Monty Python

Kawały i wesołe fotki nieznanego pochodzenia.

Moderatorzy: Livia, polda, Otol

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 18:54

"Aresztowanie spikera. Film erotyczny."

SPIKER Eric Idle
SPIKER Z BLUEBOX-u Eric Idle
DORA Carol Cleveland
BEVIS Terry Jones

(studio dziennika telewizyjnego; za telewizyjnym stołem siedzi spiker ubrany w szary garnitur, białą koszulę i krawat w kwiatki; w tle bluebox, na którym wyświetlony jest napis: PPU "WALNITY SCHAB" z widokiem wiejskiego płotka)

SPIKER
(odkładając kartkę)

...i kilka fartuchów rzeźniczych. Dziś rano w Fulham, dokonano włamania do sklepu jubilerskiego i skradziono biżuterię o wartości dwóch tysięcy funtów.

(na blueboxie pojawia się ten sam spiker, który siedzi i nic nie mówi)

Policja poszukuje tego oto człowieka. Jest to mężczyzna pod trzydziestkę, ubrany w szary garnitur, białą koszulę i krawat w kwiatki. Ktokolwiek go widział, bądź zna jego miejsce pobytu, proszony jest o powiadomienie najbliższego posterunku policji.

(do spikera na blueboxie podchodzi umundurowany policjant, który wyprowadza spikera ze studia; spoza kadru, spiker otrzymuje kartkę, którą bierze i czyta z niej)

Otrzymaliśmy właśnie wiadomość, że policja zatrzymała już poszukiwanego, jednak po przesłuchaniu został on skreślony z listy podejrzanych i zwolniony. Wiadomości ze sportu.

(spoza kadru otrzymuje kartkę, z której czyta; na blueboxie spiker wraca do studia; jest wyraźnie niezadowolony i zbulwersowany; siada i milczy)

Jednak policja, w oparciu o uzyskane informacje zamierza przesłuchać spikera dziennika telewizyjnego z centrum Londynu. Policyjne dochodzenie skoncentrowało się na brytyjskiej telewizji.

(do spikera podchodzi policjant)

Przepraszam na chwilę.

(policjant wyprowadza spikera ze studia; dalsze wiadomości podaje spiker z blueboxu)

Przypuszczamy, że podejrzany pomaga teraz policji w śledztwie. To wszystko w tym wydaniu dziennika. A teraz "Gość jedynki".

(cięcie; muzyka z czołówki programu "Match of the Day"; wnętrze sypialni; przed dużym łożem stoją półnadzy mężczyzna - Bevis i kobieta - Dora; obejmują się i namiętnie całują; ona w staniku i majtkach, on w majtkach; po chwili słychać kroki i odgłos otwieranych drzwi; w kadr, na pierwszy plan, wchodzi spiker, który mówi do kamery; w tle para kontynuuje swoje pieszczoty)

SPIKER
Najmocniej przepraszam, to nie jest "Gość jedynki", tylko najciekawsze fragmenty dzisiejszego kina nocnego. Przepraszamy.

(wychodzi z kadru, ale po chwili szybko wraca; stoi jak poprzednio)

Przepraszam, ale w "dwójce" Grażyna Torbicka rozmawiać będzie z Ojcem Rydzykiem, o tym jak uatrakcyjnić program telewizyjny.

(wychodzi z kadru, ale po chwili szybko wraca; stoi jak poprzednio)

Przepraszamy za wszystko. A teraz dalszy ciąg filmu.

(wychodzi)

DORA
Och Bevis, powinniśmy?

BEVIS
Och Dora, dlaczego nie?

DORA
Bądź delikatny.

(kładą się na łóżku, znikając z kadru; cięcie; czarno-biały film zmontowany kolejno z następujących ujęć:
walący się komin wyświetlany do tyłu;
szumiące drzewa;
morskie fale rozbijające się o skały;
małe rybki w płytkiej wodzie;
duża fontanna;
eksplodujące sztuczne ognie;
gotująca się lawa wulkaniczna;
startująca rakieta kosmiczna;
pociąg wjeżdżający do tunelu;
pancernik na pełnym morzu;
wystrzelona torpeda z okrętu nawodnego;
lew w cyrku skaczący przez obręcz;
uśmiechnięty prezydent Nixon;
zbliżenie na wymię dojonej krowy;
tankowanie w powietrzu;
klaszczące baby;
Szkot rzucający palem;
katastrofa samolotu wojskowego;
opadające ścięte drzewo;
walący się komin;
cięcie; sypialnia jak poprzednio; zrozpaczona kobieta siedzi na łóżku i pali papierosa)

DORA
O Bevis, zrobisz coś wreszcie? Przez cały wieczór pokazujesz mi filmy.

(przed łóżkiem stoi mały projektor, do którego Bevis wkłada rolkę z filmem)

BEVIS
Obejrzyjmy jeszcze jeden, kochanie.

DORA
O nie!

(cięcie)

ANIMACJA

(muzyczka hawajska; na plaży leży dziewczyna w stroju bikini, z karykaturalnie wyolbrzymionymi biodrami, biustem i uzębieniem; odjazd kamery; obok niej siedzi chuderlak z głupawym uśmiechem; spoza kadru ktoś nogą kopie w piach, którym chuderlak dostaje w twarz; duża pięść spoza kadru wbija chuderlaka w piasek, aż po szyję; nadchodzi olbrzymi mięśniak, który bierze pod pachę kobietę, niczym zrolowany dywan; chuderlak wygrzebuje się z trudem; obok pojawia się inny mięśniak; chuderlak jest zachwycony)

CHUDERLAK
Fantastyczne! Co za klasycznie zbudowane ciało!

(cięcie; mięśniak w pasiastej marynarce)

MIĘŚNIAK
Pomiatają tobą? Może chciałbyś zacząć pomiatać innymi? Chcesz mieć ciało, na które poleci każda kobieta?

(rozchyla marynarkę odsłaniając wielki tors, na który wpadają, wycięte z przedwojennych fotografii, nagie kobiety; cięcie; mięśniak w slipach podskakuje nienaturalnie, prezentując swoje bicepsy)

I którego pozazdrości ci każdy mężczyzna?

(pojawia się staruszka)

STARUSZKA
Chciałabym tak wyglądać.

(cięcie; mięśniak pompuje biceps prawej ręki; zza bicepsa wystaje głowa chuderlaka)

MIĘŚNIAK
Uprawiaj ćwiczenia. Codziennie przez kwadrans.

(na bicepsie pojawia się liczba "15")

STARUSZKA
Słyszałam już takie bajki.

(mięśniak zadaje cios pięścią w twarz staruszki)

MIĘŚNIAK
Ćwicz razem ze mną, a przybędzie ci pięćdziesiąt funtów czystych mięśni.

(wskazuje wielkim paluchem w kierunku kamery; cięcie; chuderlak stoi w pokoju)

Potężne bicepsy!

(chuderlakowi wyrastają ogromne bicepsy)

Umięśniona klata!

(chuderlakowi wyrasta olbrzymia klatka piersiowa)

Solidne nogi!

(chuderlakowi niesamowicie powiększają się nogi)

Szerokie ramiona!

(barki chuderlaka rozrastają się tak, że nie mieszczą się w kadrze)

A wszystko to uzyskasz w zaciszu własnego domku!

(cięcie; widok niewielkiego domku, który rozpada się, rozpychany od wewnątrz rozrastającym się chuderlakiem; cięcie; zbliżenie na twarz mięśniaka)

Na czym polega mój sekret?

(uśmiecha się; na zębach pojawia się napis "DYNAMICZNE NAPINANIE")

Dynamiczne napinanie!

(rytmicznie napina mięśnie, poprzez naciąganie rąk ze splecionymi dłońmi)

Mięśnie naciągają mięśnie w sposób naturalny!

(w wyniku napinania, wyrywa sobie lewą rękę i krzyczy z bólu; inna umięśniona ręka opuszcza kadr jak zasłonę w oknie; widok chuderlaka prezentującego swoje marne bicepsy i napis "PRZEDTEM")

A oto dowód! Przedtem!

(kadr zmienia się jak zasłona w oknie; imponujący mięśniak z napisem "POTEM")

Potem! I nie poprzestawaj na tym!

(mięśniak pompuje bicepsy, nadyma się i pęka jak balon; cięcie; chuderlak w pokoju)

Nie zwlekaj! Jeszcze dziś zamów bezpłatny podręcznik kulturystyki!

(drzwi od pokoju otwierają się)

GŁOS
Listonosz!

(przez drzwi do pokoju wpada wielka księga, która przygniata chuderlaka; cięcie; mięśniak pompuje bicepsy)

MIĘŚNIAK
Wypracuj ciało, z którego będziesz dumny!

(zaciemnienie; cięcie; chuderlak z ciałem kulturysty siedzi na plaży obok dziewczyny w bikini /jak na początku animacji/; muzyczka hawajska; znowu dostaje piachem w twarz; chuderlak wstaje pewny siebie, twarzą w kierunku skąd nadleciał piasek; spoza kadru /od strony, w którą patrzy chuderlak/ wysuwa się lufa armatnia; pada strzał i chuderlak wylatuje poza kadr; nadchodzi mięśniak i zabiera dziewczynę /jak na początku animacji/; cięcie)

KONIEC ANIMACJI
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 18:55

Artur "Dwie Szopy" Jackson

SPIKER Michael Palin
REDAKTOR Eric Idle
ARTUR Terry Jones
DRUGI REDAKTOR John Cleese
WIKING John Cleese


[studio telewizyjne; za stołem telewizyjnym siedzi spiker]

SPIKER
A teraz człowiek, który błyskawicznie zyskał sławę.

[słychać kwik świni; spiker podskakuje i patrzy na swoje krzesło; wyciąga z szuflady pistolet, obraca się w prawą stronę i strzela;
cięcie; młody mężczyzna na tle nut na blueboxie; muzyka symfoniczna]

NAPIS:
ŚWINIE 3
NELSON 1

[odjazd kamery; obok młodego mężczyzny - redaktora, na drugim krześle siedzi drugi mężczyzna - "Dwie Szopy" Jackson]

REDAKTOR
W zeszłym tygodniu w Royal Festival Hall po raz pierwszy wykonano nową symfonię jednego z największych współczesnych kompozytorów, Artura "Dwie Szopy" Jacksona.

ARTUR
Dobry wieczór.

REDAKTOR
Pozwoli pan, że na chwilę zboczę z tematu. Intryguje mnie ten pański przydomek - "Dwie Szopy". Skąd on się wziął?

ARTUR
To żaden pseudonim. Po prostu kilku moich przyjaciół tak mnie nazywa.

REDAKTOR
Rozumiem. Czy ma pan dwie szopy?

ARTUR
Nie, mam tylko jedną i to od dawna. Jednak kilka lat temu powiedziałem, że rozważam możliwość postawienia drugiej i od tamtej chwili niektórzy nazywają mnie "Dwie Szopy"...

REDAKTOR
Mimo, że ma pan tylko jedną?

ARTUR
[zniecierpliwiony]
Tak.

REDAKTOR
Rozumiem. Ma pan może zamiar kupić drugą?

ARTUR
Nie.

REDAKTOR
Żeby przydomek pasował.

ARTUR
Nie!

REDAKTOR
Rozumiem. Wracając do pańskiej symfonii... czy skomponował ją pan... w szopie?

ARTUR
[oburzony]
Nie!

REDAKTOR
A skomponował pan cokolwiek w tej swojej szopie?

ARTUR
Nie! To najzwyklejsza w świecie ogrodowa szopa!

[w tle rozmawiających, na blueboxie, pojawia się zdjęcie ogrodowej szopy]

REDAKTOR
Rozumiem. Więc chce pan postawić drugą, żeby w niej komponować...

ARTUR
Skąd! Dajmy już spokój tym szopom, one nie mają żadnego znaczenia. Kilku przyjaciół nazywa mnie "Dwie Szopy" i na tym koniec! Proszę mnie zapytać o muzykę. Jestem kompozytorem!

[rozpaczliwie]

Ludzie nieustannie nagabują mnie o te szopy. To już przesada! Mam już dość tego tematu! Wolałbym wcale nie mieć tej szopy!

REDAKTOR
Podejrzewam, że ma pan zamiar ją sprzedać.

ARTUR
Sprzedam, a owszem!

REDAKTOR
To będzie pan Arturem "Bez Szopy"...

ARTUR
Skończ pan z tymi szopami!

REDAKTOR
Z całym szacunkiem panie Jackson, mieliśmy mówić o pańskiej symfonii.

ARTUR
[zdezorientowany]
Co?

REDAKTOR
To symfonia na organy i bębenki...

[Artur spostrzega zdjęcie szopy]

ARTUR
Co to takiego?

REDAKTOR
Co?

ARTUR
To szopa! Zdejmijcie to zdjęcie!

[redaktor znacząco kiwa głową w stronę reżyserki i zdjęcie znika, a w jego miejsce pojawia się wizerunek Artura]

ARTUR
[przygląda się wnikliwie swojemu zdjęciu na blueboxie]
W porządku.

REDAKTOR
A teraz panie Jackson, przejdźmy do symfonii...

[cięcie]

NAPIS: ARTUR "DWIE SZOPY" JACKSON

[cięcie]

REDAKTOR
Zdaje się, że interesował się pan rozpoznawaniem pociągów...

[fotografia Artura zostaje zamieniona na zdjęcie szopy z dużym znakiem zapytania]

ARTUR
[całkowicie zdezorientowany]
Co?

REDAKTOR
Słyszałem, ze jakieś trzydzieści lat temu bardzo pana interesowało rozpoznawanie pociągów.

ARTUR
Co to ma do cholery wspólnego z moją muzyką?!

[wchodzi drugi redaktor]

DRUGI REDAKTOR
Masz z nim kłopoty?

REDAKTOR
Niewielkie.

DRUGI REDAKTOR
[bierze Artura za tylną część marynarki w okolicy karku i podnosi go z krzesła]
My redaktorzy jesteśmy o wiele lepsi od takich jak ty, "Dwie Szopy".

REDAKTOR
Właśnie, zmiataj stąd "Dwie Szopy"! To studio jest za małe dla nas trzech!

[drugi redaktor wyrzuca Artura a pierwszy dokłada mu kopniaka; Artur wylatuje z kadru]

DRUGI REDAKTOR
Wymyśl swój własny program, ćwoku jeden!

REDAKTOR
[z uśmiechem w stronę kamery]
Artur "Dwie Szopy" Jackson.

[cięcie; spiker]

REDAKTOR
[spoza kadru]
Nie przejmuj się tym.

DRUGI REDAKTOR
[spoza kadru]
Dzięki za słowa otuchy.

SPIKER
Artur "Dwie Szopy"...

[przełyka ślinę; cięcie; wiking]

WIKING
...Jackson.
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 18:57

"Arystokratyczny głupek roku"

SPRAWOZDAWCA John Cleese
VIVIAN SMITH-SMYTHE-SMITH Eric Idle
SIMON ZINC-TRĄBA-HARRIS Terry Jones
NIGEL INCUBATOR-JONES John Cleese
GERWAZY BROOK-HAMPSTER Michael Palin
OLIVER ST JOHN-MICZAK Graham Chapman
MĘŻCZYZNA Z FAJKĄ Terry Jones

[daleki plan stadionu; na murawę boiska wbiega pięciu głupków, ubranych w garnitury i kapelusze]

SPRAWOZDAWCA
Dzień dobry. Witam w Hurlingham Park. Zawodnicy wbiegają właśnie na murawę. Mamy piękne, zimowe popołudnie. Ziemia zamarza pod nogami, a deszczu nie widać. Zanosi się na wspaniałą, sportową imprezę. Sto dwudzieste siódme zawody o tytuł Arystokratycznego Głupola Roku.

[głupole podbiegają do transparentu z napisem "ARYSTOKRATYCZNY GŁUPOL ROKU"]

Zawodnicy zaraz wystartują, więc przedstawię ich państwu.

[cięcie; zbliżenie na pierwszego głupola]

Vivian Smith-Smythe-Smith - mizerny z chemio-higieny.

[cięcie; zbliżenie na drugiego głupola]

Simon Zinc-Trąba-Harris - żonaty z atrakcyjną lampą stołową.

[cięcie; zbliżenie na trzeciego głupola]

Nigel Incubator-Jones - przyjaźni się z drzewem a w wolnych chwilach jest maklerem giełdowym.

[cięcie; zbliżenie na czwartego głupola]

Gerwazy Brook-Hampster - ze straży grenadierów. Ojciec używa go w charakterze kosza na śmieci.

[cięcie; zbliżenie na piątego głupola]

Oliver St John-Mięczak - absolwent Harrow. Jest faworytem wśród dzisiejszych głupków.

[cięcie; wszyscy stoją na tle transparentu i radośnie machają do widowni]

Zawodnicy podchodzą do linii startu...

[cięcie; widownia, na której zgromadziło się osiem osób i trzy konie]

...a na trybunach mamy niezły tłum.

[cięcie; linia startu; głupole ustawiają się na różne sposoby; obok nich stoi starter w białym kitlu]

Zaraz usłyszymy sygnał.

[starter chwilę usiłuje normalnie ustawić głupoli; staje obok, podnosi rękę z rewolwerem i strzela]

Wystartowali!

[głupole stoją nadal na linii startu; cięcie; widownia]

Jeszcze nie.

[cięcie; starter podchodzi do głupoli i coś im tłumaczy]

Nie wiedzieli, że zaczynają na odgłos strzału. Nie ważne. Zaczną jeszcze raz. Starter zaraz to wyjaśni. Najwyraźniej już załapali. Gotowi?

[cięcie; starter wraca na swoje miejsce i strzela w górę; głupki ruszyły]

Wystartowali. W tym roku odbyło się to wyjątkowo szybko.

[Oliver zatacza się i wybiega z kadru]

Oliver wybiegł nam trochę z kadru.

[cięcie; na murawie znajduje się pięć białych linii; w tle głupki]

Za chwilę pierwsza konkurencja - przejście po linii prostej.

[głupki usiłują przejść po linii; zataczają się, padają]

Muszą przejść wzdłuż tych linii, nie wychylając się. Oliver ma trudności, Simon przechodzi szybko. Nigel chyba też. Obaj przechodzą całkiem szybko. To jest Nigel z numerem trzy. Gerwazy przechodzi już poza kadrem.

[czterech głupoli przechodzi dalej; w oddali leżący Oliver; cięcie; daleki plan murawy; czterech głupków biegnie w prawo; Oliver notorycznie pada przed liniami; cięcie; plan daleki boiska]

Konkurencja druga. Simon i Vivian podchodzą do skoku przez pudełka.

[cięcie; na murawie ustawiona jest przeszkoda z trzech warstw pudełek od zapałek]

Ustawiono trzy warstwy pudełek od zapałek.

