uogólniania. TYmczasem tak nie jest. Na sto par - w jednej mogą zajść opiysywane przez ciebie skrajności. Biorąc pod uwagę najbardziej korzystne dla samcołozników dane statystyczne, mówiące o 1/10 populacji znaczy to tyle, że w wśród stu par homo też się zdarzą dewianci.

Tylko że to się ma nijak do zasadniczwego problemu. Bo problem brzmi - czy wolno w imieniu prawa poddawać dzieci eksperymentowi społecznemu pod nazwą wychowywanie przez dwóch tatusiów.Moim zdaniem - nie wolno.
Ostatnio zmieniony 21.01.10, 19:43 przez Leszek, łącznie zmieniany 1 raz.
Głupota nie boli, ale męczy bliźnich...

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 17:45

W którym, do kurwy (o przepraszam, "damy wątpliwej konduity", czy nie tak to szło?) nędzy momencie ja cokolwiek uogólniam (zwłaszcza na podstawie jednego przykładu)? W którym momencie stwierdzam, że system heteroseksualnych rodziców się nie sprawdza i należy go zakazać? W którym to zdaniu zasugerowałam, że homoseksualiści są wolni od wad?!

Zastanawiam się, czy to ja tu zwariowałam, czy może ktoś inny. Jedyne, co próbuję tu powiedzieć to to, że nie należy skreślać par homoseksualnych jako potencjalnych rodziców li i jedynie na podstawie ich orientacji. Ponieważ jest mnóstwo dzieci czekających na dom, a wzorzec mama + tata niekoniecznie jest tym jedynym, wspaniałym, cudownym, niezawodnym i w ogóle nie mającym sobie równych. Wszędzie zdarzają się patologie, inaczej nie byłoby domów dziecka, ośrodków wychowawczych ani poprawczaków. Klasyczny model rodziny i tak powoli oraz w sposób nieunikniony ewoluuje. Ciekawe, ile trzeba złej woli, żeby to, co piszę, zrozumieć w jakikolwiek inny sposób.
All work and no play makes Jack a dull boy.

bad beat
Zaawansowany
Posty: 540
Rejestracja: 16.01.10, 21:11

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: bad beat » 21.01.10, 17:56

owczarnia pisze:Zdaje się, że umyka ci fragment pt. "para ma dziecko". A to już jest rodzina. Mogłabym być złośliwa, ale mi się nie chce.


o!
a jaką to znowu znalazłaś definicję rodziny w Wikipedii?
bo ja na przykład taką: kategoria systematyczna niższa niż rząd, a wyższa niż rodzaj :D
i mam nawet przykład, bardziej wstrząsający niż twój
ha!
Człowiekowate – rodzina ssaków naczelnych obejmująca największe wśród naczelnych gatunki wykazujące dużą inteligencję, skłonność do przyjmowania spionizowanej, dwunożnej postawy oraz zdolność do wytwarzania i używania narzędzi

to jest dopiero patologia
ty wiesz, co się dzieje w takiej rodzinie, gdy banan jest za słony?!

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 18:02

Rozumiem, że jeśli wstawiam jakiś cytat lub dane z Wikipedii, automatycznie oznacza to, iż stanowi ona jedyne źródło mojej wiedzy :hmmm:? Cholera, muszę się poważnie nad sobą zastanowić. O ile oczywiście uda mi się znaleźć jakieś wskazówki na Wikipedii.


A jak ci się spodoba definicja ze Słownika Języka Polskiego PWN?

rodzina
1. «małżonkowie i ich dzieci; ogólniej też: osoby związane pokrewieństwem i powinowactwem»
2. zob. ród w zn. 2.
3. «grupa przedmiotów lub zjawisk tego samego rodzaju»
4. «jednostka w systematyce roślin i zwierząt niższa od rzędu, obejmująca najbliżej ze sobą spokrewnione rodzaje»
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Leszek
Zaawansowany
Posty: 769
Rejestracja: 28.08.07, 19:56
Lokalizacja: Lublin

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Leszek » 21.01.10, 18:07

owczarnia pisze:W którym, do kurwy (o przepraszam, "damy wątpliwej konduity", czy nie tak to szło?) nędzy momencie ja cokolwiek uogólniam (zwłaszcza na podstawie jednego przykładu)? W którym momencie stwierdzam, że system heteroseksualnych rodziców się nie sprawdza i należy go zakazać? W którym to zdaniu zasugerowałam, że homoseksualiści są wolni od wad?!


W żadnym i każdym przykładzie jednocześnie. Wykazujesz bowiem, że w związkach hetero zdarzają się odchyły. Czy uznajesz, że pary homo są od nich wolne?