[Simon i Vivian pokonują przeszkodę]

Simon przeszedł. Vivian przeszedł przepięknie. Życiowy skok, żeby tylko ojciec go zrozumiał.

[podbiega Nigel i zatrzymuje się przed pudełkami; zawraca; podbiegają pozostałe głupki; Gerwazy pada na twarz]

Oto Nigel. Gerwazy przeszedł.

[Nigel potyka się przed przeszkodą i przewraca się na drugą stronę - za przeszkodę]

Nie, Nigel przeszedł, a Gerwazy będzie skakał!

[Gerwazy podchodzi do przeszkody i pada na wznak; Nigel zawraca i jeszcze raz skacze; Oliver z trudem utrzymuje równowagę]

Skoczył w złym kierunku a Nigel przeszedł wspaniale. Pozostał jeszcze Oliver i Gerwazy.

[Gerwazy przeskakuje przewracając się; Oliver pada na pudełka]

Fatalnie!

[cięcie; na murawie stoi, ubrany jak żebrak, mężczyzna z przenośną ladą zawieszoną na szyi]

A teraz kopanie żebraka.

[do żebraka podbiega Simon i kopie go w tyłek, potem dwa razy w nogę; żebrak pada na murawę; z tyłu rozgrzewa się Vivian]

Simon daje kopa, niezbyt silnego, ale żebrak leży. Simon przechodzi dalej.

[Simon biegnie dalej; Vivian rozgrzewa się; żebrak wstaje z murawy]

Teraz Vivian. Wypatruje okazji.

[kiedy wstający z murawy żebrak wystawia tyłek, Vivian podbiega do niego]

Oto on.

[Vivian kopie żebraka w tyłek z całej siły; żebrak pada na twarz]

Ale łomot.

[Vivian podskakuje radośnie i biegnie dalej; cięcie; plan daleki boiska]

Simon prowadzi. Na miejscu drugim Vivian, na trzecim Nigel, na czwartym Gerwazy, na końcu Oliver.

[cięcie; Oliver przed przeszkodą z pudełek od zapałek; pląsa nieporadnie; usiłuje przejść przeszkodę]

Oto Oliver - jest ostatni. Ma chyba kłopot przez dawny uraz mózgu. Chyba robi podejście...

[Oliver rusza na przeszkodę i pada na pudełka]

No nie! Ma pecha!

[Oliver wstaje]

Wstał. Nie zdaje sobie sprawy z przegranej.

[Oliver zatacza się i bije się dłonią w głowę]

Z wygranej z resztą też. Jest kompletnym idiotą.

[Oliver ponownie rusza na przeszkodę; wybija się, skacze i pada na plecy; cięcie; Gerwazy kopie leżącego żebraka]

A oto Gerwazy. Traktuje żebraka z buta.

[do Gerwazego podchodzi sędzia zawodów i wskazuje mu kierunek poruszania się; Gerwazy zawzięcie dalej kopie żebraka; w oddali widać Olivera przy pudełkach od zapałek]

Sędzia daje mu wskazówki. Może przechodzić dalej, do pamiątkowej fotografii z polowania.

[sędzia chwyta Gerwazego za ramię; Gerwazy opamiętawszy się przestępuje leżącego żebraka i wychodzi z kadru; w oddali widać Olivera jak przewraca się na murawę]

Tak, przeszedł. A z tyłu Oliver ma wciąż kłopoty z pudełkami od zapałek.

[sędzia obserwuje Olivera, który podnosi się; cięcie; na murawie ustawiony jest stolik, przykryty białym obrusem, na którym stoi butelka z szampanem, owoce i przekąski; przy stoliku stoją dwa krzesła; Simon i Vivian stoją w środku, pomiędzy dwiema dziewczynami: po prawej ręce Simona stoi blondynka a po lewej ręce Viviana stoi brunetka; tyłem do kamery stoi fotograf; nadbiega Nigel i wywraca się]

Kolejna konkurencja - pamiątkowa fotografia z polowania.

[uśmiechnięty Vivian stoi z blondynką a Simon minął się z brunetką; w tle Nigel podnosi się z murawy; w oddali widać sędziego zawodów i Gerwazego]

Oto Simon - żartuje z Lady Arabellą Plunkett. Ona chce przejść eliminacje do filmu, a Vivian chce przejść dalej.

[Nigel podbiega do brunetki, którą obejmuje lewym ramieniem; prawą ręką bierze kieliszek szampana, ale nie trafia do ust i oblewa sobie twarz]

A oto Nigel - żartuje z Lady Sarą Ołówek-Grosz-Walec-Parowy-Szarlotka-Z-Kremem-Po-Goleniu-Dupiatą-Smith.

[cięcie; Simon siedzi za kierownicą w białym kabriolecie; jedzie do tyłu; obok Vivian wsiada do czerwonego kabrioletu]

A oto Simon - w samochodzie sportowym...

[Simon, jadąc tyłem, przejeżdża makietę staruszki; podbiega sędzia zawodów i ustawia makietę]

...przejechał staruszkę, w cudownej akcji do tyłu.

[Simon rusza samochodem do przodu i wyjeżdża z kadru]

Teraz przyśpiesza do przodu, żeby zbudzić sąsiada.

[nadjeżdża Vivian w czerwonym kabriolecie i przejeżdża makietę staruszki]

To chyba Vivian? Nie, on zgubił kluczyki. A jednak to Vivian! Walnął staruszkę powoli, ale skutecznie.

[cięcie; na pierwszym planie stoi metalowe łóżko, na którym leży śpiący mężczyzna; na drugim planie Simon stoi przed białym kabrioletem i trzaska drzwiami samochodu; trzaska jeszcze raz, ale mężczyzna śpi dalej; w czerwonym kabriolecie podjeżdża Vivian]

Teraz startuje w konkurencji budzenia sąsiada.

[Simon w dalszym ciągu trzaska drzwiami]

Simon prowadzi, ale nie może zbudzić sąsiada. Strzela drzwiczkami najmocniej jak potrafi, a tu żadnej reakcji.

[Simon trzaska drzwiami samochodu po raz czwarty i mężczyzna budzi się i podnosi się do pozycji siedzącej; nieopodal Vivian wysiada z samochodu]

Zbudził go i Simon przechodzi.

[Simon odbiega; do białego kabrioletu podchodzi Vivian]

Teraz Vivian będzie strzelał drzwiczkami.

[Vivian trzaska drzwiami od samochodu; cięcie; przy stoliku stoi Gerwazy z blondynką; w tle nadbiega Oliver; w oddali widać sędziego, stojącego przy leżącym żebraku]

A my wracamy do pamiątkowej fotografii.

[Gerwazy biegnie dalej; fotograf robi zdjęcia - błyska lampa błyskowa]

To chyba Gerwazy startuje.

[Oliver, słaniając się na nogach, zbliża się do stolika]

A oto Oliver, dzielny Oliver. Chyba nie trafi do stolika.

[Oliver wpada na stolik i przewraca się razem z nim]

A jednak trafił.

[cięcie; widownia, na której spokojnie siedzą kibice]

Tłum szaleje.

[cięcie; Nigel trzaska drzwiami białego kabrioletu]

A teraz kogo widzimy? To Nigel!

[Nigel jeszcze raz trzaska drzwiami samochodu; mężczyzna na łóżku budzi się i podnosi się do pozycji siedzącej; w tle, w czerwonym kabriolecie, podjeżdża Gerwazy]

Nigel zbudził sąsiada! Ależ to podniecające!

[Nigel biegnie dalej; Gerwazy wysiada z czerwonego kabrioletu i podchodzi do białego]

Nigel przechodzi, cały szczęśliwy, a następny startuje Gerwazy.

[cięcie; na murawie stoi kelner, trzymający tacę, na której stoi butelka szampana; podbiega Simon i mija kelnera, zatrzymuje się i staje do niego tyłem; macha do kogoś ręką]

Nie, prowadzi Simon, który miał teraz obrazić kelnera, ale się zagawronił.

[cięcie; Oliver leży na plecach przed prawym, przednim kołem białego kabrioletu]

A Oliver przejechał sam siebie.

[cięcie; widownia]

Co za wspaniały głupol.

[cięcie; Simon w dalszym ciągu stoi tyłem do kelnera i macha ręką; do kelnera podchodzi Vivian]

Teraz zbliża się Vivian - będzie obrażał kelnera.

[Vivian indyczy się przy kelnerze; Simon zainteresował się tym co robi Vivian i podchodzi do niego i kelnera; Vivian kończy obrażać kelnera i idzie dalej]

Obrzuca go wyzwiskami, miesza z błotem i przechodzi.

[cięcie; na murawie stoją dwa stojaki, na których, na wysokości około 150 cm, ułożona jest drewniana belka; do belki podbiega Vivian]

Prześcignął Simona i jest już przy belce.

[Vivian atakuje belkę, ale uderza w nią głową; nadbiega Simon]

Simon musi przejść pod belką.

[Simon atakuje belkę i również uderza w nią głową i przewraca się; w tle Nigel dyskutuje z sędzią]

To strasznie trudna konkurencja. Wymaga idealnej koordynacji ciała i umysłu.

[Vivian ponownie atakuje belkę - z tym samym rezultatem; Simon z trudem podnosi się z murawy, po czym upada na plecy]

Vivian nie przeszedł. Drugie podejście. Simon upadł.

[nadbiega Nigel, który potyka się i lecąc do przodu, pochylony przebiega pod belką]

Nigel się potknął i przeszedł.

[Simon podnosi się i uderza głową w belkę; Vivian podchodzi i znowu uderza głową w belkę]

Simonowi znowu nie wyszło.

[Simon podnosi się i staje po drugiej stronie belki; uradowany biegnie dalej; podbiega Gerwazy]

Oto Gerwazy. Simon przeszedł przypadkowo, a Gerwazy przejdzie na końcu.

[Gerwazy kuca pod belką a następnie prostuje się, uderzając się głową o belkę; cięcie; na niskich palikach rozciągnięte są skóry królików; obok leżą strzelby; podbiega Nigel i bierze strzelbę]

Oto Nigel. Prowadzi i teraz będzie strzelał do królika.

[Nigel strzela na oślep; podbiega Simon i bierze strzelbę]

Króliki zostały przywiązane do ziemi, żeby za bardzo nie biegały, gdyż zawody mogą trwać tylko jeden dzień.

[nadbiega Vivian i Gerwazy; Gerwazy bierze strzelbę i tłucze królika kolbą; totalna kanonada; nadbiega Oliver; Nigel rzuca się na królika i tłucze go pięścią; dym od wystrzałów gęstnieje]

Głupole strzelają gęsto, choć bez nadzwyczajnych rezultatów. Gerwazy wali kolbą swojej strzelby, a Nigel morduje królika gołymi rękami. Wciąż bezskutecznie, ale jest mgła i mają kłopoty z wycelowaniem.

[cięcie; plan daleki boiska]

Ale udało się im, chyba, kilka razy trafić. Tak! Trybuny szaleją, zawody trwają dalej.

[cięcie; na murawie ustawione są żeńskie manekiny, ubrane tylko w staniki; do manekinów podbiegają Vivian, Gerwazy, Nigel i Simon]

Za chwilę następna konkurencja. Przewodzi Gerwazy, po nim Vivian i Simon. Będą teraz zdejmować biustonosze od przodu.

[głupole rzucają się na manekiny i zajadle walczą ze stanikami, które usiłują zdjąć z manekinów]

To szczególnie trudna konkurencja. Łatwo im nie pójdzie, ale dają z siebie wszystko.

[Gerwazy w ferworze walki przewraca się razem z manekinem; Nigel obala manekin na murawę; wszyscy szarpią się ze stanikami, które nie chcą się tak łatwo zdjąć; w tle miota się samotny Oliver; Nigel depcze leżący manekin; cięcie; zebrani na widowni kibice, biją brawo]

A podniecenie tłumu sięga zenitu. Głupole także zaczynają się podniecać.

[cięcie; Vivian zerwał stanik i rzuca go w górę; Gerwazy klęcząc na swoim manekinie, znęca się nad stanikiem; Nigel kładzie się na swoim manekinie; Simon zerwał stanik i wyrzuca go w górę; Vivian biegnie dalej; Simon przeskakuje na leżącym manekinem i biegnie dalej]

Prowadzi Vivian, Simon drugi.

[cięcie; Oliver leżący przed samochodem]

A oto Oliver, choć niekoniecznie przeszedł.

[cięcie; Nigel podskakuje i biegnie, ale zaraz zawraca]

Oto Nigel. Nie, coś zgubił.

[Gerwazy walczy z manekinem; odrywa korpus manekina razem ze stanikiem; trzymając korpus w ręce, biegnie dalej]

A Gerwazy podchodzi do ostatniej konkurencji.

[cięcie; na murawie ustawiony jest stół, na którym leżą rewolwery; do stołu podbiegają Vivian i Simon; biorą rewolwery; nadbiega Gerwazy cały czas trzymając korpus manekina; Vivian celuje rewolwerem we własną głowę - strzela i chybia; to samo czyni Simon i też chybia]

Żeby zostać głupolami roku muszą się zastrzelić. Simon strzela! Niestety chybił.

[Gerwazy wymierza rewolwer w swoją głowę, strzela i trafia; pada martwy; podbiega Nigel i bierze rewolwer, którego lufę przykłada sobie do skroni; cięcie; na widowni poruszenie; niektórzy kibice obserwują zawody na stojąco]

Nigel też chybił. Gerwazy zastrzelił się i tak Gerwazy jest Głupolem Roku.

[Nigel strzela i trafia Viviana, który pada martwy na leżącego Gerwazego; Simon usiłuje strzelać; Nigel strzela ponownie, trafia i pada martwy na wznak]

Nigel przez pomyłkę zastrzelił Simona a teraz zastrzelił siebie. Nigel na miejscu trzecim.

[Simon wpatruje się w leżącego Nigela; cięcie; na widowni kibice wiwatują]

To najbardziej podniecające zawody o tytuł Głupola Roku!

[Simon bierze rewolwer za lufę i uderza się rękojeścią w głowę; pada na stół]

Nigel zatłukł sam siebie jako czwarty.

[przenikanie obrazu; na murawie ustawione jest podium, na którym stoją trzy trumny opatrzone numerami; na trzecim miejscu trumna numer trzy; na pierwszym miejscu trumna numer cztery a na drugim miejscu trumna numer jeden; najazd kamery do pełnego zbliżenia na trumnę numer cztery]

Oto ostateczny wynik.
Arystokratyczny Głupek Roku - Gerwazy Brook-Hampster.
Miejsce drugie - Vivian Smith-Smythe-Smith.
Trzecie - Nigel Incubator-Jones.
W Kensington będzie dziś prawdziwe święto.

[cięcie; ręcznie napisany list]

GŁOS
Szanowny Panie,
miło patrzeć jak kwiat brytyjskiej męskości wyrywa sam siebie, z takim zaangażowaniem i uporem. Brytania nie musi się niczego obawiać, mając takich przywódców. Gdyby choć kilku przedstawicieli, tak zwanych, klas pracujących zechciało się unicestwić, równie sportowo.
Pański itd. brygadier M.W. Smith, Smith itd. Świętej pamięci itd.
P.S. inni oficerowie pokażcie na co was stać.

ANIMACJA

[mężczyzna ubrany w mundur typu "safari" stoi na czymś co przypomina podłogę z desek, na tle szaroniebieskim - imitującym niego oraz szarozielonym - imitującym trawiasty horyzont]

GŁOS
Tak jest, zrobię co w mojej mocy.

[podskakuje i kaszle]

GŁOS
Nie, to mało ciekawe.

[podskakuje i rozpada się na kawałki]

GŁOS
Tak lepiej.

[muzyka - "Alleluja" z "Mesjasza" F.Haendla; wielka dłoń /nieanimowana/ zbiera kawałki, na które rozpadł się żołnierz; cięcie; /przerwa w animacji/ mężczyzna z fajką w ustach; napełnia fajkę, zapala zapałkę, którą przykłada do cybucha fajki i zaciąga się]

MĘŻCZYZNA Z FAJKĄ
[z odrazą]

Błeee!

[odkłada fajkę; cięcie /kontynuacja animacji/; fajka znajduje się na zielonym tle; z fajki wychodzi jakieś stworzonko, które przypomina dudko-pingwina]

GŁOS
Dobrze, droga wolna.

[odchodzi w lewą stronę kadru; następnie z fajki wychodzą różne dziwne stworki i przedmioty: szczuro-mrówkojad, nibymucha, żagiel z trzema balonami i gondolą /ulatuje do góry/, olbrzymi robak, latający pseudo-kaszalot; cięcie; w tle znajduje się domek w stylu wiktoriańskim; z prawej strony kadru wychodzą po kolei: szczuro-mrówkojad, niby-mucha, olbrzymi robak, latający pseudo-kaszalot; szybkie i nieduże zbliżenie na domek; muzyka - hymn brytyjski; przenikanie obrazu na drugiego mężczyznę z fajką, ojca panny młodej ze skeczu "Ken Łajdak"]

KONIEC ANIMACJI
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 18:59

"Babunie piekieł"

PREZENTER Eric Idle
REPORTER Eric Idle
PIERWSZY MŁODZIENIEC Michael Palin
DRUGI MŁODZIENIEC Terry Jones
TRZECI MŁODZIENIEC John Cleese
GŁOS Eric Idle
POLICJANT Graham Chapman
KIEROWNIK KINA Terry Jones
CZWARTY MŁODZIENIEC Graham Chapman
ŻONA Rita Davies
PUŁKOWNIK Graham Chapman
MENEL Terry Jones

(cięcie; prezenter obleśnie je jogurt; spostrzega, że jest na wizji i odkłada jogurt)

PREZENTER
Yyyyy...

(przekłada kartki)

Przepraszam... A teraz jawna nagość.

(cięcie; po chodniku, wzdłuż parkanu, plecami do kamery, idzie przygarbiony, obleśny mężczyzna ubrany w brudny prochowiec; przed napotkanymi kobietami rozchyla poły prochowca; kobiety reagują zdziwieniem lub strachem; spostrzegłszy, że jest filmowany, mężczyzna odwraca się przodem do kamery i rozchyla poły płaszcza; na szyi ma zawieszoną dużą tabliczkę z napisem "AŁU!"; cięcie; prezenter obżerający się jogurtem; wchodzi pułkownik /widać tylko część postaci/ i trąca prezentera dyscypliną)

PREZENTER
O przepraszam. Myślałem, że film będzie dłuższy. A teraz Notlob... To znaczy Bolton.

(cięcie; panorama miasta)

GŁOS
(spoza kadru)

Na to miasto padł strach. Nad tymi domami i ulicami zawisła chmura trwogi. W mieście zapanował nowy rodzaj przemocy.

(cięcie; alejką parkową idzie dwóch młodych mężczyzn /typ - chuligan/; za drzewami czają się staruszki niczym żywcem wyjęte z epoki wiktoriańskiej; po chwili staruszki rzucają się na młodzieńców, powalają ich i okładają torebkami i kopią)

Tak, gangi staruszek atakują zdrowych, bezbronnych mężczyzn.

(cięcie; babunie idą chodnikiem i zaczepiają przechodniów: popychają, potrącają)

PIERWSZY MŁODZIENIEC
(spoza kadru)

Podchodzą do ciebie, popychają, spychają z chodnika. Zazwyczaj chadzają grupkami po cztery lub pięć.

DRUGI MŁODZIENIEC
(zaczyna spoza kadru)

Było tu bardzo miło, zanim wprowadziły się te staruszki.

(cięcie; widzimy młodego mężczyznę ubranego w skórzany uniform jak typowy "harleyowiec")

Teraz boimy się nawet wyskoczyć do sklepu.

(cięcie; inny "harleyowiec")

TRZECI MŁODZIENIEC
Chłopak Johnsonów - Kevin, już wcale nie wychodzi. Wraca z siłowni i zamyka się w pokoju.

(cięcie; widok chodnika; przy lampie ulicznej stoi jedna staruszka, a dwie pozostałe siedzą na murku; palą papierosy, piją piwo; staruszki siedzące na murku podstawiają nogę dziewczynie; staruszki śmieją się demonicznie; cięcie; park; babcie zakopują w pryzmie liści ciało policjanta)

GŁOS
(spoza kadru)

O co chodzi tym starym chuliganom?

PIERWSZA STARUSZKA
(spoza kadru)

Mamy jakieś zajęcie. No nie?

PIERWSZA STARUSZKA
(spoza kadru)

To niezły ubaw.

PIERWSZA STARUSZKA
(spoza kadru)

To jak... no wiecie. No nie?

(cięcie; budka telefoniczna, z której wychodzi mężczyzna)

GŁOS
(spoza kadru)

Ulubionym celem starszych pań stały się budki telefoniczne.

(wbiegają staruszki i zabierają budkę telefoniczną wychodząc poza kadr; cięcie; staruszki malują na płocie napis" NIE PARZCIE SI, HERBAT PARZCIE"; podchodzi policjant i przegania staruszki)

POLICJANT
Wynoście się stąd. No już, zmykać!

(zbliżenie na policjanta)

Mamy sporo kłopotów przez te babcie. Najgorsze są w dniu wypłaty emerytury. Jak tylko dostaną pieniądze, wydają je na mleko, chleb, herbatę, konserwy dla kotów.

(cięcie; kierownik kina stoi na przed kinem)

KIEROWNIK KINA
Przychodzą na seans o czternastej, szczególnie gdy pokazujemy coś w rodzaju "Dźwięków muzyki". Po seansie siedzenia są pocięte. Znajdujemy też porozbijane aparaty słuchowe.

(policjant wyprowadza z kina dwie staruszki, które ustawia pod ścianą i obszukuje; cięcie; reporter idący chodnikiem)

REPORTER
Podstawą problemu jest przede wszystkim niezadowolenie. Te podstarzałe przestępczynie kwestionują wartości społeczne. Widziały jak ich dzieci dorastały, by stać się księgowymi, maklerami, czy nawet socjologami. W końcu zadały sobie pytanie: Czy naprawdę... Aaaaa!

(reporter znika z ekranu, jakby zapadł się pod ziemię; cięcie; staruszki zasuwają pokrywę studzienki kanalizacyjnej, znajdującej się na chodniku; zadowolone odchodzą; cięcie; młody mężczyzna i dziewczyna)

CZWARTY MŁODZIENIEC
Czasami czujemy się winni, że nasza babcia stała się taka. Była całkiem szczęśliwa zanim... wzięła się za szydełkowanie.

REPORTER
(spoza kadru)

Szydełkowanie?

CZWARTY MŁODZIENIEC
Tak. Teraz nie umie bez tego żyć. Czasem przerabia dwadzieścia kłębków włóczki dziennie. Kiedy włóczka zaczyna się kończyć, babcia zaczyna rozrabiać. Jesteśmy bezradni.

(cięcie; staruszki jadą na motocyklach; cięcie; wjeżdżają do sklepu jednymi drzwiami, a wyjeżdżają drugimi; cięcie; jadą środkiem ulicy; na plecach mają napis "BABUNIE PIEKIEŁ")

GŁOS
(spoza kadru)

Jednak nie tylko babcie opanowały miasto. Pojawiły się inne gangi, równie niebezpieczne, np. BOBASY PORYWACZE.

(pod sklep podjeżdża małżeństwo z wózkiem dziecięcym; żona wchodzi do sklepu; nagle pojawiają się mężczyźni w pieluchach, z czapeczkami na głowie i smoczkami w ustach i porywają męża; cięcie; żona)

ŻONA
Zostawiłam męża na chwilę, a sama weszłam zrobić zakupy. Gdy wyszłam, już go nie było. Miał tylko czterdzieści siedem lat.

(żona płacze; cięcie; pastor idzie po skrzyżowaniu; nagle zaczynają na niego napierać słupki z napisem "RUCH LEWOSTRONNY")

GŁOS
(spoza kadru)

Pojawiły się też złośliwe gangi oznaczeń kierunku ruchu.

(wchodzi pułkownik)

PUŁKOWNIK
Dość! Przestańcie. To jest głupie. Zaczęło się tak sympatycznie od staruszek atakujących młodych mężczyzn, a teraz stało się głupie. Ten facet ma za długie włosy jak na wikarego, a te słupki z oznaczeniami kierunku ruchu wykonano niedbale. Teraz więc całkowita zmiana nastroju.

(cięcie; menel w brudnym prochowcu)

MENEL
Słyszałem, że jest coś takiego jak unisex, ale nigdy go nie uprawiałem.

(cięcie; It's Man stoi, trzymając bombę z zapalonym lontem, który usiłuje zgasić)

GŁOS
(spoza kadru)

David Hemmings*) wystąpił dzięki uprzejmości DYREKCJI LASÓW PAŃSTWOWYCH

(napisy końcowe; It's Man ugasił lont i ucieka w kierunku lasu; kiedy napisy kończą się, następuje wybuch)
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 19:00

"Bajka dla dzieci"

LEKTOR Eric Idle

(animowana czołówka; słodka muzyczka; na tle sielankowego rysunku, skaczą milutkie króliczki; napis "Poranna bajka"; cięcie; studio telewizyjne stylizowane na dziecięcy pokoik; przed kamerą siedzi lektor, gładko zaczesany; na kolanach trzyma dużą książkę w twardej oprawie)

LEKTOR
Dzień dobry, dzieci. Czas na poranną bajkę. Jesteście gotowe? No to zaczynamy.

(otwiera książkę i czyta)

Pewnego dnia, czarodziejski chochlik Ricky poszedł odwiedzić Daisy Bełkotkę w jej walącej się chatce. Zastał ją w sypialni. Złapawszy ją brutalnie za ramiona, rzucił na łóżko, zdzierając z niej...

(ścisza głos; skonsternowany kartkuje książkę; uśmiecha się przepraszająco i czyta dalej)

Stary wilk morski, kapitan Nick był nieobliczalnym, rubasznym osiłkiem. Uwielbiał życie na morzu. Lubił też kręcić się przy molo, gdzie mężczyźni przebrani za kobiety...

(skonsternowany przegląda kolejne kartki; spoza kadru wysuwa się kij, którym zostaje szturchnięty)

Oh...

(uśmiecha się i czyta dalej)

Czupiradłuś miał maleńki sklepik, w cieniu czarodziejskiego dębu obok szumiastego krzewu, w ciemnym zakątku magicznej polanki w leśnej dolince. Sprzedawał w nim... prezerwatywy?

(całkowicie skonsternowany ogląda okładkę książki; przegląda jej zawartość)

Dyscyplina... nagie...

(obraca książkę w pozycję, w jakiej ogląda się rozkładówki w czasopismach dla panów)

Melonem?

(cięcie)

ANIMACJA

(króliczki z czołówki skaczą po łące; pojawia się skaczący hipopotam, który rozdeptuje króliczki; skaczący hipopotam odchodzi; z dołu kadru wynurza się wąsaty mężczyzna w mundurze; stawia na trawie dwie postaci - klęczącego mężczyznę, zapewne spowiadającego się, ubranego w koszulę i spodnie oraz pochylonego nad nim księdza w sutannie, zapewne spowiednika; wąsaty wojskowy znika za horyzontem; zbliżenie na postacie; słychać modlitwę po łacinie; ksiądz uderza głową w głowę klęczącego, wbijając go całkowicie w ziemię; dłoń zabiera księdza; cięcie; wąsaty wojskowy trzyma w ręce księdza, a potem go wyrzuca; rozchyla mundur, pod którym znajduje się niebieskie tło; najazd kamery na niebieskie tło, które przechodzi w plażę; cięcie)

KONIEC ANIMACJI
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 19:01

"Bądź przyjacielem policjanta. Szkot na koniu."

ŻONA Terry Jones
MĄŻ Ian Davidson
POLICJANT John Cleese

(wnętrze kuchni w typowym robotniczym mieszkaniu; przy stole siedzi mąż z żoną)

ŻONA
(czytając gazetę)

Czytałeś, Edgar?

MĄŻ
Co kochanie?

ŻONA
Znów była indiańska masakra w "Teatrze Narodowym".

MĄŻ
Najwyższy czas, kochanie...

ŻONA
"Ci co przeżyli otrzymali zwrot za bilety."

MĄŻ
Bardzo by się przydały częstsze masakry w teatrach...

ŻONA
"Policja pragnie przesłuchać świadków, kobiety z dużym biustem lub kogokolwiek kto lubi policjantów."

(wchodzi umundurowany policjant i staje przed stołem, twarzą do kamery)

POLICJANT
(do kamery)

Tak! Policjant to twój przyjaciel. Jeśli masz ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i chcesz nawiązać korespondencję z kimś pracującym w policji, pisz pod ten adres: Pani Ena Żaba, Za Fartuchem Masona 8, Cowdenbeath. Pamiętaj, w policjancie znajdziesz wspaniałego przyjaciela, więc nie zwlekaj i wykorzystaj naszego funkcjonariusza. Dziękuję. A teraz następny skecz.

(zdejmuje z głowy kask i podsuwa go kobiecie, która wyciąga z niego kartkę i odczytuje jej treść)

ŻONA
"Szkot na koniu".

POLICJANT
Dla pani Emmy Hamilton z Nelson, "Szkot na koniu".

(cięcie; zielona łąka; na koniu jedzie mężczyzna [John Cleese] ubrany w tradycyjny, szkocki strój; szkocka muzyka ludowa; zbliżenie na twarz Szkota, który rozgląda się zdezorientowany; cięcie; plan daleki; przez pola i łąki pędzi Szkot na koniu; cięcie; wnętrze kościoła; pan młody - drugi Szkot [Michael Palin] i ksiądz [Graham Chapman] stoją przed ołtarzem; zaczyna się ceremonia ślubna; pan młody nerwowo ogląda się za siebie; cięcie; Szkot na koniu galopuje; cięcie; wnętrze kościoła; wchodzi panna młoda z ojcem; goście weselni wstają; cięcie; Szkot na koniu galopuje; cięcie; panna młoda staje przy panu młodym; ksiądz podchodzi do pary młodej; cięcie; zbliżenie na twarz galopującego Szkota na koniu; cięcie; pan młody bierze od księdza obrączkę ślubną; cięcie; galopujący Szkot na koniu; cięcie; pan młody bierze dłoń panny młodej; galopujący Szkot na koniu; cięcie; pan młody nakłada obrączkę na palec panny młodej; Szkot na koniu podjeżdża przed kościół i zsiada z konia, a następnie wchodzi do kościoła; cięcie; wnętrze kościoła; wchodzi Szkot /już bez konia/; ceremonia ślubna trwa; zebrani w kościele zauważają Szkota, który podchodzi do ołtarza i staje przy parze młodej; spogląda na pannę młodą i bierze na ręce pana młodego; cięcie; klaszczące baby; cięcie)

ANIMACJA
(głowa mężczyzny)

GŁOWA
To było dobre. Też bym takiego chciała.

(odjazd kamery; głowa wystaje z dziecięcego wózka z budką; głowa się chowa w wózku; odgłos uruchamianego silnika samochodowego; wózek rusza; cięcie; Hindus siedzący w pozycji "kwiat lotosu"; wózek przejeżdża i porywa Hindusa; cięcie; na ulicy stoi starsza para wycięta z czarno-białej fotografii; wózek przejeżdża i porywa mężczyznę; cięcie; na wzgórzu stoi mężczyzna; wózek przejeżdża i porywa go, a następnie wjeżdża w ciemność; z ciemności wyławia go reflektor, który oświetla wózek stojący pod murem)
PIERWSZY GŁOS
Policja! Wiem, że tam jesteś, więc wyłaź z podniesionymi rękami!

DRUGI GŁOS
Nie weźmiesz mnie żywcem, glino!

PIERWSZY GŁOS
Jak chcesz.

(na wózek spada szesnastotonowy odważnik; kamera przesuwa się w bok; okazuje się, że strumień światła reflektora jest jednym z wielu świateł reflektorów czołówki /wzorowanej na 20th Century Fox/ 20th Century Vole)

KONIEC ANIMACJI
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 19:02

"Bibliotekarz przebrany za goryla"

PRZEWODNICZĄCY Graham Chapman
KSIĄDZ Terry Jones
GORYL Eric Idle

[zbliżenie na fotografię starożytnego Rzymianina; odjazd kamery; fotografia trzymana jest w rękach mężczyzny, który siedzi pomiędzy, kobietą /po jego prawej ręce/ i księdzem /po jego lewej ręce/; cała trójka siedzi za biurkiem, przed którym stoi krzesło; ksiądz usiłuje zobaczyć kto jest na fotografii; mężczyzna nie dopuszcza do tego i rzuca fotografię na biurko]

KSIĄDZ
Kto był na tym zdjęciu?

PRZEWODNICZĄCY
Cicho. Następny.

[do pokoju wchodzi goryl i podchodzi do biurka]

Dzień dobry. Pan Phipps?

GORYL
Tak, to ja.

PRZEWODNICZĄCY
Proszę siadać.

GORYL
Dobrze proszę pana.

[siada na krześle]

PRZEWODNICZĄCY
Proszę nam krótko powiedzieć, dlaczego chce pan zostać bibliotekarzem?

GORYL
Mam trochę doświadczenia bo byłem bibliotekarzem w szkole.

PRZEWODNICZĄCY
Ach tak. Jakie to doświadczenie?

GORYL
Kierowałem biblioteką naukową.

PRZEWODNICZĄCY
Ach tak, tak. Panie Phipps, zdaje sobie pan sprawę z tego, że tą pracą związane są pewne obowiązki. Dobór książek, prowadzenie katalogu i galerii sztuki. Obawiam się, że brakuje panu zawodowego doświadczenia. Poza tym... będąc gorylem może pan odstraszać ludzi.

KSIĄDZ
On jest chyba gorylem?

PRZEWODNICZĄCY
Jest.

KSIĄDZ
Czemu nie wspomniał o tym w podaniu?

PRZEWODNICZĄCY
Kandydaci nie muszą określać pochodzenia biologicznego.

KSIĄDZ
Kto był na tym zdjęciu?

PRZEWODNICZĄCY
Cicho! Panie Phipps, jaki ma pan stosunek do cenzury w bibliotekach publicznych?

GORYL
Co ma pan na myśli?

KSIĄDZ
Czy wpisałby pan do katalogu "Pamiętnik Fanny Hill"... albo... "Raz w roku w Skiroławkach"?

GORYL
Raczej tak.

KSIĄDZ
Dobrze.

PRZEWODNICZĄCY
To bardzo rozsądnie z pana strony. Nie będę ukrywał, że ta biblioteka przechodzi trudny okres. Pański poprzednik, pan Robertson, był wspaniałym bibliotekarzem ale w zeszłym tygodniu rozszarpał trzy osoby i trzeba go było uśpić.

GORYL
Przykro mi to słyszeć.

PRZEWODNICZĄCY
Nie trzeba się martwić. Biblioteka niekoniecznie musi być ponurym miejscem, w którym ludzie w milczeniu ślęczą na książkami. Głównie z tego powodu zatrudniamy dzikie zwierzęta w charakterze bibliotekarzy.

KSIĄDZ
Zwierzęta są o wiele bardziej tolerancyjne. Pumy wypożyczają książki Markiza de Sade...

PRZEWODNICZĄCY
Tak, tak, tak. Uwielbiam się...

[zaczyna się podniecać]

...przyglądać gdy klient przychodzi ze skargą i żąda widzenia z głównym bibliotekarzem a z malutkiego biura...

[podnieca się coraz bardziej]

...dumnie wyskakuje potężna bestia, wyrywa mu książkę z ręki i zatapia kły w jego delikatnym...

[reflektuje się]

Panie Phipps... Kong! Możesz zostać nowym bibliotekarzem. Jesteś dumny, majestatyczny i dostatecznie drapieżny. Podejmiesz się tego?

GORYL
Hm... Chyba... nie podołam.

KSIĄDZ
Czemuż to?

GORYL
Bo tak naprawdę... nie jestem gorylem.

KSIĄDZ
Co?

GORYL
Jestem bibliotekarzem przebranym za goryla...

PRZEWODNICZĄCY
Po co pan się przebrał?

GORYL
Słyszałem, że tylko tak dostanę tę pracę.

PRZEWODNICZĄCY
Precz stąd!

[wskazuje drzwi]

Panie bibliotekarzu Phipps, skoro nie jesteś gorylem i przebrałeś się myśląc tylko o własnej karierze.

[goryl wychodzi]

Następny!

[wchodzi mały, biały piesek]

O, Pan Pattinson ... Siad!
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 19:03

"Bitwa o Pearl Harbour. Czterej trumniarze po pracy."

CANNING Graham Chapman
RITA FAIRBANKS Eric Idle

[profesor Canning siedzi za stołem w studio telewizyjnym]

CANNING
Historia jest bardzo zagmatwana. Pearl Harbour. Niektóre karty historii zapisane są wielkimi literami. Utrwalone tam wydarzenia są tak doniosłe, że przerastają człowieka i czas. Jak na przykład bitwa o Pearl Harbour, którą odtworzą teraz dla was kobiety z damskiego teatrzyku w Barley Town.

[cięcie; pole porośnięte trawą z dużą plamą błota; kobieta w żakiecie, trzymająca w prawej ręce gwizdek a na przedramieniu prawej damską torebkę; na drugim planie, w błocie, stoi pięć kobiet ubranych w żakiety, z damskimi torebkami]

CANNING
[spoza kadru]

Pani Rita Fairbanks, Dlaczego zdecydowała się pani wystawić bitwę o Pearl Harbour?