Jedyne, co próbuję tu powiedzieć to to, że nie należy skreślać par homoseksualnych jako potencjalnych rodziców li i jedynie na podstawie ich orientacji.


A tu się już zasadniczo różnimy. Orientacja seksualna, choć niezależna od człowieka, wpływa jednak na cały jego światopogląd i sposób myślenia. W naturze dominującym wzorcem jest para heteroseksualna. Sąd, mając na względzie dobo dziecka, powinien mu oszczędzić eksperymentów socjologicznych i przekazać go parze, któa statystycznie rzecz ujmując, ma większe szanse wprowadzić owego młodego człowieka na niormatywną ścieżkę rozwoju, czyli heteroseksualnej.


Ponieważ jest mnóstwo dzieci czekających na dom, a wzorzec mama + tata niekoniecznie jest tym jedynym, wspaniałym, cudownym, niezawodnym i w ogóle nie mającym sobie równych.


Owe mnóstwo dzieci czekających to mit i legenda. Owszem, w domach dziecka jest sporo dzieciaków, ale adoptować ich nie sposób - ponad 90 procent z nich to dzieci, których rodzice zachowali prawa rodzicielskie.

Wszędzie zdarzają się patologie, inaczej nie byłoby domów dziecka, ośrodków wychowawczych ani poprawczaków. Klasyczny model rodziny i tak powoli oraz w sposób nieunikniony ewoluuje. Ciekawe, ile trzeba złej woli, żeby to, co piszę, zrozumieć w jakikolwiek inny sposób.


Ewoluuje. Ale czy koniecznie musi ewoluować w stronę systemu dwie mamusie i synek? Na razie zanika model wielopokoleniowy. Do zmiany płciowej pary rodziców jeszcze długa na szczęście droga.

Edit: owa dama była negocjowalnego afektu :)
Głupota nie boli, ale męczy bliźnich...

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 18:16

Negocjowalny afekt, rewelacja, muszę zapamiętać.

Leszek pisze:
owczarnia pisze:W którym, do kurwy (o przepraszam, "damy wątpliwej konduity", czy nie tak to szło?) nędzy momencie ja cokolwiek uogólniam (zwłaszcza na podstawie jednego przykładu)? W którym momencie stwierdzam, że system heteroseksualnych rodziców się nie sprawdza i należy go zakazać? W którym to zdaniu zasugerowałam, że homoseksualiści są wolni od wad?!


W żadnym i każdym przykładzie jednocześnie. Wykazujesz bowiem, że w związkach hetero zdarzają się odchyły. Czy uznajesz, że pary homo są od nich wolne?
W ramach odpowiedzi na to pytanie odsyłam cię do własnej sygnatury. Bo tego już doprawdy nie sposób inaczej ująć.

Leszek pisze:
Jedyne, co próbuję tu powiedzieć to to, że nie należy skreślać par homoseksualnych jako potencjalnych rodziców li i jedynie na podstawie ich orientacji.


A tu się już zasadniczo różnimy. Orientacja seksualna, choć niezależna od człowieka, wpływa jednak na cały jego światopogląd i sposób myślenia. W naturze dominującym wzorcem jest para heteroseksualna. Sąd, mając na względzie dobo dziecka, powinien mu oszczędzić eksperymentów socjologicznych i przekazać go parze, któa statystycznie rzecz ujmując, ma większe szanse wprowadzić owego młodego człowieka na niormatywną ścieżkę rozwoju, czyli heteroseksualnej.
Tak, a te statystyki wynikają z tego, że wszak od zarania dziejów porównuje się w roli rodzica pary hetero i homo i jednoznacznie z nich (tych statystyk, znaczy) wynika, że pary hetero mają te szanse autentycznie większe. Ponieważ, jak powszechnie wiadomo, homoseksualiści od zawsze mają takie same prawa jak heterycy (włączając w to małżeństwo i adopcję), tylko jeszcze to do nich nie dotarło.

Gratuluję naukowego argumentu.
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Orion Black
Zaawansowany
Posty: 863
Rejestracja: 26.08.07, 09:22
Lokalizacja: Dziki Wschód (Lublin)

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Orion Black » 21.01.10, 19:09

Leszek pisze:Biorąc pod uwagę najbardziej kożystne dla samcołozników dane statystyczne, mówiące o 1/10 populacji znaczy to tyle, że w wśród stu par homo też się zdarzą dewianci.


Jakie? :bleh:

Jesteśmy niewolnikami w białych koszulach. Reklamy zmuszają nas do pogoni za samochodami i ciuchami.
Wykonujemy prace, których nienawidzimy, aby kupić niepotrzebne nam gówno. Jesteśmy średnimi dziećmi historii.
Nie mamy celu ani miejsca, nie mamy Wielkiej Wojny, wielkiego kryzysu. Naszą wielką wojną jest wojna duchowa, naszym wielkim kryzysem jest życie.