RITA FAIRBANKS
Zawsze interesowały nas współczesne tematy. Byłyśmy pierwszym żeńskim zespołem, który zdecydował się wystawić "Obóz na Krwawej Wyspie", a w ubiegłym roku dałyśmy, to wyjątkowo popularne, przedstawienie pod tytułem "Okropności nazistowskiej wojny". Dlatego tym razem postanowiłyśmy pokazać coś lżejszego.

CANNING
I wybrałyście bitwę o Pearl Harbour?

RITA FAIRBANKS
Tak.

CANNING
Widzę, że jesteście już gotowe, więc życzymy wam powodzenia.

RITA FAIRBANKS
Pięknie dziękuję młody człowieku.

[podchodzi do grupy kobiet, które rozchodzą się w ten sposób, że dwie wychodzą poza kadr po lewej stronie a trzy po prawej stronie]

CANNING
Panie i Panowie, "Świat historii" z dumą przedstawia premierę damskiego teatrzyku w Barley Town - "Bitwa o Pearl Harbour".

[Rita gwiżdże; obie grupy kobiet nacierają na siebie i rozpoczynają bitwę: okładają się torebkami, przewracają nawzajem, tarzając się w błocie; cięcie; Canning siedzi za stołem w studio telewizyjnym]

CANNING
To była bitwa o Pearl Harbour. Przy okazji przepraszam za wcześniejszy wybuch gniewu kiedy to przeszkadzały mi te filmy i inne pojawiające się przerywniki ale...

[cięcie; ksiądz w komży stoi nad odkrytym grobem; modli się i rzuca garść ziemi /dokładnie błota/ do grobu; błoto zostaje wyrzucone z grobu prosto w twarz księdza, który spod komży wyjmuje rewolwer i strzela w kierunku grobu; cięcie; słychać marsz pogrzebowy Chopina; czterej trumniarze, ustawieni parami, wychodzą przez bramę cmentarza; wsiadają do samochodu zakładu pogrzebowego; samochód rusza /ujęcie od lewej strony pojazdu/ a następnie zawraca; zmiana muzyki na dixielandową; ukazuje się prawa strona samochodu, na której namalowane są psychodeliczne, hippisowskie kwiaty; samochód odjeżdża; z okna samochodu trumniarz wyrzuca cylinder; cięcie; Canning siedzi za stołem w studio telewizyjnym]

CANNING
Jeśli to się powtórzy bardzo się zdenerwuję i pogadam z Lordem Hillem. wszystko powiem lordowi i...

[cięcie; It's man stoi na chodniku a następnie, obracając się dookoła własnej osi, przechodzi na drugą stronę ulicy; na tym tle napisy końcowe]
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 19:04

"Całkowita, jawna nagość"

PIERWSZY MĘŻCZYZNA Graham Chapman
DRUGI MĘŻCZYZNA Terry Jones
MAKLER Michael Palin

ANIMACJA

(wzgórek z trzema drzewkami; na szczycie stoi ławeczka,

do której podchodzi mężczyzna w płaszczu i kapeluszu i

siada na niej; zbliżenie na twarz mężczyzny - duży

nochal, kilkudniowy zarost i lubieżne oczka; mężczyzna

przegląda książkę i lubieżnie uśmiecha się; cięcie;

napis: "CAŁKOWITA, JAWNA NAGOŚĆ CZ. 2; zbliżenie na rękę

przewracającą kartki, na których znajdują się zdjęcia

nagich kobiet /międzywojennej urody/; kobiety siedzące

zakładają noga na nogę, stojące odwracają się tyłem;

mężczyzna wydaje z siebie pomruk niezadowolenia)

GŁOS
Co się dzieje? Chwileczkę! Dość tego!

(cięcie; kurtyna z napisem "CAŁKOWITA, JAWNA NAGOŚĆ -

POKAZ INTYMNY"; na widownię wchodzi mężczyzna w płaszczu

i siada w pierwszym rzędzie; orkiestra tusz; na scenę

wyskakuję dziwny mężczyzna ze stojącymi włosami i

wielkimi uszami, ubrany w pasiastą marynarkę)

DZIWNY MĘŻCZYZNA
Witam państwa i dziękuję za cierpliwość. Na tym pokazie

zobaczą państwo to, co najbardziej lubią, więc proszę

bliżej. Zaczynamy pokaz jawnej nagości.

(schodzi ze sceny; ręka wysunięta zza kurtyny zabiera

napis; orkiestra tusz; kurtyna rozsuwa się i ukazuje się

zdjęcie nagiej kobiety /od pasa w górę/; zbliżenie;

kamera zjeżdża w dół i kiedy mija pępek, krocze kobiety

zasłania cień człowieka w kapeluszu)

MĘŻCZYZNA W PŁASZCZU
Siadać!

CIEŃ
Przepraszam.

(cień siada, ale na ekranie jest już zdjęcie głowy innej

kobiety jedzącej winogrona; odjazd kamery; widać nagie

piersi; kobieta leży na prawym boku, a brzuch i krocze

zasłania dziewczynka z "obnośną ladą")

DZIEWCZYNKA
Może coś pan kupi?

MĘŻCZYZNA W PŁASZCZU
Wynocha!

(cięcie; na scenie /ekranie/ pojawia się kobieta, która

na sobie ma tylko pelerynę; kiedy odwraca się przodem do

widowni, spoza kadru wysuwa się ręka z kartką, która

zasłania krocze kobiety; cięcie; twarz kobiety stojącej

przodem do widowni; kamera zjeżdża w dół; po chwili

krocze kobiety zasłania przejeżdżający pociąg; cięcie; z

lewej strony nadchodzi naga kobieta, odwraca się przodem

do widowni i wówczas z obu stron nadjeżdżają samochody

osobowe, które zderzając się z sobą, tworzą pryzmę

skutecznie zasłaniającą krocze kobiety; kurtyna zasuwa

się; orkiestra tusz; widok sceny z pierwszym rzędem, w

którym siedzi mężczyzna w płaszczu; na scenę wyskakuje

dziwny mężczyzna)

DZIWNY MĘŻCZYZNA
I to wszystko, panie i panowie. Przepraszamy za problemy

natury technicznej.

MĘŻCZYZNA W PŁASZCZU
Zamknij się, ćwoku jeden! Zapłaciłem za całkowitą nagość

i będę ją miał.

(mężczyzna w płaszczu zrywa z dziwnego spodnie,

odsłaniając nagie kobiece pośladki i nogi)

DZIWNY MĘŻCZYZNA
Faszysta!

KONIEC ANIMACJI
(cięcie; dwaj nadzy mężczyźni)

PIERWSZY MĘŻCZYZNA
Całkowita, jawna nagość - nigdy. Co o tym sądzisz

Barbaro?

DRUGI MĘŻCZYZNA
Nie. Chyba, że będzie to uzasadnione pod względem

artystycznym.

(kładzie głowę na ramieniu pierwszego mężczyzny; cięcie)

MAKLER
Scena rozbierana? Rozebrałbym się, gdyby miało to sens i

zapłata była sensowna i gdyby to była niewielka rola.
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 27.08.07, 19:05

"Chrupiąca Żabka"

Występują:
Inspektor - John Cleese
Hilton - Terry Jones
Konstabl Papuga - Graham Chapman


Gabinet. Za stołem siedzi Pan Hilton. Otwierają się drzwi. Wkraczają Inspektor i Konstabl.
INSPEKTOR : Pan Hilton? Czy pan jest dyrektorem i właścicielem wytwórni czekolady Whizzo?
HILTON : Tak jest.
INSPEKTOR : Konstabl i ja jesteśmy z Wydziału Higienicznego i chcemy porozmawiać z panem na temat bombonierki "Wyrób ze znakiem jakości Whizzo".
HILTON : Słucham .
INSPEKTOR : Pozwoli pan, że zaczniemy od początku. Najpierw mamy Wiśniowy Przysmak. Jest wyjątkowo paskudny, ale za to nie możemy pana skazać.
HILTON : Zgoda.
INSPEKTOR : Potem mamy numer czwarty, Chrupiąca Żabka.
HILTON : Tak.
INSPEKTOR : Czy mam rację uważając, że jest tam prawdziwa żaba?
HILTON : Owszem, taka malutka.
INSPEKTOR : Jaka to żaba?
HILTON : Martwa.
INSPEKTOR : Ugotowana?
HILTON : Nie.
INSPEKTOR : Co? Surowa żaba?
HILTON : Stosujemy tylko najlepsze małe żabiątka, schwytane o świcie i dostarczone samolotem z Iraku, przemyte w najczystszej wodzie źródlanej, bezkonfliktowo zabite, polane wspaniałą szwedzką mleczną czekoladą i zamrożone w glukozie.
INSPEKTOR : Pięknie, ale mimo wszystko to żaba!
HILTON : A cóżby innego?
INSPEKTOR : Nie wyjmujecie nawet kości?
HILTON : Gdybyśmy wyjęli kości, nie byłaby chrupiąca, prawda?
INSPEKTOR : Konstabl Papuga zjadł taką jedną.
PAPUGA : Przepraszam na chwile.
Wychodzi z reką na ustach.
HILTON : Przecież tam jest wyraźnie napisane: Chrupiąca Żabka.
INSPEKTOR : Nadinspektor sądził, że to migdał. Ludzie nie spodziewają się zastać żaby w czekoladce! Pomyślą, że to atrapa żaby.
HILTON : Atrapa?! Nie stosujemy żadnych sztucznych składników!!
INSPEKTOR : Mimo to ostrzegam pana, że napis "Chrupiąca Żabka" będzie pan musiał zastąpić innym, brzmiącym "Chrupiąca, surowa, nie obrana z kości, prawdziwa martwa żaba", jeśli chce pan uniknąć oskarżenia.
HILTON : A co z naszymi obrotami?
INSPEKTOR : Mam to w nosie, muszę chronić konsumenta. Zobaczmy, co jeszcze tu mamy.
(Powraca konstabl, wyraźnie blady) To był numer piąty, prawda? (konstabl przytakuje) Numer piąty, bombka Barani Pęcherz. (konstabl ponownie wybiega) Co to ma być za smakołyk?
HILTON : Bierzemy najsoczystsze plasterki świeżego baraniego pęcherza, wypróżniamy go, dusimy nad parą, posypujemy sezamkami i przybieramy wymiotami skowronka.
INSPEKTOR : Wymiotami skowronka?!
HILTON : Tak jest.
INSPEKTOR : Tam nie ma ani słowa o wymiotach skowronka!
HILTON : Owszem, wśród składników wymienione jest ptasie mleczko.
INSPEKTOR : To za mało! Na bombonierce powinien znajdować sie wielki, czerwony napis: Uwaga, wymioty skowronka!
HILTON : Nasze obroty spadłyby na łeb na szyje.
INSPEKTOR : Dlaczego więc nie zajmie się pan wyrobem bardziej tradycyjnych konfekcji, jak pralinki czy kremówki, o ile wiem, są bardzo popularne. A cóż to ma być? Masa karalusza? (wraca konstabl) Wrzodowa galaretka? (konstabl zdejmuje z głowy policyjny hełm i wymiotuje do niego) Albo to - Sprężysta Niespodzianka?
HILTON : To nasza specjalność powleczona ciemną mleczną czekoladą. Gdy ją włożyć do ust, wyskakują sprężynujące bolce i przekłuwają policzki na wylot.
INSPEKTOR : I to ma być smakołyk? Wkładając czekoladkę do ust nikt nie oczekuje przekłucia policzków! Opis bombonierki jest niewłaściwy, a więc muszę zabrać pana z sobą na posterunek. (Inspektor spogląda piorunującym wzrokiem na konstabla, który z rozpaczą w oczach wkłada hełm ponownie na głowę)
HILTON : (zwraca sie do kamery ) Całkiem słusznie.
INSPEKTOR : I proszę nie gadać do publiczności!
PAPUGA : Gdyby ludzie patrzyli, co kupują w cukierni, człowiek nie traciłby tyle czasu w służbie narodu, a klienci nie musieliby poddawać się płukaniu żołądków, ani nie przesiadywaliby tyle w publicznych toaletach.
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:11

Czekając na rozpoczęcie skeczu "Rabuś bankowy"

IT'S MAN Michael Palin
RABUŚ John Cleese
SPRZEDAWCA Eric Idle
FRANK Michael Palin
ŻONA FRANKA Terry Jones

[rzeźnia; przed wejściem wiszą tusze wieprzowe; obok nich zawieszony za kark It's man]

IT'S MAN
Oto...

[animacja początkowa]

[sklep z bielizną; lada, półki z bielizną; w drzwiach stoi niezdecydowany rabuś ubrany w czarne spodnie, białą bluzę w czarne poziome pasy, na czole podciągnięta czarna maska w stylu Zorro; podchodzi do lady i opera się o nią; za ladą stoi znudzony oczekiwaniem sprzedawca; rabuś pyta się coś sprzedawcy, który wzruszeniem głowy pokazuje, że nie wie; cięcie; zbliżenie na papier firmowy BBC trzymany w dłoniach mężczyzny siedzącego w kuchni przy stole; obok niego siedzi kobieta]

FRANK
Ooo!

ŻONA
Co czytasz, kochanie?

FRANK
List z BBC. Pytają czy chciałbym wystąpić w skeczu w telewizorni.

ŻONA
To miło z ich strony.

[kobieta wstaje, podchodzi do piekarnika, z którego wyjmuje dwa talerze z jedzeniem i stawia je na stole; siada]

FRANK
To będzie aktorstwo. Nie?

ŻONA
Tak.

FRANK
Jestem hydraulikiem, nie aktorem.

ŻONA
Nigdy nic ni wiadomo. Na przykład syn pani Depp, z sąsiedztwa, naprawiał lodówkę gdy przyszli i zaproponowali mu rolę "Nożycorękiego". Czego chcą od ciebie?

FRANK
Mam stanąć przy ladzie. Gdy się zacznie skecz mam wyjść.

ŻONA
Zapowiada ciekawie. Oni nazywają to wejściem.

FRANK
Wejściem? To raczej wyjście.

[cięcie; sklep z bielizną; rabuś oparty o ladę; sprzedawca oparty o regał; wchodzi kierownik planu]

RABUŚ
[cicho]

Gdzie on się podziewa, George?

KIEROWNIK PLANU
Nie wiem. Już dawno tu powinien być.

RABUŚ
Cholera, powinien już być.

[cięcie; kuchnia jak poprzednio]

ŻONA
Co jeszcze tam napisali?

FRANK
[biorąc do ręki list]

Napisali:

[czyta]

"Chcemy, żeby wystąpił pan w skeczu. Stanie pan przy ladzie. Gdy skecz się zacznie, wyjdzie pan. Z poważaniem Lord Hill."

ŻONA
[wstaje]

No to się pośpiesz.

FRANK
A co z kotem?

ŻONA
Ja się nim zajmę.

[Frank wstaje; żona podaje mu płaszcz i pomaga mu go ubrać]

Najstarszy syn pani Gibson nie zawracał sobie głowy gdy szedł grać w "Mad Maxie".

FRANK
No dobra. Pa pa kochanie.

[wychodzi]

ŻONA
Pa pa. I nie daj się uwieźć.

[do siebie]

Przyda mu się chwila oddechu od tej kanalizacji.

[stoi chwilę; podchodzi do telewizora i włącza go; na czarno-białym ekranie pojawia się obraz sklepu z bielizną, w którym jest rabuś i sprzedawca]

ŻONA
Tato, Frank zaraz wystąpi w telewizji.

[cięcie; obraz z telewizora: Frank poprawiany przez kierownika planu, który po chwili wychodzi; Frank zaciera ręce z zadowolenia, kłania się i wychodzi ze sklepu przez drzwi; cięcie; kuchnia]

ŻONA
Spóźniłeś się.
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:12

Człowiek z magnetofonem w nosie. Wyprawa na Kilimandżaro. Człowiek z magnetofonem w nosie brata.

SPIKER John Cleese
GŁOS John Cleese
SIR GEORGE ŁEBSKI John Cleese
ARTUR WILSON Eric Idle
JAMES BLENKINSOP Graham Chapman

(widok na bar przekąskowy "U Ady"; jazda kamery trzymanej w rękach operatora, który wzdłuż budynku przechodzi na zaplecze; ukazuje się biurko, za którym siedzi spiker BBC rozmawiający przez telefon; na biurku stoi duży, radiowy mikrofon starego typu)

SPIKER

(do telefonu)

Oczywiście.

(do kamery)

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Człowiek z magnetofonem w nosie.

(cięcie; scena przesłonięta kurtyną; przed kurtyną, lekkim profilem, stoi człowiek ubrany w czarny frak /Michael Palin/; na dłoniach ma białe rękawiczki; mężczyzna prezentuje publiczności palec wskazujący prawej dłoni, a następnie wsadza go do prawej dziurki od nosa; słychać "Marsyliankę"; mężczyzna wyjmuje palec - muzyka urywa się; mężczyzna wsadza palec do lewej dziurki od nosa i słychać przewijanie taśmy; mężczyzna ponownie prezentuje palec i wsadza go do prawej dziurki od nosa i słychać "Marsyliankę"; następnie wyjmuje palec, muzyka urywa się, a mężczyzna kłania się; cięcie; klaszczące baby; cięcie; mężczyzna wkłada ponownie palec do nosa, ale zamiast muzyki słuchać głos)

GŁOS
(spoza kadru)

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Biuro sir George'a Łebskiego, Kawalera Orderu Imperium.

(cięcie; wnętrze gabinetu; na ścianach wiszą mapy i fotografie; przy ścianie stoją regały z książkami i pucharami; centralnie umieszczone jest biurko, za którym siedzi sir George Łebski, ubrany w garnitur; przed biurkiem stoi krzesło)

SIR GEORGE
Następny.

(do biura wchodzi Artur Wilson)

Proszę wchodzić pojedynczo.

ARTUR WILSON
(rozgląda się)

Jestem sam.

SIR GEORGE
(zasłania dłonią prawe oko i patrzy w puste miejsce po prawej stronie Artura)

Rzeczywiście. Niech pan...

ARTUR WILSON
Siada?

SIR GEORGE
Tak, niech pan siada.

(Artur siada na krześle; sir George mówi do pustego miejsca po prawej ręce Artura)

A więc chce pan wziąć udział w planowej przeze mnie wspinaczce?

ARTUR WILSON
(rozgląda się)

Ja?

SIR GEORGE
Tak.

ARTUR WILSON
Bardzo bym chciał.

SIR GEORGE
Doskonale.

(zapisuje coś na kartce i zwraca się do Artura)

A pan?

ARTUR WILSON
Jestem tu sam.

SIR GEORGE
(zasłania dłonią prawe oko i patrzy w puste miejsce po prawej stronie Artura)

A więc jego podanie nie będzie już potrzebne.

(odkłada kartkę papieru na bok)

Oto szczegóły. Poprowadzę tę wyprawę. Zamierzamy się wspiąć na oba szczyty Kilimandżaro.

ARTUR WILSON
Zdawało mi się, że Kilimandżaro ma tylko jeden szczyt.

(sir George nerwowo podrywa się z krzesła i podchodzi do mapy Afryki wiszącej na ścianie, zasłania dłonią prawe oko i wnikliwie analizuje mapę)

SIR GEORGE
No to zaoszczędzimy trochę czasu.

(wraca za biurko)

Celem tej wyprawy, jest odnalezienie jakiegokolwiek śladu po ubiegłorocznej wyprawie.

ARTUR WILSON
Ubiegłorocznej?

SIR GEORGE
Tak, prowadził ją mój brat. Mieli zamiar zbudować most łączący obydwa szczyty.

(zasłania dłonią prawe oko i patrzy w kierunku mapy wiszącej na ścianie)

To był chyba mój pomysł. Musi pan wiedzieć, że skompletowałem już prawie całą grupę. A więc jakie ma pan kwalifikacje? Tak, pan pierwszy.

ARTUR WILSON
Jestem tu sam.

SIR GEORGE
(patrzy w puste miejsce po prawej ręce Artura)

Nie mówiłem do pana.

(do Artura)

Słucham.

ARTUR WILSON
Jestem w pełni wykwalifikowanym alpinistą.

SIR GEORGE
Alpinistą?

(sięga po encyklopedię, otwiera ją i kartkuje)

Alkohol... Alpaga... Alpinista: dwóch mężczyzn wyćwiczonych we wspinacze po górach. Doskonale.

(zamyka i odkłada encyklopedię)

W takim razie biorę was obu. Gratuluję.

(wyciąga lewą rękę w kierunku pustego miejsca po prawej ręce Artura, a potem podaje lewą rękę Arturowi)

Jak się panowie nazywają?

ARTUR WILSON
Artur Wilson.

SIR GEORGE
Zrobimy tak...

(do Artura)

...pana nazwę Artur Wilson pierwszy,

(do pustego miejsca po prawej ręce Artura)

...a pana Artur Wilson drugi. Żeby uniknąć nieporozumień.

ARTUR WILSON
Pan naprawdę prowadzi tę wyprawę?

SIR GEORGE
Tak, prowadzimy tę wyprawę do Afryki.

ARTUR WILSON
Jakim szlakiem pójdziecie?

SIR GEORGE
Dobre pytanie.

(do pustego miejsca po swojej lewej ręce)

Mogę?

(wstaje i podchodzi do mapy Afryki, którą zwija, odsłaniając mapę hrabstwa Surrey)

Wyruszamy dwudziestego drugiego stycznia. Pójdziemy następującymi szlakami: Trasami A23, przez Purleye, i głównymi drogami koło Purbrightów, omijając Leatherheady, następnie trasami A231, do Rottingdeanów od północnych stron, a stamtąd, przez Afryki do Nairobich, wreszcie południowymi drogami pójdziemy jakieś 12 mil za Nairobie i zapytamy jak iść dalej.

(wraca za biurko)

ARTUR WILSON
Czy ktoś zna suahili?

SIR GEORGE
Tam chyba prawie wszyscy.

ARTUR WILSON
Ale czy ktoś z nas mówi suahili?

SIR GEORGE
Pielęgniarka trochę potrafi.

ARTUR WILSON
(z sarkazmem)

Ale oprócz dwóch pielęgniarek...

SIR GEORGE
O rany, zapomniałem o drugiej!

ARTUR WILSON
Prócz nich kto jeszcze z nami idzie?

SIR GEORGE
Bliźniaki Arturowie Brown, dwóch botaników o nazwisku Machin, Bracia Williamowie Johnston...

ARTUR WILSON
Dwóch?

SIR GEORGE
Nie, czterech. Dwie pary identycznych bliźniaków oraz dwóch z czworaczków Kenów Spinoza. Pozostali dwaj się wycofali. No i wy dwaj.

ARTUR WILSON
I nikt nie zna się na wspinaczce?

SIR GEORGE
Wy dwaj się znacie. Mamy tez parę przewodników, nazywają się Jimmy, obie Blenkinsop.

(wstaje i podąża w kierunku drzwi)

Kilimandżaro to niebezpieczna wspinaczka, głównie do góry, aż na sam szczyt, który nagle się kończy. Ale obaj panowie Jimmy'owie opracowali już plan dostania się na szczyt.

(otwiera drzwi, przez które wchodzi James Blenkinsop, ubrany jak alpinista w pełnym oporządzeniu; Artur wstaje i podchodzi, a następnie wita się z Jamesem)

Przedstawię panów: Jimmy Blenkinsop - Artur Wilson, Artur Wilson drugi - Jimmy Blenkinsop pierwszy. Słucham Jimmy'owie.

JAMES BLENKINSOP
(do Artura wskazując swoje oko)

Niech się pan o to nie martwi... jakoś go wciągniemy.

(rusza przed siebie przewracając stojącą lampę, jakby miał kłopoty z koordynacją ruchową)

Podejście na Kilimandżaro rozpoczniemy od podnóża góry, a potem znajdziemy odpowiednie miejsce na obozowisko gdzieś u dołu pokrywy lodowej.

(w trakcie omawiania szczegółów wyprawy, James wchodzi na biurko sir Georga, na regały z książkami, z których je skutecznie opróżnia, przewraca w całości regał stojący pod drzwiami, a na koniec wychodzi; kiedy znika z ekranu słychać odgłos upadku i dalszego demolowania; sir George z zasłoniętym prawym okiem śledzi poczynania Jamesa; całej scenie przygląda się Artur z niedowierzaniem na twarzy)

SIR GEORGE
On poprowadzi pierwsze podejście.

ARTUR WILSON
Niestety nie wezmę udziału w pańskiej wyprawie, bo nie ufam żadnemu z jej uczestników!

(wychodzi i zamyka za sobą drzwi)

SIR GEORGE
O rany!

(do siedzącego przed biurkiem Artura Wilsona)

A pan?

ARTUR WILSON
Ja jestem gotów.

(cięcie; dwóch sir Georgów)

SIR GEORGE
My też.

(cięcie; dwóch spikerów)

SPIKERZY
A teraz coś z zupełnie innej beczki. Człowiek z magnetofonem w nosie brata.

(cięcie; scena jak poprzednio z tym, że mężczyzna /Michael Palin/ stoi z bratem /Graham Chapman/; obaj podobnie ubrani, z białymi rękawiczkami na dłoniach; Palin wkłada palec wskazujący prawej dłoni w lewą dziurkę od nosa Chapmana; słychać "Marsyliankę"; wyjmuje palec i wkłada do prawej dziurki nosa Chapmana; słychać odgłos przewijanej taśmy)

NAPIS (na tle) i GŁOS: A TERAZ STEREO

(Palin wkłada palec wskazujący prawej dłoni w lewą dziurkę od nosa Chapmana, a palec lewej dłoni do swojej prawej dziurki; słychać podwójne, niezsynchronizowane nagranie "Marsylianki"; wyjmuje palce; obaj mężczyźni kłaniają się; cięcie; widok pustych trybun stadionu; jedyny kibic bije brawo)

ANIMACJA

(św. Augustyn prezentuje otwartą księgę)

ŚW. AUGUSTYN
Dziękuję. Nawet nie wiecie jak bardzo przydałby się wam komplet współczesnych encyklopedii?

(w aureoli św. Augustyna pojawia się twarz kobiety; gałki oczne św. Augustyna przesuwają się ku górze)

Luizo mówiłem, żebyś nie odwiedzała mnie w pracy.

(głowa św. Augustyna zostaje wciągnięta do aureoli; słychać pojękiwania i odgłocy cmoktania; św. Augustyn wraca na swoje miejsce; ma potarganą fryzurę, a jego twarz pokryta jest odciskami uszminkowanych ust; po chwili dostaje w twarz czymś w rodzaju placka /ścierki?/ i wylatuje z ekranu; cięcie; widok kolorowej tarczy strzelniczej z liczbą "10" w centralnej części i napisem "WYNIKI" na górze; pojawia się popiersie mężczyzny w peruce i stroju z XVII wieku)

MĘŻCZYZNA
Gratulacje, właśnie wygrał pan tę śliczną lalkę.

(z prawej strony ekranu, do prawej ręki mężczyzny wlatuje wizerunek nagiej kobiety)

GŁOS
(spoza ekranu)

Wynocha, albo cię pokroję.

(mężczyzna dostaje w twarz tym samym co św. Augustyn i wylatuje poza ekran)

KONIEC ANIMACJI
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:13

"Człowiek z trzema pośladkami. Człowiek z dwoma nosami"

PREZENTER Eric Idle
REDAKTOR John Cleese
ARTUR FRAMPTON Terry Jones


(studio; za telewizyjnym stołem siedzi prezenter; w tle na telebimie czarno-białe zdjęcie morsa)

PREZENTER
A teraz coś z zupełnie innej beczki - "Człowiek o trzech pośladkach".

(cięcie; studio TV - redaktor i Artur Frampton - mężczyzna ubrany w ogrodniczki, siedzą na krzesłach naprzeciwko siebie)

REDAKTOR
Dobry wieczór. W studiu jest ze mną Artur Frampton, który ma... Panie Framton, rozumiem, że pan podobno ma...
Zacznę inaczej. Panie Frampton, podczas gdy większość ludzi ma dwa... pan... pan... pan... pan...

FRAMPTON
Słucham?

REDAKTOR
Rozumiem... Wygodnie panu?

FRAMPTON
Tak, dziękuję.

REDAKTOR
(rzuca szybkie spojrzenie w kierunku pośladków Framptona)

Vis'a'vis pański zadek...

FRAMPTON
Co proszę?

REDAKTOR
Zadek.

FRAMPTON
Co?

REDAKTOR
Pański tył... derriere... siedzenie.

FRAMPTON
Co takiego?

REDAKTOR
(cicho)

Pośladki.

FRAMPTON
A, moja dupa!

(do krzesła, na którym siedzi Frampton podjeżdża kamerzysta z kamerą)

REDAKTOR Ciiii! Panie Frampton, podobno pan ma... pięćdziesięcioprocentowy dodatek w... miejscu, które pan właśnie wymienił.

FRAMPTON
Mam trzy półdupki.

REDAKTOR
Świetnie, świetnie. Pomyśleliśmy, że zechciałby pan... nam troszkę...

(kamerzysta stara się ustawić kamerę obiektywem w kierunku pośladków Framptona)

FRAMPTON
(spostrzega kamerę)

Co ta kamera tu robi?!

(kamera odjeżdża)

REDAKTOR
Nic takiego. Pomyśleliśmy, że może... pozwoli na pan szybciutko... zerknąć... Panie Frampton, zechciałby pan... zdjąć spodnie?

(spoza ekranu pojawia się ręka mężczyzny, który sięga do spodni Framptona; Frampton klapsem odgania go)

FRAMPTON
Co? Nie będę zdejmował spodni w telewizji. Za kogo wy mnie macie?

REDAKTOR
Proszę je zdjąć.

FRAMPTON
Nie!

REDAKTOR
Tylko troszkę...

FRAMPTON
Nie!

REDAKTOR
(zdecydowanie)

No to... niech pan posłucha. Właściwie każdy może sobie przyjść do BBC twierdząc, że ma różne rewelacje od... spodu, ale nasi widzowie... chcą mieć dowód.

FRAMPTON
Byłem w perskim radiu...

(spoza ekranu pojawia się ręka mężczyzny, który siegą do spodni Framptona; Frampton klapsem w rękę odgania go)

Odwal się! Artur Figgis wie, że mam trzy pośladki.

REDAKTOR
Skąd wie?

FRAMPTON
Jeździmy na wspólne przejażdżki rowerowe.

(cięcie; Frampton z drugim mężczyzną jedzie na tandemie; mężczyzna siedzi z tyłu [Chapman] i spogląda na pośladki Framptona, podnosi głowę i bardzo zdziwiony mówi "Dziwne"; cięcie; studio; za telewizyjnym stołem biurkiem siedzi prezenter; w tle na telebimie czarno-białe zdjęcie nagiego człowieka, a potem dinozaura)

PREZENTER
A teraz coś z zupełnie innej beczki - "Człowiek o trzech pośladkach"

(cięcie; studio jak poprzednio)

REDAKTOR
Dobry wieczór. W studiu jest ze mną Artur Frampton, który ma... Panie Frampton, rozumiem, że pan podobno ma...
Zacznę inaczej. Panie Frampton, podczas gdy większość ludzi ma...

(niepewnie)

Chyba już o tym rozmawialiśmy?

FRAMPTON
No... tak.

REDAKTOR
Więc czemu mi pan nie przerwał?

FRAMPTON
Myślałem, że to wersja na kontynent.

(cięcie; studio; za telewizyjnym stołem prezenter; w tle na telebimie czarno-białe zdjęcie potwora z Loch Ness)

PREZENTER
A teraz coś z zupełnie tej samej beczki - "Człowiek o trzech pośladkach".

(dzwoni telefon stojący przed nim na stole; odbiera)

Halo? Naprawdę?

(odkłada słuchawkę na widełki telefonu)

A teraz coś z zupełnie innej beczki - "Człowiek o trzech nosach".

REDAKTOR
(spoza kadru)

Jeszcze nie przyszedł!

PREZENTER
O dwóch nosach?

(cięcie; klaszczące kobiety w starszym wieku; mężczyzna [Graham Chapman] ubrany w białą koszulę, z muszką pod szyją stoi w pozie prawie gimnastycznej; w prawej ręce trzyma chusteczkę do nosa, którą czyści nos; charakterystyczny odgłos smarkania; następnie rękę z chusteczką wsadza pod koszulę; charakterystyczny odgłos smarkania; wyciąga rękę z chusteczką i unosi ją do góry; cięcie; klaszczące kobiety w starszym wieku; cięcie)
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:14

"Czterej zmęczeni trumniarze"

JIMMY MYSZOŁÓW John Cleese

[cięcie; czterej trumniarze idą ulicznym chodnikiem, zataczając się, niosą trumnę; jeden z nich pada; pozostali stawiają trumnę na chodniku, otwierają wieko trumny a następnie wkładają trumniarza, który upadł; zamykają trumnę, podnoszą ją i usiłują iść; następny trumniarz pada; pozostali stawiają trumnę, otwierają ją i wkładają trumniarza, który upadł; podnoszą trumnę; pada trzeci trumniarz; pozostały na nogach upycha w trumnie swojego kolegę, pomagając sobie nogą; zamyka trumnę, sapie; rozgląda się i zdejmuje z głowy cylinder, który wyrzuca; otwiera trumnę i wchodzi do niej; wieko opada; trumna sunie samodzielnie chodnikiem]

NARRATOR
Robimy krótką przerwę gdyż coś bardzo interesującego wydarzyło się podczas wywiadu z Jimmy Myszołowem.

[cięcie; studio telewizyjne; przed krzesłem na podłodze siedzi zdziwiony, trzymający w dłoni banana Jimmy Myszołów]

JIMMY MYSZOŁÓW
Chyba spadłem z krzesła, Brianie.

[cięcie; trumna dotarła na cmentarz, gdzie zatrzymała się na wykopanym dołem; nadchodzi ksiądz ubrany w komżę i stułę, przewieszoną przez szyję; ksiądz daje znak ręką w kierunku wnętrza grobu, z którego wychodzą kolejno:
- dwaj grabarze;
- jeszcze dwaj grabarze;
- kolejnych dwaj grabarze;
- i znowu dwaj grabarze;
- dwaj górnicy;
- dwaj kominiarze;
- policjant z psem na smyczy;
- mężczyzna ubrany w spodenki kąpielowe z deską surfingową pod pachą i szklanką w ręce; mężczyzna z deską rozgląda się, pije ze szklanki i odchodzi zadowolony;
trumna zsuwa się do grobu]

ANIMACJA

[przekrój ziemi; na górze nagrobki; pod ziemią drżąca trumna, z której dochodzi damski, frywolny śmiech]

GŁOS PIERWSZY
Cicho! Moja żona zaczyna coś podejrzewać.

GŁOS DRUGI
Zamknij się!

GŁOS PIERWSZY
Sam się zamknij!

[odjazd kamery; widocznych jest wiele drżących trumien na wielu poziomach; gwar; u góry pojawia się policjant, który wali pięścią w ziemię; zbliżenie na policjanta]

POLICJANT
Przepraszam za to. A to chyba wyda się państwu bardziej interesujące.

[rozchyla mundur, spod którego ukazuje się korpus nagiej kobiety; przenikanie obrazu; tułów nagiej kobiety w szalu typu boa; odjazd kamery; postać całej nagiej kobiety; muzyka typowa dla striptizu; pojawiają się kolejno nagie kobiety]

KONIEC ANIMACJI
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:14

"Dezorientacja Kota"

Występują:
Mąż - Michael Palin
Żona -Terry Jones (właściciele kota)
Weterynarz - Graham Chapman
Generał - John Cleese


Salon podmiejskiego domku w okolicach Esher, kot siedzi bez ruchu na trawniku przed domem, słychać pukanie do drzwi
MĄŻ : To chyba weterynarz Kochanie.
ŻONA : Pójdę otworzyć. (Wchodzi weterynarz) Weterynarz Kochanie! Świetnie, że pan przyszedł.
WETERYNARZ : Drobiazg. W czym problem? Mnie mogą państwo powiedzieć, jestem weterynarzem.
ŻONA : Powiedz mu kochanie.
MĄŻ : ... Chodzi o naszego kota. Nic nie robi, tylko siedzi na trawniku.
WETERYNARZ : Czy jest... martwy?
MĄŻ : Skądże!
WETERYNARZ : Dzięki Bogu! Już się przeraziłem, że przybyłem... za późno. Gdyby ludzie zawsze dzwonili na czas...
ŻONA : On tak siedzi całymi dniami!
MĄŻ : ...w nocy także. Prawie się nie rusza. Musimy mu zanosić jedzenie. ...i mleko. Nic nie robi, tylko tak siedzi.
WETERYNARZ : Są państwo... w kropce?
MĄŻ : Ależ... tak.
WETERYNARZ : Rozumiem. chyba będę mógł państwu pomóc. Otóż...
(Weterynarz siada i gestem zachęca do tego samego)
WETERYNARZ : Kot państwa cierpi na coś, na co my weterynarze nie mamy jeszcze określenia. Jego stan charakteryzuje całkowita, fizyczna inercja, brak zainteresowania otoczeniem, które my, weterynarze nazywamy środowiskiem naturalnym, niezdolność reakcji na konwencjonalne bodźce zewnętrzne jak: kłębek włóczki, soczysta mysz, czy ptaszek. Mówiąc otwarcie kot państwa znalazł się w dołku. (W oczach właścicieli kota maluje się wyraźnie przerażenie) To syndrom maklera giełdowego, małomiesteczkowa dekadencja, zobojętnienie, weltschmerz, jak państwo wolą.
MĄŻ : Chandra?
WETERYNARZ : W pewnym sensie... "chandra"... Muszę to zapamiętać. Co można na to poradzić? Czy ostatnio dezorientowali państwo swojego kota?
MĄŻ : Nie.
WETERYNARZ : W takim razie kota należy zdezorientować.
MĄŻ : Co?
WETERYNARZ : Zdezorientować, wyrwać z błogiego samozadowolenia. Niestety nie mam kwalifikacji do dezorientowania kotów, mogę jednak polecić świetną firmę usługową. Oto jej wizytówka. Dezorientacja Kotów Sp. z o.o.
(Teraz następuje scena dezorientacji. Przed domek podjeżdża wielka ciężarówka z napisem "Dezorientacja Kotów Sp. z o.o." Za chwilę czarną limuzyną przyjeżdża generał dowodzący całą akcją dezorientacji. Z ciężarówki wyładowywane są ogromne ilości sprzętu i materiałów. Z ich pomocą, na trawniku przed wciąż nie poruszającym się kotem powstaje scena. Na niej pojawiają się aktorzy grający różne dziwne role (np. Długiego Johna Silvera, czy Człowieka w Ręczniku). Wreszcie przedstawienie dobiega końca.)
GENERAŁ : Oby to podziałało. Za chwilę się przekonamy.
(Kot wstaje i wbiega do domu)
ŻONA : Nie wierzę własnym, oczom!
MĄŻ : Ani ja! Kot jest jak nowy! Został uleczony, dziękujemy generale! Czy kiedykolwiek zdołamy się zrewanżować?
GENERAŁ : Nie trzeba. Dezorientacja kotów należy do naszych obowiązków.