Fight Club
-----------------------------
patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci
najgorszą ze wszystkich - twarz zdrady

i tylko sny nasze nie zostały upokorzone

Awatar użytkownika
Leszek
Zaawansowany
Posty: 769
Rejestracja: 28.08.07, 19:56
Lokalizacja: Lublin

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Leszek » 21.01.10, 19:47

Orion Black pisze:
Leszek pisze:Biorąc pod uwagę najbardziej kożystne dla samcołozników dane statystyczne, mówiące o 1/10 populacji znaczy to tyle, że w wśród stu par homo też się zdarzą dewianci.


Jakie? :bleh:


Młody,nie zaczepiaj,ojca, bo cię oddam do adopcji. Dwóm mężolubnym.

Owca, czy fakt, że pary homo są z NATURY sterylne też do ciebie nie przemawia? Argumenty statystyczne odrzucasz. Bo nie. Bo większośc to nie większośc, tylko inaczej liczona. Pary homo nie mogą się sprawdzać w roli rodziców, bo tych dzieci FIZYCZNIE ZE SOBĄ mieć nie mogą. Dzieworództwo zadziałało tylko raz, a i tak na temat płci Ducha Świętego trwają dysputy. PO co zmieniać to, co działa?
Głupota nie boli, ale męczy bliźnich...

Awatar użytkownika
Godryk
Cieć
Posty: 3264
Rejestracja: 24.08.07, 21:32

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Godryk » 21.01.10, 20:13

A propos argumentu o prawach natury pisałem na poprzedniej stronie...
.
W dodatku co kilka miesięcy Crowley wybierał roślinę rosnącą zbyt powoli albo ulegającą więdnięciu liści czy brązowieniu, albo też po prostu nie wyglądającą tak dobrze jak inne i obnosił ją wśród pozostałych.
— Pożegnajcie się z waszym przyjacielem - mawiał. - Po prostu nie potrafił dać sobie rady...

bad beat
Zaawansowany
Posty: 540
Rejestracja: 16.01.10, 21:11

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: bad beat » 21.01.10, 20:47

owczarnia pisze:A jak ci się spodoba definicja ze Słownika Języka Polskiego PWN?

rodzina
1. «małżonkowie i ich dzieci; ogólniej też: osoby związane pokrewieństwem i powinowactwem»
2. zob. ród w zn. 2.
3. «grupa przedmiotów lub zjawisk tego samego rodzaju»
4. «jednostka w systematyce roślin i zwierząt niższa od rzędu, obejmująca najbliżej ze sobą spokrewnione rodzaje»


i co, nadal uważasz, że para, która spłodziła dziecko stanowi rodzinę?

a co z funkcją koniunkcji spójnika "i" w poprawnej interpretacji tekstu?
na wypadek awersji do tradycyjnej funkcji koniunkcji polecam encyklopedię PWN
rodzina
socjol. grupa społ. złożona z małżeństwa i dzieci (także adoptowanych) oraz ogółu krewnych małżonków (są dla siebie powinowatymi);

na wszelki wypadek nadmienię, iż "oraz" też spełnia przy interpretacji tekstu tę samą, tradycyjną rolę
spójnik "i" występuje też w skrócie k.r.i o.
przesłanki formalne – system przyjęty w polskim k.r. i o. (ze wzgl. na znaczenie rodziny dla społeczeństwa). Rodzina to najmniejsza komórka społeczna, której powstanie jest sformalizowane – powstaje tylko na skutek zawarcia przez kobietę i mężczyznę małżeństwa. Związki faktyczne (konkubinaty) nie stanowią rodziny w rozumieniu prawa).

i by nie było, że dla mnie wszystko jest czarne albo białe
otóż wiem jak wygląda banan
banan jest krzywy

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 20:59

Nadal uważam, że para, która spłodziła dziecko, stanowi rodzinę. Ponieważ umiem doczytać dalej, niż tylko do pierwszego przecinka (lub średnika):

ogólniej też: osoby związane pokrewieństwem i powinowactwem.


Tak jest, banan jest krzywy, a pomarańcza to nawet okrągła.
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Wielki Kot
Zaawansowany
Posty: 951
Rejestracja: 26.08.07, 20:50

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Wielki Kot » 21.01.10, 21:07

Gwoli ścisłości, to pomarańcza jest kulista.
Pomiędzy kulą a okręgiem występuje subtelna, aczkolwiek dość wyraźna różnica.

Awatar użytkownika
Leszek
Zaawansowany
Posty: 769
Rejestracja: 28.08.07, 19:56
Lokalizacja: Lublin

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Leszek » 21.01.10, 21:08

Godryk pisze:A propos argumentu o prawach natury pisałem na poprzedniej stronie...