Firma oferuje również inne specjalności:
- "Zadziwianie Norek"
- "Otumanianie Gronostajów"
- "Zabijanie Klina Pumom"
- "Straszenie Gazeli"
- "Oszałamianie Bestii"
- "Rozpraszanie Pszczół"
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:15

"Epilog - kwestia wiary"

REDAKTOR John Cleese
ARTUR WARING Eric Idle

(studio telewizyjne; na krzesłach siedzi trzech mężczyzn; na środkowym redaktor; po jego prawej ręce siedzi mężczyzna ubrany w garnitur; po jego lewej ręce mężczyzna w sutannie)

NAPIS: EPILOG - Kwestia wiary.

REDAKTOR
Dobry wieczór. Witamy ponownie, zapraszając na "Epilog". Dzisiaj naszym gościem jest monseigneur Edward Damski, duszpasterz-wizytator z Teologicznego Uniwersytetu Wieczorowego w Somerset. Autor wielu książek na temat teologii, z których najnowsza to znany bestseller "Mój Boże".

(duchowny kłania się do kamery)

Jego przeciwnikiem będzie doktor Tom Męski, humanista, dziennikarz radiowy, wykładowca i autor książki "Witaj żeglarzu".

(doktor kłania się do kamery)

Dziś wieczór, zamiast dyskutować na temat istnienia Boga, postanowili zmierzyć się w pojedynku. O istnieniu, bądź nieistnieniu Boga, zadecydują dwa szybkie plecy, dwa klepnięcia w matę lub nokaut. Chłopaki do dzieła.

(Edward i Tom wstają i idą w kierunku ringu wrestlingowego, który znajduje się za plecami redaktora)

Mistrzem ceremonii będzie dziś Artur Waring.

(odwraca się w kierunku ringu; na środku ringu stoi mistrz ceremonii w stroju sędziego bokserskiego; w dłoni trzyma mikrofon; w narożnikach stoją przeciwnicy, szykowani przez sekundantów; słychać wrzawę na widowni)

WARING
Dobry wieczór, panie i panowie. Dziś w "Epilogu" pojedynek w trzech rundach. Po mojej prawej ręce, w niebieskim narożniku, w barwach Jehowy, niezwykle popularny monseigneur Eddie Damski. Po mojej lewej ręce, w czerwonym narożniku, autor książek "Problemy Kierkegaarda" i "Witaj żeglarzu", wizytator i profesor współczesnej filozofii teologicznej na Uniwersytecie Wschodniej Anglii w Wigan - doktor Tom Męski.

(Artur instruuje zawodników [nie słychać co mówi], puszcza mikrofon i ręką daje sygnał do rozpoczęcia walki)

NAPIS: RUNDA 1

(przeciwnicy zaczynają walczyć jak zawodnicy wrestlingu)

REDAKTOR
Doktor Męski zastosował "latającą kobyłę". "Latająca kobyła", a to pełne rzucenie o glebę. Teraz leży. Teraz wstaje.

(cięcie; redaktor w studio; w tle ring z walczącymi mężczyznami)

A teraz zostawiamy na chwilę "Epilog". Wynik niniejszej dyskusji przedstawimy państwu w dalszej części programu.

(spogląda w lewo; jest przerażony)

O mój Boże!

(wyciąga rewolwer i strzela do czegoś poza ekranem; cięcie)

ANIMACJA

(trafiony kowboj spada na trawę; przejeżdża po nim walec drogowy, pozostawiając czarną plamę, na którą spada kamienna tablica nagrobna; pojawia się dziewczynka, która wodą z konewki polewa mogiłę, z której jak kwiatki wyrastają ludzkie przedramiona, z dłońmi ułożonymi niczym kwiaty; dziewczynka obcina nożem dwa przedramiona i wkłada do koszyka; słychać krzyk z bólu; cięcie; z dołu ekranu wysuwa się ludzka ręka i ściąga w dół zasłonę, odsłaniając babsztyla pchającego wózek; babsztyl spotyka drugiego babsztyla, który pochyla się nad wózkiem)

GŁOS DRUGIEGO BABSZTYLA
O jakie śliczne, małe...

(wózek połyka drugiego babsztyla; pierwszy babsztyl dalej pcha wózek; spotyka trzeciego babsztyla, który też pochyla się nad wózkiem)

GŁOS TRZECIEGO BABSZTYLA
O jakie śliczne, małe...

(wózek połyka drugiego babsztyla i beka; pierwszy babsztyl dalej pcha wózek; spotyka czwartego babsztyla, który też pochyla się nad wózkiem)

GŁOS CZWARTEGO BABSZTYLA
O jakie...

INNY GŁOS
Chwileczkę. Dość już tego.

(z góry ekranu wyłania się dłoń, która odwraca wózek w kierunku pierwszego babsztyla, który przerażony ucieka; mijają kolorowy napis: A TERAZ... MUZYKA; kurtyna; orkiestra tusz; z dołu wyjeżdża rzeźba Auguste'a Rodina "Pocałunek" [przedstawiająca nagich - mężczyznę i kobietę - obejmujących się i całujących]; noga kobiety prostuje się i pojawiają się na niej [nodze] otwory jak we flecie; mężczyzna przebiera palcami po otworach; słychać grę na flecie; kurtyna i oklaski)
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:16

"Fryzjer - rzeźnik. Drwal. Profesor Patafian.

KLIENT Terry Jones
FRYZJER Michael Palin
DZIEWCZYNA Connie Booth
GŁOS John Cleese
BABSZTYL Graham Chapman
PATAFIAN Graham Chapman

(salon fryzjerski; fryzjer, w niesamowicie pokrwawionym białym fartuchu, myje nad zlewem, równie pokrwawione, ręce; wchodzi klient; fryzjer podskakuje wystraszony i obraca się w kierunku klienta, chowając za sobą pokrwawione ręce; klient zachowuje się zupełnie normalnie, jakby nie dostrzegał śladów jatki na fryzjerze)

KLIENT
Dzień dobry.

FRYZJER
Dzień dobry, panu. Zaraz się panem zajmę.

KLIENT
Doskonale.

(klient siada przed dużym lustrem na fotelu fryzjerskim i czyta gazetę; fryzjer powraca do mycia rąk; jest roztrzęsiony i wymusza na twarzy uśmiech; wyciera ręce w ręcznik i podchodzi do klienta i staje za fotelem; bierze biały fartuch zabezpieczający klientów przed ścinanymi włosami i strzepuje go; następnie narzuca fartuch na klienta i kiedy zawiązuje troki z tyłu szyi klienta, walczy z sobą aby nie zadzierzgnąć troków z całej siły; wyraźnie jedno z jego "ja" ma ochotę udusić klienta)

FRYZJER
Jak... Jak pan sobie życzy?

KLIENT
Proszę trochę skrócić z tyłu i po bokach.

FRYZJER
Jak to się robi?

KLIENT
Niech pan po prostu trochę przytnie.

FRYZJER
Do tego nie trzeba chyba brzytwy?

(wybucha niepohamowaną żądzą mordu)

Brzytwa! Ciach! Ciach! Krew! Arterie! Zbrodnia!

(atak mija)

Dzięki Bogu.

(z wyraźną ulgą w głosie)

Tylko nożyczki.

KLIENT
(uśmiechając się dobrotliwie)

Tak, oczywiście.

FRYZJER
A może tylko pana uczesać?

KLIENT
Słucham?

FRYZJER
Nie rozmyślił się pan?

KLIENT
Nie, proszę ciąć.

(znowu wybucha niepohamowaną żądzą mordu; przy okazji bije się po ręce)

FRYZJER
Ciąć! Ciach! Ciach! Krew! Arterie! Zbrodnia! Hitchcock! Psychoza!

(atak mija, ale pozostaje nerwowe jąkanie)

Słucham uprzejmie. Przygotuję wszystko. A tymczasem proszę to wypełnić.

(podaje klientowi małą kartkę papieru i długopis; klient, cały czas uśmiechając się uprzejmie, bierze kartkę i długopis)

KLIENT
Oczywiście.

(fryzjer podchodzi do szafki i otwiera ją; na wewnętrznej stronie drzwiczek widnieje rysunek szkieletu ludzkiego z napisem "GŁÓWNE ARTERIE"; fryzjer nerwowo analizuje rysunek, od czasu do czasu nerwowo zerkając na klienta)

KLIENT
Przepraszam?

FRYZJER
(podskakując nerwowo odwraca się od szafki)

Tak?

KLIENT
Czy w rubryce krewni mogę wpisać matkę?

FRYZJER
Tak, tak.

(fryzjer powraca do analizy rysunku, ale klient kończy wypełniać druczek i podaje mu)

KLIENT
Proszę bardzo.

FRYZJER
Dziękuję.

(fryzjer odbiera od klienta kartkę papieru, drze ją na kawałki i rzuca za siebie; fryzjer bierze nożyczki i staje za klientem)

Dobra.

(ponownie jego dwa "ja" walczą z sobą - kilkakrotnie usiłuje nożyczkami zadźgać klienta; zwycięża dobre "ja"; podchodzi do szafki, z której wyciąga butelkę z napisem "CZERWONE OKO" i pije; po chwili wraca do klienta i kilkakrotnie szczęka nożyczkami)

Gotowe!

KLIENT
Słucham?

FRYZJER
Skończyłem strzyc... ciąć... ciąć pańskie włosy.

KLIENT
Nawet pan nie zaczął.

FRYZJER
Zrobiłem to bardzo szybko Wysoki Sądzie... proszę pana!

KLIENT
(jego cierpliwość się kończy)

Słuchaj-no pan, znam się trochę na obcinaniu włosów. Więc skończ pan się wygłupiać i do roboty!

FRYZJER
Dobrze, ostrzygę pana.

(do fotela podciąga stolik nakryty białym prześcieradłem; następnie zdejmuje prześcieradło odkrywając magnetofon szpulowy; uruchamia magnetofon)

Zaczynam strzyc! Zaczynam!

(cofa się i kuca roztrzęsiony; z głośnika magnetofonu słychać szczęk nożyczek)

GŁOS Z TAŚMY
Ładna dziś pogoda!

KLIENT
Tak, ale kwiatom przydałaby się kropelka deszczu.

GŁOS Z TAŚMY
Oglądał pan wczorajszy mecz?

KLIENT
Tak, całkiem niezły.

GŁOS Z TAŚMY
Hurst grał nieźle.

(z taśmy słychać odgłos pracującej maszynki do strzyżenia, która zagłuszyła ostatnią kwestię z taśmy)

KLIENT
Słucham?

GŁOS Z TAŚMY
Hurst grał całkiem nieźle.

KLIENT
Tak, ale tylko on jeden.

GŁOS Z TAŚMY
Proszę pochylić głowę.

(klient pochyla głowę)

Ostatnio oglądam głównie "Klan" ... Przepraszam skaleczyłem pana w ucho?

KLIENT
Nic nie poczułem.

(klient ogląda się - spostrzega pracujący magnetofon i skulonego pod ścianą fryzjera)

Co jest grane?! Przyszedłem tu, żeby się ostrzyc!

FRYZJER
Ma pan świetną fryzurę!

KLIENT
Taką samą z jaką tu przyszedłem!

FRYZJER
(roztrzęsionym głosem

Dobra, przyznaję, nie ostrzygłem pana.
Nienawidzę strzyżenia.
Ogarnia mnie ta... nie... nie... niekontrolowana trwoga na widok włosów.
Już jako dziecko nienawidziłem widoku obcinania włosów.
Matka nazywała mnie głupkiem.
Kazała mi zostać fryzjerem, żebym się przyzwyczaił.
Spędziłem pięć straszliwych lat w szkole fryzjerskiej.
Wyobraża pan sobie jakie to uczucie
strzyc tę samą głowę przez pięć lat.
A ja wcale nie chciałem być fryzjerem!
Chciałem zostać drwalem!

(tylne światła przygasają, eksponując drwala)

Tak, być drwalem!
Skakać z pnia na pień,
gdy spływają potężnymi rzekami
Brytyjskiej Kolumbii!

Wielkie świerki, modrzewie, jodły, potężne sosny!
Zapach świeżego drewna!

(zdejmuje fartuch; ubrany jest w tradycyjny strój drwala; staje na tle kiczowatego rysunku przedstawiającego brzeg rzeki porośnięty drzewami)

Trzask padających drzew a przy moim boku piękna dziewczyna.

(do drwala podbiega mała blondyneczka i tuli się do niego)

Zaś my śpiewamy, śpiewamy!

Jestem drwalem i jestem O.K.
Za dnia pracuję, w nocy śpię.


CHÓR KANADYJSKIEJ KONNEJ POLICJI:

On jest drwalem i jest git!
Za dnia pracuje, w nocy śpi!

DRWAL:

Ścinam drzewa, zjadam lunch
i biegam do klozetu.
Zakupy robię w środę
i jadam grzanki z herbatą.

CHÓR KANADYJSKIEJ KONNEJ POLICJI:

Ścina drzewa, zjada lunch
i biega do klozetu.
Zakupy robi w środę
i jada grzanki z herbatą.

On jest drwalem i jest git!
Za dnia pracuje, w nocy śpi!

DRWAL:

Ścinam drzewa, skaczę i brykam
i dzikie kwiaty tratuję.
Wkładam damskie ciuszki
i po barach figluję.

CHÓR KANADYJSKIEJ KONNEJ POLICJI:

Ścina drzewa, skacze i bryka
i dzikie kwiaty tratuje.
Wkłada damskie ciuszki...
i po barach figluje?

On jest drwalem i jest git!
Za dnia pracuje, w nocy śpi!

DRWAL:

Ścinam drzewa i mam wysokie obcasy,
podwiązki oraz stanik!
Chciałbym być dziewczynką
jak moja mamuśka kochana.

CHÓR KANADYJSKIEJ KONNEJ POLICJI
Ścina drzewa, ma... obcasy? Podwiązki? Oraz stanik?! Chce być dziewczynką?
Ciota! Cholerna ciota!
Zboczeniec!
Pedalska ciota!

DRWAL:

Chciałbym być dziewczynką
jak moja mamuśka kochana.

DZIEWCZYNA:
(z płaczem)

Oh, Bavis! A ja myślałam, że jesteś taki męski!

(cięcie; widok ręcznie napisanego listu)

GŁOS
(spoza kadru)

Szanowny panie, pragnę wyrazić oburzenie w związku z nadaną właśnie piosenką o drwalu, przebierającym się w damskie odzienie. Wielu moich przyjaciół to drwale i tylko kilku z nich to transwestyci. Z poważaniem, pani brygadier Charles Artur Mocny.
PS: Nigdy nie całowałem się z wydawcą tygodnika "Antena".

(cięcie; babsztyl)

BABSZTYL
Jestem przeciwna pokazywaniu seksu w telewizji. Zaczyna mnie to już nudzić...

(widok zdewastowanego pucharu)

NAPIS (na tle scroll pionowy):
BYŁ TO BRYTYJSKI KAWAŁ,
UBIEGAJĄCY SIĘ O TEGOROCZNĄ NAGRODĘ
"GUMOWEGO FIUTKA" Z ZURICHU.

NAPIS (na tle): ZAJĄŁ OSTATNIE MIEJSCE.

(cięcie; Patafian stoi na tym samym tle co wcześniej drwal)

NAPIS (na tle): PROF. R.J. PATAFIAN

PATAFIAN
Telewizja zabiła prawdziwą rozrywkę. Za dawnych czasów sami się zabawialiśmy. Na gwiazdkowych imprezach regularnie waliłem się po głowie przedmiotami tępokrawędzistymi i śpiewałem serenady.

(śpiewa)

Udawaj, że mnie kochasz

(uderza się w skronie cegłami trzymanymi w dłoniach)

A ja zrobię to samo

(znowu się uderza i wrzeszczy; śpiewa dalej)
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:22

"Goście z Coventry. Pan Hilter. Wybory uzupełniające w Północnym Minehead."

GOSPODYNI Terry Jones
PAN JOHNSON Eric Idle
PAN PHILLIPS Terry Gilliam
HILTER John Cleese
RON VIBBENTROP Graham Chapman
REGINALD BIMMLER Michael Palin
PIERWSZY WIEŚNIAK Terry Jones
DRUGI WIEŚNIAK Graham Chapman
PIERWSZA KOBIETA Eric Idle
DRUGA KOBIETA John Cleese
TRZECIA KOBIETA Terry Jones
MĘŻCZYZNA Z PARASOLEM John Cleese
PATAFIAN Michael Palin
KONSERWATYSTA Graham Chapman

[mężczyzna i kobieta podchodzą do typowego, angielskiego domku]

NAPIS:
MAŁY PENSJONAT W MINEHEAD
W HRABSTWIE SOMERSET

[mężczyzna dzwoni do drzwi; cięcie; ujęcie od wewnątrz; do drzwi podchodzi gospodyni i otwiera je]

GOSPODYNI
Witam! Państwo Johnson?

PAN JOHNSON
Tak, to prawda.

GOSPODYNI
Proszę wejść.

[państwo Johnson wchodzą do środka; gospodyni zamyka drzwi]

Wybaczą państwo, że nie podaję ręki ale właśnie topię smalec dla kota.

PAN JOHNSON
To miło.

GOSPODYNI
Państwo na pewno zmęczeni podróżą z Coventry.

PAN JOHNSON
Tak. Zwykle zajmowało to nam pięć i pół godziny a tym razem sześć godzin pięćdziesiąt trzy minuty, z dwudziestopięciominutową przerwą we Frampton Cottrell na rozprostowanie nóg. Czekaliśmy pół godziny, żeby wjechać na trasę M5 przy Droitwich.

GOSPODYNI
Serio?

PAN JOHNSON
Na A38 stała kolejka samochodów długa na trzy mile. Dotąd zawsze jechaliśmy drogą okrężną B3339, omijając Bridgewater.

GOSPODYNI
Ojej. Naprawdę?

PAN JOHNSON
Ale tym razem zaryzykowaliśmy w nadziei, że, zgodnie z obietnicą, poszerzyli drogę. Jest sporo miejsca przy skrzyżowaniu z A372, tylko trawa na poboczu. Mogliby poszerzyć drogę o jakieś sześć stóp, a dalej zburzyć szpital. Potem pojechaliśmy przez Williton, przebiliśmy się przez niemiłosierny korek pod Taunton na trasie A358 z Crowcombe i Stogumber.

GOSPODYNI
Na pewno marzą państwo o filiżance herbaty.

PAN JOHNSON
Nie odmówimy jeśli jest mokra i ciepła.

GOSPODYNI
Proszę do salonu. Właśnie miałam podać herbatę.

PAN JOHNSON
To miło.

[wchodzą do sąsiedniego pomieszczenia]

GOSPODYNI
Proszę do środka.

[wskazuje na stolik, przy którym siedzi mężczyzna i kobieta]

To państwo Phillips.

[pan Phillips wstaje i podaje rękę panu Johnsonowi]

PAN PHILLIPS
Dzień dobry.

PAN JOHNSON
Dzień dobry.

GOSPODYNI
Przyjechali do nas po raz trzeci.

[do państwa Phillips]

Nasz pensjonat jest niczym magnes. A tam siedzi pan Hilter.

[podchodzą do stolika, przy którym siedzi trzech mężczyzn: pierwszy ubrany i wyglądający jak Adolf Hitler, drugi ubrany i wyglądający jak Heinrich Himmler, trzeci ubrany i wyglądający jak Joachim von Ribbentrop; mężczyźni studiują rozłożoną na stole mapę]

HILTER
A! Ha! Gut... cien... yyy... Czien topry.

GOSPODYNI
O, szykuje się pan do wycieczki, panie Hilter?

HILTER
Ja! Ja! Psigotowujemy malom...

[do Bimmlera]

Was ist Abweise bewegen?

BIMMLER
Wędrówka.

HILTER
Ah, tak! Psigotowujemy malom wendrufke do Bideford.

PAN JOHNSON
[pochylając się nad mapą]

Aha. Najlepiej trasą A39. O! Ma pan złą mapę. To Stalingrad. Potrzebna jest panu mapa okolic Ilfracombe i Barnstaple.

HILTER
Mein Gott! Sztaaalinghrad! Ha, ha, ha, Heinhri... Rheczynalt, masz zla mapa, ty glupi, khrykeczarska Angol.

BIMMLER
Przepraszam mein Führer...

[dostaje kuksańca od Hitlera]

...mein Dickie, stary druhu.

GOSPODYNI
Dobrze, że pan Johnson to zauważył. Marny ubaw mielibyście w Stalingradzie, prawda? Ha ha ha.

[niezręczna cisza]

Powiedziałam, że marny ubaw mielibyście w Stalingradzie, prawda?

HILTER
Marna, opszem.

GOSPODYNI
Przepraszam, nie przedstawiłam panów. To Ron, Ron Vibbentrop.

PAN JOHNSON
[żartobliwym tonem]

Chyba nie von Ribbentrop?

VIBBENTROP
Nein! Nein! Ha ha ha. To jakisz inny goszcz. Ja w Somerset uroczilem ziem. Von Ribbentrop uroczil ziem na Gotterdammerstrasse 46, Dusseldorf West 8... Tak mufiom!

GOSPODYNI
Ten cichy pan to Heinrich Bimmler.

BIMMLER
Się masz szefie. Nie pochodzę z Minehead ponieważ urodziłem się w Peterborough Lincolnshire, gdzie spędziłem całą wojnę, bo miałem paskudne, ropiejące wrzody. Nie mogłem wychodzić, grać w piłkę ani pojechać do Norymbergi. Jestem emerytowanym czyścicielem okien i pacyfistą. Nie popełniłem żadnych zbrodni wojennych. Yyy... Strasznie się cieszę, że Anglia zdobyła mistrzostwo świata, Jem dużo frytek z rybami i ciasteczek na Piccadilly. No wiesz stary, byłem szefem Gestapo przez dziesięć lat...

[otrzymuje od Hiltera mocne uderzenie łokciem w bok]

Pięć!

[otrzymuje od Hiltera mocniejsze uderzenie łokciem w bok]

Nein! Nie! Ja wcale nie byłem szefem Gestapo! Żartowałem!

[śmieje się]

GOSPODYNI
Jaki pan zabawny, panie Bimmler.

[dzwoni telefon]

Przepraszam, pójdę odebrać.

PAN JOHNSON
Na jak długo zatrzymał się pan tutaj, panie Hilter? Na dwa tygodnie?

HILTER
[wstaje]

Po co pan pytacz? Jeszt pan szpjegem?

[wyciąga z kabury rewolwer]

Pod Wand ty brytyjska Schwein! Carac umczesz!!!

[Bimmler i Vibbentrop uspokajają Hiltera]

BIMMLER
Spokojnie Dickie, stary druhu!

VIBBENTROP
Proszę mu wybaczyć, panie Johnson, jest troszeczkę nerwowy bo nie zmrużył oka od tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego.

HILTER
Camkni japem, nacizdo!

VIBBENTROP
Spoko, "kiciu-firereczku".

BIMMLER
Ale ubaw!

PAN JOHNSON
Czy ja przypadkiem nie widziałem pana w telewizji?

HILTER, VIBBENTROP i BIMMLER
[skonsternowani siadają za stołem]

Nicht! Nein! Nie!

PAN JOHNSON
"Na każdy temat", czy "Bezludna wyspa"?

HILTER, VIBBENTROP i BIMMLER
Nein! Nie!

[wchodzi gospodyni]

GOSPODYNI
Telefon do pana, panie Hilter. Dzwoni ten miły pan McGöring. Mówi, że wie gdzie można wynająć bombowce na godziny?

HILTER
Jeszli cnowu otwoczy ta zwoja tlusta ryj, crobiem mu zacjemnini!

BIMMLER
Zamknij się!

[Hitler z gospodynią wychodzi z salonu]

Hahaha. Bombowce na godziny! Żartowniś z tego Szkota.

VIBBENTROP
Stary, poczciwy Norman!

[wychodzi]

GOSPODYNI
[do Johnsona]

Całymi dniami wisi na telefonie.

PAN JOHNSON
Zakłada firmę?

BIMMLER
Wkrótce, kochanie!

GOSPODYNI
Czwartek to jego wielki dzień. Planowali to od miesięcy.

PAN JOHNSON
Co ma być w czwartek?

GOSPODYNI
Wybory uzupełniające w Północnym Minehead. Pan Hilter jest kandydatem Narodowych Szwabolistów. Ma wobec Minehead wielkie plany!

PAN JOHNSON
Jakie?

GOSPODYNI
Na początek chce zająć Polskę.

PAN JOHNSON
To konserwatyści z Północnego Minehead, nieprawdaż?

GOSPODYNI
Wiele ludzi przychodzi na jego wiece. Szwabolistyczne spotkania w kawiarence "OŚ" przy Rosedale Road.

[cięcie; Bimmler uśmiecha się; cięcie; ulica; wejście do kawiarni, nad którym znajduje się szyld "KAWIARENKA OŚ, SPECJALNOŚĆ KUCHNIA WŁOSKA"; przed wejściem stoi Mussolini, obok napisu "GŁOSUJ NA HILTERA"; ruch kamery w prawo; zza rogu, na rowerze, wyjeżdża Hilter z przenośnym megafonem, który trzyma przy ustach; za nim, również na rowerach, podążają Bimmler i Vibbentrop; Bimmler z tablicą, na której znajduje się napis: "HILTER NAJLEPSZY W MEINHEAD"; na bagażniku Vibbentropa zainstalowany jest patefon, z którego dochodzą wrzaskliwe przemówienia Hitlera z owacją ludzi a także hymn Niemiec; skręcają w lewo; cięcie; balkon ozdobiony czerwonym płótnem ze swastyką; na balkonie stoją Hilter i Bimmler; Hilter wydaje z siebie wrzaskliwy bełkot, ruszając przy tym prawą ręką jak kura skrzydłem; Bimmler pali papierosa; Hilter przerywa i zakłada ręce w charakterystyczny sposób, rozgląda się; Bimmler z papierosem w ustach bije brawo; Hilter wyciąga prawą rękę przed siebie i kontynuuje przemówienie]

HILTER
Ja... nie jestem rasinalistą! Ale... und... to jest wielkie ALE!

[odjazd kamery; poniżej, przed balkonem stoi wieśniak z widłami i troje małych dzieci] My... z Narodowej Partii Szwabolistycznej...

[do zgromadzonych przed balkonem podchodzi Vibbentrop i rozdaje materiały propagandowe]

...wierzymy, że überleben must bestammen, sein mit podstępnyś Armstrong Jones!

[Vibbentrop odchodzi; cięcie; zbliżenie twarzy wieśniaka, który spogląda na kartkę otrzymaną od Vibbentropa; na kartce widnieje tekst "HITLER FÜR EIN BESSERES MEINHEAD"; cięcie; Hilter i Bimmler na balkonie; Hitler bełkocze; cięcie; zbliżenie wieśniaka; cięcie; Hitler pochylony z założonymi ramionami; Bimmler bije brawo]

BIMMLER
Pan Hitler...

[Hilter, nie zmieniając pozycji, trąca łokciem w bok Bimmlera]

...Pan Hilter powiedział, że z historycznego punktu widzenia Teutoni pochodzą z Minehead.

[cięcie; do wieśniaka podchodzi Vibbentrop]

VIBBENTROP
Ma rację. Wie pan?

[Vibbentrop odchodzi; cięcie; na balkonie Hilter miota się jak poprzednio]

HILTER
Und jezt... to ostatnien chwilung... wir Sommerset haben!

[hitlerowska owacja; słychać "Sieg heil"; Hilter i Bimmler podnoszą prawe ręce w hitlerowskim pozdrowieniu; cięcie; wieśniak rozgląda się; ruch kamery w lewo; na masce samochodu siedzi Vibbentrop i kręci korbką patefonu; cięcie; na balkonie Hilter i Bimmler pozdrawiają tłum; Hilter odwraca się i wpycha Bimmlera do środka, przez drzwi balkonowe; w drzwiach odwraca się i pozdrawia tłum; zostaje uderzony zamykającymi się drzwiami balkonowymi; zdenerwowany wchodzi do środka; drzwi zamykają się; cięcie; /sonda uliczna/ drugi wieśniak]

REPORTER
[głos spoza kadru]

Co pan sądzi o programie wyborczym Hiltera?

DRUGI WIEŚNIAK
Nie podobają mi się te kobzy orientacyjne.

[cięcie; kobieta ubrana w czarny płaszcz, w kapeluszu i apaszką na szyi]

PIERWSZA KOBIETA
Dałam mu dziecko do pocałowania, a on ugryzł je w głowę!

[cięcie; mężczyzna z wyższych sfer, ubrany w spodnie w paski, marynarkę, na głowie melonik, w ręce parasol]

MĘŻCZYZNA Z PARASOLEM
Jego polityka dobrze odbije się na giełdzie.

[cięcie; druga kobieta z kapelusikiem na głowie i apaszką na szyi]

DRUGA KOBIETA
Nie.

[cięcie; Bimmler nieudolnie przebrany za wieśniaka, z papierosem w dłoni]

BIMMLER
O tak, brytyjskiś kolegen. On jest wunderbarowny.

[cięcie; trzecia kobieta, ubrana w zielony płaszcz, na głowie kapelusz, w rękach torebka]

TRZECIA KOBIETA
Chyba ma rację co do czarnuchów, ale ja mam lekkiego świra.

[cięcie; Patafian]

PATAFIAN
Ma piękne nogi!

[cięcie; mężczyzna z wąsikiem, konserwatysta, ubrany na czarno, z melonikiem na głowie]

KONSERWATYSTA
Gdy przemawiam jako kandydat Partii Konserwatywnej, truję i truję, nie dopuszczając nikogo do głosu aż piana zaczyna lecieć mi z ust...

[z ust zaczyna mu lecieć piana]

...i padam na wznak.

[pada na wznak; cięcie; studio; redaktor "Spectrum"]

REDAKTOR
Piana na ustach i upadek na wznak. Czy toczy pianę, żeby upaść, czy pada, żeby toczyć pianę? Dziś w programie "Spectrum" omawiać będziemy kwestię pienienia i padania, kichania i wołania, wrzeszczenia i ryczenia, stawiania i murowania, zadrapania i skaleczenia, nudzenia i wleczenia, trałowania i kesonowania. Czy jest takie słowo - "kesonować"? Co znaczy, jeśli jest? Co znaczy, jeśli go nie ma? A może jedno i drugie? A może żadne? Co znaczy słowo "znaczy"? Co znaczy słowo "słowo"? Co mam na myśli a czego nie mam na myśli? Co znaczy, gdy to robię i co robię marnując wasz czas na te brednie?
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:23

"Goście"

WIKTOR Graham Chapman
IRIS Carol Cleveland
ARTUR PRZEZYWACZ Eric Idle
BRIAN RUWNIK John Cleese
AUDREY RUWNIK Terry Jones
PAN FRACHCIOREK Terry Giliam
PAN KUCHAREK Michael Palin

(małe, przytulne mieszkanko; nastrojowe, delikatne oświetlenie i taka sama muzyka; na kanapie siedzi Wiktor i Iris, którzy popijają z kieliszków; po chwili odstawiają kieliszki i patrzą na siebie; najwyraźniej mają się ku sobie)

WIKTOR
Pogniewasz się... jeśli potrzymam twoją dłoń?

IRIS
Ależ skąd.

WIKTOR
Iris, jesteś taka piękna.

IRIS
Mówisz szczerze?

WIKTOR
Tak. Chyba zaczynam się w tobie zakochiwać.

IRIS
O, Wiktorze!

WIKTOR
To głupie, nie?

IRIS
Ależ skąd, mój słodki Wiktorze.

WIKTOR
Miałem na myśli to, że przez tyle miesięcy byliśmy tuż obok siebie w dziale zabawek i nigdy nie ośmieliliśmy się żeby...

IRIS
O, Wiktorze!

WIKTOR
O, Iris!

(przysuwają się do siebie; kiedy ma dojść do pocałunku, słychać dzwonek do drzwi)

WIKTOR
Któż to może być?

IRIS
Pozbądź się go.

WIKTOR
Oczywiście. Zaraz wracam.

(wstaje i idzie do drzwi, które otwiera; w drzwiach ukazuje się Artur Przezywacz, ubrany w garnitur)

ARTUR PRZEZYWACZ
Cześć!

(bezceremonialnie wchodzi do mieszkania)

WIKTOR
Nnno... Cześć.

ARTUR PRZEZYWACZ
Pamiętasz mnie?

WIKTOR
Nie bardzo.

ARTUR PRZEZYWACZ
Wysoki, chudy z wąsikiem... w pubie... jakieś trzy lata temu?

WIKTOR
Nie przypominam sobie.

ARTUR PRZEZYWACZ
Ależ tu ciemno.

(zapala główne światła i robi się ogromnie jasno; nastrój pryska)

Teraz lepiej. Powiedziałeś, że powinniśmy się jeszcze kiedyś napić, więc jestem.

(podchodzi do kanapy)

WIKTOR
Dziś nie bardzo mam czas.

ARTUR PRZEZYWACZ
(dostrzega Iris siedzącą na kanapie)

Siemanko.

(ściska dłoń Iris i tak mocno potrząsa, że biedna dziewczyna musi sobie masować ramię)

Jestem Artur Przezywacz. Z nazwiska, nie z natury. Zawsze tak mawiałem. Prawda Viccy?

WIKTOR
Naprawdę?

ARTUR PRZEZYWACZ
Twoja żonka?

WIKTOR
Właściwie... to nie.

ARTUR PRZEZYWACZ
Kapuję! Nic się nie martw Viccy, też lubię czasem zadupczyć na boku.

WIKTOR
Co proszę?!

ARTUR PRZEZYWACZ
Mogę zmienić płytę?

(Artur zdejmuje płytę z talerza gramofonu i rzuca ją na podłogę)

WIKTOR
My ją nastawiliśmy!

ARTUR PRZEZYWACZ
Fajny kawał słyszałem w pubie. Co to jest: długie, czerwone niedomyte i staje? Co takiego?!

WIKTOR
Słucham?

ARTUR PRZEZYWACZ
Długie, czerwone, niedomyte i staje. Tramwaj! Fajny kawał, nie?

(nastawia nową płytę i rozbrzmiewa, bardzo głośno, marsz "Washington Post")

Teraz lepiej. Nie przejmujcie się mną, zaczekam, aż skończycie.

(słychać dzwonek do drzwi)

WIKTOR
Co za dzień!

ARTUR PRZEZYWACZ
Otworzę, to moi kumple. Pozwoliłem sobie ich zaprosić.

WIKTOR
Chcemy spędzić cichy wieczór w samotności!

ARTUR PRZEZYWACZ
Im to nie będzie przeszkadzało, mają nowoczesne poglądy.

(podchodzi do drzwi i otwiera je, wpuszczając do środka pana Ruwnika /typ "mafioso"/ i jego żonę /typ "głupia baba"/)

BRIAN RUWNIK
Dobry wieczór. Nazywam się Ruwnik. Brian Ruwnik. Jak ten wokół globusa, tyle że przez "u otwarte".

(Ruwnik i jego żona śmieją się jak debile)

A to moja żona Audrey. Trochę śmierdzi, ale ma złote serce.

(Ruwnik i jego żona śmieją się jak debile)

WIKTOR
To chyba jakieś nieporozumienie...

BRIAN RUWNIK
A to kto?

WIKTOR
Kto?

BRIAN RUWNIK
Co to za cizia? Wystrzałowe balony. Nie mam pytań!

(kładzie swoje łapsko na biuście Iris i całuje ją w usta; Iris krzyczy rozpaczliwie i podrywa się z kanapy)

Zamknij się głupia dziwko, to tylko zabawa.

WIKTOR
Chwileczkę...