Nie, Godryku. Napisałeś, że homoseksualizm jest częścią natury, i ja się z tym zgadzam.Ale nikt nie może z tego wyprowadzić argumentu, że skoro jest naturalny, to ma mieć prawo do posiadania potomstwa. Bo tak nie jest. Jest sterylny. I nie należy tego zmieniać.

Oczywiście - lesbijki mają łatwiej - mogą korzystać z banku spermy, na przykład. Ale po pierwsze - nijak naturalnym nazwać tego nie można, to raz. Dwa i ważniejsze - to ciągle nie jest dziecko tej pary. Krew z krwi i kość z kości. TYlko jednak osoba z tej pary uczestniczy w akcie stworzenia i to tylko w 50 procentach. Drug anie ma i nie możemieć z tym nic wspólnego.

Zresztą - cała dyskusja przypomina błedne koło. Każdy ze zwolenników prawa do adopcji dla sodomitów przywołuje pięknie emocjonalny obrazek - te rzekome tłumy sierotek, czekające w domach dziecka na tatusia i tatusia. A to przecież nieprawda. W polskich domach dziecka maluchy z uregulowaną sytuacją prawną (czytaj - takie, co do których nie mają prawa biologiczni rodzice),można liczyć na palcach jednej ręki. Albo nie ma ich w ogóle. Dzieciaki, które tam są i nie mają prawnych opiekunów, to niemal bez wyjątków dzieci chore i niepełnosprawne, których NIE CHCE NIKT. Brutalne, ale prawdziwe.

Może więc zamiast dyskutować o prawach nienaturalnych, lepiej rozmawiać o zmianie kodensu rodzinnego i opiekuńczego tak, aby łatwiej można było pozbawiać złych rodziców praw? Może lepiej dyskutować o tworzeniu rodzinnych domów dziecka i rodzinach zastępczych? O prawach ojców, permanentnie deptanych przez pratykę sądową, bo niemal wszyscy sędziowie w sądach rodzinnych to kobiety?
Głupota nie boli, ale męczy bliźnich...

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 21:09

Leszek pisze:Owca, czy fakt, że pary homo są z NATURY sterylne też do ciebie nie przemawia?
Kompletnie. Co więcej, uważam, że jest to argument całkowicie idiotyczny.

Leszek pisze:Argumenty statystyczne odrzucasz. Bo nie. Bo większośc to nie większośc, tylko inaczej liczona. Pary homo nie mogą się sprawdzać w roli rodziców, bo tych dzieci FIZYCZNIE ZE SOBĄ mieć nie mogą. Dzieworództwo zadziałało tylko raz, a i tak na temat płci Ducha Świętego trwają dysputy. PO co zmieniać to, co działa?
Leszek, jak babcię kocham (przy okazji, najlepszego wszystkim babciom), co Ty pieprzysz? Które argumenty ja odrzucam? Że niby co, są jakieś dowody na to, że homoseksualiści się NIE nadają i ja ich nie przyjmuję do wiadomości? I jaka większość? Rozumiem, że taki ojciec ukryty gej może być super ojcem i wszystko będzie git. Ale jak się ujawni i zechce być tym ojcem w parze ze swoim partnerem, to nastąpi automatyczna kasacja danych? I analogicznie u lesbijek? I o tę kasację zapewne zadba sama natura, albo jeszcze lepiej, duch święty.

Że zacytuję Mię - pokaż mi jakieś badania, jakieś statystyki, jakiekolwiek dowody na to, że para homoseksualna jest z definicji do niczego jako rodzice, a Ci uwierzę. Wybacz, ale argumenty "nie bo nie" to na razie Ty przytaczasz. No po prostu żal.pl.

Leszek pisze:Może więc zamiast dyskutować o prawach nienaturalnych, lepiej rozmawiać o zmianie kodensu rodzinnego i opiekuńczego tak, aby łatwiej można było pozbawiać złych rodziców praw? Może lepiej dyskutować o tworzeniu rodzinnych domów dziecka i rodzinach zastępczych? O prawach ojców, permanentnie deptanych przez pratykę sądową, bo niemal wszyscy sędziowie w sądach rodzinnych to kobiety?
Ale dlaczego: zamiast? Można i o jednym, i o drugim. Bardzo chętnie nawet. Btw, Ty naprawdę uważasz, że to kwestia damskiej obsady robi tę różnicę? Coraz lepiej Ci idzie, nie ma co :D.


A tak w ogóle, to ja mam do Ciebie jedno pytanie: co powiesz człowiekowi, którego żona jest bezpłodna? Sytuacja teoretycznie bardzo zbliżona do pary homoseksualnej (tyle że u homoseksualistów obaj partnerzy mogą być płodni - lub obie partnerki płodne - oczywiście, choć skutek ten sam), czy jego również potraktujesz argumentem "natura gdyby chciała, to by pan miał dziecko, a tak to spadaj pan na drzewo"? Z ciekawości pytam. Czystej.
All work and no play makes Jack a dull boy.

bad beat
Zaawansowany
Posty: 540
Rejestracja: 16.01.10, 21:11

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: bad beat » 21.01.10, 21:19

owczarnia pisze:Nadal uważam, że para, która spłodziła dziecko, stanowi rodzinę. Ponieważ umiem doczytać dalej, niż tylko do pierwszego przecinka (lub średnika):

ogólniej też: osoby związane pokrewieństwem i powinowactwem.


Tak jest, banan jest krzywy, a pomarańcza to nawet okrągła.


owca
ja cię poprowadzę
właśnie o to pokrewieństwo i powinowactwo idzie
a dokładnie o interpretację tej części definicjii
spójrz czym jest powinowactwo (definicja encyklopedyczna)

a mul jaki jest? aha!

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 21:21

Ależ ja bardzo dobrze wiem, co to jest powinowactwo. Tylko co ono ma tu do rzeczy?
All work and no play makes Jack a dull boy.

bad beat
Zaawansowany
Posty: 540
Rejestracja: 16.01.10, 21:11

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: bad beat » 21.01.10, 21:27

owczarnia pisze:Ależ ja bardzo dobrze wiem, co to jest powinowactwo. Tylko co ono ma tu do rzeczy?

no to jaki jest ten mul?

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 21:35

PASIASTY.
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Godryk
Cieć
Posty: 3264
Rejestracja: 24.08.07, 21:32

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Godryk » 21.01.10, 21:39

Leszku, odnośnie homoseksualizmu i posiadania potomstwa - rzuć okiem pod link, który podesłałem, konkretnie hasła "Łabędzie", "Mewy", "Szympansy" - wychodzi na to, że zwierzątka też sobie świetnie radzą z posiadaniem potomstwa w parach homoseksualnych. Dokładnie zresztą tak samo, jak ludzie...

Jeśli chodzi o "każdy przywołuje" - nie każdy. Ja nie przywołuję, bo znam sytuację. Chodzi mi jedynie o to, że zakaz nie ma sensu, bo i tak da się go obejść. Tyle że to kosztuje, oczywiście - dokładnie tak jak obchodzenie zakazu aborcji, uchwalonego też dla zaspokojenia sumień zwolenników jedynie słusznej w tym kraju religii.

Odnośnie sterylności, Owca już rzuciła argumentem.
.
W dodatku co kilka miesięcy Crowley wybierał roślinę rosnącą zbyt powoli albo ulegającą więdnięciu liści czy brązowieniu, albo też po prostu nie wyglądającą tak dobrze jak inne i obnosił ją wśród pozostałych.
— Pożegnajcie się z waszym przyjacielem - mawiał. - Po prostu nie potrafił dać sobie rady...

bad beat
Zaawansowany
Posty: 540
Rejestracja: 16.01.10, 21:11

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: bad beat » 21.01.10, 21:53

owczarnia pisze:PASIASTY.


amamcie!

mul jest... pyszny

a im więcej muli tym lepiej
mule w białym winie z pieprzem i ziołami
lub drobno siekanym czosnkiem, niezbędny jest chilijczyk - Sauvignon Blanc albo coś co harmonizuje z owocami morza mniam

Awatar użytkownika
Leszek
Zaawansowany
Posty: 769
Rejestracja: 28.08.07, 19:56
Lokalizacja: Lublin

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Leszek » 21.01.10, 22:04

owczarnia pisze:
Leszek pisze:Owca, czy fakt, że pary homo są z NATURY sterylne też do ciebie nie przemawia?
Kompletnie. Co więcej, uważam, że jest to argument całkowicie idiotyczny.


No to rozjechały nam się w tym momencie generalnie punkty widzenia. Dla mnie coś, co z natury swej jest sterylne (a związek dwóch facetów, czydwóch pań takim właśnie jest), powinno takim pozostać. Nie bronię owym parom niczego - ani prawa do związku sformalizowanego ( o jego nazwę też nie będę kruszył kopii), ani prawa do PRZYSPOSOBIENIA dziecka partnera. Ale do przysposobienia OBCEGO dziecka tak. Bo uważam model rodziny dwupłciowej za najlepszy.

Leszek pisze:Argumenty statystyczne odrzucasz. Bo nie. Bo większośc to nie większośc, tylko inaczej liczona. Pary homo nie mogą się sprawdzać w roli rodziców, bo tych dzieci FIZYCZNIE ZE SOBĄ mieć nie mogą. Dzieworództwo zadziałało tylko raz, a i tak na temat płci Ducha Świętego trwają dysputy. PO co zmieniać to, co działa?
Leszek, jak babcię kocham (przy okazji, najlepszego wszystkim babciom), co Ty pieprzysz? Które argumenty ja odrzucam? Że niby co, są jakieś dowody na to, że homoseksualiści się NIE nadają i ja ich nie przyjmuję do wiadomości? I jaka większość? Rozumiem, że taki ojciec ukryty gej może być super ojcem i wszystko będzie git. Ale jak się ujawni i zechce być tym ojcem w parze ze swoim partnerem, to nastąpi automatyczna kasacja danych? I analogicznie u lesbijek? I o tę kasację zapewne zadba sama natura, albo jeszcze lepiej, duch święty.


O tę kasację zadbała natura. Bo ojciec nie będzie matką. A drugi tatuś tez tej funkcji nie spełni.

Że zacytuję Mię - pokaż mi jakieś badania, jakieś statystyki, jakiekolwiek dowody na to, że para homoseksualna jest z definicji do niczego jako rodzice, a Ci uwierzę. Wybacz, ale argumenty "nie bo nie" to na razie Ty przytaczasz. No po prostu żal.pl.


Wybacz, ale to Ty rzucasz tu "argumentami" w postaci sierotek oczekujących w domach dziecka na jednopłciowch rodziców. To, że taki fakt nie zaistniał, umknęło Twojej uwadze, bo nie podejrzewam Cię o świadomą manipulację.

Leszek pisze:Może więc zamiast dyskutować o prawach nienaturalnych, lepiej rozmawiać o zmianie kodensu rodzinnego i opiekuńczego tak, aby łatwiej można było pozbawiać złych rodziców praw? Może lepiej dyskutować o tworzeniu rodzinnych domów dziecka i rodzinach zastępczych? O prawach ojców, permanentnie deptanych przez pratykę sądową, bo niemal wszyscy sędziowie w sądach rodzinnych to kobiety?
Ale dlaczego: zamiast? Można i o jednym, i o drugim. Bardzo chętnie nawet. Btw, Ty naprawdę uważasz, że to kwestia damskiej obsady robi tę różnicę? Coraz lepiej Ci idzie, nie ma co :D. n


Owszem, robi różnicę.Zapytaj Stowarzyszenia Praw Ojców. Niechlubny, a wręcz hańbiący uczciwe państwo prawa paragraf o tym, że ojciec nie ma prawa do domagania się dowiedzenia ojcostwa zniknął już co prawda z KRIO, ale praktyka sądowa się nie zmieniła. Matka może być ostatnim wyrzutkiem, ale kiedy powie przed sądem, że kocha dzieci - ma do nich prawo. Ojciec musi UDOWODNIĆ sądowi ( w postaci pani sędzi), żę nie jest wielbłądem. Napisałem na ten temat sporo materiałów. Wiem, co mówię. Naocznie, z sali sądowej. Nie jako uczestnik, na szczęście.


A tak w ogóle, to ja mam do Ciebie jedno pytanie: co powiesz człowiekowi, którego żona jest bezpłodna? Sytuacja teoretycznie bardzo zbliżona do pary homoseksualnej (tyle że u homoseksualistów obaj partnerzy mogą być płodni - lub obie partnerki płodne - oczywiście, choć skutek ten sam), czy jego również potraktujesz argumentem "natura gdyby chciała, to by pan miał dziecko, a tak to spadaj pan na drzewo"? Z ciekawości pytam. Czystej.



Nie, sytuacja jest z gruntu inna. Bezpłodności istnieją miliony przyczyn i na przykład po to ludzkość wymyśliła in vitro. Nie mam nic przeciwko tej metodzie. Dlatego, że to wciąż jest krew z krwi i kość z kości rodziców. Natomiast jestem przeciw bankom spermy, albo "matkom zastępczym", w sensie rozdawnictwa jaja. Bo tu akurat tę naturę oszukuje się, a przy okazji oszukuje się jedno z rodziców - bo to nie jest JEGO dziecko.

Dwójka płodnych sodomitów NIE SPŁODZI dziecka. Obojętnie w jaki sposób. Dwie lesbijki TEŻ tego nie zrobią. Potrzebny jest pierwiastek innej płci.
Głupota nie boli, ale męczy bliźnich...

Awatar użytkownika
beata white
Wiedźma
Posty: 2636
Rejestracja: 25.08.07, 10:24
Lokalizacja: Over the Rainbow :))

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: beata white » 21.01.10, 22:16

Godryk pisze:Leszku, odnośnie homoseksualizmu i posiadania potomstwa - rzuć okiem pod link, który podesłałem, konkretnie hasła "Łabędzie", "Mewy", "Szympansy" - wychodzi na to, że zwierzątka też sobie świetnie radzą z posiadaniem potomstwa w parach homoseksualnych.

Miałam się już nie wypowiadać, ale - niech tam...
Różnica... taki drobny niuansik między zwierzętami, a ludźmi - sfera emocjonalna.
Kolejny niuansik - rozwój społeczny.
Zwierzęta żyją w stadach, czyli komunach - wszystkie młode są nasze. Małe szympansiątko nie chodzi do szkoły, w której będzie się czuło gorzej, bo ma dwóch tatusiów, albo dwie mamusie. Ważne jest, że jest jakiś dorosły osobnik, który zapewni mu banana, i że nie zostanie pożarte przez lamparta.
Życie zaczyna się po czterdziestce. I tego będę się teraz trzymać
The only thing better than the first love, is the last love (by myself)
Życie to materia, na której jedziesz. Dlatego należy ją tak ukształtować, żeby cię dupa nie bolała.

Awatar użytkownika
Mia Wallace
Jej Eminencja Harpia :-)
Posty: 4317
Rejestracja: 25.08.07, 21:41

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Mia Wallace » 21.01.10, 22:20

Leszek pisze: Nie bronię owym parom niczego - ani prawa do związku sformalizowanego ( o jego nazwę też nie będę kruszył kopii)


Na prawie rzymskim uczyli mnie, ze małżeństwo to termin oznaczajacy związek mężczyzny i kobiety. Związki osób tej samej płci to zatem nie małżeństwa.

Kto pija,
temu mija.

Awatar użytkownika
owczarnia
Dama Negocjowalnego Afektu
Posty: 2389
Rejestracja: 24.08.07, 14:39
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: owczarnia » 21.01.10, 22:21

Leszek pisze:Dzieciaki, które tam są i nie mają prawnych opiekunów, to niemal bez wyjątków dzieci chore i niepełnosprawne, których NIE CHCE NIKT. Brutalne, ale prawdziwe.
A otóż widzisz, wykazujesz się w tym momencie sporą ingorancją. Albowiem środowiska gejowskie wielokrotnie wprost mówiły o tym, że właśnie dla wielu takich dzieci znalazłby się dom, gdyby tylko pozwolono im na adopcję.

Leszek pisze:
Btw, Ty naprawdę uważasz, że to kwestia damskiej obsady robi tę różnicę? Coraz lepiej Ci idzie, nie ma co :D. n


Owszem, robi różnicę.Zapytaj Stowarzyszenia Praw Ojców. Niechlubny, a wręcz hańbiący uczciwe państwo prawa paragraf o tym, że ojciec nie ma prawa do domagania się dowiedzenia ojcostwa zniknął już co prawda z KRIO, ale praktyka sądowa się nie zmieniła. Matka może być ostatnim wyrzutkiem, ale kiedy powie przed sądem, że kocha dzieci - ma do nich prawo. Ojciec musi UDOWODNIĆ sądowi ( w postaci pani sędzi), żę nie jest wielbłądem. Napisałem na ten temat sporo materiałów. Wiem, co mówię. Naocznie, z sali sądowej. Nie jako uczestnik, na szczęście.
No wszystko to prawda, bardzo smutna zresztą, tylko dlaczego obwiniasz o to kobiety pracujące w sądach? Sądzisz, że niesprawiedliwość mamy zakodowaną w genach, czy jak? Przepisy trzeba zmienić, system cały!

Leszek pisze:Nie, sytuacja jest z gruntu inna. Bezpłodności istnieją miliony przyczyn i na przykład po to ludzkość wymyśliła in vitro. Nie mam nic przeciwko tej metodzie. Dlatego, że to wciąż jest krew z krwi i kość z kości rodziców. Natomiast jestem przeciw bankom spermy, albo "matkom zastępczym", w sensie rozdawnictwa jaja. Bo tu akurat tę naturę oszukuje się, a przy okazji oszukuje się jedno z rodziców - bo to nie jest JEGO dziecko.
Mhm. Czyli jak już nie jest JEGO dziecko, to won? Muszę powiedzieć mężowi, ucieszy się. Bo on widzisz, uznał mojego syna za swojego, biedak. Nie zdawał sobie sprawy, jaki grzech popełnia... Takie faux pas wobec natury...
All work and no play makes Jack a dull boy.

Awatar użytkownika
Leszek
Zaawansowany
Posty: 769
Rejestracja: 28.08.07, 19:56
Lokalizacja: Lublin

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Leszek » 21.01.10, 22:27

Powtarzam, nie będę o nazwę kruszył kopii. Jeśli samcolubcom tak badzo zależy na tej nazwie - niech mają. Powinni mieć prawo do życia w zformalizowanych związkach. Dziedziczyć po sobie, mieć prawo do odwiedzin w szpitalach, informacji medycznej, wspólnoty majątkowej. OK.

Mój protest co do adopcji wywodzi się z zupełnie innych przesłanek. Nie każdy może być środkowym w drużynie koszykówki - bo brak mu wzrostu. Nie każdy może być pilotem odrzutowego myśliwca - bo brak mu na przykłąd odpowiediej koordynacji ruchów. Homoseksualistom brak jest możliwości posiadania (w parach) własnego potomstwa. I trudno. Niech się z tym pogodzą, będą szczęśliwsi. A przy okazji, nie będą wywoływać wojen ideologicznych.
Ostatnio zmieniony 21.01.10, 22:35 przez Leszek, łącznie zmieniany 1 raz.
Głupota nie boli, ale męczy bliźnich...

Awatar użytkownika
Leszek
Zaawansowany
Posty: 769
Rejestracja: 28.08.07, 19:56
Lokalizacja: Lublin

Re: Homoseksualizm a babciostwo, czyli rzecz o adopcji.

Postautor: Leszek » 21.01.10, 22:33

owczarnia pisze:
Leszek pisze:Dzieciaki, które tam są i nie mają prawnych opiekunów, to niemal bez wyjątków dzieci chore i niepełnosprawne, których NIE CHCE NIKT. Brutalne, ale prawdziwe.
A otóż widzisz, wykazujesz się w tym momencie sporą ingorancją. Albowiem środowiska gejowskie wielokrotnie wprost mówiły o tym, że właśnie dla wielu takich dzieci znalazłby się dom, gdyby tylko pozwolono im na adopcję.


Przykład poproszę. Rzeczywisty, nie wyimaginowany przez te tęśkniące do opieki nad jakimkolwiek dzieciątkiem lesbijki, albo mężolubców. Przykład. Precedens.

Leszek pisze:
Btw, Ty naprawdę uważasz, że to kwestia damskiej obsady robi tę różnicę? Coraz lepiej Ci idzie, nie ma co :D. n


Owszem, robi różnicę.Zapytaj Stowarzyszenia Praw Ojców. Niechlubny, a wręcz hańbiący uczciwe państwo prawa paragraf o tym, że ojciec nie ma prawa do domagania się dowiedzenia ojcostwa zniknął już co prawda z KRIO, ale praktyka sądowa się nie zmieniła. Matka może być ostatnim wyrzutkiem, ale kiedy powie przed sądem, że kocha dzieci - ma do nich prawo. Ojciec musi UDOWODNIĆ sądowi ( w postaci pani sędzi), żę nie jest wielbłądem. Napisałem na ten temat sporo materiałów. Wiem, co mówię. Naocznie, z sali sądowej. Nie jako uczestnik, na szczęście.
No wszystko to prawda, bardzo smutna zresztą, tylko dlaczego obwiniasz o to kobiety pracujące w sądach? Sądzisz, że niesprawiedliwość mamy zakodowaną w genach, czy jak? Przepisy trzeba zmienić, system cały!


Obwiniam system ale to kobiety stworzyły ten system. Takie są fakty.

Leszek pisze:Nie, sytuacja jest z gruntu inna. Bezpłodności istnieją miliony przyczyn i na przykład po to ludzkość wymyśliła in vitro. Nie mam nic przeciwko tej metodzie. Dlatego, że to wciąż jest krew z krwi i kość z kości rodziców. Natomiast jestem przeciw bankom spermy, albo "matkom zastępczym", w sensie rozdawnictwa jaja. Bo tu akurat tę naturę oszukuje się, a przy okazji oszukuje się jedno z rodziców - bo to nie jest JEGO dziecko.
Mhm. Czyli jak już nie jest JEGO dziecko, to won? Muszę powiedzieć mężowi, ucieszy się. Bo on widzisz, uznał mojego syna za swojego, biedak. Nie zdawał sobie sprawy, jaki grzech popełnia... Takie faux pas wobec natury...


Twój mąz ma prawo do świadomej decyzji. Uznał - jego rzecz,nie mnie go osądzać. Widocznie na tyle cię kochał, aby kwestię rzeczywistego ojcostwa odrzucić.Powtarzam - nie moja rzecz, lecz jego. Ale o ile wiem, Twój mąż jest mężczyzną? A Ty też raczej nie zaszłaś w ciążę z kobietą?
Ostatnio zmieniony 21.01.10, 22:36 przez Leszek, łącznie zmieniany 1 raz.
Głupota nie boli, ale męczy bliźnich...


Wróć do „Sielskie Poczęcie®”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

cron