BRIAN RUWNIK
Kopsnij dżin.

ARTUR PRZEZYWACZ
Już podaję.

(Artur rusza w kierunku barku; Wiktor za nim)

WIKTOR
Zostaw te drinki!

AUDREY RUWNIK
A dla mnie trzy konserwowane fasolki!

BRIAN RUWNIK
Zakazałem ci, żreć fasolkę, zdziro jedna!

AUDREY RUWNIK
Chcę tylko trzy puszki!

BRIAN RUWNIK
Stul ryj, szmato!

(Ruwnik i jego żona śmieją się jak debile)

Zabawny ze mnie gość, nie? Gdzie mój dżin?

(Artur podaje mu szklankę; słychać dzwonek do drzwi)

WIKTOR
A to kto, do cholery?!

BRIAN RUWNIK
Pozwoliłem sobie, zaprosić starego kumpla. Żona mu wykitowała i jest trochę przybity, biedaczysko. Pozwolisz?

ARTUR
(otwiera drzwi)

Proszę.

(ciotowatym pląsem wbiega pan Frachciorek, który jest umalowany, ubrany w slipy z cekinami i białe kalosze)

PAN FRACHCIOREK
Jezuśku! Ależ tu paskudnie!

BRIAN RUWNIK
Niezbyt miło, to fakt. Kapkę miętówki dla mojego kumpla. Jak się masz, stara cioto?

(siada na fotelu)

Ależ tu niewygodnie...

(wstaje i spogląda na siedzisko fotela)

Nic dziwnego, usiadłem na kocie.

(bierze z fotela martwego, rozgniecionego kota i rzuca go na podłogę; Iris płacze)

PAN FRACHCIOREK
Przyprowadziłem z sobą fantastycznego gościa, którego poderwałem pod "Odeonem".

BRIAN RUWNIK
Seksowny?

(wchodzi pan Kucharek /typ "Ken Łajdak"/ z kozłem; Frachciorek obejmuje go ramieniem)

PAN KUCHAREK
Wziąłem z sobą kozła, bo źle się czuje. Miejmy nadzieję, że nie nabrudzi na dywan.

BRIAN RUWNIK
No mała, wyskakuj z ciuchów.

(Iris wybiega z krzykiem)

Kurcze, nie imprezowa panienka!

(siada na fotelu, który rozsypuje się pod jego ciężarem; Audrey śmieje się jak debilka, lecz po chwili poważnieje)

AUDREY RUWNIK
Nasikałam w majtki!

PAN KUCHAREK
Kozioł się zesrał.

(do mieszkania wchodzi spora grupka mężczyzn w górniczych kaskach i mówią jeden przez drugiego)

WIKTOR
Wynoście się, wszyscy! No już, wynocha!

BRIAN RUWNIK
(poważnym, obrażonym tonem)

Co proszę?

WIKTOR
Wyrzucam was! Nie życzę sobie zboczeńców w moim domu! Daję wam trzydzieści sekund, a potem dzwonię po policję!

BRIAN RUWNIK
Nie podoba mi się ten ton.

(wyjmuję rewolwer i strzela do Wiktora, który pada martwy na podłogę)

No to dzyń, dzyń, dzyń.

(wszyscy zaczynają śpiewać kolędę "Ding Dong Merrily on High")

WSZYSCY
Dzyń, dzyń, radość na wysokościach,
niebiańskie biją dzwony.
Dzyń, dzyń, dzyń, anielski słychać śpiew.
Gloria, Hosanna in excelsis!

(cięcie; It's Man; słychać jak ludzie krzyczą po hiszpańsku: "Uwaga lamy!";pojawiają się napisy końcowe It's Man ucieka do lasu)
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
polda
Wyga
Posty: 1016
Rejestracja: 24.08.07, 11:23
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: polda » 29.08.07, 20:24

"Indianin w teatrze"

INDIANIN Eric Idle
MĘŻCZYZNA Graham Chapman
DYREKTOR TEATRU Michael Palin

(na rysunku kurtyny znajduje się napis "KURTYNA BEZPIECZEŃSTWA"; spoza kadru wysuwa się głowa dziwnego, animowanego człowieka)

MĘŻCZYZNA
Za chwilę skecz teatralny, zatem pozostańcie na miejscach!

(kurtyna podnosi się; zaciemnienie; z mroku widowni teatralnej, zapełnionej widzami, wyłania się półnagi Indianin, w wojennych barwach, z włosami splecionymi w warkocze, z piórem na głowie, z kołczanem ze strzałami oraz łukiem w dłoniach i siada w jednym z pierwszych rzędów, obok czytającego program mężczyzny, który nie kryje zdziwienia)

INDIANIN
(za każdym razem kiedy mówi, mocno gestykuluje)

Moja mnóstwo chcieć zobaczyć sztuka. Sztuka się zacząć mnóstwo szybko.

MĘŻCZYZNA
(potakująco kiwa głową)

Tak, naturalnie. Myślę, że...zaraz się zacznie.

INDIANIN
Moja mnóstwo wielki fan Grażyna Szapołowska.

MĘŻCZYZNA
Jest bardzo dobra.

INDIANIN
Ona fajna aktorka. Ona umieć interpretować mnóstwo subtelnie. Mnóstwo dobra dykcja i koordynacja. Ona umieć pobudzić krew waleczny Indianin.

MĘŻCZYZNA
Tak, tak... jest wspaniała.

INDIANIN
Mój ojciec, wódz Rączy Jeleń, przywódca potężnego szczepu Czerwone Stopy, on mnóstwo lubić Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka...

MĘŻCZYZNA
Często chodzicie do teatru?

INDIANIN
Gdy księżyc wysoko na prerią... gdy wilk wyć w górach, gdy wielki wiatr ryczeć w Żółtej Dolinie, my teatr "Bizonia Pała", nasza zabukowany główny balkon, cały szczep wchodzić za trzy szylingi i sześć pensów.

MĘŻCZYZNA
Doskonale.

INDIANIN
Dyrektor teatru, Stan Wilson, mnóstwo dobry przyjaciel Czerwone Stopy. Po przedstawieniu nasza iść na rada z reżyser, Sandy Camp, do przytulny bar "Dzwonki i Kompasy". On wielki reżyser. Mnóstwo sławny.

MĘŻCZYZNA
Nie słyszałem o nim.

INDIANIN
On mówić - "Bizonia Pała" lubić grać Czerwone Stopy.

MĘŻCZYZNA
To dobrze...

INDIANIN
Nasza grać "M jak morderstwo". Wódz "Rączy Łoś", on zabijać bizony gołoręcznie, biegać tysiąc kroków, gdy słońce wysoko. On grać komisarz Halski - mnóstwo fajny aktor.

MĘŻCZYZNA
Często występujecie w teatrze?

INDIANIN
Tak. Czerwone Stopy żyć z aktorstwa i polowań.

MĘŻCZYZNA
Zakopaliście topór wojenny?

INDIANIN
(wstaje i jeszcze bardziej gestykuluje)

Tak! My walczyć! Gdy wódz "Żółty Wąż" być przywódcą, a "Potężny Orzeł" być w kraina ojców, nasza walczyć z Paunisami przy Oxbow Crossing. Gdy Paunisi skraść kinowe kopie "Czego pragnie dziewczyna", nasze zabić pięćdziesięciu Paunisów.

(siada)

Co noc nasze namioty mnóstwo pełne. Mnóstwo dobra reklama.

MĘŻCZYZNA
(z ulgą w głosie)

No, chyba się zaczyna. Bogu dzięki.

(obaj spoglądają w kierunku sceny, potem Indianin sięga po bombonierkę, która leżała na sąsiednim fotelu)

INDIANIN
(częstując mężczyznę)

Blada twarz zjeść czekoladka?

MĘŻCZYZNA
Nie, dziękuję.

INDIANIN
(prezentując sobie czekoladkę)

"Chrupiąca żabka" - mnóstwo dobra.

(je czekoladkę; cięcie; na scenie przed kurtyną stoi mężczyzna - dyrektor teatru - ubrany w smoking, białą koszulę i muszkę)

DYREKTOR TEATRU
Panie i panowie. Zanim zaczniemy przedstawienie, pragnę przeprosić, ale pani Grażyna Szapołowska nie wystąpi dziś z powodu...

(nagle, zostaje trafiony trzema strzałami w plecy i jedną w pierś, pada martwy na scenie; słychać indiańskie bębny; cięcie)
"If a man is called to be a streetsweeper, he should sweep streets even as Michelangelo painted, or Beethoven played music, or Shakespeare wrote poetry. He should sweep streets so well that all the hosts of heaven and earth will pause to say, here lived a great streetsweeper who did his job well."

Awatar użytkownika
Livia
Boska Cesarzowa
Posty: 7935
Rejestracja: 25.08.07, 17:11
Lokalizacja: Obłok
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: Livia » 22.09.07, 03:28

Monolog - Zagranica
Występują:
Eric Idle


Wiele razy pytano mnie, czemu nigdy nie byłem za granicą. Postaram się to wyjaśnić - w końcu nie po to jeździ się za granicę, żeby być pędzonym niczym owce z autobusu do autobusu razem z jakimiś debilami. Te ich kapelusze słomkowe, te ich wełniane kamizelki, te ich tranzystory. Wiecznie narzekają na herbatę i te wszystkie bary szybkiej obsługi na Majorce, gdzie sprzedają ryby z frytkami, kalmary, tanie piwo i sałatki warzywne. A oni siedzą w tych bawełnianych kostiumach kąpielowych i smarują te swoje napuchnięte, spieczone, ropiejące cielska kremem do opalania, bo słoneczko ich trochę sparzyło. I te wszystkie hotele : "Mirra Mare", "Bella View" i "Continental" z tymi nowoczesnymi, luksusowymi pokoikami, z tymi pływalniami pełnymi szczynów i tłustych, niemieckich biznesmanów udających akrobatów, robiących piramidy, straszących dzieci, pchających się do kolejek na krzywy ryj. Jeśli nie zdążysz do stolika przed siódmą, to tracisz talerz grzybowej lury - podstawowe danie międzynarodowej kuchni. W barze w każdy czwartek jakiś cholerny kabaret z jakąś taką pindą bez bioder i cycków oraz starą tłustą ździrą o włosach zlepionych brylantyną, z wielkim dupskiem, tańczącą flamenco dla cudzoziemców. A raz w tygodniu wycieczka do lokalnych ruin rzymskich gdzie sprzedają rozwodnione lody i to ciepłe piwo. Wieczorem zabierają cię do typowej restauracji, w której przesiadują miejscowe typki. Przysiada się jakiś naprany badylarz z Luton, z automatycznym aparatem fotograficznym i numerem "Daily Express" z ubiegłego wtorku. Chrzani coś o tym, że rząd jest do niczego i iloma językami potrafi gadać Margaret Powell. W końcu zaczyna rzygać drinkami.
A potem siedzisz przez cztery dni na płycie startowej lotniska w Luton, gdzie nie ma nic do żarcia oprócz standartowych kanapek, a nawet nie można się napić piwka, bo wciąż jesteś w Anglii, gdzie każdy bar zamykają wtedy gdy w pysku ci zaschnie. Dzieciaki płaczą, rzygają, łamią plastikowe popielniczki a seksowny głos informuje cię przez megafon, że odlecisz najdalej za godzinę, choć dobrze wiesz, że twój samolot jest jeszcze w Islandii i musi wcześniej dostarczyć jakichś Szwedów do Jugosławii. W końcu odprawiają cię o trzeciej rano, a potem znów siedzisz godzinami w poczekalni z powodu nieprzewidzianych trudności, jak na przykład strajk kontrolerów lotu w Paryżu. Gdy wreszcie lądujesz na lotnisku w Maladze, wszyscy stoją w kolejce do klopa, potem w kolejce do odprawy celnej, w kolejce do autobusu. Autobus jeszcze nie przyjechał, a ma cię zabrać do hotelu, którego jeszcze nie wybudowano i gdy w końcu docierasz do jakiejś rudery o nazwie "Hotel Lima Sol" wybuliwszy połowę oszczędności jakiemuś licencjonowanemu bandycie w taksówce, to nie ma wody w basenie, nie ma wody w kiblu, nie ma wody w kranie, tylko jakaś cholerna jaszczurka w bidecie, a połowa zarezerwowanych pokoi jest już zajęta, zresztą i tak nie można spać bo w sąsiednim hotelu odbywa sie całonocna libacja...
"I am not young enough to know everything"
:wisienka:Obłokowe Emotki

Awatar użytkownika
Livia
Boska Cesarzowa
Posty: 7935
Rejestracja: 25.08.07, 17:11
Lokalizacja: Obłok
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: Livia » 22.09.07, 03:30

Program Pieniężny

Prowadzi: Eric Idle.

Dobry wieczór. Zapraszam na program pieniężny. Dziś zajmiemy się w nim pieniędzmi. Będzie ich sporo, na filmie i w studiu. Będą poukładane w eleganckie kupki, porozrzucane i dźwięczące, a także powiązane w pliki banknotów po 100 i więcej. Zobaczymy drobne banknoty wypychające portfelem piękne, świeżo wypisane czeki, miedziane monety upchnięte w kieszeniach spodni, romantyczną obcą walutę obijającą lub ocierającą się o uda w przerozkoszny sposób, banknoty prześlicznie wymięte i pozwijane oraz świeżutkie, namiętnie spięte banderolą o nadzwyczajnie dziewiczo równych krawędziach namiętnie pieszczące wnętrza walizek i kas pancernych oraz bezpiecznie zdeponowane na bezpiecznych kontach bankowych! Przepraszam... Ja kocham pieniądze. Wszelkie pieniądze. Zawsze ich pragnąłem. Obracać nimi, dotykać. Ach ten zapach zmoczonego deszczem florena, powab lira, blask i chwała gwinei! (Wchodzi na biurko.) Romantyczność rubla, gładkość franka, wzniosłość niemieckiej marki, chłodny, antyseptyczny dotyk franka szwajcarskiego, wspaniała opalenizna australijskiego dolara!

(Zaczyna śpiewać.)

90.000 funtów w mej piżamie się mieści,
A w banku mam konto na franków czterdzieści.
Liry trzymam w lodówce, a marki pod łóżkiem,
Zaś dolary inwestuję na mieście.
Nie ma nic cudowniejszego od pieniędzy,
Światem rządzi forsa i nic więcej!
Nie czas na zbędne słówka, liczy się gotówka,
Więc pożycz mi kilka tysięcy.
Nie ma nic cudowniejszego od pieniędzy,
Zawsze raźniej jest ze szmalem w ręce!
Przyszłość ludzkości leży w księgowości,
Szczęście to jest forsa i nic więcej!
Jesteś głodny, albo chory?
Lekarstwem są pieniądzory!
Ten świat zawzięcie wokół forsy się kręci!
"I am not young enough to know everything"
:wisienka:Obłokowe Emotki

Awatar użytkownika
Livia
Boska Cesarzowa
Posty: 7935
Rejestracja: 25.08.07, 17:11
Lokalizacja: Obłok
Kontaktowanie:

Re: Monty Python

Postautor: Livia » 05.11.07, 16:49

"Najśmieszniejszy Kawał świata"



Występują:
Ernest Pismak (twórca kawałów) - Michael Palin
Narrator - John Cleese
Matka Ernesta - Eric Idle
Dowódca - Eric Idle
Żołnierz angielski - John Cleese
Hitler - ?
Żołnierze niemieccy - ?


ERNEST PISMAK : (zapisuje kawał) W pokoju jest pełno mleczarzy, niektórzy z nich są bardzo starzy... (gniecie i wyrzuca kartę)
NARRATOR : Oto Ernest Pismak, twórca kawałów. Za chwilę wymyśli najzabawniejszy kawał świata i w konsekwencji umrze ze śmiechu.
(napisał najzabawniejszy kawał świata i po chwili umarł ze śmiechu!!!!)
NARRATOR : Kawał okazał się zabójczy. Nikt nie mógł go przeczytać i przeżyć. Matka Pismaka, zaniepokojona hałasem, weszła do pokoju i znalazła kartkę, którą uznała za list pożegnalny. (Matka przeczytała kawał i po chwili umarła za śmiechu. Pojawia się kilka czarnobiałych scen z wojny) ... tymczasem trwała wojna, dzielni brytyjscy chłopcy walczyli ze Szwabami, zaś ich dowódcy poszukiwali nowej broni, żeby ostatecznie zniszczyć przeciwnika... i chyba znaleźli ją tutaj. W tym małym domku w Kansienson. Był to kawał tak zabójczy, że nawet uzbrojone po zęby oddziały nie mogły mu się oprzeć.
(Uzbrojone po zęby oddziały przybyły po kartkę z kawałem)
NARRATOR : Doświadczenia na równinie Silen potwierdziły skuteczność rażenia kawałem do 50 jardów.
(Dwóch żołnierzy odsłania kawał, który jest napisany dużymi literami. Trzeci żołnierz czyta go z dużej odległości. Po przeczytaniu pada nie żywy na ziemię. Dwóch dowódców stoi w bunkrze, są poza zasięgiem kawału.)
DOWÓDCA 1 : Fantastyczne.
DOWÓDCA 2 : Przez całą zimę 43 roku, nasi antykawałowo zabezpieczeni tłumacze pracowali nad niemiecką wersją kawału. Dla większego bezpieczeństwa każdy opracowywał tylko jedno słowo. Jeden przypadkowo zobaczył dwa słowa i spędził kilka tygodni w szpitalu, lecz poza tym incydentem wszystko przebiegało pomyślnie i już w styczniu 44 roku dysponowaliśmy kawałem niezrozumiałym dla naszych oddziałów przeznaczonym dla Niemców.
NARRATOR : ...i tak 8 lipca 44 roku w Ardenach Niemcy usłyszeli kawał po raz pierwszy.
ŻOŁNIERZ ANGIELSKI : Do kawału!
(Żołnierze angielscy czytają głośno kawał w wersji niemieckiej. Niemieccy żołnierze konsultują między sobą interpretację kawału)
NARRATOR : Działanie kawału było zabójcze.
(Angielscy żołnierze biegną do ataku, zamiast broni maja kartki z kawałem. Czytają kawał. Niemcy po chwili umierają ze śmiechu)
NARRATOR : Niemcy ponieśli straszliwe straty.
(Szpital niemiecki. Żołnierze pokładają się ze śmiechu)
NARRATOR : Był to fantastyczny sukces, co najmniej 80.000 razy większy niż kawał użyty przed wojną w Monachium. Hitler nie potrafił mu sprostać!
(Kilka scen czarnobiałego filmu)
HITLER : Mój pies stracił nos.
ŻOŁNIERZE NIEMIECCY : A co z węchem.
HITLER : Śmierdzi okropnie.
"I am not young enough to know everything"
:wisienka:Obłokowe Emotki


Wróć do „Dowcipiarnia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron